Mam dość.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Mam dość !!! Nienawidzę ludzi...

Avatar użytkownika
przez ~Maja 08 wrz 2006, 19:32
Niewiele myśląc założyłam ten temat, bo właśnie w tym momencie przebrała się miarka i przy okazji chciałam sie przedstawić w tym temacie. Nazywam się Maja, ogromnie boję się życia i mam 14 lat.

Może mój problem wyda się strasznie niepoważny, ale mi rujnuje życie. <przepraszam za tak chaotyczne składam zdania, ale ledwo panuję nad tym wszystkim... >

Zaniedbałam swoje życie, przynajmniej tak przeczuwam. Zawsze tak czułam, gdy marnowałam swoje najlepsze szanse, a akurat dzisiaj dostałam panicznego ataku przed wszystkim, paranoidalnie zaczęłam bać się ludzi.
Narazie jedynie kogo akceptuję to jest moja mama, ale i tak nie mam z nią dobrego kontaktu. NIGDY nie zauważyłaby mojej depresji, jakiegoś lęku, złego samopoczucia, albo sznyt. Co gorsza nie wysłałaby mnie do psychologa albo psychiatry, zresztą ona uważa,że zawsze byłam taka, jaka teraz jestem.. Co ? Ja byłam apatyczna? Chorobliwie nieśmiała? Zamknięta do granic niemożliwości?
Mylne z prawdą.

Może cofnę się do swojego dzieciństwa. Jako dziecko nie miałam problemów z nawiązywaniem kontaktów z ludźmi, zawsze byłam wesoła, otwarta, odważna, otoczona koleżankami i kolegami. Niczego i nikogo się nie bałam, umiałam rozwiązać wszelkie problemy, które teraz okazałyby się być niemożliwe do pokonania. Nie muszę wspominać, że dzisiaj jest zupełnie odwrotnie niż te ok. 5 lat temu ? Na dodatek z roku na rok ten stan zaczął mi się drastycznie pogarszać. NIENAWIDZĘ ludzi! Wierzę, że życza mi źle, że też mnie nienawidzą, choć fałszywie udają przyjaźń.

Te myśli mnie tak zdominowały, że nie potrafię nawiązać rozmowy z kimkolwiek, bo od razu moja nieśmiałość się ukazuje i staję się nerwowa.

W ten sposób krok po kroczku uświadomiłam sobie, że mogłabym mieć depresję. Chociaz sobie jej nie wmawiam, NIE CHCE JEJ MIEĆ, tylko chcę normalnie, szczęśliwie ŻYĆ, a nie istnieć. Chcę być normalna. <z całym szacunkiem do osób dotkniętych nerwicą i depresją, nie myślę o Was źle.. ! > Wszyscy moi znajomi myślą, że jest ze mną wszystko w porządku, że się nie przejmuję swoim charakterem i że mi wszystko pasuje, tak jak jest. A DLACZEGO TAK SIĘ STAŁO? Ponieważ jak poznałam większość w 1 klasie gimnazjum nałożyłam "maskę", której nie zdejmowałam przez pół roku. Powoli zaczynała wygasać, bo nie mogłam zawsze być sztucznie "nakręcona" , radosna, uśmiechnięta, rozgadana. Po prostu na siłę starałam się być duszą towarzystwa. Udawało mi się to, ale powoli wracało moje prawdziwe JA i w ten sposób sprowadziło na ziemię. Jeszcze z negatywniejszym skutkiem. Raczej nikt się ode mnie nie odwrócił, to ja się odrwacam od wszystkich. Zerwałam kontakty, które mnie najbardziej męczyły i sprowadzały największą panikę.Choć ciesze się, że nie ograniczyłam liczby swoich przyjaciół do ZERA. Mam jedną przyjaciółkę, na której mi okropnie zależy ( i tylko na niej) , a wszystkich innych totalnie olewam. Tylko ona zna moje prawdziwe JA i jeszcze nie uciekła ;).
Potrzebuję dobrego psychologa, tak sądzę. Gdzie go znajdę, jak nawet własna matka nie dopuści sobie do mysli, że jej córka chce się leczyć? Błagam... Odpiszcie. Naprawdę mi zależy na Waszych radach, ponieważ jeszcze nie straciłam kompletnie nadziei na ŻYCIE. Nie istnienie.
Zaniedbałam to.
Jestem zmęczona tym wszystkim. I w szczególności ludźmi, moją fobią przed drugim człowiekiem i jakąkolwiek rozmową z nim. A moze lepiej by było, gdybym... ?

