Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Seks

Znaleziono 4 wyniki

  1. Uzależniłem się od seksu, nie potrafię już z tym żyć, co chwilę pożyczam kasę, by wydać na kurwę, albo te jebane seks kamerki. Mam dosyć tego życia, mam dosyć uzależnienia. Z tego nie da się wyjść to jest gorsze od wszystkich chorób nowotworowych i syfilizmu. Dlatego chciałbym umrzeć, bo nie chce dalej z tym gównem żyć.
  2. Niskie libido Witam. Jestem kobietą mam 19 lat. Od pewnego czasu mam bardzo obniżone libido...tak jak jeszcze pół roku temu bylo bardzo wysokie, tak teraz jest praktycznie zerowe... Co mam zrobić by wzrosło..? Dodam ze biorę leki psychiatryczne. (CHLOROPROTHIXEN 2x dziennie i NEUROTOP RETARD 300 1x dziennie)
  3. Jak pisałam w temacie powitalnym, zmagam się z wieloma problemami, ale ostatnio najdotkliwszymi jest dla mnie nerwica oraz nasilająca się fobia społeczna, izolacja. Od ponad dwóch lat nie byłam nigdzie "na mieście", tak po prostu, poza jednym samotnym wyjściem do kina i jednym spotkaniem koleżanki z dawnych lat spoza miasta. Obecnie jestem po zakończonym prawie dwuletnim związku, zakończonym z mojej inicjatywy, ale ja nie o tym... Niemniej to poniekąd ważne w kontekście tematu. Język będzie dość dosadny, jeśli komuś to przeszkadza, uprzedzam; podobnie jak poruszenie wątku seksu. Jak ZMUSIĆ się do zrobienia czegoś, z czego - na dłuższą metę - będę odrobinę "zadowolona" i zmniejszy to moją izolację (chodzi o wyjście z kimś na pseudo-randkę, spotkanie zapoznawcze, ale nie poruchawcze... jeszcze) - ale czego się tak kurewsko boję...? ...że od paru dni nie mogę prawie spać i wyję, układam w głowie tysiąc scenariuszy od tego jak się ubiorę jeśli pójdę, co powiem jeśli nie, że nie wybaczę sobie nigdy i pogłębię izolację jeśli nie to doskonale zdaję sobie sprawę, ale opcja "pójdę" niesie za sobą panikę i wyjście poza strefę komfortu, wyrzucenie wręcz poza nią... Zawsze na spotkaniu w pubie mogę niby wstać i odejść jak coś będzie nie tak, ale chyba aż tak asertywna nie jestem, pomyślę sobie 'wytrzymam, głupio mi' i jakoś tak... Czuję się jak z rozdwojeniem jaźni. :( Wiem, że mi to pomoże, jak wspominałam, ale nie mogę się do tego przekonać mimo ustalenia już dziś dokładnego terminu, myślałam że jak to zrobię to trudniej będzie mi się wycofać. Próbuję sobie wyobrazić ulgę już po, ale nie chcę by ulga po spotkaniach z ludźmi wynikała u mnie tylko z faktu zakończenia tych spotkań i możliwości powrotu do chujowego comfort zone zaciskającego się niczym pętla na szyi, coraz ciaśniej... A to wymyślanie scenariuszy to moje przekleństwo i pierdolec; jak usiądę, jak się ubiorę, co odpowiem; tak bardzo chciałabym się z tego cieszyć i być spontaniczna. Zamiast tego (tu już mam świadomość, że lekko przesadzam, ale pojawia się cichy głosik - a jeśli nie?) mam wrażenie, że druga osoba ucieknie zamiast się do mnie IRL przysiąść, bo mam zwyczaj bycia 20 min wcześniej niż 2 minuty za późno. A jeśli będę wystawiona, to już w ogóle powrót do izolacji w chuj, choć teoretycznie są na to małe szanse... Zaś jeśli gadka nie będzie się kleić, no to bywa, koniec świata to nie będzie (choć i tak będę to tylko sobie wypominać przed snem miesiącami), progress jakiś