Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć. Piszę tutaj, bo łapię się ostatniej deski ratunku. Może zdarzy się cud, w który tak po cichu kiedyś wierzyłam. Chociaż już na to nie liczę, za długo się zmagam ze sobą.

Mam problemy z życiem. Nie mam siły, wszystkie aktywności życiowe są dla mnie bezsensowne, nie potrafię wykrzesać z siebie radości z życia, żyję bo muszę. Tak ciężko o tym mówić.. Wie tylko mój mąż, przed wszystkimi ukrywam, wstydzę się, że nie jestem jak inni. Nawet dla męża staram się jakoś żyć, bo szkoda mi go:( Wstydzę się, że mój mąż trafił na taką wariatkę bez przyszłości i lepiej żebym popełniła samobójstwo, on wtedy będzie miał szansę poznać kogoś normalnego i uwolnić się ode mnie. :( Bardzo mnie kocha, a ja nie umiem opisać jak bardzo jest dla mnie ważny, najważniejszy.

Mam 25 lat, jesteśmy dwa lata po ślubie. Mieszkamy razem, staram się wykonywać obowiązki domowe i pracuję. Jest mi tak cholernie ciężko, dużo płaczę, jestem zrezygnowana, boję się wszystkiego, nie umiem opisać moich odczuć.. Czasem się zmotywuję, żeby iść np. na siłownię, ale to nie pomaga.

Biorę leki od roku, diagnoza to problemy adaptacyjne. Biorę je, ale wydaje mi się, że to nie kwestia farmakologii, a coś we mnie siedzi, w mojej głowie i nie pozbędę się tych myśli, bo taka już jestem. :(

Nie mogę się zdobyć na jakiś cel w życiu, żyję za karę, nie chcę już, nie chcę, żeby mój mąż musiał się za mnie wstydzić, nie chcę żeby rodzina i znajomi wiedzieli, że jestem nienormalna.. Buduję mur wokół siebie, wychodzę na zimną, złośliwą i wredną kobietę. Boże, nie wiem co robić. Przez to zdarza mi się palić, napić alkoholu, bo wtedy nie myślę, jest mi lepiej. Ale wiem, że nie tędy droga, boję się, że skończę jeszcze w rynsztoku.. Zwariuję, chyba tylko pod pociągiem moje miejsce, nie wierzę już, że cokolwiek się zmieni... Nie mam siły i wiary. Pomocy proszę..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj na forum! ;) 

Mam nadzieję, że poczujesz się tutaj dobrze.

Piszesz, że mąż Cię kocha, co za tym idzie zapewne wspiera. Dobrze, że masz obok siebie kogoś, dla kogo jesteś ważna i kto może być przy Tobie. Ważne jest wsparcie najbliższych.

 

Masz diagnozę "problemy adaptacyjne"? Jakie leki bierzesz?

 

Przede wszystkim podstawowe pytanie - chodzisz na terapię? Warto by było skonsultować się z psychoterapeutą. Ważne, żebyś poszukała takiego, który Ci podpasuje. Są różne nurty psychoterapii. Wiadomo, prywatnie taka jedna sesja u psychoterapeuty kosztuje sporo, bo czasem nawet do 150 zł. Nie wiem z jakiego miasta pochodzisz, ale na pewno są jakieś przychodnie, w których można zapisać się na terapię na NFZ. Niestety terminy pewno są dość odległe, ale warto spróbować. Są też ośrodki interwencji kryzysowej. 

 

Pomyśl sobie czy nie warto spróbować wygrać z tymi problemami. Dla męża, ale przede wszystkim - dla siebie. Masz 25 lat, jesteś młodą kobietą. Warto zabrać się za to jak najszybciej. Jeśli nie masz siły, to poproś męża lub kogoś bliskiego, żeby poszli z Tobą lub pomogli w jakiś sposób.

 

Jeśli masz ochotę to odezwij się do mnie na pw. Jesteśmy w podobnym wieku. ;) 

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
7 minut temu, utrapienie napisał:

Witaj na forum! ;) 

Mam nadzieję, że poczujesz się tutaj dobrze.

