Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 30 sty 2013, 20:03
Bezradna89, to tym bardziej dowód na chorobę. Jesteś zniewolona przez takie myśli. Te myśli powodują dalszy chorobliwy ciąg myśli, że to nie to, że go nie kochasz bo przecież wtedy nie myślałabyś tak o innych, że go oszukiwałaś cały ten czas.
To co prawda śmieszny przykład, ale mówi się przecież, że faceci myślą przyrodzeniem. Kobiety też są targane dziwnym pociągiem fizycznym. Zwłaszcza te w nerwicy. Coś w stylu rozchwiania emocjonalnego.
Pod wpływem hormonów, pociągu, alkoholu robimy wiele nierozsądnych rzeczy, których potem żałujemy. To zniewolenie umysłowe, ale w formie nieodpartych pokus i pociągów.
Kiedyś widziałem taki śmieszny tekst "Myślałem, że się zakochałem, ale po masturbacji mi przeszło". Nie należy tego oczywiście brać dosłownie. Chodzi o tą lekkomyślność i brak rozsądku, które są następstwem tego stanu uzależnienia umysłowego od jakichś dziwnych reakcji. Założę się, że gdyby nie hormony Twoje erotyczne wizje nigdy by Cie nie nękały, a i łatwiej byłoby Ci się skupić na Twoim facecie.
To też oczywiste, że nie potrafisz sobie po prostu przetłumaczyć, że to choroba - łatwiej jest zgonić na wszystko inne. Łatwiej bo uświadomienie sobie choroby wymaga stawienia czoła chorobie, wymaga stawienia czoła cierpieniu, a to nie jest ani łatwe ani przyjemne. Dopóki zwalasz na wszystko inne, dopóki przenosisz złość, negatywne emocje, lęk i strach na innych i innych o to obwiniasz, dopóki wierzysz, że Twoje emocje są w miejscach, ludziach, sytuacjach, a nie w Tobie dopóty będziesz się czuła usprawiedliwiona by nie mierzyć się z cierpieniem.
Znajdź więc innego faceta, czemu nie chcesz po prostu przestać się z tym zmagać? Za kolejne 6 lat wrócisz tu i znów będziesz szukać drogi, znów pojawią się wątpliwości bo uczucie, pożądanie względem innego minie, zmieni się zgaśnie. Twoja fascynacja ustanie. Nie będziesz chciała próbować zmienić siebie. Pójść dalej z partnerem.
Za bardzo wierzysz w jakiś magiczny punkt życia, że to życie samo znajdzie kogoś lepszego, kogoś kto będzie fascynował całe życie, ale do wszystkiego się przyzwyczajasz - do ludzi także, fascynacja zawsze ustaje bo fascynacja zawsze wiąże się z projekcją, wiąże się z nieznanym, z nowościami. Poznajesz coś i fascynacja mija.
Co zmieniło się w partnerze, że nie patrzysz już na niego tak jak kiedyś? Znasz go lepiej niż przedtem. On się nie zmienił. Jest taki sam, Ty go po prostu lepiej znasz. Czy więc nie w Tobie leży problem. Czy to nie Ty jesteś problemem? Powiesz, że tak się czasami po prostu dzieje... Nic się nie dzieje po prostu. "Każde dlaczego ma swoje dlatego" - dlaczego widzisz wady? Czy to co przeszkadza Ci teraz przeszkadzało Ci wcześniej? Nie? Więc może to nie On się zmienił tylko Ty. Dlaczego obwiniasz go za to? Obwiniaj siebie - kiedy zaczniesz dostrzegać, że Twoje nastroje, Twoja złość, wkurzenie ma źródło w nim? Czy to on jest temu winien? To Ty jesteś zła - nie On. Usprawiedliwiasz swoje uczucie złości przenosząc je na partnera. Nie masz do tego prawa - zaakceptuj to - to będzie bolało, ale to pierwszy krok do pozbycia się tych złych uczuć. Czy nie tego właśnie chcesz?