tam w postaci odważenia się wyjść z kimś po raz pierwszy przez dwa lata z własnej inicjatywy, ale... No właśnie, mam tych ale z pięć tysięcy. :( To coś w stylu "chciałabym, ale się boję". Czasem dobrze skoczyć na głęboką wodę (jak np. pokonanie lęku wysokości skokiem na bungee, co zrobiłam i adrenalina po jest cudna), ale na samą myśl o wyjściu z domu włącza mi się tętno 200 i atak paniki oraz świadomość miliona złych cech swojego wyglądu/charakteru, nawet jeśli podświadomie wiem, że to choroba przesadza. Kolejna sprawa, boję się bliskości, boję się seksu, boję się jego konsekwencji, podczas wątpliwej jakości zbliżeń w przeszłości nie mogłam myśleć o niczym tylko "czy kondom się nie zsuwa/nie pęka", bo nie mogę przyjmować antykoncepcji hormonalnej ze względu na PCOS. Z tego też względu mam nadwagę i dość dysproporcjonalne ciało, małe piersi, na pewno nic seksownego mimo prób poprawy sytuacji przekłuciem sutków... Wiem INTELEKTUALNIE, że zabezpieczenie się prezerwatywą + tabletką poronną (jeszcze ważną mam w domu, Ellę sprzed wprowadzenia recepty) w razie czego daje mi PRAWIE pewność jeśli dobrze jej użyję, ale... No właśnie, mieszkam z babką, która najchętniej by widziała mnie żyjącą jako starą pannę z kotami, straszy mnie ciągle odnośnie zajścia w ciąże i dziecka, gdybym zaszła - albo aborcja (nie stać mnie) albo samobójstwo, bo nie urodziłabym, nie wyobrażam sobie tego, zniszczyłoby mi to studia i wszystko, całe moje życie. Zwłaszcza z facetem, z którym na 2-3 spotkaniu np. decyduję się iść do łóżka, ale nie jesteśmy w związku... Ot, przykład. Mam swoje "fetysze" i wiem, co lubię, teoretycznie jestem osobą otwartą w kwestii seksu; a jednak, w praktyce się spinam, boję się zdjąć stanik, boję się pokazać swojego ciała, boję się odrzucenia... Boję się ponad wszystko wpadki, choć intelektualnie wiem, że to możliwe w 0,00001% (anty + PCOS, który utrudnia zajście + tabletka w razie czego), teksty rzucane przez babkę jakoś "podświadomie" do mojego mózgu się wbijają i tam głęboko zostają. Jest to osoba z demencją, potrafiąca wyzwać mnie (wnuczkę) i swoją córkę (moją matkę) od "ćpunek, dziwek" i innych... Boję się, że na przykład po seksie oralnym skończonym w środku ust zostaną tam plemniki, pocałuję go gdzieś i jakimś cudem trafią do mojej pochwy, co zakrawa już na chorą obsesję; wybaczcie graficzne opisy, ale jestem w stanie pomyśleć jeszcze o wielu takich sytuacjach, np. przeniesione na palcach, na języku, źle założona prezerwatywa, felerna prezerwatywa, pisząc to płaczę i się nakręcam... TL;DR "chcę, ale się boję i wmawiam sobie chorobowo, że nie chcę wcale bo boję się odrzucenia, ale jeśli nie próbuję - tylko pogłębię izolację" - jakby nie było dobrego wyjścia... Niestety nie mam nikogo znajomego, takiego żeby mnie zaprowadził na siłę - rozważałam już to, i wtedy jakiś drink na odstresowanie i pewność, że nie ucieknę z pubu. Nie chcę nikogo skrzywdzić ani swoją chujową osobą, ani wystawieniem, bo to bardzo nie w porządku. :( Odważyłam się to napisać tylko dlatego, że rycząc jestem w 3/4 butelki wina. Mam dość spędzania każdego tygodnia tak samo, samotnie, płacząc, mam 22 lata i umarli mają w sobie więcej samoakceptacji i życia ode mnie...
