Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

doi

Użytkownik
  • Zawartość

    106
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez doi

  1. No jasne, że nie przestaniesz przeżywać, bo terapeuta wyszedł z roli i ewoluował w stronę kochanka. Obdarzyłaś zaufaniem terapeutę a nie kochanka i jako kochankowi twoje zaufanie i bezbronność się nie należały. On ciebie użył dla swoich celów, czego w terapii robić nie można, bo można okaleczyć kogoś bardzo, zabierając mu/jej coś co nie jest przeznaczone do terapeuty. Ja to rozumiem. Proponuję tylko przyjrzenie się (niespójnym) emocjom, które się pojawiają- bo nadal - z terapeutą-kochankiem- jesteś w swoim procesie i to co się dzieje (np to że nie dostrzegasz że ktoś narusza rolę i granice) może być znaczące dla twojego rozwoju. Komplementy terapeuty nie oznaczają budowy wewnątrzsterowności a zależność, zewnątrzsterowność- a to nie jest celem terapii, jak ją rozumiem. Inaczej: może niesiesz taką energię, zachowania, przekonania, które uniemożliwiają ci stworzenie związku i to właśnie wyszło w tej (zaburzonej) relacji- właśnie jako zaburzenie, symptom. Te moje myśli to tylko takie skojarzenia, może być zupełnie inaczej niż ja to sobie wyobrażam. Ale będę się upierać że jest to znaczące- w twoim kontekście. Nie wiem jak, ale znaczące z pewnością. To nie jest norma, co opisujesz. Paskudny wyjątek. I raczej nie tak, że to jakiś psychopata, ale ktoś kto nie wykonał swojej pracy należycie, zapewne z narcyzmu. Superwizor by mu na takie coś nie pozwolił. Może nie był w superwizji. Terapeuci też ludzie.
  2. Ja się zastanawiam dlaczego ta terapeutka w ogóle pojawiła się na takim forum (to nie miejsce dla terapeutów) i zmarnowała dobre kilkanaście minut na przejrzenie historii pacjentki i napisanie takiego posta. Musiała pisać to pod wpływem niezłych emocji. Pewnie relacja była słaba a jej puściły nerwy. Brak profesjonalizmu. Wystarczyło skomentować krótko i do rzeczy. Najlepiej na priv. Lub olać. Pacjenci w różny sposób przeżywają rozstanie z t.
  3. Testował granice i twoją niewiedzę o terapii i relacji terapeutycznej. Terapeuta nie dotyka pacjenta. Jedynie Gestalt zezwala- za pozwoleniem pacjenta.
  4. A gdybyś tak odłożyła jego motywy na bok i cieszyła się samym faktem, że się komuś spodobałaś i ktoś cię skomplementował? Czy to coś zmienia w twoim podejściu do związków? Do terapii, owszem, może zniechęcić, ale do związków, relacji damsko-męskiej (lub innej jak wolisz)? Odsuwając to ze on jest starszy i ma inną rolę- czujesz się ok ze swoja kobiecością? To co piszę to nie stręczycielstwo, ale próba wyciągnięcia z tego doświadczenia czegoś dobrego dla siebie, potraktowanie tego jako materiału do dalszej pracy. Bo to jednak nie przypadek, że idziesz z problemami w związkach i dostajesz uwodzącego cię terapeutę... To co się stało w terapii to wyjątek, moim zdaniem. Mi sie nie zdarzyło, żeby terapeuta czy terapeutka próbowali rozciagnąć relację na uwodzenie. Owszem, próba mała, kilku osób, ale nigdy. Jakieś śmieszki, uwodzonka, komplemenciki- tak, to jest nawet miłe, ale nie rozpieprzenie relacji, wyjście z roli. Ale jeśli schemat bedzie ci się powtarzał w kolejnych relacjach, to naprawdę będzie znaczące.
