Fobia społeczna!

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez marmarc 24 cze 2007, 20:58
cóż, gdyby się w ogóle nie dało z tym żyć, to już byśmi z aniołkami fikali w niebie koziołki... :-)
napisze wam jeszcze co wyczytałem, że unikanie innych, uciekanie od świata, chowanie się przed ludźmi, to tak naprawdę chęć ucieczki od siebie samego...
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

przez Tricky 24 cze 2007, 22:01
Ostatnio edytowano 27 sie 2007, 02:25 przez Tricky, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
23 cze 2007, 12:36

przez luri 26 cze 2007, 16:04
Cieszę się, że podajecie propozycje ciekawych książek. Ja też mogę polecić kobietą "Frida" Mujica Barbara Louise oraz "Czerwona Azalia" Anche Min te książki pozwoliły mi stanąć na nogi w jednym z najtrudniejszych momentów mojego życia, choć są dość kontrowersyjne ale oparte na faktach :)pozdrawiam wszystkich i służę radą
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
17 cze 2007, 10:02

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

fobia społeczna-hmm czy napewno...

przez hoooooo 17 lip 2007, 17:04
Może tu będzie odpowiedni dział na ten problem, więc przenoszę:

W sumie wiem że to jest nieuleczalne i ostatnio staram się na to całkowicie uodpornić przyswajam sobie też różne cechy negatywne które mi w tym pomagają. W sumie zawsze byłem obojętny na wszystko, nie miałem nigdy swojego zdania, poczucie zaniżonej wartości to była normalka.Generalnie to nudzą ludzie mnie strasznie nudza , mogę być w w jakimś towarzystwie ale to nie ma sensu bo od razu stres ,wogóle też rozmowy z ludźmi mnie nudzą każdy praktycznie mówi o tym samym.Rodzice zawsze mówili że to uzależnienie od komputera i takie tam.. W sumie teraz tak siedzę przy komputerze ile się da do oporu aż będę wykończony nawet więcej niż 16h dziennie Ostatnio też panicznie się boję wszystkich ludzi, po prostu wielu rzeczy a już nawet samej rodziny.W sumie z tego co pamiętam to zawsze po szkole byłem wykończony i w szkole też niewiem przez co to się działo.
Nie umiem też chyba okazywać uczuć , np. jakieś przytulanie czy dotykanie jestem niewrażliwy na to. Często miałem też mysli samobójcze ale teraz mam je bardziej sprecyzowane , można powiedzieć realne czyli otrucie się , czy atak serca coś bez dowodów,śmierć z uśmiechem na twarzy. Ale w Polsce to bardzo mało znany problem , tak naprawdę to fobia społeczna to nie tylko unikanie kontaktów towarzyskich czy nie lubienie przebywania w tłumach, w Polsce tak to jest właśnie rozumiane..

