Skocz do zawartości
Nerwica.com

Awersja do psychoterapii. Jak się przełamać?


czarna rzodkiew

Rekomendowane odpowiedzi

Naprawdę nie wiem jak się przełamać, całe życie byłam przeciwko psychoterapii, nie wierzę, że miałoby mi to pomóc. Tak naprawdę jedyną motywacją do podjęcia się terapii jest zalecenie psychiatry, który na pewno będzie się mnie o to pytał na następnej wizycie, a także silny stres wywołany pracą, który może się powtórzyć. Zmagam się też z szeregiem innych problemów od zawsze, ale pewne rzeczy są nieuleczalne. Nie wiem nawet od czego miałabym zacząć, kiedy całe życie wolałam trzymać to wszystko w sobie i tak wolę, a nie chcę też skupiać się wyłącznie na stresie, bo tu wiem co należy zrobić - wyeliminować czynnik stresogenny, czyli w moim przypadku zmienić pracę, choć i z tym mam duży opór, ale po ostatnich wydarzeniach nie pozostaje mi nic innego, nie chcę dostać zawału. Od kilku dni patrzę się na profile psychoterapeutów w okolicy i żaden mnie do siebie nie przekonuje, do tego dosłownie każdy ma nieskazitelną opinię i ocenę 5 gwiazdek, co wzbudza moje podejrzenia. Miałam nadzieję, że chociaż przepisana pregabalina mi w tym pomoże, ale jest lipa, mam wielki opór psychiczny, lęki nie ustąpiły. Czy ktoś miał podobnie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To nie Ty masz wiedzieć jak prowadzić psychoterapię - tylko tetapeuta 🙂

Szukaj terapeuty certyfikowanego w konkretnym nurcie - przy zaburzeniach lękowych zwykle (choć nie zawsze) stosuje się terapię begawioralno- poznawczą - może zobacz terapeutów (nie psychologów) w tym nurcie ? 

 

Kolejna sprawa -  nie spodziewaj się, że terapeuta powie ci co robić - i nagle twoje problemy ustąpią - terapia wymaga dużo zaangażowania i pracy nad sobą, głównie w czasie poza sesją. Nie spodziewaj się efektów po miesiącu czy dwóch. Żeby proces terapwutyczny był trwały trzeba czasu, często pierwsze efekty są widoczne dopiero po pół roku.  Spodziewaj się poryszania trudnych dla ciebie tematów i wychodzenia ze strefy komfortu - tak ma być. Popatrz na to jak na ranę, która się paprze -trzeba otworzyć, wyczyścić, porządnie zszyć - a to wszystko będzie twoja zasługa. 

 

Z terapeutą musi coś kliknąć - trzeba czuć się komfortowo, czasami potrzeba kilku sesji a czasami już od pierwszej wiesz, że to nie to. Masz wybór - zawsze można znienić tetapeutę lub zrezygnować. 

 

Zrób pierwszy krok, później będzie łatwiej 🙂

Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ze swojej strony polecam terapię. Jeśli zadziała i poczujesz, że to Ty i jest ok, super - jeżeli nie to będzie szczególne doświadczenie w życiu. Jak pisała osoba wyżej, nie każdy terapeuta musi Ci pasować to raz a dwa to on jest w pracy a Ty na terapii, więc nie wymagają od siebie przynajmniej na starcie, po prostu spróbuj. Moja własna terapia była pozbawiona jakichś momentów olśnienia, natomiast od lat dowiaduje się o sobie ciekawych rzeczy na podstawie tego co zaszło w jej trakcie. Nie wiem jaką jesteś osobą, przykładowo u mnie musiało zaskoczyć "ja chcę" i gdyby ktoś mnie zmuszał to pewnie nic by z tego nie wyszło, powodzenia w pracy ze sobą ;)

Edytowane przez Nie lubię świtu

Every breath corrupts the line

Till there's nothing left

 

But time

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja się od początku kierowałam zaleceniem psychiatry. Na pierwszej wizycie dostałam skierowanie na terapię. Jak przeszłam pierwszą indywidualną (pewnie ok 1,5 roku-2 lata to od razu mi zaproponowano terapię grupową itd. ). Dużo zawdzięczam terapii, większe rozumienie siebie, innych, psychoedukację. Będę się zapisywać na kolejną... . 

 

Bywa różnie. Nie tak dawno czekałam w recepcji na terapię i z gabinetu wyszła inna osoba. Powiedziała, że nie chce mieć terapii z moim terapeutą, że z nim to nie za bardzo, że chce kogoś innego. Tak bywa, a ja nie mam nic przeciwko, żeby znowu do  niego trafić. Miałam z nim 2 terapie na NFZ w odstępie jakiś 10 lat. A jakoś super zadowolona nie byłam jak mi zaproponowano tą drugą z nim, a teraz nawet bym chciała kolejną. Z czasem w terapii następuje zmiana. Wszystko tak naprawdę w wolności. 

 

Według mnie przynajmniej warto spróbować w takim czy innym nurcie, z kobietą z mężczyzną no jak tam czujesz. A odczucia mogą się zmienić. Ja za pierwszym razem nie chciałam mieć z mężczyzną, a w sumie można powiedzieć,  że taką pierwszą dłuższą miałam.

 

Ludzie mają różne uprzedzenia. Jak chodzi o kasę to są terapie na NFZ. Pewnie trzeba na nie poczekać, ale czas i tak upłynie.

Edytowane przez bei

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie nikt nigdy nie kierował na terapię, a raczej odradzał. Byłam na "terpii" około 2 lata. Mówi "terapia", bo nią nie była. Okazało się, że była to pani psycholog, które jescze bezczelnie mówiła, że nurt jakim się zajmujje jest EKLEKTYCZNY!!! Ja młoda byłam, nie znałam się za bardzo, więć jej wierzyłam. Po dwóch latach sama zrezygnowałam. Poszłam tam i powiedziałam, że kończę to.

 

Potem posprawdzałam dokładnie i okazało się (dla mnie wtedy), że istnieje wielka różnica między psychoterpeutą, a psychologiem. ALe kuźwa trzymać kogoś dobre dwa lata na czymś, co nie jest terapią, tylko paplaniną?

