Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

Nie ufam psychologom - nie mam żadnej gwarancji, że to, co na swoich stronach piszą, jest prawdą o ich wiedzy i kompetencjach. Wim, że jedyną prawdą na ich stronach może być cena za ich usługi. Co więc robić???

Cześć Ryszard, wiem, jak można się czuć po doświadczeniu "terapii" z niekompetentnym 'psychoterapeutą' i nie dziwię się, że Twoje zaufanie do tej formy pomocy zostało poważnie podburzone... Rozumiem, bo przeżyłam to na własnej skórze :(

 

A jeżeli ten ktoś staje się bliską tobie osobą??? Bo tu zachodzi właśnie taki przypadek. Nawet gorszy, bo osoba ta zabija w sobie EGO i jednocześnie bardzo emocjonalnie reaguje na każdy, nawet łagodny zarzut w rodzaju "A może się mylisz...". To już był prawie zawsze powód albo do agresywnego ataku albo do dąsania sie.

 

Czy ktoś, kto świadomie świadomie dąży (deklaruje to werbalnie) do stłumienia, a z czasem do zabicia w sobie EGO, aby rzekomo stać się lepszą osobą, nadczłowiekiem (buddą), jest zdrowy psychicznie??? Miałm przez pół roku do czynienia wlaśnie z taką osobą. To było przerażające. Zero uczuć ludzkich, zero empatii, za to nieprawdopodobna tolerancja dla moich negatywnych (celowo wyreżyserowanych) zachowań. Osoba ta potrafi podchodzić do przypadkowo napotkanych ludzi i deklaruję że je kocha, że są piękne, że zasługują na lepsze życie, bo może zmienić ich obecne. Najczściej wywołuje popłoch i przerażenie w swoich ofiarach, czasem kpiny i żarty z jej zachowania, czasem jenak ludzie jej umizgi biorą na serio. Była co najmniej dwukrotnie zgwałcona przez kolesiów, którym chciała "pomóc" w poprawieniu ich życia. Oni jej zachowanie brali za zachetę do uprawiania seksu i nie mogli zrozumieć, że nagle jej się odechcialo.

 

Osoba ta twierdzi, że wyleczyła się samodzielnie z borderline. Jednocześnie żywi się narkotykami (LSD, może czasem i mocniejsze), twierdząc, że dzięki temu lepiej poznaje wlasne ego i ławiej może je zwalczyć.

 

Czy człowiek, pozbawiony niemal całkowicie EGO jest nadal czlowiekiem, czy już tylko psychicznym warzywkiem, któremu trzeba pomóc w powrocie do realnego świata??? Jak pomóc, skoro sugestie, np udania się do dobrych terapeutów lub psychiatrów, mają podobną skuteczność, jak rzucanie grochem o ścianę. Przecież ta osoba dązy do samounicestwienia (kilka prób samobójczych), otaczanie się ludźmi o niskim poziomie umysłowym, seks z każdym kto ma na to ochotę, byle gdzie, byle szybciej i bez zobowiązań, rzekomo "dla ekerymentu, czy da się takie osoby akceptować, a potem wdeptywanie ich w błoto, niszczenie ich poczucia własnej wartości... Znam co najmniej 3 takie incydenty w wykonaniu tej osoby!!! Nie ważne, czy stary, czy młody, czy zdrowy wenerycznie, czy nie. Dobry jest bezdomny z dworca centralnego, sprzedawca w hipermarkecie, czy dyrektor banku. Każdy kto ma jakieś EGO jest uważany przez tę osobę za godnego pogardy i zasługuje na to, aby go zeszmacić, poniżyć, opluć i zostawić. To tej osobie sprawia przyjemność i zaspakaja jej rządze.