Poddajesz się tym chorym emocjom - po co?! Zrozum, że przyczyna nigdy nie leży w świecie zewnętrznym - to Ty nauczyłaś się tak reagować, Ty nauczyłaś się okazywać złość, wątpić, oczekiwać czegoś. Gdybyś się tego nie nauczyła, gdybyś nie musiała wierzyć, że coś Ci się stanie, że nie będziesz kochać, nie odczuwać złości gdy coś idzie nie po Twojej myśli, to czy potrafiłabyś to odczuwać. Gdybyś nauczyła się, że miłość przychodzi z czasem, czekałabyś na miłość nie szukając jej jak desperatka. Gdybyś nauczyła się cieszyć małymi rzeczami, nie szukałabyś dużych wydarzeń. Nie byłoby wątpliwości, smutku, żal, lęku i złości. Naucz się dostrzegać dobre rzeczy w dolinie złych, nie na odwrót. Światło ma w przeciwieństwie do ciemności (pozytywne emocje w przeciwieństwie do złych) jedną wspaniałą właściwość - potrafi rozjaśnić ciemność, potrafi zapłonąć w ciemnym tunelu, ciemność natomiast w świetle dziennym niczym jest. Nie widać jej, nie nęka, nie straszy. Czemu więc patrzysz się w ciemność - czemu patrzysz na czarną norę na pięknej zielonej polanie? "Kiedy palec pokazuje niebo, tylko głupiec patrzy na palec" - w nerwicy człowiek patrzy jeszcze gorzej - w przeciwnym kierunku! Nie patrz tam - dostrzegaj dobre strony. Nie żyj czyimiś oczekiwaniami, czyjąś historią. Życie nie musi być takie jak u Twoich koleżanek, przyjaciół, jak w internecie czy telewizji. Życie jest właśnie takie jakie masz Ty, tu i teraz! Tu się toczy Twoje życie, każda chwila jest piękna - zwłaszcza ta spędzona z facetem. Rozmawiaj z nim. Naucz się go celebrować z Tobą każdą chwilę :)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zmęczona1 31 sty 2013, 20:54
Bezradna89, jak ja Cie rozumię, ja tez mam w sferze seksualnej, to strasznie męczy człowiek czuje takie obrzydzenie. Do tej pory miałam do innych facetów, jak przerobiłam wszystkich których znałam zawsze to były też osoby nowo poznane,az do osób z mojego najbliższego otoczenia cos okropnego a od jakiegos czasu doszło że może jestem lesbijka to dopiero dołuje, chyba najgorsze z moich natręctw, ciągle obrzydliwe obrazy sie przewijają to przerażające, okropne nie mam juz sił. Chcę żyć jak kiedyś dlaczego to coś ciągle mnie męczy przerobiłam juz tyle tematów, aż strach co mnie jeszcze czeka. A do tego ciągłe poczucie winy i wyrzuty sumienia, strach lęk że cos stracę, to boli.
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 01 lut 2013, 02:08
Ezekiel, masz racje, dzięki za opisanie mojego problemu ale strasznie trudno jest się przeciwstawic tej chorobie, tym bardziej ze trwa to juz jakis czas to przyzwyczaiłam sie do niej mimo że tego nie chce :)
Ale co jeszcze jest w tym wszystkim nie fajne to,to jak przyjdzie odpowiedziec "kocham Cie" (a w głowie mysli"i po co okłamujesz tego chłopaka") czasem to mówie "chyba kocham Cie" ..
Nie da sie przekazac uczuc komus jesli się czuje wyssana z jakich kolwiek uczuc a napewno z tym pozytywnych, całymi dniami chodze nabuzowana i zła, na siebie na cały swiat, a szczególnie odbija się to na partnerze bo jest najbliżej mnie, złosci mnie to nawet że mnie oobejmie nie tak jak ja chce, ze powie coś nie po mojej mysli.
Trzepiam się najmniejszych drobiazgów, na które nigdy wczesniej nawet nie zwracałam uwagi.
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 01 lut 2013, 12:32
mains, wiem, że nie jest łatwo :) zdaje sobie z tego sprawę - fajny artykuł Ci polecę :)
http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i- ... music.html
Słowa wcale nie wyrażają miłości, nawet nie zawsze samo uczucie ją wyraża. Można świadczyć miłość bez uczucia. To jak z pomocą potrzebującym. Ofiarowujesz swoją pomoc bezwarunkowo, nie czujesz do nich miłości, ale świadczysz miłość. Uczucia bywają złudne, zmienne, przeciwne naszym pragnieniom, potrzebom. Miłość często nie jest tym o czym piszą w poradnikach, o czym mówią ludzie, co pokazują w telewizji, o czym piszą poeci i filozofowie, miłość jest zawsze nasza, subiektywna, czasami nawet sprzeczna z uczuciami. To jest ta więź utrwalająca się latami, miłość jest tym co Ty masz w sobie.
