Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez IceMan 07 lut 2007, 19:33
Witaj!
Uwierz, że to, co wszyscy o Tobie mówią (jesteś ok itp.), jest prawdą. Ludzie rzadko są w stanie kogoś docenić, więc powinieneś się cieszyć z tego, co robisz. Widocznie robisz to bardzo dobrze. Więcej wiary w siebie i mniej dołowania się bez przyczyny. Jeśli chodzi o Twoją dziewczynę, najlepiej jakbyś pokazał jej to wszystko, co tu napisałeś, bo mam wrażenie, że dowiedziałaby się kilku nowych rzeczy, a powinieneś być z nią w 100% szczery, wtedy i ona cię zrozumie. Wydaje mi się, że bardziej warto mówić, co się w danym momencie czuje i myśli, niż blokować się i/lub mówić, co wypada. Szczerość w wielu sytuacjach pomaga, a zamykanie się i wstyd potrafią niestety wiele zniszczyć. Pozdrawiam!
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

przez nitka 07 lut 2007, 20:49
hehe sledze cie ;)
mam ten sam problem, ale za to mature juz za sobą ;)
tylko ze nadal nie znalazlam zlotego rozwiazania, moze taka juz po prostu jestem beznadziejna...
ale mature zdalam swietnie chociaz sie nie uczylam ;)
niestety na studiach jest nieco trudniej ;/
jedyne co moge ci poradzic to drobne, proste zmiany w stylu zycia, np wstawanie pol godziny wczesniej zjedzenie PORZADNEGO sniadania, na pamiec najlepsze orzechy np. musli z miodem i platkami mnostwem orzechow, suszonymi owocami. spacer. i relaksujaca muzyka...a przede wszystkim plan dzialania. ustalenie grafiku dziennego, np nauka codziennie od 15-17 albo od 8-7. organizm sie przyzwyczai ;)
powodzenia!! a matura? nie taki wilk straszny!!!
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
13 sty 2007, 11:09

Psycholog pomaga - moja historia

Avatar użytkownika
przez Atkaa 07 lut 2007, 20:54
Hmm.. nie powinnam tego pisać, ale cieszę się, że nie jestem sama w tym wszystkim. Czasami wydaje mi się, że ten mój mały koszmar dotyka tylko mnie i nikt nie jest w stanie tego zrozumieć. Okazuje się jednak, że jest nas wielu i skoro już zdecydowaliśmy się opowiedzieć tutaj co nam doskwiera, to już mamy stworzoną małą grupę wsparcia. Taka wspólna terapia może zdziałać cuda :D
Moja historia z nerwicą zaczęła się 6 lat temu. Siedziałam sobie w kościelnej ławeczce, kiedy nagle zrobiło mi się gorąco, zaczęłam się pocić, chwiać, nerwowo kręcić w ławce, kaszleć z powodu duszności aż wreszcie wyszłam. Bardzo się wtedy przestraszyłam i wobec mojej paniki w domu, rodzice postanowili to sprawdzić. Oczywiście wszelkie wykonane na mnie badania były w porządku a objawy zaczęły występować coraz częsciej. Nie zdawałam sobie sprawy z tego co mi dolega ale po pewnym czasie zauważyłam, że wpadam w panikę w miejscach publicznych gdzie otacza mnie tłum ludzi. Wtedy jest najgorzej. Stojąc przy kasie w markecie zaczynam się pocić, nerwowo pokasłiwać, drapać się, oddychać szybciej i nierówno i podtrzymywać się lady żeby tylko nie zemdleć. Po prostu paranoja! Ale to nic w porównaniu do tego, co się dzieje we mnie. Serce mi kołacze, w głowie mi się kręci a otaczający wydaje się nierealny. Myślę tylko o tym, żeby jak najszybciej stamtąd uciec! Swieżego powietrza!!!
Zaczęłam unikać miejsc publicznych, sklepów, masowych imprez a moje życie towarzyskie po prostu umarło. Po pewnym czasie byłam zdołowana swoją bezradnością, że wogóle przestałam wychodzić z domu. Rodzice starali sie jak mogli, żeby mi pomóc wyjść z tego. Organizowali jakies wyjazdy itd. W końcu zawieźli mnie do psychologa. Ja oczywiście podeszłam do tego dość sceptycznie ale po już po pierwszej sesji poczułam się lepiej. Mogłam wyrzucić z siebie te wszystkie emocje i nie czułam wstydu czy zakłopotania przez to, że jestem chora. Bo tak faktycznie jest. Wszyscy jesteśmy chorzy tylko wstydzimy się przyznać do tego, bo to takie nietypowe. W każdym razie po trzech sesjach czułam się o niebo lepiej. Na czwartej już nawet nie płakałam, tylko żartowałam sobie z tego chorubska :P Niestety w związku z tym, że musiałam się przeprowadzić, zaprzestałam terapii. I po kilku miesiącach wszystko wróciło. Właśnie dziś znalazłam sobie nowego psychologa i juz za tydzień mam pierwsze spotkanie. Poprzedni stwierdził wstepnie zespół paniki z agorafobią, więc czuję sie o tyle lepiej, że kiedy mam duszności i bóle w klatce piersiowej to wiem, że to nie zawał :D
Chcę wam jeszcze tylko napisać, że nerwica jest chorobą bardzo męczącą dla nas ale nie mniej dla naszych bliskich. Wiem, że wszyscy starają sie pomóc, ale oni też nie są ze stali. Czasami widzę jak mój chłopak siada na kanapie w ciemnych pokoju i chowa twarz w dłoniach. Jest zmęczony ale nigdy tego przy mnie nie pokazuje. Dopiero jak go przyłapię na takiej chwili słabości, uświadamiam sobie, że muszę sie bardziej starać, bo chce żebyśmy byli szczęśliwi, chcę planować przyszłość i realizować każdy zamierzony cel. I uda mi się jesli tylko uwierzę w siebie i w to, że pokonam nerwicę, bo skoro psycholog mówi, że każdy potrafi jesli tylko chce, to ja mu wierzę...
z zimna, z wysiłku, z nadziei, z pragnień
drżę każdego ranka
gdy wyruszam w świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
07 lut 2007, 19:53
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez lula 07 lut 2007, 21:29
Stiv-o na początek: do psychologa marsz!
Przeczytałam uważnie Twój wpis i parę rzeczy przyszło mi do głowy. Czytam ostatnio rewelacyjną książkę o nerwicy i bardzo mi pomaga. Może coś z tego co z niej wyczytałam przyda się i Tobie.