Piszesz, że mąż Cię kocha, co za tym idzie zapewne wspiera. Dobrze, że masz obok siebie kogoś, dla kogo jesteś ważna i kto może być przy Tobie. Ważne jest wsparcie najbliższych.

 

Masz diagnozę "problemy adaptacyjne"? Jakie leki bierzesz?

 

Przede wszystkim podstawowe pytanie - chodzisz na terapię? Warto by było skonsultować się z psychoterapeutą. Ważne, żebyś poszukała takiego, który Ci podpasuje. Są różne nurty psychoterapii. Wiadomo, prywatnie taka jedna sesja u psychoterapeuty kosztuje sporo, bo czasem nawet do 150 zł. Nie wiem z jakiego miasta pochodzisz, ale na pewno są jakieś przychodnie, w których można zapisać się na terapię na NFZ. Niestety terminy pewno są dość odległe, ale warto spróbować. Są też ośrodki interwencji kryzysowej. 

 

Pomyśl sobie czy nie warto spróbować wygrać z tymi problemami. Dla męża, ale przede wszystkim - dla siebie. Masz 25 lat, jesteś młodą kobietą. Warto zabrać się za to jak najszybciej. Jeśli nie masz siły, to poproś męża lub kogoś bliskiego, żeby poszli z Tobą lub pomogli w jakiś sposób.

 

Jeśli masz ochotę to odezwij się do mnie na pw. Jesteśmy w podobnym wieku. ;) 

 

 

 

Biorę Depakine Chrone 500mg i 2x Asentra 50mg.

Chodzi o to, że się wstydzę... Potwornie boję się, że spotkam kogoś w przychodni znajomego, który się domyśli, że jestem chora psychicznie :( Wszyscy dookoła myślą, że jestem twardą sztuką, wstydzę się tych słabości. Nie chcę, żeby rodzina męża zaczęła na mnie krzywo patrzeć i zachowywać się jakbym była dziwadłem, a wiem, że tak będzie. Zbudowałam sobie pewną reputację i nie chcę jej stracić.

U psychologa bywałam, ta Pani tak samo stwierdziła, że nie zachowuję się i nie mówię jak osoba mająca problemy, była zdziwiona, ponieważ ja się uśmiecham, żartuję, opowiadam... Po prostu mam taki problem, że nie umiem się otworzyć przed obcymi, nawet do psychiatry napisałam e-maila z moimi problemami, bo nie umiem otwarcie o tym rozmawiać. Mężowi też staram się nie jęczeć i nie zawracać głowy, chcę żeby był szczęśliwy. Niestety moje zdrowie na tym traci, bo w kryzysowych stanach sięgam po używki, żeby się uspokoić. Nie chcę też zawieźć mojej mamy, ona też bardzo by się przejęła wiedząc, że u mnie nie jest dobrze, jest starszą osobą...

Nie chcę nikogo ranić, modlę się, żebym zyskała radość z życia i dawała ją innym, a nie tylko narzekała i rozpaczała, bo taka osoba jest tylko ciężarem i toksyną... :( Nienawidzę siebie, że jestem taka pier**lnięta. Raz mam stan rozpaczy, innym razem złości, innego dnia jest całkiem ok. I tak w kółko... Jakbym nie umiała nad sobą zapanować. Czy jest coś jeszcze co może mi pomóc oprócz psychologa?

Dziękuję za odpowiedź.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
16 minut temu, Cherry11 napisał:

Biorę Depakine Chrone 500mg i 2x Asentra 50mg.

Chodzi o to, że się wstydzę... Potwornie boję się, że spotkam kogoś w przychodni znajomego, który się domyśli, że jestem chora psychicznie :( Wszyscy dookoła myślą, że jestem twardą sztuką, wstydzę się tych słabości. Nie chcę, żeby rodzina męża zaczęła na mnie krzywo patrzeć i zachowywać się jakbym była dziwadłem, a wiem, że tak będzie. Zbudowałam sobie pewną reputację i nie chcę jej stracić.