  5. I jeszcze jedna myśl: nie wkurzyłaś się? Ja bym dziką awanturę urządziła i nie żałowałabym złych słów temu panu na koniec. Dopeiro potem jak by mi ulżyło, odcięłabym kontakt. A ty tak spokojnie "zrywasz kontakt"? Jest taki układ że osoby, które chcą uchodzić w swoich oczach za "dobre" i "grzeczne" przyciągają owe "ciemne moce" na zasadzie projekcji, by się uchronić przez "złym w sobie" a jednocześnie mieć nad "złym" kontrolę i zachować przed sobą "dobrą osobowość". Nie da się jednak postawić skutecznie granicy gdy nie ma się kontaktu ze "złym" w sobie. Piszesz o przyciąganiu "złych" jak o swoim schemacie, stąd taka myśl.
  6. Oczywiście , bardzo ludzkie i pewno tak samo bym postępowała. Chodzi mi o to żeby niczego nie wypierać, zwłaszcza satysfakcji, wstydliwej. Bo przyjmuje się, że ofiara ma być ofiarą i odczuwać satysfakcji nie może. I poddać to refleksji - bo to jednak jest znaczące: ktoś kto nie był w stałym związku uwodzi (nieświadomie) terapeutę (a on to wykorzystuje).
  7. Może właśnie takie osoby do siebie przyciągasz? I to jest temat na sesję, do przerobienia. Może masz maskę osoby delikatnej, która nie umie się obronić inaczej jak przez ucieczkę- to też do przemyślenia. Fantazje- nie chodzi mi o to że świadomie kłamiesz, ale o to, że wszyscy układamy sobie jakąś narrację, to co mówimy i jak sobie przedstawiamy świat to fantazje (w sensie neutralnym). Ty sobie przedstawiasz to co się stało jako "jestem zawiedziona, facet jest okropny" a ktoś inny być może powiedziałby "fajnie, udało mi się uwieść terapeutę, czuję moc, facet na mnie leci". To jak przedstawiasz nagie fakty ma znaczenie. Nie wziął pieniędzy- czyli już wtedy zaczęłaś mu płacić inaczej. I co, nie zaniepokoiło cię to? Nie postawiłaś granicy? Szczerze- mam taką myśl, że to wszystko co zbudowałaś w tej terapii jest jakoś nietrwałe, uzależnione od spojrzenia tego faceta. Jak on zniknie to te twoje osiągnięcia tez mogą okazać się słabe. I być może stąd temat jest dla ciebie ważny, żeby tego faceta - w narracji, w przeżywaniu tematu- nie puścić od siebie. Może być tak, że on uruchomił swoim postępowaniem coś, co do tej pory pozostawało uśpione i nie pozwalało ci zbudować sensownego związku. To przemyślałabym w nowej relacji terapeutycznej, ale jednak nie z kobietą, bo to jest ciąg dalszy ucieczki. Ucieczki do mamy od złego mężczyzny.
  8. A ja tak, widzę. Poruszenie (tj to ze temat jest żywy, odreagowywany na poziomie somy) oznacza wewnętrzną satysfakcję, może nieuświadomioną, tym bardziej że Natalia ma problem ze związkami. Wewnętrzna nieuświadomiona satysfakcja nie ma nic wspólnego z emocją ("społeczną") która pojawia się na końcu i jest okazywana ego i światu. Ludzie czerpią taką satysfakcję np. z trudnych warunków, z samobiczowania, z doznawania przemocy etc.
  9. Tym bardziej że piszesz: "uczęszczam na terapię z powodu problemów w stworzeniu związku." to co się dzieje w tej relacji i twoje fantazje wokół tego powinny byc znaczące.
  10. Ale tym żyjesz. Ten facet robi ci krzywdę bo zamiast zająć się sobą zajmujesz się ( z przyjemnością przecież) jego postami. Możesz pociągnąć wątek- co robi mi starszy facet komplementami i głodem (bo przecież kolejną stronę już coś robi)- ale najlepiej w innej relacji terapeutycznej. Bo przecież to zachowanie terapeuty coś w tobie uruchomiło i w zasadzie przerwało proces, w jakim byłaś ze SWOIMI problemami.