 

Mój psychiatra, ordynator szpitalia, jak usłyszł jej nazwisko i że do niej chodził - zrobił dziwną minę. Powiedział,że pracowała jakiś czas w szpitalu jako właśnie psycholog. I szybko została z niego ewakuowana. Mówił oo niej - bardzo sztucznam, nienaturalna - pewnie sama terapii potrzebuje.

 

Wyrzucone pieniądze, stracony czas, dziwne rozmowy - takie właśnie nienaturalne, bez głębi, treści - czegokolwiek.

 

I teraz jestem uprzedzona. W moim mieście nie ma wiele terapeutów do wyboru, a ci, u których byłam, no... nie moje klimaty. Chociaż ciekawie wspominam osobę prowadzącą u mnie terapię psychodynamiczną. Jednak też nie cułam, e jest to ktoś, kto mi pomoże.

Siema, jestem dr House. Od jak dawna jesteś psychopatką? Nie jestem lekomanem. Walczę z bólem. Choć, kto wie? Może się mylę, bo jestem zbyt naćpany? Przywidziało mi się szaleństwo. Kiedy umierasz, wszyscy cię kochają! Człowiek jest najgorszym źródłem prawdy o sobieGdybyś leczył van Gogha, malowałby ściany w domach, zamiast gwiaździstego nieba. Ciekawi mnie twoje zaciekawienie.  Zwariowałeś. Jestem z ciebie dumny. Mogę być twoim zmyślonym przyjacielem?" ~ dr House

HughLaurie_Easy-Resize_com.jpg.ae74aa725f6cc8fc7de2265db04ec4ac.jpg 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Napisałam  meila do psychoyerapeuty, który zebrał najwięcej bardzo dobrych ocen. Widzę, że zajmuje się problemami z jakimi się mierzę. Jest dodatkowo psychiatrą 😄 Tylko, że... byłam niego. Może źle go oceniłam. Różnie reaguję na pewne sytuacje. Dwa spotkania, to pewnie za mało na osąd. Na kolejne nie przyszedł i nie dał znać, bo nie zapisał numeeu. I ciągle mówił na mnie Agnieszka. Może to taki chwyt, by sprawdzić jak na to zareaguje. Może. A może zwykła pomyłka. Chcę spróbwać. Zwlaszcza, że to facet a faceci wydają aie bardziej konkretni. I zawsze chciałam terapię u mężczyzny. 

Siema, jestem dr House. Od jak dawna jesteś psychopatką? Nie jestem lekomanem. Walczę z bólem. Choć, kto wie? Może się mylę, bo jestem zbyt naćpany? Przywidziało mi się szaleństwo. Kiedy umierasz, wszyscy cię kochają! Człowiek jest najgorszym źródłem prawdy o sobieGdybyś leczył van Gogha, malowałby ściany w domach, zamiast gwiaździstego nieba. Ciekawi mnie twoje zaciekawienie.  Zwariowałeś. Jestem z ciebie dumny. Mogę być twoim zmyślonym przyjacielem?" ~ dr House

HughLaurie_Easy-Resize_com.jpg.ae74aa725f6cc8fc7de2265db04ec4ac.jpg 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

7 godzin temu, Verinia napisał(a):

Napisałam  meila do psychoyerapeuty, który zebrał najwięcej bardzo dobrych ocen. Widzę, że zajmuje się problemami z jakimi się mierzę. Jest dodatkowo psychiatrą 😄 Tylko, że... byłam niego. Może źle go oceniłam. Różnie reaguję na pewne sytuacje. Dwa spotkania, to pewnie za mało na osąd. Na kolejne nie przyszedł i nie dał znać, bo nie zapisał numeeu. I ciągle mówił na mnie Agnieszka. Może to taki chwyt, by sprawdzić jak na to zareaguje. Może. A może zwykła pomyłka. Chcę spróbwać. Zwlaszcza, że to facet a faceci wydają aie bardziej konkretni. I zawsze chciałam terapię u mężczyzny. 

Ja na pewno nie wróciłabym do kogoś, kto nie jest mnie w stanie poinformować o zakończeniu spotkań, a na samych spotkaniach nie był w stanie zapamiętać mojego imienia. To raczej nie jest żaden "chwyt" a po prostu zwykłe niedbalstwo.

 

Ja na terapii łącznie byłam 4 czy też 5 lat (nie pamiętam dokładnie roku, w którym zaczęłam na nią uczęszczać). Dużo się przez ten czas działo, było wiele kryzysów, które jakoś udało się przetrwać. Sama terapia dała mi naprawdę dużo. Pozwoliła zrozumieć pewne mechanizmy, które u mnie się pojawiały. Pozwoliła inaczej popatrzeć na świat. I choć zmiany nie były łatwe, a sama terapia często powodowała gorsze samopoczucie, to jednak była tego warta. Mogę a czystym sumieniem powiedzieć- polecam. Dała mi ona też różne narzędzia, którymi mogę sobie pomóc teraz, już po zakończeniu.

 

Co do znalezienia terapeuty- warto się skupić na tym, w jakim nurcie przyjmuje. Dowiedzieć się jaki nurt najlepiej będzie pasował pod Twoje problemy/zaburzenia. Przygotować się na to, że przez pewien czas, przy omawianiu trudnych kwestii możesz czuć się po prostu gorzej. A jeśli chodzi o prowadzenie terapii- tak, jak już wyżej napisano- to terapeuta jest od tego. A na pewno na samym początku powinien Cię przeprowadzić przez to jak to wszystko wygląda, jakie są zasady, etc. Także- powodzenia!

"Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica,
Za którą się uśmiech pogodny zaczyna,
I mija tak człowiek, i już zapomina,
O co miał walczyć i po co."

