"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez szrama 11 lis 2014, 03:59
LIGHTING CRASHES napisał(a):to,ze mam blizny dla faceta ma ogromne znaczenie
kazdy chce przeciez gładką,a przede wszystkim normalną laskę

Chcę żebyś po prostu wiedziała, że nie dla każdego. Bynajmniej nie dla mnie i podejrzewam, że dla wielu innych również nie ma to znaczenia i nie piszę tak ze względu na to, że sam mam bliznę. Większość facetów to kretyni podobnie jak większość kobiet to idiotki. Zrobiłbym wszystko by ci pomóc, ale niestety, sytuacja wygląda tak, że to ja potrzebuję pomocy, ogromnej, kogoś kto chwyci mnie za rękę i pokieruje, pomoże. Dlatego po prostu chcę żebyś wiedziała, że nie wszyscy są tacy, wiem, to ciężkie znaleźć kogoś normalnego. Ja niestety potrzebuję kogoś kto znajdzie mnie, nie ja jego, bo sam nie dam rady z tego wyjść.

-- 11 lis 2014, 04:07 --

Witas napisał(a): problemem byl wzrost - mam 167 cm. Powiedziała o tym otwarcie, rozumiem, wysoki wzrost wzmacnia poczucie bezpieczeństwa. i teraz od momentu tej rozmowy (kilka dni ) czuję się fatalnie- wiem że taki aspekt fizyczny jest cholernie ważny o kobiety w poszukiwaniu partnera. Wydaje mi się że ta dziewczyna jako jedyna powiedziała mi prawdę, objaśniając dotychczasowe niepowodzenia. Doi tego doszło ogólne niezadowolenie z z własnej sytuacji, plus niestety silne myśli samobójcze. Jestem aktywnym rowerzystą, jutro czeka mnie mała rowerowa impreza, na którą... nie widzę sensu iść. Nie wiem czy mój stan jest spowodowany tym niekorzystym bodźcem, czy... leki przestały działać? Soryy z e nieskładne zdanie, nawet na tym nie potrafię się skupić;/

było trzeba jej powiedzieć, że ma za małe cycki. Ja nie mam pojęcia jaki mam wzrost, ale 175 cm chyba nie przekraczam, nie mam pojęcia nawet. Rozumiem jak się czujesz, tyle mogę powiedzieć. Myślę żebyś spróbował przejechać się na wycieczkę może poznasz kogoś normalnego. Wiadomo, niestety, ale gdyby dziewczyna była jakimś karłem nie dałbym rady się z nią związać, ale 167 cm, bez przesady. Założę się, że znajdziesz niejedną, której to nie będzie przeszkadzać.
Offline
Posty
406
Dołączył(a)
30 kwi 2014, 03:49
Lokalizacja
lubuskie

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez LIGHTING CRASHES 11 lis 2014, 13:21
Szrama...może dlatego nie trafiam na nikogo , kto zrozumiałby mnie, bo ''normalni '' chowają się na takich forach:)
Każdy mi to jakieś słowo otuchy podsyła, to wyjątkowo miłe..pierwszy raz się z czymś takim spotykam!
Mogę Cię zapytać..co Ci jest,że tak mocno potrzebujesz kogoś kto Cię poprowadzi??
Ja w liceum zyskałam takiego człowieka...do teraz jest mi jak hardkorowy ojciec...bez niego myslę,że nie byłoby mnie już dawno wśród żywych...

