Skocz do zawartości
Nerwica.com

Dlaczego izolowanie od ludzi jest ogólnie uważane za coś złego?


94.

Rekomendowane odpowiedzi

Czyli słynne "wyjdź do ludzi"

 

Od pół roku izoluję się od ludzi. Aktualnie nie pracuję, po mieście poruszam się autem, jak idę na spacer, to gdzieś na odludzie, zakupy robię głównie online, a jak jestem w sklepie, to wybieram kasy automatyczne. W sumie jedyny mój kontakt z kimś na żywo to wizyty u lekarza. Na rozmowach kwalifikacyjnych nie wiem co mówić (a kiedyś mi to przychodziło naturalnie i z dużą łatwością, mimo że zawsze byłem introwertykiem), nawet pisanie w internecie takich testów jak ten mi dłużej zajmuje niż kiedyś. Jak byłem latem na imprezie z pracy (zanim mnie wyrzucili), to siedziałem znudzony i zobojętniały i myślałem kiedy koniec.

 

Więc dlaczego wszyscy mówią, że izolowanie się jest złe? Ja się czuję dobrze z faktem, że nikt się mną nie interesuje, nikt mnie nie obserwuje.

 

Nie ma nic złego w izolowaniu się od ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To będzie moja opinia. Wydaje mi się, że będąc w izolacji nie robisz nic bezpośrednio złego. Ale... Człowiek z natury jest przystosowany do życia w stadzie i po prostu jest łatwiej i raźniej żyć wśród innych. 
Plusy wyjścia do ludzi: można dzielić pasje, razem grać w coś, wymieniać się doświadczeniami, pomagać sobie, uczyć się od innych, można dostać motywację do działania.
Z mojego doświadczenia zbytnia i dłuższa samotność jest przygnębiająca, demotywująca i ciężko samemu czasem coś zrobić np. naprawić coś przy aucie, poradzić się w jakimś temacie czy dostać pomoc w potrzebie. 

 

Ciekawa jestem co na to inni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś bardzo stroniłam od ludzi bo wpływało na to samopoczucie i okoliczności życiowe. Nie po drodze było mi z nimi...zawód był spory i bolesny a i depresja, lęki nie pomagały. 

Dziś uczę się żyć między nimi i radzę sobie z różnym efektem. Cenię lojalność, zaufanie, życzliwość, prawdziwość, szczerość.  Niestety życie pokazuje, że ciężko znaleźć osobę która by spełniała moje oczekiwania...

Nawet jak spotkam taką osobę to z czasem znika i zostawia mnie w poczuciu zawodu, pustki.

Lubię ludzi na dystans bo otwieram się przed niewieloma. 

Stronienie od ludzi nie jest złe i ważne jest co kto potrzebuje w danej chwili. Nic na siłę...

 Zbudowanie wokół siebie muru też z czasem uwiera...pojawia się potrzeba naturalnej bliskości z kimś.

Nie tyle fizycznej co emocjonalnej. Tak mi się wydaje. Jesteśmy zwięrzetami stadnymi. 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@94. jeśli Ci z tym dobrze i samotność nie daje Ci się we znaki, to ja w tym nie widzę nic złego. Swoje potrzeby społeczne zaspokajasz na naszym Forum (jak sądzę). Gorzej kiedy ta izolacja zacznie mieć przełożenie na Twoje życie, jak sam piszesz - masz problem na rozmowach kwalifikacyjnych, bo tracisz umiejętność rozmowy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

25 minut temu, Dryagan napisał(a):

Swoje potrzeby społeczne zaspokajasz na naszym Forum (jak sądzę).

 

Tak, w sumie to pierwsze co sprawdzam po obudzeniu się i ostatnie przed pójściem spać 😂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam podobny problem z „wyjściem do ludzi”.


U mnie trwa to już od wielu lat… i zaczęło pogarszać w czasie pandemii, gdy trzeba było zmierzyć się z pracą w trybie zdalnym kosztem pobytu w biurze… relacje społeczne topniały. Gdy ostatni raz przybyłem do pracy, w której ostatnio pracowałem, korytarze świeciły pustkami. A jeszcze kilka lat temu te korytarze tętniły życiem, mogłem spotkać na nich osoby, których znałem, czy też kojarzyłem z jakimś innym działem. W aneksie kuchennym pusto, zgaszone światło. A jakiś czas temu toczyły się tam ożywione rozmowy osób z różnych działów, których łączyła wspólna pasja poza pracą, wspólne wyjścia, wyjazdy.

 

Ostatnie rozmowy kwalifikacyjne miałem pół roku temu. Tylko wspomnienia z poprzednich miejsc pracy dawały wizję, którą mogłem podzielić się na rozmowach, próbując podgrzać atmosferę, by w jakiś sposób zwrócić na siebie uwagę. Jednak te grobowe miny osób w komisji dające do zrozumienia, że nie muszą być moją kandydatują zainteresowani. Przyszli, by zadać mi jakieś podchwytliwe pytanie, odbiegające od standardowych pytań w internecie.