 

Walc, Czesław Miłosz

 

Как страшно жизнь.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 godzin temu, Kryształ40 napisał(a):

Opowiem o początkach swojej terapii. Wychodzę z niej i czuję się jakbym pracowała w kopalni. Chce mi się płakać, czuję się wyczerpana, zmęczona i nie mam chęci ani ochoty na nic. Najpierw zaczęło się omawianie mojego dzieciństwa- w wieku 9 lat mój ojczym mnie dotknął- kiedyś to był dla mnie wstyd, dzisiaj już mówię o tym otwarcie, to nie moja wina. W dorosłym życiu miałam przez to problemy ze współżyciem, ale udało się wszystko rozwiązać. Mam córkę, która mieszka z tatą. Dlaczego? Przegrałam sprawę w Sądzie. Córka ma dobrego ojca. Wiem, że się nią dobrze opiekuje i nigdy jej niczego nie zabraknie. Widujemy się kiedy chcemy i jak długo. Tata mojej córki nie robi z tego tytułu żadnego problemu. Kolejny mój błąd to okłamywanie mężczyzny, że pracowałam. Prawda jest taka, że nie mogłam przez nerwicę rok czasu pracować. Mogłam powiedzieć prawdę, a nie perfidnie kłamać. Dlaczego tak? Czułam się gorsza, że może mnie nie doceni, że mnie nie zechce, że uzna za nieroba itp. Na tym nie koniec. Starałam się bardzo zrozumieć jego zaburzenie, ale najwyraźniej nie wszystko rozumiałam jak należy. Wiem, że w przypływie gniewu, frustracji itp.nie powinien nazywać mnie głupią babą, że mam się puknąć w łeb, że mam zryty łeb itp. Tylko, że może on tak bardzo starał się pokazać co przechodzi, jak sobie nie radzi i czego ja nie rozumiem. Na terapii omawiamy też kwestię narcyzmu- po wnikliwej obserwacji, rozmowach itp. wyszło, że nie jestem narcyzem. Problem tkwi gdzieś indziej. To, że się często ostatnio kłóciłam z mężczyzną... Dlaczego? Dlatego, że pragnęłam i pragnę poczucia bezpieczeństwa i prawdziwej miłości. Za co powinnam przeprosić? Za to, że nie słuchałam jak należy, za to, że on się starał, a ja? Bałam i boję się odrzucenia. Dlaczego? ponieważ w dzieciństwie zabrakło mojego ojca, który zmarł na raka i nie miałam prawdziwego wzorca. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie. Teraz już wiem skąd bierze się u mnie ten mechanizm. Nie mam możliwości żeby jego przeprosić i wytłumaczyć o co chodzi i dlaczego tak mam. Czy czuję się gorsza od innych? Tak. Czy czuję, że nie jestem wystarczająca? Tak. Czego się uczę? Przyznawać szczerze do swoich błędów. Nie myślałam, że terapia może tak zacząć zmieniać człowieka. Leżę w łóżku i lecą mi łzy bo jeszcze wiele przede mną żeby przyznać jak bardzo mam dużo błędów. To jest chol...ernie ciężkie, ale potrzebne. Słowo PRZEPRASZAM ma być szczere i wiązać się z czynami i poprawą samej siebie. Wylewam to na papier żeby nie trzymać tego w sobie. Nie bójcie się terapii. Ona jest po to żeby zmienić wiele w życiu, żeby zrozumieć i odnaleźć siebie. Wierzę w to, że odnajdę dawną siebie- kobietę, która zazna w życiu spokoju, szczęścia, miłości i przede wszystkim zrozumienia potrzeb drugiego człowieka. Czego oczekuję? Raczej niczego. Chciałam tylko podzielić się moją drogą związaną z terapią. Przyjmę każdą krytykę. Życzę Wam powodzenia na terapii. Trzymajcie się bo wiem jakie to bardzo trudne.  

Twoje życie kiedys to duże obciążenie:( dobrze że terapia ci pomogła. Jakie masz diagnozy mogę spytać? W sensie ciekawi mnie jak taka ciężka przeszłość na tobie się odbiła. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

8 godzin temu, Kryształ40 napisał(a):

Ja się bałam nawet umieścić tampon w pochwie.

Ja się bardzo tego boje. Jak próbowałam pierwszy raz w wannie to dostałam drgawek i bałam się, że zemdleje. Jak udało mi się go włożyć na leżąco to zajęło mi to prawie godzinę. Teraz boje się nawet próbować, używam tylko podpasek.

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 godzinę temu, bei napisał(a):

Ja się bardzo tego boje. Jak próbowałam pierwszy raz w wannie to dostałam drgawek i bałam się, że zemdleje. Jak udało mi się go włożyć na leżąco to zajęło mi to prawie godzinę. Teraz boje się nawet próbować, używam tylko podpasek.

Za 1 razem można się bać, ale potem już nie powinno. A czego się boisz, że nie wyjmiesz? A może to przez to że dziewicą jesteś? 🤔 1 raz też się bałam, ale fajnie by było jakbyś się przemogla bo tampony ułatwiają życie jednak. Tylko drogie cholerstwo xd

Generalnie jak 2 próby miałaś to mało. Za szybko się poddalas;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 minuty temu, Dalila_ napisał(a):

Za 1 razem można się bać, ale potem już nie powinno. A czego się boisz, że nie wyjmiesz? A może to przez to że dziewicą jesteś? 🤔 1 raz też się bałam, ale fajnie by było jakbyś się przemogla bo tampony ułatwiają życie jednak. Tylko drogie cholerstwo xd

Generalnie jak 2 próby miałaś to mało. Za szybko się poddalas;)

No i na początek pomóc mogą tampony z aplikatorem 🙂
Ale jak się ktoś spina to będzie to bolało, bo głowa działa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, Noire Panthere napisał(a):

No i na początek pomóc mogą tampony z aplikatorem 🙂
Ale jak się ktoś spina to będzie to bolało, bo głowa działa.

Nie polecam aplikatora akurat ja. Niepotrzebne zamieszanie, ale może komuś 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

10 minut temu, Dalila_ napisał(a):

Nie polecam aplikatora akurat ja. Niepotrzebne zamieszanie, ale może komuś 

No ja też nie używam, ale podpowiadam tylko że taka opcja istnieje. No i zacząć od mniejszego rozmiaru tamponu, jak ktoś zakłada pierwszy raz i zaczyna od maxi to na 99% będzie go bolało i się zniechęci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

50 minut temu, Kryształ40 napisał(a):

U mnie to wynikało z problemów związanych z tym co się wydarzyło w dzieciństwie. Spróbuj położyć się na łóżku i powoli wsuwać tampon. Możesz czuć strach 99 razy, a za setnym Ci się uda. Też się bardzo bałam. Pomagała mi właśnie taka technika i mój były partner. On tego nie wyśmiewał, rozumiał.  

