Szkolni dreczyciele powodem depresji

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez sebcio 17 maja 2007, 08:10
Jest to napewno jakis sposob, kiedys tak robilen, traktowalem szkole jak miejsce gdzie przychodze o jakiejs tam godzinie i wychodze o ktorejs tam godzinie
A Ty Octoberku pomysl ze teraz jestes silny i zdrowy ale moze przyjsc taki czas ze bedzie inaczej, sam bedziesz byc moze potrzebowal pomocy, i sam bedziesz kandydatem do zlecenia ze skaly
byl w latach 1933-1945 taki ktosiek kto chcial eliminoiwa tych ktorzy sa salbi lub nia pasuja do jego wizji swiata
MIEJMY NADZIEJE ZE NIGDY WIECEJ SIE TO NIE POWTORZY
sebcio
Offline

przez tom23 17 maja 2007, 10:07
Do samobójstwa to nie należy namawiać ani proponować.
I nie jest prawdą że jak ktoś w szkole średniej jest zaczepiany (delikatnie mówiąc) to na studiach i może później w pracy będzie tak samo.
Ponieważ ludzie raczej poważnieją i jak starsi są zazwyczaj bardziej tolerancyjni ale oczywiście nic na pewno nie można powiedzieć.
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
09 maja 2007, 22:30
Lokalizacja
Piła

przez sebcio 17 maja 2007, 10:12
jak zwrocilem uwage matura skutecznie odsiewa chwasty od normalnych ludzi, zobaczycie na studaich ze wiele jest osob ktore inaczej sie ubieraja lub zachowuja, sa jakimis imdywidualnosciami i nikt ich sie nie czepia, dlatego ja swoje studia wspominam bardzo dobrze czego i Wam rzycze
sebcio
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez corner 10 cze 2007, 11:57
Kolego "nieudaczniku" i kolego "g." właśnie przeczytałem wasze posty i muszę podzielic się z m.in. z Wami swoimi przemyśleniami. 8)

Mam 24 lata (rok temu skończyłem studia).
Sytuacje, które opisujecie nie są mi obce.

Jestem z natury nieśmiały i dosc wrażliwy, chociaż obecnie z samej nieśmiałości niewiele zostało. Sytuacja wyglądała inaczej jakieś 15 lat temu.
Próbowałem przypomniec sobie kiedy po raz pierwszy poczułem się powiedzmy - poniżany. Miałem ok 10 lat. Grupka starszych znajomych. Pada pytanie - czyja to siostra? I nagle rozlega się śmiech. Wszyscy się śmieją. Śmieją się... ze mnie. Może wyjaśnię, mam niepełnosprawną siostrę. Póżniej wielokrotnie spotykałem się z brakiem tolerancji ale sytuacja, którą opisałem wyżej najbardziej mnie dotknęła - pamiętam ją jak dziś. Byłem młody, przy tym bardzo nieśmiały. Poczułem złośc, najchętniej porozwalałbym im wszystkim głowy ale szybko odpuściłem. Było mi tak przykro, że nie potrafiłem nic powiedziec (to okropne uczucie odrętwienia).
Powiedziałem tylko bardzo poważnie: tak to moja siostra.

Jeśli chodzi o późniejszy okres to będzie pewnie podstawówka. Otóż znalazła się grupka idiotów, którzy nabijali się z... mojego nazwiska, choc samo w sobie szczególnie śmieszne nie jest. Sprawa może i banalna ale z czasem rozwinęła się do tego stopnia, że zaczęła mi dokuczac. "Jechali" ze mną jak tylko mogli (już nawet nie o samo nazwisko chodzilo). Widzieli, że się wk***** i sprawiało im to ogromną radośc. Silni w grupie, bo w pojedynke nikt nie miał na tyle jaj, żeby powiedziec cokolwiek niemiłego. W zasadzie gdyby tak któregokolwiek z nich postawic na moim miejscu, na 100% reagowałby podobnie do mnie. Pewnego dnia nie wytrzymałem i (czego momentami żałowałem) uderzyłem jednego z nich. Możliwe, że wtedy coś się zaczęło zmieniac - ten którego uderzyłem już nigdy nie zdobył się na to żeby dołączyc do powiedzmy... "paczki szyderców." Pewnego razu jeden z nich zadzwonił do mnie do domu i zaczął przez tel. mi ubliżac, co w przekonaniu tej osoby było śmieszne. Pech chciał, że całą rozmowę słyszeli moi rodzice - przez przypadek włączyłem głośnik w słuchawce. Oczywiście nie omieszkałem poinformowac o tym rozmówcy ale uczyniłem to dopiero po tym, jak skończył swój piękny wywód. Oj łyso mu było... Odczułem jakąś tam satysfakcję ale problem pozostał.