U psychologa bywałam, ta Pani tak samo stwierdziła, że nie zachowuję się i nie mówię jak osoba mająca problemy, była zdziwiona, ponieważ ja się uśmiecham, żartuję, opowiadam... Po prostu mam taki problem, że nie umiem się otworzyć przed obcymi, nawet do psychiatry napisałam e-maila z moimi problemami, bo nie umiem otwarcie o tym rozmawiać. Mężowi też staram się nie jęczeć i nie zawracać głowy, chcę żeby był szczęśliwy. Niestety moje zdrowie na tym traci, bo w kryzysowych stanach sięgam po używki, żeby się uspokoić. Nie chcę też zawieźć mojej mamy, ona też bardzo by się przejęła wiedząc, że u mnie nie jest dobrze, jest starszą osobą...

Nie chcę nikogo ranić, modlę się, żebym zyskała radość z życia i dawała ją innym, a nie tylko narzekała i rozpaczała, bo taka osoba jest tylko ciężarem i toksyną... :( Nienawidzę siebie, że jestem taka pier**lnięta. Raz mam stan rozpaczy, innym razem złości, innego dnia jest całkiem ok. I tak w kółko... Jakbym nie umiała nad sobą zapanować. Czy jest coś jeszcze co może mi pomóc oprócz psychologa?

Dziękuję za odpowiedź.

Nie będę ci opowiadać o nadziei i o tym że będzie dobrze bo sam tego nie lubię. Ja mam podobny problem i radzę soboty na różne sposoby. Raz się uda a raz nie. Najbardziej pomocne dla mnie było otoczenie się osobami które miały podobny problem. Rozumieliśmy się. Nie warto przejmować się tym co inni pomyślą bo często okazuje się że są bardziej pojeb...ni od nas. Tylko im już nikt nie pomoże. A teściowa powinna zrozumieć jeśli sama jej powiesz. Może nawet zechce co pomóc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ŚwiatŚwiateł:

Soboty na różne sposoby? Co konkretnie masz na myśli?

Mam nadzieję, że jestem w dobrym miejscu i ktoś mnie rozumie.. I oczywiście, że mi to pomoże, bo już na prawdę jest słabo, im więcej dni mija tym jestem słabsza i tracę wiarę, że będzie lepiej i coś się zmieni, to musiałby być chyba jakiś wielki przełom, sama nie wiem co..

Najbardziej boli, że ludzie są silni, potrafią zrobić wiele złych rzeczy i nie mają wyrzutów sumienia, nie płaczą nad sobą, nad swoimi wadami. A ja jestem taką miękką kluchą i nie mogę sobie wybaczyć moich ułomności i słabości ;( To mnie zabija od środka, czasami chce mi się rzygać już tym światem i sztucznymi ludźmi..

Teściowa odpada, nie chce żeby cała nasza rodzina miała mnie za ofiarę i osobę, która powinna siedzieć w psychiatryku..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
32 minuty temu, Cherry11 napisał:

Wszyscy dookoła myślą, że jestem twardą sztuką, wstydzę się tych słabości. Nie chcę, żeby rodzina męża zaczęła na mnie krzywo patrzeć i zachowywać się jakbym była dziwadłem, a wiem, że tak będzie. Zbudowałam sobie pewną reputację i nie chcę jej stracić.

a nie tylko narzekała i rozpaczała, bo taka osoba jest tylko ciężarem i toksyną... :( Nienawidzę siebie, że jestem taka pier**lnięta. Raz mam stan rozpaczy, innym razem złości, innego dnia jest całkiem ok. I tak w kółko... Jakbym nie umiała nad sobą zapanować. Czy jest coś jeszcze co może mi pomóc oprócz psychologa?

Ja myślę, że depresja (bo tak to rozumiem co się dzieje) jest właśnie takim stanem, który "podprowadza" wyparte treści do świadomości. Wyparłaś całą swoją stronę "miękką", niezdecydowaną, zależną, bierną, nieskuteczną- i im bardziej się spinasz że chcesz być silna tym bardziej to wyparte wraca, tym większą ma siłę.

Może pomóc nie psycholog ale regularna psychoterapia, żeby zaakceptować tę "słabą stronę" i odebrać jej moc. Wejść w nią jak w informację o sobie i zabrać jej energię.

Oczywiście, psychoterapia nie jest żadnym świadectwem "pier.olnięcia" a rodzajem dbałości o swój rozwój wewnętrzny.  Nie ma się czego wstydzić. Tak jak wizyty u ginekologa czy kosmetyczki.

