Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Amy18

Nerwica - choroba nieistniejąca?

Rekomendowane odpowiedzi

Wspominałam wcześniej że mam siostrzyczkę, jak na ironię panią psycholog. I otóż ta pani psycholog doszła do wniosku że w sumie...nie istnieje taka choroba jak nerwica! Dlaczego? Bo nerwicę mają TYLKO (wg.niej) emeryci, renciści, bezrobotni, leniwi, rozpieszczone dzieciaki, znudzona młodzież i ogolnie osoby które mają dużo wolnego czasu. Nie mają co zrobić z tym czasem więc "wymyślają sobie" nerwicę. I mają zajęcie. Sobie wymyślają dziesiątki śmiertelnych chorób które napewno mają, otoczenie zadręczają i wnerwiają historiami co ich boli i zajmują miejsca w przychodniach chorym ludziom. Jak im sie zabawa znudzi, to idą do psychiatry, wymyślają jakieś objawy a psychiatra zwykle daje im leki. A leków na nerwicę nie powinno być. Wg. niej osoby które sie zgłaszają że mają nerwicę, powinny zostać ekspresowo wysłane do ciężkiej pracy i bankowo by im przeszło, przecież tylko sie nudzą. A jeśli ktoś nie chce pracować, to znaczy że leń, obibok i chce tylko brać zasiłek. (Jedyne "prawdziwe" choroby wg. niej to Autyzm, którym zajmuje sie z prawdziwą pasją i schizofrenia. Na resztę pomaga ciężka praca i nie rozpuszczanie dzieci). Podobno wśród osób z "normalną" pracą nie ma objawów nerwicy bo nie mają czasu. Więc zostają osoby wyjątkowo nudzące sie i z tych nudów wymyślają sobie problemy.

 

Pokazałam jej to forum (licząc że może jednak zmieni zdanie). Nic z tego. Tu podobno są tylko nieudacznicy, leniwcy, kaleki życiowe i rozpuszczone panienki. I co wy na to? (uprzedzam że zamierzam pokazywać jej odpowiedzi w tym temacie). Mnie sie tylko udało skomentować złośliwie że ma bardzo podobne poglądy do Toma Cruisa (tez nie wierzy w istnienie nerwic i depresji, wystarczy dużo ruchu i religia) ale on jest w sekcie)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale nas "Pani psycholog" pojechała. Ciekawe co by powiedziała kiedy jej coś takiego by się przytrafiło. No ale cóż po co się dodatkowo przejmować :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż ja uwazam że nerwica to nie tylko wymyślanie chorób ale co najgorsze w tym schorzeniu to lęk ! i naprawdę jeśli ktoś tego sam nie doświadczył to gada póżniej takie bzdury jak ta twoja siostra - psycholog ,ja sobie nigdy nie wymyślałam jakis chorób (to według mnie jest hipochondria ) chyba że pani psycholog myli te dwa pojęcia .Zycie w atakach lęku to jest dopiero koszmar i nie myślę żeby ktoś chciał sobie na zawołanie z nudów schrzanić zycie.Jednak z jednym się zgodze ,na nerwicę rzeczywiście nie warto brać leków i pomaga w wyjściu z niej ciężka robota albo jakies konsruktywne zajecie ,ale najpierw trzeba zmienić wiele rzeczy takich jak dieta , przemeblować własne życie ,wprowadzić trochę relaksu ,no i oczywiście znalezć sobie cel życiowy aha i jeszcze jedno szkoda że psychologami od nerwic nie sa osoby które same to przechodziły np tak jak niektórzy terapeuci w Monarze ,tylko takie osoby sa w stanie zrozumieć i pomóc bo same tego doświadczyły,nie obrazajac psychologów brakuje mi w tej branży osób z prawdziwym powołaniem .Niestety jest to bardzo modny kierunek dużo osób na to idzie (sama mam pełno znajomych z tej branży) i jak patrzę na to co oni wyprawiaja to krew mnie zalewa oni wogóle się nie nadają do pracy z ludzmi!!!!!!! naprwdę na palcach można policzyć ludzi z prawdziwym powołaniem do tej pracy

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Proponuję Pani Psycholog się jeszcze trochę pouczyć ... bo jak na razie współczuję jej pacjentom. A tak na marginesie podpisuję się obiema rękami pod postem Agapli - bo gdyby nie lęk to by to gadanie pani psycholog nawet sens miało. Ale niestety lęk potrafi sparaliżować człowieka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

:shock:

 

Proponuję Pani Psycholog się jeszcze trochę pouczyć ... bo jak na razie współczuję jej pacjentom.