  11. Natalia, jak dla mnie najważniejsze to :zadbaj o siebie. To nieważne na razie co on, bo to Ty sie źle czujesz- jak piszesz. Więc co on ma to nieważne, najlepiej zmień t., obgadaj to, stań na nogi. Wiadomości zachowaj, żeby mieć poczucie realności. Czy ratować innych (i jak i czy ma to sens) - to poboczna kwestia.
  12. @szanownapaniNie, nie mam opracowań, nie sądzę, żeby było jakiekolwiek "naukowe" opracowanie dot nadużyć w terapii. Ale kiedyś interesowałam się tematem nadużyć i zdarzało mi się czytać o przypadkach, gdzie pomówienia o molestowanie były formą "karania "terapeuty, manipulowaniem relacją, próbą przejęcia kontroli, wyjścia z zależności, czy pomyłką między "dziecięcą miłością" a pożądaniem, projektowanym na t. Wątek miłosny jest przecież w gabinecie, tak czy inaczej obecny, czasem przez zaprzeczenie. Czasem przez takie fantazje można dotrzeć do wewnętrznego konfliktu pacjenta. Pomówienia są znaczące. I właśnie ten sms mnie zastanowił ( o ile jest prawdą)- albo facet wychodzi z roli, albo czuje się bezkarny, albo to fantazje. Albo jest głupi. Z drugiej strony nikt z powodu smsa mu nie zabroni wykonywać zawodu, bo nie ma prawnie takiej opcji.
  13. Jak na razie piszesz o różnych forach i nic nie robisz? Najprościej nie iść na sesję i przerwać kontakt bez dyskusji, bez tłumaczenia - jak ze stalkerem. Zablokować go, smsów nie czytać. Jeśli jest zrzeszony w jakimś towarzystwie, zgłosić tam- jak lubisz walczyć z wiatrakami. I poszukać pilnie innego terapeuty. Takie rozwiązanie więzi terapeutycznej zdrowe nie jest. Jeśli jest prawdą to co piszesz (wybacz, ale kobiet pomawiających terapeutów o molestowanie jest pełno) to facet zdecydowanie przekroczył granice relacji terapeutycznej.
  14. Przelałaś na niego BO jest niedostępnym obiektem a nie mimo. Korzystasz z tego, że tej relacji nie musisz tworzyć, nie musisz w niej nic dać, jest bezpiecznie, bo płacisz i dostajesz miłość. Więc jest ci łatwiej niż w realu, bo nic nie musisz robić. Zgadzam się - sprawa do przegadania z terapeutą, bo fantazje wokół tego mogą być bazą twoich nieudanych relacji. To ze jesteś dla tego człowieka pracą nie oznacza z automatu, że jesteś nikim- pewnie chce wykonać dobrze twoją pracę. Tak, jesteś dla niego pracą ( ieśli facet jest pro, to tak będzie, będziesz odrzucona), ale nie znaczy że nie jesteś ważna. Ważność przekieruj na siebie a nie czerp z zewnątrz - bo to zawsze będzie zawodne i raniące.
  15. Właśnie ja cały czas o tym. Że są tej samej płci. Że to nie jasna, prosta, święta biologia. Czym więc się różnią? Czym wzbudzają niechęć? Skąd ich inna pozycja wobec kategorii płci? To pytania. Moje supozycje powyżej.
  16. Skoro tak, to spróbuj jednak oprzeć się na czymś, np na tym co mówi terapeutka.
  17. Ty rozpoczęłaś ty kończysz , ale polecam zdać sobie pytanie "dlaczego oni budzą niechęć". Służę wypowiedzią, która mnie rozbawiła: " Płeć się opiera na tym, że mamy inne organizmy i tyle ". No, niestety, nie tyle. Jest o wiele więcej. Albo i nie tylko Miłego dnia.
