Dystymia leczenie i przebieg Waszej choroby

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

Avatar użytkownika
przez sebastian86 16 mar 2011, 22:40
owszem bo ma wrazenie ze kazda decyzja jest sprawa zycia i smierci
We Are The Champions 2016(L)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2251
Dołączył(a)
11 gru 2008, 12:15
Lokalizacja
gdzies pod wawą

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez Imre 16 mar 2011, 23:10
Psychiatra podjął taką decyzje, nie ja. Poza tym tutaj chodzi nie tylko o dystymię, ale jeszcze zaburzenia lękowe. No i nie ma co ukrywać, że jestem w dużo gorszym stanie niż byłem w grudniu kiedy lekarz przepisywał mi citalopram, więc dostałem coś co powinno mieć szersze spektrum działania.

Nie uważacie że dystymik jest ogólnie przewrażliwiony i bardzo ostrożny w podejmowaniu swoich działań/decyzji?


Ja mam problem z podjęciem wielu decyzji. Szczególnie chodzi o to, że wiele rzeczy oceniam przez pryzmat tego co pomyślą inni. Dlatego zawsze w określonym środowisku przystosowuję się do większości, a jeśli to możliwe to w ogóle się izoluję i wtedy potrafię zachować pewną niezależność. Np. kwestia kupna czegokolwiek to koszmar. Jak wiem, że w domu spotka się to z dezaprobatą(nie musi być to ostra krytyka, wystarczy poddanie w wątpliwość czy warto było to kupić) to nie ma szans. Jak wiem, że komuś(najczęściej rodzina :F) nie spodoba się mój ubiór(żeby była jasność: nie chodzi mi tu o jakąś ekstrawagancką odzież) to nici. Jeśli jest przy mnie osoba, przy której czuję się w miarę swobodnie(tutaj sporo zależy od mojego humoru, bo przy pewnych osobach czasem jestem swobodny, a innym razem ani trochę) to dostaję powera i mogę robić rzeczy na które normalnie nie ma szans(znowu nie mówię tu o czymś nadzwyczajnym, ale rzeczach, które dla wielu osób są normalne).
Imre
Offline

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

Avatar użytkownika
przez Margolka 29 mar 2011, 17:07
Witam wszystkich.
Od paru dni krążę po internecie i szukam wiadomości na temat moich dolegliwości. Dzisiaj chyba znalazłam, mam podobne objawy o których piszecie. Na jutro jestem umówiona z psychiatrą. nie sądziłam,ze moje złe samopoczucie już od paru ładnych lat może być spowodowane chorobą.
Od dawna sobie nie radzę z codziennością, Myślę,ze u mnie zaczęło się to z prozaicznych przyczyn, nawarstwiające się problemy dnia codziennego, których było wciąż więcej i więcej doprowadziły mnie do stanu osłabienia i zaczęłam coraz gorzej wypełniać codzienne obowiązki. Bliscy twierdzili,ze to lenistwo i żebym się wzięła w garść. Udawało mi się przemóc ale z czasem było coraz gorzej, wszystko zaczęło mi obojętnieć. Cztery lata temu przeżyłam katastrofę, wichura porwała dach na moim domu a ja byłam w środku. Nic mi się nie stało, ale od tamtej pory przez długi czas byłam jak kamień, nie potrafiłam nawet płakać. Później posypała się rodzina zostałam sama z trojgiem dzieci, w tym jedno z lekkim upośledzeniem i innymi problemami zdrowotnymi. Myślę, że przetrwałam tylko dzięki wrodzonemu optymizmowi.
Ostatnio niestety w ogóle nie mogę sobie ze sobą poradzić. Jestem roztrzepana, zapominam co przed chwilą mówiłam,wstaję rano i po wypiciu kawy jeszcze funkcjonuję do południa,ale już popołudniu zaczyna mnie męczyć senność. Mam poczucie zmarnowanego czasu, bezradności, nie mobilizuje mnie już nawet "nóż na gardle", zaniedbuję obowiązki, na myśl o sprzątaniu, gotowaniu czy nawet przyjęciu gości niedobrze mi się robi. Martwię się, bo codziennie wożę córkę do szkoły specjalnej oddalonej o 11 km. Jestem dobrym kierowcą, ale coraz częściej rozkojarzonym. Mam nadzieję,że psychiatra mi coś pomoże, bo nie pamiętam już kiedy to było gdy pełna zapału radziłam sobie ze wszystkim a w dodatku oddawałam się czytaniu, haftowaniu, malowaniu. Pozdrawiam Forumowiczów :)
och życie czemu tak pędzisz?
nie dajesz sercu oddechu
czy kiedyś za tobą nadążę?
czy umrę nawet w pośpiechu?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1068
Dołączył(a)
29 mar 2011, 16:25
Lokalizacja
Kraków