Akurat leżenie płasko sprawi że ból przy aplikacji tampona będzie większy, wynika to z tego jak się układa wejście do dróg rodnych w takiej pozycji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

11 godzin temu, Dalila_ napisał(a):

Za 1 razem można się bać, ale potem już nie powinno. A czego się boisz, że nie wyjmiesz? 

Nie tego, łatwo wyjęłam jak nasiąknął. Boje się wkladania.

 

11 godzin temu, Dalila_ napisał(a):

A może to przez to że dziewicą jesteś?

Może.

11 godzin temu, Dalila_ napisał(a):

1 raz też się bałam, ale fajnie by było jakbyś się przemogla bo tampony ułatwiają życie jednak

Wiadomo. Wtedy włożyłam bo szłam na zajęcia na basenie, tylko że przez to że

tyle mi to zajęło musiałam pójść na późniejszą grupę.

 

11 godzin temu, Noire Panthere napisał(a):

No i na początek pomóc mogą tampony z aplikatorem 🙂
Ale jak się ktoś spina to będzie to bolało, bo głowa działa.

Przyniosła mi kiedyś takie osoba z terapii grupowej. Nie włożyłam tego, za duży był, ja z takim malutkim miałam problem.

2 godziny temu, Kryształ40 napisał(a):

Ja miałam takie zalecenia od ginekologa w momencie stresu. To pozwalało miednicy się rozluźnić i ułatwiało mi aplikację. Może oczywiście nie na każdą kobietę to działać- leżenie na plecach, zgięte kolana i rozszerzone nogi. 

No mi też właśnie najłatwiej sobie wyobrazić na leżąco, zaraz po myciu. Tak na stojąco w toalecie to ja sobie za bardzo nie wyobrażam, jeszcze np. w pracy. Bakterii fobia by mnie pewnie pokonała.

10 godzin temu, Kryształ40 napisał(a):

 Możesz czuć strach 99 razy, a za setnym Ci się uda.

Nie wiem czy jestem gotowa na 100 prób, raczej nie. W sumie mogłabym próbować przy każdej miesiące przynajmniej raz. Nawet teraz jestem w trakcie, a tampony też mam, one się chyba nie przeterminowują.

 

 

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję wszystkim za komentarze i podzielenie się swoją historią. Dały mi wiele do myślenia.

 

Po kilku dniach bezczynnego leżenia w łóżku w końcu się przełamałam i postanowiłam, że muszę przynajmniej spróbować. Oceniając wyłącznie po profilach na znanym portalu, z całej puli specjalistów w mojej okolicy tylko dwóch przypadło mi do gustu. Jeden w nurcie CBT - ten nurt został mi zlecony przez psychiatrę, drugi z podejściem integracyjnym, którego finalnie wybrałam ze względu na wolne terminy w przeciwieństwie do pierwszego. Obie kobiety. No i cóż… Nie wiedziałam czego się spodziewać, przygotowałam sobie mniej więcej co powiedzieć, miałam zapisane notatki, żeby się nie pogubić, ale z nich nie skorzystałam na wizycie. Dano mi do zrozumienia, że lepszy jest chaos myślowy. Korzystając więc z pełnej godziny opowiedziałam bardzo dużo rzeczy, trochę przy tym płacząc na początku, może ze stresu, może z przypomnienia sobie pewnych wydarzeń, jako że na co dzień duszę wszystko w sobie i nie konfrontuję się z własną głową, tylko wiecznie się rozpraszam - oglądaniem filmów, scrollowaniem. Miałam nadzieję na dużo wnikliwych pytań, a dostałam tezy i porównania do postaci fikcyjnych, życia jej i pacjentów, na których się wyłączałam. Nie podobało mi się to. Czułam, że znowu nie jestem sobą, pomimo tego, jak się otworzyłam, czułam, że mam maskę na sobie. Gotowały się we mnie myśli, że to głupie, co robię, że to wszystko jest nierealne, że siedzi sobie starsza pani przede mną i odpowiada mi w taki sposób, w jaki ja odpowiadałam innym w kryzysie psychicznym, mając 14 lat. O stresie w pracy praktycznie nie było rozmowy, raz powiedziała, że nie zawsze dobrze jest zmienić pracę, a gdy dodałam więcej kontekstu, to powiedziała, że jednak lepiej zmienić. Wspominała o zapisywaniu myśli w dzienniku, metodzie starej jak świat, którą praktykowałam w przeszłości jako formę autoterapii i to mi faktycznie pomagało, ale od kilku lat nie jestem w stanie do tego wrócić, chyba mi nie uwierzyła, że naprawdę ogarnia mnie bezsilność, że stres i wypalenie zawodowe pogłębiły moje problemy. A ona na następnej wizycie chce wracać do dzieciństwa, które mam już dawno przepracowane, zamknięte i zapomniane. Jedyną nierozwiązaną zagadką jest palące się we mnie uczucie nienawiści do wszystkich i wszystkiego odkąd pamiętam, ale nawet jeśli winni temu byli moi rodzice i otoczenie, to już dawno im wybaczyłam i nie ma do czego wracać. I mam teraz dylemat czy zapisywać się na drugą wizytę czy sobie odpuścić. Nie bardzo chce mi się szukać kogoś innego, przeszło mi nawet przez myśl, że może wyolbrzymiam, ale jednak nawet psychiatra mi powiedział, że już dawno nie miał tak roztrzęsionego pacjenta jak ja, a potem psychoterapeutka też potwierdziła, że miałam objawy ekstremalnego stresu zagrażające życiu. Myślę, że otworzyłam za dużo wątków na pierwszym spotkaniu, nie chciałam jednak zmarnować pieniędzy i żałować, że o czymś nie powiedziałam. Wyszłam z gabinetu bez emocji, jakbym wyszła ze sklepu. Mam dużą samoświadomość, wiem z czego wynikają moje zachowania, niczego nowego się nie dowiedziałam i pewnie nie dowiem, nawet w przypadku tego stresu domyślam się, jakie czynniki zagrały tu rolę. Może zapiszę się na drugą wizytę dla zasady, ale nie spodziewam się przełomu. Jest mi teraz bardziej wszystko jedno niż przedtem i wciąż czuję niechęć do psychoterapeutów, nawet jeśli pani była sympatyczna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Korzystając więc z pełnej godziny opowiedziałam bardzo dużo rzeczy, trochę przy tym płacząc na początku, może ze stresu, może z przypomnienia sobie pewnych wydarzeń, jako że na co dzień duszę wszystko w sobie i nie konfrontuję się z własną głową, tylko wiecznie się rozpraszam - oglądaniem filmów, scrollowaniem.