Przynajmniej skończyłabym tą swoją męczarnię.
..trzeba być gorszym... by potem stać się lepszym
trzeba być głupim... by móc stać się mądrzejszym... (...)
by czuć upadek... z wysoka spaść trzeba
być na dnie... by móc sięgnąć nieba... (...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
263
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 18:22

Avatar użytkownika
przez ~Maja 08 wrz 2006, 20:12
Malcolm napisał(a):
"Nienawidzę ludzi..."


Przyłączam się do tego uogólnego stwierdzenia. :!:


Jest uogólnione tylko w temacie, reszta jest wytłumaczona w szczegółach w treści mojego postu...
..trzeba być gorszym... by potem stać się lepszym
trzeba być głupim... by móc stać się mądrzejszym... (...)
by czuć upadek... z wysoka spaść trzeba
być na dnie... by móc sięgnąć nieba... (...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
263
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 18:22

przez Grażyna Połóg 08 wrz 2006, 23:53
Witaj Maju!
Ja też czasem "nienawidzę" ludzi teraz aktualnie nie, ale zdarza mi się. Mam jedną przyjaciółkę, której mogę powiedzieć wszystko, nie zawsze mogę powiedzieć wszystko mojemu mężowi. Mam zespół depresyjny tak orzekł psychiatra, kiedy raz do niego poszłam, jak powiedziałam o tym mojej mamie, a nie mam z nią najleprzych przejść okazało się, że ona też to ma i moja babka powiedzmy na to umarła. Ty, wydaje mi się znajdujesz się w nowej sytuacji, w nowej szkole, oprócz tego dojrzewasz, świat, siebie i ludzi zaczynasz postrzegać w inny sposób. Dorastasz. Masz prawo popełniać błędy, dokonywać błędnych wyborów, tak zdobywasz doświadczenie. Myślę też, że każdy człowiek nosi jakiś lęk przed drugim człowiekiem, a to rodzi agresje. Każdy ma lepsze lub gorsze dni. Masz przyjaciółkę, wspierajcie się na wzajem, przyjaźń umiejętnie pielęgnowana może zostać na całe życie, moja trwa już 17 chyba lat. Spróbój spojrzeć na wszystko z dystansem, każdy problem można rozwiązać i nie należy podejmować drastycznych kroków. Też mam za sobą samookaleczenia itd., ale życie to walka, nie daj się pokonać. Trzymaj się i nie daj się.

[ Dodano: Pią Wrz 08, 2006 10:53 pm ]
Czasem jestem toksyczna!
Posty
71
Dołączył(a)
25 lut 2006, 20:31
Lokalizacja
Lisiowólka

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez ~Maja 09 wrz 2006, 08:42
Ale ja byłam inna, NIE JESTEM samotniczką z natury. Po prostu sama chcę się odizolować ze względu na mój lęk wypadnięcia(?) przed ludźmi jak najlepiej. <chce się ukazać jak z najlepszej strony.. > I nie umiem zachować dystansu do wszelkich sytuacji :| Za bardzo się denerwuję, by rozmawiać z ludźmi ...
Fobia społeczna?

Chyba już mi nigdy nic nie pomoże.


Ty, wydaje mi się znajdujesz się w nowej sytuacji, w nowej szkole, oprócz tego dojrzewasz, świat, siebie i ludzi zaczynasz postrzegać w inny sposób

Tak, ale czemu nie potrafię sie przystosowac do otoczenia? Bo gdybym tylko zaczynała postrzegac to wszystko w inny sposób, to nie miałoby tak drastycznych wyników... :(
..trzeba być gorszym... by potem stać się lepszym
trzeba być głupim... by móc stać się mądrzejszym... (...)
by czuć upadek... z wysoka spaść trzeba
być na dnie... by móc sięgnąć nieba... (...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
263
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 18:22

Avatar użytkownika
przez Wypalony 09 wrz 2006, 18:28
Moze sprobuj porozmawiac szczerze z matka, wyjasnij jej co sie z Toba dzieje i dlaczego uwazasz ze powinnas isc do psychologa. Powinna to zrozumiec, jesli nie od razu, to wracaj do tej sprawy co jakis czas. Moi rodzice, zwlaszcza ojciec, do dzis sie nie pogodzili z tym ze maja syna "normalnego inaczej", ale jakos udalo mi sie naklonic ich do nieprzeszkadzania w leczeniu, z czasem nawet zaczeli pomagac. Mi moze bylo o tyle "latwiej" ze moje schizki w pewnym momencie zaczely byc dosc widoczne dla otoczenia. Ale jesli szczerze i czesto bedziesz rozmawiala o tym z mama, to ona tez to zrozumie. Poza psychoterapia wiele doradzic Ci nie moge, zreszta dobry psycholog wspolnie z Toba rozpracuje Twoje problemy znacznie doglebniej i bardziej kompetentnie niz ja bylbym w stanie.
"Moja pieśń życia jeszcze dla mnie nie zamilkła
Niejedna przestrzeń jeszcze mój usłyszy głos"
Jacek Kaczmarski "Obława III"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
175
Dołączył(a)
23 sie 2006, 15:59
Lokalizacja
Katowice

Mam dość!