Dokładnie.

 

Gdzie tak świetnie psychologów kształcą?

 

A tak z ciekawości to czym jest wg niej depresja ?Też wymysłem i kwestią barku zajęcia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tylko chciałabym dodać jedno ,kiedyś dużo osób z grona moich znajomych pytało mnie jak to jest z tym lękiem jak to wyglada ,czy ja się czegoś boję ? bo oni nie mogli zrozumiec jak to jest mieć ataki lęku .Duzo nad tym myślałam jak obrazowo wytłumaczyć zdrowemu czym jest lęk .Wreszcie wpadlam na pomysł .Wystarczy sie zanużyć w wodzie ,pozostac tam tak długo na ile starczy powietrza i kiedy juz poczujemy że czas się wynurzyć ,niech ktoś nas przytrzyma.Gwarantuję ze pojawi się lęk u osoby zdrowej! A teraz wyobraźmy sobie(oczywiście moje słowa kieruję do wszystkich którzy nie wiedzą czym jest lęk ,miedzy innymi do pani psycholog) ze osoba chora na nerwice przeżywa taki lęk pare razy dziennie w warunkach normalnych np przy wychodzeniu z domu .Towarzysza jej przy tym wszystkie obiawy topienia czyli brak tchu , drżenia, strach ,panika o własne życie itp. Teraz moje pytanie do pani psycholog czy chcemy tak żyć? czy sobie to wymyślamy ? Wątpie czy ktoś na własne życzenie chciałby się topić . :idea:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Agapla zgadzam się z tym znalezść dobrego lekarza graniczy z cudem. Przekonałem się o tym sam jak szukałem pomocy. Właśnie raz taki jeden chciał mnie wysłać do wariatkowa po tym jak karetka mnie przewiozła do szpitala. Doszło tam do ostrego starcia mojego ojca z lekarzem, który twierdził że symuluje i chce naciągnąć kase chorych. Takie gadanie ze strony psychologa raczej zle o nim świadczy i braku wiedzy w tym kirunku. Dziwne nagle tłum ludzi sobie wymyśla objawy i wszyscy to pewnie nieudacznicy i kaleki życiowe. To co tu przeczytałem jeszcze bardziej odstrasza mnie od lekarzy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Wspominałam wcześniej że mam siostrzyczkę, jak na ironię panią psycholog. I otóż ta pani psycholog doszła do wniosku że w sumie...nie istnieje taka choroba jak nerwica!

Niech troche popracuje nad tą teorią, może jakiś Nobelek wpadnie :roll:

 

Szczerze, proponuję zmienić partnerke do rozmów na ten temat.

 

A tak z ciekawości to czym jest wg niej depresja ?Też wymysłem i kwestią barku zajęcia?

No jak to czym? "Brakiem wzięcia się w garść" :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na temat depresji nie wypowiadała sie jeszcze, i chyba wolę żeby sie nie wypowiadała.

 

Najciekawsze jest to że w szpitalu uważają ją za wcielenie altruizmu i wzór do naśladowania bo swoich poglądów nie ujawnia, jeśli już to zmienia temat na autyzm. Ja sama bez Hydroxyzyny bym sobie nie poradziła (staram sobie radzić sama, ale czasami to jest niemożliwe. Hydroxyzynę mam doraźnie, wtedy kiedy jest mi koniecznie potrzebna.). Najgorsze było jak pani psychiatra (z tego samego szpitala) wypytywała mnie o nastawienie siostry do mojej nerwicy a ja musiałam kłamać że w porządku (bo co jej powiem? Że ona uważa że nerwica to choroba z nudów? Że tylko zamęczam otoczenie tym że sie nudzę?). Teraz jest lepiej bo miałam badania przed sanatorium (poza jakimś mało waznym wskaźnikiem który mam o 0.5 za mało wszystko idealnie w normie) więc jakoś sie przekonuję że skoro miałam badania tydzień temu, i one nie różnią sie zbytnio od tych poprzednich, to napewno nic mi nie jest. Ale bez tabletek doraźnie napewno bym sobie nie poradziła (ziołowe typu Kalms wogóle na mnie nie działają, a melisa mi pomaga na co innego niż zdenerwowanie)