 

Jeszcze rok temu utrzymywałem kontakt z osobami, których łączyła pasja chodzenia 'nordic-walking'. Na treningu tworzyły się klki osób o wspólnych tematach. Niestety, nie umiałem się dopasować do tematów. Nigdzie ostatnio nie wyjeżdżałem za granicę, a tym bardziej nie miałem tam szalonych przygód na lotnisku, czy hotelu. Nie mam dzieci uczących się w tej czy owaj szkole, i nie zawożę ich na treningi piłki nożnej, itp. Jedynie parę razy byłem przez kogoś w grupie zagadany, co nawet było miłe.

 

Pojawiłem się też w jednej grupie osób biegających. Ale tutaj nie miałem szczęścia, z nikim nie udało mi się nawiązać relacji. Grupki osób starych znajomych, którzy nie zauważyli kogoś takiego nowego, jak ja.

 

Jednak pasja do biegania pozostała we mnie, i czynię to w samotności, przemykając uliczki w pobliżu miejsca mego zamieszkania, będąc często cichym obserwatorem codzienności ludzkiej zbiorowości, czy to na przystankach autobusowych, na peronie stacji kolejowej, przychodniach służby zdrowia, itp. Czasem dostrzegam afisze powiązane z jakąś działalnością gospodarczą, usługą, których wcześniej nie widziałem. Czasem zdarza mi się dostrzec zakorkowaną uliczkę. Taka pasja daje mi możliwość wyrwania się z czterech ścian, w których mógłbym odbywać karę pozbawienia wolności (tylko branzolety bakuje).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ga1robe - mam wrażenie, że bieganie wprowadza cię w stan medytacji, gdy nawet mniej istotne elementy świata zmysłowego docierają do świadomości, chcę ci pogratulować

 

Izolowanie się od ludzi jest o tyle złe, że jesteśmy istotami społecznymi. Pierwszy kontakt z "głosami" miałem, gdy obraziłem się na ostatnią osobę z którą łączyła mnie więź. Potem zostałem całkiem sam. Niespodziewanie odezwał się do mnie Jahwe, potem miałem jakieś wizje.

 

Istnieje termin metabolizmu informacyjnego, jeśli zdobywamy informacje, a niewątpliwie tak jest to musimy je także przetwarzać w głowie i przekazywać dalej. To taki umysłowy: wdech-wydech. Gdy nie ma przy nas nikogo nadal myślimy, ale z nikim już nie wymieniamy się informacjami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, naftan_limes napisał(a):

Izolowanie się od ludzi jest o tyle złe, że jesteśmy istotami społecznymi. Pierwszy kontakt z "głosami" miałem, gdy obraziłem się na ostatnią osobę z którą łączyła mnie więź. Potem zostałem całkiem sam. Niespodziewanie odezwał się do mnie Jahwe, potem miałem jakieś wizje.

 

Ale przecież dużo ludzi żyje samotnie nie słyszy żadnych głosów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może tak, w takim razie jestem za opcją, że zwiększa to tylko ryzyko i może być wyzwalaczem.
W schizofrenii występuje coś takiego jak olśnienie schizofreniczne, wiele rzeczy może to wywołać.
U mnie ważna była utrata wiary i rozpad wizji świata. Samotność tylko przypieczętowała ten stan. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, alienacja, samotność daje możliwość analizy siebie, swoich emocji, ale jeżeli z emocjami coś jest nie tak, to zamykasz się we własnym świecie (który niekoniecznie jest najszczęśliwszy). W chorobie zerwałem wszelkie kontakty, relacje (łącznie z dziećmi i żoną), w końcu usłyszałem od lekarki, że muszę miej chociaż jedną osobę, która będzie wiedziała w jakim stanie się znajduje i zgodzi się na to, że będzie "deską ratunku" jak u mnie przyjdzie najgorsze, osobą, która odbierze telefon.. Taką osobą został mój brat. od dzieciństwa między nami nie grało, praktycznie żadnej relacji i w chorobie wszystko się zmieniło. To On obecnie wie o mnie najwięcej.

W samotności też można rozwijać swoje pasje (u mnie tak było, wykłady online, studiowanie książek) ale w końcu poczułem potrzebę podzielenia się swoimi przemyśleniami, potrzebę dyskusji.

