Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

doi

Użytkownik
  • Zawartość

    152
  • Rejestracja

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. doi

    To już chyba koniec.

    @Cherry11 Tak myślałam. Przeżyje, przeżyje, nie martw się. Czyli jesteś DDA i niesiesz spory bagaż, usiłujesz być dobrą córką swojej rzekomo dzielnej matki a jednocześnie twoja nieświadomość buntuje się przed zależnością i podprowadza ci pod uwagę rzekomą "słabość". Skąd pomysł że wrażliwość to jakaś słabość... Będę brutalna, wybacz- to raczej twoja matka jest słaba skoro dała się uwięzić w takim chorym układzie z alkoholikiem. To twoja matka raczej jest zaburzona w swoim p[ostrzeganiu. Twój bunt jest mądry, psyche wie co robi.Ty jesteś najważniejsza, to jest twoje życie, nie twojej matki ani otoczenia. Może chcesz je sobie odebrać bo w sumie go nie masz, podporządkowana wizjom innych ludzi. Sama sobie nie poradzisz raczej, możesz poczytac o tym co się dzieje, znaleźć wsparcie. Jest terapia on-line (poszukaj w necie), są fora DDA, jest terapia DDA, są materiały DDA o dzielnych niezłomnych dziewczynkach.
  2. doi

    To już chyba koniec.

    Naprawdę uważasz, że osoby które leczą się u psychiatry czy chodzą na terapię są looserami? Skąd taka pogarda? Skąd przeświadczenie że masz być silna? Warto się też nad tym zastanowić, kto ci wgrał takie bajki do głowy.
  3. doi

    To już chyba koniec.