Pierwsze wrażenie po przeczytaniu Twego postu to silna potrzeba perfekcjonizmu i ambicja. Piszesz, że nie jesteś wystarczająco dobry, ze swoich osiągnięć nie potrafisz się cieszyć chociaż mam wrażenie, że gdzieś głeboko masz świadomość wartości swoich działań.

My neurotycy mamy już tak,że najpierw narzucamy sobie nierealny garb zakazów, pomysłów swoich na życie i siebie, że gdy życie sprowadza nas na ziemię brutalnie pokazując, że plany te są nierealne do zrealizowania to reagujemy na to wszystko agresją. Nerwicowiec nienawidzi się za to,że nie może tym normom i planom sprostać. Sami kręcimy na siebie bata kreując świat jakim chcielibyśmy go widzieć, a nie koniecznie takim jaki jest.

Wieczór z dziewczyną ma być wyjątkowy i sztampowy jednocześnie, w zespole fajnie byłoby być szefem i kumplem i jeszcze do tego mieć ukochane studia i być najlepszym we wszystkim....

Pewnych rzeczy nie da się połączyć, pewne nie idą po naszej myśli tak po prostu i takie jest życie, tylko,że ludzie borykający sie z nerwicą muszą sie tego uczyć.

Mogłabym tu pisać i pisać (bo ja z kolei mam potrzebę belfrowania heheh), ale z grubsza to na tyle.

Acha i polecam pozycję "Nerwica a rozwój człowieka" Karen Horney.
Trzymaj się.

(Tak na marginesie niezły nick :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
15 sty 2007, 22:47
Lokalizacja
skądinąd

Avatar użytkownika
przez lula 07 lut 2007, 22:15
właśnie o to chodzi. gratuluję rozsądku, odwagi i zwykłej życiowej mądrości. tak trzymać, a wszytsko będzie dobrze. Wszystkiego dobrego
Avatar użytkownika
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
15 sty 2007, 22:47
Lokalizacja
skądinąd

