Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

pink

Użytkownik
  • Zawartość

    72
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. pink

    Może ktoś mi to wytłumaczy

    Ha ha, dobre z tym prosiaczkiem
  2. pink

    Może ktoś mi to wytłumaczy

    Cóż mogę rzec - dziękuję, że nie jestem sama
  3. pink

    Może ktoś mi to wytłumaczy

    Świetnie, że znalazłaś jakiś sposób na to, żeby pomóc innym, żeby pomóc sobie. Ja tego sposobu nie mam, dlatego tu jestem - wołam o pomoc, kiedy świat sypie mi się na głowę, a nie żalę się. Z resztą wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy tutaj po to, żeby sobie pomagać, wysłuchać , pogadać, a nie ochrzaniać. Dziękuję takim ludziom jak carlos, że w ogóle jeszcze są i nie wyginęli
  4. pink

    Może ktoś mi to wytłumaczy

    To co ty tutaj robisz, jesli dla ciebie to emo bzdury? Bzdurą jest dla ciebie, ze ktoś potrzebuje pomocy i zadaje jakieś pytanie, prowokując do rozmowy, której potrzebuje?
  5. Może ktoś mi wytłumaczy, dlaczego świat jest taki wredny, dlaczego ludzie są jacy są (czyli tylko od tego, zeby ranić), dlaczego nawet najbliższe osoby okazują się nie tymi, za które je dotąd uważaliśmy? I dlaczego niektórzy nie potrafią sie uodpornić na to wszystko? Dlaczego?
  6. Wczoraj miałam taki moment załamania - chciałam znaleźć jakiś telefon - pogadać z kimkolwiek, ale jak się czegoś potzrebuje, znaleźć cokolwiek w internecie... Szok. Też próbuję radzić sobie sama bez leków, ale chyba nie dam rady. Brak odwagi, żeby skoczyć z mostu i skonczyć wreszcie z tym wszystkim.
  7. Już nie wiadomo co gorsze, czy brać to swiństwo i żyć jak przez szybę, czy odczuwać to wszystko tak boleśnie...
  8. pink

    [Kraków]