Ja nawet lubię popłakać na terapii, to jest dla mnie ok i daje trochę takie uczucie jakbym się czegoś pozbywała. 

Godzinę temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Miałam nadzieję na dużo wnikliwych pytań, a dostałam tezy i porównania do postaci fikcyjnych, życia jej i pacjentów, na których się wyłączałam.

Tak to już jest, że jak mamy pewne oczekiwania to możemy czuć się rozczarowani. Dlatego ja do ostatniej terapii podeszłam bez większych oczekiwań, zresztą chyba trochę bardziej zdaje sobie sprawę z tego czego mogę się spodziewać i od czego to zależy. Co do odwołań do innych pacjentów to osobiście przyznaje że to lubię, mogę wtedy się dowiedzieć że nie jestem sama, że ktoś ma podobnie, że ktoś sobie z czymś poradził więc jest to możliwe itd.

 

Godzinę temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Miałam nadzieję na dużo wnikliwych pytań, a dostałam tezy i porównania do postaci fikcyjnych, życia jej i pacjentów, na których się wyłączałam. Nie podobało mi się to. Czułam, że znowu nie jestem sobą, pomimo tego, jak się otworzyłam, czułam, że mam maskę na sobie. Gotowały się we mnie myśli, że to głupie, co robię, że to wszystko jest nierealne, że siedzi sobie starsza pani przede mną i odpowiada mi w taki sposób, w jaki ja odpowiadałam innym w kryzysie psychicznym, mając 14 lat.

 

Teoretycznie może to jest dobry temat na terapię, ale nie daje gwarancji że powiesz to terapeutce to usłyszysz coś w stylu "to po co Pani do mnie znowu przyszła jak się pani nie podoba, proszę sobie poszukać kogoś innego". Ja swojego terapeutę trochę  "przetestowałam" i mam do niego zaufanie.

Godzinę temu, czarna rzodkiew napisał(a):

A ona na następnej wizycie chce wracać do dzieciństwa, które mam już dawno przepracowane, zamknięte i zapomniane. Jedyną nierozwiązaną zagadką jest palące się we mnie uczucie nienawiści do wszystkich i wszystkiego odkąd pamiętam, ale nawet jeśli winni temu byli moi rodzice i otoczenie, to już dawno im wybaczyłam i nie ma do czego wracać.

Ja na swojej ostatniej terapii miałam pełna wolność w tym co przerabiamy. Tak chyba działa terapia psychodynamic na, że to pacjent narzuca temat.

 

Czasami myślimy, że coś mamy przepracowane a potem okazuje się, że jednak nie do końca.

 

Godzinę temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Myślę, że otworzyłam za dużo wątków na pierwszym spotkaniu, nie chciałam jednak zmarnować pieniędzy i żałować, że o czymś nie powiedziałam.

Ja też tak mam że często na terapii prywatnej skupiałam się na kasie i szczerze mi to przeszkadzało w terapii. Nie dawałam sobie prawa do myślenia, obwiniałam się  sie gdy nie chciałam o czymś mówić, bo miałam wrażenie, że marnuje w ten sposób pieniądze.

 

Terapia to często bieg długodystansowy. Nie bez przyczyny NFZ refunduje chyba coś ok. 70 sesji za jednym razem.

Odkryłem, że odwaga to nie brak strachu, ale pokonanie go. Odważny człowiek to nie ten, kto nie czuje lęku, ale ten, kto przezwyciężył ten strach. 

 

Nelson Mandela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Dziękuję wszystkim za komentarze i podzielenie się swoją historią. Dały mi wiele do myślenia.

 