W nerwicy często szczęście, miłość i inne pozytywne uczucia wiąże się z jakimiś magicznymi wręcz sytuacjami. Pozostawia się wszystko sferze magii albo przynajmniej zdarzeniom o charakterze "magicznym". Wierzy się, że przyjdzie ktoś - jakiś rycerz, który po prostu w cudowny sposób obdarowuje miłością. Rzecz jasna ktoś obdarzy Cie czymś magicznym co sprawi, że sama/sam zaczniesz kochać. Jest to oczywiście absurdem, ale tak to mniej więcej wygląda. Gdzieś tam z kimś tam, będzie nie wiem jak, ale łatwiej, i nie wiadomo czym ale będę się cieszyć i nie wiadomo jak i za co ale będę kochać. No cóż - jeśli nie wiesz czego szukasz, nie wiesz jak kochać to problem nie leży w cudownym wydarzeniu, którego charakter jest bliżej nie sprecyzowany. Problem leży w człowieku, który szuka inspiracji, a tak naprawdę jak to już kiedyś cytowałem "jedynym skrawkiem świata, który możesz zmienić jesteś Ty sam" - trzeba życie przewartościować, nauczyć się cieszyć życiem, nawet jak to życie nie kocha nas. Szczęście jest tuż obok, obok nas, jeśli nie dostrzegamy go tutaj to gdzie indziej chcesz je znaleźć? Skoro nie widzisz szczęścia mając je pod nosem to jak chcesz je dostrzec w nieznanym odległym czasie i miejscu?
Przeczytaj ten artykuł. Naprawdę warto, ale warto też pamiętać, że w związku warto się przyjaźnić. Nie szukać fascynacji, robić to co lubicie robić wspólnie, nie kierować się przyziemnymi pokusami - przyjaźń gwarantuje, że zawsze będziesz mile spędzać czas, nawet kiedy ustaną lata młodości i piękności:). Przyjaźń jest jak bezwarunkowa miłość - nie przemija z czasem, nie wygasa jak wszystko to co wygasa wraz z przyjściem starości :) warto żyć i cieszyć się życiem bo jest krótkie. Jak w piosence Kancelarii "boisz się wielkich słów, to nie wstyd" ale "życie zbyt krótko trwa więc zdecyduje się" :).
Jeszcze raz przytoczę stare japońskie porzekadło "jeśli zaprzestaniesz podróży, spostrzeżesz, że jesteś u celu" - przestań więc szukać w nieskończoność idealnego stanu, dąż sobą do doskonałości, zmieniaj siebie, staraj się cieszyć tym co masz:), przyjmij to i naucz sie przyjmować to co daje Ci partner:) będzie dobrze!
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zmęczona1 01 lut 2013, 21:50
Znowu gorzej,te natrętne myśli są cały czas, brak sił :hide: Ale muszę w końcu z tym zrobic porządek, już sobie wszystko spisałam na kartkach wyszło 3 strony, mniej więcej co czuję i jakiego rodzaju mysli miałam przez ostatnie lata, chcę się umówic wreszcie do psychiatry, kartkę potrzebuję bo boję się że jak już tam będę to coś pominę lub o czymś nie powiem, a on żle mnie zdiagnozuje.
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 01 lut 2013, 22:21
zmęczona1, bardzo dobrze. Świetnie pomyślanr z ta kartką. W Twoim przypadku lęki mogą być zbawienne, a jeśli psychiatra takie zaleci i łatwiej będzie zrozumieć chorobę, łatwiej też zaakceptować ja, a co za tym idzie łatwiej będzie stawić jej czoła i wypracować nawyk zdrowego myślenia:) bez natretnych myśli.
