Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez Amy Lee 07 lip 2007, 16:16
Myślę, że wszyscy nerwicowcy to mają, ale oczywiście nie w takim stopniu.

Ja jestem zawsze najbardziej jestem rozdrażniona na początku lata, kiedy wszystkie okna są pootwierane. Nie znoszę śpiewających ptaków, biegających i wrzeszczących dzieci i samochodów jeżdżących po mokrej jezdni.

Moja matka ciągle wrzeszczy na ojca, żeby nie kaszlał :roll:

MankaManka, współczuję ci, bo z tymi objawami neurologicznymi, to wszystko nie jest proste, jak taka "zwykla nerwicka"...
Amy Lee
Offline

Avatar użytkownika
przez Olga 08 lip 2007, 20:38
Cześć, mnie też całe życie doprowadzają do szału pewne dźwięki. Powtarzające się dźwieki. Dźwięk głośnego połykania jedzenia to dla mnie tortura! Nie jestem w stanie siedzieć obok swojego ojca, bo on tak głośno je. Wciąganie nosem , chrząkanie, połykanie wody, powtarzające sie dźwięki w piosenkach -tak co chwila, natarczywie, , no i oczywiście: chrapanie...Traktuję to tylko jako dodatek do manii natręctw...Jakoś z tym żyję.
nie dajmy się nerwicy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
15 kwi 2007, 13:05
Lokalizacja
Łódź

przez MankaManka 10 lip 2007, 11:58
Zaklopotana: o rety, naprawdę są gdzieś na świecie ludzie, którym to też dokucza. Ja całe życie myślałem, że sam z tym jestem...

Jak się z tym uporać? Ja z niezłymi efektami próbuję psychoterapii, poza tym wspomagają mnie trochę różne leki. Tzn. z niezłymi efektami to za dużo powiedziane, ale od paru miesięcy radzę sobie minimalnie lepiej - i już to jest sukcesem, bo wcześniej nie mogłem tego w sobie ruszyć ani o milimetr.

Dziś rano, jadąc do roboty, nie przesiadłem się nawet do następnego wagoniku metra, gdy usiadł obok mnie zakatarzony facet! I nie zapowiada się, żebym miał pół dnia chodzić przez jego smarkanie skrajnie rozwalony, a i tak bywało drzewiej...

Hura! :P

Wiesz, ja do końca nie wiem, jak sobie radzić, ale coś robić trzeba, czegoś trzeba próbować, bo tak żyć się nie da po prostu. Jeśli z tego nie wyjdę, o stałej pracy, osobistym rozwoju i jakimkolwiek dobrym samopoczuciu do końca życia mogę zapomnieć. A latek mam 27 i najwyższa pora żyć normalnie i na własny rachunek.

Zaklopotana, życzę Ci dużo powodzenia w walce z tym, próbuj różnych rzeczy, żeby to rozwalić. Nie wiem, ile masz lat, ale im wcześniej zaczniesz, tym lepiej, bo za ileśtam lat może człowiek z ręką w nocniku się obudzić, tak jak ja (szczególnie gdy własna rodzina go nie rozumie w tym, co się dzieje, reaguje zwrotną agresją, pretensjami itd.) i odkryć, że nie może normalnie żyć.

Aha, gdybyś kiedyś zrobiła eeg (a może zrobiłaś i masz wyniki?), powiedz koniecznie, czy nie wyszły Ci jakieś błędne zapisy w płatach czołowych. Zbieram swoimi skromnymi siłami różne dane neurologiczne, osobiście podejrzewam, że rzecz częściowo może rozwalać się właśnie o neurologię, a nie psychiatrię/psychologię.

Amy Lee: wiesz, czy w tym reagowaniu na dźwięki jest jakaś neurologia, nie jestem pewien. To rzecz do zbadania, czy to jakoś koreluje ze sobą, ale pewne jest to, że z elektryką mojego mózgu jest coś nie tak.

Co do współczucia, to dzięki, ale etap żalenia się nad sobą, że biedny, że cierpię, szczęśliwie zamknąłem (w jakimś stopniu przynajmniej)...

Dzięki za wsparcie tak czy inaczej, wspierający się neurotycy to naprawdę skarb :) Bo w ogóle neurotycy to dobrzy i kochani ludzie :>

Olga: fajnie, że traktujesz to jako dodatek, u mnie to jest zdecydowanie objaw dominujący. Objaw, z powodu którego niejeden dramat w moim życiu się rozegrał, łącznie z najgorszym w ciągu ostatniego roku, tzn. błyskawiczną utratą fajnej etatowej pracy.