    Ja myślę, że depresja (bo tak to rozumiem co się dzieje) jest właśnie takim stanem, który "podprowadza" wyparte treści do świadomości. Wyparłaś całą swoją stronę "miękką", niezdecydowaną, zależną, bierną, nieskuteczną- i im bardziej się spinasz że chcesz być silna tym bardziej to wyparte wraca, tym większą ma siłę. Może pomóc nie psycholog ale regularna psychoterapia, żeby zaakceptować tę "słabą stronę" i odebrać jej moc. Wejść w nią jak w informację o sobie i zabrać jej energię. Oczywiście, psychoterapia nie jest żadnym świadectwem "pier.olnięcia" a rodzajem dbałości o swój rozwój wewnętrzny. Nie ma się czego wstydzić. Tak jak wizyty u ginekologa czy kosmetyczki. Dlaczego w tym dole interesuje cię rodzina męża? Warto by było też przesunąć akcent z tego co chcą inni (jak cie widzą) na to co ty chcesz i jak TY siebie widzisz. Ta "dobra reputacja" cię właśnie zabija. I doprawdy, nie wiesz jak inni cię widzą, bo to co tobie się wydaje, że widzą, jest tylko twoim pragnieniem i projekcją. Po prostu czeka cię czas dojrzewania. Otwieraj szampana:) Powodzenia .
  4. A mogę odpowiedzieć na priv? mam raczej złe doświadczenia z opowiadaniem doświadczeń na forach.
  5. Tu znowu ja się zgadzam. Analiza, której się nie chce i nie ma wyboru jest z pewnością cięższa niż gdy rozumie się na czym to polega i to przyjmuje. Analiza nie jest dla każdego. Z drugiej strony- ktoś im taką terapię dobrał. Dobrał bo nie miał wyjścia czy dobrał bo wydawała się odpowiednia? Terapie analityczne czy psychodynamiczne mają jednak dobre wyniki- zależy co się bada i co jest sednem, zasadniczym pytaniem.
  6. Spoko, to dla potomności odpiszę korzystając z tego pisze Myszak. Może komuś się przyda. Choć nie wiem czy to właściwy wątek... Terapeuci robią? Czy pacjenci mówią że terapeuci robią? Bo to są dwie różne rzeczy. Ze skazanych/ukaranych terapeutów pamiętam Samsona i Eichelbergera. Wiem jeszcze o radosnej działalności pewnej terapeutki z WWy, trochę się z niej śmiałam swojego czasu. Tylko tyle. Gdzie ta cała reszta? Bo jeśli piszemy takie rzeczy to warto je przemyśleć mając na uwadze to, że terapeuta musi na temat tego co w gabinecie milczeć, a pacjent może opowiadać różne bajki i nas.ać terapeucie w gabinecie - bezkarnie, subiektywnie etc.. Co nie znaczy że przypadki błędów w terapii się nie zdarzają i że nie ma terapii wzmagającej cierpienie psychiczne. Pod terapeutę podszyć się może każdy a każdy spragniony kupi. Ale "przypadki" które zacytowane są tutaj z Witkowskiego (jeśli dobrze rozumiem źródło) są totalnie niesprawdzone, nie skonfrontowane. To jednostronna opowieść. Nie sądzę, żeby moje napisane tutaj zdanie mogło spowodować że ktoś coś zrobi. Nota bene, to nie uwikłane myślenie, ale opis procesu analitycznego. Analitycy pełno tego piszą. Może się "uwikłani", nie wiem, ale to własnie może tak wyglądać, i tak wyglądało w moim przypadku, piszę o sobie. Oczywiście, zgadzam się. Przy wszystkich konsultacjach byłam o tym informowana. Tak samo są książki na ten temat. Jest Raczkowska z metaanalizą badań, jest Kottler ze spółką, a w necie słusznie Myszak pisze jest o "side effects". Informacji o badaniach terapii jest mnóstwo.
  7. Tak, oczywiście, pewno ta nieszczęsna analityczka z wątku by się pod tym podpisała, problem w tym, że etapem w tym dążeniu może być pogorszenie stanu i myśli/próby samobójcze, gdy np. pacjent utożsami terapeutę z bogiem/rodzicem i ta relacja nie idzie "po jego myśli", np wydaje mu się że nie dostaje należnej mu miłości. Regresja, dążenia samobójcze w analizie się pojawiają. Idealnie jako etap, fatalnie jeśli pacjent w tym stanie ucieka i nie przepracuje raniącej go relacji gdzieś indziej. Przedmiotem troski i pacjenta i terapeuty jest nieświadomy umysł pacjenta i jego praca. Jest ich tam trójka z nie dwójka.