 

Czy jest jakiś sposób, by tej osobie pomóc? Nie ukrywam, że bardzo mi na niej zależało. Ale gdy dowiedziałem się od niej, że ostatnią noc spędziła z jakimiś ćpunami "dla dobra nauki", to zrezygnowałem z utrzymywania z nią kontaktów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ego nie da się zabic, to tylko takie gadanie.

I takiej osobie jak opisales nie da się pomóc.

 

 

W moim słowniku nie istnieje pojęcie "NIE DA SIĘ". Może nie od razu, może to będzie trudniejsze niż lot na Księżyc motolotnią, ale MUSI SIĘ DAĆ. Od kilku miesięcy, dzięki tej osobie, wykreśliłem tę grupę słów ze swojego zasobu twierdzeń i za to mam wobc niej dług trtudny do spłacenia. Dlatego z uporem maniaka będę powtarzal:

 

- Co ma się nie dać??? Wszysdtko dfa się!!! Trzeba tylko chcieć i wierzyć w sukces.

 

Podobno taki upór jest jednym z symptomów border line.

 

-- 18 paź 2014, 20:14 --

 

Ego nie da się zabic, to tylko takie gadanie.

I takiej osobie jak opisales nie da się pomóc.

 

 

W moim słowniku nie istnieje pojęcie "NIE DA SIĘ". Może nie od razu, może to będzie trudniejsze, niż lot na Księżyc motolotnią, ale MUSI SIĘ DAĆ. Od kilku miesięcy, dzięki tej osobie, wykreśliłem tę grupę słów ze swojego zasobu twierdzeń i za to mam wobc niej dług trudny do spłacenia. Dlatego z uporem maniaka będę powtarzal:

 

- Co ma się nie dać??? Wszystko da się!!! Trzeba tylko chcieć i wierzyć w sukces.

 

Podobno taki upór jest jednym z symptomów border line.

 

BTW Podobno Budda (tak twierdzi ta osoba) nie miał EGO. Nie mają go też inni wielc y teo świata, poświęcający wszystko dla dobra innych. Wszystko, czyli nic. Współpracując z MOUNTAIN RESCUE poświęcałem dla innych prawie każdego dnia swoje życie. Z każdej akcji mogłem wrócić w niebieskim worku. Czy to znaczy, ze nie miałem EGO??? Miałem, i to niezwykle silne, mocno ponadprzeciętne. To ono mówiło mi: "Jeżeli nie pójdziesz na akcję, do śmierci będziesz siebie nienawidził". Co otym myślisz? I co myślą inni???

 

Dlateo MUSZĘ JĄ URATOWAĆ. Albo moje EGO umrze, a ja wraz z nim - psychicznie rzecz jasna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

UDA SIĘ. Znajdę sposób, bo na wszystko jest jakiś sposób. Ostatnio nauczyłem grać w brydża, uznawanego za najtrudniejszą grę, człowieka o ukończonych 4 klasach podstawówki i 5 latach pobytu za kratkami. Za kilka dni wystartujemy razem w turniju! Wszyscy mówili, że on ledwie umie grać w wojnę... A ja zaszczepiłem go bakcylem tej gry. I doprowadzę go do szkoły, żeby skończył przynajmniej liceum WSZYSTKO DA SIĘ ZROBIĆ, TRZEBA TYLKO WIERZYĆ W SUKCES. To jest zupełnie obcy dla mnie człowiek. Okazało się, że jest rewelacyjny z logiki, zaliczył testy, które były dawane studentom 3 roku. Poza tym ma absolutny słuch muzyczny. I TYLKO ja wierzyłem, że można go wyrwać z szamba w jakim tkwił (mieszkał na lotnisku, żył z żebrania pre 2 lata). Na dodsatek okazałem mu zaufanie, powierając kilka razy swoją kartę kredytową aby mógł zrobić zakupy. Oczywiście ustawilem limit na 500 złotych, żeby nie stracić za dużo, gdyby nie wytrzymał i okradł mnie. Nie okradł. Był szczęsliwy, bo po raz pierwszy w życiu ktoś mu zaufał. Kupił, co chciał i rozliczył się co do grosza.