-- 11 lis 2014, 12:38 --

Witas napisał(a):Witam,
Po krótce zajmę Wam czas, bo w tej chwili nikt ze znajomych czy rodziny nie chce mnie zrozumieć, może nie potrafią, może ja nie dość dokładnie werbalizuję o co mi właściwie chodzi.
Zatem choruję na depresję, (klasyczne objawy: niskie poczucie własnej wartości, zaburzenia rytmu dobowego, problemy z koncentracją - zmusiły mnie nawet do zmiany pracy)
Ponieważ aktualnie pracuję w miejscu tymczasowym, niedawno miałem okazję wrócić do pracy w zawodzie. Do rozmowy kwalifikacyjnej przygotowałem się na tyle ile moglem, byłem nawet zdziwiony że SSRI tak dobrze wpływają na koncentrację. Niestey, rozmowa nie udała się, ale wiem że nie poszło tragicznie, do kolejnej w tej samej instytucji chcę się lepiej przygotowac, poczyniłem już pewne kroki (czytanie literatury, śledzenie co się dzieje w "srodowisku")
Udało mi się zapoznać nową dziewczynę - od dwóch lat jestem sam, moje wszytskie spotkania z płcią przeciwną są bezskuteczne. Udało mi się "klasycznie" zagadać do dziewczyny na imprezie, dostałem jej numer teleofnu, potem spacer. Było miło, z każdym dniem wydawało mi się że wreszcie katorga bycia singlem się skończyła. Aż tu, niestety doszło do poważnej rozmowy, okazało się że nie jestem w jej typie - niby wszytsko fajnie, dowiedziaęłm się że jestem pewny siebie. problemem byl wzrost - mam 167 cm. Powiedziała o tym otwarcie, rozumiem, wysoki wzrost wzmacnia poczucie bezpieczeństwa. i teraz od momentu tej rozmowy (kilka dni ) czuję się fatalnie- wiem że taki aspekt fizyczny jest cholernie ważny o kobiety w poszukiwaniu partnera. Wydaje mi się że ta dziewczyna jako jedyna powiedziała mi prawdę, objaśniając dotychczasowe niepowodzenia. Doi tego doszło ogólne niezadowolenie z z własnej sytuacji, plus niestety silne myśli samobójcze. Jestem aktywnym rowerzystą, jutro czeka mnie mała rowerowa impreza, na którą... nie widzę sensu iść. Nie wiem czy mój stan jest spowodowany tym niekorzystym bodźcem, czy... leki przestały działać? Soryy z e nieskładne zdanie, nawet na tym nie potrafię się skupić;/

wzrost nie definiuje tego jakim jestes czlowiekiem,tak samo kolor oczu czy temat na tym fragmencie forum-zakola
znasz sw wartosc i zadna dziewczyna nie moze Ci mowic,ze jestez be bo nizszy
jesli do tej pory to bylo powodem Tw singielstwa tzn,ze nie trafiles na osobe,dla ktorej bedziesz liczyl sie TY
badz wytrwaly i rob swoje:)
Czas robi swoje, a Ty?
Posty
105
Dołączył(a)
10 lis 2014, 22:44

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez DestruktorMysli 11 lis 2014, 13:44
Po liceum wybrałem się na studia. Rzuciłem je po 3 miesiącach. Siedziałem w domu przed komputerem. Po pół roku wyszedłem do ludzi, udzielając się w różnych wolontariatach, co robię do dziś.

Chcę uciec i poniekąd nie mam dokąd, bo nigdzie nie zostanę od razu doceniony tak, jak tego potrzebuję, ale lepsza wydaje mi się ucieczka, kojarzy mi się z odwagą, niż pozostanie w marnej sytuacji życiowej i dążenie do autodestrukcji, do której skłania mnie wszystko, co mnie dziś otacza.

Chcę uciec głównie dlatego, że nie mam przyjaciół, kolegów, koleżanek, z którymi mógłbym spędzać czas i realizować się. W głowie siedzi mi rozwalona miłość z niedalekiej młodości - paradoksalnie najlepiej wyszło mi w życiu to, czego już nie ma. Oprócz niej parę innych problemów z przeszłości. Nic mnie w Polsce nie trzyma. Tak samo, jak boję się żyć tutaj, będę się bał gdzieś indziej, tyle, że tam myślę, że będzie mi się łatwiej przełamać, ponieważ tam inni też się przełamują, a w Polsce, przynajmniej w moim mieście (a niby duże, bo ok. 400 tysięcy mieszkańców), każdy tylko narzeka, jak mu jest źle i robi w kółko to samo. A życie ucieka mi przez palce.

Już nie mam siły dłużej siedzieć w szkołach, gdyż nie widzę w nich efektu, wręcz tylko gubię się wśród wszystkich terminów zaliczeń i w materiale, którego nie ogarniam, ponieważ bardzo się tym wszystkim przejmuję. Na studiach (zarządzanie) dałem radę utrzymać się przez 3 miesiące. Po tym okresie stwierdziłem, że nie będę niszczył sobie zdrowia, skoro tak strasznie się tam czuję. Przebywać wśród setek ludzi i być zagubionym (wolne godziny dominowały mój plan dnia i zostawałem sam ze sobą) i nie mieć z tego niczego pozytywnego - straszne uczucie. I niestety te studia nie są raczej jakieś wymagające niewiadomo jak. Inni sobie świetnie dają radę, ale ja nie.