Dlaczego w tym dole interesuje cię rodzina męża? Warto by było też przesunąć akcent z tego co chcą inni (jak cie widzą) na to co ty chcesz i jak TY siebie widzisz.

Ta "dobra reputacja" cię właśnie zabija.

I doprawdy, nie wiesz jak inni cię widzą, bo to co tobie się wydaje, że widzą, jest tylko twoim pragnieniem i projekcją.

Po prostu czeka cię czas dojrzewania.

Otwieraj szampana:)

Powodzenia .

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
14 minut temu, Cherry11 napisał:

miała mnie za ofiarę i osobę, która powinna siedzieć w psychiatryku.. 

Naprawdę uważasz, że osoby które leczą się u psychiatry czy chodzą na terapię są looserami? Skąd taka pogarda? Skąd przeświadczenie że masz być silna? Warto się też nad tym zastanowić, kto ci wgrał takie bajki do głowy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 minut temu, doi napisał:

Naprawdę uważasz, że osoby które leczą się u psychiatry czy chodzą na terapię są looserami? Skąd taka pogarda? Skąd przeświadczenie że masz być silna? Warto się też nad tym zastanowić, kto ci wgrał takie bajki do głowy.

To proste - mama. Sama była silna i kazała mi też być silną. Te jej słowa "zawsze uważałam Cię za taką twardą", "bądź sama dla siebie psychologiem" itp...  Jeżeli się dowie o moich problemach to nie wiem czy to przeżyje. Jak już kiedyś wcześniej wspominałam, mama żyje z ojcem alkoholikiem, tyranem i krótko mówiąc idiotą, któremu do tego amputowano nogę i zajmuję się 90 letnią babcią, pampersy i te sprawy..  Nie jest wesoło...A sama ma już prawie 70 lat. Skąd takie myślenie? Jeżeli żyje się w zacofanej rodzinie i wiosce to wiedz, że jeśli się leczysz psychiatrycznie to jesteś świrem, obgadywania, śmiechy.. Ja tak oczywiście nie uważam, bo sama rozumiem jak to jest..  Smutne i prawdziwe, dlatego ja nie chcę, żeby ktoś się dowiedział, chciałabym poradzić sobie sama tylko nie wiem jak. Mam tyle złości w sobie na siebie.. Może nie jestem chora tylko słaba i nie nadaje się do życia :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Cherry11 koniecznie idź na psychoterapię. Jesteś chora, potrzebujesz pomocy. Teraz potrafisz pięknie udawać przed światem zewnętrznym, że jest wszystko w porządku, ale jeśli nie będziesz tego leczyć, to to walnie. Ta choroba jest poważna, może się wydawać wstrętna, ale jest bardzo logiczna. Nie dbasz o siebie, to w pewnym momencie organizm nie wytrzyma i zadba sam o siebie, wbrew Twojej woli... wykształci sobie nerwicę lękową albo jakieś objawy psychosomatyczne. Nie piszę tego po to, żeby Cię straszyć, ale żebyś zrozumiała że leczenie jest ważne, że musisz zadbać o siebie na pierwszym miejscu. Twój mąż ślubował, że nie opuści Cię w chorobie,  a to jest choroba. Nie musisz mówić dalszej rodzinie, co z Tobą nie tak. Jak ktoś znajomy Cię zobaczy u psychologa, to skąd może wiedzieć, co leczysz? Może się konsultujesz? Najważniejsze, żebyś szczerze pogadała z mężem, żeby zrozumiał, że małżeństwo to nie jest zawsze pełnia szczęścia. Może nie jesteś jeszcze na to gotowa, więc w takim razie znajdź jakiegoś dobrego terapeutę. Bo masz w głowie mnóstwo krzywdzących przekonań, których dobrze byłoby się pozbyć. Zadbaj o siebie 🙂 Będzie dobrze 🙂 

 

Godzinę temu, Cherry11 napisał:

U psychologa bywałam, ta Pani tak samo stwierdziła, że nie zachowuję się i nie mówię jak osoba mająca problemy, była zdziwiona, ponieważ ja się uśmiecham, żartuję, opowiadam...