Avatar użytkownika
przez niqqa 09 wrz 2006, 21:28
Mam dość, naprawde mam dosc wszystkiego.Nie dosc ze mam nerwice lekowa chyba popadam teraz w depresje :(
Nie potrafie sie juz z niczego cieszyc. Mam wrazenie, ze wszyscy maja mnie gdzies. Ze nic juz mnie ciekawego nie czeka. Mam 20 lat a czasem czuje takie zmeczenie zyciem. Ze wszystko jest bez sensu, Ze zycie to idzie w takie kolko...tydzien za tygodniem , kazdy dzien taki sam. Za tydzien wyjezdzam za granice na urlop i nawet z tego jakos specjalnie sie nie ciesze :( I do tego jeszcze pewnien problem....

Moze najpierw od poczzatku....
Kilka miesiecy spotykalam sie z pewnym mezczyzna. Bardzo go polubilam i mysalam ze on tez jakos serio traktuje to co nas laczy. Ale niestety trafilam na cynicznego drania dla , którego liczyl sie wlasciwie tylko seks... :(
Przebolalam to jakos ale ciezko bylo.

Pewnego dnia z nudow napisalam do kogos na gg (do kogos obcego) Bardzo sie polubilismy. Naprawde.Dobrze sie nam rozmawia...jest bardzo milo jednym słowem ;)
Na gg gawedzimy juz z ponad pol roku praktycznie codziennie.Rozumiemy sie praktycznie jednym slowem. Czesto w tym samym czasie myslimy o tym samym.Przez to jest zabawnie.Stal sie dla mnie kims bliskim...
Wszystko byloby okej gdyby nie pewna sprawa.Otóz moj znajomy mieszka daleeko ode mnie. Ja jestem z Wawy on z gór. praktycznie z ok 400 km. z 7 godzin jazdy pociagiem. Ale spotkalismy sie w te wakacje. Bylo naprawde wspaniale. Chyba az za dobrze bo nie moge o tym przestac myslec :(
I zastanawiam sie czy wogole jest sens sie w to angazowac ?? Niby moi rodzice poznali sie na wakacjach (wakacyjna milosc, ktora przerodzila sie w milosc na cale zycie) ale mieli lepiej bo dzielilo ich z 200 km....wiec przetrwalo uczucie.

Mysle sobie, przeciez jestesmy dorosli, studiujemy, ja studiuje zaocznie wiec nie jestem uwiazana i zawsze mzona znalezc troche czasu zeby sie zobaczyc...

On nic mi nie mowi ale widze, ze chyba tez mnie polubil tak bardziej, ale nic nie mowi o tym bo chyba sam nie wierzy, ze to moze przetrwac...
Ja niestety z Warszawy narazie nie moge sie przeprowadzic bo tu mam uczelnie. On tak samo, zreszta tam jest bardziej skomplikowane bo uprawia taka dyscypline sportu, ze niestety musi byc w gorach :(

I teraz zastanawiam sie, czy wyjawnic mu co tak naprawde czuje i co mysle o tej naszej znajomosci. Ze nie jest mi obojetny.....
Nie wiem co mam robic. Znowu czuje poddenerwowanie, choc juz dzis zazylam swoje leki :( :cry:

Czemu zawsze to musi byc takie skomplikowane?? :(
Pozdrawiam Was!
Niebo jest na wyciągnięcie ręki,tylko ciągle nie wiemy jak tam dojść....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
17 sty 2006, 22:32

x

przez provincia 09 wrz 2006, 21:55
xxxxx
Ostatnio edytowano 19 wrz 2006, 17:53 przez provincia, łącznie edytowano 1 raz
Offline
zbanowany
Posty
10
Dołączył(a)
28 sie 2006, 09:12
Lokalizacja
WARSZAWA

Avatar użytkownika
przez Wypalony 09 wrz 2006, 22:23
Zgadzam sie, jesli uczucie jest szczere z obu stron, to 400 km nie stanowi zadnej realnej przeszkody. Jasne ze nie bedzie latwo, ale jesli sie kochacie, to chyba szkoda by bylo to zmarnowac...
PS.: A gdyby wszystko w zyciu bylo proste, to zycie byloby nudne...Chociaz raz na czas czlowiek moglby sie dla odmiany ponudzic... :smile:
"Moja pieśń życia jeszcze dla mnie nie zamilkła
Niejedna przestrzeń jeszcze mój usłyszy głos"
Jacek Kaczmarski "Obława III"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
175
Dołączył(a)
23 sie 2006, 15:59
Lokalizacja
Katowice