Na dodatek nie mam jakieś wielkiej motywacji, żeby np. skończyć studia, ponieważ na wolontariacie poznałem sporo ludzi, którzy już studia skończyli lub kończą, nie pracują w zawodzie, a jak pracują poniekąd w wyuczonym zawodzie, nie realizują się, tylko żyją... żeby przeżyć.

Nie mam pasji. Mam marzenia. Chcę pracować i czuć się docenionym. Nie ważne są dla mnie pieniądze, a to, czy będę z każdym dniem uczył się czegoś, co pozwoli mi zarobić więcej i jednocześnie będę widział efekt. W niedalekiej przyszłości chcę prowadzić małą kawiarnię.

W szkole ciągle czuję się durniem. Nikt mnie nie chwali, tylko wciąż kontroluje i kara za błędy. A przecież mam ręce, nogi, głowę, tułów, nadrzędnym naturalnym celem ludzkości jest przetrwanie gatunku i z tym pewnie też dałbym sobie radę, ale w szkole wciąż ktoś mi "wmawia", że jestem do niczego. Tak samo odbieram oferty pracy, że zawsze mógłbym wiedzieć i zrobić więcej a i tak byłbym karany za błędy i nikt by mnie nie pochwalił.

Gdy patrzę na ogłoszenia pracy w Polsce, czuję się beznadziejnie, żeby nie przeklnąć. Wymagania: doświadczenie, szkoły, kursy, język obcy. Oferujemy: pracę. Przecież z wyuczonym językiem angielskim i doświadczeniem nie będę siedział w Polsce i tyrał za grosze w nierozwijającej się firmie! Ogłoszenia zagraniczne są podobne, ale gdy wyjadę za granicę i nawet będę "niewolnikiem", to zawsze będę "niewolnikiem" w jakimś fajnym miejscu, gdzie zawsze będę miał możliwość choćby obserwowania ludzi, którzy cieszą się życiem. To by mi dało energię do wyrwania się z beznadziejności i realną ocenę, że to się po prostu da zrobić. W moim otoczeniu wszyscy przeżywają swoje życie na takim samym, niskim poziomie i nie realizują własnych konkretnych celów.

Zastanawiam się, czy nie iść osobiście do paru firm i nie zanieść im mojego skromnego CV (liceum, wolontariat) i nie "wyrwać" od nich jakiegoś stażu czy pracy, żebym się rozwijał, polepszył swoją sytuację i być może wtedy, gdy będę miał sposób na fajny zarobek, będę w stanie skończyć studia. Tylko nie wiem, jakie to miałyby być firmy czy instytucje. Trzeci sektor w Polsce bazuje na wolontariuszach, a ja muszę za coś żyć (narazie właściwie nie muszę, ale chcę mieć taką możliwość, czuję dużą presję z tym związaną), odkładać na kawiarnię, poczuć komfort psychiczny. Wolontariuszem mogę być w wolnym czasie, ale naprawdę nie da się dostawać za podobną pracę, tyle, że regularną i wykonywaną przez 8-10 godzin dziennie wynagrodzenia? To by była dla mnie świetna opcja, ponieważ lubię pomagać ludziom i nie mam zamiaru ich oszukiwać, nagabując na kupno jakiegoś szajsu lub produkując te buble.

Wiem, że można w tym kierunku zostać opiekunem w hospicjum i otrzymywać za to wynagrodzenie, ale tam ludzie umierają, a ja sam też mam właściwie ochotę umrzeć. Wolę zajmować się rozwojem projektów, które aktywizują ludzi, obojętnie, w jaki sposób. Robota papierkowa, rozmawianie z ludźmi, prowadzenie szkoleń... Wiadomo, że tego wszystkiego musiałbym się nauczyć, ale najważniejszy jest dla mnie cel, który dzięki mojej pracy zostałby osiągnięty. Tym celem nie mogą być pieniądze. Myśląc o kawiarni, uwzględniam w planach dawanie ludziom radości przez zapewnienie im fajnych warunków do spędzenia wolnego czasu, a pieniądze, które dzięki tej działalności zarobię chcę przeznaczyć na podobną działalność, np. kameralny klub, w którym promowałbym niezależną sztukę.

Kocham i nienawidzę ludzi. Wyrządzili mi oni wiele krzywd, przeszkadza im to, że jestem introwertykiem i ta instrowersja uniemożliwia mi szczęście, ale jednocześnie wierzę, że są ludzie, którzy tak jak ja chcą osiagnąć jakiś konkretny cel w życiu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
197
Dołączył(a)
16 sty 2014, 17:51

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez LIGHTING CRASHES 11 lis 2014, 13:54
DestruktorMysli napisał(a):Po liceum wybrałem się na studia. Rzuciłem je po 3 miesiącach. Siedziałem w domu przed komputerem. Po pół roku wyszedłem do ludzi, udzielając się w różnych wolontariatach, co robię do dziś.

