Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość

Osobowość unikająca (lękliwa)

Rekomendowane odpowiedzi

 

Przydalyby sie jakies silne meskie rece do pracy przy tej hodowli bydla, najlepiej kogos kto ma podobna nature i nie bedzie zaburzal Ci spokoju - jade z Toba 8)

 

Przykro mi, ale to nie wchodziłoby w grę. Zamierzeniem byłoby odcięcie się od jakichkolwiek relacji z ludźmi (zwłaszcza zaburzonymi :D). Chyba że wyzdrowiejesz... Wtedy wzięłabym pod uwagę Twoją przydatność, szczególnie do brudnej roboty :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Sporo tego wszystkiego u Ciebie, myślę że dobry terapeuta miałby niezłą zagwozdkę, by to wszystko rozpracować. Jak długo trwała Twoja terapia? Czy sam zadecydowałeś o jej zakończeniu?

 

Moja terapia trwała dokładnie 5 albo 6 spotkań. Zacząłem w tym tygodniu kolejną, z większą wiedzą, ale z innym terapeutą. Właściwie terapeutką. Poprzednia podrzuciła parę informacji, ale bardziej po terapii byłem napompowany niż "naprawiony". Pompuję się od lat, a efekty są jakie są - samobójstwo staje się najbardziej komfortowym wyjściem ze wszystkich innych rozwiązań.

 

Nie wiem co z tego wyniknie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Nic w życiu nie osiągnąłem i chyba nie osiągnę, nie oszukujmy się. Myślę, że głównie dlatego ponieważ ciągle kręcę się jak gówno w przeręblu. Popadam z jednej skrajności w drugą. Ciągle zmieniam i to drastycznie zdanie, zainteresowania, poglądy, sposób na życie, spojrzenie na świat. Ciągle zmieniam wszystko. Z roku na rok jest z tym coraz gorzej. Gdy coś zbuduję, coś co ze mną wewnętrznie współgra, coś co czuję, coś z czym się zgadzam, coś co mi pasuje, coś co chcę, to później zawsze to muszę rozpierdolić i zmienić. Dlaczego? Dlatego ponieważ coś się zmienia w mojej głowie, coś się przestawia i to co wcześniej mi się podobało, przestaje mi się podobać, a zaczyna mi się podobać coś innego. A nie mogę tkwić w tym wszystkim co zbudowałem wcześniej, ponieważ wtedy wewnętrznie cierpię i przeżywam wielką nudę. Nie mogę tkwić w czymś czego nie lubię i w czymś co uważam za bezsensowne. To co wcześniej uważałem za słuszne, zaczyna wyglądać bezsensownie. To co wcześniej lubiłem, przestaje mi się podobać. Wszystko wywraca się do góry nogami, całe moje zachowanie. Mam tego świadomość, ale nic z tym nie mogę zrobić, bo to nie jest kompletnie zależne ode mnie. Po takiej zmianie, nie jestem w stanie pojąć jak mogłem wcześniej lubić i uważać, to co lubiłem i uważałem. Zaczynam wewnętrznie czuć przywiązanie do innej perspektywy, ale każda jest tylko chwilowa. Dzisiaj jestem taką osobą, a za 3 tygodnie mogę być kompletnie kimś innym. Nazywam to zmianą utożsamienia, o której pisałem już gdzieś wcześniej na tym forum. Moje utożsamienie samoistnie zmienia się co jakiś czas. Nie ma tutaj żadnej stałości, a ja mogę być każdym, po prostu każdym. Ulubiona muzyka, ulubione filmy, ulubione gry, ulubiony ubiór, znajomi, praca, poglądy polityczne, poglądy religijne, stosunki rodzinne, używki itd. Itd. Wszystko. Dotyka to wszystkiego. Dlatego znajomi mówią, że jestem nieobliczalny i nikt mnie nie może zaszufladkować i rozgryźć. Przez to nie mam pracy, bo z każdej po jakimś czasie spierdalam oraz nie mam znajomych, bo ich porzucam. Lubiło mnie wiele osób, gdyby nie to, to już dawno miałbym wielu znajomych, przyjaciół, a nawet dziewczynę. Gdyby to była jeszcze stopniowa ewolucja, to byłoby to wtedy coś normalnego, coś czego doświadcza każdy człowiek w swoim życiu. Tylko, że u mnie te zmiany są radykalne i skrajne. Po jakimś czasie jestem w stanie wrócić do poprzedniego utożsamienia. Takie utożsamienie zmienia się różnie, raz co kilka tygodni, innym razem co kilka miesięcy. Jest to ściśle powiązane ze zmianą nastroju. Zdaję sobie sprawę, że wszystkie posty, które piszą na tym forum od stycznia, już pewnie na wiosnę, będę uważał za nieprawdziwe i bezsensowne ponieważ wtedy będę już kimś innym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@wkuuporr

 

to interesujące a zarazem niesamowite co piszesz, nie sądziłem, że człowiek może mieć taką elastyczność co do własnego charakteru.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

