Skocz do zawartości
Nerwica.com

Awersja do psychoterapii. Jak się przełamać?


czarna rzodkiew

Rekomendowane odpowiedzi

W dniu 3.07.2026 o 10:06, czarna rzodkiew napisał(a):

Uzna mnie za czuba. Tak jak uznaje każdego swojego pacjenta. Bo kto normalny płaci za takie gadanie.

Mi się wydaje, że płacą ludzie którzy mają nadzieję (jakby nie było popartą badaniami), że im to pomoże. Ja akurat mam taki stosunek do pieniędzy, że bezpośrednie płacenie za terapię bardzo utrudniało mi w niej uczestniczenie, bo kasa przysłaniała mi inne rzeczy.

 

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jakiś czas temu przełamałem się i zapisałem do psychologa. Trochę zajęło mi wybranie odpowiedniej osoby. Padło na dość młodą kobietę (celowo). Pani ta jednak okazała się sporo starsza niż na zdjęciu co trochę mnie negatywnie zaskoczyło. No ale była przyjemna, więc okej. 

Pierwsza rozmowa i już byłem niezbyt pozytywnie nastawiony. Rozumiałem, że to wszystko jest takie zapoznawcze, ale nie podobało mi się jej podejście do moich problemów. To co mówiła było zbyt banalne i proste. 

Zastanawiałem się czy kontynuować, ale uznałem właśnie tak jak piszecie wyżej, że to początek, poznanie się, itd. 

Na drugiej rozmowie od razu zaznaczyłem jej, że mi to przeszkadza. Że oczekuje czegoś głębszego, zrozumienia, a nie oczywistych faktów i porad. 

Niestety, nie zauważyłem żeby jakkolwiek wzięła do siebie moje słowa. Znów mówiła banalne rzeczy. Skupiła się na mówieniu, że muszę wyjść do ludzi, przełamać się. Tak jakbym nie wiedział tego... Tylko ja chciałem zrozumieć dlaczego aż taki mam z tym problem, dokopać się do tego, a ona wciąż powtarzała w kółko to jedno i totalnie olała inne problemy o których jej opowiadałem. 

Pamiętam, że miałem jeszcze 20 minut do końca, a ona gadała i gadała o tym samym. Chciałem żeby to już się skończyło. 

Po tej wizycie zrozumiem, że ta pani nie nadaje się kompletnie do terapii ze mną. Może dla kogoś kto dopiero zauważył swoje problemy i niewiele rozumie. Jednak ja potrzebuję dokopania się do różnych spraw, analizowania tego, a nie mówienia, że muszę wyjść do ludzi, bo ona inaczej mi nie pomoże... 

 

I prawdę mówiąc znów nie będę potrafił przełamać się i spróbować terapii. Nie dlatego, że przestałem wierzyć w jej działanie. Dlatego, że dowiedziałem się, że potrzebuję kogoś konkretnego, że mam oczekiwania wobec psychoterapeuty, a nie mam pojęcia czy wybrana przeze mnie osoba je spełni. 

Nie chce zapisywać się na dwie/trzy rozmowy, płacić kupę kasy i rezygnować żeby później znów być może powtórzyć to wszystko... 

Rozumiem, że pewnie wiele osób tak robi, ale mnie to odrzuca ;/

I znów nie wiem kiedy uda mi się wrócić, przekonać aby znów spróbować. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

17 minut temu, Happyandsad napisał(a):

 

Nie chce zapisywać się na dwie/trzy rozmowy, płacić kupę kasy i rezygnować żeby później znów być może powtórzyć to wszystko... 

Rozumiem, że pewnie wiele osób tak robi, ale mnie to odrzuca ;/

I znów nie wiem kiedy uda mi się wrócić, przekonać aby znów spróbować. 

Jakże smutne i znajome. Z 10 lat się bujałem próbując co jakiś czas zanim zacząłem pierwszą terapię, a jak już zacząłem to z musu bo było ze mną zbyt źle na wymyślanie.

