Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 01 mar 2009, 22:43
Cereb, oczywiscie ze spotkasz. Szkoda, ze to tak sie u Ciebie skonczylo, no ale musisz zacząć myslec o przyszlosci, a przeszlosc z czasem sie w Tobie zagoi. Na pewno wyniesiesz z tego dużo.
Zgadzam się z Tobą, Amandio że kompleksy oddziałują na nasze życie. Tworzy się jakby taki łancuszek wynikający z chorych potrzeb osoby o niskiej samoocenie (wiadomo, ze u neurotykow ta samoocena bywa skrajnie niska..) i chore dążenie do zaspokajania ich. Wydaje mi się ze nasze mysli odnosnie kochania są smutnym skutkiem ubocznym. Nerwica to mnostwo lancuszkow, a raczej zamknietych kół ktore swietnie znamy. I to jest najgorsze, bo gubimy sie co jest prawda a co nie a tych "kół" tworzy się coraz wiecej. Ja widze juz z perspektywy czasu ze na poczatku choroby byla tylko mysl "ojej, przeciez jak go nie kocham, to prawda?" a potem powstawaly inne, np czy nie kocham innego kolegi, czy andrzej mi się fizycznie podoba. Bylo i jest tego mnostwo. I coraz wiecej.
To co jest pewne to to, ze moj Andrzej bardzo mnie kocha. Mimo ze ma 20 lat, powaznie mysli o zyciu i zdaje się ze to bedzie moj mąż. Czuje sie troche jak wariatka bo niemal na 100% jestem pewna ze nie kocham tego czlowieka a chce zeby byl moim mezem. No ale jak juz wiele razy mówiłam, chcialabym go kochac, wlasnie jego. Wiem po prostu ze z nim byloby mi dobrze i gdybym czula tę milosc - bylabym szczesliwa i nie brakowaloby mi niczego.
Wiem ze nie moge byc pewna jutra, z pewnoscią wiele lez przede mną, watpliwosci no ale... po prostu chcialabym kochac, bez koniecznosci rozstania.
trzymajcie się ;***:))
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 01 mar 2009, 22:44
Cereb, oczywiscie ze spotkasz. Szkoda, ze to tak sie u Ciebie skonczylo, no ale musisz zacząć myslec o przyszlosci, a przeszlosc z czasem sie w Tobie zagoi. Na pewno wyniesiesz z tego dużo.
Zgadzam się z Tobą, Amandio że kompleksy oddziałują na nasze życie. Tworzy się jakby taki łancuszek wynikający z chorych potrzeb osoby o niskiej samoocenie (wiadomo, ze u neurotykow ta samoocena bywa skrajnie niska..) i chore dążenie do zaspokajania ich. Wydaje mi się ze nasze mysli odnosnie kochania są smutnym skutkiem ubocznym. Nerwica to mnostwo lancuszkow, a raczej zamknietych kół ktore swietnie znamy. I to jest najgorsze, bo gubimy sie co jest prawda a co nie a tych "kół" tworzy się coraz wiecej. Ja widze juz z perspektywy czasu ze na poczatku choroby byla tylko mysl "ojej, przeciez jak go nie kocham, to prawda?" a potem powstawaly inne, np czy nie kocham innego kolegi, czy andrzej mi się fizycznie podoba. Bylo i jest tego mnostwo. I coraz wiecej.
To co jest pewne to to, ze moj Andrzej bardzo mnie kocha. Mimo ze ma 20 lat, powaznie mysli o zyciu i zdaje się ze to bedzie moj mąż. Czuje sie troche jak wariatka bo niemal na 100% jestem pewna ze nie kocham tego czlowieka a chce zeby byl moim mezem. No ale jak juz wiele razy mówiłam, chcialabym go kochac, wlasnie jego. Wiem po prostu ze z nim byloby mi dobrze i gdybym czula tę milosc - bylabym szczesliwa i nie brakowaloby mi niczego.
Wiem ze nie moge byc pewna jutra, z pewnoscią wiele lez przede mną, watpliwosci no ale... po prostu chcialabym kochac, bez koniecznosci rozstania.
trzymajcie się ;***:))
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez gonek 03 mar 2009, 14:57
Kiedys cos juz o sobie pisalam. Potem jakby bylo lepiej, teraz (a wlasciwie dzisiaj) znowu sie zaczelo. Mialam zajac sie planowaniem Naszego wesela, ale boje sie. Pojawiaja sie wszystkie natrety, ktore mniej juz bardziej intensywnie towarzysza mi od ponad roku juz. Wiem, ze chce zeby byl moim mezem, wiem ze chce zamieszkac w naszym domku (ktory budujemy), wiem, ze chce miec z nim dzieci, ale co jesli wmawiam sobie to wszystko. Co jesli juz Go nie kocham. Tak bardzo sie boje kazdego dnia, zwlaszcza jak Go nie ma blisko.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
05 lis 2008, 00:55

