Depresja a motywacja

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez iman 22 wrz 2006, 00:25
bardzo podoba mi sie to co napisałeś Mizer- miły scenariusz. Gapienie się w ścianę to moja specjalność ;) Jest niestety wiele rzeczy, które zdecydowanie nie są przyjemne, a trzeba je zrobić- świadomość tego że muszę robic to co zdecydowanie nie poprawia humoru jest dla mnie frustrująca.
pozdrawiam
PS - jestem kobietą ;)
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
13 wrz 2006, 23:10

przez kawa 22 wrz 2006, 00:37
moja też, niestety, i choć teraz, kiedy nie jestem w najgorszym stanie, w jakim potrafiłam być, umiem zmusić się do zrobienia kilku niezbędnych życiwych ruchów (śniadanie dla dziecka, zmycie garów), najbardziej pasjonuje mnie leżenie w miękkiej poscieli i wgapianie się w nicość. A juz posegregowanie prania jest ponad moje siły. Masakra. Wracam, skąd przyszłam.
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 21:58

Avatar użytkownika
przez Mizer 22 wrz 2006, 17:18
Iman- przepraszam :) Ja też jestem kobietą XD

Ja nie mam dzieci, młoda jestem, stąd moje rozumowanie


To ja proponuję tak:

Wyobraź sobie kolejny dzień, idąc za robieniem miłych drobnostek.

Wyobraź sobie drugą wersję- nie chcesz wstać, bo musisz zapierdzielać z odkurzaczam, uczyć się, latać załatwiać dokumenty, umyć samochód...

W pierwszej opcji- wstajesz, bo coś Cię czeka. Z dnia na dzień masz ochotę- z tej naj najmniejszej do robienia czegokolwiek miłego stopniowo(ale nie poprzestańmy na telewizorze i komputerze! to nie robota, zły przykład podałam), potem jest malutka, potem mała, potem jakimś cudem nieco większa- robisz więcej rzeczy, a te niemiłe z czasem stają się neutralne- jest nieco łatwiej za cokolwiek się zabrać.

Druga opcja- będziesz leżała na łóżku cały dzień, bo sama myśl Cię przerazi. I kolejny dzień stracony.

Co do opcji pierwszej- kiedy sama jestem w takiej sytuacji urządzam sobie długą przerwę- nauka mi nie ucieknie, rodzice rozumieją, przyjaciele sobie żyją dalej, ja mam swój cel. Co najwyżej miesiąc przerwy, biorąc też leki.

Nie wiem, jak Wy, ale to mój plan działania sprawdzony, nie wiem, czy Wam się podoba czy nie, ale podzielić się chciałam...
Ciesz się każdym dniem bo nigdy nie wiadomo, kiedy na Twój dom może najechać ciężarówka z gnojem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez iman 22 wrz 2006, 21:30
Mizer lubie Twoje posty bo mają, przyjemny uspokajający ton :)
Wiesz ja nie mogę sobie tego wszystkiego trochę poukładać, bo chyba ciągle jestem na etapie jakiegoś zalu, ze mnie to dopadło. Długo zwlekałam z wizyta u psychiatry bo sama chciałam się z tego jakoś wygrzebać- wydawało mi się że powinnam, bo uwaga... kończę właśnie psychologię ;) tzn to nie było tak, że poszłam na te studia, zeby sie wyleczyć- długo żyłam w błogiej nieświadomości tego że cos jest nie tak- wiesz, najciemniej pod latarnią. Powiedziałąm, że chce leki przeciwlekowe, bo zaburzenia nerwicowe zaczęły mi utrudniać zycie, a lekarz do mnie, że przede wszystkim to mam depresję. No i tak sobie biorę te leki od tamtej pory, wypatrując poprawy i coś jej nie moge wypatrzyć. Generalnie moje zycie w ciągu ostatniego roku stało się dla mnie zupełnie surrealistyczne, do tego ta depresja i jej konsekwencje- zupełnie sie w tym wszystkim nie mogę połapać. Dzis mam wyjątkowy zjazd, dawno juz takiego nie miałam- w poniedziałek mam mega egzamin, którego oblanie wiąże się z powtarzaniem roku, niby żadne mecyje, a ja za cholere nie mogę się tego nauczyć... To juz zupełnie jest dla mnie surrealistyczne, bo nigdy nie myślałam, że mogłabym mieć ze studiami jakiekolwiek trudności. I tak sobie to piszę i sama nie wierzę, że tak sie to wszystko potoczyło... Napisałam posta o motywacji, bo stwierdziłam, że od czegoś trzeba zacząć, ale teraz wydaje mi sie to zupełnie bezsensowne, bo widze wokół siebie tysiąc rzeczy, których nie jestem w stanie przeskoczyć... i najgorsze, ze w takich kijowych momentach człowiek zostaje zupełnie sam.

sorry za taką prywatę w tym temacie
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
13 wrz 2006, 23:10

Avatar użytkownika
przez Mizer 22 wrz 2006, 22:49
oj tam, przepraszać będziesz. :)

Bywa ze studiami. Znałam dziewczynę- rok niżej, wcześniej poszła do szkoły, na studiach najlepsze noty.
Poszła do szpitala na depresję, mówiła, że niedługo wyjdzie, chłopak czeka, robota wre, itd.
Jeszcze się denerwowała, że przez tę przerwę może sobie studia pokitłać.
A po dwuch tygodniach prosiła mnie o załatwienie Rispolepu z tajemniczych powodów. Doszło do mnie, co miało dojść, z ust trzecich, a bym dała, a bym rękę przyłożyła.

