Skocz do zawartości
Nerwica.com

Awersja do psychoterapii. Jak się przełamać?


czarna rzodkiew

Rekomendowane odpowiedzi

2 godziny temu, Noire Panthere napisał(a):

Pierwszych kilku spotkań z nowym terapeutą nawet jeszcze nie można nazwać typową pracą terapeutyczną, często jest to poznawanie historii pacjenta, wsparcie psychologiczne, ale jeszcze mało w tym typowej pracy terapeutycznej.

W sumie tak. 

 

@czarna rzodkiew jesteś zapisana na kolejną sesje?

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, bei napisał(a):

@czarna rzodkiew jesteś zapisana na kolejną sesje?

Tak, zapisałam się.

 

Macie rację, zbyt pochopnie do tego podeszłam. Nie spodobało mi się u niej parę rzeczy, ale nie na tyle by ją całkowicie skreślić, w końcu jednak stworzyła dla mnie bezpieczną przestrzeń od samego początku. Maskę noszę zawsze przy obcych ludziach, z czasem może ją zrzucę. Sama zauważyła, że z jednej strony mówię straszne rzeczy, a z drugiej nie wyglądam, jakby mnie one dotyczyły. Zobaczę, jak potoczy się kolejne spotkanie, i czy w ogóle ona będzie chciała ze mną pracować czy odeśle mnie dalej, bo widać było, że zszokowałam ją niektórymi wątkami, a mam ich jeszcze trochę w zanadrzu. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Macie rację, zbyt pochopnie do tego podeszłam. Nie spodobało mi się u niej parę rzeczy, ale nie na tyle by ją całkowicie skreślić, w końcu jednak stworzyła dla mnie bezpieczną przestrzeń od samego początku.

Tutaj będzie trudno coś doradzić bo tak naprawdę tylko ty tam byłaś i tylko ty wiesz jak się czujesz w jej towarzystwie. Może warto z nią przegadać to co ci się nie podobało, ale musisz się liczyć z tym, że może to też oznaczać koniec współpracy z nią, jeśli naprawdę do siebie nie pasujecie. 

 

Ja ostatnio np. trochę bardziej polubiłam swojego psychiatrę. Ogólnie chodzenie do niego na trochę plusów, ale na pierwszej wizycie mnie strasznie zniechęcił do siebie. Mimo to postanowiłam dać temu szansę i na ostatniej wizycie trochę bardziej zyskał moja przychylność. 

 

Z kolei czasami mam tak, że to pierwsze złe przeczucie się sprawdza. Miałam tak z nauczycielem angielskiego, nie polubiłam go, nie nadawaliśmy na tych samych falach, a pomimo tego zdecydował się na lekcje z nim i zanim zrezygnowałam to się męczyłam. Teraz mam nowego nauczyciela, od początku mam inne odczucia względem niego, przypomina mi byłego terapeutę i na razie mam pozytywne nastawienie do przyszłych lekcji.

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 21.06.2026 o 14:46, Noire Panthere napisał(a):

@czarna rzodkiew z Twoich postów odnoszę wrażenie, ze Ty masz chyba trochę złe oczekiwania wobec terapii. Na pierwszym spotkaniu oczekujesz przełomu jakiegoś? Do tego potrzeba często tygodni/miesięcy terapii i pracy. 
Pierwszych kilku spotkań z nowym terapeutą nawet jeszcze nie można nazwać typową pracą terapeutyczną, często jest to poznawanie historii pacjenta, wsparcie psychologiczne, ale jeszcze mało w tym typowej pracy terapeutycznej. Pierwsze 2-3 spotkania to często są bardziej konsultacje po odbyciu których dopiero terapeuta i pacjent podejmują decyzje czy chcą ze sobą pracować.
Terapia to nie sprint, raczej maraton, albo i nawet ultramaraton w niektórych przypadkach.
 

Jak złe? Większość z nas miała błędne oczekiwania, byli pewnie i tacy którzy w ogóle nie mieli oczekiwań :D ja się tam jej nie dziwię, dopytuje, rozmawia, kombinuje - po mojemu jest ołrajt. U mnie był przełom już na pierwszym spotkaniu, oto nogi moje zaprowadziły mnie gdzieś w jakimś celu i dla mnie to było dużo 🙂

 

Co do reszty komentarza, bez zarzutu.

 

Czepiam się z nudów 🙃

Edytowane przez Nie lubię świtu

Every breath corrupts the line

Till there's nothing left

 

But time

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 17.06.2026 o 05:33, bei napisał(a):

Ja się bardzo tego boje. Jak próbowałam pierwszy raz w wannie to dostałam drgawek i bałam się, że zemdleje. Jak udało mi się go włożyć na leżąco to zajęło mi to prawie godzinę. Teraz boje się nawet próbować, używam tylko podpasek.

Gdy bylam dziewica to tez nie moglam wcisnac tampona, dopiero gdy rozpoczelam aktywnosc seksualna to sie udalo.

Nic na sile, tampony sa wygodne w uzyciu, ale podpaski tez sa spoko, teraz nawet je wole.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, Żaba Monika napisał(a):

Gdy bylam dziewica to tez nie moglam wcisnac tampona, dopiero gdy rozpoczelam aktywnosc seksualna to sie udalo.