  18. @initiumFenomen istnieje i różnica jest ale nie na poziomie jaki opisujesz. Wygodnie nam uważać, że to kwestia biologii (różne organizmy, naprawdę? czego nie ma lesbijka? Nie wydala, nie odżywia się, rozmnaża przez pączkowanie?) bo taka narracja przysłania konflikt, nikt tu nie jest winien bo jest coś co "wybiera" (biologia). Jeśli uważasz że masz inny organizm niż lesbijka to z lekka się uśmiecham na to. I zapewniam, że zachowania homoseksualne sama przejawisz w czasie pobytu np. w więzieniu. Lub w snach, poza Ja. Lub po czterdziestce. Różnica jest w relacji, w pozycji wobec hetero. Raczej w założeniu hetero, że mężczyzna czy kobieta niosą ze sobą jakąś informację o płci, mają swoje miejsce w grze płci. Gej odmawia ci zajęcia miejsca jakie mu wyznaczyłaś (oczywiście to obraz a nie konkretny gej i konkretna ty). Dla geja tu nie jesteś znacząca w grze płci, nie niesiesz dla niego znaczenia jako płeć. On dla ciebie też nie niesie. Jest mężczyzną (przecież) i jednocześnie- wobec kobiety- nim nie jest. Ty jesteś kobietą i jednocześnie dla niego nie jesteś. To co dla hetero jest łączne (jestem kobietą więc zajmuję pozycję wobec mężczyzny, określam się przez mężczyznę) u LG jest inne. LGBT odmawiają (sobą, bo nie świadomym wyborem). Tam gdzie jest płeć (i znaczenie płci) dla hetero tam w relacji do LGBT jest nic, pustka, void. Do tego żeby był problem musi więc istnieć hetero i homo, to jest problem na styku a nie sam w sobie, jeśli nie masz lustra nie ma problemu. To jest też problem, bo ludzie nie wiedzą kto/co wybiera pozycję w grze płci. Musieliby uznać prymat nieświadomego a nie pogodzą tego z kulturą, wolną wolą, bogiem, wartościami, wyborami etc. I musieliby uznać pustkę jako podwalinę. No i odrzucić współczesną pustą narrację, że umysł to mózg i geny. Inaczej: mam wrażenie, że różnicę tworzysz by potem ją "depatologizować". Ta różnica pokazuje grę płci- że może być różnorodna. I że można rozłączyć prokreację od płci. Że można inaczej- co niepokoi co do własnej pozycji. Homo i hetero niosą wobec siebie niepewność co do pozycji w układzie płci. I nie, nie jest to "sprawdzona teoria", tylko intuicja, obraz. Jednak co ty piszesz to tylko powierzchnia, moim zdaniem.
  19. @blanchet00 A piszesz to teraz na fali wzrostu czy spadającej? Bo skoro fala ma wpływ na postrzeganie przez ciebie terapeutki to warto to wziąć pod uwagę i zdecydować się na wizytę u psychiatry mimo wszystko.
  20. Toteż moja intuicja/spekulacja usiłuje wytłumaczyć ten fenomen. Po pierwsze orientacja nie jest realna (jak rozumiem real). Jak weźmiesz spermę geja to się zapłodnisz. Jak zgwałcisz lesbijkę to ją zapłodnisz. Wzwód geja jest takim samym wzwodem jak hetero. Orgazm lesbijki jest takim samym orgazmem jak hetero. Miłość, idealizacja, pożądanie, zazdrość są takie same jak miłość, idealizacja, pożądanie i zazdrość hetero. Orientacja jest wypadkową wielu sił, psychicznych, (spekulatywnych właśnie) także, także tych "wgranych" homo sapiens jak kategoria płci (ale już nie płeć). To nie jest real, nie natura sama. Nie ma "realnej" różnicy (oprócz obojnaków). W tym sęk, że hetero mogą oprzeć się (nieco) na realnym (mam siusiaka, jestem chłopczykiem), na społecznym (tata i mama mówią że jak mam siusiaka to jestem chłopczyk) i na ego/konflikcie (ja jestem chłopiec bo dziewczynki są jakieś inne). Myślę że cały konstrukt płci opiera się na pewnej umowie pod którą jest pustka. Nie ma nic pewnego. Stąd niepewność zamieniana na lęk, fascynację, zazdrość, nienawiść. I dalej- ja odpowiadam co może być powodem hejtu. Różnica- ale dlaczego, bo nie ma różnicy "realnej"? Co pod tym jest? Zazdrość o pozycję wobec kategorii płci, zazdrość o seks uniezależniony od biologii, zazdrość o niedostępną satysfakcję. Także być może lęk i zazdrość o zbliżenie się do ideału androginii a ze strony LGTB- pragnienie umocowania wewnętrznej niepewności przez spojrzenie Innego, kulturę, prawo etc. Tu się ogrom rzeczy dzieje- ale nie na poziomie "realu". I przykro mi, jeśli chcesz wyjść poza masło maślane "oni są inni bo są inni" musisz podjąć ryzyko spekulacji, stworzenia jakiejś teorii umysłu. Tak naprawdę to ty- nasycona swoimi przekonaniami i kulturą postrzegasz ich inność. Nie będzie spojrzenia, nie będzie inności. Więc - nadal przykro mi- sprawa nie jest "realna" a ludzkich umysłów. Gdzie jest fragment mówiący o tym, że przedstawiam "potwierdzoną teorię". I szczerze: "potwierdzone teorie" są także pewną ludzką narracją.
