Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

doi

Użytkownik
  • Zawartość

    63
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy
  1. Myślę, że jak już zdaje sobie sprawę z grozy swojego położenia a tylko się wstydzi to wielki krok naprzód do zmiany. Ze wstydem walczą kampanie społeczne i takie artykuły jakie cytujesz. Ale jakie są typy przemocy i jak się przejawiają, gdzie ofiara ma swoje granice- to już bardzo skomplikowana sprawa. Wstyd też może być dobrą rzeczą, bo motywuje do zmian?
  2. doi

    religia a seks

    Ależ ja też nawracam. Na zwątpienie i na myślenie- poza lękiem. Na myślenie poza " opinią, że istnieje prawda i sens obiektywny oraz ład świata, dający się poznać rozumem". Poza "ładem" ciągle wam coś wystaje, a to homoseksualizm a to tranwestyci, a to znów niewierzący a to heretycy a to znów takie potworne zaburzenie jak ma Take (powyżej). Biologizm jest też narracją symboliczną. Nie ma "obiektywnego świata" tylko Real, do którego nie ma jak się dobrać bo bruździ. A umysł jest paradoksalny, bo nie ogarnia, jest pofragmentowany, nie jest tożsamy z "rozumem" a jednocześnie próbuje ogarnąć. I nie da się - po Auschwitz, po Freudzie, po zbrodniach Kościoła etc, etc - wepchnąć ludzi w tory XIX wiecznych pozytywistycznych bełkotów ani wrócić do jednego ładu (ładu pogańskiego oczywiście) jak w średniowieczu. Nie da się, bo te bełkoty nie są ludzką prawdą , prawdą współczesności, nie pasują do obecnego systemu. Co wypadło z wora- już nie wpadnie, nie zmieści się. Płeć to również lub zwłaszcza cała sfera symboliczności/ wyobrażeń a nie to co w hormonach lub między nogami. Zbiory wyobrażeń/symboliki nie pokrywają się całkowicie z tym co między nogami, są wobec siebie przesunięte. Moje ego też tęskni za ładem, (a jak już miałabym gadać z bogiem to już w ogóle szczyt egotycznej pychy) ale właśnie rozum pokazuje, że go nie ma. Też kiedyś pieprzyłam o ładzie i biologii ale moje doświadczenia i innych pokazały, że to nie jest właściwa miara rzeczywistości. Cytujesz pojęcia- ale rozumiesz: każdy nadaje im inne znaczenie. Miłość w ustach libertyna oznacza kompletnie coś innego niż miłość w ustach Take. Miłość skojarzona ze znaczącym "Kościół" jest czym innym niż skojarzona ze znaczącym "prostytucja". Żyjemy we własnych znaczeniach (co nie znaczy dowolnie wybranych jak twierdzisz absurdalnie). I dlatego się nie dogadamy ani nie pogadamy. Miłego dnia.
  3. doi

