Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

doi

Użytkownik
  • Zawartość

    516
  • Rejestracja

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Stąd właśnie moja myśl, że nie warto pchać się na siłę w relacje (gdzie talentu nie ma i nie będzie, może byc tylko umożliwiająca neutralne życie auto-tresura) ale lepiej przekierować energię na to do czego ma się predyspozycje.
  2. Jasne że nie dlatego piszę o ambiwalencji języka. Ale ciekawy obraz tu tworzysz, pewnie mimowolnie, ale dla mnie znaczący- jakby a. był jednolatkiem, który nie posiada mowy choć rozumie prosty język i w ten sposób nie może wyrazić siebie i dogadać się ze światem, co go frustruje. Nie posiada tez teorii umysłu (innych ani swojej) ani umiejętności samo-obserwacji z pozycji metakomunikatora (lustro), nie ma tez dostępu do swoich treści nieświadomych bo nie ma "dorosłego punktu," z którego mógłby to zaobserwować (jego własne stany interpretuje mu matka, otoczenie). Taki dostęp do siebie by go zresztą od środka rozwalił, bo nie ma na czym się oprzeć, tak jak dziecko. Niestety, ten jednolatek ma dorosłą inteligencję matematyczną ale nie umie myśleć poza logiką i jest w ciele dorosłego, więc funkcjonuje dla innych jako "dorosły" z całym arsenałem oczekiwań jakie się ma dla dorosłego.
  3. Ależ służy. Potrzymaniu poczucia bezpieczeństwa, choćby. Oparciu w nieambiwalentnym.
  4. Przeciętny neurotyk (o ile istnieje ktoś taki bo wątpię tak samo jak w to że istnieje przeciętny a.) odpowiedziałby "to wszystko zależy". Wydaje mi się że jednak a. tak nie odpowie, bo nie rozumie że jest sytuacyjny czy względny. Względność czy zależność czy wartość społeczna czy intuicja - tu może być problem a nie schemat wartości dotyczący pracy. Nie jestem a, ale wybrałabym dla siebie wersję a. Jedziesz tutaj po efekcie horoskopowym, te klasyfikacje są niespecyficzne. Tj. nie mówią nic. I tyle w kwestii statystyk. Są bezużyteczne. Tak odpowie ci każdy, doprawdy :)))
  5. Take i Johnn jednak piszą coś innego. Że obszary ich zainteresowań się zmieniają, choć ciągle zostają w kręgu klasyfikacji czy jednoznaczności. Co więcej John nie rozumie poleceń bo nie rozumie mowy (ambiwalencji i wieloaspektowości ludzkiego języka) nie mówiąc już o kontakcie społecznym (humor, gra społeczna, metafora etc) czyli de facto pracy w grupie. Nie wydaje mi się też prawdą, że J. zafiksował się na byciu matematykiem. Przecież - jeśli dobrze rozumiem jego wypowiedzi- on nie jest w stanie samodzielnie uczyć się ani samodzielnie pracować. Więc to tylko fantazja bez realizacji. Neurovit, ZA nie wyjaśnia niczego, nie daje pełnego obrazu, chyba jeśli chodzi o pewne uszkodzenia biologiczne. Tu jest np zależność, wyuczona bezradność, zewnątrzsterowność, agresywna bierność, myślenie paranoiczne, brak fantazji o ojcu w rodzinie (czego nieświadomość się teraz domaga), utożsamienie z matką (która go szczuje na potrzebnego mu ojca), patologiczny schemat rodziny, niezdolność do zakwestionowania siebie i swojego sposobu myślenia i mnóstwo innych rzeczy poza "sztywnością rozumienia". Ogromny obszar dla psychoterapii jednak. Skąd owa "sztywność"- z biologii czy jednak z wczesnego lęku? ZA -fajnie się czyta co piszesz bo takie behawioralne, proste i ładnie ułożone, ale klasyfikacja ZA nic do tego nie ma, nie odpowie, bo nie ogarnia tych obszarów. Jednostka idzie swoją drogą.