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

Avatar użytkownika
przez frytka 01 kwi 2011, 20:27
Gdy psychiatra rok temu użył w stosunku do mnie słowa "dystymia" tak się przejęłam, że na siłę próbowałam zmienić cechy dystymiczne w swojej osobie. I owszem, wiele udało mi się zmienić w swoim zachowaniu - asertywności się nauczyłam, choć z różnymi skutkami (zawsze wszystko albo nic...), bronić siebie się nauczyłam (za wszelką cenę czy wręcz po trupach...) i jak sobie tak robię bilans 'osiągnięć', to poza weryfikacją środowiska, które mnie otacza (i tu ogromny plus), a sama nie czuję się za bardzo jego częścią - to dalej gniję i śmierdzę tym samym syfem...
Anioły są wśród Nas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
936
Dołączył(a)
24 cze 2010, 14:53

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez Sabaidee 01 kwi 2011, 20:32
2Proof napisał(a):bronić siebie się nauczyłam (za wszelką cenę czy wręcz po trupach...)


Ja też się uczyłem. Po drugim zawale nauczyłem się spieprzać z pola bitwy.
Sabaidee
Offline

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

Avatar użytkownika
przez frytka 01 kwi 2011, 20:37
Hyh, aż mi się raźniej zrobiło :mrgreen: ja właśnie jestem w defensywie - spieprzam aż się kurzy.... :roll:
Anioły są wśród Nas
Avatar użytkownika
Offline
Posty
936
Dołączył(a)
24 cze 2010, 14:53

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez Rodia777 08 kwi 2011, 22:37
Najpierw się przywitam, bo jestem nowa na tym forum - witam wszystkich :)

Żeby nie zakładać osobnego wątku dopiszę się do tego. Nie wiem w sumie po co to robię, raczej mnie to "nie odciąża", ale nie mam z kim o tym porozmawiać, chociaż chciałabym, zwłaszcza w końcu komuś "w realu" powiedzieć o swoich problemach.

Dziś znalazłam to hasło - dystymia.
Zawszę trzymałam się z daleka od słowa "depresja", chociaż dziwne stany które przechodzę pewnie nie raz przypominały. Największa różnica była taka, że przecież ja "jestem taka od zawsze", melancholia, lekko obniżony nastrój towarzyszy mi odkąd pamiętam - byłam dzieckiem i każda dorosła osoba która mnie poznawała musiała dodawać swój tekst "uśmiechnij się" i w sumie nadal tak jest. Trudno byłoby mi wyodrębnić kiedy się to zaczęło.
Wiele lat byłam przekonana, że mi nic nie jest i to świat stoi do góry nogami a nie ja. Nadwrażliwość? niee, to oni wszyscy "są ograniczeni" i tylko ja potrafię prawdziwie "czuć". I nadal poniekąd tak uważam, z tym że teraz już wieże, że ani świat nie jest normalny, ani ja nie jestem i w sumie na prawdę potrzebuję pomocy.