Ja ostatnio sam u siebie zdiagnozowałem,to, po ciągłych analizach no może z małą pomocą ktoś z kim rozmawiałem podał mi takie hasło i tak zobaczyłem na wikipedii co to wogóle jest , i właśnie to mam u siebie,wszystko się zgadza.Tak patrzylem to agorafobia też się tam zgadza co do tego problemu.Więc niewiem czy mam tylko fobię społeczną czy jakieś jej następstwa. Byłem już u jakiegoś psychoterapeuty ale nic ciekawego nie powiedział, nie umiał stwierdzić problemu na kolejne wizyty już nie chciałem iść bo szkoda było kasy , w sumie ja za to i tak nie płaciłem ale nie chciałem iść. I generalnie od dawna jak tak z kimś rozmawiałem to nikt nie wiedział co to może być, a właśnie z tego co przeczytałem na wikipedii , że:
"Fobicy społeczni okupują codzienne czynności, naukę w szkole czy pracę - wszystko to, co wymaga kontaktu z ludźmi spoza najbliższej rodziny - ciągłym stresem, trudnym do zrozumienia dla przeciętnego człowieka."
Najczęściej to tylko słyszałem jakieś pierdoły optymistyczne weź się za siebie itd.., to sprawiało tylko większy stres i emocje. Jak rozmawiam z ludźmi to przeważnie nie patrzę się im w oczy,a teraz to wszystko robię z wielkim trudem i stresem np. wyjście do sklepu czy takie tam..
I wogóle moja największą słabością jest to żebym nie był wyśmiany,biorę wiele szczegółów do siebie nawet inny wyraz twarzy i długo pamiętam, ostatnio to ja raczej pierwszy coś zrywam, zanim ktoś zdąży o mnie inaczej pomyśleć,tak mi się przynajmniej zdaje. Ale lubię być poważany , zauważony, żeby ktoś przyznał mi rację, podwartościowany.Tak wogóle to nie mam żadnych przyjaciół może paru kolegów na gg , ale ostatnio to nawet na gg nie chcę rozmawiać. W sumie zawsze jak rozmawiam to nigdy nie mogę przekazać swoich myśli albo mówię takie idiotyzmy czy puste słowa, dlatego już się nauczyłem że myśli są najważniejsze a nie słowa.Bardzo często ukrywam emocje w różnych sytuacjach, a także czuję pustkę.
Mam podobnie jak w jednym temacie na forum"Mam 20 lat i czuje się jak by upłynoł caly wiek, czuje sie niezmiernie staro, jestem pusty w emocje, nie potrafie czuć, mam problemy z otoczeniem czesto przypisywałem se rożne choroby" Też mam 20 lat i czuję się staro i też jakoś nie potrafię czuć chyba tylko w fantazji,śnie ,marzeniach czy w muzyce,ale z otoczeniem to może kiedyś miałem problem ale teraz raczej nie widzę problemu bo odstawiam wszystko co mi nie pasuje(czyli wszystko).Myślę, że staję się też bardziej wulgarny,bezczelny,bezwzględny i takie tam , myślę że dzięki temu zostanę lepiej przyjęty czy to w środowisku czy wobec rodziców, albo z jakiegoś innego powodu.

W sumie niewiem co zrobić czy brać leki żeby stać się roślinką czy dalej uodparniać się na to. W sumie z uodparnianiem się to jest teraz tak że robię z siebie najgorszego,biorę wszystko co najgorsze, z jedzeniem też straciłem apetyt wystarczy mi najlepiej jakieś tanie masowe jedzenie, teraz już nawet zjem po kimś jedzenie, parę razy nie zauważyłem i zjadłem zepsute jedzenie.Zresztą w domu mam dostatek, po prostu straciłem apetyt. I od jakiegoś czasu jak się stresuje to jem.Wcześniej nigdy tak nie miałem. Czasami myślałem że ma mnie to przygotować do nowego etapu życiowego.Zrezygnowałem też z dwóch studiów, nawet nie chcę sobie ich przypominać ani mieć żadnej rzeczy co mi ich przypomina, generalnie to na pierwszych studiach cały czas albo spałem albo jadłem i nic więcej no i czekałem aż wrócę do domu,to było coś w rodzaju przetrwania,a na drugich studiach miałem było trochę inaczej bo miałem paru kolegów to gdzieś wychodziliśmy ale i tak mnie to nudziło i generalnie to robiłem to co na tamtych studiach czyli spałem i jadłem i nic się nie uczyłem. Niedawno praca w Niemczech(szparagi) byłem tylko 2 tygodnie generalnie fizycznie byłem wyczerpany po tygodniu,ale po paru dniach od tego już nie było z tym problemu, ale po 2 tygodniach już nie mogłem wytrzymać z tymi ludźmi , na samym końcu to już się tak panicznie bałem i chciałem wracać do domu i wróciłem.

