Psychoterapia

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez Róża 04 kwi 2007, 19:46
Justynkoja nie mam żadnych pretensji do ciebie.Ale dziwne to jest,prawda?
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez Justynka 04 kwi 2007, 22:08
Nie no wiem,że żadnych pretensji :P tylko żartowałam, a Krzysztof ewidentnie rozbawił nam stronę, chociaż pewnie nie miał zamiaru, tak wyszło ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
183
Dołączył(a)
30 sty 2007, 20:40

Avatar użytkownika
przez KrzysztofT 05 kwi 2007, 14:36
weronika napisał(a):Krzysztof a co cię skłania do takiego myślenia czy spróbowałeś prawdziwej długotrwałej regularnej terapii z terapeutą kompetentym fachowo wykształconym? no bo żeby takie wnioski stawiać to trzeba mieć jakieś doświadczenia nie jesteśmy też przecież niepoczytalni nie zagrażamy sobie i innym więc po co nas zamykać w szpitalu z pasami w dodatku :smile: :smile: :smile:


Tak. Chodziłem na psychoterapię przez 3 lata i trzeba przyznać, że mi pomagała. I gdy już jakoś zaczynałem sobie układać życie ta ..... wróciła.
Więc twierdzę, tak jak twierdzę. Nerwica to choroba psychiczna i powinna być leczona w zakładzie zamknietym, bez możliwości wyjścia z niego kiedykolwiek. Żadne czary mary, czy inne bzdety nie pomogą - tutaj trzeba leków psychotropowych, elektrowstrząsów, itd. I do końca życia wegetacja w zamknietym szpitalu psychiatrycznym.

A jeżeli myślicie, że kiedyś uda wam się z niej wyjsc, to jesteście w błędzie. Ona wróci i pokaże wam, kto tutaj rządzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
180
Dołączył(a)
10 lip 2006, 18:15
Lokalizacja
Skoczów

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez IceMan 05 kwi 2007, 15:11
KrzysztofT napisał(a):A jeżeli myślicie, że kiedyś uda wam się z niej wyjsc, to jesteście w błędzie. Ona wróci i pokaże wam, kto tutaj rządzi.

:shock: :o
Hmmm... prawdziwy przykład wiosennego optymizmu... I co, niby nerwica rządzi we mnie??? BZDURA!! Zgodzę się z Tobą do tego stopnia, że nerwica może ponownie zaatakować. Ale to zależy już indywidualnie od danej osoby, jak zareaguje na to. I nie mówię tu o jakichś wrodzonych cechach itp. tylko o podejściu danej osoby do sprawy. Jeżeli się podda / oleje / zignoruje, to na pewno przegra. Ale równie dobrze może odeprzeć ten atak nerwicy i jeszcze bardziej ją osłabić. Gdyby twoja teoria była prawdziwa, to prawdopodobnie 99% forumowiczów leżałaby w psychiatrykach z psychozą, która wg wielu źródeł jest następstwem nieleczonej i rozwijającej się nerwicy.
KrzysztofT napisał(a):I gdy już jakoś zaczynałem sobie układać życie ta ..... wróciła.

Być może pozwoliłeś jej na to? Nerwica może dopaść każdego. Równie dobrze może wrócić do kogoś, kto to już miał. Trzeba cały czas dbać o swój stan psychiczny. Dam porównanie: czy jeśli wyleczysz się z grypy - od razu jest powiedziane, że możesz biegać nago po mrozie? Nie. Jeżeli nerwica odpuści, to nie znaczy, że jest to koniec i kropka. Może chcieć powrócić. Ale można jej na to nie pozwolić.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez ewa125 05 kwi 2007, 20:18
piotrek ma racje. ja wogole nerwicy nie uwazam za chorobe tylko reakcje na przeladowanie mozgu problemami. dlatego jak nie rozwiazemy swoich problemow raz na zawsze albo jak jeszcze raz bedziemy sie kiedys zadreczac lub nastapi jakies traumatyczne zdarzenie to owszem moze sie ona znowu pojawic, ale na pewno nie jest to zadna psychoza to totalna bzdura, ale KRZYSZTOFIE z takim podejsciem to moze cie i trzeci raz dopasc....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

Avatar użytkownika
przez Justynka 05 kwi 2007, 20:50
Piotrek napisał(a):Gdyby twoja teoria była prawdziwa, to prawdopodobnie 99% forumowiczów leżałaby w psychiatrykach z psychozą, która wg wielu źródeł jest następstwem nieleczonej i rozwijającej się nerwicy.