Nic na sile, tampony sa wygodne w uzyciu, ale podpaski tez sa spoko, teraz nawet je wole.

Tak naprawdę to podpaski przeszkadzają mi głównie jak chciałabym popływać (nie umiem pływać, ale wiadomo o co chodzi 😅).

Ewentualnie fajne wydają się te kubeczki menstruacyjne, ale myślę że tego ani tyle bym nie potrafiłam użyć.

 

 

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 minut temu, bei napisał(a):

Tak naprawdę to podpaski przeszkadzają mi głównie jak chciałabym popływać (nie umiem pływać, ale wiadomo o co chodzi 😅).

Ewentualnie fajne wydają się te kubeczki menstruacyjne, ale myślę że tego ani tyle bym nie potrafiłam użyć.

 

 

Jesli tampon Ci nie wchodzi, to kubeczek tez raczej nie wejdzie.

Ja uzywam tamponow z aplikatorami, najlepsze sa z plastikowymi niestety, bo te z tekturowymi czasem zaginaja sie i drapia. Taki aplikator jest sliski i latwiej wchodzi do srodka. Musisz sie rozluznic i wkladac go zgodnie z kierunkiem pochwy, czyli troche pod katem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem po drugim spotkaniu z psychoterapeutką. Tym razem nie przygotowywałam się, nie miałam ze sobą notatek, nie planowałam co powiedzieć, jedynie próbowałam sobie przypomnieć, jak mi minął tydzień, ale długo myśleć nie musiałam. Dni mi się zlewają, bo nic nie robię, dalej tylko leżę, siedzę, coś pooglądam, coś poczytam, pogotuję i przejadę się do sklepu. Dalej nic mi nie sprawia radości, tylko zapełnia czas. Dalej nie widzę dla siebie przyszłości, dalej boję się o niej decydować i nawet nie chcę. Psychoterapeutka zanotowała moje poczucie pustki i braku sprawczości, notuje bez przerwy. Momentami wracałyśmy do dzieciństwa, ale skupiałyśmy się też na tu i teraz, na moich wybuchach, nieradzeniu sobie z napięciami psychicznymi. Miała kilka trafnych, dawno znanych mi, wniosków, ale zdarzało się również, że musiałam wyprowadzać ją z błędnego toru myślowego. Po raz kolejny przywoływała historie innych pacjentów i seriali. Zrozumiałam, że taki ma styl prowadzenia rozmowy, która dzięki temu cały czas się klei, ale potrafi za bardzo się rozgadywać, za wszelką cenę chce dokończyć te historie, swoje myśli i daje dużo szczegółów, które są zbędne i marnują mi czas, a więc i pieniądze. Znów parę razy się wyłączałam, raz nawet osunęłam się na fotelu, chcąc dać jej niewerbalnie znać, żeby skończyła i wróciła do mnie. Nie mam odwagi jej przerywać, byłoby to niekulturalne, nie w moim stylu, ale nie chcę pogawędek, tylko terapii. Nie wiem w jakim kierunku to zmierza. Mimo wszystko całkiem dobrze czuję się w tym gabinecie i chcę jeszcze przekonać się, co przyszłość przyniesie. Nie chciałoby mi się otwierać po raz kolejny przy kolejnym i kolejnym terapeucie i szukać tego idealnego. W każdym zapewne coś by mi nie pasowało, a do niej nie mam rażących zastrzeżeń. I tak jak daliście mi do zrozumienia - pierwsze spotkania są zapoznawcze, dopiero później zaczyna się praca terapeutyczna. Umówiłam się więc na kolejną sesję. Dam temu szansę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W dniu 21.06.2026 o 22:17, bei napisał(a):

Ja ostatnio np. trochę bardziej polubiłam swojego psychiatrę. Ogólnie chodzenie do niego na trochę plusów, ale na pierwszej wizycie mnie strasznie zniechęcił do siebie. Mimo to postanowiłam dać temu szansę i na ostatniej wizycie trochę bardziej zyskał moja przychylność. 

 

Ja raczej zawsze lubię, ale wiem, że ma swoje dni, problemy, humory i bywa w nastroju "nieprzyjemnym". Wchodzę zwykle z uśmiechem, mówię o problemach i ewentualnie, co chciałabym, żeby mi zmieniła. I wtedy zaczynamy rozmawiać. Jest sztywno, ale już przywykłam, że takie dni się zdarzają. Ludzie w większości się jej boją, niektórzy lubią i szanują. Zdania podzielone, jednak ma taki vibe - konkretnej osoby. Pod koniec wizyty czasem zahaczam o jakiś luźniejszy temat i  chwilę rozmawiamy w lepszej atomsferze. Tego dnia miała zapisać mnie na badanie litu na kolejny dzień. Poszłam, zbadali mi i znaleźli, ze jednak mnie nie ma w systemie na badanie. Trzeba było iść do recepcji i prosić panią, żeby do niej poszła jak przyjdzie (później) i by to jakoś "zrobić", żeby mi zbadano na legalu. Dwa dni potem jest git, badanie ---> lipa, ale to mniejsza. No ona często zapomina się. Czasem w dwakowaniu w recepcie też. Potrafię to zrozumieć, bo jest szefową wszysytkiego i ma różne sprawy, niekoniecznie przyjemne, więc wybaczam. A szanuję, że się zawsze interesuje i bierze pod uwagę moje zdanie odnośnie jakichś leków, a nie jak kiedyś INNY psychiatra powiedział, że się wymądrzam, gdy powiedziałam mu, że mam derealizację. No hello, ludzie mają internet, więc mogą czerpać wiedzę. Pierwsza i ostatnia wizyta u tego gbura była. :D 