Może powiem jeszcze jak sobie z tym radzę: z silnym napływem emocji, które mam na codzień to spędzam to przy komputerze gry albo xxx.
Jedyne co mi pomaga to muzyka można powiedzieć że ona jakoś leczy sprawia że mam nadzieję. A także dodają otuchy różne cytaty,sformułowania filozoficzne. Dodatkowo dużą rolę odgrywają też sny sprawiają że marzenia są piekniejsze i podtrzymające nadzieję, bo np. różne rzeczy które nie mogę osiągnąć w realu spełniają się w snach i często są to mocniejsze uczucia niż w realu lub takie które nigdy nie miałem.Ostatnio nawet staram się też dostosowywać rzeczywistość po mojej myśli, nawet jak ktoś czegoś nie zrobił , coś takiego, np. może jakieś tam zdarzenia fakty inaczej odbieram i kreuję dla nich własną interpretację. Często też próboję robić z siebie nienormalnego i przed rodzicami i wogóle, to mi dodaje trochę pewności siebie i siły.

Próbowałem też znajdować różne filozofie mi odpowiadające czy inne rzeczy medytacje , hipnozy , jakiś rozwój duchowy i takie inne pierdoły ale to było tylko na krótką metę,byłem na forach duchowych ,gdzie zaczęli mówić że powiniem pójść do egzorcysty , ktoś przez analizę zdjęcia zobaczył u mnie jakieś byty i że to musi egzorcysta oczyścić,albo to że tak robię czy ma mtakie problemy oznacza że jestem jakimś upadłym aniołem i oni mają takie problemy i takie tam, ale to mi nie dawało spokojui wogóle nie pomagało,zresztą z tym "duchowym forum" to była pomyłka bo było tam tyle zmyślonych rzeczy , a ludzie idą na to za kasę., ale przydał się to jako dośw. życiowe..

Niewiem nawet kiedy to się zaczęło ale trochę czasu temu może w liceum a może jeszcze wcześniej. W sumie z biegiem czasu jest coraz gorzej.
Z tego co czytałem to na forum mam podobne problemy do innych osób.
A może przyczyna tkwi też w rodzicach..Chciałem jeszcze napisać że osatnio np. jak byłem w Chorwacji to siedziałem prawie przez cały czas w pokoju i nie wychodziłem z niego z jakiegoś powodu.
Chyba opisałem wszystko, a tak pokrótce dodaje to co mi przychodzi na myśl.


hmm, może też napiszę o objawach ubocznych konkretnych leków, które są stosowane w leczeniu fobii społecznej czy stanów lękowych.

paroxetyna=seroxat

Objawy uboczne:
Nudności, osłabienie libido, spłycenie snu, wymioty, suchość w ustach, nadmierna potliwość, brak apetytu, senność, bóle głowy, obniżenie progu drgawkowego, lęki, pobudzenie.

Więc myślę że czasami lepiej być samemu dla siebie lekarzem i pomyśleć o skutkach i powikłaniach takich leków. Chyba że ktoś za wszelką cenę chcę pozbyć się problemu chociaż tu pewności by też 100 % nie było.
I mała uwaga do paroxetyny:
"Z początkiem roku 2007 pojawiły się doniesienia o manipulacjach producenta leku, które miały potwierdzić jego skuteczność, mimo udokumentowanych związków między przyjmowaniem leków a skłonnościami do aktów samobójczych."
http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34265,3882494.html
Następny lek, który podobno ma leczyć fobię społeczną:
hydroksyzyna:
"Działania niepożądane są podobne do występujących w przypadku stosowania wszystkich leków przeciwhistaminowych I generacji. Obejmują głównie nasiloną senność. Ponadto lek wykazuje działanie kardiotoksyczne, może wywoływać zaburzenia układu krzepnięcia a także sam może być przyczyną wystąpienia objawów alergicznych. Po zastosowaniu występują objawy atropinowe."
I oczywiście przyjmowanie innych leków Anksjolityko podobnych może prowadzić do szybkiego uzależnienia i osłabienia leku. chociaż niewiem czy te anksjolityki są skuteczne na fobię społeczną.
Ale jedno jest pewne te inne anksjolityki takie jak diazepam,alprazolam, czy buspironu czy innych benzodiazepinów nie mają aż tak wielkich skutków ubocznych jak paroxetyna=seroxat i hydroksyzyna. I tu nasuwa się pytanie czy warto iść do pseudolekarzy(chyba że się jeszcze nie zna problemu) i brać takie leki?