    religia a seks

    @refren Mam wrażenie, że nie obracamy się w tym samym kręgu pojęć więc i dyskusja nie ma specjalnie sensu, a tym bardziej jak usiłujesz nawracać. Próbujesz sprowadzić do absurdu "wybór płci"- już sama nazwa jest denna, bo nikt niczego w sumie nie wybiera, proces jest bardziej skomplikowany. Wolna wola, świadomość, stałe normy społeczne- to iluzje, żeby się ludzki świat nie rozpadł, ale pod tym oczywiście są inne rzeczy o wiele mniej prostackie niż sobie wyobrażasz. Ale tak sobie myślę poza tematem: choćbyście się wściekli nie uda się wam zatrzymać zmian społecznych, postrzegania, indywidualizmu ani potrzeb seksualnych. Cudza wolność nie jest twoim problemem. Człowiek nie postrzega świata wprost a przez symboliczne i wyobrażone a to jest płynne- co nie znaczy że płynne w nieskończoność, bo to ten absurd do którego usiłujesz sprawę sprowadzić. Seks uprawia się też z pewnym wyobrażeniem, z fetyszem, poprzez symboliczne i wyobrażone. Do realnego dotrzeć nie sposób inaczej niż przez symbole, prewyobrażenia, założenia umysłu, nieświadome schematy etc. Przykro mi, możesz cytować pingwinki, ale to się ma nijak do ludzkiej przestrzeni. Co do edukacji seksualnej- nie denerwuj się, nie jest obowiązkowa i nie jest o tym o czym piszesz a z pewnością nie o wycofaniu "mamy" i "taty' oraz "norm społecznych" - to akurat lęki osób które uczą się o świecie w kościel i demony widzą wszędzie tylko nie u księdza proboszcza. Lepiej z tą edukacją niż z religią, bo tutaj dzieciaki uczestniczą bo muszą- rzekome "państwo świeckie" nie ma alternatywy.
  4. Myślę, że ten artykuł jest dość uproszczony, ale i taki potrzebny. Przemoc to jest wzajemne uwikłanie. Obie strony- na poziomie nieświadomym - ciągną z tego układu satysfakcję. Obie strony żyć bez siebie nie mogą- odseparowanie ofiary od kata skutkuje tym, że ofiara nie może żyć bez kata i wypiera złe a kat przemienia się w stalkera, bo ofiara jest mu do życia potrzebna ( w niej umieszcza swoje wyparte części np lęk, miękkość, zależność, bezradność i sie z nimi kontaktuje przez przemoc). Ofiara znów w ten sposób zapewnia sobie poczucie bycia ważną, kochaną (tak mnie kocha, że aż kwiaty przyniósł, bo się trochę zdenerwował), lub kontaktuje się ze złością, agresją (którą ma z siebie wypartą i umieszczoną w kacie). Ofiara znowu czerpie satysfakcję np. z tego, że jest "lepsza", że "zbawia", że "ochrania" , że "niesie krzyż i bóg patrzy", że "leczy" osobę zaburzoną (w stylu "on nie jest taki zły, miał trudne dzieciństwo, ktos musi go zrozumieć"). Ofiara jest "rozlana", nie czuje swoich granic co ułatwia wgryzienie się kata w nią. Nie jest też tak, że ofiara jest jakoś predestynowana do tej roli- po prostu jest poddana dość silnej manipulacji (zły policjant/dobry policjant), co rozwali każdą psyche z czasem a zwłaszcza kobiety (patriarchat, kobiety-opiekunki, kobiety-matki, "empatyczne", ideał miłości romantycznej, przekonania "on tak z miłości") lub osoby, która z pewnych względów (potrzeba miłości i inne) ma ślepą plamkę na te zachowania partnera, które powinny alarmować. Jak zaczyna się krąg przemocy to ofiara jest już "urobiona", już oddana, już wciągnięta. Przemoc fizyczna to już "wisienka na torcie", wszystko- tj to uwikłanie- staje sie dużo wcześniej. Kat podobnie-jak ma wypartą swoją część "słabości" to umieści ją gdzieś i będzie się z nią kontaktował przez przemoc. Niekoniecznie to musi być zaraz urodzony psychopata, ale raczej narcyz manipulator o niestabilnej (więc trzymanej wysoko) samo-ocenie. Będzie tak samo wypierał jak ofiara, że w związku jest układ przemocowy (on w swoich oczach jest dobry a jej się należało a ofiara będzie twierdzić że nic sie nie stało bo on tak ma). To że ofiary budzą złość i frustrację (między innymi) jest spowodowane tym, że są kompletnie czasem ślepe na siebie i na sytuację. Nie są w stanie nazwać wprost tego co się dzieje. Nie ma z nimi kontaktu -będą ciągle gadać o kacie zamiast o sobie. Nazwanie przemocy wprost- to bardzo dużo, to ogromny krok ku wolności, ku odseparowaniu. To temat-rzeka. Sorry, trochę chaotycznie piszę, ale sam temat poplątany.
  5. doi

    Jestem tak beznadziejna ze sama w to nie wierze

    Być może dlatego, że dużo do przepracowania i raczej terapia musiała by być długoterminowa. Może ją przerosło. Ale postąpiła profesjonalnie. Gorzej by było gdyby zaczęła a potem cie odrzuciła - bardziej by bolało. Czasem właściwego terapeuty szuka się długo. Ale są inni terapeuci, inne kontakty, czasem wsparcie psycho on line lub mailowe, niekoniecznie terapia. Poszukaj w necie. Wyszukaj też "kryzys psychologiczny", fora dla "kochających za bardzo". To dobrze, że piszesz z innymi kobietami w podobnej sytuacji. Poszukaj też czegoś o psychodynamice związków. Może o dzieciństwie, "Powrót do wewnętrznego domu"? To forum też jest długie i szerokie, może znajdziesz tutaj info. Jak czytasz zwróć uwagę na to co sie dzieje z tobą. Ważne jest to, co "nazywa" twoją sytuację, czujesz "O, też tak mam!" albo coś co budzi emocje, złości, męczy, powoduje płacz.
  6. doi

    Lustro

    U mnie z tego, że próbuję się do tego starzenia i tej bezradności zbliżyć, żeby uczynić je "lżejszymi".
  7. doi

    Jestem tak beznadziejna ze sama w to nie wierze

    Żale, emocje będą, to normalne. On będzie testował granice, gadał o cierpieniu, sprawdzał a ty gdy ulegniesz przekażesz mu, że jak będzie bardzo próbował to ty go zawsze wpuścisz za którymś razem. Ulegając powiesz mu "dziwiętnaście razy próbuj, ale za dwudziestym zwyciężysz"- i to go będzie motywowało do dalszych kontaktów. "Kobiety, które kochają za bardzo" Robin Norwood. Pomyślałam też o "Molestowaniu moralnym" Marie France Hirigoyen Wrzuć w net o uzależnieniu od miłości, "kochać za bardzo" a także "stalking"- to tam mechanizmy mogą być podobne, może coś cię zainspiruje.
  8. doi