przez stiv-o 07 lut 2007, 22:15
Hej
Lula i Piotrek, po przeczytaniu Waszych odpowiedzi, za które dziękuję :) muszę Wam przyznać rację i przyznać się do rzeczy, którą zauważyłaś lula. Współpraca i kontakty z ludźmi nie układają mi się, ponieważ tak naprawdę czuję wewnętrznie swoją wartość (nieprzesadnie, w sensie nie jest to samouwielbienie, mam nadzieje), wiem na co mnie stać...a na dużo mnie stać, ale nie umiem mówić o tym wprost. Bardzo chciałbym nauczyć się mówić, po prostu, bez tego chorego hamulca.. Chcę powiedzieć mojej dziewczynie, że tęsknię i myślę o niej, ale zaraz zaczynam myśleć, że ona może nie chce akurat tego usłyszeć teraz.. i wychodzi na to, że jestem nieszczery. Czasem jej zachowanie mnie denerwuje, też nic nie mówię, bo boję się że to będzie dla niej cios.. Mam takie problemy ze związkami zawsze. I dziewczyny odchodzą ode mnie.
Masz też rację Lula w tym, że niektóre rzeczy po prostu są i nie ma się co nad nimi zastanawiać, a ja do tej pory tak robiłem. Jeszcze często mi się to zdarza i będzie zdarzało, bo tego trzeba się nauczyć.
Poszukam tej książki... i już od dawna chcę iść do psychologa, żeby jakos się wywrócić w końcu na normalną stronę.
A z zespołem jest sprawa taka, że tak naprawdę ambicje nas wszystkich przerosły przy nagrywaniu, co okazało się za pięć dwunasta, więc postanowilem tego tak nie zostawiac i wziąć sprawy w swoje ręce. Udało się, tylko że szefem nie chcę być ja, tylko kolega, który najpierw się ze mną wykłócał o sposób pracy w studio a potem, gdy okazało się, że "miałem rację", on zaczął mówić, że on od zawsze tak uważał i zawsze tego chciał i od początku do tego dąży. Teraz się na niego wkurzam, bo pozwoliłem mu na to i puściłem to niby mimo uszu, ale jak na złość to wraca i za każdym razem gdy go widzę, mam przed oczami jego słowa.
Przesadzam z tym perfekcjonizmem i wielu ludzi to dotknęło już, bo rzeczywiście nieraz ktoś próbował mnie sprowadzic na ziemię, ale ja na siłę chciałem dopinać swego..
Idę do psychologa, ciężko mi trochę... jak wszystkim.
Dzięki za odpowiedzi
stiv-o to ten z Jackassa chyba (?) ;)
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
03 lut 2007, 16:32
Lokalizacja
pomorze wybrzeże

przez nitka 07 lut 2007, 22:39
aaale ksandra sie zbulwersowala ;)
kochana, twoje zachowanie, to co opisujesz bardzo przypomina mi siebie sprzed ok 1,5 roku. to byly poczatki mojej nerwicy. hustawka nastrojow, wybuchy, placzliwosc, wrogosc. zupelny brak kontroli nad emocjami. ja rowniez nie powiem nic odkrywczego ;) i nie chcę cie straszyc, ale moze to byc poczatek nerwicy. byc moze masz jakis wewnetrzny konflikt, jakies nie rozwiazane sprawy, barzo nieprzyjemne wydarzenia? moze masz plany ktorych boisz sie zrealizowac? to wszystko moze sie objawiac wlasnie w taki sposob, ciaglym poddenerwowaniem.
nie dziw się, że nikt nie odwazy sie postawic ci diagnozy. nikt nie chce cie obrazic ani przede wszystkim WPROWADZIC W BLAD. i nikt z nas nie czuje sie kompetentny ;) do stawiania diagnozy.
Wesnaa wspomniala o dojrzewaniu, i bardzo slusznie ;) w twoim wieku to naturalne ze jestes bardziej pobudzona, hormony szaleja. ale jesli prowadzi to do frustracji i takich powaznych klopotow, bycmoze masz zaburzenia hormonalne. mysle ze dobrym pomyslem jest pojsc na przyklad do DOBREGO endokrynologa, ktory wyjasni ci jakie procesy zachodza w twoim organizmie, zbada Cie, porozmawia z toba i na przyklad zrobi dokladne badania poziomu wszystkich hormonow.
zastanow sie tez nad tym jak dotychczas reagowalas na stres, na trudne sprawy. moze tlumilas w sobie dlugo gniew? nie bylas asertywna? moze po prostu nie potrafisz w inny spospb radzic sobie z codziennymi zmaganiami. a pozniej odreagowujesz?
to co sie z toba dzieje nie swiadczy wcale o tym, ze jestes chora psychicznie, ze mozesz miec jakiekolwiek zaburzenia. i nikt z nas tego nie powie, bo jestes na pewno wrazliwa dziewczyna, masz w sobie mnostwo mysli i emocji a dopiero uczysz sie sobie z nimi radzic.
zycze Ci powodzenia!!!
odezwij sie co i jak ;)
pozdrawiam!!!
"To jest szczęśliwy dzień. Bo otworzyłam oczy, poruszyłam ręką, bo mam coś do zrobienia i mogę mówić..."
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
13 sty 2007, 11:09

Kwestia przyzwyczajenia?