  6. Oj, nie, ja nie lubię, dzięki. Wprost przeciwnie, i dlatego tutaj piszę, że każdy jest specyficzny a grupowanie, klasyfikowanie to taka gra umysłu, który próbuje ogarnąć. Taka forma kontroli przez nazwanie. Problem w tym czy nazwiemy tak czy inaczej mamy do czynienia z tym samym zjawiskiem , z tą samą psyche i behawiorem, a próby tłumaczenia to często masło maślane i tłumaczenie niewiadomego przez niewiadome, lub efekt horoskopowy. Jasne, że nie każdy A musi być matematykiem. Ale ta matematyka się przejawia tutaj ze względu na autora wątku. Ja rozumiem oczywiście, że Johnn potrzebuje diagnozy/nazwania by wreszcie zostać zrozumianym i kontaktować się ze światem przez język diagnozy (tak jak próbuje językiem matematyki), ale to ciągle nie jest ludzki język i niewiele to w relacjach pomoże ani nie wpłynie znacząco na zrozumienie przez innych. Choć z pewnością wiedza jaką tutaj zamieszczasz może być cenna gdzie szukać dla siebie pomocy czy przykładów.
  7. Odpowiedziałabym podobnie jak Johnn, problem w tym że nie jestem A a te pytania nie wskazują na specyfikę ZA. Trochę jak "syndrom DDA", który nie jest specyficzny , istnieje/nie istnieje i funkcjonuje niczym efekt horoskopowy, wszyscy się w tym syndromie mieszczą zależnie od nastroju . Rozumiem, że chcesz sobie nazwać co się dzieje, ale diagnozy same w sobie są umysłowym konstruktem i mają małą wartość a już przez forum nie mają żadnej.
  8. Tak i myślałam. I dobrze, ale diagnoza nie daje samo-wiedzy. Diagnoza tak naprawkę "kręci się" wokół braku w stosunku do normy. Określa człowieka przez brak, mankament a nie możliwości. Nie daje informacji terapeucie, bo z tego co piszesz Take, mimo diagnozy bardzo różnisz się od "obrazu", jesteś dobrym przykładem tego, że diagnoza jest tylko małym i nie najważniejszym fragmentem w układance. Cały tragizm w tym że nie rozumiesz wyjaśnień, bo te nie opierają się na języku matematyki a na rzeczach na które masz " ślepą plamkę". Cały tragizm w tym, że pragniesz relacji ale - z powodu swoich ograniczeń- nie jesteś w stanie jej zrozumieć, jej nawiązać i w niej być. Co by było gdybyś uznał że tak już jest i to się za bardzo nie zmieni? Może to by pozwoliło przekierować ci energię na to co możesz poprawić i dla siebie zrobić? Ciągle to samo: winni są inni. Oskarżasz matkę i ojca, psychologów i świat cały, bo tak się z innymi kontaktujesz, ale jesli faktycznie masz jakieś uszkodzenia genetyczne czy biologiczne, to mogło być tak, że to ty nie byłeś w stanie od samego początku nawiązać ze światem kontaktu. W jaki sposób będziesz dalej oskarżał i kogo? Może po prostu ta opowieść o winie innych jest nieprawdziwa, niewłaściwa, nieadekwatna? Ok, czyli jak myślałam jest to język, który chcesz przyjąć żeby kontaktować się z innymi, dać im jakąś wiedzę, jakoś przyszpilić słowa do znaczeń. Problem w tym, że być może masz zbyt duże oczekiwania co do tego. To nie pozwoli im zrozumieć ani nazwać, tylko doklei ci łatkę zaburzeńca i nie sprawi że ojciec wróci a matka będzie cię szanować. Nic z tych rzeczy. Po prostu stwierdzą, że nic się nie da zrobić i nadal będzie tak jak jest. Ta diagnoza czy inna nie sprawi żadnej magii w cudzym umyśle tak jak nie sprawiły to poprzednie ( jeśli dobrze rozumiem). Psychoterapeuci wiedzą po kilkunastu sesjach więcej o tobie niż znajdą w kilkustronicowej diagnozie. Odnieś to do siebie nie do psycho. Jesteś w stanie dostrzec swoje braki? Zakwestionować swoją niewiedzę, przyjąć swoje ograniczenia? Z tego co piszesz- mam wrażenie, że na razie nie (ciągle akcent w tym co piszesz pada na to że winni są inni). Niekoniecznie. "Diagnoza" i "leczenie" są - jeśli chodzi o umysł- umowne. ZA się nie leczy ale łagodzi.