No nic. Nadeszły czasy LO. Tu było w miarę spokojnie. Nowi koledzy, nowe otoczenie.

Na studiach w mojej grupie poznałem wspaniałych ludzi. Same indywidualności. Super kontakt. Bardzo dobrze się dogadujemy do tej pory.

Ale.. Mam też grupkę starych znajomych.. Tutaj sytuacja wygląda odmiennie. Tak jakby powrót do czasów podstawówki. Zdarza mi się z nimi spotkac a same spotkania prędzej, czy później wyglądają tak, że jeden z drugiego szydzi. Jasne, można się pośmiac ale w pewnym momencie żarty stają się mało śmieszne i czasem zdarzy się, że wszyscy zaczynają jechac z jednej, wybranej osoby. Jeśli trafi na mnie to wieczór i kilka następnych dni mam już z głowy.
Ogarnia mnie odrętwienie. Nagły zwrot o 180 stopni. Automatycznie psuje mi się humor. Nie potrafię radzic sobie w sytuacji, kiedy ktoś się ze mnie nabija. Szczególnie jeśli robi to większa grupka osób. Coś we mnie w środku pęka. Mistrzem ciętej riposty nie jestem, chociaż żałuję. To odrętwienie jest przerażające, dosłownie mnie paraliżuje. Przyjmuję każdą obelgę a nie potrafię powiedziec słowa. Pewnie byłbym zdolny do fizycznej interwencji ale przecież nie o to chodzi. Powiedzcie, czy ze mną jest coś nie tak? :roll:
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
10 cze 2007, 10:57

przez tom23 10 cze 2007, 13:28
Nie jest źle.W porównaniu z moją sytuacją to masz wspaniale.
Oczywiście ze mnie nikt nie szydzi itp z tego powodu że z nikim się nie spotykam po za tym że muszę chwilami udać się na studia zaoczne.
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
09 maja 2007, 22:30
Lokalizacja
Piła

przez natalia-czerwona 10 cze 2007, 14:08
ja też w szkole nie miałam lekko. w SP bardzo długo śmiano się z mojego nazwiska. było naprawdę okropne. czułam się strasznie, byłam posmiewiskiem, nawet nauczyciele mi docinali. więc.. nazwysko zmnieniłam. ale kpiny ze mnie się nie skończyły, wręcz przeciwnie. było coraz gorzej. śmiano się z mojego sposobu bycia, z wyglądu. byłam bardzo silna, bo wszystko to znosiłam bez słowa. dusiałam wszystko to w sobie. bałam się tamtych ludzi. kiedyś nawet próbowali mnie zepchnąć ze schodów. zmieniłam zatem szkołę. ale tam też nie było dużo lepiej. byłam totalnym outsiderem. to wszystko plus problemy w domu spowodowało, że miałam myśli samobójcze i pierwszą próbę. dalej się jakoś potoczyło, w gimnazjum nie było źle, a w liceum jest całkiem spoko.
ale kiedy widzę tych ludzi z SP na ulicy, to choć minęło wiele lat, cały czas się ich boję. miękną mi ze stachu nogi, drżą ręcę. jestem później zła na siebie, że jakbym nie dorosła.
corner myślę, że takie rany, że takie urazy w psychice z dzieciństwa pozostaną na długo. może nie na zawsze, ale jeszcze przez jakiś czas nie zapomnimy o tym co się działo. pozostaje jednynie pamiętać, że to już MINĘŁO, że na szczęście mamy to za sobą.
"Z popiołu
Wstanę płomiennowłosa
By połknąć mężczyzn jak powietrze."
Posty
36
Dołączył(a)
16 gru 2006, 00:59