Siema, jestem dr House. Od jak dawna jesteś psychopatką? Nie jestem lekomanem. Walczę z bólem. Choć, kto wie? Może się mylę, bo jestem zbyt naćpany? Przywidziało mi się szaleństwo. Kiedy umierasz, wszyscy cię kochają! Człowiek jest najgorszym źródłem prawdy o sobieGdybyś leczył van Gogha, malowałby ściany w domach, zamiast gwiaździstego nieba. Ciekawi mnie twoje zaciekawienie.  Zwariowałeś. Jestem z ciebie dumny. Mogę być twoim zmyślonym przyjacielem?" ~ dr House

HughLaurie_Easy-Resize_com.jpg.ae74aa725f6cc8fc7de2265db04ec4ac.jpg 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 godziny temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Po raz kolejny przywoływała historie innych pacjentów i seriali.

Miałam taką lekarkę psychiatrę, która gadała o innych pacjentach. No niektóre hisotrie były ciekawe, ale... ona zapominałam w tym wszystkim o mnie. NIe mówiła o mnie, tylko o innych. Wtedy jeszcze byłam młoda bardzo, więc udawałam, że słucham. Ale jak poszłam do niej po latach niechodzenia do niej, to gdy DALEJ  gadała o innych (chyba jej sposób na wizytę), to ja się nie odzywałam. Byłam zażenowana, ale już nie udawałam, że jej słucham. Raczej dałam jej do myślenia, że jak ma tak gadać, to niech lepiej nic nie mówi i wypisuje jakąkolwiek receptę i elo. Najgorsza moja lekarka. Leczyła mnie od gimnazjum benzo i antydepresantem, twierdząc wtedy, że to dwubiegunówka. To są leki na ChAD? No chyba nie bardzo. Wtedy nic nie wiedziałam...

Siema, jestem dr House. Od jak dawna jesteś psychopatką? Nie jestem lekomanem. Walczę z bólem. Choć, kto wie? Może się mylę, bo jestem zbyt naćpany? Przywidziało mi się szaleństwo. Kiedy umierasz, wszyscy cię kochają! Człowiek jest najgorszym źródłem prawdy o sobieGdybyś leczył van Gogha, malowałby ściany w domach, zamiast gwiaździstego nieba. Ciekawi mnie twoje zaciekawienie.  Zwariowałeś. Jestem z ciebie dumny. Mogę być twoim zmyślonym przyjacielem?" ~ dr House

HughLaurie_Easy-Resize_com.jpg.ae74aa725f6cc8fc7de2265db04ec4ac.jpg 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

3 godziny temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Jestem po drugim spotkaniu z psychoterapeutką. Tym razem nie przygotowywałam się, nie miałam ze sobą notatek, nie planowałam co powiedzieć, jedynie próbowałam sobie przypomnieć, jak mi minął tydzień, ale długo myśleć nie musiałam. Dni mi się zlewają, bo nic nie robię, dalej tylko leżę, siedzę, coś pooglądam, coś poczytam, pogotuję i przejadę się do sklepu. Dalej nic mi nie sprawia radości, tylko zapełnia czas. Dalej nie widzę dla siebie przyszłości, dalej boję się o niej decydować i nawet nie chcę. Psychoterapeutka zanotowała moje poczucie pustki i braku sprawczości, notuje bez przerwy. Momentami wracałyśmy do dzieciństwa, ale skupiałyśmy się też na tu i teraz, na moich wybuchach, nieradzeniu sobie z napięciami psychicznymi. Miała kilka trafnych, dawno znanych mi, wniosków, ale zdarzało się również, że musiałam wyprowadzać ją z błędnego toru myślowego. Po raz kolejny przywoływała historie innych pacjentów i seriali. Zrozumiałam, że taki ma styl prowadzenia rozmowy, która dzięki temu cały czas się klei, ale potrafi za bardzo się rozgadywać, za wszelką cenę chce dokończyć te historie, swoje myśli i daje dużo szczegółów, które są zbędne i marnują mi czas, a więc i pieniądze. Znów parę razy się wyłączałam, raz nawet osunęłam się na fotelu, chcąc dać jej niewerbalnie znać, żeby skończyła i wróciła do mnie. Nie mam odwagi jej przerywać, byłoby to niekulturalne, nie w moim stylu, ale nie chcę pogawędek, tylko terapii. Nie wiem w jakim kierunku to zmierza. Mimo wszystko całkiem dobrze czuję się w tym gabinecie i chcę jeszcze przekonać się, co przyszłość przyniesie. Nie chciałoby mi się otwierać po raz kolejny przy kolejnym i kolejnym terapeucie i szukać tego idealnego. W każdym zapewne coś by mi nie pasowało, a do niej nie mam rażących zastrzeżeń. I tak jak daliście mi do zrozumienia - pierwsze spotkania są zapoznawcze, dopiero później zaczyna się praca terapeutyczna. Umówiłam się więc na kolejną sesję. Dam temu szansę.