 

 

Bardzo przypomina mi nastawienie Cruisa do depresji. Też że w sumie to tylko wymysł, i nie ma takiej choroby.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo słabym psychologiem musi być Twoja siostra !!!Wspólczuje jej pacjentom.Nie chcialabym się leczyć u takiego ,,altruistycznego ,, na niby ,terapeuty..Czasy kiedy osoby z objawami nerwicowymi palono na stosie,na szczęscie minęły.Osobiście mam wielu pracujących ,,normalnie,,znajomych którzy leczą się z powodu nerwicy i jakoś praca im nie pomaga w odzyskaniu zdrowia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
otóż ta pani psycholog doszła do wniosku że w sumie...nie istnieje taka choroba jak nerwica! Dlaczego? Bo nerwicę mają TYLKO (wg.niej) emeryci, renciści, bezrobotni, leniwi, rozpieszczone dzieciaki,

bez obrazy ...

 

natworzylo sie teraz uczelni ktore "ucza" rzekomo psychologii i wypuszczaja ze swojego "przewodu" taki wlasnie zalosny efekt finalny. Coz odpowiadziec szanownej siostrze rownie glupio (a mam do tego prawo bo cierpie na nerwice i pochodne od ladnych pare lat i wiem jak to boli) , otoz skoro nerwicy nie ma nie ma tez zawodu psychologa wiec niech idzie ze swoimi "wysokimi" kompetecjami kopac rowy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to opowiedz swej siostrze o mnie: mam taką pracę, że czasem do kibelka nie mam kiedy pójść, w domu dwa cudowne dzieciaczki wymagające bezustannej uwagi i poświęcania im czasu oraz hobby, na ktore już czasu często brakuje. Nie nudzę się więc. Nie pobieram zasiłków. Nie jestem na bezrobociu i nieuchylam się od pracy! Jestem konkretnym facetem z celami do osiągnięcia w życiu - a nie jakimś obibokiem. Pomimo tego wciąż biorę się ze swoją nerwicą za bary- od lat. Utrudnia mi ona życie, przeszkadza w pracy i w szczęśliwym przeżywaniu wszystkiego co mnie otacza.

Ktoś, kto tak fundamentalnie się myli jak Twoja siostra, powinien po prostu myśleć o innym zawodzie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
ma bardzo podobne poglądy do Toma Cruisa (tez nie wierzy w istnienie nerwic i depresji, wystarczy dużo ruchu i religia)

Ciekawe co by chłopak powiedział na to, że ja mam takie natręctwo, które mi każe ściągać jego filmy z internetu ;)

 

otoz skoro nerwicy nie ma nie ma tez zawodu psychologa

 

O kurczę, racja :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja nie mam może tak ciężko, jak inni tutaj (i oby nie było mi nigdy gorzej), ale łatwo, to też mi nie jest. Jestem ciekaw, co twoja siostra powie o kimś, kto pracy podjąć za bardzo nie może (co prawda chodzę jeszcze do szkoły, ale i po niej się to za bardzo nie zmieni), ani też nie jest w stanie zrobić zbyt wielu rzeczy wokół samego siebie? Poza tym, to muszę stwierdzić, że bardz ciekawe jest ta pani psycholog, skoro nie ujawnia swojej prawdziwej twarzy i poglądów przed innymi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z takim pogladami jak ma twoja siostra spotykamy sie na codzien z tą róznica że przeważnie osoby nie maja pojecie na temat psychiki czlowieka. Ale jesli jest to pani Psycholog to chyba pomylila sie z powolaniem albo leserowala na tych studiach :D. Takich bzdur dawno nie slyszalem... Niezly kwiatek musi z niej byc jakis przypadek maniakalnego egocentryzmu. Fakt jest faktem ze jesli ktos czegos nie przezyje ten sam niezrozumie ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Droga Siostro,