 

 

 

Tak więc - tylko wiara w sukces i ciężka praca dadzą pozytywne efekty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Borderline zdiagnozowała ta dziewczyna, więc nie jest to pewne. Z obiawów wynika, że nie, choć tylko jedna odpowiedz pozytywna dzieli od "tak". Testy wskazują, że istnieje możliwość, i sugerują wizytę u specjalisty.

 

Odpowiedź na drugie pytanie była do wczoraj pozytywna, dziś sam nie wiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mysle, ze masz borderlina i zakochales się w niej. Faceci z prawidlowa osobowoscia uciekaliby od niej gdzie pieprz rosnie. Ty tez powinieneś.

 

Jesteś kolejną osobą, która to radzi. Co najmniej trzecią. Właśnie wczoraj to zrobiłem, co nie znaczy, że zrywam wszystkie kontakty, zmieniam numetr telefonu, adres mailowy itp. Ona potrzebuje pomocy i nie mogę jej zostawić z jej problemem. Moze to głupie, a może nie. Czas pokaże. Co mogę na tym stracić? Strata na dobrą sprawę nie istnieje. A więc, nic nie tracę, co najwyżej będę miał przez jakiś czas nadzieję i trochę mniej czasu dla siebie. Mogę jedynie zyskać... Nawet gdy będzie to wyłącznie satysfakcja z dobrej roboty. Zerwanie kontaktów to uniemożliwi.

 

Przyjaciela nie zostawia się nigdy, nawet wtedy, gdy on działa na twoją szkodę. Tym różni się przyjaźń od miłości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podobno taki upór jest jednym z symptomów border line.
sorry, że się wcinam, ale jak patrzę na takie stwierdzenia... (a ostatnio pojawia się ich tutaj coraz więcej). borderline to poważne zaburzenie osobowości, a nie opis z horoskopu, ludzie!

 

A jeżeli ten ktoś staje się bliską tobie osobą??? Bo tu zachodzi właśnie taki przypadek. Nawet gorszy, bo osoba ta zabija w sobie EGO i jednocześnie bardzo emocjonalnie reaguje na każdy, nawet łagodny zarzut w rodzaju "A może się mylisz...". To już był prawie zawsze powód albo do agresywnego ataku albo do dąsania sie.
Osoba ta twierdzi, że wyleczyła się samodzielnie z borderline. Jednocześnie żywi się narkotykami (LSD, może czasem i mocniejsze), twierdząc, że dzięki temu lepiej poznaje wlasne ego i ławiej może je zwalczyć.
pachnie bardziej psychozą niż "wyleczonym samodzielnie" borderline. może nawet psychozą narkotykową. zresztą nie widzę sensu tak w próbie diagnozowania tej osoby, jak i w diagnozowaniu Ciebie przez nią. lepiej żebyś zajął się sobą. w jej przypadku jedyne, co możesz zrobić, to (jeśli wyczujesz, że coś jej grozi) zadzwonić na pogotowie i opowiedzieć o: rzekomej utracie ego, nieadekwatnych reakcjach emocjonalnych i ewentualnie o dragach... no bo wiadomo, trudno nie chcieć komuś pomóc jeśli został zgwałcony przez swoją niepoczytalność, obojętnie czy coś się do tej osoby czuje, czy nie. :?

