Skocz do zawartości
Nerwica.com

StaticLine

Użytkownik
  • Postów

    2
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

Osiągnięcia StaticLine

  1. Od kilku dni jest mi smutno. Ale nie tak gwałtownie. Nie tak, że świat się wali. Nie mam paniki, nie mam lęku. Po prostu noszę w sobie smutek,taki ciężki i cichy. Próbowałam zrozumieć, skąd się bierze. Dlaczego nagle ściska mnie w klatce piersiowej i dlaczego czuję się tak zmęczona, mimo że normalnie żyję, pracuję, śmieję się, planuję kolejne dni. I chyba dotarło do mnie, że pewne rzeczy nigdy nie znikają całkowicie. Bo to nie jedna rana. Nie jedna historia. To sie nie zagoi, nie skończy sie historia. To jest coś, co ciągnie się przez lata. Kilkanaście przekroczeń granic. Niechciane dotyki. Krzywdy psychiczne. Rzeczy, które dawno powinny zostać w przeszłości, a jednak gdzieś we mnie nadal istnieją. I nagle poczułam się tym wszystkim bardzo zmęczona. Nie w sensie "nie chcę żyć". Tylko tak, jak wraca się po całym dniu chodzenia po górach, siada człowiek na ziemi i myśli: "Nie dam już ani jednego kroku. Chcę tylko odpocząć." Mam przed oczami jeden obraz. Siedzę przy ogniu. Ktoś okrywa mnie kocem. Podaje mi kubek gorącej herbaty. Siada obok. I tyle. Nie pyta. Nie analizuje. Po prostu jest obok i patrzy razem ze mną. Bo czasem człowiek nie potrzebuje rozwiązań. Czasem jest po prostu zmęczony niesieniem rzeczy, których nigdy nie powinien był dźwigać. Niesieniem ich samemu. I właśnie tak się dziś czuję. Zmęczona. I smutna.
  2. Hej Piszę, bo jak tego nie wyrzucę z siebie to mnie chyba rozsadzi od środka. Dostałam wiadomość, która uruchomiła we mnie wszystko co złe. Wszystko czego człowiek nie chce czuć. I nie chodzi o zwykłe „ktoś był niemiły”... Nie... To ten rodzaj kontaktu, po którym masz wrażenie, że ktoś Ci wbił do głowy brudnymi butami, zostawił ślady i jeszcze miał czelność nasrać na środku. Od kilku dni czuję się jakbym była w trybie przetrwania. Niby żyję, niby robię normalne rzeczy, ale w środku jest ciągły alarm... Taki, który nie wyłącza się nawet wtedy, kiedy próbujesz się uspokoić i wyciszyć... napięcie w ciele, ścisk w żołądku, roztrzęsienie i potem nagle pustka. Nic... Jakby mój układ nerwowy raz wchodził w tryb ucieczki, a raz w zamrożenie. I to jest chyba najbardziej wkurwiające: że człowiek wie, że jest w swoim domu, że ma bliskich obok, że jest bezpieczny… a ciało i tak reaguje tak jakby zagrożenie było tuż obok. Jakby mój mózg krzyczał - to już minęło, a ciało mówiło -gówno prawda, jesteś w niebezpieczeństwie. Nie mam ochoty wdawać się w szczegóły, bo nie chcę się tłumaczyć, nie chcę analizować, nie chcę niczego udowadniać. Po prostu czuję się jak śmieć. Jak coś, co ktoś próbował sprowadzić do roli przedmiotu. I co najgorsze, takie wiadomości są napisane tak, że człowiek zaczyna w to wierzyć. I tak, pojawia się wstyd. Ogromny. Tylko nie dlatego, że ja coś zrobiłam. Tylko dlatego, że ktoś z zewnątrz potrafi wcisnąć w człowieka brudne słowa i zostawić go z tym samemu. Jakby to był mój problem, że ktoś jest chory i przemocowy. Jestem wściekła.... bezdrana. Bo ja nie mam już siły za każdym razem zbierać się z podłogi... Nie mam siły przechodzić przez ten sam schemat- szok, napięcie, obrzydzenie, próba uziemienia i dalej nic... A potem jeszcze dochodzi myśl, że "przecież to tylko słowa", więc powinnam to zignorować. Tylko że to nie są "tylko słowa". To jest upokorzenie i odebrania człowiekowi poczucia bezpieczeństwa. Najgorsze jest to, że takie rzeczy zostają w głowie jak pasożyt... Siedzisz potem i niby masz normalny dzień, ale w środku czujesz się jakbyś była brudna, inna, niepasująca... Jakby coś było nie tak z Tobą... Jakby ktoś Cię dotknął, mimo że fizycznie nic się nie stało. I nie umiesz tego po prostu „wyłączyć”, bo ciało pamięta. I jeszcze jedna rzecz, która mnie doprowadza do szału: to poczucie, że ta osoba istnieje gdzieś obok świata normalnych ludzi. Że może napisać coś obrzydliwego, odpalić w człowieku traumę i pójść dalej robić sobie herbatę. A ja zostaję z trzęsącymi się rękami i ściśniętym żołądkiem... Więc piszę tutaj, bo potrzebuję to wyrzucić, bez obciążania nikogo. Nie po to, żeby ktoś mnie naprawiał. Tylko po to, żeby nie siedzieć z tym sama, bo to jest taki stan, w którym człowiek ma wrażenie, że zaraz eksploduje albo zniknie. Na ten moment czuję się jak ktoś, kto próbuje oddychać pod wodą. I tak, jestem wkurwiona. I tak, jest mi niedobrze. I tak, czuję się psychicznie pobita. I mam dość.
×