przez vegge 10 cze 2007, 15:24
w takich przypadkach najlepiej jest zmienic szkole
nowe srodowisko, inaczej na ciebie spojrza, zaczniesz od zera zamiast od minusa zdobywac na nowo pozycje spoleczna

musisz przeanalizowac sam siebie, jak sie zachowujesz, co dokaldnie robisz, ze ludzie tak na ciebie reaguja, od czego takie traktowanie sie zaczelo?

jak juz to ustalisz to nie dopuscisz wiecej by sie powtorzyla sytuacja :)
zesraj sie a nie daj sie
Offline
Posty
149
Dołączył(a)
05 cze 2007, 21:08
Lokalizacja
warszawa

ja też okropnie się czuje w klasie

przez karolinasm 13 cze 2007, 19:03
Mam 17 lat, chodze do liceum.... Moja klasa...szkoda gadać... wszyscy udają kolegów i koleżanki.. ale dają mi do zrozumienia wszystko co złe... popełniłam mając 14 lat ogromy życiowy błąd.. i się mnie do dziś trzyma, bo do klasy chodzę z ludźmi co chodziłam do gimnazjum... Mówą o mnie bardzo złe rzeczy, które powoli do mnie dochodzą, tylko co ich więcej się dowiaduje, to pogrążam się w milczeniu,i rozpaczy....duchowej, bo zawsze udaje uśmiechniętą, i ich dogryzanie zawsze przechodze z usmiechcem i braniem to na "żarty" które jest dla mnie trudne, ale nie chce im pokazać że jestem słaba, niech widzą że daje sobie rade...ale ja dochodze do wniosku, że już tak dalej nie moge,,,ja umieram w środku...staczam się na dno.....kiedy szukam czegoś na uspokojenie sie...myśle o śmierci.....o samobójstwie.....to jedyne rozwiązanie...któredaje mi ukojenie..ja nie umiem juz udawać coraz cześciej chodze jak nieżywa...nie istnieje sama dla siebie psychicznie...jeszcze tylko fizycznie :( :( ale to jest kwestia czasu
życie....co to takiego
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
13 cze 2007, 18:30

Re: Zrobili ze mnie klasowego kozła ofiarnego

Avatar użytkownika
przez BlueOrange 14 cze 2007, 04:45
[ Dodano: Dzisiaj o godz. 4:05 am ]
BlueOrange napisał(a):
g. napisał(a):wszystko jest do dupy i nic się nie chce. w szkole przechodze pieklo z moja klasa, ktora znalazla sobie jakiegos kozla ofiarnego i przykleila mi etykietke przyglupa. nie wiem jak sobie radzic. czego nie zrobie to kazdy i tak musi mnie wysmiac. nie mam juz sily. pocieszam sie tym ze to klasa maturalna i za 3 miesiace wszystko sie skonczy, ale jest na prawde ciezko. kiedy widze szkole to mi sie rzygac chce. jak wracam do domu to jest jeszcze gorzej. przypominaja mi sie wszystkie porazki szkolne. czuje sie jak pijany i nie wiem co ze soba zrobic. od jakiegos czasu sam siebie okladam piesciami i to czesto bardzo mocno.
co mi jest? i jak sobie poradzic?