Ja mam dużo problemów. Anhedonia, no nie wiem czy ja już w ogóle nie potrafię się już cieszyć, czy udaję że się śmieję - czy się śmieje na prawdę. Gubię się w tym, bo kiedy zostaje sama ze sobą, kompletnie odwraca mi się patrzenie. Jak jestem sama wszystko wyolbrzymiam i zaczynam postrzegać wszystko i wszystkich, że są czarni albo biali, ale najczęściej "czarni". Itp. tak samo ja, obraz siebie kompletnie lata, jestem dobrem/jestem złem, jestem rozumem/jestem szaleństwem i inne takie, jaki i poczucie wartości - raz na jednym biegunie, raz na drugim. Wszystko jest zależne od sytuacji.

Jeżeli jednak chodzi o samą dystymię, to prawie pod całym zestawem problemów mogę się podpisać, zaburzenia odżywiania - pewnie, zaburzenia snu - już nie wiem, bo mam tak rozregulowane godziny spania (śpię wtedy kiedy muszę), że nie ocenię, czy odwracam dobę dobrowolnie, czy inaczej bym nie mogła. Zmęczenie - no ba, dzień bez drzemki? - rzadko. Żeby było śmiesznie, już chyba większość wykładowców upominała mnie że zasypiam na zajęciach. Czasami śpię zupełnie normalnie a potem i tak po 2 godzinach padam.
Koncentracja, uwaga, na to od lat nigdy nie było szans, kiedy ktoś czy nauczyciel coś mi tłumaczy, kompletnie nie wiem o czym mówi, muszę sama do wszystkiego dochodzić, albo powoli, po kawałku dopytywać. Problemy z decyzjami - od tego to sama ludzi potrafię wpakować w nerwice, chociaż kiedy indziej jest zupełnie inaczej. Tak samo jak i kiedy indziej z osoby która mówi "obojętnie", staję się mimowolnie apodyktyczna (byłabym koszmarnym szefem). Beznadzieja, znudzenie, chęć zrobienia czegoś wielkiego, przy braku motywacji i siły. Obrzydzenie takim życiem, w którym nic konkretnego nie robię, obrzydzenie sobą "mogłem być czymś, będę niczym". Brak zainteresowania, o ile coś nie łączy się z silnymi emocjami to tylko zmuszam się do różnych zajęć. Niechęć do kontaktów, to jest chyba mój największy problem, z jednej strony kompletnie nie ciągnie mnie do ludzi i kompletnie nie interesują mnie ich sprawy, z drugiej, ogromnie potrzebuję kogoś kto mnie zrozumie. Bariera, mur wysoki na dwa metry oddziela mnie od wszystkich, nie do przeniknięcia. Higiena - zaniedbywanie - od paru miesięcy (bo teraz jest gorzej) ciągle te same byle jakie ciuchy, butów od dwóch lat nie umyłam - bo po co się przebierać? po co czyścić buty? no higiena tak, ale estetyka - nie, bo jest podyktowana przez tłum, a ja jestem takim wewnętrznym anarchistą, czy tego chcę czy nie - tak wychodzi. He nawet to, że nastrój obniża się po południu dokładnie się zgadza. Budzę się z pokładem nadziei, a potem w jednym momencie ta świeczka zostaje zdmuchnięta i jest źle.

Nie wiem może to z zewnątrz brzmi jak tekst rozkapryszonej nastolaty, bo przecież niby dużo z tych rzeczy dałoby się doprowadzić do porządku. Ale mi do śmiechu nie jest ze sobą. To co napisałam, to jest tylko a propos dystymii. Borderline, nikt mi tego nie stwierdził, ale obawiam się że raczej nie ma szans, żebym nim nie była. Zaburzenia lękowe - to akurat jest podejrzenie, no i jakieś dda też pasje do mnie. Ale tamte dwa, najbardziej określają "całokształt tej mojej twórczości".

Mimo wszystko ta moja dystymia, lub "dystymia", to jest najmniejszy problem w życiu, potrafiłabym się do tego przyzwyczaić i mogłabym nawet z tym żyć. Nie ważne że nie interesuje mnie życie, zgodziłabym się na nie, gdyby tylko nie było innych problemów. No ale mniejsza.