 

Rozważałeś terapię zdalną? Wtedy i tutaj można podpytać o polecajki.

 

I dlaczego Twój terapeuta musi być młodą kobietą? 🤔

 

Pozdrawiam!

Every breath corrupts the line

Till there's nothing left

 

But time

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

45 minut temu, Nie lubię świtu napisał(a):

Rozważałeś terapię zdalną? Wtedy i tutaj można podpytać o polecajki.

 

Właściwie to tylko zdalna wchodzi w grę niestety. W okolicy nie mam nikogo, a nie chcę dojeżdżać 40km lub więcej. 

 

47 minut temu, Nie lubię świtu napisał(a):

I dlaczego Twój terapeuta musi być młodą kobietą? 🤔

 

Nie musi być. Nie jest to konieczny warunek aby to była młoda kobieta. Po prostu zawsze miałem problem aby z nimi na luzie rozmawiać. Czy to w szkole czy nawet i teraz. Pewnie to wina niskiej samooceny, kompleksów, itd. Dlatego uznałem, że to dobry pomysł. Zdecydować się na terapię prowadzoną przez osobę która mnie onieśmiela. Być może po czasie miałoby to pozytywny wpływ na kontakty z płcią przeciwną. I nie mam nawet na myśli typowego romansowania, a raczej zwykłe koleżeńskie relacje. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 minut temu, Happyandsad napisał(a):

 

Właściwie to tylko zdalna wchodzi w grę niestety. W okolicy nie mam nikogo, a nie chcę dojeżdżać 40km lub więcej. 

 

 

Nie musi być. Nie jest to konieczny warunek aby to była młoda kobieta. Po prostu zawsze miałem problem aby z nimi na luzie rozmawiać. Czy to w szkole czy nawet i teraz. Pewnie to wina niskiej samooceny, kompleksów, itd. Dlatego uznałem, że to dobry pomysł. Zdecydować się na terapię prowadzoną przez osobę która mnie onieśmiela. Być może po czasie miałoby to pozytywny wpływ na kontakty z płcią przeciwną. I nie mam nawet na myśli typowego romansowania, a raczej zwykłe koleżeńskie relacje. 

Hmm to może zadziałać w drugą stronę, terapeuta zwykle ma granice których stara się nie przekraczać. Uważaj, żeby to nie było deprymujące, odbierzesz osobiście i będzie kraksa.

 

A skoro zdalna to ja się chętnie swoją podzielę jeśli nabierzesz ochoty. Będziesz pan zadowolony ;)

Edytowane przez Nie lubię świtu

Every breath corrupts the line

Till there's nothing left

 

But time

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, Happyandsad napisał(a):

Jakiś czas temu przełamałem się i zapisałem do psychologa. Trochę zajęło mi wybranie odpowiedniej osoby. Padło na dość młodą kobietę (celowo). Pani ta jednak okazała się sporo starsza niż na zdjęciu co trochę mnie negatywnie zaskoczyło. No ale była przyjemna, więc okej. 

Pierwsza rozmowa i już byłem niezbyt pozytywnie nastawiony. Rozumiałem, że to wszystko jest takie zapoznawcze, ale nie podobało mi się jej podejście do moich problemów. To co mówiła było zbyt banalne i proste. 

Zastanawiałem się czy kontynuować, ale uznałem właśnie tak jak piszecie wyżej, że to początek, poznanie się, itd. 

Na drugiej rozmowie od razu zaznaczyłem jej, że mi to przeszkadza. Że oczekuje czegoś głębszego, zrozumienia, a nie oczywistych faktów i porad. 

