Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Akronia

Użytkownik
  • Zawartość

    29
  • Rejestracja

  1. Z partnerem jestem dosyć długo tylko teraz przez to, że podjęłam studia i od pewnego czasu jestem w terapii, z przerwą przez covid, widzę pewne rzeczy inaczej i pojawiają mi się wątpliwości co do jego zachowań. On od zawsze wychodził z pewną grupką ludzi z którą poznał się w szkole technicznej, wszyscy prowadzili niezbyt ciekawy tryb życia, nieodpowiedzialny oparty na imprezach i piciu. Odkąd się znamy i jesteśmy razem spotyka się z nimi rzadziej,też przez to,że niektórzy wyjechali za miasto albo mają rodziny. Ale zdarza się dwa razy w miesiącu minimum,że wychodzi do któregoś z nich i wtedy nie ma go na kilka, czasem kilkanaście godzin. Ja nie wychodzę z nim bo nie interesuje mnie to, co się tam dzieje. I myślałam o tym tak, że nie mogę mu zabronić wyjść. Powoli jednak zaczyna mi to wyglądać jak wyjścia studenckie. Nie odzywa się,nie wiem o której wróci. Jak się określa, to nie dotrzymuje słowa, a jak wraca nad ranem to mówi,że przecież nie pytałam o której będzie. Jak z nim o tym rozmawiam to on nie widzi w tym problemu, przecież się zgadzam na jego wyjścia, ale po dorosłym człowieku spodziewam się innego zachowania. Jak mu rozjaśnić mój punkt widzenia?
  2. Ciągle zataczamy koło z pewnymi sytuacjami. Źle się zrozumiemy, jedno się obraża, drugie za mocno zareaguje i mamy ciche dni. Wiem, że to wychodzi też ode mnie, ale nie wiem czy już się po prostu nie obwiniam. Chcę zacząć terapię a on uważa że pomoc kogoś z zewnątrz jest niepotrzebna i on sam będzie nad sobą pracował. Dla niego kłótnie to przeszłość a dla mnie to nadbudowujące się problemy do których gdy wracam to je przeinacza albo nie pamięta dokładnie i nie wie po co to wspominam.
  3. Mam świadomość że nie jestem idealna i muszę nabyć wiedzy o tym jak związek wygląda, musiałam mocno pracować nad tym żeby nie walczyć o niezależność i uznać to że muszę czasem pójść na kompromis. Nie wiem jednak kiedy pracuję nad sobą a kiedy już ulegam i dostosowuje się do niego
  4. Dziękuję bardzo za twoje zdanie. Myślę cały czas ile jest do dopracowania we mnie, bo moi rodzice się rozwiedli długo tkwiąc w chorej atmosferze i sama nie wiem jak to powinno wyglądać. Mam czasem myśl że mogę się zebrać w sobie i wyjść z ręką na zgodę ale wtedy dopada mnie poczucie że znowu będę kajać się żeby było między nami lepiej ale boję się tego stracić żeby nie być z poczuciem, że można było to naprawić.
  5. Staram się pracować nad sobą bo nie raz się przekonałam, że problemy wynikają z mojej postawy. Przez to czytam sporo książek psychologicznych itp. Cały czas z partnerem mamy huśtawki że zbiera nam się coś wybucha i potem się godzimy. Od ostatniej kłótni ja nie mogę zebrać się żeby znowu się pogodzić bo wiem że to będzie znowu to samo bez żadnej zmiany (nie rozmawiamy raczej o tym co się stało). Widzę że to są sytuacje które się u mnie powtarzają, ale nie już siły robić pierwszego kroku i się kajać po tym jak słyszę pewne nieprzyjemne słowa. I znowu bije się z myślami czy dalej mam w tym związku pracować nad sobą, bo w każdym kolejnym będzie to samo, czy już nie ma sensu wzajemnie przysparzać sobie trudności. Jak wyczuć gdzie jest ta granica, że warto nad sobą pracować, bo to wynika z naszych mechanizmów a gdzie rozpoznać że to nie jest odpowiedni partner?
  6. Związałam się ze swoim partnerem gdy już byłam w terapii. Bardzo długo byłam sama, samowystarczalna a partner w moim odczuciu był tylko problemem. Więc jak poczułam chęć na związanie się z kimś będąc w terapii i umiejąc funkcjonować sama to myślałam że będzie strzał w dziesiątkę. A związek dalej jest pełen moich błędów i braków reakcji na sygnały se już dawno powinien się zakończyć. Tak myślę, ale boję się też że sma na nowo zwariuje