To nie będę się rozpisywać czemu, ale dupa taka pomoc 🙂 Pani nie za bardzo się chyba zna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Cherry11 Tak myślałam. Przeżyje, przeżyje, nie martw się. Czyli jesteś DDA i niesiesz spory bagaż, usiłujesz być dobrą córką swojej rzekomo dzielnej matki a jednocześnie twoja nieświadomość buntuje się przed zależnością i podprowadza ci pod uwagę rzekomą "słabość". Skąd pomysł że wrażliwość to jakaś słabość... Będę brutalna, wybacz- to raczej twoja matka jest słaba skoro dała się uwięzić w takim chorym układzie z alkoholikiem. To twoja matka raczej jest zaburzona w swoim p[ostrzeganiu. Twój bunt jest mądry, psyche wie co robi.Ty jesteś najważniejsza, to jest twoje życie, nie twojej matki ani otoczenia. Może chcesz je sobie odebrać bo w sumie go nie masz, podporządkowana wizjom innych ludzi.

Sama sobie nie poradzisz raczej, możesz poczytac o tym co się dzieje, znaleźć wsparcie.

Jest terapia on-line (poszukaj w necie), są fora DDA, jest terapia DDA, są materiały DDA o dzielnych niezłomnych dziewczynkach.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Kurcze brak mi słów, bo tak samo prawie że jak autorka mam ale u mnie wszyscy wiedzą i to już całkiem dobilo. Bo jestem dla innych ulomna, gorsza. Poza tym też nie pracuje także szybciutko na terapię, i proszę się zaopiekować sobą. Nikt nie musi wiedzieć, to faktycznie nie dużo pomaga. Terapia online, też jest ok. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Problemy psychiczne i leczenie się psychiatrycznie nie jest powodem do wstydu. Nie jest to też oznaką, że się przegrało. Po prostu niektórzy są bardziej wrażliwi i potrzebują drugiej pomocy. Za dużo myślisz o tym co się może wydarzyć i co ludzie powiedzą. A walić ich! Nie znają ciebie i twoich problemów. Niech sobie mówią. To naprawdę takie ważne? Sama mieszkam w małej miejscowości i wszyscy wiedzą, że próbowałam skoczyć z mostu  zaraz za miasteczkiem. I wiesz co? Mam to gdzieś. Niech sobie mówią. Nie znają mnie, nie znają moich problemów. Jakbym miała jeszcze tym się przejmować to serio bym zwariowała.

Czasem trzeba odciąć się od takich ludzi i pomyśleć w końcu o sobie. Powinnaś to zrobić. Pomyśleć o jakiejś terapii, może zmiana leków skoro te słabo działają. Twój mąż na pewno będzie przy tobie.

Nie bój się być słaba.

Każdy czasem potrzebuje wyhamować i odpocząć.

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

autorko

 

tobie jest potrzebna psychoterapia a nie spotkania z psychologiem czasami

 

tylko na terapii musisz sie odslonic pokazac slabosc nie udawac nie smiac sie i wyglupiac.badz soba.masz prawo do slabosci.nie musisz byc zawsze silna.po prostu pozwol sobie na bycie slaba i bezbronna czasami.

tylko terapia moze ci pomoc.

powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Cherry11 cześć trudności z którymi się zmagasz towarzyszyły mi przez bardzo długi czas, pewne rzeczy mam za sobą, niektórych jeszcze nie. Nawet nie wyobrażasz sobie jak bałem się ze zostanę zdemaskowany, ze musiałem wziąć leki, ze ktoś się dowie, ze taki „silny” , aktywny facet jak ja ma jakieś problemy, jeszcze psychiczne. Nie będę się rozpisywał o sobie i jak sobie radzę, bo każdy ma inna drogę, jednak zawsze jest wyjście i rozwiązanie. 

 

Mi pomaga terapia, jednak nie od razu trafiłem na odpowiednia osobę i nurt... a to ważne. 

 

No i wiara.. 

 

Sporo widzę podobieństw w Tobie i mnie kiedyś 😁 

Jak coś napisz na priv, może będę mógł coś pomóc 

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 18.09.2019 o 09:32, Cherry11 napisał:

Cześć. Piszę tutaj, bo łapię się ostatniej deski ratunku. Może zdarzy się cud, w który tak po cichu kiedyś wierzyłam. Chociaż już na to nie liczę, za długo się zmagam ze sobą.