Niestety, nie zauważyłem żeby jakkolwiek wzięła do siebie moje słowa. Znów mówiła banalne rzeczy. Skupiła się na mówieniu, że muszę wyjść do ludzi, przełamać się. Tak jakbym nie wiedział tego... Tylko ja chciałem zrozumieć dlaczego aż taki mam z tym problem, dokopać się do tego, a ona wciąż powtarzała w kółko to jedno i totalnie olała inne problemy o których jej opowiadałem. 

Pamiętam, że miałem jeszcze 20 minut do końca, a ona gadała i gadała o tym samym. Chciałem żeby to już się skończyło. 

Po tej wizycie zrozumiem, że ta pani nie nadaje się kompletnie do terapii ze mną. Może dla kogoś kto dopiero zauważył swoje problemy i niewiele rozumie. Jednak ja potrzebuję dokopania się do różnych spraw, analizowania tego, a nie mówienia, że muszę wyjść do ludzi, bo ona inaczej mi nie pomoże... 

 

I prawdę mówiąc znów nie będę potrafił przełamać się i spróbować terapii. Nie dlatego, że przestałem wierzyć w jej działanie. Dlatego, że dowiedziałem się, że potrzebuję kogoś konkretnego, że mam oczekiwania wobec psychoterapeuty, a nie mam pojęcia czy wybrana przeze mnie osoba je spełni. 

Nie chce zapisywać się na dwie/trzy rozmowy, płacić kupę kasy i rezygnować żeby później znów być może powtórzyć to wszystko... 

Rozumiem, że pewnie wiele osób tak robi, ale mnie to odrzuca ;/

I znów nie wiem kiedy uda mi się wrócić, przekonać aby znów spróbować. 

Jeśli bym spotkała mądrego terapeutę, to tak, zdecydowałabym się.

Miałam okazję rozmawiać tylko z idiotami.

 

Gdzie ci psychoterapeuci..ach gdzie.

 

Pamiętam jak mieliśmy zajęcia z psychologiem, i on wszystko czytał z kartki. I to były takie pierdoły. Wszystko wiedziałam i specjalnie zadawałam mu trudne pytania. Potem chyba się mnie bal. To było zabawne 🥹

Godzinę temu, Nie lubię świtu napisał(a):

Będziesz pan zadowolony ;)

Z pewnością. I odmieniony. Nowy terapeuta. Nowy ja. Kochani... Świat jest mój.

"Nie jestem graczem zespolowym. Jestem niszczycielem zespołu" ~ dr. House

 

DrHouse_Easy-Resize_com.jpg.091b34d8a6bedd157ef80553eaf13cc0.jpg

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 godzin temu, Happyandsad napisał(a):

 

Nie musi być. Nie jest to konieczny warunek aby to była młoda kobieta. Po prostu zawsze miałem problem aby z nimi na luzie rozmawiać. Czy to w szkole czy nawet i teraz. Pewnie to wina niskiej samooceny, kompleksów, itd. Dlatego uznałem, że to dobry pomysł. Zdecydować się na terapię prowadzoną przez osobę która mnie onieśmiela. Być może po czasie miałoby to pozytywny wpływ na kontakty z płcią przeciwną. I nie mam nawet na myśli typowego romansowania, a raczej zwykłe koleżeńskie relacje. 

To może doświadczony facet, taki co już na życie poukładane, jest w szczęśliwym związku i pomógłby ci dojść do czegoś takiego.

 

Ja mam trochę słabość do starszych mężczyzna takich co mogliby być moimi ojcami albo dziadkami. Jakoś tak wiek sprawia że są dla mnie większym autorytetem, a jednocześnie myślę że trudniej ich "urazić" niż kobiety.

 

 

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

11 godzin temu, bei napisał(a):

To może doświadczony facet, taki co już na życie poukładane, jest w szczęśliwym związku i pomógłby ci dojść do czegoś takiego.

 

Ja mam trochę słabość do starszych mężczyzna takich co mogliby być moimi ojcami albo dziadkami. Jakoś tak wiek sprawia że są dla mnie większym autorytetem, a jednocześnie myślę że trudniej ich "urazić" niż kobiety.