 

 

a w ogóle to czy tylko ja tak mam, że ta cała "praca nad sobą" i inne cudwyleczenia w przypadku bpd trochę mnie śmieszą? :D no, tylko trochę, bo już widzę te wszystkie mądrale pouczające mnie jak to same sobie poradziły dzięki samozaparciu, silnej woli, medytacji, zmianie religii i sposobu odżywiania. i czarymary. aha, no i jak to cudownie je melisa uspokaja :twisted:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z tpsychozą to tak myślałem, choć nie znam się za bardzo na tym. Najgorsze jest sięganie po narkotyki, które ona funduje także paru kolesiom, co się kołó niej kręcą, a ona nie widzi, że korzystają z niej na maxa. Tak to jest z zaburzeniami EGO, kiedy ktoś pomaga innym kosztem siebie i swojego zdrowia. Niestety, ja też tak mam, ale nie w takim nasileniu, jak ona. Chce z kimś zaćpać, to mu kupi dragi, a potem nie ma na chleb. Chodziła na terapię, była na 3 sesjach i zrezygnowała, bo uznała że terapeutka mniej umie od nij. Tyle że jej wiedza pochodzi z popularnych książek, a nie z lat studiów i praktyki!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to jest mega smutne, bo człowiek czuje się bezradny. chciałby pomóc, a osoba w takim stanie odbiera pomoc jak atak, jest pogrążona w swoim świecie. z Twojego opisu to naprawdę brzmi jak psychoza albo mania (albo mania z psychozą). terapia na daną chwilę nic tu nie pomoże - chociażby ze względu na ćpanie.

 

dbaj przede wszystkim o swoje zdrówko, bez niego nie będziesz w stanie pomóc komukolwiek innemu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podobno wyleczyla borderline bez pomocy innych osób (profesjonalistów). A ja widzę, że nie do konca. Narkotyki naruszyły jej mózg i jednego dnia jest taka, że do rany przyłóż, innego - lepiej nie podchodzić, bo pokąsa. Ma tysiąc planów, tyle samo rozpoczętych projektów i niczego nie doprowadza do końca. Rozpoczyna coś, co ją zainteresuje, w połowie przerywa i chwyta się za coś innego. Na dodatek takich ropoczętych tematow ma co najmniej 6-7 na raz. Drepce więc w miejscu, ale nie wolno jej zwrócić uwagi, że jest to irracjonalne, bo się rzuci z pazurami. Odrzuca wszystkie propozycje pracy, albo popracuje kilka dni i rzuca pracę, bo ta przeszkadza jej w życiu. Zyje z pożyczania pieniędzy, ma już podobno ponad 100 000 zł długów wobec różnych osób i pewnie nigdy ich nie spłaci. Gdy jedni jej już nie chca pozyczać, znajduje innych... To jest tak tragiczne, że trudno uwierzyć. Zamawia różne rzeczy przez internet, po czym nie ma czym za nie zaplacić i albo odsyła przesyłkę, albo zbiera po znajomych po parę złotych na zapłacenie za nią.

 

Cóż, chyba jest nieuleczalnie chora, albo - udaje chorobę żeby zyskać litosc innych. Ma kilkanaście urojonych chrób i szuka ich potwierdzenia u lekarzy i w laboratoriach analitycznych. Niestety, wyniki badań ma dobre, nie wskazujące na żadną chorobę.

 

A ja? Cóż, bezsilność to moje drugie imię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a w ogóle to czy tylko ja tak mam, że ta cała "praca nad sobą" i inne cudwyleczenia w przypadku bpd trochę mnie śmieszą? :D no, tylko trochę, bo już widzę te wszystkie mądrale pouczające mnie jak to same sobie poradziły dzięki samozaparciu, silnej woli, medytacji, zmianie religii i sposobu odżywiania. i czarymary. aha, no i jak to cudownie je melisa uspokaja :twisted:

 

ponoć z czasem bpd mija samo nawet nie leczone więc kto tam wie :P szkoda, że zwykle w okolicach 50tki.

