Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

doi

Użytkownik
  • Zawartość

    392
  • Rejestracja

Zawartość dodana przez doi

  1. Albo wręcz spytać co ukrywamy dziś Problem w tym, że nie wiemy często co właściwie ukrywamy albo o czym nie chcemy mówić albo nie możemy tego nazwać. Wczoraj krążyłam jak lisek wokół tematu a najgorsze że nie wiem wokół jakiego i nie umiem go nazwać. Żadnego "aha!" nie odnotowałam jeszcze(?).
  2. @Wirginia ZachodniaDudek może być inspirujący, Fink może przerażać, bo Lacan trudny i "inny", ale może cię też zainspiruje gdzie w sobie szukać. W moim przypadku depresja też była wynikiem wgranych programów a raczej mojej interpretacji mojej pozycji edypalnej, o tych nieświadomych dziecięcych interpretacjach rzeczywistości pisałam na forum w wątku o wpływie dzieciństwa. Temat nie jest jednak do czytania a raczej do przepracowania w terapii. Trzymam kciuki, żeby pomogło. PS. Moi rodzice tez dużo mówili, ale już dorosłam. Duże dzieci i tyle. Jak ze strachem- strach ma wielkie oczy, a twoja matka te bzdety pewnie mówiła do siebie. Dorosła już jesteś, popatrz na nią jak na zaburzone, głupie dziecko.
  3. Tak, dość długo. Ale raczej nazywam to analizą. Chodzę z przerwami. Symptomy na razie ustąpiły w każdym razie, ale wlazłam ostatnio w dosyć trudny dla mnie temat i teraz będzie więcej milczenia i szarpania. Pewnie i t. dostanie po głowie, jak znam swoje funkcjonowanie... Zauważyłam, że po kilku sesjach takich "obok" potem zbieram się w sobie i atakuję temat wprost. Nic nie umyka, ale drąży po cichu. Może inni mają inaczej, ja introwertyk jestem potrzebuję czasu i oswojenia. Może też takie milczenie ale i pozorna otwartość i ożywienie są przejawem oporu. Jak z nielubianymi zadaniami-jak ma PITa rozliczyć to nagle zaczynam szafki w kuchni sprzątać :). Niby fajnie, ale nie o to chodzi.
  4. Tak, tez tak mam. Im większe napalenie tym większa cisza potem lub zabijanie ciszy byle czym. Są "zmarnowane" sesje, ale widać tak być musi.
  5. Da się złagodzić. Da się z tego śmiać. Da się mieć to gdzieś. Da się z tym żyć. A ty piszesz że żyć ci z tym trudno. I tu jest problem a nie w rudym kolorze. Poruszają i mijają same. Nic nie robię, nie pogłębiam, nie dumam nad tym, nie dokopuję sobie. Tu nie chodzi przecież o zaburzenia kardiologiczne ale o niską jakość życia i kopanie siebie. Za moment będziesz unikał wszystkich ludzi, nawalisz w pracy etc. To że to daje takiego kopa, to znaczy że jest ciągle żywe, do przepracowania. Zdarza się że po jednej terapii pozostają jakies wątki do przepracowania i wtedy się wraca, to normalne. Jak nie czujesz żeby były t. miał ochotę cię dalej słuchać i ta terapia była dość płytka, poszukaj kogos innego, z innego nurtu. Nigdy nie ma gwarancji, że terapia będzie udana, ale warto spróbować, żeby się nie blokować w życiu.
  6. Większość, która siedzi w więzieniu to chłopcy, którzy się pogubili. To nie jest żadnym usprawiedliwieniem ale wyjaśnieniem. A dlaczego mam nie oceniać? Jeśli ukradł, jest złodziejem - to proste. Nie masz żadnych szans mu pomóc w tym zagubieniu, nie jesteś psycho ani specem od recydywy ani terapeutką. Nie pochlebiaj sobie że możesz go "uratować", bo nie możesz w żaden sposób. On już podświadomie wybrał, że woli więzienie od ciebie. To boli, ale tak jest. Żeby zawalczyć o siebie, trzeba spaść na kompletne dno. Ty mu to uniemożliwiasz. Najważniejsze to zadbać o siebie. Niech wreszcie do ciebie dojdzie, że związek z osadzonym to tylko fantazja, zero seksu, zero normalnego kontaktu, zero wspólnego życia, zero wspólnych tematów a po 10 latach- wyjdzie na wolność człowiek co najmniej zniszczony psychicznie i przyszłość (zakładając, że będziesz wiernie czekać) też będzie z kimś takim do niczego. Można komuś takiemu kibicować, ale budować z kimś takim życie- nie.