Chcę uciec i poniekąd nie mam dokąd, bo nigdzie nie zostanę od razu doceniony tak, jak tego potrzebuję, ale lepsza wydaje mi się ucieczka, kojarzy mi się z odwagą, niż pozostanie w marnej sytuacji życiowej i dążenie do autodestrukcji, do której skłania mnie wszystko, co mnie dziś otacza.

Chcę uciec głównie dlatego, że nie mam przyjaciół, kolegów, koleżanek, z którymi mógłbym spędzać czas i realizować się. W głowie siedzi mi rozwalona miłość z niedalekiej młodości - paradoksalnie najlepiej wyszło mi w życiu to, czego już nie ma. Oprócz niej parę innych problemów z przeszłości. Nic mnie w Polsce nie trzyma. Tak samo, jak boję się żyć tutaj, będę się bał gdzieś indziej, tyle, że tam myślę, że będzie mi się łatwiej przełamać, ponieważ tam inni też się przełamują, a w Polsce, przynajmniej w moim mieście (a niby duże, bo ok. 400 tysięcy mieszkańców), każdy tylko narzeka, jak mu jest źle i robi w kółko to samo. A życie ucieka mi przez palce.

Już nie mam siły dłużej siedzieć w szkołach, gdyż nie widzę w nich efektu, wręcz tylko gubię się wśród wszystkich terminów zaliczeń i w materiale, którego nie ogarniam, ponieważ bardzo się tym wszystkim przejmuję. Na studiach (zarządzanie) dałem radę utrzymać się przez 3 miesiące. Po tym okresie stwierdziłem, że nie będę niszczył sobie zdrowia, skoro tak strasznie się tam czuję. Przebywać wśród setek ludzi i być zagubionym (wolne godziny dominowały mój plan dnia i zostawałem sam ze sobą) i nie mieć z tego niczego pozytywnego - straszne uczucie. I niestety te studia nie są raczej jakieś wymagające niewiadomo jak. Inni sobie świetnie dają radę, ale ja nie.

Na dodatek nie mam jakieś wielkiej motywacji, żeby np. skończyć studia, ponieważ na wolontariacie poznałem sporo ludzi, którzy już studia skończyli lub kończą, nie pracują w zawodzie, a jak pracują poniekąd w wyuczonym zawodzie, nie realizują się, tylko żyją... żeby przeżyć.

Nie mam pasji. Mam marzenia. Chcę pracować i czuć się docenionym. Nie ważne są dla mnie pieniądze, a to, czy będę z każdym dniem uczył się czegoś, co pozwoli mi zarobić więcej i jednocześnie będę widział efekt. W niedalekiej przyszłości chcę prowadzić małą kawiarnię.

W szkole ciągle czuję się durniem. Nikt mnie nie chwali, tylko wciąż kontroluje i kara za błędy. A przecież mam ręce, nogi, głowę, tułów, nadrzędnym naturalnym celem ludzkości jest przetrwanie gatunku i z tym pewnie też dałbym sobie radę, ale w szkole wciąż ktoś mi "wmawia", że jestem do niczego. Tak samo odbieram oferty pracy, że zawsze mógłbym wiedzieć i zrobić więcej a i tak byłbym karany za błędy i nikt by mnie nie pochwalił.

Gdy patrzę na ogłoszenia pracy w Polsce, czuję się beznadziejnie, żeby nie przeklnąć. Wymagania: doświadczenie, szkoły, kursy, język obcy. Oferujemy: pracę. Przecież z wyuczonym językiem angielskim i doświadczeniem nie będę siedział w Polsce i tyrał za grosze w nierozwijającej się firmie! Ogłoszenia zagraniczne są podobne, ale gdy wyjadę za granicę i nawet będę "niewolnikiem", to zawsze będę "niewolnikiem" w jakimś fajnym miejscu, gdzie zawsze będę miał możliwość choćby obserwowania ludzi, którzy cieszą się życiem. To by mi dało energię do wyrwania się z beznadziejności i realną ocenę, że to się po prostu da zrobić. W moim otoczeniu wszyscy przeżywają swoje życie na takim samym, niskim poziomie i nie realizują własnych konkretnych celów.