Sposób bycia terapeutki - Może wytłumacz jej kulturalnie - tak kiedy skończy już swoją myśl, że szanujesz, słyszysz, może nawet rozumiesz ale zdarzają się jej wycieczki do nikąd co powoduje w Tobie napięcie, niechęć, poczucie straty czasu, whatever wpisz tu swoje. Lepiej ją z tym zderzyć niż np z nagła przestać do niej chodzić. Nie miej litości, wybrała sobie trudną pracę za którą dostaje dobre pieniądze. Chyba nie powinno być tak, że w tym miejscu napotykasz nowe trudności związane stricte z osobą terapeuty. To powinien być Twój czas.

 

Zlewające się dni - terapia to krok, a dni pomiędzy sesjami to już inna para kaloszy. Wiem, że chorując bywamy w kiepskiej formie i czasem potrzebujemy złapać oddech. Tylko niech to będzie etap, potrzebny i skończony. Na przykładzie dnia wczorajszego: nie jestem w dobrym stanie, często nie wiem co ze sobą zrobić, szukanie motywacji jest bezcelowe, po prostu podejmuje małe decyzję i się ich trzymam. Wczoraj był to spacer, wybrałem się w bliżej nieokreślonym kierunku, ostatnio często zaglądam do pobliskiego parku więc tam skręciłem. No i tak, pierwsza przyszła ulga, lekki chłód wywiany z pod drzew, schronie przed słońcem. W taki upalny dzień jak wczoraj miałem szczere poczucie spełnienia, że dotarłem do konkretnego, sensownego miejsca. Drugi był zając. Początkowo policzyłem ile ja tych leków zjadłem, czy nie zafundowałem sobie razy dwa:p Ale nie to był mały zajączek z białą dupcią i ogonkiem. Ze 20 metrów w głąb drzew jesze kilka i wyraźnie widoczny cud zajęczej inżynierii czyli dziura. Nie podchodziłem jakoś specjalnie blisko, żeby nie straszyć zwierząt, klapnąlem troszkę bliżej. Może z 10 metrów, po zającach było widać, że zaczynają się niepokoić i to była nasza granicą. Posiedziałem tam chwilę, w zasadzie to ciesząc się z cholera wie czego. A te zajączki to jak zobaczyły, że nie jestem głody i nie wykonuje gwałtownych ruchów to w moment były wszędzie dookoła. Później polazłem na ławkę. Rozwaliłem się po całej długości. Zauważyłem, że jestem dobrze wychowany bo buty jednak miałem w powietrzu x) napiłem się, zapaliłem papierosa, poszperałem za muzyką, popatrzyłem na aranżację alejki wokół. Już miałem się zbierać kiedy zagadnęła mnie jakaś laska, na oko rocznik 2023/24 😁 a rudy taki rozczochraniec w wielkich okularach. Rodzice coś tam ją strofowali ale takie miny, spojrzenia i uśmiechy trzaskała, że w moment wszyscy się żeśmy śmiali. Wróciłem do domu kilkukrotnie jeszcze uśmiechając się do swoich myśli. Czy zrobiłem coś co robią ludzie zdrowi? Czy lubię spacery? Czy lubię obserwować? Nawet nie wiem. Ale kiedy dzisiaj to piszę, cieszę się, że nie przewracałem się tamtego dnia w pościeli upoconej tym całym gównem które mnie zwykle trawi. Życie jest jakie jest. Ale często sobie nie pomagamy.

 

Nom nie tylko terapeutka lubi gadać i musi skończyć 😁

 

Tradycyjnie fajnie, że jesteś w ruchu, trzymam kciuki.

Every breath corrupts the line

Till there's nothing left

 

But time

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

12 godzin temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Jestem po drugim spotkaniu z psychoterapeutką. Tym razem nie przygotowywałam się, nie miałam ze sobą notatek, nie planowałam co powiedzieć, jedynie próbowałam sobie przypomnieć, jak mi minął tydzień, ale długo myśleć nie musiałam. Dni mi się zlewają, bo nic nie robię, dalej tylko leżę, siedzę, coś pooglądam, coś poczytam, pogotuję i przejadę się do sklepu. Dalej nic mi nie sprawia radości, tylko zapełnia czas. Dalej nie widzę dla siebie przyszłości, dalej boję się o niej decydować i nawet nie chcę. Psychoterapeutka zanotowała moje poczucie pustki i braku sprawczości, notuje bez przerwy. Momentami wracałyśmy do dzieciństwa, ale skupiałyśmy się też na tu i teraz, na moich wybuchach, nieradzeniu sobie z napięciami psychicznymi. Miała kilka trafnych, dawno znanych mi, wniosków, ale zdarzało się również, że musiałam wyprowadzać ją z błędnego toru myślowego. Po raz kolejny przywoływała historie innych pacjentów i seriali. Zrozumiałam, że taki ma styl prowadzenia rozmowy, która dzięki temu cały czas się klei, ale potrafi za bardzo się rozgadywać, za wszelką cenę chce dokończyć te historie, swoje myśli i daje dużo szczegółów, które są zbędne i marnują mi czas, a więc i pieniądze. Znów parę razy się wyłączałam, raz nawet osunęłam się na fotelu, chcąc dać jej niewerbalnie znać, żeby skończyła i wróciła do mnie. Nie mam odwagi jej przerywać, byłoby to niekulturalne, nie w moim stylu, ale nie chcę pogawędek, tylko terapii. Nie wiem w jakim kierunku to zmierza. Mimo wszystko całkiem dobrze czuję się w tym gabinecie i chcę jeszcze przekonać się, co przyszłość przyniesie. Nie chciałoby mi się otwierać po raz kolejny przy kolejnym i kolejnym terapeucie i szukać tego idealnego. W każdym zapewne coś by mi nie pasowało, a do niej nie mam rażących zastrzeżeń. I tak jak daliście mi do zrozumienia - pierwsze spotkania są zapoznawcze, dopiero później zaczyna się praca terapeutyczna. Umówiłam się więc na kolejną sesję. Dam temu szansę.