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zmęczona1 02 lut 2013, 21:19
Ezekiel, obyś miał rację. W poniedziałek dzwonie i się umawiam. To nie jest życie to wegetacja, kończyc i zaczynac dzień z tymi samymi myslami mozna oszalec. :hide:
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 03 lut 2013, 00:29
zmęczona1, everything gonna be alright :) w myśl pięknej piosenki. Trzymaj się mocno i chwal się postępami! :)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mains 04 lut 2013, 00:31
Ezekiel, piękny artykuł poleciłes,chyba przeczytałam go z 5 razy, jest taki pozytywny i prawdziwy :)
Daje mi wiele otuchy, ale wiesz co.. Jak tak myśle o przyszłosci z NIM to odrazu mam w głowie "NIE", jakos nie wyobrazam sobie ślubu i tego wszystkiego, to tak jakbym miała robic coś w brew swojej woli a potem gorzko żałowała bo to przeciez to nie on jest tym JEDYNYM ze nie czuje tego.. To jest beznadziejne :(
Wszystko w negatywnych barwach widze :(

-- 03 lut 2013, 23:36 --

Jeszcze dodam że mam okropne sny co noc, związane z moim związkiem.. Ciągle że od niego odchodze, bo jest taki śiaki i ide do innego bo jest 100 razy ładniejszy i takie bzdety poprostu.. Ale to pewnie zasługa tego ze ciągle o tym myśle i zasypiam z tą myślą to jest dołujące jeszcze bardziej :?
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
06 lis 2012, 23:16

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez karola21101987 04 lut 2013, 10:37
mains, ja mialam tak samo! Ciagle miewam takie mysli, ale juz naprawde bardzo rzadzko i raczej w formie leku, ze co bedzie jak to o czym bylam przekonana wczesniej wroci. Za duzo o tym myslisz po prostu. Wiem, ze przestac myslec jest strasznie trudno, ale trzeba to myslenie w innym kierunku skierowac, ze co bedzie jak okaze sie, ze to On byl tym najlepszym. Wyobrazasz sobie, ze powinno byc latwiej prawda? Nie wiesz jak, ale latwiej. Latwiejsza powinna byc milosc, latwiej powinno byc Ci go kochac, latwiej wyobrazac sobie przyszlosc. Tylko ja mialam tak samo, kierowalam sie swoja fascynacja, a jak ta troche wygasla to nagle nie wiedzialam na czym opierac swoja przyszlosc z chlopakiem. Nie kieruj sie tez tylko uroda. Widze, ze to wszystko na co narzekasz to uroda wlasnie. Przeciez kazdy sie postarzeje i zmieni, za 20-30 lat to juz nie bedzie istotne, bedzie sie liczylo czy dobrze sie dogadujecie. Jesli myslisz o ladniejszych to znaczy, ze nie kierujesz sie miloscia, ale pociagiem fizycznym, a na tym zadnego zwiazku nie zbudujesz. Ja sama myslalam, ze wszystko to musi byc takie proste, ale wczoraj przeczytalam fajny artykul od Ezekiela - ze te wzniosle pragnienia sa najtrudniejsze - ze milosc, radosc itd trzeba podlewac bo inaczej ubozeje to w Nas i dopada nas poczucie beznadziejnosci. Ze wzniosle pragnienia czesto podlewamy cale zycie. Jesli nie potrafimy sie kierowac i ich podlewac to w pewnym momencie kierujemy sie juz tylko ta latwa droga, do pustych pragnien, a wiec dazymy za ladnymi chlopcami, chcemy sie dorbze bawic itd, ale coraz bardziej dopada nas poczucie pustki bo potrzebujemy coraz wiecej, a im wiecej udaje sie dostac tym jest gorzej bo ta pustka nie mija i juz sami siebie nie rozumiemy. No mniej wiecej tak bylo tam napisane - cos w tym jest. Ja zaczelam patrzec na swojego faceta inaczej, zaczelam sie uczyc nie isc na latwizne, nie bac sie swoich lekow... nie jestem zdrowa, tego powiedziec nie moge, ciagle mam leki i straszne mysli, ale coraz lepiej sobie z nimi radze i coraz bardziej jestem do niego przekonana, przyzwyczajam sie do Niego i wiem, ze chyba nie chce zyc bez niego. To nie jest pewnosc, nie wiem czy kiedykolwiek bede pewna na 100%, ale czuje cos, nie wiem co dokladnie, nie potrafie nazwac i poukladac swoich mysli, ale to we mnie siedzi i wiem, ze chce walczyc o ten zwiazek, chce bo wierze, ze nie walcze o nic. Wiara > nadzieja > milosc - tak mi to wyjasnil Ezekiel. Ze najpierw musze chciec, potem wierzyc, ze bedzie dobrze, a jak bede wierzyl to pojawi sie nadzieja, a milosci wystarczy tylko szczypta nadziei by rozwijac sie w tym i wiesz co - tak w istocie jest. Dalam sobie troche nadziei i coraz bardziej wierze, ze go kocham:)
Offline
Posty
18
Dołączył(a)
02 sty 2013, 10:24

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 04 lut 2013, 15:34
mains, z dedykacją dla Ciebie zamieszczę część mojego felietonu;):
"Bez wiary nie ma nadziei, bez nadziei nie ma miłości!"