(jeżeli ta osoba jest tutaj to przepraszam, ale świat jest mały, pozdrawiam :))

I nie wiem po co to napisałam. Być może dlatego, jakby co, to nie wieszajmy się tylko dlatego, że nasze wyższe plany się rozsypują- może teraz czas zadbać o te z pozoru niższe?

Mi także nigdy nie mieściło się w głowie, że pójdę np. na indywidualne, zacofam się w nauce, będę ta, która nawet do szkoły nie potrafi chodzić jak inni. Ale rozumiem w pełni, bo nie wiem jakbym zniosła powtarzanie roku.

Życzę powodzenia.
Herby zrób i chociaż jutro te 20min, a nóż coś wkujesz i trafisz w pytania?

(a jeszcze wogóle- wiem, że w liceach jest zwolnienie z egzaminu oraz matura w innym terminie, w pojedynczym pomieszczeniu z 2 razy dłuższym czasem dla osób z zaburzeniami psychicznymi. Wiem, to nie to co studia, ale może warto się rozeznać nieco?)
Ciesz się każdym dniem bo nigdy nie wiadomo, kiedy na Twój dom może najechać ciężarówka z gnojem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

przez Martusia 24 wrz 2006, 12:10
iman

identycznie!!!
Nie da się skasować wspomnień, ale da się z nimi szczęśliwie żyć.
Offline
Przyjaciel forum
Posty
348
Dołączył(a)
08 sty 2006, 23:06
Lokalizacja
Wołomin

przez iman 24 wrz 2006, 14:12
:) taki lajf Martusiu...

dobija mnie jeszcze fakt, ze rodzina uważa, że to wszystko sa moje fanaberie, że lekarz mi wmowił deprechę żeby na mnie zarobić, albo, że się w książkach naczytałam, że nie powinnam brac lekow i takie tam. W rezultacie już sama nie wiem czy sobie tego wszystkiego nie wmawiam...
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
13 wrz 2006, 23:10

Avatar użytkownika
przez Mizer 24 wrz 2006, 14:38
Nie wiem, jakim trzeba by było być głupkiem, żeby specjalnie niszczyć sobie życie. Rodzinie także.

Też miałam wątpliwości. Gdybś to sobie wmówiła, to szybko byś zmieniła zdanie.

<gratulacje dla mojego terapeuty, który mnie wyciągał na wiele magicznych sposobów z tego typu myślenia XD)
Ciesz się każdym dniem bo nigdy nie wiadomo, kiedy na Twój dom może najechać ciężarówka z gnojem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

przez snaefridur 25 wrz 2006, 13:44
iman napisał(a):dobija mnie jeszcze fakt, ze rodzina uważa, że to wszystko sa moje fanaberie, że lekarz mi wmowił deprechę żeby na mnie zarobić, albo, że się w książkach naczytałam, że nie powinnam brac lekow i takie tam


Dokładnie,umnie tak samo się sprawy mają.Że terapeuta mi głupoty wmawia,a ja sem ciemna bo go słucham,że równie dobrze mogłabym wywalić kasę na leczenie do śmieci i efekt byłby ten sam,że prochy mnie tylko otępiają,a jak ich nie brałam to było lepiej (g**** prawda za przeproszeniem).
Nie zastanawiam się nad tym czy mają rację,bo wiem,że jej nie mają.Ale wkurza mnie ta głupota i ignorancja tak,że nie wyrabiam.Za każdym razem jak tego słucham,aż mnie korci,żeby im conieco wygarnąć,ale ponieważ oczywiste jest,że równie dobrze mogę mówić do ściany,to szkoda mi czasu i nerwów.
snaefridur
Offline

przez iman 27 wrz 2006, 00:23
Ja tez Snaefridur zupełnie nie widze sensu tłumaczenia czegos ludziom, którzy i tak nie chcą tego zrozumieć. Przykre jest to, ze nie dość, że zero zrozumienia, to jeszcze zero wsparcia...
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
13 wrz 2006, 23:10