To co teraz napiszę jest kontrowersyjne. Długo nad tym myślałem, być może nie powinienem tego pisać, jednak uważam, że mam obowiązek się tym podzielić. Dla kogoś kto ma podobne problemy do mnie, to może być ostatnia deska ratunku. Próbujcie wszystkiego przed samobójstwem. Chodzi o lek Thiocodin, który zawiera w sobie Kodeinę. Jest to lek na kaszel, a Kodeina to substancja, która likwiduje ból. Od kilku lat prowadzę ‘badania’ nad tym co pomaga na zwalczenie osobowości unikającej. Podzielę się swoimi wynikami. Kodeina to substancja kosztowna i szybko uzależnia. Dlatego jeżeli ktoś nie ma dużo pieniędzy i silnej woli, to powinien sobie odpuścić. Nie chodzi mi o odurzanie się tą substancją dla fazy, bo tak też można, ale chodzi mi tylko i wyłącznie o cele ‘lecznicze’. Wystarczy 10 tabletek Thiocodinu, taka paczka kosztuje mniej niż 10 zł. Substancja zaczyna działać po mniej niż 1h. Substancja działa z pełną mocą około 4-5h, później dalej działa ale słabiej. Kodeina likwiduje 90% moich problemów. Nie mam wtedy wahań nastroju, nastrój jest stabilny, ta stabilność nie jest na takim poziomie jak np. po antydepresantach, tylko na lekko podwyższonym. W moim przypadku SSRI (Sertralina oraz Paroksetyna) spłycają emocje i wtedy jest się w miarę stabilnym, ale to wszystko jest utrzymane na zaniżonym poziomie. Według mnie nie jest to poziom normalny, jest to poziom lekko poniżej normy, z którego co najgorsze nie można się wybić. Natomiast po Kodeinie, ten poziom jest utrzymany na takim, który według mnie jest właśnie normalny. Nie jest to poziom ani naćpania, ani wyjebania z butów, ani szczęścia, nic z tych rzeczy. Ja mówię tutaj o poziomie jaki u mnie występuje po 10 tabletkach. Jest to poziom normalny, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Ja uważam, że moje wszystkie problemy wynikają z depresji, którą mam od dzieciństwa. Po Kodeinie nie jestem w stanie wpaść ani w wielką depresję, ani w jakąś manię. Te moje zmiany utożsamień, o których pisałem w poprzednim poście, też wynikają głównie z wahań nastroju. Po Kodeinie mija całkowicie fobia społeczna oraz dziwny trafem magicznie znika również też osobowość unikająca. Wtedy nie odczuwam lęku wśród ludzi. Mogę z ludźmi normalnie rozmawiać, śmiać się, coś robić. Wtedy chce mi się wychodzić do ludzi, chce mi się z nimi rozmawiać, chce mi się coś robić ze swoim życiem. Wtedy też pojawiają się emocje, które były wcześniej zakryte przez smutek i lęk. Odczuwam zarówno szczęście, smutek, jak i złość oraz nie boję się ich wyrazić przed innymi osobami. Nie ukrywam wszystkiego, tylko dzielę się tym też z ludźmi. Wtedy chce mi się rozwijać pasje, różne zainteresowania. Mijają całkowicie wszystkie objawy somatyczne. Tak, dokładnie wszystkie. Mija pustka w głowie czyli tzw. brain fog, myśli stają się klarowne, spójne i normalne, czuję się jakbym odzyskał rozum. Wtedy po prostuje staję się normalną osobą i chce mi się żyć. Jest to trochę podobne do Alprazolamu, ale kilka poziomów wyżej, to jest inna liga. Jeżeli już coś miałoby być nazwane narkotykiem, to prędzej Alprazolam. Alprazolam zamula,rozleniwia, wszystko spłyca i wyłącza myślenie. Po Alprazolamie może zniknąć fobia społeczna, ale absolutnie nie znika osobowość unikająca. Po Alprazolamie widać, że człowiek jest skuty, nawet po małych dawkach, nieraz mi zwracano uwagę nawet po 1 tabletce, to widzi się po twarzy, tak jakby mimika twarzy stawała się spowolniona i bardziej kamienna. Natomiast po 10 tabletkach Kodeiny nigdy mi się nie zdarzyło, aby ktokolwiek posądzał mnie o to, że jestem po czymś, jedynie źrenice się zmniejszają. A alkohol w ogóle do niczego się nie nadaje w celach ‘leczniczych’, z tej trójki jest najgorszy, alkohol działa podobnie do Alprazolamu. Ktoś może powiedzieć, że się uzależniłem. Nic z tych rzeczy, absolutnie. Tak to na mnie działało już od pierwszych eksperymentów. Zresztą Kodeiny nie biorę już od wielu miesięcy, bo mnie nie stać, a gdy brałem to nie codziennie, aby nie wyrobiła się tolerancja i robiłem przerwy, aby się nie uzależnić. Doskonale wiem, że gdybym teraz wziął 10 tabletek to wszystkie moje objawy, z którymi zmagam się od dzieciństwa, by zniknęły, ale na dłuższą metę, to jest dla mnie za drogie i zgubne. Dopiero popłynąłem po Paroksetynie, która wyłączyła mi zdrowy rozsądek, ale wtedy to popłynąłem z wieloma różnymi używkami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
na dłuższą metę, to jest dla mnie za drogie i zgubne.