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez laguna 03 mar 2009, 16:15
JEZUS MARIA!!!!!!!!!!

znalazlam swoj watek. mam to samo. od zawsze mam to samo.

co za chora akcja.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
17 lut 2009, 13:03
Lokalizacja
brak

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez malutka86 04 mar 2009, 23:48
Całkiem przypadkiem trafiłam tutaj, ale to co przeczytałam zamurowało mnie. Tak bardzo wciągneło mnie czytanie waszych hstorii więc postanowiłam opisać swoją. Chodiz o sytuację z moi narzeczonym w sumie byłym narzeczonym.. niestety. Byliśmy ze sobą 6 lat, pięknych lat. Od roku byliśmy zaręczeni aż.. tu w pewnym momencie.. wszystko się posypało. Pierwszy raz rozstaliśmy się. a raczej on mnie zostawił około 6 miesięcy temu. Powiedział, że nie wie co jest ale on nie wie co czuje, że tak będzie lepiej, szok dla mnie ale w głębi duszy czułam ze to tylko chwilowy kryzyz i ze wróci i tak właśnie się stało, po tygodniu przyszedł i powiedział przepraszam, chcę abyśmy byli razem tylko nie obiecuję, ze będzie super kolorowo, a ja długo nie zastanawiając sie powiedziałam ze zycie nigdy nie jest idealne ale ważne ze będziemy my. I co było super.. do czasu. Od około dwóch miesięcy coś w nim pękło strasznego, nie chciał rozawiać, nie przytulał sie nie całował i przede wszystkim nie mówił Kocham.W tym momencie zapaliła się u mnie czerwona lampka. I powiedziałam sobie chcę o niego walczyć kocham go ponad wszystko nie pozowlę abyśmy się zniszczyli. I próbowała rozmawiałam, pezytulałam, próbowałam aby on się otwirał ale przede wszystki aby wiedział ze bardzo go kocham. Bywało różnie ale w głębi duszy wiedziałam ze jednak w nim coś jest nie tak. Pewnego wieczoru rozmawiając zachowywał się inaczej mówił że nie ma przyjaciół, ze nikt nie moze pomóc mu, ja prosiłam że może powinien z kimś porozawiać szczerze wszystko wylać z siebie twierdził ze nikt nie pomoże. Proponowałam nawet wizytę u psychologa i sam czasami o tym wspominał ale nic nie robił. kochałam go ale też bałam sie co bedzie dalej, tymbardziej że to jest okres w moim życiu bardzo ciężki, opróc próby ratowania związku to jeszcze doszedł rozwód rodziców. Ale stało się...w niedzielę pierwszą rocznicę naszych zaręczny rozstaliśmy się... zapytałam szczerze Kochasz mnie odpowiedział Nie. Jesteś pewny Tak. To był jak policzek. Mówił że od dwóch lat zastanawiał się co do mnie czuje, ale w iędzy czasie mówił Kocham i poprosił mnie o rękę!!Próbowałam chociaż tym razem szczerze z nim pogadać. Kazałam mu to powiedzieć prosto w oczy spuścił głowę i widziałam łzy w jego oczach. Powiedział ze wolałby być na moim miejscu niż swoim bo bardzo cierpi i wie że bedzie cierpiał. Ja w złości rzuciłam w niego pierścionkiem i wpadłam w rozpacz. Z ironią stwierdziłam ze pewnie niedługo usłyszę, że zeni się z jakąś nową dziewczyną odpowiedział nigdy w życiu gwarantuję Ci że to Ty będziesz pierwsza. Zapytałam co chce robić teraz z życiem pewnie będzie balował i takie tam odpowiedział że nie nawet mu sie nie chce. Gdy się rozstawaliśmy mocno złapał mnie za rękę tak mocno jak już dawno nie robił. Ja pocałowałam i powiedziałam tyllko że zawsze będę go kochała. Wpadłam w czarną rozpacz.. nie wiem co mam robić. I tu pytanie kieruję właśnie do was jak sądzicie czy to może być taki przpadek jaki wy tutaj opisujecie, może on naprawdę potrzebuje pomocya nie umie się do tego przyznac. Nie wiem moze trochę próbuje sobie wmawiać robic nadzieję ale czuję że nie jest szczęśliwy. Od tego czasu napisał mi tylko tyle, ze jest pewny że to jest słuszna decyzja zarówno dla mnie jak i dla niego. I że ja go nie kocham tyllko mi sie wydaje..że czuje ogromną złość i zaraz wybuchnie a jeśli tak się stanie to to dla nikogo nie będzie dobre.Błagam napiszcie mi jak sądzicie co mam zrobić... walczyć czy pozwolić mu odejść tak jak chce on... ja wiem ze go Kocham najmocniej na świecie ale z drugiej strony też chcę aby był szczęśliwynawet jeśli beze mnie... nie wiem w którym momencie trzeba odejść.. boję się że stracę coś najważniejszego w moim życiu..chce mu pomóc ale nie mogę się narzucac i błagać o miłość.. Dziękuję jeśli przeczytacie to bo trochę się rozpisałam i proszę .. naprawdę proszę o radę
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
04 mar 2009, 22:58