  9. Tak jest ok, to normalne, tak wygląda praca psyche w terapii. To nie ma nic wspólnego z tym czy dasz sobie sama radę czy nie.
  10. @take Czy sama diagnoza ci w czymś pomogła, czy pomogła np. terapeutom czy psychiatrom? Czy raczej odpowiada na twoją potrzebę określenia "kim jestem"? Nie sądzę żeby osoby z ZA były dopuszczane do głębokiej terapii grupowej. Nie rozumieją nic z relacji ani mowy. To przecież bezcelowe. Chyba że chodzi o trening? Wkurzenie osoby z ZA jest nieważne, to drobiazg, wkurzenie przeżywa każdy neurotyk na terapii i to jest norma więc A nie jest tutaj jakoś wyjątkowy. Wg. Lacana, pomylenie struktur osobowości, wzięcie psychotyka za neurotyka w czasie analizy to nie wkurzenie ale ryzyko załamania psychotycznego. Psychotyk nie ma wewnętrznych struktur które go podtrzymają w przypadku kryzysu. E tam. Robisz z psycho idiotów, na jakiej podstawie. Snujesz bajkę w stylu ci źli psycho, nie znają się na niczym, zaraz dojdzie to tego że złodzieje i oszuści jak to Johnn tu zawsze pisze. To młyn na wodę dla wiecznej narracji krzywdy i paranoicznych podejrzeń, takich jakie przejawia ciągle autor wątku. Zakładasz że się idzie gdzieś, dostaje papier i wszyscy wszystko już wiedzą. Tak przecież nie jest. Myślę, chyba słusznie, że spektrum ZA i zaburzeń towarzyszących jest mnóstwo, więc przed psycho staje mimo wszystko człowiek a nie diagnoza.
  11. @NeurovitMyślę, że diagnozowanie ZA to jest kwestia pewnej kulturowej mody. Tak jak kiedyś ADHD. Jak będzie lek na ZA to będzie diagnozowane częściej i powszechnie w każdym ośrodku :). Osoby z ZA pragną byc zdiagnozowane raz na zawsze i to niepodważalnie wobec ich lęków, bo daje im to "trwałą" tożsamość i z zewnątrz dostarcza teorię umysłu (własnego). Potrzebują na trwale i jednoznacznie złączyć siebie z jakimś pojęciem, znaczeniem. Rozumiem. Ale dla mnie -neurotyka -szukanie matematycznej diagnozy żeby sobie ją na czole nakleić i dać psycho do pracy to jakieś nieporozumienie, koszmar. Tutaj przewija się temat diagnozy jako takiej- moim zadaniem po prostu kulturowo i statystycznie opracowanego konglomeratu pewnych obserwowalnych cech a nie "wiedzy o danym człowieku". Naklejanie etykiet jest właśnie takie aspergerowskie, bo przecież diagnoza to żadna wiedza ani żaden klucz. Może tylko dla osoby zaburzonej. Przed psycho staje człowiek. Ja -uśmiechnęłam się- za to mieszczę w twoim obrazie. Jestem introwertykiem, ludzi nie lubię, ludzkości wręcz nie znoszę, świąt żadnych nie obchodzę, w bogów żadnych nie wierzę, jąkałam się, z domu dysfunkcyjnego pochodzę... tylko teorii umysłu i fantazji mam nawet za dużo :). Więc to co piszesz jest/może być jakąś pochodną tego, że niektórzy nie pojęli ambiwalencji mowy, nie połączyli na trwale znaków i znaczeń na tyle by się tym bawić (matafory, humor, gry słowne), nie mają wykształconego dojrzałego Ja i zdolności meta-komunikatora i maja ślepą plamkę na emocje i teorie umysłu. Ale to tak właśnie z diagnozami jest- człowiek się w nich nie mieści.
