Nerwica - choroba nieistniejąca?

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez Klezus 15 sie 2007, 16:22
Z takim pogladami jak ma twoja siostra spotykamy sie na codzien z tą róznica że przeważnie osoby nie maja pojecie na temat psychiki czlowieka. Ale jesli jest to pani Psycholog to chyba pomylila sie z powolaniem albo leserowala na tych studiach :D. Takich bzdur dawno nie slyszalem... Niezly kwiatek musi z niej byc jakis przypadek maniakalnego egocentryzmu. Fakt jest faktem ze jesli ktos czegos nie przezyje ten sam niezrozumie ;)
Człowiek jest tyle wart ile jest w stanie zrobić dla drugiego człowieka...

Chcesz porozmawiać na temat NN pisz na pw...
Offline
Posty
56
Dołączył(a)
24 sty 2007, 16:27
Lokalizacja
Poznań

Avatar użytkownika
przez suave 15 sie 2007, 17:22
Droga Siostro,
Nerwica lękowa zaatakowała mnie pierwszy raz na 1 roku studiów. Z nudów mówisz? Studia prawnicze, nudzić się bardzo nie da. Rozpuszczona jestem? Od 2 klasy ogólniaka pracowałam na swoje wydatki. Po podstawówce wyjechałam do innego miasta do szkoły, więc rodzice też nie bardzo głaskali mnie po głowie.
Po studiach od paru dobrych lat w tym roku 1 raz miałam urlop, raz tydzień i teraz dwa. Pracowałam na 3 etatach, w państwowej firmie, na uczelni i jako kurator społeczny, więc o nadmiarze czasu nie ma mowy. Jakoś nerwica nie znika..
Może Twoje poglądy są dobre dla Ciebie samej, chornią Cię przed własnymi lękami. Pójdź na terapię, spójrz na siebie, ale z boku.
I uwierz, że nikt z nas tutaj nie chce tego mieć. Bo naprawdę wolałabym móc wyjechać na urlop na Kanary, ale nie wsiądę do samolotu..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
02 lip 2007, 10:21
Lokalizacja
Szczecin

przez agnes_001 15 sie 2007, 23:57
Mnie nerwica dopadła na 2 roku studiów. Z nudów to może sie nie stało, ale przyznaje rację Tobie Siostro.
Po pierwsze dlatego, że wygodnie jest pójść do psychologa/psychiatry, który nas <zdiagnozuje>, upewni w tym,że potrzebujemy dłuuugiej terapii, która i tak nie zawsze pomaga, ogromnej ilości lekarstw, które i tak nie dadzą nam żadnej gwarancji.
Po drugie, wymaga odwagi przyznanie się do <obijania>, oczywiście w sensie
życia w zgodzie ze sobą, dbania o własne potrzeby, PIELEGNOWANIA POZYTYWNYCH EMOCJI.J
Nie wiem jak Wy, ale ja nie chce nazywać siebie <nerwicowiec>, jestem dziewczyną, studentką, córką, siostrą, przyjaciółką itd, ale nikt mnie nie zapakuje już nigdy do żadnej puszki typu <nieuleczalna choroba>
Po lekturze większości wypowiedzi na tym forum, życzę Wam wiary, pozytywnej energii. Pamiętajcie, że ludzie zawsze mają dobre intencje.
Pani psycholog może nie trafiła do waszych serc, ale od Was samych zależy czy trafiła do Waszych umysłów.
Pozdrawiam
Believe in what you feel inside
And give your dreams the wings to fly
You have everything you need
If you just believe...
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
18 kwi 2007, 13:52
Lokalizacja
Bielsko-Biała

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Nerwica - choroba nieistniejąca?

Avatar użytkownika
przez pink 16 sie 2007, 09:09
Zaczęłam czytać temat dzisiaj , akurat w momencie kiedy świat usuwa mi się spod nóg. Jedyne co mi się nasuwa to myśl, że to "Pani psycholog" jest rozpuszczoną dziewczynką. Wychuchaną przez życie. Pomijając fakt, tego co piszą w podręcznikach psychologicznych, powinno się też mieć jakieś wspóczucie dla innych. Serce to się nazywa. Ale ktoś kto miał całe życie z górki nie zrozumie pewnych rzeczy i drugiego człowieka. Kuźwa, nie powinno się uogólniać, ale teraz to już do lekarza nie pójdę z pewnością
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
08 lut 2007, 17:14
Lokalizacja
kraków