  7. Ja nie zaprzeczam oczywiście, tak samo jak i wypowiedzi @Ana500. Ale mi się znów wydaje, że pod tym co powstaje w interakcji , w relacji , świadomej czy nieświadomej, sa jeszcze samoistne fantazje. Że dziecko jest zdolne (jak każdy umysł) do produkcji fantazji, założeń, wyobrażeń, zaprzeczeń, które są znów funkcją jego życia wewnętrznego, części jego psyche. Nikt nie jest tabula rasa, raczej są wgrane genetycznie określone struktury, wyobrażenia więc i oczekiwania, predyspozycje biologiczne etc. Myślę że nawet najlepsza matka tam nie dotrze, więc w sumie -nawet mając opiekę i kontakt- życie zaczyna nam się od nieporozumienia... Tak, masz rację Luna, że bardzo ciężko przyznać się, że czuło sie coś innego, niż było zamiarem rodziców. I ta uczciwość jest ważna- i wobec swoich fantazji żeby im nie zaprzeczać. To jest bardzo ważny moment terapii- przyjąć swoją perspektywę. W sumie mam wrażenie że te dwie strony się jakoś mijają, stąd późniejsza ambiwalencja. Jak psycho mówią " że trzeba szukać w dzieciństwie" to nie tylko w świadomych zamierzeniach i działaniach, nie tylko w przekazie nieświadomym (zbieranie syfu i cudzych przekonań o świecie) ale też w tych dziecięcych samoistnych fantazjach. I tak, miara winy sensu nie ma, oczywiście.
  8. Dodam tylko, że jest to wpływ nieświadomy a głębiej - fantazje jakie dziecko sobie wytwarza na temat funkcjonowania świata, swojego istnienia, swojej istoty czy tego czego oczekują od niego rodzice (jego faktyczna rola). I te fantazje często nie mają nic wspólnego ze świadomą wolą rodziców, z ich poświęceniem, oddziaływaniami wychowawczymi etc. Czasem ich bazą jest niezawiniony incydent, wydarzenie losowe. Wychowałam się w przeciętnej PRLowskiej rodzinie, w terapii wyszła ambiwalencja i uczucia a w analizie zaszyte nieświadome dziecięce fantazje np. "oni nie chcą żebym istniała", "nic nikomu nie mogę dać bo nie mam nic atrakcyjnego", "oni chcą żebym rozstrzygnęła spór między nimi, a skoro nie potrafię nie mam prawa żyć". To są zgadywanki dziecka, jego interpretacje powstałe na wczesnym etapie dzieciństwa, co do swojej roli w systemie (więc i o stosunku do siebie). Niezależne od woli rodziców, od ich planów, marzeń. Głęboko zaszyte, pod podświadomymi schematami (zamrożonymi uczuciami). Tu wychowanie nie sięga, bo to jest interpretacja dziecinna, pierwsza, nie sięga tam nawet świadomość jednostki. Takie zaszyte fantazje ma pewnie każdy niezależnie od postawy rodziców i tego co "obiektywnie" obserwuje otoczenie w danym systemie rodzinnym.
  9. Może tak być, ale taki schemat może byc łagodniejszy i dać żyć. Pod "rudością" kryje się pewnie o wiele więcej: poczucie odmienności i cechy których w sobie nie lubisz czy poczucie bycia odrzuconym przez rodziców. Ja jako dzieciak byłam nie tylko rudawa, ale i nosiłam okulary i jąkałam się strasznie. Do dziś to ostatnie pobolewa. Dziś coś źle zaakcentowałam w obcym języku i szef sie skrzywił i mnie poprawił odruchowo. Mała rzecz, nic się nie stało, ale odczułam. Nie dramatycznie, ale jednak to pamiętam, choć to incydent. Co do powrotu na terapię. Też zaczynałam z poz-beh, ale jak dorosłam do kolejnych tematow zaczęłam psychodynamiczną. Po prostu tak bywa, że pewne treści wracają i to jest ok. Jęsli płaczesz i cierpisz z powodu "powrotu do przeszłości" to sygnał żeby właśnie tym się zająć, że to już jest dostępne do przepracowania. Jakość życia jest ważna. Może do końca nie pozbędziesz się kompleksu "rudego", ale będzie może łatwiej. Powodzenia :). W międzyczasie możesz sobie poczytać o terapii "wewnętrznego dziecka" i się wypłakać, to przynosi zmniejszenie napięcia. PS. Mnie się teraz rudy kolor podoba, szkoda że w moim przypadku zmienia sie na siwy ;).
  10. To może ktoś kto pracuje w temacie "wewnętrznego dziecka" byłby tutaj przydatny? Jaka to była terapia wcześniej? Może nie zahaczyła o ten temat odrzuconego rudego dziecka? Jak płaczesz, to płacz, to tez ulga i praca psyche. Jest ok.
  11. doi