to, co powiem pewnie nie będzie ogólnie akceptowane, ale następnym razem, jak cię ktoś zaczepi i zacznie cię wyśmiewać - przywal mu, po prostu bij się, nie jest ważne czy przegrasz czy wygrasz - walcz
jeśli to nie da rady - rób to nadal - bij się za każdym razem jak ktoś się przyczepi
to jest czasem jedyna metoda, żeby zostawili cię w spokoju, obejrzyj sobie "Skazani na Shawshank"

teraz to, co dzieje się w szkołach przypomina wojnę, musisz walczyć, albo zginiesz, walcz a zostawią cie w spokoju, albo naucz się im tak dowalić słowem, że też nikt nie będzie chciał cię ruszyć (ja byłem bardzo chudy za młodu, ale miałem pewnie w genach dość inteligencji, żebym każdego, kto się czepiał - zmasakrować 'z gęby', poza tym, może dzięki temu, 3małem się grupy 'rządzącej'... bez specjalnej chęci czy celu, zwyczajnie zawsze tam byłem i nikt mi raczej nie wyskakiwał, raczej 'my' mieliśmy 'ogony', które chciały się do nas dołączyć, co czasem było dla nas zabawne)

innymi słowy - albo jesteś w grupie rządzącej, albo chcesz się przyłączyć na siłę (co nie jest dobrą metodą), albo jesteś 'wyspą' i masz swoich kumpli ze sobą, może dwóch, może jednego, ale musisz mieć choćby jednego zwolennika... jeśli nie masz - zyskasz, jeśli będziesz walczył/a

najgorszą opcją jest się poddać - "tak, jestem głupi, niech mnie leją i wyśmiewają", taka postawa będzie się ciągnąć za tobą przez wieeeeeele lat, nie daj się 'zaje...ć'

walcz. walcz. walcz, nie daj tym gnojom satysfakcji
Avatar użytkownika
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
11 mar 2007, 17:20

przez sebcio 14 cze 2007, 06:55
Wydaje sie akze dobrym rozwiazaniem poprostu zmina szkoly, szczegolnie dobre w duzym miescie gdzie nikt Cie nie zna, wszystko od poczatku i powinno byc lepiej
sebcio
Offline

Avatar użytkownika
przez BlueOrange 14 cze 2007, 08:59
nie zgadzam się - to ucieczka i problem nie znika, ja bym po prostu się bił z jednym czy drugim gnojem, ciągle, aż do skutku
dużo łatwiej się bić z wrogiem, którego widzimy niż z 'własnymi demonami', które nas chcą zepchnąć w dół i których nie widzimy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
11 mar 2007, 17:20

przez top23 17 cze 2007, 14:00
Ja też byłem takim kozłem ofiarnym zarówno w podstawówce jak i w liceum, jednak w szkole podstawowej w klasie był jeden koleś, który miał gorszą sytuację niż ja, tak więc tu dało się jakoś przeżyć. Liceum to jednak było piekło. Klasa podzieliła się jakby na 2 grupy: grupa która mnie często poniżała, dołowała i grupa, która kompletnie mnie olewała. Z tego łatwo można wywnioskować, że nie miałem tam żadnych przyjaciół, a wręcz przeciwnie- miałem wielu można powiedzieć wrogów. Czułem się fatalnie, jakbym był jakimś wyrzutkiem, często nawet opuszczałem lekcje.
Wiecie gdzie tacy jak my popełniają błąd? Otóż takim sytuacjom trzeba zapobiegać od samego początku. Jeśli ktoś nas obraża, to KONIECZNIE trzeba interweniować i odpłacać mu się tym samym, bo jeśli grupa zauważy, że może nas bezkarnie gnębić, to zapewne z tego skorzystają. Jeśli chodzi o mnie, to już na samym początku liceum 2 osoby się do mnie przyczepiły, a ja głupi myślałem sobie, że jak będę ich unikać to wszystko będzie ok. Niestety do tych 2 osób dołączyły się kolejne i moja sytuacja już była kiepska.