Avatar użytkownika
przez mundzia 16 sie 2007, 11:11
:shock: własnym oczom nie wierze co własnie przeczytałam"poglądy pani psycholog"W zasadzie to nie potrafie teraz dobrać słów żeby cokolwiek napisać w odpowiedzi na jej tzw."teorie nerwicy".Tak oczywiście jest to choroba z nudów,z nudów płacimy za wcale nie drogie wizyty u lekarzy,za psychoterapie,za lekarstwa,z nudów boimy sie wyjść gdziekolwiek,z nudów utrudniamy sobie życie,ogólnie z nudów ludzi chorych na nerwice(ups zapomniałam ze pani psycholog sadzi ze nie ma takiej choroby)Pani psycholog dostaje pieniążki do własnej kieszeni,hmmmm.........więcej się juz nie wypowiem na ten temat bo to jest poprostu max żenada 8)
my fear my nightmare
Avatar użytkownika
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
08 sie 2007, 10:35
Lokalizacja
śląsk

Avatar użytkownika
przez Amy18 02 wrz 2007, 11:16
viper_88 napisał(a):Ja nie mam może tak ciężko, jak inni tutaj (i oby nie było mi nigdy gorzej), ale łatwo, to też mi nie jest. Jestem ciekaw, co twoja siostra powie o kimś, kto pracy podjąć za bardzo nie może (co prawda chodzę jeszcze do szkoły, ale i po niej się to za bardzo nie zmieni), ani też nie jest w stanie zrobić zbyt wielu rzeczy wokół samego siebie?


Powiedziałaby że jesteś zwyczajnie leniwy i po prostu NIE CHCE CI SIE znaleźć pracy tylko wolisz udawać jaki to jesteś chory i dlatego nie możesz nic zrobić. Z drugiej strony jak tylko wspomniałam o tym że szukam jakiejś pracy żebym sie nie zanudziła na studiach zaocznych, to stwierdziła że i tak sobie nie poradze, bo ludzie pracują CIĘZKO od 8 do 18 (jak ona) a mnie pewnie po 2 godzinach coś odbije i pójdę do domu "bo źle sie czuję" i szybko mnie wywalą. A ja i tak szukam pracy (dorywczej, ostatecznie może być i McDonald, bo chodzi mi tylko o jakieś zajęcie i trochę dodatkowej kasy)

dżejem napisał(a):Poza tym mówienie Tobie, osobie chorej, że nie jesteś chora, że sobie wymyśliłaś chorobę z nudów, to zwykła manipulacja.Może pani psycholog sama ma kompleksy: że nikt na niej nie skupia swej uwagi? Nie pomyślałaś o tym, że zwyczajnie siostra chce Ci dosrać?


Ona i kompleksy? Wątpie. Ona sie uważa że genialną osobę, wspaniałą córkę, niezastąpioną panią psycholog i najwspanialszą siostrę (co prawda, wszyscy którzy ją znają ale z nią nie mieszkali jeszcze ją w tym utwierdzają). W domu nawet mówią że ja mam taką niską samoocenę bo ona dostała za siebie i przez pomyłkę jeszcze za mnie. Więc jej samoocena jest wysoka jak z ziemi do księżyca. Jeśli ktoś sie z nią nie zgadza, to on nie ma racji, bo ona jest genialna i zawsze ma rację. A to że miała same 5 z matury, stypendium na studiach i była wolontariuszką u autystów tylko jej samoocenę jeszcze podnosi. Jak coś jej nie wyjdzie, to napewno jest wina kogoś innego, bo ona sama by to zrobiła perfekcyjnie ale ktoś jej przeszkadzał. Uwaga sie skupia też głównie na niej : znajome mamy najpierw mówią o niej ("ona zawsze była taka mądra, utalentowana i kreatywna") a potem najwyżej zauważają że zdałam maturę. Jestem cholernie o to zazdrosna. Bo ja nic nie powiem jeśli nie przemyślę 10 razy czy napewno powinnam to powiedzieć, czy nie uznają mnie za idiotke, czy mnie nie wyśmieją i w większości przypadków sie nie odzywam (a jak sie odezwę to sie zastanawiam czy oni przypadkiem nie będą sie później ze mnie śmiać a teraz są tylko uprzejmi. Podobno dlatego powinnam iść na terapię grupową.) Ona mówi to co myśli (poza pracą oczywiście) i sie nie przejmuje co oni powiedzą. Ona i tak wie ze ma rację. Też bym tak chciała