  7. Co u Was zadecydowało o rozstaniu? Kiedy to jest ten moment,że to nie ma sensu? Ja czuję, że jest źle, nie mam w nim wsparcia, ale widzę małe poprawy, jest bardzo czuły fizycznie i ciężko mi zrezygnować, boję się, że to ja mam problem, że sama ze sobą też będę nieszczęśliwa. Myślę wtedy,że dużo stracę i mogę tego już nie mieć. Ale z drugiej strony jest mi źle.
  8. Czasem na nerwy i stres. Co roku chce po prostu żeby to były normalne dni ale otoczenie nie pozwala wjeżdżając mi na psyche tekstami "nie będziesz z rodziną?" "Nie masz choinki??????" x|
  9. W związku co raz bardziej widzę, ile nas dzieli. Od początku oboje pracujemy,żeby znaleźć kompromisy w tych różnicach. Partner jest jedynakiem i dopiero po około roku bycia razem zobaczyłam, że pewne problemy wynikają z jego egoizmu i braku umiejętności wzięcia moich potrzeb pod uwagę. Wiele rzeczy się poprawiło, dosłownie się ich nauczył, np.pewnych umiejętności w prowadzeniu domu, traktowania kobiety na równi sobie. To coś, co mnie trzyma,że on się uczy. Jednak ciężko przyjmuje jakiekolwiek uwagi, bywa złośliwy i nieprzyjemny. Dla mnie to za ciężkie, czuję,jakbym wychowywała dziecko. Z drugiej strony,jak myślę o rozstaniu to jestem przerażona i płaczę, myślę, że wolę być źle traktowana i mieć fizyczne ciepło od niego, niż zostać sama. Tym bardziej w aktualnej sytuacji gdy nie można odwiedzać innych. Czuję się zatrzaśnięta w tej sytuacji i nie umiem jasno myśleć, czy to już na prawdę za dużo, czy po prostu brak kontaktu z innymi wpływa na moje frustracje. Jestem w trakcie oczekiwania na terapię online. Ostatnią przerwałam, u osoby z polecenia, gdy kilka spotkań z rzędu opierało się na tym,że ja płakałam, a terapeutka mnie dosłownie pocieszała. Na ten moment jestem po prostu rozbita.
  10. Co innego rzucanie schematami z książek psychologicznych a co innego właśnie wypowiedzi takie jak twoje czy poprzednie "widać to,tamto", głębsza analiza. Mi się wydawało że się obnażyłam i mówię o sowim problemie z brakiem asertywności i problemach w komunikacji, więc nie wiem co jeszcze bardziej wprost. Oboje się bawimy, ja chcę z tego wyjść. Na razie wczytuję się wb poleconą na forum książkę, której treści mogę odnieść do tych zabaw. Dlatego mam poczucie, że forum i spotkanie z ludźmi, którzy to przeszli albo tylko czują ma sens.
  11. Pisałam też o tym, że nie wiem jak na to reagować więc jestem świadoma,że jest to też po mojej stronie. Komentarz Pani Katarzyny pojawił się po czasie gdy tu się rozwinęła konwersacja, mogę podać linka. Tam nie chcąc kontynuować jałowego poradnictwa przytaknęłam totalnie nietrafnym hipotezom(że może jestem wybuchowa i się mnie boi, że j.w. dobrze będzie go wychwalać nadmiernie)i nie zaglądam. Więc nie,nie korzystam, a ze wypowiedź tej Pani zeszła się z moim przypuszczeniem, to nic na to nie mogę. Jeśli coś jest niejasne można dopytać. To od czego twoim zdaniem są fora? Ja sobie bardzo cenię inne punkty widzenia. A co do mojej terapii...to ciekawe,że mówisz o tym,że nie ma sensu pytać o porady w związku,a doradzasz mojej terapii o której napisałam zdanie...
  12. Doi wydaje sie, się jakbyś czytał/a tylko część,która odpowiada twojemu spojrzeniu i ciężko Cię z tego wyprowadzić. Albo masz takie spojrzenie,że tekst jest okej to nieważny kontekst. Nie wiem jak Ci bardziej rozjaśnić, że nie mam problemu z tym,jak ktoś pyta mnie o wyrażenie zdania,gdy wiem,że to coś wniesie a te sytuacje nie są z tym równoważne. A odpowiedź pani Katarzyny podałam ze względu na to, że nie jest pomocna i z takich nie korzystam. To też potwierdza,że nie do końca rozumiesz to,co przekazuję w postach.
  13. Jasne i to było cudowne rozwiązanie na wszystko. Ale nie ma takiej szansy na ten moment. Dlatego chcę popracować nad tym,nad czym mogę,czyli nad sobą.
  14. Jestem tu w związku z brakiem zrozumienia z jego strony i brakiem umiejętności reagowania. Na pewno przekonam go do terapii.
×