Zastanawiam się, czy nie iść osobiście do paru firm i nie zanieść im mojego skromnego CV (liceum, wolontariat) i nie "wyrwać" od nich jakiegoś stażu czy pracy, żebym się rozwijał, polepszył swoją sytuację i być może wtedy, gdy będę miał sposób na fajny zarobek, będę w stanie skończyć studia. Tylko nie wiem, jakie to miałyby być firmy czy instytucje. Trzeci sektor w Polsce bazuje na wolontariuszach, a ja muszę za coś żyć (narazie właściwie nie muszę, ale chcę mieć taką możliwość, czuję dużą presję z tym związaną), odkładać na kawiarnię, poczuć komfort psychiczny. Wolontariuszem mogę być w wolnym czasie, ale naprawdę nie da się dostawać za podobną pracę, tyle, że regularną i wykonywaną przez 8-10 godzin dziennie wynagrodzenia? To by była dla mnie świetna opcja, ponieważ lubię pomagać ludziom i nie mam zamiaru ich oszukiwać, nagabując na kupno jakiegoś szajsu lub produkując te buble.

Wiem, że można w tym kierunku zostać opiekunem w hospicjum i otrzymywać za to wynagrodzenie, ale tam ludzie umierają, a ja sam też mam właściwie ochotę umrzeć. Wolę zajmować się rozwojem projektów, które aktywizują ludzi, obojętnie, w jaki sposób. Robota papierkowa, rozmawianie z ludźmi, prowadzenie szkoleń... Wiadomo, że tego wszystkiego musiałbym się nauczyć, ale najważniejszy jest dla mnie cel, który dzięki mojej pracy zostałby osiągnięty. Tym celem nie mogą być pieniądze. Myśląc o kawiarni, uwzględniam w planach dawanie ludziom radości przez zapewnienie im fajnych warunków do spędzenia wolnego czasu, a pieniądze, które dzięki tej działalności zarobię chcę przeznaczyć na podobną działalność, np. kameralny klub, w którym promowałbym niezależną sztukę.

Kocham i nienawidzę ludzi. Wyrządzili mi oni wiele krzywd, przeszkadza im to, że jestem introwertykiem i ta instrowersja uniemożliwia mi szczęście, ale jednocześnie wierzę, że są ludzie, którzy tak jak ja chcą osiagnąć jakiś konkretny cel w życiu.

hej
na pierwszym roku studiow mialam okropne rzuty moich wszystkich ''złych''zachowan
przez samotnosc wlasnie,przez to ze studia to msce dla ogarnietych
jestem na 2gim roku i wciaz jade na rezerwie,ale trzyma mn tu fakt,iz za wszelka cene nie chce wracac do domu...
dlatego tak jak Ty weszlam w wolontariat! jedyne normalne miejsce...
rozumiem Tw frustracje:)z tym,ze jesli chodzi o Tw aspiracje...potocznie studia sa potrzebne,a Tak naprawde i tak praca w zawodzie to utopia
patowo...
Czas robi swoje, a Ty?
Posty
105
Dołączył(a)
10 lis 2014, 22:44

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez szrama 11 lis 2014, 14:02
LIGHTING CRASHES napisał(a):Mogę Cię zapytać..co Ci jest,że tak mocno potrzebujesz kogoś kto Cię poprowadzi??

Boję się już o tym pisać, mam wrażenie, że i tak wszyscy w koło o mnie gadają, nawet nie umiałbym tego w słowa ubrać to jest tak pokręcone. Zaczęło się bardzo niepozornie od zawodu miłosnego, a przerodziło w szereg paskudnych negatywnych zdarzeń mających miejsce po sobie. Piszę, że potrzebuję kogoś kto mnie odnajdzie, bo nie mam aktualnie pieniędzy żeby do kogokolwiek pojechać, kimkolwiek się zaopiekować, a ktoś zdrowy mnie nie zrozumie, ma inne potrzeby niż ja.
Offline
Posty
406
Dołączył(a)
30 kwi 2014, 03:49
Lokalizacja
lubuskie

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez LIGHTING CRASHES 11 lis 2014, 14:04
Szrama ..Tyś wrażliwy facet...
Daj znać jeśli chciałbyś pogadać na gg np by nie było tak ''na oczach wszystkich''
rozumiem Cię i nie wiem czy tj powod do smutku czy radości
Czas robi swoje, a Ty?
Posty
105
Dołączył(a)
10 lis 2014, 22:44