Wróciłam tak wogóle z sanatorium. Niestety mamuśka jednak wierzy w wersję siostry, i za każdym razem jak mnie napadało to słyszałam że rujnuję jej wakacje, że mi sie nudzi, że ona przyjechała odpocząć i mam sobie nie wymyślać. Jak dostawałam drugiego napadu pt. Jestem najgorszą córką na świecie to dostawałam drugą burę że jeszcze oczekuję pocieszania. Bo mam sobie sama poradzić z tym wymyślaniem a nie męczyć ludzi. I wlokła mnie w góry bo jak sie zmęcze to nie będe miała czasu myśleć. (jak sie bardzo zmęczyłam to myślałam że zemdleję ale tego nie mówiłam). A jak mam sobie sama poradzić wiedząc że rodzina uważa mnie za totalną symulatkę i osobę która sie nudzi więc mam nic nie mówić? No cóż. Radziłam sobie melisą. Albo hydroxyzyną. Po czym pójde do pani psycholog która kolejny raz stwierdzi że mama i siostra powinny iść na terapię grupową to wtedy by sie dało mnie skuteczniej wyleczyć bo obecnie to są szanse ale małe bym sobie przy takim nastawieniu rodziny sama poradziła ale mamuśka ma pracę w szkole i jest zajęta, a moja siostra do TEJ pani psycholog nie pójdzie bo wg. siostry pani psycholog jest niekompetentna bo "tylko ze mną gada" i nie robi żadnych testów/badań a jak już robi to nie chce pokazać siostrze wyników badań! Przecież I. (jako pani psycholog I jako siostra) powinna mieć pełny dostęp do badań i wyników. A pani psycholog jej ciągle odmawia bo "dopóki nie zmieni sie nastawienie siostry do mojej choroby, to że zobaczy wyniki może dać więcej złego niż dobrego". Naprawdę wychodzi na to że jedyny sposób u mnie w jaki mogę sie leczyć to są tabletki. Jak wezmę tabletkę to mi na jakiś czas przejdzie nerwica, a rodzina będe zadowolona bo będzie spokój. Bo próby uspokojenia sie bez tabletek zajmują mi conajmniej godzinę podczas której "irytuję wszystkich". Bez sensu jest to wszystko.
know me better
I won't be as bitter
In my own heaven
I'll be gone forever

Won't fall back never
I won't crack ever
Won't look back never
Avatar użytkownika
Offline
Posty
78
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 16:41
Lokalizacja
Lublin

Avatar użytkownika
przez agapla 02 wrz 2007, 18:10
wiesz co ja na twoim miejscu to dawno bym się wyprowadziła ,bo ty masz zwyczajnie toksyczne relacje z rodzinką i nie trzeba byc tu psychologiem żeby to zauważyc ,oczywiście wiem ze to wszystko nie jest takie proste ale podejrzewam ze jakbys była zdala od nich to wszystko by ci przeszło i nie potrzebowałabyś zadnego leczenia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Avatar użytkownika
przez didado1 02 wrz 2007, 21:50
xxx
Ostatnio edytowano 03 mar 2008, 22:19 przez didado1, łącznie edytowano 1 raz
znikłam i mnie nie ma .........
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1189
Dołączył(a)
03 mar 2006, 14:35

Avatar użytkownika
przez IceMan 02 wrz 2007, 21:58
Oj... Amy po prostu miała prawo nie wiedzieć. Czasem się powie za dużo za mało wiedząc. Każdemu się zdarza ;)

Poza tym podpisuję się obiema rękami pod tym ostatnim co napisała didado1
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez ewa125 02 wrz 2007, 22:36
tak to niestety jest czesto jak sie samemu nie zachoruje, nie dostanie pierwszego ataku paniki. ja kiedys jak bylam mlodsza mialam znajoma chora na nerwice i (wstyd sie przyznac) ale podsmiewalismy sei z niej z innymi. nigdy w zyciu bym w tym momencie nie pomyslala ze ja bede miala takie problemy, bo nie jestem nieudacznikiem ani ofiara losu. nadszedl jednak moment 1wszego ataku paniki i nie wymyslilam sobie go po po 1. nie wiedzialam co to jest a slowo nerwica to mi sie kojarzylo ze ktos jest nerwowy 2. bylam na wakacjach i sie swietnie czulam. droga siostro nie nadajesz sie na psychologa i zastanawiam sie, dlaczego , jak jestes taka madra, wybralas ten zawod- z powolania na pewno nie , a pieniadze bedziesz w naszym kraju zarabiac marne. absolwentow psychologii jest multum, a polakow nie stac niestety na prywatne wizyty, a jak juz to oczekuja specjalisty i od razu wyczuja ze jestes falszywa.
do autorki topicu- twoja rodzina taka jest, nie chce pomoc sobie zrozumiec ciebie wiec nie staraj sie juz na sile im tego tlumaczyc. moim zdaniem zyj swoim zyciem , miej swoich znajomych i daz do tego aby sei jak najszybciej wyprowadzic.
co do wymyalania chorob to nie jest tak ze sobie cos wymyslalam tylko po prostu czulam sie bardzo zle, mialam leki potworne, mdlosci i czulam sie "dziwnie" dlatego logicznie myslac szukalam przyczyny czyli choroby.
co do psychologow znam kilku i tez prywatnie wychodzi z nich jakimi sa paskudnymi ludzmi, dlatego przed odwiedzeniem psychologa nalezy sie dokladnie rozeznac ktory jest tego wart.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

