Bliscy sprawcą mojej depresji...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Bliscy sprawcą mojej depresji...

przez ina. 03 sie 2006, 18:14
Moi rodzice niby tacy kochający są sprawcami mojej depresji. Nigdy nie czułam w nich oparcia. Matka, kobieta na stanowisku,pewna siebie, zadbana, wykształcona i ojciec, niemający nic do powiedzenia w domu, takie "cieple kluchy", całkowicie pod wpływem matki, bez własnego zdania...I ja, zbyt wrażliwa, chyba wiecznie szukająca kogoś kto by mnie kochał, najpierw babcia, ciocie, potem mężczyzna... Nieplanowana ciąża i aborcja w wieku 17 lat (matka uparła się na to by ciążę usunąć, a ja nastolatka, cóż miałam zrobić, nie potrafiłam się przeciwstawić, walczyć...)Zostawiona sama sobie z problemami żyję sobie powoli. Mam swoją rodzinę, dzieci. Ale ciągle czuję się winna za to swoje życie, za swą niedoskonałość, mam potworne kompleksy.Tak rzadko odczuwam radość...
ina.
Offline

przez Gość 04 sie 2006, 15:55
:twisted: :evil:
Gość
Offline

przez Martusia 05 sie 2006, 00:43
Witam Cię ina.

często tak jest, ze to właśnie nasze najbliższe otoczenie wpędza nas w takie zaburzenia.
Nieświadomie czy świadomie, to już inna kwestia, ale to jednak często się spotyka.

wiem, że ja mam depresję przez brak zrozumienia, brak akceptacji, przez naprawdę wiele pozornie niewielkich czynników .I przez jedno zdarzenie w moim życiu, które zabrało mi wszystko.
Tylko, że pewnie metoda na wyleczenie jest taka sama, niezależnie od czynnika wywołującego taką chorobę.
Nawet kiedy podsuwa mi się pod nos wskazówki co zrobić, by poczuć się lepiej, nie mam siły ich wykorzystać.I czekam tak nie wiem na co, bo samo nic się nie zrobi, a moje marne życie mija i mija kolejny dzień i godzina.A wieczorem wyrzuty sumienia, że znowu nie ruszyłam się z miejsca.
Chodzi o to ciągłe psychiczne zmęczenie, którego nie umiem opanować, ominąć, ani zrobić nic pomimo zmęczenia.tym bardziej wypocząć.
Cały czas tak bardzo chcę odpocząć, a nie mogę, bo myśli mi na to nie pozwalają.Czuję, jak mimo nawet względnie pozytywnego dnia, kiedy jest choć troszkę lżej, brnę w to głębiej i mój zły stan się pogłębia.
Jestem zmęczona i nie mam sił by coś ze sobą zrobić.Nie mam sił by z tym walczyć, nawet kiedy bym wiedziała, że wykonam np. dany plan zgodnie z punktami i mi przejdzie to nie mam na to sił.Chciałabym wziąć pigułkę i żeby przeszło raz na zawsze, albo żebym przestała to wszystko czuć.

zastanawiam się jak brzmi mój post , czy w ogóle coś wnosi.
cześć.

idę pod prysznic i spać, nie chce mi się o tym wszystkim myśleś, tak na noc się dołować to chyba nie zdrowo :)
Cześć.
Offline
Przyjaciel forum
Posty
348
Dołączył(a)
08 sty 2006, 23:06
Lokalizacja
Wołomin

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez marewski 27 sie 2006, 19:17
twój post moze zagmatwanie dla normalnego człowieka, ale ja Ce rozumiem mam to samo, nic niumiwiem zrobic wedle zswoch mysli, jestem onanista i alkoholikiem, za kadzym razem jak zaczynam od nowa kasuje ludzi z komórki i gg, i wtedy jest dobrze nieonanizuje sie , nie pije, ale to traw najdłuzej dwa tygodnie, wtedy znowu któres z moim przyczen pada, wystarczy ze sie napije wtedy musze sie onanizowac jak bydle, albo na odwórt wszystko sie u mnie wali lawinowo, jak debil zyje , chociaz mógło byc normalnie, u mnie w domu jest podobnie, stary podpozadkowany matce, ja codzien jest zmiety zmeczony nawet jak niepije , a ona setwerdziła zebiore narkotyki, nawet mnie zmusiła dzwonic do monaru, niewiem jak sie przy niej zachowywac czy sie smiac czy byc zły, bo ona ma całe kasiazki o narkotykach, wiec kazdy objaw drganie na zimnie, bycie usmiechnietym bycie złym, podchodzi pod branie prochów, prosze odpowiedzcie na moje prpblemy,( ostatni raz 6 lat temu sporadyvznie paliłem trawe i tyle , dla spróbowania, a teraz nic niebiore, w koncu bym niekłamał bo niemówie tego do matki tylko do was ludzi co mnie nieznacie a mozecie mi pomóc)
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
27 sie 2006, 18:52