Też uważam, że dwa spotkania to za mało żeby jakieś sensowne wnioski wyciągnąć . Czasem ta „gadanina” której nie rozumiemy po co, po kiego grzyba i ogólnie: what? to właśnie jest terapia 😄

Edytowane przez brum.brum

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

21 minut temu, brum.brum napisał(a):

Znajomi, koledzy, koleżanki to bardzo ważny aspekt i ogromnie potrzebny dla dobrego funkcjonowania człowieka. 

A kto tak powiedział? :D 

Siema, jestem dr House. Od jak dawna jesteś psychopatką? Nie jestem lekomanem. Walczę z bólem. Choć, kto wie? Może się mylę, bo jestem zbyt naćpany? Przywidziało mi się szaleństwo. Kiedy umierasz, wszyscy cię kochają! Człowiek jest najgorszym źródłem prawdy o sobieGdybyś leczył van Gogha, malowałby ściany w domach, zamiast gwiaździstego nieba. Ciekawi mnie twoje zaciekawienie.  Zwariowałeś. Jestem z ciebie dumny. Mogę być twoim zmyślonym przyjacielem?" ~ dr House

HughLaurie_Easy-Resize_com.jpg.ae74aa725f6cc8fc7de2265db04ec4ac.jpg 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 minut temu, brum.brum napisał(a):

Nie rozumiem o co pytasz 

Kto powiedział, że znajomi to ważny aspekt w życiu?

Siema, jestem dr House. Od jak dawna jesteś psychopatką? Nie jestem lekomanem. Walczę z bólem. Choć, kto wie? Może się mylę, bo jestem zbyt naćpany? Przywidziało mi się szaleństwo. Kiedy umierasz, wszyscy cię kochają! Człowiek jest najgorszym źródłem prawdy o sobieGdybyś leczył van Gogha, malowałby ściany w domach, zamiast gwiaździstego nieba. Ciekawi mnie twoje zaciekawienie.  Zwariowałeś. Jestem z ciebie dumny. Mogę być twoim zmyślonym przyjacielem?" ~ dr House

HughLaurie_Easy-Resize_com.jpg.ae74aa725f6cc8fc7de2265db04ec4ac.jpg 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

44 minuty temu, brum.brum napisał(a):

Aha o to chodzi. A czy ja nie mogę mieć podobnego zdania?

Ciekawi mnie, co takiego ważnego jest w posiadaniu znajomych i kolegów. Są ludzie, którzy nie potrzebują do szczęścia znajomych z którymi powinni robić rzeczy i utrzymywać kontakt. Są tacy, wiesz? I mają się dobrze. Zatem ciekawi mnie Twoje zdanie, skąd ta wiedza, skąd tę wiedzę czerpiesz? Z własnego życia, czy jakiegoś filozofa. Rozwiń myśl...

Siema, jestem dr House. Od jak dawna jesteś psychopatką? Nie jestem lekomanem. Walczę z bólem. Choć, kto wie? Może się mylę, bo jestem zbyt naćpany? Przywidziało mi się szaleństwo. Kiedy umierasz, wszyscy cię kochają! Człowiek jest najgorszym źródłem prawdy o sobieGdybyś leczył van Gogha, malowałby ściany w domach, zamiast gwiaździstego nieba. Ciekawi mnie twoje zaciekawienie.  Zwariowałeś. Jestem z ciebie dumny. Mogę być twoim zmyślonym przyjacielem?" ~ dr House

HughLaurie_Easy-Resize_com.jpg.ae74aa725f6cc8fc7de2265db04ec4ac.jpg 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

9 godzin temu, Verinia napisał(a):

Ciekawi mnie, co takiego ważnego jest w posiadaniu znajomych i kolegów. Są ludzie, którzy nie potrzebują do szczęścia znajomych z którymi powinni robić rzeczy i utrzymywać kontakt. Są tacy, wiesz? I mają się dobrze. Zatem ciekawi mnie Twoje zdanie, skąd ta wiedza, skąd tę wiedzę czerpiesz? Z własnego życia, czy jakiegoś filozofa. Rozwiń myśl...