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez laguna 05 mar 2009, 09:48
rozmawiaj z nim jeszcze. powiedz ze byc moze to nerwica. chociaz z tego co piszesz to moze on juz faktycznie podjal decyzje, a Ty byc moze robisz sobie nadzieje. no ale zawsze ma sier ta nadzieje.... a moze on CIe sprawdza? czeka chce xzobaczyc czy bedziesz walczyc.

powiem odsnosnie swojego przypadku ze moj facet to ma zdrowie bo srednio raz dwa rady w tygodniu mu mowilam ze to koniec, ze nie chce go juz ze go nie kocham. on zawsze walczyl. moze Twoj facet chcialby od Ciebie tez czegos podobnego.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
17 lut 2009, 13:03
Lokalizacja
brak

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez xxxxxx 03 kwi 2009, 16:10
Witam zdrowych i zdrowe oraz chorych i chore.....do ktorych najwyrazniej sie zaliczam.....nie opowiadam mojej historii poniewaz wiele poostow jest jej odwzorowaniem.....tez mialam momenty ze nie mialam na nic ochoty myslalam ze nie kocham mojego chlopaka....lecz z czasem przyszlo cos innego....kiedy zajme sie czyms zupelnie innym zeby o tym nie myslec to kiedy staje sie szczesliwa nie myslac o tym to nagle uswiadamiam sobie ze jak moge byc szczesliwa skoro JESZCZE nie jest miedzy nami tak jak bylo......i wtedy mysli ze chociaz wydaje mi sie ze go nie kocham to jestem moze nie szczesliwa w pelni ale szczesliwsza....i wyrzuty sumienia ze jestem szczesliwa chociaz wciaz miewam mysli ze go nie kocham....blagam odpiszcie czy tez tak macie.......u mnie problem trwa juz okolo 2 tyg......moj chlopak jest wspanialy i wspiera mnie....wie ze to choroba czesto bardziej ode mnie.....i tu moja prosba, napiszcie komu z was lub waszych znajomych chorych na TĄ KONKRETNĄ dolegliwosć udało sie z niej wyjść.........poprostu chce wiedziec ze to mozliwe......pozdrowienia dla wszystkich TAKICH JAK JA........przepraszam za nieskladne wypowiedzi ale chyba wszyscy znaja ta chec powiedzenia tego w jak najbardziej obrazowy sposob..... :( :( :(
xxxxxx
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez gonek 04 kwi 2009, 14:56
Ja czesto mam tak, ze gdy jakims cudem natrectwa o tym, ze nie kocham mojego narzeczonego daja mi wolne i przestaje analizowac to dlaczego go nie kocham lub tez kiedy od niego odejde, gdy w miare moge normalnie zyc, to wtedy pojawia sie jakby mysl zastepcza - czyli nowy natret, ze nie mysle o tym, ze go nie kocham czyli juz sie do tego przyzwyczailam czyli mi na tym nie zalezy czyli na pewno go nie kocham. Wszystko - myslenie, niemyslenie o tym i tak prowadzi do jednego natrectwa! Mam nadizeje, ze zrozumiecie o co mi chodzi, bo troche namieszalam. Ale tak wlasnie wyglada moja glowa, przepelniona milionem mysli, wiec ciezko mi sie skupic i wyrazic co sie dzieje w srodku.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
05 lis 2008, 00:55