Pozdrowienia z piekła mojego umysłu hehe ;) I nie ważne że nikt czy prawie nikt tego nie przeczyta, miałam ochotę napisać i napisałam :)
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
08 kwi 2011, 21:20
Lokalizacja
gd/ol

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez _someone_ 10 kwi 2011, 03:28
Przeczytałam cały Twój post. Mi czytanie o tym jak radzą sobie inni, co czują, pomaga spojrzeć na siebie, a przynajmniej pomaga znaleźć mi w sobie samej uczucia, których sama nie potrafię nazwać, pomimo, że każdy z nas ma swój własny koszmar. Nie wiem jak poradzić sobie z samotnością... Nie mam nikogo zupełnie w tym momencie. Jestem samotna od kilku miesięcy. Ludzie gdzieś przepadli. Strasznie to przykre. Mam trudną sytuację życiową. Ludzie zostawili mnie, kiedy zaczęły pojawiać się kłopoty. Tacy niestety już są...
Nie zdawałam sobie sprawy, że ludzie są tchórzami i bardziej ranią, udając zajętych czy cokolwiek innego, byle uniknąć człowieka cierpiącego.
Codziennie płaczę. Przypominam sobie i przeżywam na nowo sytuacje, w których coś zrobiłam nie tak. Nienawidzę się za nie. Poza tym czuję się jednostką, która osiągnęła szczyt żałosnej beznadziejności. Strasznie cierpię... Dodatkowo noszę w sobie ogromne poczucie winy... i to błędne koło nie przestaje się kręcić.
Kiedy rok temu miałam epizod depresyjny, wtedy wydawał mi się straszny, ale był niczym, w porównaniu do tego co przeżywam teraz. Dzień w dzień... Wstydzę się siebie... Nie wychodzę z domu. To już 5 miesięcy jak myślę o śmierci. To żałosne i słabe, ale takie jest moje życie. Ja krzyczę, ale nikt mnie nie słyszy.
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
10 kwi 2011, 01:29

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

Avatar użytkownika
przez Margolka 11 kwi 2011, 10:00
Dziewczyny kochane do lekarza! Wyżej opisałam też moją sytuację. Jeżeli nie mamy wpływu na nasze życie uczuciowe lub materialne, zróbmy coś przynajmniej dla zdrowia. Nie warto się tak męczyć. Ja się zmobilizowałam i zarejestrowałam do psychiatry, nie trzeba skierowania. Wystarczy zrobić to telefonicznie a potem jak już mamy ustalony termin nijako zmuszone jesteśmy tam pójść. Biorę lek niecałe dwa tygodnie i zaczynam czuć poprawę. W niektórych sytuacjach nie jesteśmy sobie w stanie pomóc same, zwłaszcza gdy brak nam jakiegokolwiek wsparcia.
Samotność to wielki ból, kiedyś czułam się tak samotna, że oddałabym wszystko za moment przytulenia, zainteresowania. Samotność minęła, pozostały inne problemy, dzieci, zrujnowany dom na głowie, brak pracy i bezsilność wobec życia. Ale walczę i Wy walczcie też, bo nie wiadomo ile czasu jest nam dane. Spójrzcie - są ludzie wookoło, którzy są szczęśliwi albo przynajmniej zadowoleni z życia. Dlaczego nie mamy być to też my?
och życie czemu tak pędzisz?
nie dajesz sercu oddechu
czy kiedyś za tobą nadążę?
czy umrę nawet w pośpiechu?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1068
Dołączył(a)
29 mar 2011, 16:25
Lokalizacja
Kraków

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez _someone_ 11 kwi 2011, 15:02
No problem w tym, że ja byłam u lekarzy wielu. Dostawałam leki, ale w czym miały mi pomóc, kiedy moja sytuacja życiowa jest bardzo trudna. Nie wychodzę z tego stanu, a nawet jest coraz gorzej, bo nie da się zmienić od tak. Samotność, brak stałego mieszkania. Lekarze dają leki, proponują psychoterapie, ale co ma to wszystko dac, kiedy oni nie spełnią moich marzeń o jakimkolwiek życiu, na jakimkolwiek poziomie... Przykre, ale prawdziwe. Wydaje mi sie, że długo tak nie pociągnę, bo to, co się ze mną dzieje najprawdopodobniej zrani innych. Chciałabym pozamykać wszystkie sprawy, robię to bardzo powoli, ale dążę do tego, by zaplanować swój koniec. Nie widzę nic poza ciemnym otępieniem i za złem, które przemawia przez ludzi, którzy opuszczają.
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
10 kwi 2011, 01:29