Mam problemy z życiem. Nie mam siły, wszystkie aktywności życiowe są dla mnie bezsensowne, nie potrafię wykrzesać z siebie radości z życia, żyję bo muszę. Tak ciężko o tym mówić.. Wie tylko mój mąż, przed wszystkimi ukrywam, wstydzę się, że nie jestem jak inni. Nawet dla męża staram się jakoś żyć, bo szkoda mi go:( Wstydzę się, że mój mąż trafił na taką wariatkę bez przyszłości i lepiej żebym popełniła samobójstwo, on wtedy będzie miał szansę poznać kogoś normalnego i uwolnić się ode mnie. :( Bardzo mnie kocha, a ja nie umiem opisać jak bardzo jest dla mnie ważny, najważniejszy.

Mam 25 lat, jesteśmy dwa lata po ślubie. Mieszkamy razem, staram się wykonywać obowiązki domowe i pracuję. Jest mi tak cholernie ciężko, dużo płaczę, jestem zrezygnowana, boję się wszystkiego, nie umiem opisać moich odczuć.. Czasem się zmotywuję, żeby iść np. na siłownię, ale to nie pomaga.

Biorę leki od roku, diagnoza to problemy adaptacyjne. Biorę je, ale wydaje mi się, że to nie kwestia farmakologii, a coś we mnie siedzi, w mojej głowie i nie pozbędę się tych myśli, bo taka już jestem. :(

Nie mogę się zdobyć na jakiś cel w życiu, żyję za karę, nie chcę już, nie chcę, żeby mój mąż musiał się za mnie wstydzić, nie chcę żeby rodzina i znajomi wiedzieli, że jestem nienormalna.. Buduję mur wokół siebie, wychodzę na zimną, złośliwą i wredną kobietę. Boże, nie wiem co robić. Przez to zdarza mi się palić, napić alkoholu, bo wtedy nie myślę, jest mi lepiej. Ale wiem, że nie tędy droga, boję się, że skończę jeszcze w rynsztoku.. Zwariuję, chyba tylko pod pociągiem moje miejsce, nie wierzę już, że cokolwiek się zmieni... Nie mam siły i wiary. Pomocy proszę..

Sluchaj kochana. Ja taka zalamke mialam i mam, ze nie wiem juz co dalej. Oprocz atakow paniki gleboka depresja tak ze az boli umysl. Byly momenty, ze dzwonilam na 112 po jakakolwiek pomoc. Nie mam planow i nie widze przyszlosci i mnie w niej. Chodze jak robot i zalamana caly czas. Najlepsze jest to ze zycia innych tez mi sie wydaja bez sensu. 

Dam ci rade ktora gdzies wyczytalam i jakos 3 dni ciagne lepiej. Nie jest slodko ale bol mentalny jest mniejszy. Musisz zrobic sobie plan. Na przyklad jak masz troche brudno w chacie to zrobic plan zakupy produktow, w jeden dzien sprzatasz to az do kosci i nastepny cos innego. Ja np postanowilam pomalowac mieszakanie sama. Niby bez sensu i stac mnie zaplacic zeby ktos zrobil lepiej. Ale taki sobie zrobilam plan bo nic innego mi do glowy nie pszyszlo. Pierwszy dzien nie mysl ze milam ochote jechac po farby itd. Nie mialam. Wydawalo sie bez sensu wszystko. Ale pojechalam. Trzeba trzymac sie planu zeby nie wiem jak bylo nam zle. Pojechalam kupilam co trzeba. Cala droge i w sklepie tez czulam sie do dupy i bez sensu. Pozniej w domu zaczelam przygotowywac najmieszy pokoj. I jakos umysl zaczal sie skupiac na malowaaniu i na tym jak trudno pewne rzeczy zrobic. Dzis musialam jechac dokupic rzeczy. Pozniej spacer itd. W domu malowanie. Jestem zaskoczona z jekiego glebokiego dolu mnie to wyciagnelo. Powiedzemy ze jak depresyjny bol umyslu ostatnie dni mialam na 10 punktow to te 2 dni malowania mam bol umyslu na 6-7 a jak juz maluje i jestem q ruchu i w mysleniu co dalej to schodzi do 4 punktow. 4 punkty oceniam ze nie jest zle ale szczesliwa i jakos wielce zadowolona nie jestem ale nie ma bolu psychicznego. Momentami lapie ale zaraz umysl sie skupia na malowaniu. Zrob sobie jakis plan. Cos co dasz rade zrobic i zajmuje czas i wymaga poswiecenia i najelpiej jak w ruchu. Ale cos nie trudnego. Cos co wymaga kilku etapow np zakupy, przygotowanie, robota i co pozniej sa widoczne efekty. Nie mowie, ze to cie wyleczy ale pomoze przetrwac bol. W tym czasie lekarz i psycholog. Ja tez mam malo nadzieji ale jakas malutka mi zostala wiec zyje. 