  21. Twoja t. napisała "możesz pisać". Nie napisała, że będzie odpowiadać. I to jest fajny moment, żeby spróbować stworzyć sobie w głowie jakiś stabilny obraz osoby. Która- mimo że nieobecna , nie odrzuca. Że nieobecność nie oznacza odrzucenia ani porzucenia i nie trzeba walczyć o jej uwagę. A swoją drogą: współczuję, Simona Kossak mi się przypomniała jak ciebie czytam.
  22. Chodziło mi raczej o to, że nie ma się wpływu na samą zmianę w głowie (np na to że z automatu wpadasz w dysocjację). Że to nie jest kwestia woli, bo przecież widzisz ( i ja też u siebie), że nie jest to kwestia postanowienia "teraz będzie inaczej". Ale na to by chodzić mimo wszystko wpływ mamy. I w tym właśnie cały szpas w tym- żeby chodzić, walczyć nawet we flaucie, nawet w niepowodzeniu, w dołku i zniechęceniu a głowa (być może) się zmieni, kliknie. I jak kliknie zrobić eksperyment i spróbować zadziałać inaczej w realu.
  23. Ok, po prostu takie skojarzenie miałam, ty wiesz lepiej. Mam wrażenie że wcale nie chcesz tej relacji stracić, więc czemu się zmuszać? W imię czego? Przecież możesz pisać listy bez wysyłania, gadać z nią w głowie, nawiązywać do tego co działo się na sesjach-żeby z jakiegoś kawałka siebie zrobić sobie "dobrą terapeutkę" w głowie, nauczyć się koić.. Z mojego doświadczenia wiem że najciężej tak przerwać relację i zostać z nabrzmiałym żalem czy pretensjami których nie ma do kogo zaadresować. Nie chodzi o to by mysleć, że relacja terapeutyczna trwa i ona ma jakieś zobowiązania wobec ciebie-bo nie ma, jej rola w terapii się skończyła. Ale o to, że nie jest ci obcym człowiekiem, że coś dla ciebie starała się zrobić i że jesteś jakoś przywiązana do niej i jej wspomnienia. Możesz przecież za jakiś czas, jak okrzepniesz w npwej pracy i przezwyciężysz kilka kryzysów, się z nią skontaktować i tym pochwalić- t. czasem chcą wiedzieć co dzieje się z ich byłymi pacjentami. Bez zobowiązań. A że ona miała wątpliwości co do swojej roli to raczej dobrze o niej świadczy, tak myślę.
  24. Impas rzecz ludzka. Mnie też kiedyś wkurzało, że jakoś tak się samo ucieka przed ciężkimi tematami, ale teraz już chyba akceptuję, że głowa idzie swoim tempem. Nie mam na to wpływu, choć też mam taką myśl, że wiele sesji zmarnowałam, że żałuję czasem braku odwagi. Po flaucie lub złości na siebie przychodzi bum, klik i kolejna mała zmiana. Tego życzę, powodzenia. Małymi kroczkami.
  25. Piszę dość specyficznie, wiem.
×