    Psychoterapia nie działa

    Bazując na pewnej ortodoksji: jestem w stanie sobie wyobrazić praktykującego ortodoksyjnego analityka/terapeutę, który otwarcie na konsultacji mówi "moją zasadą jest że nie pracuję z osobami nie mającymi kontaktu z uczuciami (leki, psychotropy, alkohol)" i nie przyjmę pana/pani do analizy". Ale wtedy analiza traktowana jest rozwojowo a nie jako leczenie np depresji czy alkoholizmu, bo to dla analityka mógłby być samobój. Jednak w praktyce nigdy nie spotkałam czegoś takiego. Może być tez i taka sytuacja, że analityk/terapeuta prosi o zastanowienie się (a raczej wypływa taki temat na sesji), co oprócz doraźnych korzyści dają leki, w nawiązaniu do tego co się dzieje w psyche (poczucie bezpieczeństwa, symboliczne karmienie, lęk przed cierpieniem, lęk przed płaczem, bezradnością, kontrola etc). Interpretacja nie jest sugestią, warunkiem ani radą. Raczej sugestią "zastanówmy się jakie to ma w pani/pana kontekście znaczenie tj jakie pan/pani nadeje temu znaczenie". I dla kogoś, kto uważa t. za boga, jego słowa za wyrocznię a jego pozycję za pozycję władzy, a przy tym neguje swoje odczucia, boi się, to może brzmieć jak polecenie. To jest właśnie olbrzymia trudność terapii, że pacjent przerabia sobie co słyszy wg schematów które właśnie mają być zmienione bo są nieadekwatne. Tak. Ale też do tego próba dyskredytacji tego w co się ogromnie idealizowało i wierzyło. Im większa idealizacja tym potem (oczywisty) cios, rozczarowanie, pewnie przy takim schemacie działania, kolejne. Pod tym lęk , przerażenie że nie ma się czego złapać, że wszystko takie niekontrolowalne (zwłaszcza praca własnej psyche), więc stąd sztywność i dalsze koło kontroli i wizji prześladowczych. Smutne.
  12. doi

    Psychoterapia nie działa

    Do tego chciałabym się jeszcze odnieść, bo to nie jest prawdą a może komuś zaszkodzić czy wprowadzić w błąd. Moje doświadczenie jest takie, że analityk sam proponował mi kontakt z współpracującym psychiatrą i ewentualne leki w przypadku myśli i planów samobójczych. Był stały z analitykiem kontakt, i nie było tak, że ktoś mnie z problemem zostawiał. I z drugiej strony- podczas wizyty psychiatra oprócz leków na depresję proponował psychoterapię jako metodę leczenia. W zespołach specjalistów (prywatnych) często jest psychiatra, który współpracuje z psychoterapeutami. Psychoterapeuci indywidualni często mają współpracującego z nim psychiatrę (jak było w moim przypadku). To są dwa obszary, dwa podejścia, ale ta wiedza się uzupełnia a nie jest w konflikcie. Żeby odstawić leki należy to skonsultować z lekarzem psychiatrą, psychoanalityk ani psychoterapeuta tutaj kompetencji nie mają. Nie jest tak, że żeby być w terapii trzeba odstawić leki lub że branie leków nie może być uzupełnione psychoterapią. Oczywiście, że psychoterapia nie uleczy np. schizofrenii, ale może pomóc schizofrenikom na lekach lepiej funkcjonować społecznie i tym samym zmniejszyć stres.
  13. doi