Nie wiem ile jeszcze wytrzymam...Co będzie dalej...

przez Smutna... 17 wrz 2006, 21:17
Mam już dosyć to trwa od dawna...szczególnie ostatno czuję się okropnie...nie mam siły nawet się ruszyć, czuję się tak jakby moje ciało znieruchomiało, mój umysł był w jakimś głębokim szoku i zapaści...wciąż boję się że mam schizofrenię, wszyscy naokól postrzegaą mie jak psychicznie chorą, coraz częściej miewam myśli samobójcze, zastanawiam się ile jeszcze dam radę, ile wytrzymam, dlaczego to musi być takokrope :cry: zupełnie jakbym nie miała myśli, wysuszony umysł, kompletną pustkę w głowie, nic nie mogła zrobić...mój świat się zaterzymał a ja nie mam siły iść dalej... co ze sobą zrobić, by to wreszcie minęło, przestało mnie męczyć, dało spokój....
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
21 kwi 2006, 13:12

Avatar użytkownika
przez Radison 18 wrz 2006, 15:31
Cześć

Nie znam żadnej uniwersalnej rady, bo może zresztą takich nie ma. Uważam, że najważniejsze (dla mnie takie jest), to wyrwać mózg z marazmu, dobrze go nastroić żeby mieć narzędzie do rozwiązywania problemów. Jeśli myślisz, że niewarto poczytać jakiejś książki, pójść na basen, albo, pojeździć na rowerze (wybacz, jestem facetem; pewnie wolisz co innego) to spójrz na ostatni dzień, lub dwa. Jeśli nie zrobiłaś w tym czasie nic, to na pewno żadne zajęcie nie wydaje się już głupie. Nie wymagaj od siebie zbyt wiele - nie oczekuj, że tylko coś zaczniesz robić, od razu wróci wspaniały nastrój. Wróci, albo nie - nic na to nie poradzisz. Ale zawsze będziesz mogła powiedzieć, że przynajmniej przejechałaś 10 km (no bo przecież nie, że przebiłaś dętkę ;-)) A to już coś, szczególnie, kiedy nie chce się z pozoru nic.
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
22 sie 2006, 19:27
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez Wypalony 18 wrz 2006, 23:02
Radison ma racje. A ja mam pytanie ;) Probujesz sama sobie radzic z tym wszystkim? Mam nadzieje ze nie, w takich wypadkach zawsze dobrze miec oparcie, nie tylko w kims bliskim, ale takze fachowcach. Na depresje naprawde pomaga psychoterapia, z czyms powazniejszym dobrze jest tez, moim zdaniem, walczyc przy pomocy lekow.
Tak czy owak, musisz zrozumiec ze z tego typu problemami nie da sie niestety wygrac z dnia na dzien. Psychoterapia, leki, czy hmm nazwijmy to autoterapia (to co zaleca Radison) sa naprawde skuteczne, ale potrzeba czasu zeby przyniosly pozytywny i trwaly skutek. Takze nie poddawaj sie, jesli na poczatku nie bedzie widocznej poprawy. W ogole sie nie poddawaj, bo nie warto! :smile:
Poza szukaniem sobie jakis angazujacych zajec (sport, hobby itp), mysle ze pomogloby tez stosowanie jakis metod relaksu. Goraca kapiel, jakas fajna muzyka, cos co w zasadzie nie angazuje, ale odpreza.
Jesli stopniowo bedziesz wprowadzala wszystkie te pomysly w zycie, to z pewnoscia sobie poradzisz. Wierze w Ciebie!
"Moja pieśń życia jeszcze dla mnie nie zamilkła
Niejedna przestrzeń jeszcze mój usłyszy głos"
Jacek Kaczmarski "Obława III"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
175
Dołączył(a)
23 sie 2006, 15:59
Lokalizacja
Katowice

Avatar użytkownika
przez Poetka 19 wrz 2006, 14:30
Smutna - u mnie jest podobnie...
Żyję się z dnia na dzień. Ja umarłam osiemnastego lutego 2006 roku o 17.06.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
167
Dołączył(a)
13 sty 2006, 20:09
Lokalizacja
znikąd.

Avatar użytkownika
przez Poetka 19 wrz 2006, 14:36
Masz dość....tak jak my wszyscy.
Żyję się z dnia na dzień. Ja umarłam osiemnastego lutego 2006 roku o 17.06.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
167
Dołączył(a)
13 sty 2006, 20:09
Lokalizacja
znikąd.

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Frozen21 i 11 gości

Przeskocz do