 

Dokładnie tak, jak napisałeś mimo chwilowej ulgi, którą możesz odczuwać ta droga jest szalenie zgubna. Wiele używek wpływa na samopoczucie w chwilowo pozytywny sposób tak, jak opisujesz teraz kodeinę. Bardzo niebezpiecznie jest się przekonywać do tego, że to cudowny lek. To po prostu kolejna używka. A żeby taką była nie musi nikt widzieć, że jesteś pod jej wpływem. :bezradny:

Uważaj na siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Wiele używek wpływa na samopoczucie w chwilowo pozytywny sposób tak, jak opisujesz teraz kodeinę.

Nie wiem jaki mechanizm działania ma Kodeina na mózg, ale żadna z używek jakie stosowałem nie zrobiła ze mnie w takim stopniu normalnej osoby. Usuwa 90% moich problemów i tutaj po prostu jest to idealnie zbalansowane. Osobowość unikająca nie jest stała, przynajmniej u mnie. Jestem przekonany, że po zlikwidowaniu depresji, zniknie też osobowość unikająca. Ja na co dzień nie jestem w normalnym stanie. Raz jestem w stanie zbyt negatywnym, innym razem w zbyt pozytywnym. Częściej jestem niestety w tym zbyt negatywnym. Osobowość unikająca nie występuje u mnie w stanie pozytywnym. Gdy jestem w stanie pozytywnym, to nie mam osobowości unikającej. A leki antydepresyjne, które wypisywał mi dotychczas psychiatra (Sertralina i Paroksetyna) powiedzmy, że stabilizowały mój nastrój poprzez spłaszczenie wszystkich emocji, co doprowadzało do ugruntowania mnie, ale w stanie lekko negatywnym. Obserwując inne osoby nie jestem w stanie uwierzyć, że stan w jakim byłem po tych lekach, jest stanem normalnym. A najgorsze, że wtedy z tego stanu nie można się wybić w górę, bo wszystko jest spłaszczone. Uważam, że ze stabilizacją w takim stanie nie ma mowy o pozbyciu się osobowości unikającej. Być może nie natrafiłem jeszcze na odpowiedni lek antydepresyjny.

 

Bardzo niebezpiecznie jest się przekonywać do tego, że to cudowny lek. To po prostu kolejna używka.