Nerwica lękowa zaatakowała mnie pierwszy raz na 1 roku studiów. Z nudów mówisz? Studia prawnicze, nudzić się bardzo nie da. Rozpuszczona jestem? Od 2 klasy ogólniaka pracowałam na swoje wydatki. Po podstawówce wyjechałam do innego miasta do szkoły, więc rodzice też nie bardzo głaskali mnie po głowie.

Po studiach od paru dobrych lat w tym roku 1 raz miałam urlop, raz tydzień i teraz dwa. Pracowałam na 3 etatach, w państwowej firmie, na uczelni i jako kurator społeczny, więc o nadmiarze czasu nie ma mowy. Jakoś nerwica nie znika..

Może Twoje poglądy są dobre dla Ciebie samej, chornią Cię przed własnymi lękami. Pójdź na terapię, spójrz na siebie, ale z boku.

I uwierz, że nikt z nas tutaj nie chce tego mieć. Bo naprawdę wolałabym móc wyjechać na urlop na Kanary, ale nie wsiądę do samolotu..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie nerwica dopadła na 2 roku studiów. Z nudów to może sie nie stało, ale przyznaje rację Tobie Siostro.

Po pierwsze dlatego, że wygodnie jest pójść do psychologa/psychiatry, który nas , upewni w tym,że potrzebujemy dłuuugiej terapii, która i tak nie zawsze pomaga, ogromnej ilości lekarstw, które i tak nie dadzą nam żadnej gwarancji.

Po drugie, wymaga odwagi przyznanie się do , oczywiście w sensie

życia w zgodzie ze sobą, dbania o własne potrzeby, PIELEGNOWANIA POZYTYWNYCH EMOCJI.J

Nie wiem jak Wy, ale ja nie chce nazywać siebie , jestem dziewczyną, studentką, córką, siostrą, przyjaciółką itd, ale nikt mnie nie zapakuje już nigdy do żadnej puszki typu

Po lekturze większości wypowiedzi na tym forum, życzę Wam wiary, pozytywnej energii. Pamiętajcie, że ludzie zawsze mają dobre intencje.

Pani psycholog może nie trafiła do waszych serc, ale od Was samych zależy czy trafiła do Waszych umysłów.

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zaczęłam czytać temat dzisiaj , akurat w momencie kiedy świat usuwa mi się spod nóg. Jedyne co mi się nasuwa to myśl, że to "Pani psycholog" jest rozpuszczoną dziewczynką. Wychuchaną przez życie. Pomijając fakt, tego co piszą w podręcznikach psychologicznych, powinno się też mieć jakieś wspóczucie dla innych. Serce to się nazywa. Ale ktoś kto miał całe życie z górki nie zrozumie pewnych rzeczy i drugiego człowieka. Kuźwa, nie powinno się uogólniać, ale teraz to już do lekarza nie pójdę z pewnością

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
:shock: własnym oczom nie wierze co własnie przeczytałam"poglądy pani psycholog"W zasadzie to nie potrafie teraz dobrać słów żeby cokolwiek napisać w odpowiedzi na jej tzw."teorie nerwicy".Tak oczywiście jest to choroba z nudów,z nudów płacimy za wcale nie drogie wizyty u lekarzy,za psychoterapie,za lekarstwa,z nudów boimy sie wyjść gdziekolwiek,z nudów utrudniamy sobie życie,ogólnie z nudów ludzi chorych na nerwice(ups zapomniałam ze pani psycholog sadzi ze nie ma takiej choroby)Pani psycholog dostaje pieniążki do własnej kieszeni,hmmmm.........więcej się juz nie wypowiem na ten temat bo to jest poprostu max żenada 8)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja nie mam może tak ciężko, jak inni tutaj (i oby nie było mi nigdy gorzej), ale łatwo, to też mi nie jest. Jestem ciekaw, co twoja siostra powie o kimś, kto pracy podjąć za bardzo nie może (co prawda chodzę jeszcze do szkoły, ale i po niej się to za bardzo nie zmieni), ani też nie jest w stanie zrobić zbyt wielu rzeczy wokół samego siebie?