    Psychoterapia nie działa

    @bigman To nie ja manipuluję, tylko miesza ci się wątek. Skoro terapia nie działa jak twierdzisz, nie może też zabijać. Ty twierdzisz jednocześnie że nie działa i że zabija i ciebie niemal zabiła. Zabija, ale i odmawiasz jej mocy uleczenia. To jest-sorry-nonsens. Ja uważam że działa, ale nie wszyscy z niej korzystają. A że jest ludzka więc i niedoskonała. Co do Witkowskiego i książki... Tak sie składa że skontaktowałam kiedyś kilka osób niezadowolonych z terapii z Witkowskim jako materiał do książki. Po lekturze odkryłam, ze znane mi historie czy incydenty obrosły coraz bardziej dramatycznymi szczegółami. Witkowski , niby sceptyk, nie podał refleksji żadnej historii jaką usłyszał. Nie chcę powiedzieć że ludzie kłamią ale żyją tymi swoimi historiami krzywdy, tak że i one zaczynają żyć swoim zyciem, z dala od rzeczywistości, coraz bardziej paranoicznie, incydent czy nieporozumienie urastają do ataku na życie i zdrowie. W ten sposób pacjenci utrzymują symboliczny kontakt z terapeutami i pozostają nadal w swoim procesie, w którym symboliczny terapeuta nadal ma swoja rolę. Terapeuci nie mogą się bronić a pacjenci w różny sposób rozwijają frustracje, od oczerniania, rękoczynów czy nękania do nas.ania terapeucie pod drzwiami. Druga rzecz- z Witkowskim terapeuci nie rozmawiają (sam przyznaje) bo nie mają o czym. To troche tak jakby lekarze medycyny mieli dyskutować z Ziebą o lewoskrętnych witaminach i zaklinaniu wody. Dyskusji nie ma bo Witkowski nie rozumie o czym się mówi, jeśli chodzi o proces terapeutyczny jest laikiem i psuedonaukowcem, nie jest terapeutą ani nie był w terapii, więc nie odnosi pojęć do zjawisk. To widać w jego "wywiadach". Reasumujac- z poważnego tematu zrobił karykaturę: terapeuci dla niego to świadomi mordercy, terapia to mafia, i jeśli ktoś wyszedł z gabinetu żywy to ma szczęście. Po lekturze stwierdziłam że facetowi rozwija się paranoja i skręca w stronę żerowania na ludzkiej rzekomej krzywdzie. Usiłuje być karykaturą terapeuty, co ociera się o śmieszność.. Więcej napisałam na blogu w recenzji. Mam wrażenie, że bardzo zagrzałeś się tutaj, nie jestem juz panoszacym się knurem a wręcz na mnie wrzeszczysz. Na razie, by temperatura ci troche opadła proponuję, żebyś mnie dodał do "ignorowanych użytkowników". Jeśli będziesz mnie nadal strofował na forum poproszę o interwencję Moda. Rozumiem, że masz żal i żyjesz poczuciem krzywdy, ale- jak pisałam- przekieruj ten żal we właściwa stronę, nie w moją. W niczym ani twoja postawa ani dykteryjki mnie nie przekonały. Jak Witkowski- nie trafiasz w sedno.
  14. doi