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez gregor80 05 kwi 2009, 13:14
Witam,
Odzywam się po długim czasie, ja ta czarna owca która krzywdzi dziewczyny, smutne to...Już od pewnego czasu nie jestem z narzeczoną, osobą która mi pokazała jakie mam poważne problemy ze sobą, nie potrafiłem z nią być choć bardzo chciałem, wiem że bardzo ją skrzywdziłem, zraniłem, upokorzyłem
Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie tylko to że nie czułem się sobą i dalej nie czuję choć nie zrezygnowałem z terapii, czasami mam już swego życia dość i chciałbym sobie odpuścić ale wtedy włącza mi się lampka, grzegorz pracuj dalej a może kiedyś z tego wyjdziesz, staniesz się szczęśliwym człowiekiem. Wiecie co nasza przypadłość nn jest straszna, ostatnio cierpiałem cholernie z powodu bólu fizycznego, a jednocześnie śmiałem się że może mnie boleć i boleć a i tak ten ból mnie nie złamie. Za to ból psychiczny jest nie do zniesienia. Wiem że zniszczyłem kolejny związek, drugi który był czzymś dla mnie wielkim i do teraz nie mogę się pogodzić z tym faktem, z tymi pieprzonymi nn. Zniszczyłem coś wspaniałego i strasznie się boję że drugiej takiej osoby już nie poznam, naprawdę mi brakło sił, odwagi, wam życzę wytrwałości w dążeniu do celu. Myślę że nn biorą się z bardzo niskiej samooceny, ja walczę z tym, staram się nad własną wartością pracować. Nie chcę skończyć jak ojciej, zalany alkoholik, który zniszczył mi życie, albo strasznie utrudnił je. Mając despotycznego ojca, który tylko wymagał i stawiał coraz wyżej poprzeczkę i matkę która nigdy nie dała własnemu synowi odczuć że jest zaradny itp., trafiając tym na człowieka wrażliwego musiało w końcowym rozrachunku spowodować wystąpienie nn na tle niskiej samooceny. Wiecie co ja staram iść do przodu, wdrażać w życie wszystko to co mi przekazała moja była, psychoterapeuta, grupa wsparcia, chcę wierzyć że kiedyś tam w przyszłości ułoży mi się życie, bardzo chciałbym aby te wszystkie myśli, analizy kiedyś ustąpiły i abym na swojej drodze jako już człowiek zdrowy spotkał tą wspaniałą dziewczynę której tyle bólu wyrządziłem. Wiem że to bajka i tylko w tanim filmie takie sytuacje się spełniają, ale często o tym myślę. Życzę wam powodzenia.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
09 sty 2009, 10:45

