Witam, moja historia

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam, moja historia

przez oka22 26 mar 2016, 16:13
jak się człowiek decyduje być w związku to zawsze będą problemy większe lub mniejsze ,no tak to już jest
albo być samemu i nie masz problemów ale jest samotność a to według mnie najgorsze
1 krok do tyłu a 2 do przodu =1 do przodu
Offline
Posty
262
Dołączył(a)
18 lis 2007, 23:38

Witam, moja historia

Avatar użytkownika
przez Rosa26 26 mar 2016, 16:20
oka22 napisał(a):albo być samemu i nie masz problemów ale jest samotność a to według mnie najgorsze


O ja sie nie zgadzam. Osobiście wolę być sama niż nieszczęśliwa w związku tylko byle być w związku. Nie ytrzeba być samotnym tylko dlatego, że nie ma się partnera. Przecież są jeszcze inni ludzie, zajęcia... świat po prostu.
Kotom bez trudu udaje się to, co nie jest dane człowiekowi: iść przez życie nie czyniąc hałasu
Ernest Hemingway


http://niewygodnieszczere.blogujaca.pl

ObrazekObrazek
https://www.facebook.com/niewygodnieszczere/?ref=hl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1062
Dołączył(a)
15 lut 2016, 23:27

Witam, moja historia

Avatar użytkownika
przez Bonus 26 mar 2016, 16:27
Gdybym ja miał szczęście do właściwej kobiety ( a nie mam ), ustaliłbym z nią, na poważnie, że chce z nią być, że musimy się na wzajem szanować, dbać o wartości, wtedy, taka "umowa" musiałaby być między nami ważna.
Ja jeszcze raz powtórzę, że nie chodzi o żadne "zdradzanie się", robienie sobie przykrości.

Trzeba się trzymać ustalonych zasad, jeśli obie strony, wspólnie chcą tego samego.
No ale też, żaden związek nie jest zamknięty, nie ma ograniczeń, bo wolność się należy każdemu.

Podam taki przykład:

Gdybym był w związku z jakąś kobietą i nawet, gdybyśmy ustalili ze sobą pewne zasady, byłoby dobrze między nami, ale, jeśli tej kobiecie coś by odbiło, ona chciałaby coś zmienić, gdzieś wyjechać, to ma do tego prawo.
Nie mógłbym jej zatrzymywać i siłą przy sobie trzymać.

Oczywiście, zależałoby mi na tym, żeby była, została, ale nie mógłbym ingerować w jej decyzję.
To, że się z kimś jest, ma się ustalone zasady, to nie znaczy, że to ma być na siłę.
Ludzie są ze sobą dobrowolnie, a nie z przymusu.

Albo ja chcę z kimś być, albo nie i nie ma innej opcji.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1994
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Witam, moja historia

Avatar użytkownika
przez Bonus 26 mar 2016, 16:39
Rosa26 napisał(a):
oka22 napisał(a):albo być samemu i nie masz problemów ale jest samotność a to według mnie najgorsze


O ja sie nie zgadzam. Osobiście wolę być sama niż nieszczęśliwa w związku tylko byle być w związku. Nie ytrzeba być samotnym tylko dlatego, że nie ma się partnera. Przecież są jeszcze inni ludzie, zajęcia... świat po prostu.

I tutaj się z Tobą zgodzę i popieram to.
Ja uważam tak samo.
Zdecydowanie jest lepiej być samemu, mieć spokój, niż tkwić z kimś, kto i tak na mnie nie zasługuje.
Też uważam, że "bycie z kimś" nie gwarantuje tego, że nie będzie samotności.
Bo jest setki przykładów tego, że w związkach, w których panuje pustka...jest samotność.
Brak jakiejkolwiek namiętności, uczuć, zaufania.