    Hej, czy mozecie polecić jakiegoś dobrego lekarza z Krakowa na NFZ? Wiem, że głupie pytanie, ale może jednak jest ktoś taki...?
  9. Rozumiem co czujesz - mój tata umarł na moich oczach jak miałam 11 lat. Dziś mam 32 lata, dalej tęsknię, dalej odbija się to na moim życiu, małżeństwie. Mam tak dość, że coraz częściej myślę sobie, że chciałabym po prostu już być z nim. Ja też nie ufam mężczyznom, bo wychodzę z założenia, że każdy prędzej czy później też mnie zostawi. Trzymaj sie cieplutko.
  10. Myślę sobie, że Bóg nas wszystkich głęboko doświadczył. Ja osobiście od wczoraj czuję się całkowicie ubezwłasnowolniona. Poddałam się. Nie mam już sił. I cokolwiek bym nie mówiła tu wczesniej, prawda jest taka, że wciąż przegrywam i będę przegrywać. Brak mi odwagi, żeby z tym wszystkim skończyć. Chcę do taty...
  11. Przepraszam, faktycznie patrzę na całą tę dyskusję przez pryzmat własnych doświadczeń, mea culpa. I tak do końca nie zarzekam się, że kiedyś znów nie trafię do lekarza, bo moja granica cierpienia znów zostanie przekroczona. Bo, jak wszyscy wiemy - chyba wtedy każdemu i tak jest wszystko jedno, czy trafi do konowała czy do dobrego lekarza - błaga tylko o jakąkolwiek pomoc. Wiesz, calineczka3 - nie bardzo rozumiem Twoją agresję. Ty chyba też dużo przemyśleń opierasz na swojej autopsji? Też mnie krew zalewa na to wszystko - uwierz mi, o niczym innym nie marzę, jak o kilku takich wspaniałych chwilach jakich miałam okazję doświadczyć po setalofcie. Widzieć wiosnę kolorową a nie szarą, cieszyć się po prostu zwykłym dniem. Nie umiem na razie. A zaufanie? Hmm... Czy można zaufać komukolwiek? To się wiąże z bólem nie do opisania później. W razie... (i znów opieram się na własnych doświadczeniach).
  12. Zależy jaki problem i jakie leczenie zastosowano. Mi tabletki nie pomogły, nie pomogli mi też psychiatrzy w ilości niezliczonej. Domowe sposoby to herbatka z malinkami, a nie mąż. A co do wstrząsu - no cóż, bliska osoba, kiedy jest mądra też potrafi mną wstrząsnąć. I nie jest zarozumiała wcale. Wg mnie bardzo często to właśnie lekarze są zarozumiali, twierdząc, że mogą dokonać cudów z nami i naszą psychiką. W rzeczywistości zależy im albo na kasie albo na ilości pacjentów (jeśli to NFZ). A poza tym - jak może pomóc rozmowa z osobą, która cały czas patrzy na zegarek, bo w kolejce czeka następny pacjent?
  13. Przeczytałam cały wątek. Kris82, jesteś dzielnym facetem. Tak trzymaj. Szokujące są niektóre porady tutaj zawarte. I to osób, które twierdzą, że cierpią, że chorują, że potrzebują wsparcia drugiej osoby, a doradzają ci "rzuć ją, uciekaj póki możesz". Niewiarygodne. Ja napiszę ci coś innego. Mogę postawić się w sytuacji twojej dziewczyny. Choruję odkąd pamiętam na depresję, od jakiegoś czasu na nerwicę (która bądź co bądź uderza bezpośrednio w mojego męża - bez wdawania się w szczegóły). Odkąd pokazał mi, że miłość faktycznie polega na tym, że jest się z drugą osobą na dobre i na złe, uwierzylam, że może kiedyś.... Nie jest łatwo, uwierz mi. Trzeba być bardzo silnym. Po kliku miesiącach natężenia moich objawów, nie spania i pilnowania czy żyję i jak śpię , wyglądał jak cień. Ale z kolei świadomość tego, że jest przy mnie bardzo mi pomagła. Zmienił sie na lepsze nasz związek.Też robiłam takie rzeczy, jak twoja dziewczyna, tzn. próbowałam nim manipulować (jak to niektórzy tutaj nazwali) - w rzeczywistości to jest taki niemy krzyk, pomóż mi, bo sobie nie daję rady, pomóż bo tylko ty możesz mi pomóc. Dlatego takim zachowaniem najczęściej uderza się w osoby bliskie. Te najbliższe. Dlatego mówi się, że że najbardziej zawsze ranimy tych, których najbardziej kochamy - bo mamy do nich bezgraniczne zaufanie. Wg mnie miłość wygląda właśnie tak. Kiedy kochamy, nie uciekamy jak dzieje się źle. Oczywiście zrobisz jak będziesz uważał, ale wg mnie jesteś wielki. Tylko... - napisałeś ostatnio, że już jest lepiej - nie daj sie zwieść pozorom, ta choroba atakuje znienacka i uśpiona uderza z jeszcze większą siłą. Pyzia1, to straszne, co przeżyłaś - teraz będę się bać, na ile mój mąż jest silny? Dlatego faktycznie Kris82, zastanów się. Jeżeli masz w sobie aż tyle odwagi, bądź z nią, wspieraj ją, ale jeśli nie... To nie grypa, tego nie da się tak łatwo wyleczyć. Ale fakt jest faktem - najlepiej leczy tę chorobę miłość i obecność drugiego człowieka. A poza tym , zdarzają się przecież w międzyczasie i wspaniałe chwile?....
  14. pink

    Zazdrość...

    Eh, zabijmy je wszystkie. Swoją drogą ciekawy punkt widzenia kolegi wyżej, biorąc pod uwagę, że, jak pisze sam miał kiedyś podobny problem. Hej, koleżanko, pisz w razie czego do mnie na PW, będziemy trzymały się razem.
  15. pink

    Zazdrość...

    Dokładnie. A poza tym, jeśli za dużo będzie patrzył, to porównanie z "obecnym modelem" wyjdzie na niekorzyść tego obecnego. Niby nie ma w tym nic złego, ale ja sie czasami zastanawiam, jak by się czuli mężczyźni, wiedząc, że ich kobiety oglądają jakichś super mięśniaków w sieci?.... Czy też tłumaczyliby sobie to tym, że każda kobieta tak ma?
×