Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Alicja1

Czy są tu osoby po nieudanej terapii psychodynamicznej?

Rekomendowane odpowiedzi

Jak w temacie. 

6 lat temu rozpoczęłam terapię. Nie miałam wówczas bladego pojęcia o nurtach i wymaganiach, jakie powinna taka terapia spełniać. "Trafiłam" na terapię psychodynamiczną do mężczyzny (z polecenia przez ważne dla mnie osoby, którym ufam). Z wielkim zaangażowaniem weszłam w sesje w związku z moimi problemami z córką (głęboka depresja, próby samobójcze). I zostałam, bo zaufałam - już ze swoimi problemami. A te dotyczyły wiecznego poszukiwania opiekuna i obrońcy. Nawet mąż (jesteśmy razem 30 lat - lat, tak, tak... 🙂 ) nie był w stanie temu sprostać. 🙂 Potrzebowałam to zrozumieć, odkryć źródła i nauczyć się z tym żyć. Terapia po krótce wyglądała w ten sposób, że sesje były przegadane przez mnie i przemilczane przez terapeutę. Było mi tam "zimno", choć oczywiście ciągle się o "ciepło" dobijałam. Z nadzieją, że coś się zacznie dziać i poczuję, że idę do przodu. Ta uparta i nieustępliwa nadzieja, to też mój schemat oddziecięcy. Zimno terapeuty przeplatało się z nielicznymi momentami "cieplejszymi". Taki rollercoaster. Psychicznie to było bardzo trudne dla mnie. W którymś momencie terapeuta jak zwykle bez tłumaczenia zmienił sposób pracy - stał się ciepły, serdeczny, w kontakcie, rozmawiał, wymienialiśmy sms-y, były drobne upominki, terapeuta był wspierający i bliski. Uwierzyłam, że mnie zrozumiał. Uwierzyłam, że to jest moja prawdziwa terapia i weszłam w tę bliskość-nie bliskość jak w przysłowiowe masło. Poczułam się bezpiecznie i zaufałam na 100 % po wielkiej walce z samą sobą, co było wyczynem w moim wypadku, bo z natury (i przeżyć wczesnodziecięcych) nie ufam nikomu. Zaufałam do tego stopnia, że na jednej z sesji powiedziałam mu, że go kocham. W moim rozumieniu były to słowa skierowane do opiekuna i obrońcy (do taty tak naprawdę, który istniał w moim życiu tylko formalnie), nie do mężczyzny. Były komunikatem do pracy o tym, co czuję i przeżywam, nie wyznaniem miłości tzw. oblubieńczej. Przecież na co drugiej sesji byłam zachęcana do wyrażania wszystkich uczuć...

I wtedy wszystko natychmiast "się rypło". Zostałam z wyraźną wyższością totalnie odrzucona, potraktowana lodowato, wściekłością, odepchnięciem. Wróciła natychmiast "stara" terapia psychodynamiczna w najlepszym wydaniu. 🙂 Chłód, dystans, dyrektywność, brak emocji, brak interakcji, brak tłumaczenia, nie miałam już prawa do niczego. Szczerze, zupełnie nie rozumiałam, co się stało. Byłam totalnie zdruzgotana i  zagubiona. 

I tak brnęliśmy w tę "koluzję". We mnie wytworzyło się naturalnie przeniesienie negatywne. Sama nic z tym nie umiałam zrobić, co logiczne. Potrzebowałam wtedy pomocy bardziej niż na początku terapii. A terapeuta stwierdził po pewnym czasie, że skoro jest tylko przeniesienie negatywne, to on już z tym nic nie zrobi i kończymy terapię. I w taki sposób po kolejnych 5 miesiącach (terapia trwała 5 lat) zakończyliśmy sesje. Zostałam... Z niczym tak naprawdę. No, dobrze, odkryłam swoje mechanizmy oddziecięce i inne - ale nie nauczyłam się z nimi żyć. Za to zyskałam kolejną traumę - lub ściślej głęboko odnowiłam starą.

No i oczywiście, zyskałam ogrom wiedzy i doświadczenia. 😕 

Tak bardzo pokrótce wygląda moja historia.

Jestem rok po zakończeniu tamtej terapii. Mam sesje z trenerem rozwoju osobistego i nową terapię - poznawczo-behawioralną. Zmagam się ze złymi efektami tamtej terapii.

Moje pytanie dotyczy po pierwsze tego, czy istnieją jakieś grupy wsparcia po takiej nieudanej terapii. Może pytanie jest śmieszne, ale zapytam.

Po drugie - jakie, jako pacjent, mam możliwości uzyskania sprawiedliwości wobec ewidentnych błędów terapeuty, od których on całkowicie się odciął?

 

Wyszło długo... Dziękuję, jeśli to przeczytałaś/-eś.

Pozdrawiam.

 

Edytowane przez Alicja1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja terapeutka z psychodynamicznej to tez taki kwiatek. Ci ludzi nie zawsze wiedza jak reagowac w danej sytuacj. Ja jestem teraz na ostatniej prostej ido zakonczenia terapii i tez po drodze wydarzyły sie ciekawe rzeczy z moim t. Oni sami czesto idą po omacku i nie interpretuja pewnych zdarzeń przez logike tylko przez tą całą perpektywe wydarzeń ktorych sami doświadczyli poczynajac od dzieciństwa, mówiać inaczej oni sami tez mogli by być terapeutyzowani, tylko ktorego z nich duma pozwoli na przyznanie tego.