Nie jest to lek, bo to tylko zalecza chwilowo, uzależnia, sprawia przyjemnosć, trzeba brać coraz więcej, a w dłuższej perspektywie nie uzdrawia i powoduje większe szkody. Tak samo jak chociażby Alprazolam czy Klonazepam nie jest lekiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Kolejne losy w leczeniu osobowości unikającej. Byłem dzisiaj u psychiatry. Powiedziałem mu praktycznie wszystko z ręką na sercu. Powiedziałem mu o Paroksetynie, o długach, o uzależnieniach, o Kodeinie, o wszystkim. Zapomniałem powiedzieć jedynie o maszynie, bo zabrakło czasu. Było tak jak zawsze czyli przed wizytą stres, a w trakcie wizyty 0 stresu. Miałem wielkie flow i leciałem, leciałem, leciałem. A psychiatra nie nadążał notować. Dałem mu do zrozumienia, że lekami typu Sertralina czy Paroksetyna nic tutaj nie zdziałamy. Powiedziałem, że musimy mnie zakotwiczyć, ale w stanie lekko pozytywnym taki jaki jest po 150 mg Kodeiny, a nie w stanie lekko negatywnym, jaki jest po tych SSRI. Powiedziałem, że uważam, iż moje lęki i problemy wynikają z wahań nastroju i depresji, więc jak pozbędziemy się depresji zakotwiczając mnie w stanie lekko pozytywnym, to znikną też inne problemy. Psychiatra wypisał mi receptę na Absenor 300 mg tabletki o przedłużonym uwalnianiu. Mam brać 1 tabletkę wieczorem. Mam za miesiąc się stawić na wizytę i będziemy wtedy dalej działać. Nie chciałem innych leków, ani tej Olanzapiny, ani Alprazolamu, ani nic. Po pierwsze nie mam pieniędzy, ten sam Abesnor 100 tabletek kosztował ponad 40 zł, matka mnie zajebie, ostatnie pieniądze z karty kredytowej wydałem, a poza tym Olanzapina nie sprawdziła się na dłuższą metę bo maszyna stanęła, dodatkowo nie mogę jej zażywać codziennie. Natomiast Alprazolamem nie chciałem kusić losu, bo ten lek bardzo mi się podoba i swego czasu tak na nim leciałem, że nie pamiętam całych tygodni z życia. Pewnie w ciągu kilku dni całe opakowanie bym zjadł. Myślałem też nad Naltreksonem, ale gdy zobaczyłem cenę to obecnie nie stać mnie na takie leczenie, ale będę go miał na uwadzę. Wiem co to ten Abesnor, zobaczę jak to będzie, jeżeli lekarz znowu mnie wpuścił w maliny oraz jeżeli ten lek rozpierdoli mi wątrobę to zmieniam psychiatrę. Nie mogę ciągle się kręcić jak gówno w przeręblu, już od tylu lat. Ja mam problemy, mam na głowie kilku windykatorów, grozi mi sąd i komornik, muszę szybko pracę znaleźć i rozpędzić maszynę, a nie łazić w kółko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nic w życiu nie osiągnąłem i chyba nie osiągnę, nie oszukujmy się. Myślę, że głównie dlatego ponieważ ciągle kręcę się jak gówno w przeręblu. Popadam z jednej skrajności w drugą. Ciągle zmieniam i to drastycznie zdanie, zainteresowania, poglądy, sposób na życie, spojrzenie na świat. Ciągle zmieniam wszystko. Z roku na rok jest z tym coraz gorzej. Gdy coś zbuduję, coś co ze mną wewnętrznie współgra, coś co czuję, coś z czym się zgadzam, coś co mi pasuje, coś co chcę, to później zawsze to muszę rozpierdolić i zmienić. Dlaczego? Dlatego ponieważ coś się zmienia w mojej głowie, coś się przestawia i to co wcześniej mi się podobało, przestaje mi się podobać, a zaczyna mi się podobać coś innego. A nie mogę tkwić w tym wszystkim co zbudowałem wcześniej, ponieważ wtedy wewnętrznie cierpię i przeżywam wielką nudę. Nie mogę tkwić w czymś czego nie lubię i w czymś co uważam za bezsensowne. To co wcześniej uważałem za słuszne, zaczyna wyglądać bezsensownie. To co wcześniej lubiłem, przestaje mi się podobać. Wszystko wywraca się do góry nogami, całe moje zachowanie. Mam tego świadomość, ale nic z tym nie mogę zrobić, bo to nie jest kompletnie zależne ode mnie. Po takiej zmianie, nie jestem w stanie pojąć jak mogłem wcześniej lubić i uważać, to co lubiłem i uważałem. Zaczynam wewnętrznie czuć przywiązanie do innej perspektywy, ale każda jest tylko chwilowa. Dzisiaj jestem taką osobą, a za 3 tygodnie mogę być kompletnie kimś innym. Nazywam to zmianą utożsamienia, o której pisałem już gdzieś wcześniej na tym forum. Moje utożsamienie samoistnie zmienia się co jakiś czas. Nie ma tutaj żadnej stałości, a ja mogę być każdym, po prostu każdym. Ulubiona muzyka, ulubione filmy, ulubione gry, ulubiony ubiór, znajomi, praca, poglądy polityczne,

poglądy religijne, stosunki rodzinne, używki itd. Itd. Wszystko. Dotyka to wszystkiego. Dlatego znajomi mówią, że jestem nieobliczalny i nikt mnie nie może zaszufladkować i rozgryźć. Przez to nie mam pracy, bo z każdej po jakimś czasie spierdalam oraz nie mam znajomych, bo ich porzucam. Lubiło mnie wiele osób, gdyby nie to, to już dawno miałbym wielu znajomych, przyjaciół, a nawet dziewczynę. Gdyby to była jeszcze stopniowa ewolucja, to byłoby to wtedy coś normalnego, coś czego doświadcza każdy człowiek w swoim życiu. Tylko, że u mnie te zmiany są radykalne i skrajne. Po jakimś czasie jestem w stanie wrócić do poprzedniego utożsamienia. Takie utożsamienie zmienia się różnie, raz co kilka tygodni, innym razem co kilka miesięcy. Jest to ściśle powiązane ze zmianą nastroju. Zdaję sobie sprawę, że wszystkie posty, które piszą na tym forum od stycznia, już pewnie na wiosnę, będę uważał za nieprawdziwe i bezsensowne ponieważ wtedy będę już kimś innym.

 

Mam coś podobnego, tylko chyba na mniejszą skalę. Też szybko się nudzę. Widzę to na przykładzie mojej pracy, w której jestem od 3 miesięcy. Nudzi mnie już. Mam często chęć ją rzucić, ale jest też we mnie taka krytyczna część, która roztacza pesymistyczne wizje związane z sytuaxją bez pracy. Motywuję się poza tym też tym, że za pieniądze mogę sobie coś kupić.

Czy w twojej rodzini był alkohol? Słyszałam, że takie szybkie nudzenie się jest związane z syndromem DDA.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Mam coś podobnego, tylko chyba na mniejszą skalę. Też szybko się nudzę. Widzę to na przykładzie mojej pracy, w której jestem od 3 miesięcy. Nudzi mnie już.

Ja z jednej strony muszę gdzieś zapuścić korzenie i trwać tam jak najdłużej, głównie z powodu osobowości unikającej, a z drugiej strony nie mogę w jednym miejscu wytrzymać nawet kilku miesięcy, bo zawsze po jakimś czasie zaczynam cierpieć i odczuwać wielką nudę. Z jednej strony chcę spokoju, a z drugiej strony, gdy już ten spokój nastanie, to chcę jazdy bez trzymanki. To sytuacja bez wyjścia. Mój mózg to mój największy wróg. Ten skurwysyn chce mnie zniszczyć na wszystkie możliwe sposoby.