przez nothing_but_love 27 sie 2006, 23:03
Tak rzeczywiście przyczyn jest wiele dla deprseji i mogą to być w dużej mierze nasi najbliżsi. Jednak tak długo jak będziemy wszystko na nich zwalać tak długo będą ciągle mieć moc nad nami. Wiadomo nie łatwo tak się z tym uporać, ale przyjęcie, że możemy przyjąć odpowiedzialność za nasz stan to dobry początek na niełatwej drodze, ale najbardziej wartościowej, bo chodzi o szczęście. Mam nadzieję, że nie brzmi to w stylu "weź się w garść", "dobra przejdzie Ci" lub "ludzie mają większe problemy" (choć to ostatnie w formie myślenia ze współczuciem nad tymi, którzy mają gorzej, może nas zdystansować do własnego cierpienia - są Ci, którzy nie mają co jeść, są dzieci gwałcone przez swoich rodziców itp. - jednak wiadomo, mamy prawo cierpieć i każdego problem jest ważny) Chodzi o to by wiedzieć, ze to co było należy do przeszłości było i już się nie odstanie, natomiast w tej chwili, my, wciąż mamy szanse by wszystko zmienić, wykreować na nowo. Wiem, że to nie jest łatwe, bo sam wciąż nieraz mam kłopoty by nie drążyć tego co było, nie dawać zbyt dużego wpływu innym na mnie, jednak to takie podejście to spory krok naprzód.

No a poza tym to mogę polecić podjęcie się jakiejś psychoterapii. Jeśli Cię stać to dobra jest w takich problemach ponoć terapia Gestalt i jeśli jest gdzieś w pobliżu Ciebie, aczkowlwiek psychoanaliza dynamiczna też jest dobra (zazwyczaj może troche potrwać) czy inne bardziej powszechne.

Kiedy się nic nie chce i w ogóle na stany depresyjne, powiązane z nimi lęki, to mimo że nic się nie chce, warto zaprzęgnąć całą siłe woli, czy jej resztki:) by zająć się jakimś rodzajem aktywności fizycznej. W moim przypadku nieźle sprawdza się siłownia 3 razy w tyg. po ok. 45 - 1 g (taka żeby się po prostu zmęczyć, troche też muskułów na sylwetce mieć, ale nie po to by być meganapakowanym - jak ktoś lubi to też ok), jakieś bieganie, basen, choć wydaje mi się, że ćwiczenia siłowe (mogą być zróżnicowane ćwiczenia z własnym ciałem + hantelki, jak ktoś nie chce wydawać na chodzenie na siłownie - sam tak najczęściej robię) mają tę zalętę, żę dają dość sporego boosta hormonom, wydziela się dużo endorfin, a takżę adrenalina dodająca pewności siebie. Oczywiście siłownia w lżejszej wersji także dla kobiet jest świetną sprawą.

Oprócz psychoterapii, czegoś dla ciała, to także dla ducha najlepsza jest medytacja. Na ten temat najlepiej jest poczytać co i jak, w każdym razie spokój i pewnego typu radość jaki udaję się zrealizować w jej trakcie jest nieporównywalny do niczego. Co więcej dzięki systematycznej praktyce, medytacja zaczyna pokazywać swój wpływ także w codziennym życiu (bo o to chodzi). Najlepiej zacząć od 10 minut codziennie o dogodnej dla nas porze, kiedy jest mało elementów rozpraszających, czyli np. wieczorem. Jeśli się chce można tak długo medytować ile się chce:) W trakcie samej medytacji można skupić się na oddechu, na jakimś dobrym słowie powtarzanym na głos bądź w myślach, lub starać się utrzymywać czysty umysł, pozwalająć myślom przychodzić i odchodzić, patrzeć na nie jak nie na własne lub w ogóle po prostu akceptować wszystko co się dzieje w umyśle nie angażując się w to. Teksty o medytacjach są na

www.logonia.org

www.buddyzm.pl

i gdziekolwiek się jeszcze znajdzie:)