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez DestruktorMysli 11 lis 2014, 14:18
@LIGHTING CRASHES

Niestety studiowałem w rodzinnym mieście i mieszkałem z rodzicami i dlatego nic mnie tam nie trzymało. Wszystkie stresy z zewnątrz zawsze ściągam do domu, a tam są one kumulowane, bo nikt nie jest w stanie mi pomóc sobie z nimi poradzić, a rodzice nie radzą sobie też ze swoimi. Jeżeli studia, to w innym mieście, ale też nie bardzo widzę sens, bo wolę zacząć się spełniać i dokształcać się samemu przez przebywanie z innymi ludźmi, w wolontariacie zajmując coraz to wyższe szczeble itd. Maturę zdałem, bo zdałem... Nie mam szans na najlepsze uczelnie, ale spróbować zawsze można. I też nie bardzo wierzę, że serio są "lepsze" i "gorsze". Zależy, na jakich ludzi się trafi. W Warszawie można trafić na zalanych w trupa głupców, a w Lublinie znaleźć przyjaciół, ale... no różnie może być. Jak bym się nie dostał na "lepszą" uczelnię, nie byłaby to dla mnie tragedia, ponieważ najważniejsi w mojej opinii są ludzie, a wyjazd uczy samodzielności i odcina od części bodźców utrzymujących problemy przy życiu. Dochodzą nowe... Ale jakie - jeszcze nie wiem.

W domu nie mam najgorzej... Ale nie jest dobrze. I najgorsze, że tak, jakby przeze mnie... Jak wchodzę do domu, to włącza się we mnie inny tryb postępowania, takie jakby "przetrwanie" - z matką ostro, z ojcem w sumie też. Ma to korzenie w tym, że matka kiedyś była zawsze w stosunku do nas agresywna i w sumie nadal jest (ale już nie tak do nas) pomimo ogromnych zmian na lepsze, jak idzie gdzieś ulicą, to jej się wiecznie coś nie podoba, że ktoś zajechał komuś drogę, że ktoś przeszedł na czerwonym... Mieszkanie niewyremontowane, matka w domu, ojciec pracuje w kółko w tej samej firmie, a kiedy proponuję im, żebyśmy razem się wzięli do roboty i zrobili np. kawiarnię, to nic z tego nie wychodzi, bo widzą sporo barier i zrzucają na mnie obowiązek spełniania swoich marzeń - idź do szkoły, skończ studia, poznaj ludzi, idź do AIP, załóż firmę - tyle tylko, że razem zawsze raźniej. Po co mam samemu się męczyć i robić coś z obcymi ludźmi... Tym bardziej, że czuję, że samemu zwyczajnie nie dam rady. Czuję potrzebę życia z kimś i trochę dla kogoś, a na pewno nie całkiem dla siebie. Wiem, że to chore podejście, ale tak już mam. Chociaż też jestem egoistą. :twisted:

Studia to "miejsce dla ogarniętych". A ci "nieogarnięci" do piachu? Do innego pojemnika, z odpadami niesegregowanymi? Dlatego w sumie się na nie nie wybieram. I cały świat wydaje mi się miejscem, w którym nie ma dla mnie miejsca. I nie tylko dla mnie. Więc nie wiem, dokąd iść. Wszystko mi jedno. Jeszcze tylko dwa wolontariaty, w styczniu ostatni i nic mnie nie będzie trzymało w domu. Chodzę też zaoczne, żeby zaliczyć technika informatyka, ale poszedłem tam hobbystycznie, bo trochę mnie interesują komputery, ale w tym zawodzie nie chcę pracować, ale moim priorytetem jest się czuć dobrze, a tak się czuję jedynie biorąc udział w niektórych wolontariatach. To jest jakieś wyjście, ale nie potrafię pomagać innym, jeżeli muszę pomóc sam sobie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
197
Dołączył(a)
16 sty 2014, 17:51

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez LIGHTING CRASHES 11 lis 2014, 14:25
piszac ,ze studia sa dla ogarnietych mialam na mysli,ze ja jestem nieogarnieta i b ciezko mi to funkcjonowac
caly czas mam wrazenie ze tylko funkcjonuje,ale nie zyje...
Czas robi swoje, a Ty?
Posty
105
Dołączył(a)
10 lis 2014, 22:44

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez DestruktorMysli 11 lis 2014, 14:27
No ale co dalej? Co po tych studiach, ogólniakach... nie ważne, co robić? Dokąd można sobie pójść i poczuć się wolnym człowiekiem? ; )
Avatar użytkownika
Offline
Posty
197
Dołączył(a)
16 sty 2014, 17:51