 

 

Tez chętnie wybrałabym starszego mężczyznę na terapeutę 😎

"Nie jestem graczem zespolowym. Jestem niszczycielem zespołu" ~ dr. House

 

DrHouse_Easy-Resize_com.jpg.091b34d8a6bedd157ef80553eaf13cc0.jpg

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 4.07.2026 o 21:16, bei napisał(a):

Mi się wydaje, że płacą ludzie którzy mają nadzieję (jakby nie było popartą badaniami), że im to pomoże. Ja akurat mam taki stosunek do pieniędzy, że bezpośrednie płacenie za terapię bardzo utrudniało mi w niej uczestniczenie, bo kasa przysłaniała mi inne rzeczy.

Mnie też trochę boli wyrzucone już ponad 600 zł, ale z drugiej strony nie mam nic takiego, na co mogłabym wydawać zebraną kasę, więc aż tak mi nie szkoda. Poza tym, coraz bardziej przekonuję się do tych spotkań.

 

W dniu 5.07.2026 o 09:33, Happyandsad napisał(a):

Pamiętam, że miałem jeszcze 20 minut do końca, a ona gadała i gadała o tym samym. Chciałem żeby to już się skończyło. 

Po tej wizycie zrozumiem, że ta pani nie nadaje się kompletnie do terapii ze mną. Może dla kogoś kto dopiero zauważył swoje problemy i niewiele rozumie. Jednak ja potrzebuję dokopania się do różnych spraw, analizowania tego, a nie mówienia, że muszę wyjść do ludzi, bo ona inaczej mi nie pomoże... 

 

I prawdę mówiąc znów nie będę potrafił przełamać się i spróbować terapii. Nie dlatego, że przestałem wierzyć w jej działanie. Dlatego, że dowiedziałem się, że potrzebuję kogoś konkretnego, że mam oczekiwania wobec psychoterapeuty, a nie mam pojęcia czy wybrana przeze mnie osoba je spełni. 

Nie chce zapisywać się na dwie/trzy rozmowy, płacić kupę kasy i rezygnować żeby później znów być może powtórzyć to wszystko... 

Rozumiem, że pewnie wiele osób tak robi, ale mnie to odrzuca ;/

I znów nie wiem kiedy uda mi się wrócić, przekonać aby znów spróbować. 

Spróbuj jeszcze raz. Do innej, innego, z większym doświadczeniem. Ja chciałam koniecznie kogoś swojej płci i z przynajmniej paroletnim, jak nie 10-letnim, doświadczeniem w pracy terapeutycznej. Z prostego powodu, ktoś taki, wysłuchując tysiące historii ludzi, będzie miał więcej połączeń, propozycji rozwiązań, dodatkowo ta sama płeć nie onieśmiela, tylko staje się niewidzialna, pozwalając ci wyłącznie na wgląd we własne przeżycia, wymuszając w tobie pracę. Terapeuta ma w tej pracy tylko towarzyszyć.

 

Moje, póki co, 3 sesje kończyły się błyskawicznie. Nie miałam poczucia, że coś się wlecze, nawet gdy o czymś się rozwodziła, to nie sprawdzałam czasu, nie interesowało mnie to. Za każdym razem godzina mijała mi zdecydowanie za szybko. Miałam zawsze wrażenie, że czegoś nie dokończyłam, że powiedziałabym coś jeszcze. To dobrze świadczy o mojej psychoterapeutce. Chcę się przy niej otwierać, chcę się jej dać poznać. Ona też zaczyna widzieć, gdy coś mi nie odpowiada i zmienia temat. Raczej nie należy do tych banalnych psuedoterapeutów. 