A jakby ktoś nie wiedział tutaj jest dokładny opis fobii społecznej:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Fobia_spo%C5%82eczna


A co wogóle radzicie w tej kwestii, jakaś terapia od uzależnień z innymi? znalazłem jeszcze inne wyjście to leczenie hipnozą,podobno skuteczne, ale jeszcze niewiem.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
17 lip 2007, 02:01

przez Funky 20 lip 2007, 18:07
Ja mam fobię społeczną. Boje się ludzi bardzo rzadko wychodzę (wychodzę kiedy naprawde muszę) Na dworzu omijam ludzi szerszym łókiem. Kiedy mam wyjść jest to dla mnie duży stres :?
The Joker - The Funkiest Man U've Ever Seen
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
29 wrz 2006, 19:30

Avatar użytkownika
przez vampirek82 24 lip 2007, 15:34
nie wiem czy to fobia spoleczna, ale nie moge przebywac miedzy ludzmi, caly czas mam wrazenie ze wszyscy sie na mnie patrza, smieja sie ze mnie...... okropne uczucie.....
"Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać Kochać"
a gdyby tak zaczarować cały świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
309
Dołączył(a)
12 cze 2007, 15:18
Lokalizacja
Wrocław

Re: Fobia społeczna

Avatar użytkownika
przez cheyenne 24 lip 2007, 19:34
Nigdy nie myślałam o tym, że mogę mieć fobie społeczną. Nawet nie wiedziałam, że istnieje coś takiego. Wiedziałam tylko, że jestem potwornie nieśmiała. Unikam ludzi jak tylko mogę. Boje się ich. Zawsze staram nie znaleźć w jak najmniejszej grupie osób. Najlepiej jest kiedy rozmawiam z jedna osobą i wtedy nawet potrafię się wyluzować i otworzyć. W większej grupie czuję się jak małe, dzikie zwierzątko, które nie ma gdzie uciec. Boje się, że ktoś zacznie mnie atakować słownie albo chociaż o coś zapyta a ja nie będę umiała odpowiedzieć. W takich momentach cała się trzęsę i jąkam :oops: Najgorsze jest to, że przez to unikam ludzi, których lubię. Zawsze wykręcam się od wspólnych imprez czy nawet wspólnego wyjścia na miasto. Oni nie wiedzą co się ze mną tak naprawdę dzieje. Wciąż się maskuje i gram kogoś innego, odważnego i twardego.
I am a machine
No longer living, just a shell of what I dreamed
Avatar użytkownika
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
20 maja 2007, 19:08

CZĘSTOCHOWA!!!

przez kasiek2296 02 sie 2007, 11:33
czy jest ktoś tu ktoś z CZĘSTOCHOWY kto ma fobię społczna?moj nr gg 6197300 a nick na skypa kasiek 2296. potrzebuje z kims o tym pogadac bo sie w koncu zamecze mysleniem.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
28 mar 2007, 10:54
Lokalizacja
Częstochowa

przez mtajemnica 06 sie 2007, 20:38
na prawde duzo rzeczy o ktorych piszecie sa podobne do mnie. Dla mnie odpowiedz w szkole byla zawsze koszmarem. Pozniej zaczely sie takie objawy, ze nie chcialam wychodzic z domu.. wydawalo mi sie ze wszyscy sie na mnie patrza.. a do tego chorujac na zaburzenia odzywiania jeszcze bardziej sie to nakrecalo
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
06 lut 2007, 20:41

Avatar użytkownika
przez Zmorek 06 sie 2007, 23:20
Cześć Dzielne Ludki!