BlueOrange ma racje, czasem bójka to jedyne rozwiązanie i to jest pewien sposób na to, żeby przestać być kozłem ofiarnym. Ja żałuję, że nie spróbowałem tej metody szczególnie dlatego, że kilku osobom które się ze mnie naśmiewały na pewno dałbym radę.
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
10 cze 2007, 23:39

Avatar użytkownika
przez BlueOrange 22 cze 2007, 04:16
"to KONIECZNIE trzeba interweniować i odpłacać mu się tym samym, bo jeśli grupa zauważy, że może nas bezkarnie gnębić, to zapewne z tego skorzystają"

dokładnie, bo to polega na prostej zasadzie - jeśli ty nie wyznaczysz granic swojego terenu, to inni zrobią to za ciebie - oni wyznaczą ci teren i to będzie żaden teren, po prostu matołek do nabijanki... część 'silniejszych', ale o dobrym sercu - nie będzie cie gnębić, ale psychopaci będą na masę

oczywiście jest trudno się postawić 3 czy 4rem 'karczkom', najprawdopodobniej nie masz szans w takiej walce, ale MUSISZ walczyć i najlepiej z 'liderem', nie z 'przydupasem', z liderem, choćby to był szwarceneger :lol:

może/najczęściej dostaniesz, ale już chyba lepiej dostać raz, może dwa, niż codziennie być gnębionym? zresztą nie wiem jak teraz jest, bo to co się dzieje teraz w szkołach to jest jakaś totalna paranoja, ale przynajmniej kiedyś jakoś podświadomie ci, którzy się nie dawali, byli traktowani... jeśli nie z szacunkiem - to przynajmniej nikt się specjalnie nie przywalał do nich... czasem jakiś tekst, ale bez gnębienia

oczywiście jeśli ktoś jest naprawdę świrem, to walka nic nie da, bo taki psychol i tak prędzej czy później trafi za kratki, on tego nie doceni, bo ma nas...ne w głowie totalnie, ale w końcu nie każdy z 30 osób w klasie jest szajbusem, dlatego warto jest mieć choćby jednego sprzymierzeńca, a już najlepiej jest być w grupię 'rządzącej' - mająć jednocześnie odpowiedni dystans do świrów - niby nadajesz na tych samych falach, ale jak widzisz, że im palma wali już mocno - umiesz się wymigać od ćpania, bójki po meczu itp
Avatar użytkownika
Offline
Posty
186
Dołączył(a)
11 mar 2007, 17:20

Szkolni dreczyciele powodem depresji

Avatar użytkownika
przez Zagubiony148 12 sty 2008, 19:31
Jak znam życie to znowu bedzie bulwersacja z powodu poruszonego tematu. Otóż chcę poruszyć temat ktory od pewnego czasu nie daje mi spokoju. W swoim zyciu spotkalem sie zarowno w szkole podstawowej jak i w gimnazjum z dreczeniem innych. Nie chodzi mi tu o sam problem ale o dreczycieli. Sa oni zazwyczaj pewni siebie, lubiani. Ciekaw jestem dlaczego meczenie tych ktorzy nie umieja sie bronic daje im taka przyjemnosc. I dlalczego zyskują wśród innych aprobatę. Dlaczego hierarchia szkolna opiera sie naa takich skur********?? Dlaczego oni maja wiecej, nie musza sie martwic? Prawde mowiac mialbym to gdzies ale zauwazylem ze w szkolach uczen ktory pyskuje do nauczyciela, jest arogancki osiaga lepsze wyniki bo "umie walczyc o swoje" - to jest psychoza! Ucznioweie dreczeni maja leki fobie popadaja w depresje. Coraz cześciej mowi sie o samobojstwach z powodu przemocy w szkole. Mam zamiar poruszyc temat konkretnej osoby ale najpierw chce zobaczyc jakie reakcje wywola ten. Zalezy mi na odpowiedziach dreczycieli o ile tacy sa na forum - pragne poznc ich zdanie.

PS

Nie myslcie ze pewnosc siebie potraktowalem jako cos zlego.
Nie jest ona zla dopoki nie graniczy z arogancja.
Po co nosić maskę, gdy nie ma się już twarzy?
Emil Cioran

Bo jest to znakomitym mężom nie honor, jak niewolnikom ślęczeć godzinami przy obliczeniach.
Gottfried Wilhelm Leibniz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
209
Dołączył(a)
29 gru 2007, 22:58

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 18 gości

Przeskocz do