Olać statusy wyznaniowe - wiara to nie tylko wiara w Boga. Odrzucanie wiary jako swoistego sensu jest całkowicie bezzasadne. Całe nasze życie opiera się w istocie właśnie na wierze. Podejmując się każdego działania kierujemy się wiarą. Wiarą w powodzenie, wiarą w osiągnięcie zamierzonego celu - nieważne czy jest to wiara w sukces zawodowy, radość z realizacji marzeń lub niesienia pomocy innym, czy też szybsze wytrzepanie wszystkich worków po cemencie celem wylegiwania się w fotelu z zimnym browarem w dłoni. Wiara to motor napędowy każdej decyzji i działania. Brak wiary zawsze wiąże się z ucieczką lub zaniechaniem.
Aby jakiekolwiek działanie zostało podjęte muszą zaistnieć dwa warunki - musi być pragnienie i musi być wiara. Pragnienie istnieć bez wiary nie może - jeśli pojawia się wiara, że pragnienie można osiągnąć to pojawia się też nadzieja, że w istocie tak właśnie będzie. Miłość natomiast jest najszlachetniejszym z pragnień. Cytując jednak Walter'a Scott'a: „Miłość może żywić się najmniejszą odrobiną nadziei, ale zupełnie bez niej istnieć nie zdoła”
Tu pojawia się jeszcze jeden problem - równie ważny co brak wiary, a więc kategoria pragnień - są bowiem te złe, puste pragnienia, jak i szlachetne i wzniosłe. Lepiej napisać bym nie mógł więc zacytuję:

" Psychologia mówi, że pragnienia są przejawem skupienia się człowieka na jakimś ważnym dążeniu albo skoncentrowaniu wewnętrznej energii na osiągnięciu celu, który jawi się jako cenny i wartościowy. Bywa niestety, że w miarę upływu lat nasze pragnienia i aspiracje ulegają zubożeniu lub zniekształceniu, tracą swój blask i atrakcyjność. A wówczas już nie pociągają nas i nie dynamizują naszego życia. Jeżeli młode osoby wypełnione są pragnieniami, nawet w nadmiarze, to u osób starszych można zauważyć powolne ich zanikanie, co prowadzi do utraty "smaku" życia. Skrajnie niebezpieczna sytuacja pojawia się wówczas, kiedy w życiu człowieka następuje drastyczne zubożenie, czy wręcz zupełne uśmiercenie podstawowych pragnień i aspiracji. Proces ten następuje zwykle stopniowo, człowiek coraz bardziej ogranicza się do zaspokojenia głodu, odpoczynku, dobrego nastroju czy odreagowania przeżywanych napięć. Kto poddaje się temu procesowi, ten godzi się, świadomie lub nie, na ubożenie swojego życia. Osoba taka rezygnuje z życia w miłości, prawdzie, wolności, odpowiedzialności, które są wyznacznikami prawdziwego bogactwa. W ich miejsce szuka wyłącznie doraźnej przyjemności, chwilowej satysfakcji, przelotnej radości, które bardziej zmierzają do zapomnienia o dramacie teraźniejszości niż rozświetleniu przyszłości. W tę kategorię wpisują się ci, dla których jedynym pragnieniem stał się alkohol, narkotyki, pieniądze czy władza. Oni utracili prawdziwą wolność i stali się niewolnikami swoich złych i materialnych pragnień. Odtąd czynią już nie to, co jest wartościowe, ale to, co jawi się im jako łatwiejsze, co kosztuje mniej wysiłku i nie wymaga od nich większych wyrzeczeń. Tacy ludzie łatwo dają się przekonać podrzędnej nawet reklamie, lokując w niej swoje przyszłe szczęście i swoje bogactwo. Jakże stają się wówczas naiwni!