Mam fobię społeczną + nerwicę lękową od 3 lat, jak na razie nie jest dobrze, chociaż bywało gorzej. Codzienne czynności sprawiają mi trudności, ale na ogół jestem w stanie rozmawiać, choć różnie z tym bywa, czasem w środku rozmowy niespodziewanie łamie się głos i juz się rozglądam, żeby gdzieś zwiać. Raczej rzadko wychodzę z domu, rzuciłem studia, bo bałem się panicznie zabierania głosu, kiedyś zabrałem i zatkało mnie przed grupą ludzi, tłumaczyłem im potem, że mam coś z głosem:(, omal nie zemdlałem.
Czytając Wasze posty zauważam duży entuzjazm i chęć pomocy, zdecydowałem się więc napisać, bo chciałbym poznać inny punkt widzenia i trochę też z siebie wybroczyć.
Słusznie zauważacie, że dużą rolę odgrywa zaniżone poczucie własnej wartości, które może utrudniać kontakt z innymi ludźmi, u mnie sięgnęło chyba dna. Niemal się trzęsę poznając kogoś obcego, najlepszych przyjaciół w zasadzie ze strachu unikam, bądź ich neguję i wynajduję u nich jakieś wady, przekonuję siebie na siłę, że są dla mnie niedobrzy i że lepiej przed nimi wiać.
W moim przypadku podstawową rzeczą zdaje się fakt, że jestem gejem. Akceptuję to i wiem, że dla normalnych ludzi to nie jest problem, tymbardziej, że nie wyróżniam się z tłumu, ba, jestem nadzwyczaj męskim "macho" o silnej sylwetce i zaroście na twarzy. Jednak w towarzystwie, obcych, a jeszcze gorzej - przyjaciół, podczas całej rozmowy boję się, że ktoś palnie coś o "pedałach", albo, co gorsza, zarzuci coś mnie, ten strach mnie paraliżuje, nie mogę skupić się na dialogu, na formułowaniu myśli, wciąż kontroluję siebie i planuję, jak zareagować, jak wyglądać ma moja twarz, jeśli coś obraźliwego usłyszę, a będę musiał potraktować neutralnie. Nawet kiedy oglądam z rodziną film i pojawia się wątek homoseksualizmu, skręca mnie dosłownie, lub jeśl wiem, że się pojawi, odliczam do niego bądź staram się wyjść w tym momencie. Przeniosło się to na inne materie i przeraża mnie zwykła rozmowa, chociażby w sklepie, zastanawiam się, jak poprosić o produkt, dlatego chodzę do samoobsługowych wyłącznie. Chorobliwie przysłuchuję się nawet własnemu "dzień dobry", czy "do widzenia", to jest straszne. Do tego jeszcze moje gejostwo, tak piętnowane przez większość społeczeństwa polskiego, przez polityków i niektórych publicystów, przez księży, naprawdę zaczynam czuć się jak jakiś zbok i wcale mi to nie pomaga. Dla mnie osobiście nie jest to problemem, ale właśnie w rozmowach z ludźmi od jakiegoś czasu się stało, myśli typu "on wie", "gdyby wiedział, to by ze mną nie rozmawiał albo bym i po mordzie dostał". Fobia społeczna sama w sobie jest okropna, dodajcie do tego jeszcze świadomość nieakceptacji przez większość. Ufffff... Nawet pisząc teraz, obawiam się trochę, czy się ktoś na mnie nie rzuci na forum:(
Jeśli masz do wyboru myśli głupie albo mądre, to dlaczego nie wybierasz tych mądrych?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
06 sie 2007, 22:52
Lokalizacja
Z Zagubinowa

Avatar użytkownika
przez Twilight 06 sie 2007, 23:38
A jedno pytanie, czy mówiłeś swoim przyjaciołom, że jesteś gejem czy wie o tym rodzina? Sam zdajesz sobie sprawę, że nie jest to ani coś z czego musisz sie tłumaczyć, ani wstydzić - ale nie ma tez powodu, by to ukrywać.

A drugie, równie ważne - co do Twojej fobii społecznej - leczysz sie u specjalisty, czy znajdujesz 203848 powodów, by tego nie robić? :> ;)

Pozdrawiam

Ps.