  12. Dla mnie znów sesje analityczne przez skype to cwane samooszustwo analityka bo liczy się kasa, lub wybór mniejszego zła. Analityk pracujący z domu to fikcja, ma być lustrem i ma być skupiony na analizie a tu goszczę między obiadem, wizytą mamusi i ciupcianiem. To jest karykatura. Praca raczej mizerna, do tego dochodzi brak warunków na sesję, gdy jestem w domu. Jestem introwertykiem i mieszanie światów mi przeszkadza, tak jak wizyty analityka w moim domu, bo nie jest moim znajomym. Gdy jest za blisko i poza rolą analityka-lustra to praca wspólna się kończy, widać forma (odseparowanie służące skupieniu obu stron) jest potrzebne. Powrót do gabinetu nie wchodzi w rachubę bo na czas zawirowań wyjechałam szczęśliwie z miasta i - oby pandemia trwała jak najdłużej- nie chcę wracać. Tym bardziej, że sąsiedzi gabinetu zaczęli się burzyć na odwiedziny "obcych" i "wariatów". Na razie Skype bez obrazu analityka musi wystarczyć do przerwy w czerwcu. Potem zobaczymy.
  13. @Neurovit To co piszesz pokrywa się z moimi wyobrażeniami. Tylko dodam od siebie to, że to nadużycie we wczesnym dzieciństwie dokonuje się na poziomie nieświadomym, bardzo głębokim. Piszesz też o pewnej sztafecie pokoleń, co wskazuje na pewne czynniki genetyczne także. Matka w przypadku gdy niemowlę nie nawiązuje z nią kontaktu nie musi być "złą matką" odrzucając je. Po prostu kontakt jest nieadekwatny jakoś, matka z dzieckiem się mijają i nie odzwierciedlają i stąd problem. Mam wrażenie, że chcesz tutaj oskarżyć rodziców, ale tak prosto to nie działa. I brak funkcji ojcowskiej czyli nauczenia że istnieje "zasada", jakieś prawo, że słowa sa jakoś przytwierdzone do sensu i że symbolicznie (bo tez nie prosto) ojciec to robi (lub fantazja o ojcu jak go nie ma). Stąd niezrozumienie mowy, słowa nie trzymają się znaczeń istąd - dalej- próba przytwierdzenia ich na stałe (problem z wieloznacznością), lęk, poczucie zagrożenia, bo nie umie się nazwać nawet swojego wewnętrznego świata. I to myślenie obrazami, chyba też nie do końca. Raczej konkretami, które są nieambiwalentne (czas, liczba), tak, ale nie obrazem, metaforą, wizją. Ale fakt, że chyba im trudno pojąć ambiwalencje słów, słowne żarty, czy właściwie nazwać emocje. Stąd tradycyjna psychoterapia mija się z celem. O psychotykach w ujęciu lacanowskim pisał B. Fink, jak cię interesuje temat, zajrzyj.(Kliniczne wprowadzenie do analizy lacanowskiej).