Uwierz mi, ze baaaardzo jest ze mna zle. Ciagle depresja od ponad 15 lat. Raz lepiej raz gorzej. Ale teraz uderzyla na maksa. Masakra. Uczucie besensownosci zycia i wszystkiego dookola. Ze nie ma pomocy i nie ma nadzieji. Placz i rozpacz. Ktos kto tego nie przezyl nie zrozumie. Plus nerwica i ataki paniki. Masakra. Nie idzie tak zyc tylko tyle wiem. W najgorszych chwilach oprocz dzwonienia na 112 pislam do jakis funadcji itd itp. Zero pomocy. Zero nadzieji. Jedynie pscyholog mi zostal. Zaczelam terapie i tego sie trzymam nadzieji ze pomoze. Plus psychiatra i pewnie znowu nowe antydepresanty. Wiec rob plan. Cos wymysl. Odezwij sie i ci pomoge cos wymyslic. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 18.09.2019 o 09:32, Cherry11 napisał:

Cześć. Piszę tutaj, bo łapię się ostatniej deski ratunku. Może zdarzy się cud, w który tak po cichu kiedyś wierzyłam. Chociaż już na to nie liczę, za długo się zmagam ze sobą.

Mam problemy z życiem. Nie mam siły, wszystkie aktywności życiowe są dla mnie bezsensowne, nie potrafię wykrzesać z siebie radości z życia, żyję bo muszę. Tak ciężko o tym mówić.. Wie tylko mój mąż, przed wszystkimi ukrywam, wstydzę się, że nie jestem jak inni. Nawet dla męża staram się jakoś żyć, bo szkoda mi go:( Wstydzę się, że mój mąż trafił na taką wariatkę bez przyszłości i lepiej żebym popełniła samobójstwo, on wtedy będzie miał szansę poznać kogoś normalnego i uwolnić się ode mnie. :( Bardzo mnie kocha, a ja nie umiem opisać jak bardzo jest dla mnie ważny, najważniejszy.

Mam 25 lat, jesteśmy dwa lata po ślubie. Mieszkamy razem, staram się wykonywać obowiązki domowe i pracuję. Jest mi tak cholernie ciężko, dużo płaczę, jestem zrezygnowana, boję się wszystkiego, nie umiem opisać moich odczuć.. Czasem się zmotywuję, żeby iść np. na siłownię, ale to nie pomaga.

Biorę leki od roku, diagnoza to problemy adaptacyjne. Biorę je, ale wydaje mi się, że to nie kwestia farmakologii, a coś we mnie siedzi, w mojej głowie i nie pozbędę się tych myśli, bo taka już jestem. :(

Nie mogę się zdobyć na jakiś cel w życiu, żyję za karę, nie chcę już, nie chcę, żeby mój mąż musiał się za mnie wstydzić, nie chcę żeby rodzina i znajomi wiedzieli, że jestem nienormalna.. Buduję mur wokół siebie, wychodzę na zimną, złośliwą i wredną kobietę. Boże, nie wiem co robić. Przez to zdarza mi się palić, napić alkoholu, bo wtedy nie myślę, jest mi lepiej. Ale wiem, że nie tędy droga, boję się, że skończę jeszcze w rynsztoku.. Zwariuję, chyba tylko pod pociągiem moje miejsce, nie wierzę już, że cokolwiek się zmieni... Nie mam siły i wiary. Pomocy 