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez LIGHTING CRASHES 11 lis 2014, 14:33
wolnym mozesz byc jedynie w materii zniewolenia nałogowego
jesli miales jakis nalog i walczysz z nim i jestes czysty-mozesz powiedziec,ze stajesz sie wolny
a jesli chodzi o wolnosc na swiecie,tej nigdy nie osiagne ani ja ani Ty
Czas robi swoje, a Ty?
Posty
105
Dołączył(a)
10 lis 2014, 22:44

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez DestruktorMysli 11 lis 2014, 14:44
Głównie pragnę wolności. która umożliwi...
- komuś zakochać się we mnie z wzajemnością
- poświęcić większą część życia rodzinie
- przeżyć życie bez nadmiaru agresji fizycznej i psychicznej
- szacunek do siebie i innych
- stworzenie schludnego otoczenia do życia i miejsca pracy
- przeżywanie sztuki w sposób bardzo emocjonalny i angażowanie się w nią

I w sumie na razie tyle mi przychodzi do głowy, a jestem bardziej skomplikowany. Nadrzędną sprawą jest posiadanie celu życia i możliwość jego realizacji. Miłość... Jestem aż nazbyt wrażliwy, dlatego wciąż przeżywam związek, którego nie współtworzę już od 3 lat. I chętnie podjąłbym pewne kroki, by tą miłość odzyskać, ale racjonalnie wiem, że nie ma sensu, że muszę jej dać spokój, właśnie tą wolność, której tak bardzo każdy z nas pragnie. I tak cierpię, bo jestem zdolny do poświęceń, a nikt tego nie docenia. Ci, co robią wszystko byle jak, czują się lepiej, niż ja, kończą studia, rozmawiają ze wszystkimi i potem nie mają problemu wkręcić się w jakieś środowisko, a ja pomimo tego, że do szczęścia pragnę głównie jednej osoby i spokoju z zewnątrz, niby tak niewiele, a czuję jakby zakazywało mi się tego, że po prostu nie mogę, że mam kończyć szkoły i pracować, pracować... być byle jaki, chociaż taki nie jestem. Oprócz tego kompletnie nie radzę sobie z emocjami... Głównie dlatego, że nie mam się do kogo przytulić i kogo wspierać, a wszelkie próby wspierania samego siebie kończą się emocjonalnym fiaskiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
197
Dołączył(a)
16 sty 2014, 17:51

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez LIGHTING CRASHES 11 lis 2014, 14:54
Wiesz...prawdziwa miłość to poczucie bezpieczenstwa,przy któym wzrastamy..dlatego dążę do niej ja i Ty i wielu innych
mamy jeszcze w sobie wiare,że będzie lepiej...choć pokrzywdzona przeszłość stygmatyzuje nasza teraźniejszość i to widac w naszych oczekiwaniach..relacjach lub ich braku..
podmucham Ci w ego:)jestes naprawde b mądry:) widzsz wiecej niz inni i to wazne..
szkola /studia/wszelka materia edukacyjna to taśmowa produkcja bezmózgów. ucza nas by nie myslec niezaleznie by czasem nie wyrodzily sie jakies dusze reformatorskie bo to bbb niebezpieczne dla systemu

a to,ze chcesz zyc tez dla kogos to wielki skarb w wspolczesnym swiecie
malo kto jest zdolny do poswieceń
wiekszosc to hedonisci,ktorzy boja sie ''prawdziwego zycia''

-- 11 lis 2014, 14:05 --

destruktorzeMyśli masz piękną piosenkę w opisie^^
Czas robi swoje, a Ty?
Posty
105
Dołączył(a)
10 lis 2014, 22:44

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez DestruktorMysli 11 lis 2014, 15:18
Myślę, że miłość to nie tylko uczucie bezpieczeństwa, ale to jest bezpieczeństwo, które jest prawdziwe, jeżeli dwóch kochających się ludzi poświęcają jemu swój czas i pracę. Największe bezpieczeństwo, jakie jesteśmy sobie w stanie zapewnić, będąc ludźmi. Wszelkie materialne bezpieczeństwo (emerytura, etat, pieniądze, kruszce, nieruchomości...) jest tylko marną iluzją.