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez Kamila1q 11 kwi 2011, 15:37
Witam.. siedzę w pracy, zamiast zająć się pracą, tylko chce mi się ryczeć. Od grudnia tamtego roku czuję się strasznie. już dziś wiem, że mam silna depresję. W czwarket idę na pierwszą wizytę do psychiatry, bo już nie daję rady sama, mam synka 10 lat, nie chcę by on patrzył na to jak jego mama się męczy. Zbyt bardzo go kocham. Odsunęłam się od najbliższych mi osób, nie mam chęci życia, nie potrafię rozmawiać, być z innymi...Wszystkie problemy, które się skumulowały zabijają mnie od środka. Zawsze byłam silna...a teraz? Nie daję rady.... czy to się kiedyś skończy??
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
11 kwi 2011, 10:53

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez _someone_ 12 kwi 2011, 08:22
Inni powiedzą Ci, że się skończy. Będzie to trwało pewni około miesiąca, zanim leki zaczną odpowiednio działać. Poprawi Ci się na pewno. Byle nie wracało. Depresja to tendencyjna choroba i lubi wracać.
Offline
Posty
108
Dołączył(a)
10 kwi 2011, 01:29

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez Kori 16 kwi 2011, 22:11
Nie ma choroby, nie ma stanu zdrowia.

Nie ma dualizmu, nie ma braku dualizmu.

Można se samemu poradzić. Tylko trza przestać szukać przyczyn chorób, zaburzeń, bo to tylko słowne interpretacje bodźców wewnętrznych, a takich interpretacji można mnożyć miliony i tyleż metod rozwiązań tych problemów wymyślać. Umysł jest kopalnią nieskończonych interpretacji.

Można szukać w psychologii, w egzorcyzmach, w psychiatryku, w książkach, w duchowości, u babci, w neurologii, w ezoteryce, w religii, w alternatywnej medycynie…

No ale ileż można?
Trzeba przestać uciekać od swojego cierpienia, od swojego bólu, niezadowolenia, lęku i samotności.
Taka jest moja rada i takie moje zdanie na ten moment, że zamiast uciekać w natrętne myślenie o chorobie i jej przyczynach i jej skutkach – co utwierdza tylko ten negatywny stan i jeszcze może go pogłębia – to należałoby skonfrontować się ze swoją pustką, która z resztą wypełnia wszystko.
Taką macie okazję, że możecie się przyjrzeć sobie, poznać siebie, zdystansować się do siebie. I tak nie macie gdzie uciec- nie uciekniecie przed sobą, przed swoją pustką i smutkiem, który utwierdzacie identyfikując się z nim. Jesteś tym, z czym się identyfikujesz.
Koniec pierdół o chorobach i wielkim pokrzywdzeniu przez los lub złego Boga.
Czas poddać się obiektywnej obserwacji, poczuć swoje myśli, swoje emocje, wszystko co w środku, każdą reakcję, każde odczucie. Nazwy znikają, bo są tylko nazwami- każdy stan jest poza nazwami, poza nazwą “smutek”, poza nazwą” jest mi źle”, poza nazwą “dystymia”. Nie oceniać, nie dzielić. Jest tylko teraz. Jutro nic się nie zmieni, bo jest tylko teraz.
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
30 sie 2009, 00:14

Dystymia leczenie i przebieg Waszej chorob

przez kate198713 17 kwi 2011, 13:11
Kori, I co z tą "inną metodą leczenia"? pomoglo?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
16 kwi 2011, 17:47
Lokalizacja
Poznań

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do