 

Powiedziałaby że jesteś zwyczajnie leniwy i po prostu NIE CHCE CI SIE znaleźć pracy tylko wolisz udawać jaki to jesteś chory i dlatego nie możesz nic zrobić. Z drugiej strony jak tylko wspomniałam o tym że szukam jakiejś pracy żebym sie nie zanudziła na studiach zaocznych, to stwierdziła że i tak sobie nie poradze, bo ludzie pracują CIĘZKO od 8 do 18 (jak ona) a mnie pewnie po 2 godzinach coś odbije i pójdę do domu "bo źle sie czuję" i szybko mnie wywalą. A ja i tak szukam pracy (dorywczej, ostatecznie może być i McDonald, bo chodzi mi tylko o jakieś zajęcie i trochę dodatkowej kasy)

 

Poza tym mówienie Tobie, osobie chorej, że nie jesteś chora, że sobie wymyśliłaś chorobę z nudów, to zwykła manipulacja.Może pani psycholog sama ma kompleksy: że nikt na niej nie skupia swej uwagi? Nie pomyślałaś o tym, że zwyczajnie siostra chce Ci dosrać?

 

Ona i kompleksy? Wątpie. Ona sie uważa że genialną osobę, wspaniałą córkę, niezastąpioną panią psycholog i najwspanialszą siostrę (co prawda, wszyscy którzy ją znają ale z nią nie mieszkali jeszcze ją w tym utwierdzają). W domu nawet mówią że ja mam taką niską samoocenę bo ona dostała za siebie i przez pomyłkę jeszcze za mnie. Więc jej samoocena jest wysoka jak z ziemi do księżyca. Jeśli ktoś sie z nią nie zgadza, to on nie ma racji, bo ona jest genialna i zawsze ma rację. A to że miała same 5 z matury, stypendium na studiach i była wolontariuszką u autystów tylko jej samoocenę jeszcze podnosi. Jak coś jej nie wyjdzie, to napewno jest wina kogoś innego, bo ona sama by to zrobiła perfekcyjnie ale ktoś jej przeszkadzał. Uwaga sie skupia też głównie na niej : znajome mamy najpierw mówią o niej ("ona zawsze była taka mądra, utalentowana i kreatywna") a potem najwyżej zauważają że zdałam maturę. Jestem cholernie o to zazdrosna. Bo ja nic nie powiem jeśli nie przemyślę 10 razy czy napewno powinnam to powiedzieć, czy nie uznają mnie za idiotke, czy mnie nie wyśmieją i w większości przypadków sie nie odzywam (a jak sie odezwę to sie zastanawiam czy oni przypadkiem nie będą sie później ze mnie śmiać a teraz są tylko uprzejmi. Podobno dlatego powinnam iść na terapię grupową.) Ona mówi to co myśli (poza pracą oczywiście) i sie nie przejmuje co oni powiedzą. Ona i tak wie ze ma rację. Też bym tak chciała

 