 

Po ostatnim spotkaniu bardziej zyskała w moich oczach. Oczywiście musiała użyć ulubionego przez terapeutów słowa "trauma", ale jak inaczej nazwać doświadczenie śmierci klinicznej? Na szczęście chyba mnie zrozumiała, chociaż czasem się zastanawiam jakim cudem, bo tak chaotycznie, bez ładu i składu mówię. Przedawkowałam ponad rok temu, dotychczas uśmierzałam ból środkami psychoaktywnymi, jak konopie czy alkohol. Od niemal trzech miesięcy byłam czysta, jednak zderzenie z rzeczywistością i skutki odstawienia były na tyle bolesne, że doznałam paraliżujących lęków w pracy, lęków społecznych, jeszcze gorszej anhedonii niż zwykle, jeszcze bardziej przytłaczających momentów derealizacji i pustki. W dzień terapii od rana czułam się bardzo źle. Powiedziałam psychoterapeutce, że mieszałam alkohol z lekami, że mam ochotę wziąć więcej tych leków za jednym razem, by sprawdzić co się stanie, że chce mi się pić, palić zielsko, odpłynąć myślami, samounicestwić się. Wiedziałam, że po tym spotkaniu pójdę do sklepu po alkohol. Dotknął mnie bezsens, dotknęły wątpliwości co do terapii. Psychoterapeutka słysząc to, od razu chciała mnie umówić na regularne wizyty. Znalazła dla mnie stałą porę w swoim kalendarzu, tym samym zdejmując ze mnie ciężar umawiania się. Jakby wiedziała, że prawdopodobnie w obecnym stanie rzuciłabym terapię i nie podjęła się już jakiejkolwiek do następnego kryzysu. Zdobyła tym u mnie ogromnego plusa. Uświadomiła mnie też, że terapia ma swoje wzloty i upadki, że mogę mieć gorsze okresy i wątpliwości, ale ona będzie moją skałą. Na leki nawet nie liczę. Po tym co brałam, tych tabletek w ogóle nie czuję. Dzisiaj wzięłam 300 mg pregi, a mam przepisane 100 mg, nic nie poczułam. Wiem, że mam uszkodzony mózg, też mi to mówiła, wiem, że mózg jest neuroplastyczny i może się odbudować, ale pewnych doświadczeń nie przeskoczę i dzisiaj nie potrafię się z nimi pogodzić. Chcę się dobrze czuć, ale jak mam to zrobić, gdy mózg przywykł do ekstremalnych bodźców? Trzy miesiące detoksu poszły się j*bać. Ale nic się nie stało. Żeby było lepiej, musi być gorzej. 

Edytowane przez czarna rzodkiew

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@czarna rzodkiew mogę zapytać na co cierpisz? Masz jakieś zaburzenie?

 

Pamiętam taką dziwną akcję na sesji psychodynamicznej u pewnej pani. Wszystko ok, mówię coś tam, już nie pamiętam, ale ogólnie dużo mówiłam. W pewnym momencie poczułam się bardzo dziwnie i jak zauważyłam, że zniknął zegar, który był zawsze na przeciwko mnie na stoliku, to się mega przestraszyłam. Poczułam się jak w klatce, gdzie nie ma czasu. Mega niepokojące. Psychodynamiczna mega grzebie w głowie i robi przemeblowanie, przeżywanie wszystkich traum, lęków. Wtedy zrezygnowałam po kilku miesiącach, bo zaczęłam się źle czuć. Okropnie. Może dobrze, że przerwałam. NIe wiem. Wtedy miałam ogromny problem z natrętnymi myślami, które mnie blokowały. No i inne problemy też, ale to już związane z ChADem. Natrętów na szczęście nie mam. Chyba wtedy pomógł mi najbardziej pobyt w szpitalu psychiatrycznym. O dziwo takie miejsca pomagają, mimo że jest ciężko. To też nie jest na zasadzie, że liczymy tylko na leki. Tam uczymy się funkcjonować z ludźmi. Różnymi. A nie zawsze jest to łatwe. Dobrze, że były terapie, choć kiedyś były częściej. A tamtego psychologa, co czytał z kartki już nie ma. Był sympatyczny, to fakt, ale chyba go gdzieś indziej "dali". NIe chcę się wymądrzać, że by głupi, może się stresował. Młody i przystojny w sumie. Kiedyś, jeszcze dawniej, mieliśmy takiego mega przystojnego z ciekawym charakterem. Mówił ciekawe rzeczy, nie zawsze "zgodne z nauką". 