Prosze admina o skasowanie mojej odpowiedzi wyzej bo nie da sie edytowac a zrozumialam zle post forumowicza. Myslalam, ze ma depresje ale to chyba inny problem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Cherry11Moim zdaniem powinnaś iść do dobrego psychiatry i dobrze dobrać farmakoterapię, czasem trzeba te 10 albo i więcej prób różnych leków, aby trafić na właściwy. Jeżeli mogę się wtrącić ,chodź psychiatrą nie jestem: na cholerę ktoś Ci przepisał Depakine na depresję? Matko przenajświętsza, zmień psychiatrę zmień farmaceutyki i wszystko będzie dobrze 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 godzin temu, kasztaniarz napisał:

@Cherry11Moim zdaniem powinnaś iść do dobrego psychiatry i dobrze dobrać farmakoterapię, czasem trzeba te 10 albo i więcej prób różnych leków, aby trafić na właściwy. Jeżeli mogę się wtrącić ,chodź psychiatrą nie jestem: na cholerę ktoś Ci przepisał Depakine na depresję? Matko przenajświętsza, zmień psychiatrę zmień farmaceutyki i wszystko będzie dobrze 🙂

Tak wlasnie pomyslalam. Ze depakine to na drgawki i czemu jej co innego nie dali. Dziwne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich,

Dziś się zarejestrowałam bo wiem, że coś ze mną jest nie tak od dłuższego czasu. Ogólnie nie dość, że czułam się inna to faktycznie dochodzi do tego izolacja od wszystkiego i od wszystkich.

Dochodzi do tego, że staram się nakładać maskę taką, że kiedy przebywam w otoczeniu innych ludzi żeby myśleli, że wszystko jest ok.

Problem jest tym bardziej złożony, gdyż nie potrafię mówić o moich uczuciach. To co czuje, co mnie zabija.

Być może to jakiś mały sukces, że się tutaj pojawiłam.

Faktycznie zanim się tu zarejestrowałam czytałam o depresji kilka godzin wcześniej a nawet zrobiłam test on-line na depresję - w skali Becka głęboka depresja.

Oczywiście to nie jest wyznacznikiem.

Właściwie to nawet nie wiem czemu się zarejestrowałam bo pewnie potrzebuje pomocy a to pewnie był impuls, chwila słabości. 

Nawet nie wiem czy właściwie chce pomocy bo czuje się tak, że wiem, że było by lepiej jakbym znikła. Poza tym męczę się  już na tym świecie i chyba nigdy za bardzo tu nie pasowałam.  

Nie mogę sobie poradzić z moimi stanami a siebie uważam za truciznę, która zatruwa wszystko dookoła.

Dziwne....nie potrafię znaleźć żadnych pozytywnych cech czy zachowań.

Gdyby nie było źle to pewnie bym potrafiła to zrobić. 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@Binia Gie może załóż swój wątek w "Poznajmy się" i opisz dokładniej co ci sprawia problem? Spróbujemy coś doradzić wtedy. 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, cynthia napisał:

@Binia Gie może załóż swój wątek w "Poznajmy się" i opisz dokładniej co ci sprawia problem? Spróbujemy coś doradzić wtedy. 🙂

Wiedziałam 🙂 a właściwie przypuszczałam, że robię to nie tak..bo w sumie to nie jestem tak obeznana ze wszystkim.

Dzięki bardzo 😉

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, Binia Gie napisał:

Wiedziałam 🙂 a właściwie przypuszczałam, że robię to nie tak..bo w sumie to nie jestem tak obeznana ze wszystkim.

Dzięki bardzo

@Binia Gie ze spokojem wszystko jest ok. 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 minutę temu, cynthia napisał:

@Binia Gie ze spokojem wszystko jest ok. 🙂

To jeszcze muszę zapytać bo mam faktycznie problemy ze zrozumieniem.

Czy ja muszę założyć osobny wątek " Poznajmy się" czy szukać wątku "Poznajmy się"  i tam opisać moja pokreconą osobę 😀

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przepraszam, że się wtrącę. Depakine jest typowo na drgawki? Dostałam to jako stabilizator nastroju, ale kiepsko pomagał. Raczej tylko mi po nim włosy wypadały w zastraszającym tempie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×