 

Czy w twojej rodzini był alkohol? Słyszałam, że takie szybkie nudzenie się jest związane z syndromem DDA.

Było morze alkoholu, ale alkohol w mojej rodzinie był usprawiedliwiony. Miał po prostu swoje przeznaczenie. Alkohol to był tylko jeden z elementów i to nie najważniejszy. Mój ojciec na trzeźwo miał o wiele większego fisia, niż po alkoholu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ten absenor to nieporozumienie. Biorę już to kilka dni i mogę powiedzieć, że większego gówna to chyba jeszcze nigdy nie brałem. Działanie na granicy placebo, a do tego ciało jakoś dziwnie puchnie, wątroba boli. Psychiatra znowu mnie wpuścił w maliny. Nie chce już oglądać tego psychiatry. Za pozornie milą twarzą ukrywa się diabeł. Zmarnowała mi kilka lat życia swoim nędznym leczeniem, razem ze swoimi koleżankami psycholożkami i terapeutkami z tej samej jednej kliniki. Jeżeli dojdzie jeszcze do jakiejś wizyty z tą panią, to chyba jedynie po to, aby tą ładną 'amerykańską' buteleczkę od leku roz*ierdolić jej na głowie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
wnym, to znikną też inne problemy. Psychiatra wypisał mi receptę na Absenor 300 mg tabletki o przedłużonym uwalnianiu. Mam brać 1 tabletkę wieczorem. Mam za miesiąc się stawić na wizytę i będziemy wtedy dalej działać. Nie chciałem innych leków, ani tej Olanzapiny, ani Alprazolamu, ani nic. Po

 

no a czego tu się spodziewać po walproinianie, ludzie od tego nawet łysieją, to największe gówno dawane pacjentom na odpieprz w ostateczności kiedy nie chcą zastosować benzodiazepin.

bardziej pregabalina byłaby w stanie pomóc, ale osobowości unikającej nie wyleczy, ale chociaż lęk zmniejszy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
no a czego tu się spodziewać po walproinianie, ludzie od tego nawet łysieją, to największe gówno dawane pacjentom na odpieprz w ostateczności kiedy nie chcą zastosować benzodiazepin.

Już trochę się uspokoiłem. Ja i tak już cały wyłysiałem od stresu więc akurat to dla mnie nie problem. Ja to dostałem na stabilizacje nastroju, a nie na osobowość unikającą. Na ostatniej wizycie powiedziałem psychiatrze jasno, że musimy ustabilizować mój nastrój, który ma takie skoki, że coś nieprawdopodobnego. Na razie będę to łykał, bo nie mam nic innego, pieniędzy też już nie mam, może się rozkręci. Jeżeli psychiatra chciał mnie widzieć za miesiąc, to widocznie tyle czasu ten lek się rozkręca. Brat kupił mi 2 piwka, więc dzisiaj wieczorem mam nadzieję, że chociaż trochę odsapnę. Nie jestem robotem, też muszę czasem wrzucić na luz. Podobno tego leku nie powinno łączyć się z alkoholem, ale to tylko 2 piwka, mam nadzieję, że nie będzie jakichś niespodzianek. Brałem różne leki, a zdarzało mi się wtedy pić alkohol w różnych ilościach i nigdy nie było problemu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wątek jest stary. Czy ktoś tu zagląda bo mam kilka pytań?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wątek jest stary. Czy ktoś tu zagląda bo mam kilka pytań?

 

Ktoś może zagląda ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Wątek jest stary. Czy ktoś tu zagląda bo mam kilka pytań?

Wątek jest stale przeze mnie infiltrowany, także bez obaw.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wątek jest stary. Czy ktoś tu zagląda bo mam kilka pytań?

Wątek jest stale przeze mnie infiltrowany, także bez obaw.

 

Ty podglądaczu :lol:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na podstawie Kryteriów Diagnostycznych DSM IV Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego poniżej

 

1. unikanie działalności zawodowej, która wymaga znaczących kontaktów interpersonalnych, spowodowane obawami przed krytyką, dezaprobatą lub odrzuceniem,

2. niechęć do wiązania się z innymi ludźmi, z wyjątkiem niektórych lubianych osób,

3. powściągliwość w związkach intymnych spowodowana obawą przed zawstydzeniem lub wykpieniem przez innych,

4. zaabsorbowanie krytyką lub odrzuceniem w sytuacjach społecznych,

5. powstrzymywanie się przed wchodzeniem w nowe relacje interpersonalne z powodu poczucia niedopasowania,

6. postrzeganie siebie jako społecznie niekompetentnego, niepociągającego lub gorszego od innych,

7. niezwykła niechęć do podejmowania osobistego ryzyka lub do angażowania się w jakiekolwiek nowe działania, ponieważ mogą one okazać się kłopotliwe.