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez xxxxxx 08 kwi 2009, 23:26
Cudow nie zdzialam ale moge wam dać stosowną rade, która przynajmniej mi czest pomaga....a w sumie pare takich wskazowek.....jestem przekonana ze osoby z ktorymi jestescie(o ile wciaz z nimi jestescie) jesli widza wasza milosc do nich to spokojnie bedziecie mogli z nimi rozmawiac o tej chorobie.....i nie unikajcie tego tematu bo to najgorsze co moze byc....rozmawiajcie o tym!!!a wrecz jesli was najdzie jakas mysl to odrazu wszystkie mowcie swojemu partnerowi...ja tak robilam i on wiedzac jak bardzo go kocham i to wszystko przezywam zaczal sie tym wogole nie przejmowac i czesto kiedy mialam te mysli poprostu sie z tego smialismy mowiac ze jestem nieormalna(w przenosni) on wie ze to choroba....a kiedy choroba widzi ze mozecie to wszystko bez stresu powiedziec partnerowi wtedy tzw. ataki nerwow nie sa juz tak straszne....mam wrazenie ze tej chorobie to sie wtedy juz zaczyna nudzic... ;) ja po jakims czasie kiedy przychodzila idiotyczna mysl zaczelam sobie mowic a ******le to....i zadzialalo...... ;) choc nie jest idealnie to juz nie siedze caly dzien w lozku tylko zyje....bywa ze mnie to dobija co sie dzieje w mojej glowie ale zyje.... ;) i nastepna wazna chyba najwazniejsza rzecz......postarajcie sie nie myslec wogole o tym czy kochacie partnera(choc przez krotki czas) i wykonujcie czynnosci ktore chcecie wykonywac......mam na mysli to ze np spotykacie sie z ukochanym.....jest wam smutno ze wydaje sie wam ze go nie kochacie....kiedy po jakims czasie uswiadomicie sobie ze np calujecie go, pragniecie jego bliskosci, ciepla, bezpieczenstwa i rozmowy zauwazycie moc prawdziwej milosci....nie bedziecie myslec o chorobie tylko o tym ze chcecie z nia/nim byc co samo was uswiadomi ze to nie moze nie byc milosc.....nie chce prowadzic tu poradnika bo nie jestem psychologiem ale wiem jak cierpicie i chce się podzielic moimi doswiadczeniami, a to czy z nich skorzystacie to jest tylko i wylacznie wasza sprawa...goraco zycze wszystkim chorym na to ****powrotu do zdrowia i mam gleboka nadzieje ze komukolwiek pomoglam tym postem....jesli sie tak stanie dajcie znac;);********

[*EDIT*]

czy znacie kogos komu calkowicie to przeszlo???bo co jest dobrze to znowu mi sie cos wymysla, zastanawiam sie czy to kiedykolwiek calkowicie minie.....prosze o odpowiedz....
xxxxxx
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 11 kwi 2009, 22:55
Witajcie Kochani:) troszkę mnie tutaj nie było.

Co u mnie? Jest średnio, wcale nie jest lepiej. Caly czas mysle ze juz nowszych mysli nie bedzie, ale jednak. Teraz zamecza mnie glowa tym ze kocham mojego przyjaciela, bo spedzam z nim duzo wiecej czasu niz z Andrzjem, z racji tego ze A. studiuje i z tym przyjacielem widze sie czesciej... masakra, a jesli to prawda? Nie chce zeby tak bylo, a na pewno przeraza mnie taka wizja ale nie umiem z tym wygrac.
Przyglądam sie Andrzejowi i szukam powodow dla ktorych moglabym go kochac. Wydaje mi sie taki nudny, wrecz odrazajacy, nie dla mnie, przy nim niesttey ciagle nie jestem szczesliwa ale przepelniona lękiem. I to coś w przelyku, "co ja tutaj robię?, przeciez nie kocham...". Znacie to?

Przypomne nowym ze z tymi myslami borykam się juz prawie rok... no i chyba ciagle wierzę w to ze jakos go pokocham. Tak, tego paskudnego glupiego czlowieka... Czasem dopada mnie smutna mysl ze naprawde nie kocham, ze nie jest dla mnie a ja glupia nie potrafie sie rozstac bo nie chce go ranić itp ... juz tyle razy mialam sie z nim rozstac, moglam ale jakos Bog [gleboko w to wierze i to m.in trzyma mnie chyba przy nim] nie pozwala mi od niego odejsc. Po prostu nie umiem sie z nim rozstac, to jest pewne. i w bolu trwam... no ale.:) chcialabym kochac, chyba tak...