  8. @myszakJa się odnoszę do swoich. Też kiedyś po internetach latałam gadając, że terapeuci to ignoranci a terapia zabija, bo mi źle było w terapii i w życiu, jak się z czasem okazało- z powodu moich własnych ograniczeń i zawartości umysłu. Wiem więc skąd się bierze taka złość, wizja "terapia zabija" i wiem, że tylko własna głowa może zabić. Za analizę twoich uczuć musiałabyś mi nieźle zapłacić, nikt bez pieniędzy się nie ruszy, a ja z pewnością, śpij spokojnie.
  9. @myszakOk, to cofam życzenia, bo jeszcze mnie pobijesz. Żyj więc sobie w strachu przed terapeutami i gotuj się ze złości dalej. Ty wybierasz ty decydujesz jaki jest twój świat :).
  10. @myszakDlaczego się złościsz? Jak wiesz tak dobrze to po co ci to żeby jakaś doi zrozumiała? Jeśli są dowody na to że terapeuta podżegał kogoś do samobójstwa to tak, oczywiście, powinien być ukarany. Jeśli zabił, też. Tak, są błędy w terapii, połowa terapii kończy się bez sukcesu. Tak. Ale samobójstwo jest naprawdę o wiele bardziej skomplikowanym procesem niż "zła terapia zabiła". Jak pacjent zabija się w terapii będąc nie oznacza to z automatu że terapeuta ma złą wolę, zabija, zrobił błędy etc etc. Może nie ma to związku z terapią w ogóle a z sąsiadką co krzywo spojrzała? Jak Monroe się zabiła to przez analityka który wyjechał czy przez to co miała w głowie? Ja obstawiam to drugie. Analityk był tyko "spustem". Ludzie zabijają się też przecież w terapii nie będąc. Piszesz przez swoje żale. Dobrze że jesteś nadal w terapii, masz szansę popatrzeć może inaczej na sprawę z czasem i przebaczyć swoim poprzednim t. Zrozumieć jako ludzi a nie widzieć potwory (niczym głupawy Witkowski). Stać się wewnątrzsterowną. Powodzenia tutaj życzę.
  11. @myszak W kościele nie mówią o analizie i nie mają o tym pojęcia, więc nie tam słyszałaś. Przeczytaj proszę co pisałam, bo mam wrażenie, że chcesz mi przypisać swoją frustrację i pomysły których nie mam. Świat jest bardziej skomplikowany niż budowa cepa/wina/odpowiedzialność/usługa i nie ma się o co obrażać. Nie ja cię skrzywdziłam. Ani nie odpowiadam za ustawę o psychoterapii i dlaczego nie jest wdrożona. Jak teraputa zastrzli klienta to odpowiada przed prawem za swój czyn. Jeśli pacjent popełni samobójstwo chodząc raz na terapię - terapeuta nie ma za co odpowiadać. Równie dobrze można oskarżać matkę, wstępnych i zstępnych samobójcy jak i sąsiadów. Tak, analiza mi pomogła. W lewitacji
  12. @myszak Myślę że rozważanie w kategoriach winy jest bezsensowne. Mam wrażenie że oczekujesz do terapeutów cudów zrozumienia, ale to tylko ludzie nie bogowie, robią błędy, zaniedbania, nie rozumieją, gubią się w procesie i w tym nie ma złej woli. Przypisujesz terapeutom złą wolę, moce zabijania, to bądź łaskawa dać im także nadprzyrodzone siły zbawiania - ale zauważam, że twoje myślenie jest ciągle o nadprzyrodzonym a to zwykli ludzie...Terapia może przyczynić się po pogorszenia stanu, zakończyć porażką, oczywiście, ale przecież to nie terapeuta zabija, zabija to co pacjent ma w głowie i jak interpretuje - wg swoich wykrzywionych schematów- to co robi terapeuta. I tutaj zdania nie zmienię. Niemożliwa jest ocena co jest właściwą przyczyną samobójstwa pacjenta, bo to zawsze zespół przyczyn. Dlatego terapeuci są zwolnieni z odpowiedzialności karnej za samobójstwo pacjenta. Pacjent nie ogarnia tego co ma w głowie, nie ogarnia relacji, kryzysy, zjazdy, myśli samobójcze, regresje w terapii się zdarzają, tak samo jak szantaż emocjonalny pt "zabiję się jak nie będziesz mnie kochać", interpretacja analityka jako wroga czy nienawiść do niego - i to wszystko jest częścią procesu, jest "normalne", bo się zdarza. Terapia/analiza jak każdy kontakt jest obarczony ryzykiem i to jest oczywiste, tak samo jest dla mnie oczywiste że pacjent ma prawo z terapii wyjść jak nie daje rady . Nikt nie jest w stanie ocenić co dzieje się w diadzie. Decyzja zostać/odejść to decyzja autorki i nie wiem- w odróżnieniu od ciebie co jest "dobre". Ja spróbowałam wyjaśnić autorce, co może się dziać i jak działa analiza i analityk. To wszystko. Doświadczenia mam inne- moje impulsy samobójcze i inne, niechęć do analityka i zjazdy w analizie zostały przepracowane - dzięki mojej wytrwałości i cierpliwości analityka - dla mojej ogromnej korzyści. Mój analityk mylił się w interpretacjach, popełniał błędy, raz mnie wyrzucił. A jednak. Są i takie scenariusze.