    Psychoterapia nie działa

    Nie wiem czy inni, ale ja tak. Bo zawsze jest to jakaś szansa. Jeśli ktoś będzie umiał ją wykorzystać a na to już wpływu nikt nie ma oprócz samego zainteresowanego. Praca z t. może pewne procesy przyspieszyć czy pogłębić. Oczywiście są osoby które do terapii się nie nadają lub nie chcą pracować nad swoimi błędnymi przekonaniami na temat rzekomej mocy terapii i pochłonięcia przez nią. A od tego trzeba by w wielu przypadkach zacząć- od błędnych przekonań czym jest terapia. Myślę że teraz plujesz na t., bo zostałeś z terapii wyproszony za złamanie zasad kontraktu. Odrzucony, a to boli. Przykro mi to pisać, ale napiszę, choć tego nie przyjmiesz: w terapii trzeba być świadomym i rozumieć, że jest się częścią sojuszu a nie bezwolnym poddanym obróbce (jak to piszesz "manipulacji") workiem. Że dwie osoby pochylają się nad umysłem i do tej pracy/obserwacji coś od siebie dokładają. Że jest to również ryzyko pewnego rzędu, ryzyko błędnych interpretacji, błędnych interwencji. Pracują ludzie a nie roboty a umysł nie jest wyrostkiem robaczkowym. Zgodziłeś się na taki kontrakt więc konsekwencją było wykluczenie cię z procesu. To akurat proste. Z pewnością też terapeuta nie wyrzucił ci leków ani nie wiązał ci rąk gdy chciałeś je brać. To była twoja decyzja, bo chciałeś właśnie z tym t. pracować. Należało to skonsultować z innymi, terapeuci i zasady są różne, lub powiedzieć wprost, że twoje funkcjonowanie się pogarsza, iść na konsultacje gdzieś indziej. "Na skraju samobója" funkcjonuje się często w terapii i bez leków. Nic nowego, zwłaszcza w dynamicznej/analitycznej. Taki jest real, tak to się odbywa.Terapia jest bardzo ciężka, pogorszenie, rozproszenie i zjazdy są na porządku dziennym. A rezultaty przychodzą często dopiero po zakończeniu terapii. Jeśli dobrze funkcjonujesz na lekach i nie chcesz terapii to czemu o niej piszesz i ją próbujesz zdyskredytować? Jest mnóstwo takich osób, które wolą leki, ale nie plują na terapię. Jeśli uważasz że twój t. popełnił błąd to zamiast wypisywać tutaj bzdury na temat terapii której nie przeszedłeś i o której nic nie wiesz lepiej by było skierować na niego skargę z konkretnymi zarzutami? Choćby po to żeby mu dać informację zwrotną? W swoich wpisach projektujesz przekonanie, że inni mają jakąś wiedzę tajemną ("manipulacja"), że tą wiedzą mogą cię i innych zniszczyć, że mają złą wolę. Że jesteś bezwolny w czyichś rękach, że dzieje się coś poza twoją wolą czego się boisz (jasne, że się dzieje). Tu jest problem, w tym chorym podejściu. Problem potrzeby kontroli, poczucia małości, braku sprawczości, niewiedzy - stąd t. uznajesz za bogów śmierci a w czyichś wpisach dostrzegasz "wywyższanie się", "panoszenie" etc. Jeśli interesuje cię psychoanaliza (kontaktujesz się z nią przez walkę, czytasz i oburzasz się wpisami), to nie wypieraj tego a zainteresuj się tym, bo może właśnie tam znajdziesz coś wartościowego dla siebie mimo tego że nie spełniłeś kiedyś warunków kontraktu. I skoro przyznajesz terapii moce niszczenia to dlaczego nie uzdrawiania? Rzeczywistość jest taka, że nie ma mocy, nie jesteś w rękach szatana ale i nikt nie zamierza ci zrobić świadomie krzywdy. Nieufność i lęk przed byciem zmanipulowanym to twój własny lęk (z poprzednich relacji jak mniemam) ale nie rzeczywistość. Uczłowiecz siebie i innych, puść gorset, będzie ci łatwiej żyć.
  15. doi

    Psychoterapia nie działa

    Skąd fantazja, że jestem nadczłowiekiem, nie wiem (tj domyślam się, ale ci juz odpuszczę). W każdym razie twoje wyobrażenie o terapii jest takie samo jak i wyobrażenie o mojej osobie czy o moich rzekomych przekonaniach czyli puste, urojeniowe, kompletnie nie trafiajace w sedno. To co piszesz byłoby wartościowe gdybyś napisał wprost czym ci twoi terapeuci zawinili i o co masz do terapeutów konktretny żal zamiast wymyślać opowiastki z piątej ręki. Po to jest ten wątek jeśli dobrze rozumiem. Bronisz sie przed ideą terapii jakby cię siłą ciągnęli. Jednak jak sądzę nikt cię nie zaprasza, a jeśli zaprasza to nikt z forum. Skąd ten opór skoro nikt nie zaprasza, zmiany nie potrzebujesz i jest tak u ciebie świetnie. No i nie płaczą ci w ramionach tabuny zmanipulowanych przez terapię. Oczywiście, że można żyć bez terapii, żadnego musu nie ma. Myślę jednak, że "walczysz" z terapią bo jednak dała ci dużo, poruszyła i być może naruszyła jakieś twoje przekonania o sobie i świecie. Byc może, zasiała taki niepokój, że go tutaj musisz z siebie wyrzucić, zaprzeczyć. Obudziła niepokój taki jaki i moje wpisy w tobie budzą. Lek przed utratą kontroli, upadkiem maski.
  16. doi