Ja się w ogóle dziwię ludziom, którzy tkwią w "toksycznych związkach", które wykańczają.
Oni godzą się na własne cierpienie.
W dzisiejszych, chorych czasach, nie często jest tak, że ktoś trafia na odpowiednie osoby i są to "wspaniałe związki".
Na to się składa wiele czynników.
Ja nie miałem nigdy do tego szczęścia, a wiem, że zasługuje na to.
Tylko czy kogoś to obchodzi, że ja na to zasługuje? Czy ktoś się tym przejmuje?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1994
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Witam, moja historia

Avatar użytkownika
przez Rosa26 26 mar 2016, 16:53
Bonus napisał(a):
Rosa26 napisał(a):
oka22 napisał(a):albo być samemu i nie masz problemów ale jest samotność a to według mnie najgorsze


O ja sie nie zgadzam. Osobiście wolę być sama niż nieszczęśliwa w związku tylko byle być w związku. Nie ytrzeba być samotnym tylko dlatego, że nie ma się partnera. Przecież są jeszcze inni ludzie, zajęcia... świat po prostu.

I tutaj się z Tobą zgodzę i popieram to.
Ja uważam tak samo.
Zdecydowanie jest lepiej być samemu, mieć spokój, niż tkwić z kimś, kto i tak na mnie nie zasługuje.
Też uważam, że "bycie z kimś" nie gwarantuje tego, że nie będzie samotności.
Bo jest setki przykładów tego, że w związkach, w których panuje pustka...jest samotność.
Brak jakiejkolwiek namiętności, uczuć, zaufania.


Sama jestem przykładem. Na prawdę osamotnienie w związku jest potworne. Kiedy teoretycznie wiesz, że są takie rzeczy, w których powinno się czuć wzajemne zrozumienie a tego nie ma.
Tak dzieją się zdrady. Kiedy ludzie nie potrafią podjąć decyzji o zakończeniu a pojawia się ktoś, kto daje to wszystko - uwagę, troskę, zainteresowanie... po prostu czuje się człowiek potrzebny, doceniany. Trudno wtedy nie ulec. Emocje potrafią być jednak potężne. Ale myślę sobie, ze zdrady są wynikiem właśnie braku komunikacji, rozmowy. Ludzie bawią się czasem bez sensu w jakąś dumę w sytuacjach kiedy zrezygnowanie z niej wyszłoby tylko na dobre.
Bo związek to nie gra w końcu, tylko jakaś relacja.

Na pewno pojawia się ta samotność, że chciałoby się po prostu mieć kogoś obok... to raczej przecież naturalne. Tylkow nieszczęśliwym związku i tak nie ma nikogo... fizyczna obecność potrafi być żadną obecnością. A czasem jest tak, że osoba zupełnie z innej części kraju będzie Ci bliższa niż ktokolwiek na miejscu.

Nie będę mówić, że nie brak tej akurat relacji w pewnych momentach, bo pewnie każdemu, kto nie jest w związku brak tej relacji, ale ten brak jest mniej bolesny niż tkwienie w czymś co z każdą kolejną sytuacją wbija nóż coraz mocniej.


Bonus napisał(a):
Ja się w ogóle dziwię ludziom, którzy tkwią w "toksycznych związkach", które wykańczają.
Oni godzą się na własne cierpienie.
W dzisiejszych, chorych czasach, nie często jest tak, że ktoś trafia na odpowiednie osoby i są to "wspaniałe związki".
Na to się składa wiele czynników.
Ja nie miałem nigdy do tego szczęścia, a wiem, że zasługuje na to.
Tylko czy kogoś to obchodzi, że ja na to zasługuje? Czy ktoś się tym przejmuje?


To są jakieś mechanizm. Często nieświadome.
Kobiety mają wszczepione przecież jeszcze stereotypy, że bez niego nie dadzą rady.Boją się zyczajnie wziąć na siebie odpowiedzialność za rozstanie.
Ja z chłopakiem nie mielismy dzieci a nie chciałam być odpowiedzialna za rozstanie. Sytuacji było tyle, w których ja się starałam, że powiedziałam dosyć. Wiedziałam, że w razie czego jego rodzinka się na mnie uwiesi. Nie miałąm sił na taka odpowiedzialność.
Na szczęście jako takie porozumienie mieliśmy, szacunek do siebie i co prawda z mojej inicjatywy wyszedł temat, ale on go pociągnął i zadecydowalismy o rozstaniu. Doskonale potrafiłam sobie wyobrazić jak wyglądałoby moje życie gdybym tego nie zrobiła. Dziękuję... postoję....
Bez kłótni, bez fochów. Zwyczajnie. Jak ludzie... a też mieszkaliśmy razem.
Ostatnio edytowano 26 mar 2016, 16:55 przez Rosa26, łącznie edytowano 1 raz
Kotom bez trudu udaje się to, co nie jest dane człowiekowi: iść przez życie nie czyniąc hałasu
Ernest Hemingway


http://niewygodnieszczere.blogujaca.pl

ObrazekObrazek
https://www.facebook.com/niewygodnieszczere/?ref=hl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1062
Dołączył(a)
15 lut 2016, 23:27