Przede wszystkim w własnego doświadczenia, z własnych przeżyć. Zauważyłem, że mając kilka lat wstecz, sporo znajomych całkowicie inaczej funkcjonowałem na codzień. Wewnętrznie byłem bardziej spokojny, zadowolony z życia. Relacje bardzo dużo wnosiły do mojego życia. 
Piszesz, że nie potrzebujesz do szczęścia innych ludzi - okej możesz tak mieć. Sam jestem introwertykiem i cenię sobie bycie samemu ze sobą. Ja mam troszeczkę inne zdanie na temat kolegów/znajomych i podobnie jak Tobie, jest mi z tym dobrze 🙂 ( tutaj powinienem wrzucić jakiś mądry cytat najlepiej z Junga czy Baumana, ale tego nie zrobię )

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

31 minut temu, Nie lubię świtu napisał(a):

I btw trochę słabo to wygląda, że Czarna Rzodkiew zakłada swój temat a Ty go przejmujesz^^ dziewczyna aktywnie i merytorycznie tu pisze, może pomyśl nad własnym tematem - zwłaszcza, że awersji do psychoterapii to Ty nie masz ;) pozdrawiam

Absolutnie mi to nie przeszkadza, wręcz nawet podnosi na duchu, bo mnie się nie zawsze chce udzielać w swoim własnym temacie, ale widząc, że jest aktywny, to czuję się w obowiązku kiedyś w końcu dodać swoje trzy grosze i jakieś tam odpowiedzi mi się kształtują w głowie, tylko czekają na odpowiedni czas. Cieszę się, że ktoś odnalazł na forum swoją przestrzeń dla siebie, dla mnie nie ma podziału na mój-czyjś temat.

 

Chciałabym się odnieść do wszystkiego, co tu napisaliście, i niebawem to zrobię, ale aktualnie jestem w kiepskim stanie, popijam SSRI piwem. Mam wrażenie, że te leki i tak na mnie w ogóle nie działają, bardzo źle znoszę tę pogodę, odliczam tylko godziny do końca dnia, naprawdę nie jestem w stanie nic zrobić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

14 minut temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Absolutnie mi to nie przeszkadza, wręcz nawet podnosi na duchu, bo mnie się nie zawsze chce udzielać w swoim własnym temacie, ale widząc, że jest aktywny, to czuję się w obowiązku kiedyś w końcu dodać swoje trzy grosze i jakieś tam odpowiedzi mi się kształtują w głowie, tylko czekają na odpowiedni czas. Cieszę się, że ktoś odnalazł na forum swoją przestrzeń dla siebie, dla mnie nie ma podziału na mój-czyjś temat.

 

Chciałabym się odnieść do wszystkiego, co tu napisaliście, i niebawem to zrobię, ale aktualnie jestem w kiepskim stanie, popijam SSRI piwem. Mam wrażenie, że te leki i tak na mnie w ogóle nie działają, bardzo źle znoszę tę pogodę, odliczam tylko godziny do końca dnia, naprawdę nie jestem w stanie nic zrobić.

Mnie się tam dziwnie zrobiło po przeczytaniu tematu od początku, stąd moja uwaga/sugestia cokolwiek, nie wyganiam jej

 

A co do leków SSRI to lączenie ich z alko dokładnie tak się kończy, no ale to oczywista oczywistość więc, endżoj

Every breath corrupts the line

Till there's nothing left

 

But time

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cały ten alkohol niczego wczoraj nie zmienił, picie jak picie, przy takiej pogodzie wypociłam piwo za piwem. Nic mi się w te dni nie chce, ale właściwie, to żadna nowość. Nie chcę jednak uciekać w używki, nawet przestałam palić papierosy, odkąd zaczęłam się leczyć. Kiedyś miałam problem z używkami, pomagały mi się odstresować, do czasu aż więcej szkód mi przynosiły. Powiedziałam o tym psychoterapeutce, to od razu zaznaczyła, że nie leczy uzależnień i jest to bariera, przez którą się nie przebije, jeżeli sama jej nie pokonam. Nawet polecała mi ośrodek leczenia uzależnień, zwłaszcza gdybym potrzebowała dłuższej przerwy od pracy, ale nie chcę przedłużać zwolnienia, wystarczająco się boję. Wierzę, że poradzę sobie sama, ale niestety, często ucinając jedno uzależnienie, wpadamy w kolejne, mechanizm jest ten sam, to odwracanie uwagi od swojej rzeczywistości. Leżę więc całymi dniami, oglądam i czytam treści nic niewnoszące do mojego życia, gram w mahjonga, zasypiam czasem z nudów, aby tylko szybciej minął dzień, albo jem z nudów i obserwuję tylko, jak przybieram na wadze i nic z tym nie robię, kiedy ja z przeszłości trzymająca się wagi zdzieliłabym siebie za to teraz. Spontanicznie czasem wyjdę do sklepu albo pojadę nad morze, jak ostatnio, ale wracam z powrotem do domu i ponownie dobija mnie bezsilność i brak chęci brania za stery. Mieszkam w paskudnym otoczeniu, którego nawet nie chce mi się sprzątać, a co dopiero zmieniać. Nie chce mi się niczego zmieniać. Nie wiem kompletnie, jak odnaleźć w sobie utraconą siłę. Kiedyś ją przecież miałam, ale przez tę pracę, stres, idące z nim używki oraz pewne zdarzenia wszystko się rozpadło. W dodatku tak bardzo nie podoba mi się obecny świat, że liczę tylko każdego dnia na to, by obudzić się w innym wymiarze. Za tydzień mam wizytę u psychiatry i zupełnie nie wiem co dalej, co mam zrobić, wciąż nie mam siły na nic i tak bardzo stresuję się pracą, a w żadnej innej siebie nie widzę, w tej również, mam wręcz syndrom oszusta, ale siedzenie dłużej w domu wcale mi nie pomoże. Prawie miesiąc minął, nawet nie wiem kiedy, i nic a nic się nie zmieniło. Chciałabym zniknąć z tej planety, nie podejmować żadnych działań, tylko rozpaść się na cząsteczki.