  4. Mam 22 lata i jestem mężczyzną. Studiuję , mieszkam w akademiku i chce się przywitać, i opisać pokrótce swoje problemy, ze względu na które zakładam tutaj konto. Jest to dla mnie nowość i nie podejrzewałem, że tak się stanie - tym bardziej, że jestem studentem psychologii, więc zwykłem myśleć, że to tak nie wypada. To, co mi doskwiera, to jak myślałem lenistwo. Olałem tę sesję i wstyd mi za to; nie potrafiłem jednak zrozumieć, dlaczego tak się stało. Zrozumiałem dzisiaj, że po prostu nie kocham siebie wystarczająco. Szkodzę sobie, taki psychiczny masochizm - miałem kilka dni, podczas których się świadomie obijałem, zamiast usiąść na twardym krześle i się uczyć. Przecież chce skończyć te studia. Czasami myślę, że może nie mam na siebie pomysłu i sam nie wiem, czego chcę - a może niczego nie chce? Głupio mi to pisać. Zauważyłem, że coś jest nie tak - po tym jak dzisiaj przespałem cały dzień, oczywiście nie ucząc się. Stąd siedzę teraz w nocy. Czuje, że kompletnie się zaniedbałem i zacząłem funkcjonować jak jaskiniowiec. Często dziwie się, dlaczego wciąż spotyka mnie tyle dobra ze strony innych ludzi, skoro przecież nic takiego nie zrobiłem, czym bym sobie na to zasłużył. Dostaje to bezinteresownie, lecz dlaczego ja sam w sobie mam tak mało miłości do innych ludzi, a przede wszystkim do samego siebie? Pożerają mnie kompleksy i konflikt między tym, jaki naprawdę jestem a jaki chciałbym być, lecz nigdy nie będę. Porównuje się do innych mężczyzn pod względem fizyczności, to mnie dobija. Wiadome, że zwykle wypadam gorzej; lub raczej tak dobieram porównanie, żeby tak zawsze wypaść. Całość komplikuje sprawa mojej nieuporządkowanej sfery seksualnej. Obawiam się seksu, z drugiej strony pragnę bliskości i związku. No dobrze, tylko jednak boje się trochę tej nadmiernej bliskości i zaangażowania. Do tego dochodzi sprawa, że kobiety nie pociągają mnie fizycznie, mężczyźni również niezbyt - ale jednak jestem w stanie podziwiać ich fizycznie, tutaj głównie na zasadzie porównywania się. Emocjonalnie jestem w stanie zaangażować się i w relację z kobietą i z mężczyzną; jednak z mężczyzną jest to bezpieczniejsze, ponieważ nie dojdzie do niczego więcej i mogę otworzyć się w sferze emocjonalnej i spokojnie zostać wysłuchany i odwzajemniony, bez jakiegoś oceniania i niejasnych sytuacji. Relacja z kobietami jest trochę zagrażająca. Może wynikać to z tego, że w domu miałem matkę-potwora i siostrę-chowańca, czasami nawet była gorsza od matki; natomiast z tatą i bratem miałem świetną relację. Będąc szczerym, wiem to wszystko bo już chodziłem do psychologa i próbowałem rozwiązać ten konflikt. Niestety jest jak widać; chociaż są duże plusy, że w ogóle teraz jestem w stanie mimo wszystko z kobietami być i jakoś te relacje z nimi budować. Zaczynam jednak poważnie zastanawiać się nad wejście w związek z mężczyzną, czego może nie do końca bym chciał bo wolę relacje przyjacielskie/braterskie - jednak mam dość bycia samemu. Dziękuję za wysłuchanie. To o co chciałbym w tym miejscu prosić, to o jakąś mądrą radę co mógłbym dalej z tym wszystkim zrobić. Może nawet znajdzie się osoba, która też miała takie problemy w sferze seksualnej na tle nietypowych relacji z ważnymi osobami w dzieciństwie? Jeśli by tak było, to prosiłbym o dalszy kontakt. Pozdrawiam i dziękuję, że w ogóle mogłem to z siebie wyrzucić.
×