Znalazłem grupę ludzi, która spotyka się raz w tygodniu na wspólnej modlitwie i "dzieleniu się" swoimi przemyśleniami. Obowiązuje zasada, że nie komentujemy wypowiedzi innych. To grupa ludzi w różnym wieku od 19ty do 70ciu lat. Początkowo byłem zamknięty, słuchałem i obserwowałem. Zauważyłem (w ich wypowiedziach), że niektórzy są po strasznych przejściach, traumach, inni są zagubieni i część normalnych:-) Otworzyłem się i relacje same zaczęły się budować. To na tych spotkaniach pierwszy raz się uśmiechnąłem (po 2 latach). Okazało się, że też sporo wniosłem i usłyszałem od kilku osób, że podobno pozytywnie nastrajam (paradoks - facet w ciężkiej depresji wniósł pozytywną energię). Zauważyłem, że od 3-4 spotkania zacząłem z nich wychodzić pozytywnie nakręcony, z nadzieją na lepsze.

Reasumując, chyba jednak powinniśmy szukać drugiego człowieka. Nawet jak u nas jest słabo (fatalnie_) to okazuje się, że jednak (nawet nieświadomie) możemy wzmocnić kogoś innego... i może to nas z czasem wzmocni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć! 🙂

 

Izolowanie się od ludzi nie jest złe, dopóki nie wywołuje u kogoś wyniszczającego poczucia osamotnienia. Wychodzenie do ludzi jest dobre z wielu względów - przebywając z ludźmi uczymy się wyłapywać różne niuanse społeczne, dzięki rozmowom łatwiej jest formułować myśli, przyswajać nowe słowa, zwroty. Ogółem czujemy się też psychicznie lepiej, nie wstydzimy się samych siebie, mniej boimy się różnych sytuacji społecznych.

 

Każdy ma inną potrzebę kontaktów społecznych, jedni są bardziej, drudzy mniej kontaktowi. I to jest normalne. Ale nawet najwięksi ekstrawertycy potrzebują czasem kilku chwil wyciszenia, i tak samo - najwięksi introwertycy też potrzebują mieć chwile spędzone z ludźmi. 

 

Introwertyzm ma swoje mocne strony - introwertycy zwykle są lepszymi słuchaczami, lepiej rozwiązują problemy logiczne, mają więcej zainteresowań, są bardziej spostrzegawczy, mogą być wierniejsi w relacjach i mieć więcej empatii niż ekstrawertycy.

 

A poza tym chciałem od siebie dodać, że sam mam niewielu znajomych, jestem osobą mało kontaktową ale mam też tę świadomość, że z ludźmi warto przebywać, bo jest ta wspaniała wymiana informacji. Jak nie przebywam z ludźmi to jest mi ciężko się wysłowić, powiedzieć coś od siebie, wpasować się w temat czy w ogóle być po prostu sobą... Budowanie wokół siebie muru nic dobrego nie robi na dłuższą metę. Jak to większość stwierdziła - potrzebujemy tej drugiej osoby. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś byłam duszą towarzystwa. Kochałam spotykać się z ludźmi. Z natury jestem mega gadułą, lubię mówić😏 zawsze byłam lekko zwariowana i zakręcona. Kochałam śmiech, żarty, zabawę, rozmowę. Ale od wielu wielu lat tak naprawdę zostałam przekonana że nie jestem fajna, że nikt mnie nie lubi, że wszyscy uważają mnie za dziwaka, że jestem nic nie znaczącą osobą. Miałam to tak często mówione ( nadal mam) że w to uwierzyłam. Zaczęłam się izolować od ludzi i bardzo mnie to bolało. Bo wyobraź sobie kogoś kto ciągle mówi, kto ciągle się śmieje jak zaczyna się izolować. Przyjaźnie nie przetrwały bo przecież jak? W izolacji nie czuje się zbyt dobrze, tak myślę. Bo jednak ciągnie mnie do ludzi. Chciała bym wyjść ale się boje. Z drugiej strony taka samotność w jakiś tam sposób też mi nie przeszkadza, lubię być w domu mam wrażenie że traktuje to jako mój azyl, bezpieczne miejsce ale gdzieś tam ciągle jest jednak w głowie " chce do ludzi". Mam tak mieszane uczucia tutaj że to straszne. Wychodząc gdzieś i rozmawiając z innymi czuję się dobrze, niestety nie mam za bardzo takiej możliwości by robić to często. Praktycznie większość czasu jestem zamknięta w domu i wtedy mój jedyny kontakt z ludźmi to tutaj albo na Messengerze. A np mój najstarszy syn uważa że ludzie nie są mu do szczęścia potrzebni. On lubi samotność. Nie ma żadnych znajomości i kontakt ma tylko jakiś minimalny z moim młodszym rodzeństwem. Więc myślę że to nie jest tak że każdy potrzebuje innych i że samotność jest zła. Mówi się że jesteśmy zwierzętami stadnymi, ale nawet w stadach zwierząt niektóre osobniki żyją oddzielnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×