Avatar użytkownika
przez IceMan 02 wrz 2007, 22:45
Polina napisał(a):Ale przecież Amy18 nie robiła jakis osobistych wycieczek pod adresem Vipera, tylko napisała co by mu odpowiedziała jej siostrunia "pseudopsycholog", bo tylko tak mogę określić taki typ

aaaaaa.... faktycznie ... zapomniałem że to ten temat :roll:
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez viper_88 02 wrz 2007, 23:00
Cóż... Miło mi widzieć poparce ze strony zarówno didado1, jak i Piotrka :smile: Jeśli chodzi o wypowiedzieć samej Amy18, to powiem tak:

Rozumiem, że mogła nie wiedzieć istotnej rzeczy o mojej osobie (o której nie muszę tu jednak wspominać). Nie ukrywam, że poczułęm się urażony po przczytaniu tego posta, ale mogę też bez problemu wybaczyć to drobne, złe posunicie, o ile sama autorka da jakkolwiek znać, że rozumie swój błąd :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
84
Dołączył(a)
21 sty 2007, 19:17

Avatar użytkownika
przez Amy18 03 wrz 2007, 10:13
viper_88 napisał(a):Cóż... Miło mi widzieć poparce ze strony zarówno didado1, jak i Piotrka :smile: Jeśli chodzi o wypowiedzieć samej Amy18, to powiem tak:

Rozumiem, że mogła nie wiedzieć istotnej rzeczy o mojej osobie (o której nie muszę tu jednak wspominać). Nie ukrywam, że poczułęm się urażony po przczytaniu tego posta, ale mogę też bez problemu wybaczyć to drobne, złe posunicie, o ile sama autorka da jakkolwiek znać, że rozumie swój błąd :smile:


Fakt trochę sie machnęłam. Mam nadzieję że sie nie gniewasz :) Teraz jak wiem to napewno będe bardziej uważać a co do posta...no cóż. Jazda na wózku też nie jest argumentem dla pani psycholog. Wydaje mi sie że może by jej klapki na oczach spadły jakby spotkała kogoś jeżdzącego na wózku (Viper, gdzie mieszkasz? :D) albo kogoś kto ma ciężką pracę i ma nerwicę. Przepraszam jak kogoś jeszcze postem uraziłam, ale nie da sie wiedzieć wszystko :)

A co do toksycznej rodzinki : ile razy ja to słyszałam. Pani psychiatra proponowała terapię rodzinną jak byłam ostatnim razem (rok temu), pani psycholog proponuje ją za każdym razem ale zero reakcji. Jak pani psychiatra wspomniała o terapii rodzinnej to mama pokiwała głową że spróbujemy załatwić, i jakoś to sie rozeszło. O wyprowadzeniu sie nie ma mowy (mamuśka jest mocno nadopiekuńcza i jest problem przy wyjściu z koleżankami na parę godzin! A oprócz nadopiekuńczości to używa argumentu "bo znowu wpadniesz w kłopoty". (2 lata temu po prostu znalazłam sie w złym miejscu, złym czasie i z koleżanką która akurat kradła w sklepie. Nic przy mnie nie znaleźli ale i tak mam wpis. Na szczęście za 2 miesiące już sie zatrze). Więc chyba faktycznie mogę liczyć w leczeniu tylko na siebie i na ludzi tutaj :) (znajomi z reala oczywiście nie mają pojęcia że mam nerwicę. Wzięliby mnie za wariatkę!). A ośrodek terapii grupowej właśnie znalazłam : nawet niedaleko domu. Tylko muszę zadzwonić i sie umówić, moze jakoś pójdzie :)
know me better
I won't be as bitter
In my own heaven
I'll be gone forever

Won't fall back never
I won't crack ever
Won't look back never
Avatar użytkownika
Offline
Posty
78
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 16:41
Lokalizacja
Lublin

Avatar użytkownika
przez gusia 03 wrz 2007, 14:15
viper_88 napisał(a):mogę też bez problemu wybaczyć

Nie wyobrażam sobie Ciebie "obrażonego" :>Eee ,jakoś mi to nie pasuje :lol: ;)
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do