Aha, może Ty też masz wyniki eeg? Czy wyszło Ci coś w płatach czołowych?

- - - - -

No, tyle na razie ode mnie. Dzięki wszystkim za odpowiedzi, sporo się dowiedziałem od Was. Zaklopotana, Olga i inni - trzymajcie się, ja mam mocną intuicję, że ten syf można jakoś rozbroić :)

Ściskam i zachęcam do dalszej dyskusji, im więcej przegadamy, tym więcej się dowiemy i może na jakieś ciekawe pomysły jeszcze wpadniemy.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
06 lip 2007, 17:32

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez pasqda 10 lip 2007, 14:55
Witajcie.
Chyba moge powiedziec ze wiem jak sie czujecie.Tzn opisane przez Was dzwieki, moze nie doprowadzaja mnie do szalu...chociaz, kiedy mam zszargane nerwy to wszystko jest w stanie wyprowadzic mnie z rownowagi...
Nienawidze mlaskania, tego chyba najbardziej nie wiem czemu, nie lubie tez jak ktos zuje gume z otwarta buzia, albo robi balony i glosno strzela, wrrr, kiedys jak jeszcze chodzilam do lo, na sprawdzianie z polskiego siedziala za mna kolezanka, ktora robila takie balony z gumy, przez nia zawalilam te klasowke bo sie skupic nie moglam.Nie lubie wiosny a raczej odglosow zycia dochodzacych zza okna, bo ja wtedy najczesciej czuje sie podle (jak zwykle ostatnio) ale nie lubie tez jak jest 100% cisza, tak ze az w uszach dzwoni.Z odglosow to nie lubie tez glosnego smiechu, ogolnie gwaru (to chyba fobia spoleczna czy jakos tak).Albo jak jest cosza a ktos stuka czyms, tak regularnie co iles sekund, szczegolnie powoli, to wtedy taki monotonny dzwiek tez dziala mi na nerwy.
No ale z tych oglosow, ktore wydaja ludzie no to ta guma, mlaskanie, chrzakanie, ale tez takie "cmokanie" jak wtedy gdy ktos po obiedzie np probuje z zeba cos w ten sposob "wyciagnac" to mnie tez wkurza na maxa.Mysle ze jeszcze pare rzeczy by sie znalazlo, ale i tak juz duzo napisalam, a nie chce was zanudzic :) Pozdrawiam!
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
27 sty 2007, 12:49
Lokalizacja
Wrocław/Zamość

przez Amy Lee 10 lip 2007, 16:23
MankaManka napisał(a):Co do współczucia, to dzięki, ale etap żalenia się nad sobą, że biedny, że cierpię, szczęśliwie zamknąłem (w jakimś stopniu przynajmniej)...

Dzięki za wsparcie tak czy inaczej, wspierający się neurotycy to naprawdę skarb :) Bo w ogóle neurotycy to dobrzy i kochani ludzie :>

To nie było z mojej strony klepanie po główce ;) tylko wyraz, że opis tej dolegliwości był poważny.

Swoją drogą, dopiero teraz zwróciłam uwagę na to, ile u mnie w domu jest awantur o dźwięki ("nie kaszl!!!", "zamknij to cholerne okno!!!"), narzekania na sąsiadów i wyłączania sobie na wzajem telewizorów :shock:
Amy Lee
Offline

No no

przez MankaManka 10 lip 2007, 17:26
Słuchajcie,

nie spodziewałem się, że znajdę tylu ludzi, którzy żrą się z tym, co ja... To dla mnie dość mocne doświadczenie. I pozytywne :)

Pasqdo, trzymaj się i dróg wyjścia szukaj.

Amy Lee, rzeczywiście, to jest poważne, bo mi się dokumentnie rąbie przez to życie, codziennie i niemal w każdej minucie. O tym np., żeby się z kimś związać czy pracować w pełnym wymiarze godzin nawet w tej chwili nie marzę, jestem całkowicie rozchwiany i codziennie strasznie rozdrażniony, nie idzie ze mną wytrzymać (ja z nikim tym bardziej dłużej nie mogę).