Szpitale to nie tylko przekre rzeczy, tam było tyle rozmów, wypalonych papierosów. Wszyscy byliśmy w tym syfie razem. 

Ja bym chciała wypróbować jeszcze grupowej. Może się zapiszę u siebie. A te indywidualne daruję sobie, boooo kasy mi szkoda i tyle.

Edytowane przez Verinia

"Nie jestem graczem zespolowym. Jestem niszczycielem zespołu" ~ dr. House

 

DrHouse_Easy-Resize_com.jpg.091b34d8a6bedd157ef80553eaf13cc0.jpg

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 godzin temu, Verinia napisał(a):

@czarna rzodkiew mogę zapytać na co cierpisz? Masz jakieś zaburzenie?

Jedno spotkanie z psychiatrą nie zdefiniuje mojego zaburzenia. Cierpię na życie. Z gabinetu wyszłam z wpisanymi zaburzeniami lękowymi i depresją. 

 

9 godzin temu, Verinia napisał(a):

W pewnym momencie poczułam się bardzo dziwnie i jak zauważyłam, że zniknął zegar, który był zawsze na przeciwko mnie na stoliku, to się mega przestraszyłam. Poczułam się jak w klatce, gdzie nie ma czasu. Mega niepokojące. Psychodynamiczna mega grzebie w głowie i robi przemeblowanie, przeżywanie wszystkich traum, lęków.

Być może jest to spowodowane przeżywaniem pewnych spraw na nowo, a może to świat próbuje się dostosować. Miałam podobne doświadczenie na początku wizyty, w momencie kiedy mówiłam, że świat wydaje mi się nierealny, że pani psychoterapeutka jest nierealna, to cały obraz mi się przesunął i rozmazał, niczym glitch w rzeczywistości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

36 minut temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Jedno spotkanie z psychiatrą nie zdefiniuje mojego zaburzenia. Cierpię na życie. Z gabinetu wyszłam z wpisanymi zaburzeniami lękowymi i depresją. 

 

Być może jest to spowodowane przeżywaniem pewnych spraw na nowo, a może to świat próbuje się dostosować. Miałam podobne doświadczenie na początku wizyty, w momencie kiedy mówiłam, że świat wydaje mi się nierealny, że pani psychoterapeutka jest nierealna, to cały obraz mi się przesunął i rozmazał, niczym glitch w rzeczywistości.

Masz to poczucie nierealności ciągle, czy czasami? Ja mam ciągle od wielu lat. To nie jest dla mnie już nieprzyjemne. Polubiłam to. Daje mi to coś.

38 minut temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Cierpię na życie. 

Życie byłoby lepsze, gdyby ludzie byliby inni. 

"Nie jestem graczem zespolowym. Jestem niszczycielem zespołu" ~ dr. House

 

DrHouse_Easy-Resize_com.jpg.091b34d8a6bedd157ef80553eaf13cc0.jpg

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 godzin temu, Verinia napisał(a):

Masz to poczucie nierealności ciągle, czy czasami? Ja mam ciągle od wielu lat. To nie jest dla mnie już nieprzyjemne. Polubiłam to. Daje mi to coś.

Ciągle, niemal od zawsze. Ja tego nie polubiłam i chyba raczej nie zdołam, zaburza mi ocenę sytuacji, miesza mi się życie z ciemną energią, boję się, że zwariuję i wyląduję pod mostem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×