 

podejrzewam u siebie osobowość unikającą. Spełniam wszystkie 7 kryteriów:(

 

Mam kilka pytań. Poniżej moje pytania:

 

1. Jak sobie radzicie z tym problemem? Rozmawiałem z kilkoma specjalistami. Terapeuta po pół roku postawiła mi warunki: A. Nie będzie mi dawać rad, B. Nie będzie nadzorować, C. Nie będziemy rozmawiać o przeszłości. Odmówiłem dalszych spotkań. Dwóch psychologów odmówiło na pierwszej wizycie. Ostatni psycholog odmówił na 5 spotkaniu. Teraz przymierzam się do ustalenia wizyty u psychiatry.

 

2. Jak wygląda wasza sytuacja finansowa? Korzystam z pomocy MOPR. Nie pracuję. Boję się zarejestrować w Urzędzie Pracy. Mam ubezpieczenie zdrowotne z MOPR na 90 dni. Wcześniej nie miałem ubezpieczenia. Moja najbliższa rodzina (rodzice + rodzeństwo) również korzysta z pomocy MOPR.

 

3. Historia moja oraz mojej najbliższej rodziny (rodzice + rodzeństwo) od początku była nieciekawa delikatniej mówiąc. Nie będę się tu rozpisywał. Powiem krótko. Dalsza rodzina i pracownicy MOPR nie udzieli nam pomocy co doprowadziło do sytuacji patalogicznej. Podejrzewam u siebie osobowość unikającą, u mamy osobowość zależną (była wychowywana przez brata ojca gdzie była żle traktowana, ojciec biologiczny nigdy jej nie odwiedzał, wychowywał jej 2 rodzeństwa), u mojego rodzeństwa lęki/nerwice a u ojca także osobowość unikającą. Nie będę tego uzasadniał. Ale w moim odczuciu mam silne argumenty na moje twierdzenia.

 

4. W czasach szkoły średniej oraz studiów (kierunek ścisły) miałem duże sukcesy. Zdobyłem stypendia w tym Stypendium Prezesa Rady Ministrów (dwukrotnie). Niestety nie umiałem tego wykorzystać. Jak sam mówię mentalnie byłem opóźniony (np będąć 18 latkiem miałem 12 lat zaznaczam że nie jest to dokładne zestawienie). Z powodu problemów "rodzinnych" (odnoszę się tu do punktu 3) nie umiałem tego wykorzystać. Na marginesie dodam , że moja mama nie NIDGY wystąpiła do Funduszu Alimentacyjnego chodź brakowało nam pieniędzy. W związku z tym mam duże pretensję o stracone szanse do rodziców. Mimo że matkę bardzo kocham. Z ojcem NIDGY nie miałem więzi, nie spędzałem czasu wspólnie itp Podobnie rodzeństwo. Z rodziną po stronie ojca nie miałem kontaktu. Wiedziałem że istnieją. Z rodziną po stronie matki kontakt był raczej krótki i "służbowy". Żadnych uroczystości rodzinnych z udziałem rodzinny. Jak to wygląda u was?

 

Starałem się aby opisy przy pytaniach nie był zbyt długi i zakreślał moją sytuację. Szczegóły pominąłem. Nie chce się też wyżalać się ale w moim odczuciu jestem pokrzywdzony.

Przeglądałem wpisy wyrywkowo na forum w tym wątku. Nie znalazłem żeby ktoś podawał okoliczności jakie doprowadziły go do sytuacji w jakiej się znalazł. To był jeden z powodów mojej obecności tutaj.

 

Specjaliści i pracownicy MOPR nie chcą ze mną rozmawiać lub bagatelizują moje słowa lub dają kuriozalne rady typu idź do pracy. Stąd chętnie wysłucham waszych opinii.

 

Proszę mi wybaczyć ale staram się być dokładny. Uznałem że przytoczenie okoliczności, które doprowadziły mnie to takiego stanu jest ważne. Przepraszam za obszerny wpis.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Osobowość jest nam dana przez genotyp pochodzący od rodziców oraz kontakty społeczne w dzieciństwie lub/i wieku dorastania/rodzina

wychowanie,szkoła,koledzy,koleżanki etc/.Osobowość jest w zasadzie niezmienna.Nie ma osobowości"normalnej".Nie ma wzorca .

Osobowość wyraża się przez charakter człowieka,który nie podlega żadnym zmianom, pod wpływem żadnego leczenia.Każdy człowiek ma inną osobowość.Pogrupowanie w kryteria diagnostyczne ma charakter czysto umowny.Istotne jest jak rozłożone są utrudniające życie akcenty

"Leczenie " psychologiczne nie ma na celu zmiany osobowości z przyczyn j.w, Metodami psychologicznymi, próby pokonywania tych słabych punktów.

 

Osobowość jak najbardziej podlega zmianie, przecież człowiek rozwija się całe życie nie tylko w dzieciństwie. Właśnie są rożne poglądy na zmianę osobowości, ale ja bym bardziej skony uwierzyć że faktycznie nie ma transformacji np. z osobowości unikającej do jakiegoś podtypu osobowości kompulsywnej ale już z unikającej do typu wrażliwego jest możliwe. Co ciekawe podczas psychoterapii możliwa jest w jakimś stopniu zmiana temperamentu czyli cech charakteru całkowicie zdeterminowanych przez geny.