Osoba uzależniona od złych i błahych pragnień cierpi. Chociażby dlatego, że łatwo osiągnięta rzecz nie cieszy jej tak bardzo, a jeżeli nawet, to bardzo krótko. Ulotna radość przemijalnych i łatwo zniszczalnych rzeczy jej nie wystarcza, ponieważ podświadomie szuka radości głębszej i trwającej dłużej, wręcz ciągle. W konsekwencji jest w stałym konflikcie z sobą, popadając w głęboki kryzys życia. Przyglądając się z uwagą współczesności, stwierdzić należy, że zawężenie i zniekształcenie pragnień, czyli ich ubóstwo, stało się jedną z typowych cech naszej rzeczywistości.
Prawdziwie biednym jest ten, kto zatracił w sobie zdolność wielkich i szlachetnych pragnień, zdolnych uczynić jego i środowisko jeszcze piękniejszym i bardziej atrakcyjnym. Lecz biednym jest także, kto wprawdzie posiada dobre pragnienia, ale brak mu cnoty cierpliwości do ich realizacji. Wiadomo bowiem, że same chęci nie wystarczą, ale potrzebna jest siła do ich pielęgnowania. Dobrych pragnień nie osiąga się od razu i nie pojawiają się w życiu, jak za dotknięciem magiczną różdżką. Ich realizacja wymaga odpowiednio długiego czasu, a niekiedy wręcz całego życia. Kiedy jednak są dobre i wielkie, "ustawiają" życie człowieka, dając mu siłę w chwilach trudnych i nadzieję w momentach doświadczania chwilowej beznadziejności. Tak na przykład miłość czy przyjaźń, ofiarność czy dyspozycyjność rozwijają się ciągle, dlatego potrzebują cierpliwości, stałej pracy i nadziei na ich osiągnięcie. Wielu tymczasem chciałoby mieć wszystko i to możliwie od razu, bez wysiłku, bez większego wkładu ze swojej strony. Stają się w ten sposób niewolnikami teraźniejszości, sługami zmiennych pragnień i ulotnej mody.
Człowiekiem prawdziwie bogatym jest z kolei ten, kto odrzuca złudne "bogactwo" chwili i poddaje krytycznej ocenie propozycje, z jakimi zwraca się do niego moda, kto nie wyzbywa się swoich pięknych pragnień, szlachetnych aspiracji, szczerej miłości, ale przeciwnie, mimo niesprzyjających warunków, troskliwie je pielęgnuje. Ktoś taki nie żyje w wąskim marginesie nietrwałego bogactwa teraźniejszości, tzn. nie daje się uwieść nęcącej pokusie zawężenia swoich bogatych pragnień do "teraz", czyli do rzeczy, do atrakcyjnych przedmiotów mody i kuszących wpływów. Ktoś taki wie, że jest w posiadaniu przeszłości i przyszłości, które zawsze są jego największym bogactwem, pełnym pozytywnych możliwości."

Nasuwa się więc szereg wynikających z siebie pytań - zapytaj teraz sam siebie - co Cie męczy? Z czym jest Ci źle? Chciałbyś żeby było dobrze? Wierzysz, że będzie dobrze? To ostatnie pytanie jest tutaj najważniejsze - jeśli robisz cokolwiek - realizujesz marzenia, walczysz z kryzysem w związku, uczysz się, poszukujesz pracy marzeń, a nie wierzysz, że będzie dobrze to prędzej czy później się poddasz, zrezygnujesz, uciekniesz - zawsze łatwiej jest wybrać drogę łatwiejszą, drogę do pustych, zubożałych i łatwych pragnień. Stajesz się łatwym celem do sterowania i manipulacji: "Odtąd czynią już nie to, co jest wartościowe, ale to, co jawi się im jako łatwiejsze, co kosztuje mniej wysiłku i nie wymaga od nich większych wyrzeczeń. Tacy ludzie łatwo dają się przekonać podrzędnej nawet reklamie, lokując w niej swoje przyszłe szczęście i swoje bogactwo. Jakże stają się wówczas naiwni!" Tak jest kiedy wzniosłe pragnienia i wiara umierają, a te najtrudniej jest dokarmiać i podtrzymywać.
Wtedy też pojawia się to wspomniane uczucie pustki, której realizacja żadnego z błahych pragnień nie zapełni. Nie odczuwa już człowiek radości, szczęścia nie czuje choćby miał wszystko. Ta pustka przesłania oczy.