  14. Ja znów zrozumiałam, że były to terapie krótkoterminowe nastawione na rozwiązanie, celowe, więc nie były to relacje psychodynamiczne... Tak nie jest. Psychoanaliza wyjaśnia co się dzieje właśnie na tym "najwcześniejszym etapie", patrz Lacan i jego prace na temat psychotyków jako profilu, struktury osobowości (niezrozumienie mowy stąd sztywne trzymanie się jednego znaczenia , brak "prawa ojca", etc etc) Język to specyficzny, ale wyjaśnia, buduje pewien obraz tego co się dzieje właśnie wcześnie. Ale fakt, terapia psychodynamiczna jest wątpliwa dla kogoś kto nie ma teorii umysłu lub bardzo ubogie, nie jest więc zdolny do pogłębionej samorefleksji, nie ma metakomunikatora, nie rozumie słów i ich gry, metafor, humoru ani tego że relacja nie dzieje się "wprost", jest ambiwalentna, stąd umyka mu całe bogactwo i praca w diadzie. Z drugiej strony, Lacan pracował z psychotykami, choć twierdził że "wyleczyć" (tj zmienić strukturę osobowości na neurotyczną) się nie da. @johnnmam wrażenie że rozmawiamy tutaj o pewnej potencjalności. Czy masz już diagnozę? Zaburzenia jakim jest ZA, depresji? Miałeś już trzy inne diagnozy- jaki jest z nimi właściwie problem? Bo mam wrażenie że czytasz sobie podręcznik psychiatrii i odkrywasz we wszystkim. Że tam szukasz sobie własnej narracji, czegoś czego możesz się przytrzymać, jakoś nazwać. Ze straumatyzowania może wynikać wiele innych rzeczy, nie jest przecież to jednoznaczne. Nie jest tak że "życiowe przejścia" dają z automatu autyzm, mogą dać wiele innych zaburzeń lub też i nic. Pytanie co się dzieje wcześniej na poziomie nieświadomym i genetycznym na poziomie danej jednostki nie statystyki. "Wina" a może raczej los? Pewnie tak. Na marginesie- cała kultura idzie w stronę ZA, z jej potrzebą dosłowności, brakiem wyobraźni, obrazów branych za dosłowność (psychiatria z jej etykietkami jest obrazem, narracją kulturową), niezrozumienia metafor i odtwórczością. Pere... ou pire lacanowskie się kłania.
  15. Sny są normalną częścią terapii, jaki to nurt? Tak niestety troche jest. Jesli to była psychodynamiczna a ty jesteś osoba kontaktową to pewnie ciężko ci było gadać do kogoś kto milczy czy nie reaguje wprost, to musiałaś się męczyć. Ale to troche jest tak, że ten trup i twój, i szafa twoja, no i ty to musisz wytargać. Ona ci pomoże, wesprze, ale praca musi być twoja, bo inaczej pójdzie w siną dal, będzie zależna od istnienia terapeutki. No cóż widać jesteś osobą, która potrzebuje motywacji z zewnątrz. To jest właśnie o co pisałam: najpierw hurraoptymizm, potem kompletny zjazd pesymistyczny. Nie myśl o odległym celu (bo to frustruje) myśl o tym co sie tu i teraz dzieje i o najbliższej sesji. Może mogłabyś pisać do t., taki dziennik miedzy sesjami, wyobrażając sobie że do niej piszesz? Nagrywać co chciałabyś jej powiedzieć? Po prostu potraktować ją jak adresata. Niekoniecznie to oczywiście potem puszczać, bo nie po to są sesje, ale jako gadanie o sobie do kogoś kto- w twojej imaginacji- słucha. To co opisywałam to nie są mechanizmy świadome. Nikt przy zdrowych zmysłach nie idzie n t. zeby się zakochiwać w terapeutkach. Ale to dzieje się mimowolnie, tak samo jak złość. Też tak miałam, ale teraz jest lepiej. Do tego stopnia że mojego t. czeka lekka zj.ka za zmarnowanie mi części mojego czasu ostatnio i nie słuchanie mnie. Nie obciążasz, to wasza wspólna praca, skoro t. otwiera ci drzwi to znaczy że tę pracę akceptuje. I zresztą za nią płacisz. To jej praca, ona jest do niej przygotowana. I jesli takie rzeczy się dzieją- omawiaj je na sesji, twoje nastawienie do t. jest też ważne.
×