    Psychoterapia nie działa

    Mam wrażenie że mylisz mnie z kimś. Zastanów się do kogo te żale piszesz, że świat jest inny niż myślisz. Masz żal ogromny o coś, ale mnie w to nie mieszaj. Nie mam z twoją złością i żalami nic wspólnego. Ja ci nie wyrządziłam krzywdy, którą tutaj tak mocno przeżywasz. Wolisz oszczekiwać t., twój wybór, ale ja bym doradziła samorefleksję, skąd tak naprawdę ta frustracja i w stosunku do kogo. Ja nie wierzę, ja wiem, że terapia mi bardzo pomogła.
  17. doi

    Psychoterapia nie działa

    Dalej snujesz fantazje. Cele są, ale są zmienne, bo klient nie wie sam co chce zmienić, cele zmieniają się w trakcie zgłębiania problemów. Świadomość niewiele wie, nieświadome wie i mówi. Zmianę dostrzegają różne osoby, i delikwent i inni. Oczywiście że nazywają pacjentami, zależy od nurtu. Oczywiście że ktoś musi zapłacić za czyjś czas, wiedzę i skupienie. Nie płaci się za rezultat, który jest w pewnym sensie od woli terapeuty i pacjenta niezależny. Klient/pacjent może spokojnie z terapii wyjść, zakończyć, iść do innego, z kim stworzy inny sojusz, przecież nikt nikogo nie więzi ani nie łapie pacjentów po ulicach. Oczywiście każdy kontakt jest "manipulacją". Oczywiście, na konsultacjach pacjent dowiaduje się, że terapia jest ryzykiem i nie ma gwarancji sukcesu. Oczywiście, psyche nie jest komputerem do naprawienia. Oczywiście, skoro nie pasi ci terapia , nie musisz na nią pójść. Dziwne, bo większość z nich ocenia to inaczej. I metaanalizy i doświadczenia pokazują że psychoterapia jest sensownym, leczącym oddziaływaniem, może niedoskonałym, z pewnością nie skutecznym na 100%, ale jednak tak. To są kłamstwa co rozpowszechniasz. Po co to robisz? Dlatego że -jak przypuszczam- nie jesteś zadowolony z wyników swojej terapii lub tęsknisz za terapeutą to rozpowszechniasz bzdury? Trzeba mieć sporo złej woli żeby takie bzdety pisać. Złościsz się że inni są zadowoleni a ty nie. Krzyczysz jak dzieciak ciem mlika, ciem mlika, a tu nie leci. Może po prostu ust nie otworzyłeś ? Może uważasz że t. ma być twoim bogiem-zbawcą? No nie jest. Cytujesz Witkowskiego a przecież to głupiec.
  18. doi

    Psychoterapia nie działa

    Fakt. Najlepsza jest lobotomia. I elektrowstrząsy do zabicia delikwenta. Są niezawodne :). Ludzie walą na to drzwiami i oknami, pragną też chodzić otumanieni na lekach do końca życia. W aptekach kolejki a u terapeutów pusto... A dlaczego jedna osoba przeżywa żałobę w rok a inna nie może się uporać z tym przez lata całe? Dlaczego ludzie przeżywają urojone żałoby - po ideach, nadziejach, iluzjach? Jakiś pomysł? Fizykalny oczywiście, bo nie pytam oczywiście o rzeczy tak wymyślone dla masochistów jak wpływ nieświadomych schematów z dzieciństwa czy (oczywiście nieistniejących) infantylnych fantazji ani lęków. Dzięki za pozwolenie i za to że zniżyłeś się do poziomu rozmowy z knurem w chlewie, jak raczyłeś zobrazować moje skromne funkcjonowanie tutaj. Uśmiecham się, bo wiem skąd to twoje zacietrzewienie. Też kiedyś tak miałam, rozpoznaję taką frustrację, i cieszę się że mi się horyzonty rozszerzyły. I szczerze- te twoje walki tutaj jałowe dość, życzę rozwoju mądrości a nie inteligencji. Tyle ode mnie.
  19. doi

    Psychoterapia nie działa

    Uśmiałam się. Kiedyś takie dyskusje o mózgu prowadziłam też jako materialistka, żądając "obiektywizmu" i "prawdy", wypisz wymaluj jak bigmen. Tyle się zmieniło... Komu pomogła terapia i to analityczna ? Choćby mnie. Tak, sny mogą być źródłem informacji o procesie psychicznym, trzeba umieć je czytać. Inne rzeczy które wypisujesz np. o głupich pacjentach to twoje fantazje. Tu jest tez watek "terapia działa" , warto zajrzeć.
  20. doi