Avatar użytkownika
przez ewelin 07 lut 2007, 22:55
chodzi o to moi mili, dzisiaj stiwerdzilam ze nie czuje sie jak bym byla chora na "jakas" nerwice, otoz nie wiem to chyba kwestia przyzwyczajenia :D dla mnie jest normalne ze codziennie zle sie czuje, poprostu juz nie pamietam jak to jest caly dzien sie dobrze czuc, wykonywac swoje wszelkie smieszne zyciowe czynnosci bez "zbednego" balastu, biore leki, lecze sie, ale nie wiem czy to codzienna meczarnia moze minac w jakis inny sposob bo przeciez nie pisze tu o napadach lekowych...w sumie nie wiem jak to nazwac "powiklanie nerwicowe";) jak wy dodajecie sobie energi, tego powera, tej checi rannego wstawania...
Nie traktuj życia zbyt serio i tak żyw z niego nie wyjdziesz.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
69
Dołączył(a)
12 lip 2006, 23:09
Lokalizacja
3miasto

Avatar użytkownika
przez lula 07 lut 2007, 22:56
Jasne , że z Jackassa, niezły świr swoją drogą. Ambitny chłop i perfekcyjny aż do bólu ;)
Książka jest przednia-mam wrażenie, że czytam o sobie jakąś biografię hehe. Sny mam po niej też jakieś symboliczne. Biorę to za dobry znak-znaczy, że coś się we łbie ruszyło.
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
15 sty 2007, 22:47
Lokalizacja
skądinąd

Avatar użytkownika
przez Ania1987 07 lut 2007, 23:05
Na pewno z tego wyjdziesz i to szybciej niż myślisz, bo masz bardzo dobre podejście do tej choroby i dużo wiary, poza tym masz cudownego chłopaka, który się o Ciebie bardzo troszczy. Tak trzymać!!! Powodzenia :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
421
Dołączył(a)
30 sty 2007, 14:11

Avatar użytkownika
przez Ania1987 07 lut 2007, 23:15
To prawda, że w pewnym momencie tak przenikamy nerwicą, że nie wyobrażamy sobie życia bez niej(wydaje nam się, że tak już będzie zawsze, z bólem serca akceptujemy to). Ta ciągła walka staje się naszą codziennością, naszym światem. Ale myślę, że nie ma, co pozostawać w tym złudzeniu tylko trzeba robić wszystko żeby się jej pozbyć. Wiadomo, że życie nie będzie sielanką(nawet bez niej), ale jeden problem (i to chyba bardzo ważny) będzie z głowy :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
421
Dołączył(a)
30 sty 2007, 14:11

Avatar użytkownika
przez ewelin 07 lut 2007, 23:39
Boze masz racje! ja nie wyobrazam sobie jak bez niej zyc, wlasnie sobie to uswiadomilam, to sie chyba nazywa brak pozytywnego myslenia, ale jak czlowiek przyzwyczajony do stalego cierpienia ma myslec pozytywnie?!(nie bierzcie mnie za chodzacego negatywa to tylko takie pytanie ;) )
Nie traktuj życia zbyt serio i tak żyw z niego nie wyjdziesz.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
69
Dołączył(a)
12 lip 2006, 23:09
Lokalizacja
3miasto

przez Maypoole 07 lut 2007, 23:45
Ojej, jakbym o sobie czytała :evil: :cry:
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
02 sty 2007, 22:06
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez Ania1987 08 lut 2007, 00:24
Na początku można myśleć pozytywnie dla zasady- wiesz, że to Cię uzdrowi, więc to robisz(zupełnie jak lekarstwo-gorzkie, ale łykasz).

Mianowicie siedzisz wygodnie na fotelu lub leżysz na łóżeczku nastawiasz sobie czas min 1 godzę i mówisz sobie- teraz myślę pozytywnie- o wszystkim, każdej pozytywnej rzeczy, która przychodzi Ci na myśl, to mogą być pierdoły albo marzenia, ale w tym czasie nie możesz dopuszczać myśli negatywnych, zobaczysz, że z czasem przyłapiesz się na tym, że coraz częściej myślisz pozytywnie. Jak już kiedyś napisałam na tym forum jak nauczyłaś mózg negatywnie myśleć to teraz (żeby wyzdrowieć) musisz go nauczyć myśleć pozytywnie!! Spróbuj!! :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
421
Dołączył(a)
30 sty 2007, 14:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 27 gości

Przeskocz do