Witaj na forum! I bez obaw, nikt sie tu na Ciebie nie rzuci :twisted:
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

Avatar użytkownika
przez Zmorek 07 sie 2007, 00:05
Bardzo niewielu przyjaciół wie o mojej orientacji, jednak kontakt z tymi "wtajemniczonymi" nie jest wcale łatwiejszy, nie jestem nawet pewien, czy nie trudniejszy, być może przy nich czuję sie jeszcze gorszy, o ile to możliwe.

W rodzinie wie tylko moja szacowna Rodzicielka ;), która fakt akceptuje, reszta nawet się nie domyśla, a wyjawienie tego teraz nie skończyło by się chyba dobrze, bo przez 3 lata zdążyłem się skutecznie odciąć od większości, ze strachu oczywiście.

Co do specjalistów, byłem u trzech, przy czym dwóch pierwszych było zupełnie nieskutecznych, jeden z nich koniecznie chciał umieścić mnie w szpitalu z powodu podjęcia próby samobójczej. Obiecałem ładnie, że będę grzeczny i wróciłem do domu. Trzeci coś zdziałał, uznał, że jestem wyleczony, ale tak naprawdę trochę mu nakłamałem, że jest oki, żeby już nie brać prochów, które mnie tylko rozflaczały i nie nadawałem się już zupełnie do niczego :( Chciałem spróbować sam sobie pomóc, no i właśnie to robię :D Przy czym obiektywna pomoc będzie bardzo cenna dla mnie:)

Dzięki za miłe przyjęcie, Twilight:)
Jeśli masz do wyboru myśli głupie albo mądre, to dlaczego nie wybierasz tych mądrych?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
06 sie 2007, 22:52
Lokalizacja
Z Zagubinowa

Avatar użytkownika
przez Twilight 07 sie 2007, 00:12
To ja ci obiektywnie powiem, że fobia społeczna to choroba jak każda inna. Jakbyś chorował na raka, to też bynakłamał że jest ok i sabotował urządzenia badające?

Jeśli chcesz sie wleczyć, a nie zaleczyc, to do specjalisty marsz, jeśli jeden jest kiepski, zmienić. Terapia, tylko terapia i dzieki niej dotarcie do źródeł problemu (może ich byc więcej, niż Ci sie wydaje) i poradzenie sobie z nimi, to robi psycholog. A leki - nie ma sie co bac leków, leki uzupełniają poziom neuroprzekaźników, który tracisz w wyniku choroby. To wszystko. Ot całe ''straszne'' psychotropy. Połączenie terapii i leczenia farmakologicznego może dać najlepsze rezultaty - każdy decyduje sam. Najgorzej, gdy tylko faszerujesz się lekami a nie leczysz problemu.

Tak przy okazji, leczysz się dla siebie, kogo kitujesz, że jest ok mówiąc to specjaliście? 8)

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

Avatar użytkownika
przez Zmorek 07 sie 2007, 01:02
Pewnie masz rację, tylko chwilowo się zniechęciłem do "specjalistów", bo w zasadzie niewiele mi pomogli, miałem poczucie straconego czasu, kto wie, czy przez 3 lata nie dałoby się tego załatwić w inny sposób... Pomyślałem więc, że może warto spróbować popracować nad sobą, może autosugestia, siła woli, pozytywne myślenie, ziółka? ;) Nie wierzysz w takie sposoby? Z tego co zauważyłem, jest tutaj wiele osób, które kwestionują terapie i odnotowują jakieś sukcesy w samodzielnym dążeniu do zdrowia.
Do tego mam znajomego, wieloletniego bywalca stolicznych gabinetów różnej maści i jest z nim gorzej niż ze mną:( Dlatego też chcę innego sposobu.
Jeśli masz do wyboru myśli głupie albo mądre, to dlaczego nie wybierasz tych mądrych?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
141
Dołączył(a)
06 sie 2007, 22:52
Lokalizacja
Z Zagubinowa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 24 gości

Przeskocz do