 

Co do koleżanek i kolegów, nie mam żadnych, odcięłam się od każdego po skończeniu edukacji, czyli wspólnym gruncie, po czym odetchnęłam z wielką ulgą. W końcu nie miałam obowiązku nikomu odpisywać. Jak ja tego nie znosiłam! Ale zawsze gdzieś tam głęboko we mnie była potrzeba odnalezienia podobnych mi osób i przyjaźni aż po grób. Psychoterapeutka słysząc to, potwierdziła tylko, że jest we mnie mnóstwo sprzeczności. Nie tylko w tym obszarze. Dzisiaj śniły mi się koleżanki z klasy z gimnazjum. W końcu miałam jakiś normalny sen, pomimo tych leków, może dzięki alkoholowi. Rozmawiałyśmy o swoim obecnym życiu, jak skończyłyśmy. Wszystkie odniosły sukcesy, były kierowniczkami, menagerami, a ja jedyna powiedziałam, że praca posłała mnie do psychiatry, biorę leki i chodzę na terapię, czemu całe życie byłam przeciwna. Mówiłam to przez łzy z uśmiechem na twarzy, tak jak zwykle, jakby wszystko było mi już jedno, a jednak boli.

 

Niedługo czeka mnie kolejna sesja, tak szybko mi czas mija. Mam wrażenie, jakbym terapię rozpoczęła dopiero wczoraj. Myślę też, że będzie to decydujące spotkanie. Chcę zapytać o plany, kierunek działania, w jaki sposób zamierza ze mną pracować, bo chyba nie będziemy co spotkanie gadać o przeszłości, serialach i innych pacjentach? Mówiła poprzednio, że będziemy pracować nad moją sprawczością, na co liczę. Nie chcę być tym, kim jestem, ale też nie mam obrazu tego, kim mogłabym być. Nie chcę niczego i obawiam się, że ani terapia ani leki nie pomogą mi tego zmienić. Czas pokaże.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Cały ten alkohol niczego wczoraj nie zmienił, picie jak picie, przy takiej pogodzie wypociłam piwo za piwem. Nic mi się w te dni nie chce, ale właściwie, to żadna nowość. Nie chcę jednak uciekać w używki, nawet przestałam palić papierosy, odkąd zaczęłam się leczyć. Kiedyś miałam problem z używkami, pomagały mi się odstresować, do czasu aż więcej szkód mi przynosiły. Powiedziałam o tym psychoterapeutce, to od razu zaznaczyła, że nie leczy uzależnień i jest to bariera, przez którą się nie przebije, jeżeli sama jej nie pokonam. Nawet polecała mi ośrodek leczenia uzależnień, zwłaszcza gdybym potrzebowała dłuższej przerwy od pracy, ale nie chcę przedłużać zwolnienia, wystarczająco się boję. Wierzę, że poradzę sobie sama, ale niestety, często ucinając jedno uzależnienie, wpadamy w kolejne, mechanizm jest ten sam, to odwracanie uwagi od swojej rzeczywistości. Leżę więc całymi dniami, oglądam i czytam treści nic niewnoszące do mojego życia, gram w mahjonga, zasypiam czasem z nudów, aby tylko szybciej minął dzień, albo jem z nudów i obserwuję tylko, jak przybieram na wadze i nic z tym nie robię, kiedy ja z przeszłości trzymająca się wagi zdzieliłabym siebie za to teraz. Spontanicznie czasem wyjdę do sklepu albo pojadę nad morze, jak ostatnio, ale wracam z powrotem do domu i ponownie dobija mnie bezsilność i brak chęci brania za stery. Mieszkam w paskudnym otoczeniu, którego nawet nie chce mi się sprzątać, a co dopiero zmieniać. Nie chce mi się niczego zmieniać. Nie wiem kompletnie, jak odnaleźć w sobie utraconą siłę. Kiedyś ją przecież miałam, ale przez tę pracę, stres, idące z nim używki oraz pewne zdarzenia wszystko się rozpadło. W dodatku tak bardzo nie podoba mi się obecny świat, że liczę tylko każdego dnia na to, by obudzić się w innym wymiarze. Za tydzień mam wizytę u psychiatry i zupełnie nie wiem co dalej, co mam zrobić, wciąż nie mam siły na nic i tak bardzo stresuję się pracą, a w żadnej innej siebie nie widzę, w tej również, mam wręcz syndrom oszusta, ale siedzenie dłużej w domu wcale mi nie pomoże. Prawie miesiąc minął, nawet nie wiem kiedy, i nic a nic się nie zmieniło. Chciałabym zniknąć z tej planety, nie podejmować żadnych działań, tylko rozpaść się na cząsteczki.