Wszystkich serdecznie pozdrawiam, mam nadzieje ze macie spokojne, szczesliwe i rodzinne Swieta. Zycze Wam takich:)) i zycze zdrowia kochani - milosci, wytrwalosci .. rowniez:)!

Dziekuje jeszcze raz na forum Marcie Kochanej, ktora tutaj poznalam. Aniołku, dzieki Tobie nie poddaję się. :) Trzymajcie sie kochani raz jeszcze i piszcie co u Was. :),

Konewka
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez LucidMan 12 kwi 2009, 00:46
konewkaa napisał(a):Przypomne nowym ze z tymi myslami borykam się juz prawie rok... no i chyba ciagle wierzę w to ze jakos go pokocham....ja glupia nie potrafie sie rozstac bo nie chce go ranić itp ...
To myślisz, że mniej bolesne będzie dla niego jak mu powiesz za np. pół roku, rok, 2 lata? Ciekawe jak zareaguje ten paskudny, głupi człowiek, jak go nazywasz. Nie chcesz go ranić? Wiedz o tym, że robisz to od roku. To siebie nie chcesz zranić.. on jest tylko Twoim odbiciem.

Hmm, jestem bardzo ciekaw, co musiałoby się stać, żebyś go pokochała. Może, powinien się zmienić? Błąd.. Nie pokochasz go, ani nie poznasz jego prawdziwej wartości, póki to Ty się nie zmienisz.
Cóż.. niektórzy muszą kogoś stracić, żeby poznać jego prawdziwą wartość.

Pozdrawiam 8)
Lucid life
Avatar użytkownika
Offline
Posty
785
Dołączył(a)
09 sty 2009, 23:55
Lokalizacja
NeverLand

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez apsik84 12 kwi 2009, 15:32
Witam wszystkich,

Nie pisałam tu od baaardzo dawna, ale czasem tu zaglądam :)
Chciałam wam dać trochę nadziei i powiedzieć, że wydaje mi się, że wyszłam z tego. Rok temu przestałam brać leki i od tamtego czasu, radzę sobie całkiem nieźle. Zaręczyłam się z moim ukochanym i jestem szczęśliwa :)

Lucid man, po Twoim poście widać, że nigdy nie miałeś takich natręctw i nie rozumiesz tego, co mówi konewkaa. WIem, że to okropnie brzmi, kiedy chory na nn wypowiada głośno te natręctwa, które przez chorobę stają się dla nas "prawdą", ale w gdzieś w głębi duszy wierzymy, że tak nie jest. I tylko to daje nam siłę, by nie odejść... I szczerze mówiąc, jest to wielka ofiara, bo pomimo cierpienia, robimy wszystko, żeby się nie poddać i ukończyć z sukcesem tą istną Drogę Krzyżową... Nawet nie wiesz, jak bardzo trzeba kochć drugą osobę, żeby takie coś dla niej przejść i wytrwać. Jestem o tym głęboko przekonana.
Ponadto, każda taka myśl i to co wypowiada konewkaa głośno, na forum, prowadzi do paraliżującego lęku i ciągłego stresu, bo my nie chcemy tak myśleć, nie chcemy tak czuć. Robimy wszystko, żeby było odwrotnie. Jest to walka z wiatrakami. Prawda, musimy się zmienić, aby ją wygrać - nie nasz partner. A może nawet nie zmienić, ale poznać - dogłębnie, bez względu na wszystko.

Życzę Wam siły, odwagi i wytrwałości. Walczcie z NN, bo warto!

Pozdrawiam :)
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 12 kwi 2009, 21:35
brawo Apsik. Niestety LucidMan się pomylil, ale chyba doskonale wiemy ze nikt nie zrozumie naszych problemow prawda? Staram się tym nie zrazic, bo wiadomo jak dziala na nas krytyka i otoczenie i udowodnic ze potrafimy kochac i kochamy najpiekniej tych, z ktorymi jestesmy na dobre i zle, w tak ciezkiej chorobie...


eh.. brak słów po prostu kochani...
konewkaa
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do