  13. @myszak Ok. Znalazłaś swojego nowego boga. I dobrze. Ale co ja mam z tym wspólnego? Kiedyś bloga na temat szkodliwości terapii prowadziłam. To jest temat niszowy, marginalny, bardzo złożony, tak samo jak samobójstwo i przyczyny. Jeśli uważasz że ktos wykonał swoja pracę źle to to zgłoś gdzie trzeba a nie mi. Żeby namieszć powiem jeszcze, że ja psychoterapeutów w zasadzie nie lubię, głupi są, ględzą te swoje banały. Ale to mój umysł wybiera czy coś z tego weźmie. Jestem wolnym człowiekiem, nikt niczego nie może mi zrobić, nawet "zły" terapeuta. Analiza nie jest dla wszystkich, z pewnością nie dla tych którzy chcą tylko "normalnie funkcjonować", chca byc leczonymi przez dobrego pana i znaleźć sobie boga. Wprost przeciwnie. Jest dla bogów obalenia, tak samo jak dla obalenia gier umyslu zdrowy/chory. Potrzeba w analizie partnerstwa- pacjent na ogól tego nie chce, bo woli być w pozycji dziecka domagajacego sie miłości. W analizie widać jaki jest proces - próbowałam go tutaj przybliżyć. Czasami bardzo bolesny, zagmatwany, ale ciekawy. Jeśli to kogoś nie interesuje- to po co psychoanalizę zjeżdżać, lepiej omijać ją z daleka. Czemu mnie atakujesz - nie wiem (domyślam się), nie jestem twoją "złą" terapeutką i w ogóle mam wrażenie że jedziesz po mnie zupełnie nieadekwatnie. Są różne terapie, analizy też, kołczingi, czanelingi i masaże, wybierz sobie co chcesz i daj życ innym. Autorka jest dorosła, sama sobie poradzi. Powodzenia w terapii anyway.
  14. @myszakZrewiduj może swoje oczekiwania? Żądasz, żądasz, ale mam wrażenie- jakoś tak po dziecięcemu, z żalem. Terapeuta "powinien", "usługa" etc, etc. To nie usługa, to kontakt z drugim człowiekiem. Możesz sobie kłamać jak chcesz i minimalizować lęk przed tym kontaktem ale to nic regularnego a ryzyko i szanse. "Zmniejszenie cierpienia" - a może "inne spojrzenie na cierpienie" byłoby doroślejsze? I jasne jest że cierpienie się wzmaga w procesie. Diagnozy to nie twarda prawda a narracja. Umysł nie jest materią, nie naprawia się go jak pralki. Proces nie jest tajemniczy ale może być zaskakujący, nieprzewidywalny, bezładny, przecież to nieświadome. Nie trafiłam nigdy na żaden kontakt z t. w którym nie byłoby ram. Co masz na myśli pisząc "ramy"? Skąd w ogóle ten pomysł że terapeuta zabija? T. zdają sobie sprawę z błędów, rozmawiają o tym w superwizji, przepraszają czasem pacjentów za błędy- ja byłam w takiej sytuacji, t. mnie przepraszał za błędy, proces szedł dalej. Ludzkie to przecież. PS Nie wiem co sądzi większość ludzi i co mają. Ja piszę swoje zdanie i odczucia.
  15. doi

    Neurotyzm

    To pytanie do psychiatry. Ale czemu tak bronisz dzieciństwa? Mnie sie to kojarzy z osobami po traumie, które zaprzeczają traumie i gadają "nic się nie stało", "to nie było nic ważnego", "rodzice mnie kochali", "miałem fajne dzieciństwo, bawiłem się w klocki" a potem w terapii wychodzi ich utajona wściekłość i żal i to że byli zaniedbywani psychicznie przez lata. Zaprzeczenie to zabawa ego, żeby się nie rozleciało, żeby nie uciekły iluzje. Nie wiem czy akurat tak w twoim przypadku (bo przecież oprócz umysłu jest też i mózg i biochemia i uszkodzenia etc), ale takie skojarzenie mam. Nie zamykaj się na tym "że było ok", bo terapia leczy z iluzji, po to właśnie jest. To nie jest poziom świadomy, wyparcie jest nieświadome i na poziomie nieświadomym. Dużo czasu trzeba żeby wyjść poza "było fajnie".
×