Itd. itd. Ale jako żywo, zaprawy w boju pewnej nabrałem i jakoś to pomału próbuję opanować. No i o to chyba chodzi, kurde.

Przykre również jest to, co piszesz o swoim domu. Doskonale wiem, jak to wygląda, bo zanim wyniosłem się od rodziców, sam byłem takim terrorystą (bardzo ukrytym i subtelnym, ale w istocie bezwzględnym; kiedy pojawiam się w domu na niedzielnym obiedzie czy przy innych okazjach, jestem nim nadal). Tego typu walki są strasznie dla wszystkich wykańczające :(

No ale dobra, dobra, ja dumam, co z tym wszystkim zrobić. Niech kolejni z problemem się dopisują, niech wspomną coś o swoich zapisach eeg (płaty czołowe! płaty czołowe!), niech piszą, jak sobie z tym radzą.

Trzymajcie się, wybywam. Normal górą, nerwica kanałami :P

Aha, Amy, Kraków jak zawsze piękny i kochany, byłem tam niedawno. Tylko Ci głośni Anglicy młodzi trochę złe świadectwo sobie wystawiają :/ Jacyś buńczuczni często i w ogóle nie wiem, lepsi się chyba czują, wydaje im się, że na wieś przyjechali i są paniczami, którzy tubylcom łaskawie dają zarobić. No, nieistotne.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
06 lip 2007, 17:32

Avatar użytkownika
przez abcd 10 lip 2007, 18:25
Z zainteresowaniem przeczytałam wasze wypowiedzi.A jak reagujecie na swoje własne odgłosy?Nie macie nigdy kataru,nie chrząkacie?Może przyczyny złości należy szukać nie w wyczulonym słuchu,tylko w braku tolerancji dla słabości lub chamstwa innych osób?
Ważne są tylko te dni,których jeszcze nie znamy
Avatar użytkownika
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
19 maja 2007, 19:28
Lokalizacja
z cienia

przez pasqda 10 lip 2007, 18:52
Czytam co piszecie o swoich domach...Ja kiedy mieszkalam jeszcze w domu rodzinnym, bylam tam jakby terrorystka, ale ze wzgledu na caloksztalt mojej choroby (wieczne nerwy, rzucanie sie o byle co, praktycznie bez powodu, no rozne takie fochy) ale mimo tego w domu bylo jakby latwiej wszystko wytrzymac.Teraz wynajmuje pokoj w mieszkaniu powiedzmy studenckim.Tutaj to musze sie zmagac z roznego rodzaju odglosami i sama niewiele moge powiedziec na ten temat, zeby ktos czegos nie robil, bo np mi sie nie podoba...Wszystko jest latwiej wytrzymac wsrod "swoich" i ew zwrocic im uwage..
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
27 sty 2007, 12:49
Lokalizacja
Wrocław/Zamość

przez Amy Lee 10 lip 2007, 19:02
W domu jakoś sobie radzimy, jak już zrozumiałam na czym nerwica polega, to jakoś lepiej sobie radzę z mamą i jej problemami, więc jakoś tak wszyscy ponarzekamy, ponarzekamy, ale potem i tak wiemy, że możemy na siebie liczyć.

abcd napisał(a):Może przyczyny złości należy szukać nie w wyczulonym słuchu,tylko w braku tolerancji dla słabości lub chamstwa innych osób?

Też o tym myślałam. Jakiś częściowo ukryty pokład niechęci do ludzi, który może się objawiać właśnie negatywnymi reakcjami na dźwięki, tak samo jak np. na zapachy czy jakieś szczegóły wyglądu ludzi.

(Chociaż szczerze przyznam, że teraz siedzę sama i denerwują mnie ptaki. Idę do ludzi.)
Amy Lee
Offline

przez MankaManka 10 lip 2007, 23:01
abcd: ha, bardzo dobre pytanie. To jasne, że miewam katar itd., to jest normalne, ale moje własne odgłosy nigdy nie są w stanie mnie wkurzyć. Ciekawe, prawda?

pasqda: jeśli swoim mogłaś zwrócić uwagę, to świetnie, ja nigdy nie umiałem i byłem poddawany ostrej represji (czułem się winny, całkowicie i przez wiele lat tłumiłem straszną agresję; ten schemat działa w mojej rodzinie, mimo pewnych postępów, tak naprawdę do dziś).