"Istotnie biednym człowiekiem jest ten, komu brak wzniosłych pragnień. Łatwo wpada w sidła lęku czy zniechęcenia, bez stawiania oporu poddaje się w walce o lepsze jutro, brak mu silnej woli do doskonalenia siebie czy poprawiania świata. W takiej osobie następuje powolna degradacja duchowa i intelektualna, łatwo też traci to, co inni gromadzili przez lata. Żyje przeszłością i zapomina o teraźniejszości. Głęboko ubożeje. Tymczasem szlachetne pragnienia wznoszą duszę i umysł w górę. Nie pozwalają ulegać gnuśności, lenistwu czy zniechęceniu. Jeśli ktoś czegoś mocno pragnie, to dokłada wszelkich starań, aby to zdobyć. Pracuje i myśli, wykorzystuje czas i inne sprzyjające okazje, aby się przybliżyć do wymarzonego celu, aby stać się bogatszym. Zarywa nieraz noce, odmawia sobie nawet drobnej przyjemności, poświęcając cenny czas na aktualizację swoich pragnień."

Tak jest w istocie! Jak to wygląda w praktyce? Wyobraź sobie, że idziesz na balet z ziomalami w iście szczytnym celu - trzasnąć pare piwek, wyjarać sztangę szlug i pobujać się w towarzystwie uprzedmiotowionych kobiecych ciał :) - nie mówię tu o balecie rozsądnym z miłymi ludźmi bo przecież nie wszyscy chodzą na biby by się zbesztać. Ile radości zostaje Ci na drugi dzień? Zabawa była przednia, a jakże często towarzyszy poczucie kaca, nie tylko słońce świeci za głośno, ale i szumią we łbie jakieś moralne wyrzuty sumienia. Zastanawisz się czy coś odwaliłeś, ale zdecydowanie nie, a jednak masz jakiegoś moralnego kaca - zupełnie nie wiedząc dlaczego. To ten wewnętrzny zawód - miałeś pragnienie, wybawić się, napić i wyszaleć. Zrealizowałeś pragnienie, ale pustka dalej Ci towarzyszy. To wpędza w poczucie bezsensu, irracjonalnych lęków.
Nic dziwnego, że nie potrafimy się cieszyć skoro ten współczesny świat nauczył nas, że musimy odczuwać szczęście, że drogie samochody, szybkie kobiety, edukacja do 30-tki, kredyt przez na własny kwadrat przez kolejne 30-ci to cele, które warunkują szczęście. To szambo wrzuca się nam do głowy już od najmłodszych lat i niestety tam już zostaje. Wierzymy, że szczęścia bez tego czuć nie mamy prawa, ale gdy już to wszystko mamy dalej go nie ma. Bo okazuje się, że gdy spełnimy te wszystkie sztucznie wykreowane warunki szczęścia to gdzieś nam tego szczęścia brakuje. Dlaczego? Bo ten cały syf wbija się nam byśmy gonili za tym kapitalistycznym światem i realizowali ich puste pragnienia wzbogacania się w nieskończoność. Realizowanie tych pustych pragnień i uleganie pokusom, które to niby mają dać nam szczęście lubi wpędzać w depresję, bo ciężko zrozumieć dlaczego tego szczęścia nie ma.