No a poza tym robić to co się lubi, a jak się nie ma na to siły, to robić, kiedy się w końcu te siły będzie miało:) (po tych sposobach o których pisałem, w końcu ta ochota przyjdzie:D) a poza tym pozwolić sobie na kryzysy związane z depresją, nie ma sensu się nimi obwiniać, bo tak tylko siły nabiorą, a poza tym są związane z nami, a najlepiej mieć siebie za przyjaciela, któremu chcemy pomóc:)

Mam nadzieję, że trochę pomogłem i życzę powodzenia:D
Suffering is nothing but mistake. And on this mistake we learn.
Posty
2
Dołączył(a)
27 sie 2006, 22:12

przez snaefridur 27 sie 2006, 23:28
Myślę,że nie pomylę się jeśli powiem,że u źródła mojej depresji stoją rodzice.Potem doszło kilka innych czynników,ale trafiły one na bardzo podatny grunt.
Zawsze miałam być najlepsza,najmądrzejsza,najczęściej chwalona...nie wytrzymywałam ciągłych porównań.
Teraz zawaliłam całą sesję.
Reakcji moich rodziców,lepiej opisywać nie będe.Ojciec myśli,że to przez leki opuściłam się w nauce i powiedział,nie owijając w bawełnę,że wolał kiedy byłam w gorszym stanie,bo wtedy przejmowałam się stopniami.Problem w tym,że gdybym nie podjęła leczenia,już w chwili obecnej raczej niczym bym się nie przejmowała...Kazał mi odstawić proszki,czego naturalnie nie zrobiłam.W obecnym czasie jest i tak już znacznie lepiej niż kiedyś,a to dzięki psychoterapii.Kiedy słyszę porównania,czy jakieś inne zaczepki,wkurzam się,ale już nie dlatego,że biorę to do siebie,ale dlatego,że widzę jak próbują mną manipulować wykorzystując słabe punkty.
Teraz chcę już tylko zaliczyć tą sesję,skończyć studia,znaleźć pracę,a potem może ich na święta odwiedzę...
snaefridur
Offline

Znowu zostalam poniżona!!!

przez Martuśka86 24 wrz 2006, 11:27
Zmieszana z błotem nikomu nie porzebna...traktowana jak przedmiot...to oni mnie do tego doprowadzają...matka i bracia...nie wierzą w to co się ze mną dzieje...uważają za wymysł...symulacje...mam dość...jak ja mam walczyć z chorobą skoro nawet nie mam w nikim wsparcia..jedynie w ojcu ale on też się leczy...bo jest alkoholikiem...nic mi się już nie chce...po co ja się wogóle urodziłam...po to zeby cierpieć i być ludzkim popychadłem??Ja tak nie chce..nie moge:(
Każda kobieta jest dla mężczyzny bogiem, który może dokonać w nim cudu.
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
28 sie 2006, 17:55
Lokalizacja
Białystok

Avatar użytkownika
przez peace-b 24 wrz 2006, 11:43
Nie poddawaj się! Musisz być silna i jakoś przebrnąć przez tródności. Ja miałam podobną sytuację w domu - też 0 zrozumienia ze strony rodziców, ale sie nie poddałam. Udało mi sie jakoś powoli wyjść z tego "środowiska" i teraz gdy jestem samodzielna wszystko jest dobrze. Jeśli oni (Twoja matka i bracia) nie chcą Cię zrozumieć Twojej sytuacji to mogę tylko powiedzieć abyś nie starała się na siłę ich przekonać do swojej choroby bo to taka walka z wiatrakami.

Urodziłaś się po to aby być szczęśliwą i musisz dążyć do tego szczęścia - nawet jeśli wcześniej będziesz zmuszona walczyć z całym światem. Zobaczysz że za jakiś czas spotkasz kogoś dla kogo staniesz się całym światem i wszystko się zmieni, tylko się nie poddawaj!