    Psychoterapia nie działa

    Oczywista bzdura, ale to twoja gra umysłu, ty wybierasz narrację w jakiej chcesz zostać. Dykteryjki jakie cytujesz nie pomogą ci jednak na konfrontację z faktem, że ludzie z terapii korzystają a że nie masz dostępu do ich satysfakcji. Jesteś zazdrosny o tę satysfakcję, bo nie była lub nie jest twoim udziałem. Stąd twoje zaangażowanie w temacie i kłamstwo o "wywaleniu jajek". Gdyby tak było, nie angażowałbyś się w wątek. Do reszty się nie odniosę, bo to są twoje fantazje na tematy terapii a nie opis procesów terapeutycznych/pracy umysłu. Procesów paradoksalnych, więc trudnych do opisania, ale jednak to co ty przedstawiasz jest karykaturą a nie opisem, co rozumie każdy który w takim procesie był. Więc nie ma płaszczyzny porozumienia. Można na terapię utyskiwać, można być rozczarowanym, jasne, terapeuci są różni, ale nie można porównywać umysłu do materii i jej praw, bo to nie to samo. To znak ignorancji. Nie odniosę się, tym bardziej że miejsce w którym bywasz i ty i wielu innych raczyłeś porównać do "chlewu" w innym wątku.
  21. Jasne że możesz pytać :), ale mam spore wątpliwości czy znam literaturę która może pomóc... Bo myślę że to jest temat na terapię. Nie tyle do przegadania (bo świadomość masz skąd to jest), co do odegrania. Tj ilekroć będziesz "prowokowała" odrzucenie t ( a będziesz to bezwiednie robić, założę się), to on/ona zagra inaczej niż twoja matka: nie odrzuci, przekieruje na ciebie wolność/odpowiedzialność, żebyś potrafiła działać bez względu na opinię innych etc, etc. To jest do przepracowania w relacji. A z lektur- ja w sumie mało czytam psychologicznych ksiąg, ale tutaj pierwsze co mi przyszło na myśl to Pia Skogeman "Kobiecość w rozwoju". Mnie też inspiruje Hillman, jeśli jesteś z kręgu depresantów/samobójców to mogę polecić "Samobójstwo jako przemiana psychiczna". Jeśli chcesz pracować ze snami (i zobaczyć co z matką się dzieje w snach, bo pewnie symbolicznie tam bywa) to inspirujący jest Dudek i "Jungowska interpretacja marzeń sennych". Jeśli masz ochotę na więcej to jest B. Fink "Kliniczne wprowadzenie do psychoanalizy lacanowskiej", gdzie podaje przykłady terapii osób, które nieświadomie "sprzymierzają" się z rodzicami realizując ich program (auto-)zniszczenia. Ale własna praca podstawą. Takie książki czyta się z trudnością jesli nie można tego odnieść do swoich doświadczeń. I nie kop się . To że psyche to ciągle rozgrywa nie oznacza że to jest jakoś złe- tylko że temat jest ciągle żywy, że trzeba się nim zająć. Zresztą oddziaływanie rodziców jest tak potężne, że każdy- w stresie- wraca do starych schematów i "myli" innych z rodzicami. W pracy też się zdarza. To normalne, z kompleksem matki walczy się długo, w sumie całe życie :).
  22. doi