Witam, moja historia

Avatar użytkownika
przez Bonus 26 mar 2016, 16:54
Ooak napisał(a):
Ravyna napisał(a):mamy po dwadzieścia kilka lat, studiujemy. Próbowałam, zawsze efekty były chwilowe.

Z reguły jestem cierpliwa, niestety takie sytuacje doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Dodam, że wcześniej przyjaźniliśmy się, nie mam za bardzo nikogo tak bliskiego, jak był mi ten człowiek. :)
A od rozmowy oczekuję jedynie zrozumienia, tego, że potrzebuję pomocy w poradzeniu sobie z moimi "małymi" problemami. Oczekuję też, aby przyznał się do winy - choć to głupie, ale mam okropne poczucie niesprawiedliwości.



Niestety... Prawda jest taka, że gdyby jemu zależało- dowiedział by się na temat Twojej choroby... Jak Ci pomóc..
Mam podobną sytuację i bardzo trudno mi się żyje...
I jak mam być szczera- to wszelkie rozmowy pomagają tylko na chwilę, a po paru dniach jest znowu tak samo...
Robi tak od samego początku naszej znajomości... Od tego czasu moja samoocena zeszła poniżej zera..
Czuję się jak nic nie warty śmieć...
Więc jedyne co ja mogę doradzić- to zakończenie tego związku, chyba, że znasz go na tyle dobrze, że wiesz, że zacznie Cię szanować.
Prawda jest taka, że jak chcesz wiedzieć jak mężczyzna będzie Cię traktował- bardzo łatwo sprawdzić... Wystarczy poobserwować jak się odnosi do własnej matki...

Ale oczywiście, całkowicie się tutaj z Tobą zgadzam, że, jeśli chce się być razem, ustala się to, to należy się tego, wspólnie trzymać.
Obydwie strony muszą się tego trzymać.
Musi być wzajemną chęć.
Są ustalone zasady: nie ma zdrady, nie ma okłamywania się, nie ma oszukiwania się, szanuje się wzajemny szacunek i wartości.
Ale zawsze jest tak, że któraś ze stron te zasady łamie.
Często tak jest.
Ktoś nie dotrzymuje słowa.
I wtedy to nie jest w porządku, bo, rzeczywiście się kogoś rani.

Zgadzam się z tym, że "bycie razem" na poważnie, to jest rodzaj "umowy".
Musi być taka "umowa".
Ale jeśli ktoś nie zamierza tego dotrzymać, nie jest szczery, to lepiej nie być z taką osobą.
Wszystko musi być ustalane wspólnie, razem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1994
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Witam, moja historia

Avatar użytkownika
przez Bonus 26 mar 2016, 17:07
Można być samemu, czyli tzw. singlem, tylko trzeba to akceptować.
Można to zaakceptować, tylko trzeba tego chcieć.
Ja tak właśnie zrobiłem i jakoś z tym żyje.
Jestem sam, bo nigdy nie mogłem trafić na odpowiednią kobietę.
Też odczuwam brak kobiety, bliskiej koleżanki, ale co mogę na to poradzić?
Przecież się nie zabiję z tego powodu.

Takie problemy, jakie ja miałem z kobietami, to dla żadnego faceta nie są fajne.
A nigdy nie będzie, żadnego związku, żadnych relacji, jeżeli dwie strony nie chcą tego samego.