Pozdrawiam :)
Beznamiętny trans, mechaniczny
Tępych zmysłów zgrzyt, genetyczny
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 00:37
Lokalizacja
Kraków

przez iman 24 wrz 2006, 14:21
Martuśka86
chyba wiem o czym mówisz... kiedyś w takim momencie pomyślałam sobie, ze chcialabym zeby chociaz śmierc nie była moją winą. Niestety często ludzie którzy powinni nas wspierac wbijaja nam gwóźdź do trumny. Trzeba byc ponad tym pamiętając że przede wszystkim zyjemy dla siebie, a potem dopiero dla innych, ale mi to tez ciężko przychodzi...
pozdrawiam
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
13 wrz 2006, 23:10

Avatar użytkownika
przez Wypalony 24 wrz 2006, 18:58
Coz, szczerze wspolczuje. Ale skoro nie mozesz znalesc u nich wsparcia, to przynajmniej nie pozwol im sie sciagac na dol. Nie warto! Walka z wlasnymi problemami zawsze ma sens, na pozytywne skutki czesto trzeba czekac bardzo dlugo, ale w koncu sie udaje...Naprawde. Zreszta jesli nie mozesz znalesc wsparcia u matki i braci, to tym bardziej ciesz sie ze przynajmniej ojciec Cie rozumie. A pomocy mozesz tez poszukac w poradni, psychoterapia, moze tez jakies leki to juz zalezy od diagnozy jaka postawia. Ale przynajmniej psychoterapia (oplacana przez ubezpieczenie, takze pieniadze nie beda stanowily problemu) zawsze da Ci cos, na czym mozna sie wesprzec. Dlatego szczerze Ci radze abys jej poszukala. I nie poddawaj sie, masz prawo byc szczesliwa, a jesli bedziesz o to walczyc, to w koncu wygrasz. Uwierz mi ze warto walczyc o swoje szczescie!
"Moja pieśń życia jeszcze dla mnie nie zamilkła
Niejedna przestrzeń jeszcze mój usłyszy głos"
Jacek Kaczmarski "Obława III"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
175
Dołączył(a)
23 sie 2006, 15:59
Lokalizacja
Katowice

Avatar użytkownika
przez Neśka 25 wrz 2006, 18:50
Mi dzisiaj lekarz rodzinny odebrał parę godzin życia, bo inaczej tego nie nazwę. Powiedziała, że zawracam jej głowę, po co w ogóle przyszłam, gdy chciałam skierowanie na badania, bo postanowiłam zacząć się leczyć... I znowu to samo...
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą ! (św. Augustyn)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
157
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 20:51

przez kukubara 25 wrz 2006, 21:04
a ja w koncu zdecydowalam sie leczyc depresje i nerwice...i zdecydowalam sie rozmawiac o tym co czuje z mezem...i zdecydowalam.dzis rano ,ze musze zyc....a potem jak juz zdecydowalam..i przestalam ryczec...to chomik wylecial przez balkon..a potem ..moj telefon komorkowy zostal roztrzaskan....prosze powiedzcie mi ...czy ja dobrze zadecydowalam??????
"wypromuj milosc ..specu od reklamy"
Offline
Posty
347
Dołączył(a)
11 lut 2006, 14:09
Lokalizacja
wawa

Avatar użytkownika
przez Radison 25 wrz 2006, 21:35
Tak, tak, bardzo dobrze. To jakieś przypadki z chomikiem i telefonem. Nie powinnaś się tym przejmować :-). Mam nadzieję, żę skoro zdecydowałaś się czynnie przeciwstawiać depresji, to już niedługo będzie to dla Ciebie tak oczywiste, jak być powinno :-) Gratuluję silnej woli!
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
22 sie 2006, 19:27
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez peace-b 25 wrz 2006, 23:23
Jestem załamana. Dowiedziałam się właśnie że ktoś komu ufałam i kogo cholernie kochałam zdradza mnie.... Teraz juz nie obędzie się bez leczenia i psychiatry. Chcę leki.. chce spać.. chcę zapomnieć.... :cry:
Beznamiętny trans, mechaniczny
Tępych zmysłów zgrzyt, genetyczny
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 00:37
Lokalizacja
Kraków

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Bulas i 19 gości

Przeskocz do