 

Co do koleżanek i kolegów, nie mam żadnych, odcięłam się od każdego po skończeniu edukacji, czyli wspólnym gruncie, po czym odetchnęłam z wielką ulgą. W końcu nie miałam obowiązku nikomu odpisywać. Jak ja tego nie znosiłam! Ale zawsze gdzieś tam głęboko we mnie była potrzeba odnalezienia podobnych mi osób i przyjaźni aż po grób. Psychoterapeutka słysząc to, potwierdziła tylko, że jest we mnie mnóstwo sprzeczności. Nie tylko w tym obszarze. Dzisiaj śniły mi się koleżanki z klasy z gimnazjum. W końcu miałam jakiś normalny sen, pomimo tych leków, może dzięki alkoholowi. Rozmawiałyśmy o swoim obecnym życiu, jak skończyłyśmy. Wszystkie odniosły sukcesy, były kierowniczkami, menagerami, a ja jedyna powiedziałam, że praca posłała mnie do psychiatry, biorę leki i chodzę na terapię, czemu całe życie byłam przeciwna. Mówiłam to przez łzy z uśmiechem na twarzy, tak jak zwykle, jakby wszystko było mi już jedno, a jednak boli.

 

Niedługo czeka mnie kolejna sesja, tak szybko mi czas mija. Mam wrażenie, jakbym terapię rozpoczęła dopiero wczoraj. Myślę też, że będzie to decydujące spotkanie. Chcę zapytać o plany, kierunek działania, w jaki sposób zamierza ze mną pracować, bo chyba nie będziemy co spotkanie gadać o przeszłości, serialach i innych pacjentach? Mówiła poprzednio, że będziemy pracować nad moją sprawczością, na co liczę. Nie chcę być tym, kim jestem, ale też nie mam obrazu tego, kim mogłabym być. Nie chcę niczego i obawiam się, że ani terapia ani leki nie pomogą mi tego zmienić. Czas pokaże.

To nie brzmi jak lenistwo, słabość czy głupota, raczej jak realny kryzys i głębokie wyczerpanie. I w takim stanie chyba nie chodzi o to, żeby od razu naprawić całe życie, pracę, mieszkanie, relacje, ciało i przyszłość. To byłoby za duże. Chodzi o złapanie choćby małej stabilizacji, jednego małego elementu dnia, jednej rzeczy, która nie pogłębia Twojego stanu, jednego minimalnego ruchu w stronę na zasadzie "jeszcze rzodkiew nie zginęła". Reszta może przyjść później i raczej przyjdzie.

Every breath corrupts the line

Till there's nothing left

 

But time

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rzodkiew już dawno zginęła. Nie wiem co by mogło być tym jednym małym elementem dnia budującym moją tożsamość od nowa. Wiem tylko tyle, że nic się samo nie zmieni i w końcu muszę wyjść z błędnego koła. Tylko jest to trudne, kiedy jest się pustym w środku. Postaram się dzisiaj czegoś złapać i nie będzie to telefon, już mi się udało wygrzebać z łóżka, a normalnie bym jeszcze leżała i leżała. Ale i tak czuję się do kitu, mam już myśli rezygnacyjne. Przynajmniej się trochę ochłodziło na dworze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzisiaj terapia. Czuję się dzisiaj wyjątkowo strasznie. Mam ochotę krzyczeć, wyć, uciekać, ale nie mogę, wszystko jest we mnie zamknięte i nie może się wydostać. Znowu wszystko mi się przypomniało, wszystko do mnie wróciło. Wiedziałam, że tak się stanie, czułam to już wczoraj, będąc u rodziców. Nie mogę odeprzeć wrażenia, że to już nie są oni. To nie są ci sami rodzice. To nie jest to samo życie. Jest mi wstyd, że nie zdążyłam wykasować niektórych swoich zdjęć, okrutnych słów zapisanych, nie zdążyłam poprawić testamentu i tylu rzeczom zapobiec. Czuję napięcie w ciele na myśl o tym, co tam się dzieje. Widzę trumnę w swojej głowie, wkurzoną na mnie siostrę, która zrezygnowała ze swojej szansy życiowej, którą w tej linii życia realizuje, widzę, jak przeglądają moje prywatne rzeczy i zawodzą się raz po razie, zdając sobie sprawę, jak błędne mieli o mnie wyobrażenie. Ciągnie mnie znów do samounicestwienia, chcę to wszystko zakończyć. Nie wiem, jak potoczy się dzisiejsze spotkanie. Psychoterapeutka mniej więcej wie o tym wydarzeniu, ale nie zdaje sobie sprawy, jak wielką mi wyrządziło rysę na psychice. Nie zdołam jej tego dokładnie przedstawić. Uzna mnie za czuba. Tak jak uznaje każdego swojego pacjenta. Bo kto normalny płaci za takie gadanie. Myślę, że korzystniejsza byłaby rozmowa z teoretykiem kwantowym lub szamanem porozumiewającym się myślami i energią, aniżeli ograniczonymi słowami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×