Amy Lee: oczywiście, te dźwięki to w dużej mierze kwestia przeniesionej agresji. Ja nawet częściowo poznałem właściwe źródła tej agresji (to jedna z głównych ścieżek mojej terapii - uwolnienie tej właściwej agresji; tylko że ja się boję tego uwolnienia, bo nagle będę miał ochotę pół świata zamordować).

I w ogóle to dziwnie się dzisiaj czuje, niby fajnie, a w środku straszna rozwałka :( Trzymajcie się, dobrej nocy wszystkim, czekam na następne posty.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
06 lip 2007, 17:32

przez pasqda 11 lip 2007, 10:14
Witam.
A ja dzisiaj napisze na troszke inny temat.Mam nadzieje ze ktos mi odpowie ;) Do mojej nerwicy dochodzi jeszcze depresja.Niedawno skonczylam "niedokonczone" leczenie, heh, fajnie to brzmi.No i teraz nastapilo chyba pogorszenie.Od dluzszego czasu bylo zimno, swoj nastroj tlumaczylam wlasnie pogoda.Dzisiaj obudzilam sie, za oknem piekne slonce, a mi az niedobrze na sam widok takiej ladnej pogody, ludzi na ulicach jest jakby wiecej.Musze wyjsc z domu, ale zbieram sie jakby celowo powoli zeby jak najbardziej to opoznic :( Jutro mam wizyte u psychiatry, ale wiem tez ze na dniach ebde miala testy do pracy.Jak mi sie te dwie daty zbiegna ze soba to wtedy juz nie wiem co zrobie.Chce isc do tego lekarza, bo w takim stanie w jakim jestem dlugo nie pociagne :(
Sorki, ze tak nie na temat, ale chcialam sie chyba wygadac...
Pozdrawiam.
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
27 sty 2007, 12:49
Lokalizacja
Wrocław/Zamość

...

przez MankaManka 11 lip 2007, 17:17
Hej,

piszę krótko przed wyjściem z roboty.

Szkoda, że przerwałaś leczenie. Ja teraz np. odstawiłem sobie leki (tzn. skończyły mi się, a do lekarza pójść się po prostu nie chce i nie ma kiedy, tralala) i od razu czuję, że jest gorzej. Tzn. nie od razu, szóstego dnia (wczoraj) było naprawdę cienko. Dziś podobnie.

Wiesz, wydaje mi się, że z tym jest jak z każdym przewlekłym choróbskiem: trzeba leczyć, o ile to możliwe, do końca, do wyleczenia, inaczej - bęc i nawrót. Tak nie wolno, trzeba w sobie znaleźć dodatkową motywację do leczenia (do leczenia, jasne, kiedy czasem trudno podstawowe czynności wykonać, cholera!).

Niedokończone leczenie, że się tak aforystycznie wyrażę, nie jest żadnym leczeniem :)

Dlatego dzisiaj późnym wieczorem myk myk lecę odebrać recepty ze szpitalnego dyżuru, bo tam zostawiła mi moja doktor.

Fajnie, że idziesz jutro do lekarza. Tego się trzymaj. Co do testów, to spokojnie rób swoje, spróbuj się wyciszyć, zrelaksować (pitu-pitu, ale tego można się nauczyć i to czasem działa). Pójdź, przejdź, pracuj. Powodzenia :)

A psycholog? Korzystasz/korzystałaś z pomocy psychologa?
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
06 lip 2007, 17:32

przez pasqda 11 lip 2007, 17:23
Zamierzam zaczac jakas tam terapie wiec jakby zaczne korzystac ze tak powiem ;) Zobaczymy jak to bedzie...
Pozdrawiam.
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
27 sty 2007, 12:49
Lokalizacja
Wrocław/Zamość

przez Zaklopotana 12 lip 2007, 15:02
Dziekuje Ci Manka Manka za dobre slowa:) podniosles mnie na duchu:)Masz racje musimy z tym walczyc!!! Ciesze sie, ze sobie lepiej radzisz i trzymam kciuki!!!.A co do zrozumienia przez rodzine to z tym jest problem bo Oni rzeczywiscie nieraz niewiedza o co chodzi,ze sie tak wkurzam.POZDRAWIAM WSZYSTKICH I ŻYCZE POWODZENIA! Aha jesli chodzi o wiek to mam 24 lata.Nie robilam eeg.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
07 lip 2007, 08:58

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do