    religia a seks

    Dzięki oglądaniu porno może być gorliwą katoliczką. 🙂
  9. Na przykład, to że ty czując się w swojej rzeczywistości niedobrze wyjechałeś i to było dla ciebie motywujące do zmiany. A Pablo w swojej "złej" rzeczywistości się pławi, rani się nią i nie chce nic zmienić by się nie ranić. Ty układasz sobie negatywną narrację o pracy w Polsce, sam negatyw - może dlatego że jesteś za granicą i musisz mieć bodziec, jakiś kontrast, żeby tam zostać i uznać że tam jest różowo tak samo jak tutaj czarno. To jest sposób postrzegania- nieświadome układanie sobie narracji. Inaczej mówiąc: masz nagi fakt. Ale kilka osób ułoży o tym zupełnie inne narracje, nazwie to inaczej, nada temu inne wartości i w związku z tym będzie działać inaczej. To nazywanie, ta narracja jest nieświadoma, automatyczna, wypływa z dotychczasowego ukształtowania, np w dzieciństwie. Uczynienie jej częściowo świadomą sprawi, że wybór działania będzie szerszy. Stąd mój pomysł na terapię- bo właśnie tak to się robi między innymi. Ale czasem -jak w przypadku Pablo- satysfakcja z niespełnienia jest większa niż impuls do zmiany.
  10. @Zed Jeśli ci dobrze, to ok. Ale wyobraź sobie, że są innym jest dobrze w innych warunkach. Ciasnota myślenia (jak mnie jest źle to znaczy że wszystkim jest źle i innej opcji nie ma) - tak, też jest kwestią umysłu. Do reszty się nie mogę odnieść, bo mam wrażenie, że piszesz nie do mnie. I za "Polskę" nijak nie odpowiadam.
  11. I stąd pomysł poddania tego refleksji i dorośnięcia. A to już jest kwestia umysłu i postrzegania.
  12. No jasne, że nie tylko. Ale np. myślenie czarno-białe, "zawsze", "tylko to nic innego nie" "zróbcie coś" "wszyscy są źli" - już tak, to jest kwestia umysłu.
  13. Nieświadoma gra umysłu, tworzenie sobie narracji.
  14. Ja mam wrażenie jakiejś gry. Jasne jest, że przy takim stawianiu sprawy nie ma wyjścia. Jest to sytuacja bez wyjścia, totalny brak ruchu. Bezradność. Ale ludzie coś podpowiadają, a ty wszystko odrzucasz. Sprzedajesz im swoją bezradność i oczekujesz jak król rozwiązań, bo sam jesteś bierny, ale masz komfort, że inni przychodzą do ciebie i coś ci chcą dać. Sam nic nie musisz i nic nie robisz. Czy to jakiś twój schemat z przeszłości? jakiś sposób na kontakt z innymi? Jakiś sposób na funkcjonowanie z rodzicami? Jak innym sprzedajesz bezradność, to za moment skontaktujesz się z ich złością, frustracją lub z bezustannymi dawcami- coś ci to robi? Było już tak? I dowolnie możesz się też złościć na tych, co nie dają rozwiązań (terapeuci). No jasne, że nie dają takich jak ty chcesz, bo to kwestia twojej głowy a nie okoliczności. Ja myślę, że twoja opowieść jest opowieścią o bezradności i sposobem zarządzania złością. To, że byłbyś szczęśliwy gdybyś mógł a nie możesz, więc nie jesteś szczęśliwy. Zabraniasz sobie sięgnąć po cokolwiek- oprócz nieosiągalnego. W ten sposób zawsze pozostajesz "czysty", dobry", "sprawny", bo nie kontaktujesz się z porażką i własną aktywnością. Jak dla mnie to jest schemat depresji - przekierowana złość, niemożność działania, podjęcia ryzyka, paraliż, poczucie bezradności i pławienia się w niemożności, zewnątrzsterowność, oczekiwanie że ktoś coś zrobi. Nadal upieram się przy sensownej psychoterapii, ale to już oczywiście twój wybór. I to tylko moje skojarzenia i odczucia, ale może się przydadzą.
  15. doi

    Jestem tak beznadziejna ze sama w to nie wierze

    Jest tak jak piszesz. Nie doszłaś jeszcze do mechanizmów, do dzieciństwa. Jest jeszcze ta fundacja (odezwali się?) i poszukaj może terapii on line? Bulimia, współuzależnienie- to symptomy, pod nimi jest coś więcej. Żyjesz kimś innym, nie sobą- w tym co piszesz widzę pewien mechanizm: jak ten ktoś jest, to żyjesz, jak nie ma - to umierasz, ale jak jest to się z nim zlewasz a potem buntujesz na to zlanie, zatracenie siebie - teraz jest bunt na zlanie z nim. Zdrowy odruch, ale samej będzie ci bardzo trudno (pewnie jest). Obrazowo ujmując: rzygając (bo to twój symptom) próbujesz się tego balastu, tego uzależnienia, ucisku, nadmiaru, tego swojego nie-istnienia/jego istnienia pozbyć. A depresja to bunt psyche, która wreszcie chce być zauważona z jej problemami. Al-anon pomoże ci znaleźć jakiś grunt, ludzi, dać siłę, ale to nie terapia. Są tez książki o współuzależnieniu i mechanizmach przemocy, może coś znajdziesz dla siebie, jak sie trochę uspokoisz? Daj znać jak było na mityngu.
×