a cudowne uzdrowienia...cóż, wierzę w to tak samo jak w to, że niektórym gwiazdom powiększają się piersi od masaży i usta od zmiany diety :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na kroki ostateczne kiedyś przyjdzie pora. Kiedy? Być może za 100 lat. Na razie żyjesz i myślisz. Więc pomyśl sobie, że i bez pieniędzy da się żyć, pod warunkiem, że zacznie się od ich zdobycia. Są dziesiątki sposobów. Ja przez prawie 3 lata żyłem, zbierając złom. Wszystko da się zrobić, nie ma rzeczy niemożliwych. Jeżeli sama nie dajesz rady, proś o pomoc. Tak jak ja to zrobiłem. Skorzystałem z rad, jakie mi tu dano i wczoraj zadziałało! Bardzo dobrzei skutecznie. Najbliższa przyszłość pokaże, czy problem zniknął definitywnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy polecam zbieranie złomu? Nie, bo to jest zajęcie dla specyficznych ludzi. Podałem to, jako przykład, że kiedy nie ma pieniędzy, to czasem wystarczy się schylić, żeby mieć na jedzenie na kilka dni. Szukanie żarcia w śmietnikach zostawmy szczurom.

 

Nie skorzystałem z rad, o których wspominasz. MUSZĘ TO PRZEMYŚLEĆ.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ryszard J., coś dla Ciebie: http://koniectoksycznych.blogspot.com/

 

a słowem podsumowania: nie spalaj się usiłując pomóc komuś kto pomocy nie chce.

Podstawą w pomocy osobą z bpd jest to, że same muszą być świadome swojego problemu i szukać pomocy.

inaczej się nie da. niestety.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dream* ...mówisz jak psycholog ...wiem dlaczego tak mówisz..... ale dodaj może kilka doświadczeń z życia ?

 

nie jestem psychologiem.

mówię tak bo wiem jak to było ze mną.

Pamiętam, miałam kiedyś przez 5 lat faceta, już w sumie myśleliśmy o ustatkowaniu się i wtedy ja odeszłam.

Zanim to się stało długo namawiał mnie na szukanie pomocy u specjalistów bo kłótnie, bo huśtawki nastroju i inne takie, znacie to na bank więc nei będę się rozpisywać :) no ale ja wtedy tylko stawałam okoniem, upierałam się, że to nie we mnie jest problem, szukałam go wszędzie poza sobą. nie byłam gotowa na podjęcie jakiego kolwiek leczenia bo nie potrafiłam spojrzeć na siebie krytycznie, nie byłam świadoma swojego problemu i a każdą próbę sugestii, że może taki mam odbierałam jako atak na swoją osobę i reagowałam skrajną agresją.

 

Teraz sama postanowiłam coś z tym zrobić, leczę się i chodzę na terapię... ale dlatego, że JA chcę. dla SIEBIE. dlatego, że to JA mam problem A NIE INNI. Teraz to rozumiem, teraz mogę się leczyć. Mogę nie traktować lekarza jak wroga nr 1 a terapii jak zamach na moją indywidualność i osobowość. A co więcej, mogę podjąć pracę nad sobą bo tego chcę a nie dlatego, że ktoś ode mnie tego wymaga.

dlatego właśnie uważam, że nie da się pomóc komuś kto tej pomocy nie chce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

* ...rozumiem cię jesu masakra.... też to przechodziłem ..ja byłem z kobietą/ex.w 10lat.... i bogu(x) dziękuję za nią wtedy.

 

Psychologowie mają jeden główny problem... często są oderwani od -doświadczeń- własnych ...a to nasz przyjaciel te doświadczenia jakiekolwiek nie były - żyjemy i idziemy dalej ..z zupełnie często innym widokiem na przeszłość ...na osądy nas samych i nie tylko/ na nas.... ohhh można tu pisać książki ....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hej! Nie wiem co u was, nie zaglądałam tu chyba ponad pół roku. Miesiąc temu odstawiłam leki - to był największy fail w moim życiu. Rok 'pracy nad sobą' w dupę, dostaję świra, mam gąbkę zamiast mózgu, chaos wszystkich emocji które wytłumiły wcześniej leki. Zjebałam kolejny raz, wszystko. Bless!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×