 

Jest pewna jednak róznica, ja zacząłem po moich doßwiadczenia z terapeutką, docierac do prawdy o swiecie ktory mnie otacza, ze ten swiat ktory ja niose w sobie nie podoła tej rzeczywistosci na zewnatrz. Wiec porzuciłem wyidealizowaną teraputkę, i pogodziłem się z teraputką, manipulujacą, źle interpretujacą pewne zjawiska we mnie, dosyć niespójną i prowokująca. A przytym pogodziłem z narcystyczná chłodną matką, z siostrą ktora rozmawia ze mną jak ze ścianą tylko żeby odchaczyć obowiązek, z kolezanká ktora widzi we mnie czesto interes a nie człowieka z krwi i kości.

 

Widocznie nie zaakceptowałaś faktu, nie przechodzisz żałoby po utracie fałszywgo obrazu teraputy, ktory sobie wyrobilas. Gdybys to zrobiła otrzymala byś ogromne narzedzie i mądrośc do radzenia sobie z ludzką rzeczywistoscia. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To znaczy chciałbym tu sprostowac. Zamieniłem wyidealizowany obraz tetapeutki na bardzie rzeczywisty, z jej wadami, jednak potrafi dostrzec jej pozytywy, wiec nie przeszedlem z idealizacji w demonizowanie.. Wczesniej moja tyb rekach bym nosił za to całe wsparcie, a teraz nie wiem czy bym sie zgodzil gdyby zaproponowala kolezenska znajomosc poza pracą.

 

Skoro twoj maz nie daje ci tego poczucia opieki, nie zaspokaja twojej potrzeby, ktorego oczekujesz od drugiej osoby, to moze czas poszukac sobie lepszego modelu? Chyba ze ma przekrzywiony obraz i szukasz rodzicielskiej miłosci, takiej zagwarantowac prawdopodobnie nie moze ci żaden mézczyzna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psychodynamiczna podobno polega na przyjmowaniu innych interpretacji. Niestety nie była by to terapia dla mnie, bo inna interpretacja jakoś wcale mi nie pomagała, choć próbowałem samemu sobie taką "terapię" robić. Z resztą nie jestem specjalistą, nigdy nie miałem umysłu humanistycznego, żeby takie rzeczy ogarniać. Moja poprzednia terapeutka ponoć stosowała jakieś tam jej elementy, ale to była dla mnie bardzo zła terapia, bo tak naprawdę terapeutka totalnie nie umiała interpretować moich stanów odrealnienia czy myśli samobójczych, ani tym bardziej reagować na takie stany, tylko chciała w najlepszym razie wzywać pogotowie wtedy... no to ja za taką "terapię" musiałem jej ładnie podziękować w pewnym momencie. No sorry, ale jeśli terapeuta sam nie wie co robić w pewnych sytuacjach, to tym bardziej pacjent się w tym nie połapie. Ślepy kulawego nigdzie nie zaprowadzi.

 

Teraz jestem na oddziale dziennym i stosują tutaj metodę poznawczo-behawioralną z elementami terapii schematu, która okazuje się być dla mnie bardzo dobra. Ten nurt zachęca do przyglądania się swoim emocjom, nazywania emocji, wyrażania ich, z czym u mnie był potworny problem. Najgorsze, że ta poprzednia, źle prowadzona wg mnie terapia, pozostawiła ślad w psychice. Ciągle mam myśli samobójcze przez tamtą terapeutkę i parę innych rzeczy się jeszcze w międzyczasie nawydarzało w moim życiu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"Moja poprzednia terapeutka ponoć stosowała jakieś tam jej elementy, ale to była dla mnie bardzo zła terapia, bo tak naprawdę terapeutka totalnie nie umiała interpretować moich stanów odrealnienia czy myśli samobójczych, ani tym bardziej reagować na takie stany, tylko chciała w najlepszym razie wzywać pogotowie wtedy... no to ja za taką "terapię" musiałem jej ładnie podziękować w pewnym momencie. No sorry, ale jeśli terapeuta sam nie wie co robić w pewnych sytuacjach, to tym bardziej pacjent się w tym nie połapie. Ślepy kulawego nigdzie nie zaprowadzi."

Dziękuję.

To jest to, co i ja czułam i czuję. Mnie wyrzucał z terapii w takich sytuacjach, bo "terapia nie jest możliwa w przypadku... i bla, bla, bla..." 

Nie była możliwa w przypadku złości, rozpaczy i miłości. W żadnej. Ciekawe, że trwała 5 lat...

 

Nie umiał interpretować. Totalnie nie potrafił. Wszystko interpretował do bólu na opak. O mało nie przypłaciłam tego życiem. Do tego okazało się, że sam ma zaburzenia - narcystyczne. To nie moja opinia, a dwóch niezależnych jego współpracowników, których mam szczęście/nieszczęście? dobrze znać.

Ale to wszystko przysłowiowa kiszka.

Najbardziej dobijający jest fakt, że żadna oficjalna instytucja nie ujmie się za takimi pacjentami jak my - skrzywdzonymi przez terapeutów.

Zostaje co najwyżej pozew sądowy. Ale ja tej drogi przez mękę nie chcę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie "mój ślepy terapeuta" doprowadził na drugą terapię i do trenera rozwoju osobistego. O innych krokach, by się ratować już nie wspomnę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×