Po kilku dniach bezczynnego leżenia w łóżku w końcu się przełamałam i postanowiłam, że muszę przynajmniej spróbować. Oceniając wyłącznie po profilach na znanym portalu, z całej puli specjalistów w mojej okolicy tylko dwóch przypadło mi do gustu. Jeden w nurcie CBT - ten nurt został mi zlecony przez psychiatrę, drugi z podejściem integracyjnym, którego finalnie wybrałam ze względu na wolne terminy w przeciwieństwie do pierwszego. Obie kobiety. No i cóż… Nie wiedziałam czego się spodziewać, przygotowałam sobie mniej więcej co powiedzieć, miałam zapisane notatki, żeby się nie pogubić, ale z nich nie skorzystałam na wizycie. Dano mi do zrozumienia, że lepszy jest chaos myślowy. Korzystając więc z pełnej godziny opowiedziałam bardzo dużo rzeczy, trochę przy tym płacząc na początku, może ze stresu, może z przypomnienia sobie pewnych wydarzeń, jako że na co dzień duszę wszystko w sobie i nie konfrontuję się z własną głową, tylko wiecznie się rozpraszam - oglądaniem filmów, scrollowaniem. Miałam nadzieję na dużo wnikliwych pytań, a dostałam tezy i porównania do postaci fikcyjnych, życia jej i pacjentów, na których się wyłączałam. Nie podobało mi się to. Czułam, że znowu nie jestem sobą, pomimo tego, jak się otworzyłam, czułam, że mam maskę na sobie. Gotowały się we mnie myśli, że to głupie, co robię, że to wszystko jest nierealne, że siedzi sobie starsza pani przede mną i odpowiada mi w taki sposób, w jaki ja odpowiadałam innym w kryzysie psychicznym, mając 14 lat. O stresie w pracy praktycznie nie było rozmowy, raz powiedziała, że nie zawsze dobrze jest zmienić pracę, a gdy dodałam więcej kontekstu, to powiedziała, że jednak lepiej zmienić. Wspominała o zapisywaniu myśli w dzienniku, metodzie starej jak świat, którą praktykowałam w przeszłości jako formę autoterapii i to mi faktycznie pomagało, ale od kilku lat nie jestem w stanie do tego wrócić, chyba mi nie uwierzyła, że naprawdę ogarnia mnie bezsilność, że stres i wypalenie zawodowe pogłębiły moje problemy. A ona na następnej wizycie chce wracać do dzieciństwa, które mam już dawno przepracowane, zamknięte i zapomniane. Jedyną nierozwiązaną zagadką jest palące się we mnie uczucie nienawiści do wszystkich i wszystkiego odkąd pamiętam, ale nawet jeśli winni temu byli moi rodzice i otoczenie, to już dawno im wybaczyłam i nie ma do czego wracać. I mam teraz dylemat czy zapisywać się na drugą wizytę czy sobie odpuścić. Nie bardzo chce mi się szukać kogoś innego, przeszło mi nawet przez myśl, że może wyolbrzymiam, ale jednak nawet psychiatra mi powiedział, że już dawno nie miał tak roztrzęsionego pacjenta jak ja, a potem psychoterapeutka też potwierdziła, że miałam objawy ekstremalnego stresu zagrażające życiu. Myślę, że otworzyłam za dużo wątków na pierwszym spotkaniu, nie chciałam jednak zmarnować pieniędzy i żałować, że o czymś nie powiedziałam. Wyszłam z gabinetu bez emocji, jakbym wyszła ze sklepu. Mam dużą samoświadomość, wiem z czego wynikają moje zachowania, niczego nowego się nie dowiedziałam i pewnie nie dowiem, nawet w przypadku tego stresu domyślam się, jakie czynniki zagrały tu rolę. Może zapiszę się na drugą wizytę dla zasady, ale nie spodziewam się przełomu. Jest mi teraz bardziej wszystko jedno niż przedtem i wciąż czuję niechęć do psychoterapeutów, nawet jeśli pani była sympatyczna.

To nie brzmi zachęcająco do terapii. W moim mieście przerobilam każdego terapeutę i się poddaje. No jedynie nie chodziłam do przychodni. Ale szczerze mówiąc pewnie się nie zdecyduję.

Siema, jestem dr House. Od jak dawna jesteś psychopatką? Nie jestem lekomanem. Walczę z bólem. Choć, kto wie? Może się mylę, bo jestem zbyt naćpany? Przywidziało mi się szaleństwo. Kiedy umierasz, wszyscy cię kochają! Człowiek jest najgorszym źródłem prawdy o sobieGdybyś leczył van Gogha, malowałby ściany w domach, zamiast gwiaździstego nieba. Ciekawi mnie twoje zaciekawienie.  Zwariowałeś. Jestem z ciebie dumny. Mogę być twoim zmyślonym przyjacielem?" ~ dr House

HughLaurie_Easy-Resize_com.jpg.ae74aa725f6cc8fc7de2265db04ec4ac.jpg 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Godzinę temu, czarna rzodkiew napisał(a):

Dziękuję wszystkim za komentarze i podzielenie się swoją historią. Dały mi wiele do myślenia.

 

Po kilku dniach bezczynnego leżenia w łóżku w końcu się przełamałam i postanowiłam, że muszę przynajmniej spróbować. Oceniając wyłącznie po profilach na znanym portalu, z całej puli specjalistów w mojej okolicy tylko dwóch przypadło mi do gustu. Jeden w nurcie CBT - ten nurt został mi zlecony przez psychiatrę, drugi z podejściem integracyjnym, którego finalnie wybrałam ze względu na wolne terminy w przeciwieństwie do pierwszego. Obie kobiety. No i cóż… Nie wiedziałam czego się spodziewać, przygotowałam sobie mniej więcej co powiedzieć, miałam zapisane notatki, żeby się nie pogubić, ale z nich nie skorzystałam na wizycie. Dano mi do zrozumienia, że lepszy jest chaos myślowy. Korzystając więc z pełnej godziny opowiedziałam bardzo dużo rzeczy, trochę przy tym płacząc na początku, może ze stresu, może z przypomnienia sobie pewnych wydarzeń, jako że na co dzień duszę wszystko w sobie i nie konfrontuję się z własną głową, tylko wiecznie się rozpraszam - oglądaniem filmów, scrollowaniem. Miałam nadzieję na dużo wnikliwych pytań, a dostałam tezy i porównania do postaci fikcyjnych, życia jej i pacjentów, na których się wyłączałam. Nie podobało mi się to. Czułam, że znowu nie jestem sobą, pomimo tego, jak się otworzyłam, czułam, że mam maskę na sobie. Gotowały się we mnie myśli, że to głupie, co robię, że to wszystko jest nierealne, że siedzi sobie starsza pani przede mną i odpowiada mi w taki sposób, w jaki ja odpowiadałam innym w kryzysie psychicznym, mając 14 lat. O stresie w pracy praktycznie nie było rozmowy, raz powiedziała, że nie zawsze dobrze jest zmienić pracę, a gdy dodałam więcej kontekstu, to powiedziała, że jednak lepiej zmienić. Wspominała o zapisywaniu myśli w dzienniku, metodzie starej jak świat, którą praktykowałam w przeszłości jako formę autoterapii i to mi faktycznie pomagało, ale od kilku lat nie jestem w stanie do tego wrócić, chyba mi nie uwierzyła, że naprawdę ogarnia mnie bezsilność, że stres i wypalenie zawodowe pogłębiły moje problemy. A ona na następnej wizycie chce wracać do dzieciństwa, które mam już dawno przepracowane, zamknięte i zapomniane. Jedyną nierozwiązaną zagadką jest palące się we mnie uczucie nienawiści do wszystkich i wszystkiego odkąd pamiętam, ale nawet jeśli winni temu byli moi rodzice i otoczenie, to już dawno im wybaczyłam i nie ma do czego wracać. I mam teraz dylemat czy zapisywać się na drugą wizytę czy sobie odpuścić. Nie bardzo chce mi się szukać kogoś innego, przeszło mi nawet przez myśl, że może wyolbrzymiam, ale jednak nawet psychiatra mi powiedział, że już dawno nie miał tak roztrzęsionego pacjenta jak ja, a potem psychoterapeutka też potwierdziła, że miałam objawy ekstremalnego stresu zagrażające życiu. Myślę, że otworzyłam za dużo wątków na pierwszym spotkaniu, nie chciałam jednak zmarnować pieniędzy i żałować, że o czymś nie powiedziałam. Wyszłam z gabinetu bez emocji, jakbym wyszła ze sklepu. Mam dużą samoświadomość, wiem z czego wynikają moje zachowania, niczego nowego się nie dowiedziałam i pewnie nie dowiem, nawet w przypadku tego stresu domyślam się, jakie czynniki zagrały tu rolę. Może zapiszę się na drugą wizytę dla zasady, ale nie spodziewam się przełomu. Jest mi teraz bardziej wszystko jedno niż przedtem i wciąż czuję niechęć do psychoterapeutów, nawet jeśli pani była sympatyczna.