    Psychoterapia nie działa

    Skoro nie masz problemów żadnych i żadnego impulsu do zmiany to twoje zdanie tutaj jest bezwartościowe. Nie masz żadnych doświadczeń - tak jak ja w lotach kosmicznych (o czym się nie wypowiadam). Jednak istnieje cała armia ludzi którym terapia czy analiza pozwoliła żyć lepiej. A raczej- wysiłek jaki podjęli pod okiem t. i ich praca psyche. Istnieją też świadectwa osób, którzy w terapii nie skorzystali tak jak to sobie wyobrażali (choćby dlatego że t usadzili w pozycji boga lub nie interesowała ich własne psyche)- i ich przykład powinien być analizowany, choćby dlatego żeby techniki terapeutyczne udoskonalić. Istnieją też osoby, które bez korekty terapeuty potrafiły zmienić swoje życie w różnych aspektach - bo psyche pracuje zawsze pod świadomym jej aspektem. Są też diady w których praca będzie płynąć i diady niedopasowane, terapeuci myślący i sztywni, bezmyślni. Ale indywidualne doświadczenia i naukowe metaanalizy pokazują, że oddziaływania terapeutyczne są wartościową formą poprawy jakości życia i łagodzenia/leczenia zaburzeń. Ja akurat nie zdecydowałabym się na podejście behawioralne jako na płaskie i tresujące, ale i takie coś -nawet okresowo- może pomóc. Patrząc na twoje wypowiedzi, pełne infantylnej bezradnej złości, w tym wątku oraz innych, mam jednak wątpliwości czy tak dobrze znasz siebie i sobie tak świetnie radzisz. Oczywiście, twoja sprawa i twój wybór, możesz się złościć na terapeutów w nieskończoność (ja też nie lubię dość płaskiej "ideologii terapeutycznej", wolę podejście psychoanalityczne, ale jeśli to komuś pomaga o porządkuje świat to ok), ale jednak jest to znaczące i coś o tobie mówi. Może mówi o twojej porażce i auto-zakłamaniu, zastanów się. Łatwiej jest znieść porażkę, jeśli tych co odnieśli sukces oczerni się, wyśmieje lub poniży ("masochiści"), ale to nie prowadzi do niczego, do przekroczenia żadnego wewnętrznego progu. Jest jałowe.
  23. Właśnie. Więc wyłącz myślenie i nawet kopiąc się w tyłek, klnąc na siebie, wymyślając sobie, gadając do swojej głowy zacznij coś robić i ignorować w głowie swoje analizy, przemyślenia, blokady, wioski, przyczyny, logiki, żale i założenia. Nie musi to być sensowne, nie musi być mądre, nie musi nawet być "etapem do celu". Coś zrób. Ogródek przekop. Obiad ugotuj. Poćwicz z hantlami. Zrób 5.000 kroków. 20 przysiadów. Zacznij od 8.11 i skończ o 10.14 -taki plan sobie zrób. Bo- sorry- od pół roku jak pamiętam (pewnie dłużej) czekasz na cud/zbawcę, skarżysz się, biadolisz nad sobą. To może być źródłem ogromnej wewnętrznej satysfakcji i tego że wzbudzasz w ten sposób zainteresowanie, ale jak sam widzisz- nie działa poza tym. A co jeśli zbawca cie nie zbawi? Co jeśli nie ma zbawcy? Słucham??? Ja mam gdzieś starego konia "odsyłać"? No chyba żartujesz. Jaki profil terapeuty/terapii by ci pasował -dostałeś takich postów mnóstwo. Ja tez o tym pisałam. Padały tutaj propozycje od poznawczo-behawioralnej do speca od psychotyków. Twój wybór co z tym robisz. To co tutaj się dzieje kojarzy mi się z taka grą: dajcie mi coś, a jak inni coś dają, to jest to niedobre, więc mówisz: dajcie więcej, i tak gra się toczy. Do pewnego momentu gdy inni będą mieli dość a ty będziesz mógł odegrać sobie porzucenie- bo to idzie zawsze w tę stronę. Z tego powodu nie zostałeś zakwalifikowany do grupowej- ludzie by cię zjedli bo dawaliby a ty byś brał i krytykował dary w nieskończoność nie robiąc nic. Ja już więcej nic nie mam, chyba że dla postronnych coś napiszę. I odradzam tobie czytać. .
  24. doi

    Psychoterapia nie działa

    To tu jest właśnie sedno niezadowolenia krytyków terapii. Teraz próbujesz ich upokorzyć porównując ich do "hydraulika" (skądinąd trudna, śmierdząca robota). Ani nie jest tak, że terapeuty nic nie obchodzisz, ani nie jest tak, że terapeuta jest nauczycielem, buddą czy bogiem. Nie jest tak, że ma ci dać narzędzia ani nie jest tak że ty masz się uczyć ze scenek (kurczę, ale pomysł?- to jest tresura). Właściwe podejście do terapii to dobry początek, droga do sukcesu. Od tego w sumie należy zacząć. Dlaczego więc ludzie chodzą i co więcej- sobie chwalą? Może po prostu im zazdrościsz, że cieszą się (może głupio, ale jednak) ze zmian w swoim życiu?
×