Spora część ludzi wybiera się na studia, żeby znaleźć "dobrą pracę", a mnie nie uszczęśliwi żaden kredyt na mieszkanie, który można zaciągnąć, mając 'dobrą pracę". Jeżeli kobieta, która jest po 30 zaciąga kredyt na mieszkanie, przeraża mnie to, w jakim ja jestem stanie dojrzałości czy świadomości, skoro ja już mając 20 lat dostrzegam niebezpieczeństwo takiego kredytu (nie mając takiego kredytu, mogę korzystać z okazji i wynająć gdzieś taniej mieszkanie, bo np. kolega mi to załatwi, mogę zmienić miejsce pracy, otoczenie, nie muszę cały czas zarabiać i wpłacać bankowi i gdybym zainwestował 100-300 tysięcy złotych w dobrą firmę, myśląc optymistycznie, po kilku latach mógłbym zarabiać o wiele więcej, niż ktoś, kto pracuje 20-40 lat u kogoś). Ta inteligencja, czy zwyczajnie osobowość, którą posiadam, nie pozwala mi swobodnie żyć w polskim (i pewnie nie tylko) społeczeństwie, ponieważ priorytety, które mam wydają mi się piękniejsze, niż priorytety większości i przez to nie wiem, jak osiągnąć ich spełnienie. Nie mam wzorca, nie widzę kogoś, kto by mi pomógł, bo sam w sobie się przecież nie zakocham ani sam sobie nie dam szczęścia, nalewając 300 kaw dziennie. I jednocześnie mam świadomość, że często pomoc oferowana większości jest też tylko iluzją prawdziwej pomocy, że tak naprawdę mądrze pomóc można mi, a nie komuś, kto żyje po to, żeby kupić sobie mieszkanie i samochód. Mądrze pomóc można komuś, kto opiera swoje życie nie na dobrach materialnych, a na uczuciach, relacjach z innymi. Pieniądze są ważne i dlatego chcę mieć własną działalność gospodarczą, jak i teraz czuję potrzebę zarobku, choćby dlatego, że uważam, że pieniądze nie są problemem pracodawcy. Jeżeli wyobrażam sobie siebie jako właściciela firmy, myślę, że po kilku latach działalności będę w stanie zatrudniać pracowników i zapewnić im godny zarobek i tak chcę zrobić. Wiadomo, że w życiu różnie się może stać, ale i tak nie będzie gorzej, niż oddać 30 lat swojego życia komuś obcemu, który nie spełnia założeń, które są dla mnie bardzo ważne.

Miło :smile: Tylko nie wiem, czy moje ego nie jest zbyt rozrośnięte od tlenu, którym je karmię... 8) To znaczy, sam jestem świadomy tego, że np. warto kogoś kochać z wzajemnością itd. ale mam też swoje wady, nie jestem bardzo dobrym człowiekiem... będąc kochanym miałbym szansę taki być, a goniąc za pracą i pieniędzmi wśród ludzi równie zagubionych tej szansy nie dostanę. Jedną już straciłem, choć nie obwiniam się do końca za tamtą miłość, bo wina była zarówno obustronna z wewnątrz, jak i z zewnątrz (jej rodzina), a byliśmy młodzi, oddaleni od siebie o wiele kilometrów, więc... przez to mam też spory niedosyt, ale może i lepiej było rozstać się tak, niż byśmy mieli ze sobą zamieszkać i np. pójść na studia i by wyszły wszystkie nasze wady i konflikty.

Teledysk nakręcony telefonem przez szybę myślę, że oddaje klimat tej piosenki.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
197
Dołączył(a)
16 sty 2014, 17:51

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez LIGHTING CRASHES 11 lis 2014, 15:26
jak na 20latków jesteśmy zbyt świadomi parwdy świata
nie wiadomo co z tym począć
ja poszłam na studia po których realnie(czytając rozmorządzenia menu) nie dostanę pracy

przy drugiej osobie zeczywiscie mamy okazje by stawac sie lepszymi
czułam to przez chwile,gdy zainteresował sie mną,był szalony...miałam wtedy wieksza motywacje by walczyc tez o sb
ale gdy mn poznal uciekl...moze to i lepiej..kolejny nizdolny do milosci...

co do teledysku..w istocie nakrecenie go przez szybe jest b wymowne
czesto mowie mojej mamie gdy nie moge juz jej sluchac...NIE MAM CZASU ZYC!! wciaz mam nadzieje,ze zrozumie...ale ona mnie nie widzi...
Czas robi swoje, a Ty?
Posty
105
Dołączył(a)
10 lis 2014, 22:44

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do