Avatar użytkownika
przez peace-b 27 wrz 2006, 02:25
Wiem coś o tym :( Gdy zaczęła się moja depresja i nerwica nikt nawet tego nie zauważył. Wiele razy gdy było mi ciężko i gdy szukałam pomocy i zrozumienia - nie dostawałam nic oprócz żartów i kpin. Nikt nigdy nie brał mnie na poważnie a każda próba rozmowy kończyła się śmiechem i urwaniem tematu. Trzymałam wszystko w sobie a to niszczyło mnie od środka. Teraz mam to czego chciałam - pogłebioną nerwicę. Wciąż na nikogo nie mogę liczyć, matke śmieszą moje problemy. Nie mam siły rozmawiać z nią o niczym bo staram się od tak dawna i jest to rzucanie grochem o ścianę. Wczoraj straciłam 2 najbliższe mi osoby - mojego chłopaka i najlepszego przyjaciela - zostałam sama. Nie wiem po co jeszcze żyję, nie mam już dla kogo...
Beznamiętny trans, mechaniczny
Tępych zmysłów zgrzyt, genetyczny
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 00:37
Lokalizacja
Kraków

przez iman 27 wrz 2006, 14:13
kurcze Peace-b, przykra sprawa u Ciebie. Ja mam niestety podobne doświadczenia- napisałam to już gdzies tu, ale poworzę- w najgorszych momentach zawsze zostajemi sami. Ja liczyłąm na rodzine choć sama nie wiem dla czego, bo to zawsze byli najdalsi mi ludzie, no ale tak to juz jest, może instynkt czy cos. I oczywiście sie przeliczyłam, paradoksalnie- to sa własnie ludzie, którzy pogrążają mnie w tym wszystkim. Chciałabym, zeby kiedys matka powiedziała mi- niczym się nie przejmuj, najwazniejsze jest to, żebys w zyciu była szczęsliwa- ale wiem, że nigdy tego nie usłyszę. Wszystko co się ze mną dzieje, to według nich wina mojego lenistwa, przesady i rozpuszczenia- tu cytat: cale zycie smarowałam Ci dupe miodem, a tobie zawsze źle...
Szkoda tylko, że jest tak cięzko uwolnic sie a od tego kontrolującego wpływu wpajanego przez całe lata. Ja mam poczucie, ze w ogóle nie żyje dla siebie...
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
13 wrz 2006, 23:10

Avatar użytkownika
przez Neśka 03 paź 2006, 07:42
Boże.... te wyznania sa szokujące, ale jednocześnie doszło do mnie coś bardzo ważnego - że zawsze może być gorzej...
Wiecie dlaczego? Bo wydawało mi się, że tylko ja tak mam... a tu się okazuje, że to nieprawda!!!! Wiadomo, że nie życzę tego nikomu, ale zawsze, gdy czyta się takie posty i jest się rozumianym jest jakoś lepiej...

Iman i Martusia - identycznie, jak u Was: ja studiowałam polinistykę - chyba nigdzie nie ma więcej czytania niż tam... Nikt nie był mi w stanie uwierzyć, że spędzając całe noce nad książkami (bo dnie na uczelni), robiąc kopy notatek nie wiem nic... I własnie, gdy ktoś mnie o coś spytał pojawiała się pustka.

Podobnie mam z filmami...oglądam jakiś i za dwa miesiące nie pamiętam, że taki był. Poza tym nie wiem, co do mnie ludzie mówią, nie pamiętam wydarzeńz własnego życia - nie epizodów, ale wydarzeń!!!

snaefridur , peace-b
Oczywiście nikt mnie nie rozumie i wszyscy albo mówią, że przesadzam, albo śmieją się z moich "wybryków". Szukałam zrozumieia u byłego chłopaka, ale on po prostu mnie wyśmiewał i oskarżał o to, że to ja jego nie rozumiem. Dla wszytskich to niemożliwe, żebym JA była chora, miała problemy z nauką, życiem...

A ja tymczasem leżę dniami w łóżku, patrzę w sufit i k****** dostaję.

Dlatego cieszę się, że mam Was, bo tylko chyba to forum daje mi jeszcze czasem jakąś nadzieję.
Pozdrawiam wszystkich!
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą ! (św. Augustyn)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
157
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 20:51

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 03 paź 2006, 11:34
To nie tak ! Nikt nie jest sam/sama ze swoja chorobą ! Nie tu, nie na tym forum !
Owszem wiele nas dzieli i różni: wygląd, doświadczenia życiowe, znajomości, przyjaźnie, miłości, krewni/rodzina, odległość. Ale łączy nas to co czujemy, nieraz oddaleni od siebie o setki kilometrów. My to rozumiemy. Lęk i strach ma mniejsze oczy, kiedy się go pozna, a już zupełnie maleje, kiedy odczuwamy to razem. Może nie trzymamy się wtedy razem za ręce, ale czujemy, nierzadko bez zbędnych słów.

Jestem na tym forum nowy, ale już zdążyłem otrzymać, to co mnie umacnia w pokonywaniu swoich problemów - czuję się potrzebny. I jeśli nawet to odczucie jest subiektywne, iluzoryczne, to chcę takiej ilzuji. Bo wiem, że kiedy się przekonam jakie to odczucie jest naprawdę, wtedy będę już choć trochę silniejszy, bliżej wygranego zdrowia.
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do