Jest Ci ciężko, sama wspomniałaś, że zwykle dusisz problemy w sobie - teraz zapewne zmęczona tym stanem, szukasz przełamania, nie wiem czy się ze mną zgodzą inni "doświadczeni" ale brak komfortu i pełnej wewnętrznej zgody to dobry kierunek.

 

Terapeuta - ta Pani musi Cię poznać, potrzebuje czasu żeby się dostroić, przecież nie wie, że jesteś inteligentna, że próbowałaś sama i coś wiesz, dziś choć słabo to brzmi jesteś tam randomem, z którym trzeba delikatnie popatrzeć co jest grane. Dobrze, że jest sympatyczna, więcej bym się na początku nie spodziewał.

 

Samoświadomość - ciężko przyznać ale akurat w terapii pomaga tak samo często jak przeszkadza, to bardzo proste, zobacz jak jesteśmy w niej osadzeni na co dzień w codzienności która nas ostatecznie boli i sprawia, że chorujemy.

 

Emocje - łap każdy moment, płacz, może się śmiej, pozwól sobie na zadumę - nie ma nic cenniejszego za pieniądze a ewentualny plan zostaw terapeucie, może nigdy go nie poznasz i to jest zupełnie ok.

 

Dostępność leczenia - na pierwszą terapię jeździłem ponad 100 km w jedną stronę, po 2 latach kończyłem ją zdalnie. To już do szerszego grona: możecie szukać dalej niż w swojej małej bańce. Dziś zaczynam drugą, mam za sobą dwa spotkania z dawną terapeutką i sobie dyskutujemy czy to ma sens, jak to oboje widzimy i co ewentualnie możemy. Na dobrą sprawę to jeszcze nie jest terapia, płacę, skupiam się, ona słucha i ogarnia - bo też chcę przełamać schemat który dla mnie nie działał (a wszystko przez telefon ponieważ dzieli nas 300km, uważam, że to co o mnie wie z poprzednich lat jest na tyle wartościowe, iż warto).

 

Kończąc cieszę się na Twoją próbę: wyszłaś z łóżka, podjęłaś działanie, chcesz czy nie to już jesteś w procesie innym niż zwyczajne nieradzenie sobie ze sobą, aktywnie szukasz kierunku i pomocy, brawo.

Every breath corrupts the line

Till there's nothing left

 

But time

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem, czy takie analizowanie każdej emocji, każdego swojego zachowania, czy zdarzenia jest... Pomocne? Na pewno nie dla każdego. Mówiłam już nie raz, że już trzech psychiatrów odradzało mi kategorycznie terapię. Ci, którzy mi polecało to byli... Terapeuci zajęciowi. A co oni robili? No, dzisiaj sklejamy kwiatki potem gramy w bingo. Super! Osoby, tak kreatywne, tak doświadczone i obdarzone wiedzą... Pracują z ludźmi DOROSŁYMI W SZPITALU! Czy to nie daje Wam do myślenia? Personel, który traktuje pacjentów jak gorszy sort. Do lekarzy akurat nic nie mam. Zrobili robotę dobra. Na przestrzeni lat moje zdrowie poprawiło się znacznie. Nie mam urojeń od długiego już czasu, co dla mnie jest zbawienne, bo było to wyniszczające. Pierwszy rok od wielu lat w którym nie miałam psychozy. Okej. Idę dalej. Nastrój jest przeważnie na dobrym poziomie. I nie potrzebuję gadać i płacić babie, żeby mi dała kilka tekstów z podręcznika, którego się uczyła, albo ściągała na studiach

 No, to jest poziom terapii. Jacyś tam terapeuci istnieją z powołania i pasji. Ale nie zamierzam ich szukać. Wolę przeczytać. Można przecież nawet zrobić kursy. Ja robię. Można pracowC ze sobą na milion sposobów. Polecam. Za mną też fobia społeczna. Także czaicie. Nie wyolbrzymiam. Da się.

 

Ze mną choroba na całe życie z którą się pogodziłam. Czasem korzystam z elementów tej choroby, bo ma ona swoje plusy, takie jak duża kreatywność. I można się na tym skupić..znaleźć pasje. Może fajnych ludzi. Wszystko na raz i w chaosie 

 Jak chcesz. Dbaj o siebie. Rób jak chcesz. Jeżeli czujesz tę pani terapeutkę to chodź do niej, ale jeżeli czujesz, że masz przy niej maskę.