Po co w ogóle piszę te smuty? Cóż - dochodzę do wniosku, że każdą emocję możemy w sobie stłumić tak jak i wywołać. Kwestia nawyków. Uczymy się kochać, szanować, lubić ludzi, przyzwyczajamy się do nich. Uczymy się panować nad złością, ale i czasami lubimy z siebie złość wyrzucić. Pytanie czy wyrzucanie złości na kogoś, przenoszenie jej na kogoś jest dobrą formą wyrzucania z siebie uczuć "niekochanych". To w nas tkwi gdzieś zmora tych złych nastrojów. Wystarczy więc zmienić podejście, przewartościować swoje oczekiwania i uśmiech sam będzie właził na twarz;)
Co więc napędza do poczucia szczęścia, do dostrzegania piękna życia? Właśnie wzniosłe pragnienia, dobre uczucia! :D
Bezwarunkowe obdarowywanie daje radość, nieważne co dajesz - byleby dawać bezwarunkowo - nawet wpierdol spuszczony bezwarunkowo daje radość :P! Tak zupełnie serio - dostrzegłem to, że dopiero otwierając się na te wyższe pragnienia, karmiąc je wiarą i nadzieją zacząłem się życiem cieszyć :D - nejlepsze co można dać to dać komuś uśmiech - uśmiech najłatwiej jest odwzajemnić! Spróbuj sam :)
mains, w Twoim przypadku możesz powiedzieć, że przecież Ty chcesz kochać i być szczęśliwa, przecież to są wzniosłe pragnienia - otóż nie! Chcesz jedynie żeby było łatwiej, chcesz brać, a nie dawać w związku. Chcesz ładniejszego faceta, faceta bez wad. Miłość wymaga jednak pracy, podlewania, dawania, a nie oczekiwania w zamian - tak Ty oczekujesz - oczekujesz, że to jego obowiązek byś TY go pokochała, To on powinien być inny, On powinien w magiczny sposób sprawić byś coś do Niego poczuła, a to tak nie działa. Włóż coś od siebie w związek, nauczyć się miłość świadczyć, a ona sama przyjdzie do Ciebie, nawet nie zauważysz kiedy:). Tak samo jest ze wszystkim - żeby schudnąć trzeba ćwiczyć, zmienić dietę, ruszać się, potrzeba czasu! Nic samo nie przyjdzie, musisz zdać się na jakieś wyrzeczenia, zrezygnować z pustych pragnień, a więc lenistwa, zaspokojenia nieumiarkowania w jedzeniu, pyszności, a wtedy osiągniesz zdrowe ciało - ten szczytniejszy, ważniejszy cel - w miłości jest dokładnie tak samo. Nie oczekuj, że sama przyjdzie w cudowny sposób - miłość potrzebuje wyrzeczeń, czasu, pracy i podlewania - jeśli spodziewasz się magii to uwierz mi z następnym partnerem przyjdzie tylko fascynacja - ta, którą kierować się chcesz teraz, to puste pragnienie, bezwartościowe. To, które każe Ci wierzyć, że coś przyjdzie samo i że wcale nie trzeba nic dawać od siebie... Ta fascynacja minie i Twój problem jeszcze bardziej się pogłębi... Walcz z tym :) zacznij dawać by mieć jeszcze wiecej!
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez zmęczona1 05 lut 2013, 19:09
Wstałam rano w podłym nastroju dołek że te myśli dalej są miałam już dośc. Miałam juz telefon w ręce odpisałam numer do psychiatry z internetu, i ktos do mnie zadzwonił z prośbą o załatwienie sprawy, zajęłam się tym, no i nie zadzwoniłam minął dzień i znowu brakło odwagi.
Offline
Posty
158
Dołączył(a)
23 paź 2012, 19:56

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ezekiel 06 lut 2013, 00:48
zmęczona1, koniec tematu! Zrobiłaś pierwszy krok - wiesz, że to choroba, ale drugi krok to stawienie jej czoła - nie masz na to siły, więc ja Ci pomogę - czekam na wiadomość prywatną z informacjami - dane kontaktowe do Ciebie plus zalecany psychiatra - jeśli takiego nie masz to chętnie namierzę takiego. Mam kontakt z kilkoma więc może mają jakąś sieć kontaktów w Twojej okolicy godną polecenia. Czekam :)
"Nie są godni miłości Ci, którzy niczym nie ryzykują"
Teorryt
Prawdziwa miłość - wolna i bezwarunkowa:
http://amor-vincit-omnia-in-finis.blog.onet.pl/
https://www.facebook.com/pages/Amor-Vin ... 5817138999
https://www.facebook.com/PrzezTrudyDoGwiazd
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
26 gru 2012, 23:31

Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez agucha 11 lut 2013, 17:19
Ostatnio gorzej. Czuję jakis niepokój istrach.. Jak słyszę ze ktos nie wie czy kocha to zaraz mysl no przeciez ja tez tak mam wiec wcale nie jestem chora... wiec musze zerwac. Panika. Mam problem również z tym ze wyobrazam sobie ze nie byla bym zazdrosna jakby moj narzeczony był z inna laska... ze nie jestem o niego zazdrosna itp... mam dosyc juz . Do tego dochodzi moje skaczace libido.. raz jest okej a raz to jak mnie dotknie to REAGUJE AGRESYWNIE... dlaczego ?.. och.
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
30 sie 2009, 09:00

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do