Wróciłam tak wogóle z sanatorium. Niestety mamuśka jednak wierzy w wersję siostry, i za każdym razem jak mnie napadało to słyszałam że rujnuję jej wakacje, że mi sie nudzi, że ona przyjechała odpocząć i mam sobie nie wymyślać. Jak dostawałam drugiego napadu pt. Jestem najgorszą córką na świecie to dostawałam drugą burę że jeszcze oczekuję pocieszania. Bo mam sobie sama poradzić z tym wymyślaniem a nie męczyć ludzi. I wlokła mnie w góry bo jak sie zmęcze to nie będe miała czasu myśleć. (jak sie bardzo zmęczyłam to myślałam że zemdleję ale tego nie mówiłam). A jak mam sobie sama poradzić wiedząc że rodzina uważa mnie za totalną symulatkę i osobę która sie nudzi więc mam nic nie mówić? No cóż. Radziłam sobie melisą. Albo hydroxyzyną. Po czym pójde do pani psycholog która kolejny raz stwierdzi że mama i siostra powinny iść na terapię grupową to wtedy by sie dało mnie skuteczniej wyleczyć bo obecnie to są szanse ale małe bym sobie przy takim nastawieniu rodziny sama poradziła ale mamuśka ma pracę w szkole i jest zajęta, a moja siostra do TEJ pani psycholog nie pójdzie bo wg. siostry pani psycholog jest niekompetentna bo "tylko ze mną gada" i nie robi żadnych testów/badań a jak już robi to nie chce pokazać siostrze wyników badań! Przecież I. (jako pani psycholog I jako siostra) powinna mieć pełny dostęp do badań i wyników. A pani psycholog jej ciągle odmawia bo "dopóki nie zmieni sie nastawienie siostry do mojej choroby, to że zobaczy wyniki może dać więcej złego niż dobrego". Naprawdę wychodzi na to że jedyny sposób u mnie w jaki mogę sie leczyć to są tabletki. Jak wezmę tabletkę to mi na jakiś czas przejdzie nerwica, a rodzina będe zadowolona bo będzie spokój. Bo próby uspokojenia sie bez tabletek zajmują mi conajmniej godzinę podczas której "irytuję wszystkich". Bez sensu jest to wszystko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiesz co ja na twoim miejscu to dawno bym się wyprowadziła ,bo ty masz zwyczajnie toksyczne relacje z rodzinką i nie trzeba byc tu psychologiem żeby to zauważyc ,oczywiście wiem ze to wszystko nie jest takie proste ale podejrzewam ze jakbys była zdala od nich to wszystko by ci przeszło i nie potrzebowałabyś zadnego leczenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

xxx

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oj... Amy po prostu miała prawo nie wiedzieć. Czasem się powie za dużo za mało wiedząc. Każdemu się zdarza ;)

 

Poza tym podpisuję się obiema rękami pod tym ostatnim co napisała didado1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

tak to niestety jest czesto jak sie samemu nie zachoruje, nie dostanie pierwszego ataku paniki. ja kiedys jak bylam mlodsza mialam znajoma chora na nerwice i (wstyd sie przyznac) ale podsmiewalismy sei z niej z innymi. nigdy w zyciu bym w tym momencie nie pomyslala ze ja bede miala takie problemy, bo nie jestem nieudacznikiem ani ofiara losu. nadszedl jednak moment 1wszego ataku paniki i nie wymyslilam sobie go po po 1. nie wiedzialam co to jest a slowo nerwica to mi sie kojarzylo ze ktos jest nerwowy 2. bylam na wakacjach i sie swietnie czulam. droga siostro nie nadajesz sie na psychologa i zastanawiam sie, dlaczego , jak jestes taka madra, wybralas ten zawod- z powolania na pewno nie , a pieniadze bedziesz w naszym kraju zarabiac marne. absolwentow psychologii jest multum, a polakow nie stac niestety na prywatne wizyty, a jak juz to oczekuja specjalisty i od razu wyczuja ze jestes falszywa.

do autorki topicu- twoja rodzina taka jest, nie chce pomoc sobie zrozumiec ciebie wiec nie staraj sie juz na sile im tego tlumaczyc. moim zdaniem zyj swoim zyciem , miej swoich znajomych i daz do tego aby sei jak najszybciej wyprowadzic.

co do wymyalania chorob to nie jest tak ze sobie cos wymyslalam tylko po prostu czulam sie bardzo zle, mialam leki potworne, mdlosci i czulam sie "dziwnie" dlatego logicznie myslac szukalam przyczyny czyli choroby.

co do psychologow znam kilku i tez prywatnie wychodzi z nich jakimi sa paskudnymi ludzmi, dlatego przed odwiedzeniem psychologa nalezy sie dokladnie rozeznac ktory jest tego wart.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ale przecież Amy18 nie robiła jakis osobistych wycieczek pod adresem Vipera, tylko napisała co by mu odpowiedziała jej siostrunia "pseudopsycholog", bo tylko tak mogę określić taki typ

aaaaaa.... faktycznie ... zapomniałem że to ten temat :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×