 

. O zaburzeniach osobowości można mówić wtedy, gdy są głeboko zakorzenione,trwale nieprzystosowawcze wzorce relacji ze środowiskiem/myślenie o nim,postrzeganie itd/,że uniemożliwiają normalne relacje ze społeczeństwem.Są to na ogół osobowości socjopatyczne/agresja,nieprzystosowanie społeczne,dewiacje seksualne itp/.Mam nadzieję,że osoby mające te typy osobowości się nie pogniewają.

 

Może masz lekie zaburzenie osobowości. Bo moja osobowość unikająca jest bardzo nie przystosowana do życia w społeczeństwie. Nie mam znajomych, w związki też nie mam możliwości wejść. Do tego wysoki neurotyzm.

 

.One wymagają korekty ,bo głównie są wynikiem patologicznego wychowania,przemocy,wykorzystywania seksualnego itd.Często się to nie udaje jak to się ma z pedofilami.

 

Osobowość unikająca również może być wynikiem przemocy, traumatycznych przeżyć. Właśnie że psychopatii się nie leczy bo uznaje ją się za w zasadzie za niewyleczalną.

 

Moim zdaniem,leczenia osobowości lękliwej/unikającej/,która cechuje się niewielkim obszarem nieprzystosowania społecznego poprzez szeroko rozumiany lęk społeczny, nie jest obszarem wdzięcznym dla psychologa.

 

Osobowość unikająca to nie tylko lek społeczny, powiedział bym że to tylko pokłosie tej osobowości. W kryteriach diagnostycznych wyżej masz wszystko opisane.

 

Na koniec mogę dodać że leczenie tego zaburzenia nie jest wcale łatwe, co można zauważyć po tym temacie. Cechy tej osobowości stają w sprzeczności z zasadami terapii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Leczenie pedofilów jako dowód to bardzo słaby dowód, tak mi się wydaje. Może trudno zbadać i oto się rozchodzi w tych wywodach. Ogólnie to uważam poglądy że nie da się zmienić osobowości za prehistoryczne. Proszę o źródła, choć nie wiem czy będę miał dostęp do nich. Jakoś powinno być to uargumentowane a nie bo tak nie da się i już.

 

edit. Zaczął bym o tego o jako zmianę chodzi tak jak pisałem wyżej. Czy chodzi o jaką kolwiek zmianę, wyleczenie osobowości, transformacje( np. osobowość psychotyczna w kompulsywną). Ja uznaje tylko ostatni przykład za nie wykonalny.

 

Ten determinizm skłania do określonych wyborów środowiska w którym chce żyć matematyk,czy potencjalny alkoholik.Jeżeli osobowość się zmienia w wieku dorosłym-to mimikra.

 

No właśnie u mnie sztywność. Właśnie brak umiejętności dostosowania się do różnorakich ról i sytuacji uznał bym za kwintesencje zaburzeń osobowości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bardzo interesującą dyskusję prowadzicie, sam mam osobowość unikającą i bardzo mnie cieszą rozmowy w tym temacie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

men,

 

Dzięki za wartościową wiedzę. Rozwiewa ona wiele powszechnie krążących opinii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szkoda tylko, że to co zepsute za młodu jest bardzo mało podatne na leczenie i w dorosłym życiu niewiele można z tym zrobić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem,leczenia osobowości lękliwej/unikającej/,która cechuje się niewielkim obszarem nieprzystosowania społecznego poprzez szeroko rozumiany lęk społeczny, nie jest obszarem wdzięcznym dla psychologa.

 

Tego nie wiem.

 

Jako człowiek wybitnie inteligentny możesz sam pokonać swoje słabości w tych obszarach"wrażliwych" spolecznie jak np. poszukiwanie pracy,rozmowy kwalifikacyjne,pokonywanie lęku.

 

Jako że w działaniach osób trzecich upatruje przyczyny moich niepowodzeń. Nie mogę pominąć ich udziału.

Mogę odpowiadać tylko za swoje czyny. Ponadto to jest moją dobrą wolą.

 

Tak na zdrowy rozum, nie sądzę że psycholog da Ci więcej niż indywidualny trening oparty na fachowej literaturze.To nie musi być biblioteka.Kilka dobrze dobranych książek z Księgarni Medycznej.

 

Mam wiele zastrzeżeń do pomocy którą otrzymałem. Przytoczę dwa przykłady, które pozostawiam Tobie do oceny.

 

1. Spotkanie z Terapeutą

 

[Terapeuta]: Z czym ma pan problem?

[Ja]: Nie mogę podjąć pracy bo mam problem w kontaktach z ludźmi. Ale staram się przygotować do stanowiska Game Developer we własnym zakresie.

[T]: Może pan znaleźć pracę na tym stanowisku?

[Ja]: Nie. Za mało wiem.

[T]: To niech pan znajdzie pracę na jaką pan może sobie pozwolić. To może być praca fizyczna.