Otóż to Piotrek :!:Mam wrażenie, że wiele osób piszących ciągle i ciągle o objawach nerwicy, to ci, którzy jeszcze się nie leczą, nie są gotowi ne zmianę, jednak wciąż próbują się przybliżyć do ważnej decyzji i nie dają za wygraną. Mam nadzieję,że nikt nie da za wygraną i nie pogrąży się w świecie własnych wyobrażeń i przeżyć (psychoza) :shock: :-|
Avatar użytkownika
Offline
Posty
183
Dołączył(a)
30 sty 2007, 20:40

psychoterapia grupowa czy indywidualna?

przez yeti 05 kwi 2007, 23:03
mam pytanie czy jest jakas istotna różnica na która z tych terapii powinno się udać? Czy jedna z nich jest lepsza od drugiej? jesli tak to ktora? Czy to sam chory powinien podjac decyzja na ktora z nich sie wybrac? Uczestniczyl ktos moze w obu tych typach terapii? Podzielcie sie prosze doswiadczeniami na ten temat, bede bardzo wdzieczna:)
Offline
Posty
166
Dołączył(a)
05 kwi 2007, 21:57

terapia

przez jamajka 06 kwi 2007, 14:56
hej

jestem studentka 4 roku psychologii, chce zostac psychoterapeuta ale poki co sama wybieram sie na terapie.
zaczne od indywidualnej, to podobno najlepsza metoda na leczenie nerwic.
niestety o grupowej wiem niewiele
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
05 kwi 2007, 11:31

co sądzicie- czy dalej chodzić na terapie?

przez weronika 18 maja 2007, 15:16
Po przeczytaniu wielu waszych listów chwalących terapie ja też znalazłam dla siebie terapeute, to polecona osoba ciesząca się dobra opinią wydaje mi się że kompetentna, dojeżdżam do niej co tydzień 60 km, naturalnie płacę za to dużo kasy, wizyty zaczęłam w lutym i jak na razie to nie daje mi to kompletnie nic, ja w ogóle nie rozumiem tego co wy piszecie, np tego,że taka rozmowa jest dla was ciężkim przeżyciem, że cierpicie przy tym a czasem nawet ,że wasz stan się pogarsza, dla mnie to po prostu zwykłe gadanie ani mnie to ziębi ani grzeje,rozmawiać to rozmawiam szczerze o wszystkim ale co ma mi to dać? nie rozumiem też , jak piszecie ,że to ciężka praca nad sobą, właściwie to wszystko co piszecie brzmi dla mnie strasznie abstrakcyjnie, jakos niekonkretnie, na czym ma polegać ta praca nad sobą, bo ja nie czuje,żebym wykonywała jakąkolwiek pracę nad sobą, właściwie w moim samopoczuciu nie zmienia się nic no i matwie się tym ,że was to tyle kosztuje wysiłku, przeżywania a dla mnie to nic trudnego, mam takie pytanie w związku z tym wszystkim, jak sądzicie, czy to tak może być i powinnam kontnuować terapie, czy bywa tak że trzy miesiace kompletnie nic nie dają a może ta forma leczenia nie dla każdego jest odpowiednia?Będę wdzięczna za najdrobniejsze uwagi.
Offline
Posty
254
Dołączył(a)
11 kwi 2006, 16:43

Avatar użytkownika
przez Tygryska 18 maja 2007, 18:20
weronika to znaczy że nie rozmawiasz z terapeutą o waznych bolesnych tematach czy też rozmawiasz ale nie wywołuje to w tobie specjalnych uczuć?Czy jak rozmawiasz o swoich problemach to wychwytujecie jakieś zachowania/myśli które chciałabyś zmienić, które ci przeszkadzają?
Pytam bo od tego zależy w czym jest pies pogrzebany ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
589
Dołączył(a)
05 sie 2005, 19:14

przez weronika 18 maja 2007, 19:42
Tygryska, ja nie wiem, co mam w ogóle o tym myśleć, chodzi o to,że rozmawiamy o całym moim dzieciństwie, moich różnych zachowaniach, tym co wywołało nerwice, ale dla mnie te sprawy nie są już jakieś straszne itp bo dawno minęły i to na mnie nie działa w taki sposób że czuje się gorzej albo jakoś zdenerwowana czy rozstrojona, moge o tym gadać ale to niczego nie zmienia, poza tym ta pani uważa że początek mojej choroby bierze się stąd, że jako dziecko obserwowałam rodziców którzy nie byli udanym małżeństwem, wyzywali się itp no i ona próbuje zrobić z tego problem dla mnie a ja nie czuje żeby to był dla mnie problem, pogodziłam się z tym,że mam takiego ojca nie przeżywam jakoś tego tak mi się przynajmniej wydaje co ty na to?
Offline
Posty
254
Dołączył(a)
11 kwi 2006, 16:43