. To dla mnie duży alert. Ja bym uciekała

Siema, jestem dr House. Od jak dawna jesteś psychopatką? Nie jestem lekomanem. Walczę z bólem. Choć, kto wie? Może się mylę, bo jestem zbyt naćpany? Przywidziało mi się szaleństwo. Kiedy umierasz, wszyscy cię kochają! Człowiek jest najgorszym źródłem prawdy o sobieGdybyś leczył van Gogha, malowałby ściany w domach, zamiast gwiaździstego nieba. Ciekawi mnie twoje zaciekawienie.  Zwariowałeś. Jestem z ciebie dumny. Mogę być twoim zmyślonym przyjacielem?" ~ dr House

HughLaurie_Easy-Resize_com.jpg.ae74aa725f6cc8fc7de2265db04ec4ac.jpg 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@czarna rzodkiew no nie ma co oczekiwać przełomów po pierwszej konsultacji. To dopiero sam początek. Terapeuta Cię poznaje, Ty ją też. Przełomy przychodzą po jakimś czasie- raczej liczonym w tygodniach/miesiącach niż początkowych spotkaniach. Ja bym jeszcze poczekała. A jak faktycznie nie ma to sensu- to trzeba będzie zmienić. Ale uwierz- terapia sporo daje. Nie ten nurt, to inny. Ja ze swojego doświadczenia polecam CBT/DBT. A, jeszcze- dobrze, jeśli terapeuta uczestniczy w superwizji.

 

@Verinia terapeuta to nie to samo, co terapeuta zajęciowy. Terapeutą zajęciowym możesz zostać po krótkim kursie. Natomiast psychoterapeutą zostajesz dopiero po odpowiednich studiach. Do niedawna było to nieuregulowane ustawą, ale wiem, że był czas, kiedy taka ustawa powstawała- teraz nie wiem nawet czy przeszła, czy co się z nią stało- przestałam śledzić temat. 

 

Poza tym- nie w każdym zaburzeniu terapia jest polecana i stosowana. Przy ChAD czy schizofrenii raczej najważniejsza jest farmakoterapia. Terapia polega raczej na edukacji na temat choroby pacjenta. 

 

Co do samoleczenia- no wszystkiego sama ze sobą nie przerobisz. Czasami nie da się dotrzeć do wszystkich swoich mechanizmów, wiele rzeczy wychodzi podczas rozmowy, często przypadkiem. I myślę, że nie warto uogólniać i od razu zarzucać każdemu terapeucie pełnienia funkcji robota który korzysta tylko ze swoich "wgranych" danych z książek, czy jak to napisałaś "ściągania" na egzaminach. No tak to nie działa, to nie jest "poziom terapii". Bardzo ważne są też doświadczenia własne. Swoją drogą terapeuta musi przejść także przez swoją terapię.

 

Jeśli faktycznie pogodziłaś się ze swoją chorobą i dajesz radę- super, dobrze dla Ciebie. Ale nie zniechęcaj innych do różnych form pomocy. 

"Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica,
Za którą się uśmiech pogodny zaczyna,
I mija tak człowiek, i już zapomina,
O co miał walczyć i po co."

 

Walc, Czesław Miłosz

 

Как страшно жизнь.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Heledore wybaczcie. Nie chciałam napisać to tegow taki sposób. To co ja zaobserwowałam to osoby nastawione na hajs. Ale może to tylko moje obserwacje. NIe chcę pisać, że terapie są złe i niepotrzebne. Chciałabym jednak mieć u siebie większy wybór psychoterapeutów. NIe ufam, bo nie miałam okazji, by zaufać.Ale po coś jest ta psychologia. I tak, terapeuta powinien przejść terapię własną, ale czy musi? Bo nie znam się akurat jak działa ten "biznes". Bo właśnie czasem jest to biznes, a czasem prawdziwa pomoc. W wielu zaburzeniach jest nastawienie na terapię, np. w borderline. I to jest dopiero hardkor, bo trzeba przejść setki spotkań, z fachowcem, żeby zaczęło się poprawiać. Ja często myślę o terapii, ale też mam awersję. No ale... nie odradzam. NIe chcę, żeby moje doświdczenia wpływało na wybór innych. Tylko zalecam, żeby być ostrożnym. Ja straciłam kiedyś 2 lata i kasy też sporo, ale wtedy ceny były dużo niższe, no ale jednak. Nic mi to nie dało. Ale to może tylko moje miasto jest jakieś słabe pod kątem leczenia chorób, mimo że mamy popularny szpital. Jego ocena jest coś koło 2,1 xD także no. 

Siema, jestem dr House. Od jak dawna jesteś psychopatką? Nie jestem lekomanem. Walczę z bólem. Choć, kto wie? Może się mylę, bo jestem zbyt naćpany? Przywidziało mi się szaleństwo. Kiedy umierasz, wszyscy cię kochają! Człowiek jest najgorszym źródłem prawdy o sobieGdybyś leczył van Gogha, malowałby ściany w domach, zamiast gwiaździstego nieba. Ciekawi mnie twoje zaciekawienie.  Zwariowałeś. Jestem z ciebie dumny. Mogę być twoim zmyślonym przyjacielem?" ~ dr House

HughLaurie_Easy-Resize_com.jpg.ae74aa725f6cc8fc7de2265db04ec4ac.jpg 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@czarna rzodkiew z Twoich postów odnoszę wrażenie, ze Ty masz chyba trochę złe oczekiwania wobec terapii. Na pierwszym spotkaniu oczekujesz przełomu jakiegoś? Do tego potrzeba często tygodni/miesięcy terapii i pracy. 
Pierwszych kilku spotkań z nowym terapeutą nawet jeszcze nie można nazwać typową pracą terapeutyczną, często jest to poznawanie historii pacjenta, wsparcie psychologiczne, ale jeszcze mało w tym typowej pracy terapeutycznej. Pierwsze 2-3 spotkania to często są bardziej konsultacje po odbyciu których dopiero terapeuta i pacjent podejmują decyzje czy chcą ze sobą pracować.
Terapia to nie sprint, raczej maraton, albo i nawet ultramaraton w niektórych przypadkach.
 

Edytowane przez Noire Panthere

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Verinia poniżej wymagania aby zostać psychoterapeutą:

image.png.c3db41c767e67cad542a996e1676e38a.png

 

za: https://psych.org.pl/certyfikaty-i-rekomendacje/certyfikaty-psychoterapeutyczne

"Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica,
Za którą się uśmiech pogodny zaczyna,
I mija tak człowiek, i już zapomina,
O co miał walczyć i po co."

 

Walc, Czesław Miłosz

 

Как страшно жизнь.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×