[Ja]: Ale wtedy mam problem z ludźmi i sobie nie radzę.

[T]: To niech pan znajdzie pracę na pół etatu.

[Ja]: Ale nadal mam problem z ludźmi.

 

Na tym rozmowa się zakończyła lub zmieniliśmy temat. Jak to bywało kiedy podejmowaliśmy niewygodne tematy. Wszystko co dostałem to kilka rad.

 

2. Spotkanie z psychologiem

 

[Psycholog]: Jaki ma pan problem dokładnie? (od drugiego/trzeciego spotkania rozmawialiśmy tylko o jednym problemie: kontakty z ludźmi)

[Ja]: Nie wiem.

[P]: Czy to są problemy z utrzymaniem i nawiązaniem kontaktu z ludźmi?

[Ja]: Tak.

[P]: Ale niech pan powie dokładnie o co chodzi coś muszę wpisać w kartę.

[Ja]: Nie wiem. Problemem jest ustalenie co jest problemem. Może podam przykłady sytuacji które mnie niepokoją.

[P]: Proszę nie podawać przykładów. Jak pan nie wie jaki jest problem to panu nie mogę pomóc.

 

To było ostatnie spotkanie z tym psychologiem. Nie dostałem żadnej rady jak poradzić sobie z problemem w kontaktach z ludźmi. Innych problemów nie dotknęliśmy.

 

Muszę zaznaczyć że do obu specjalistów chodzi w tym samym czasie moja najbliższa rodzina. Wszyscy mają podobne odczucia.

 

Myślę,że sam dasz radę.

 

Początkowo tak myślałem. Teraz tracę nadzieję.

 

Czego Ci życzę i pozdrawiam.

 

Dziękuje.

 

To determinizm Darwinowski.Z rodziny uzdolnionej matematycznie urodzi się matematyk,Z rodziny czynnych alkoholików urodzi się dziecko z alkoholem we krwi.Ten determinizm skłania do określonych wyborów środowiska w którym chce żyć matematyk,czy potencjalny alkoholik.

 

Moja mama ma wykształcenie średnie bez matury a ojciec ma wykształcenie zawodowe. Ani oni ani rodzeństwo nie mają zdolności matematycznych. A ja jestem matematykiem. Dodam że nie miałem prywatnych nauczycieli ani korepetycji z matematyki. Rodzice w tym zakresie mnie nie wspomagali.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Wkuuporr,przeczytałem Twoje posty dosyć dokładnie.Wiem z osobistego doświadczenia,że wszelkie diagnozy psychologiczne osob użwających stale lub okresowo substancji psychoaktywnych,są mylne jeżeli pacjent zachowa fakt ich używania dla siebie.Stało się,używałeś tych substancji i będziesz ich używał.

Mam nadzieję,że się nie obrazisz,ale jesteś osobą uzależnioną od tych substancji i wszelkie wywody o przyczynie rozszepienia jaźni bez w/w kontekstu,są pozbawione racji bytu.

Ja nie zatajałem faktu używania substancji psychoaktywnych przed psychiatrą. Może nie wiedział wszystkiego, ale wiedział i tak sporo. Nie musi wiedzieć wszystkiego, bo moim problemem absolutnie nie jest uzależnienie od używek. Zawsze byłem roztropną osobą. To właśnie dopiero lek od psychiatry o nazwie Paroksetyna doprowadził mnie do zatracenia zdrowego rozsądku. To Paroksetyna była problemem. Przed Paroksetyną nie było większego problem i po Paroketynie też nie ma większego problemu. Wszystko jest pod kontrolą. Ja nie stosuję substancji psychoaktywnych, aby się naćpać, tylko bardzo rzadko i jedynie w celach leczniczych i zdrowotnych. Co do rozszczepienia to nie pamiętam kiedy to się pojawiło, być może po psychodelikach, jednak czasami trzeba coś zburzyć, aby postawić od nowa. Przed moim rozszczepieniem było jeszcze gorzej, niż teraz - wtedy byłem 'ciemny'. Nawet nie chce mi się o tym myśleć, w tym momencie jakoś to chałupniczo posklejałem.

 

Trudno wtedy mówić o racjonalnym leczeniu,ba, nie wiadomo czego.Czym różni się kodeina od wódki,biorąc pod uwagę wpływ na czynnościowe funkcje mózgu.Moim zdaniem niczym.Czy nie bierzesz tego pod uwagę,że jesteś uzależniony?Wiesz na co się leczysz?

A co to mnie interesuje czym różni się Kodeina od wódki według jakichś książek. Ja widzę po sobie czym się różni działanie obu substancji. Kodeina mnie leczy, natomiast wódka nie. Absolutnie nie jestem uzależniony, nie wiem też na co się teraz leczę - wcześniej na psychozę, później na nerwice/depresje, a teraz chyba na gwałtowne i szybkie wahania nastroju. Psychiatra mnie o niczym nie informuje, ale niedługo się to zmieni. Niedługo się to zmieni, bo biorę ksero swojej dokumentacji medycznej z kliniki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×