Avatar użytkownika
przez ewa125 18 maja 2007, 20:09
moja psycholog tez mi wciskala (tzn mi sie wydawalo ze wciskala bo moze miala racje- nie wiem ) ze w dziecinstwie chodzilam do zlobka i ze bylam oddzielona od matki, rowniez po urodzeniu bylam w inkubatorze tez oddzielona od matki. nie byl to na pewno glowny powod, bo przyczyna tkwila gdzie indziej. faktem jest jednak ze bardzo sie boje niektorych sytuacji i nie potrafie za bardzo zniesc krytyki innych, zawsze boje sie roznych rzeczy, wyobrazam sobie najgorsze, co w wiekszosci sytuacji jak nie w kazdej, nie spelnia sie i wcale nie jest tak zle. najgorsze ze to ja sie zameczam tymi myslami, "udowadniam " sobie w myslach ze jestem gorsza niz inni. nie wiem skad sie to cholerstwo bierze ale wiem za to ze najlepszym lekarstwem akurat na to jest wystawianie sie wlasnie na te sytuacje ktorych sie boje, bo potem lęk przed nimi odchodzi. jezeli bym sie bala i nie stawiala temu czola to wlasnie ten lęk przed czyms co niekoniecznie sie zdarzy by mnie męczyl i wyobrazalabym sobie niewiadomo co.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

Avatar użytkownika
przez Tygryska 18 maja 2007, 22:01
Może najpierw powiem jak to wygląda u mnie: moja terapeutka nie snuje jakiś teori pt."skąd wziął się twój problem". Rozmawiamy o tym co mi w danym momencie wydaje się ważne. Owszem czasem pokazuje mi analogie pomiędzy tym co się dzieje a moimi relacjami w rodzinie czy jakimis sprawami z przeszłości ,ale koncentujemy się głownie na tym co teraz.

weronika może porozmawiaj z nią o swoich wątpliwościach. Może ona ma jakieś swoje podejscie, nie chcę go krytykować bo się nie znam ale warto jej powiedzieć że to ci nic nie daje, stoisz w miejscu.Masz prawo wymagać jakiś wyjaśnień, uwzględnie nia twoich odczuć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
589
Dołączył(a)
05 sie 2005, 19:14

Avatar użytkownika
przez Atkaa 20 maja 2007, 09:45
weronika ja też chodzę na terapię już trzy miesiące i wydaje mi się, że stoję w miejscu ale zauważyłam taką prawidłowość niedawno, że myśli o stagnacji pojawiają się w chwilach załamania. Powiedziałam o tym mojej psycholog i ona przyznała, że tak się dzieje niemal w każdym przypadku. Terapia trwa różnie u poszczególnych osób, może nawet kilka lat. U mnie to wygląda podobnie jak u Tygryski . Rozmawiamy o sprawach, które mnie dręczą w chwili obecnej. Czasami nawet mówię jej, że nie miałam ochoty do niej przychodzić bo czuję, że to mi nie pomaga. Rozmawiając o tym co w danym momencie wywołuje wątpliwości, poruszasz swoje najświeższe emocje, które mogą obudzić emocje uśpione. Wszystko zawsze się w jakiś sposób wiąże i w pewnym momencie zauważysz, że części układanki zaczynają do siebie pasować. Wiem, że to może wydać się czczym gadaniem ale piszę o tym, bo czułam się do niedawna tak samo jak ty. Nieporuszona, siedziałam tam jak za karę. No i stało się... po kilku zimnych spotkaniach zaczęłyśmy dostrzegać pewne analogie. Okazuje się, że przeszłość pozostawiła ogromny ciężar na moich barkach. Dalsze spotkania będą służyły temu, aby nauczyć się z tym żyć i być szczęśliwym. Teraz idąc na spotkanie, mam już określony cel, jaki chcę osiągnąć. Myślę, że to najlepszy sposób, aby mieć satysfakcje z terapii - przedstawić cel każdego spotkania i kierując się pomocą terapeuty, osiągnąć go za wszelką cenę. Pozdrawiam Was dziewczyny i życzę powodzenia ;)
z zimna, z wysiłku, z nadziei, z pragnień
drżę każdego ranka
gdy wyruszam w świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
07 lut 2007, 19:53
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 13 gości

Przeskocz do