To jest nierealne do zrealizowania.
Psychologia uczy nas myślenia i mądrego postrzegania świata.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1994
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Witam, moja historia

Avatar użytkownika
przez Rosa26 26 mar 2016, 17:13
Bonus może jeszcze znajdziesz ;)
Nigdy nie mów nigdy... czasem właśnie jak się nie spodziewasz.
Kotom bez trudu udaje się to, co nie jest dane człowiekowi: iść przez życie nie czyniąc hałasu
Ernest Hemingway


http://niewygodnieszczere.blogujaca.pl

ObrazekObrazek
https://www.facebook.com/niewygodnieszczere/?ref=hl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1062
Dołączył(a)
15 lut 2016, 23:27

Witam, moja historia

Avatar użytkownika
przez Bonus 26 mar 2016, 17:41
Rosa26 napisał(a):Bonus może jeszcze znajdziesz ;)
Nigdy nie mów nigdy... czasem właśnie jak się nie spodziewasz.

No wiesz, ja nie chcę szukać na siłę.
Zresztą, gdybym nawet trafił na tą, odpowiednią, to ja rodziny nie chcę.
Żadnych dzieci.
Ja tak sobie postanowiłem i chce się tego trzymać.

Myślę, że tak od razu nie odpowiadałoby mi mieszkać z kobietą pod jednym dachem.
Na takie rzeczy jest potrzebny czas.
Mieszkanie ze sobą, to nie jest prosta sprawa.
To są, obowiązki, problemy, rachunki na głowie. Trzeba być odpowiedzialnym za swoje sprawy.

W życiu nie ma samych przyjemności.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1994
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Witam, moja historia

Avatar użytkownika
przez Rosa26 26 mar 2016, 17:48
No nie ma... to prawda.

Po co zakładasz sobie taki gorset? A jak się na serio zaangażujesz i uznasz, że jesteś gotów wywrócic swoje życie do góry nogami, bo tego właśnie chcesz?
Wszystko jest możliwe, wszystko może się niespodziewanie odwrócić... a juz na pewno nasze postrzeganie wielu rzeczy.
Kotom bez trudu udaje się to, co nie jest dane człowiekowi: iść przez życie nie czyniąc hałasu
Ernest Hemingway


http://niewygodnieszczere.blogujaca.pl

ObrazekObrazek
https://www.facebook.com/niewygodnieszczere/?ref=hl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1062
Dołączył(a)
15 lut 2016, 23:27

Witam, moja historia

Avatar użytkownika
przez Bonus 26 mar 2016, 18:00
Rosa26 napisał(a):No nie ma... to prawda.

Po co zakładasz sobie taki gorset? A jak się na serio zaangażujesz i uznasz, że jesteś gotów wywrócic swoje życie do góry nogami, bo tego właśnie chcesz?
Wszystko jest możliwe, wszystko może się niespodziewanie odwrócić... a juz na pewno nasze postrzeganie wielu rzeczy.

Chciałbym naprawdę w to wierzyć...
Ja jestem w stanie się w coś zaangażować, coś dać od siebie, jeżeli i kobieta chciałaby tego samego.
Nie mówię, że od razu miałby być jakiś związek, bo na to musi być czas.
No ale, bliskie relacje koleżeńskie.
Próbowałem z tym już nie raz i, jakoś nie wychodziło.
Właśnie w moim przypadku, zawsze brakowało, dobrej woli, zaangażowania i chęci drugiej strony.
A nie ma możliwości stworzyć coś bliskiego z drugą osobą, jak druga strona nic nie robi od siebie.
To właśnie na tym polega, że dwie osoby, muszą się tak samo angażować.

Nie na siłę, tylko dobrowolnie.
Co może zrobić człowiek, który w takich sytuacjach, czuje się i jest całkowicie bezsilny?
Który nie ma żadnej pomocy do tego, żeby osiągnął to, do czego dąży?

To dobre pytanie...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1994
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Witam, moja historia

Avatar użytkownika
przez Rosa26 26 mar 2016, 18:16
Doskonale rozumiem bezsilność, kiedy ma się poczucie bycia samemu na polu bitwy :(
Nic nie da się zrobić. Nie zmusisz nikogo aby mu zależało... trzeba odejść. Dać sobie żyć osobno, skoro eazem się nie da.
Kotom bez trudu udaje się to, co nie jest dane człowiekowi: iść przez życie nie czyniąc hałasu
Ernest Hemingway


http://niewygodnieszczere.blogujaca.pl

ObrazekObrazek
https://www.facebook.com/niewygodnieszczere/?ref=hl
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1062
Dołączył(a)
15 lut 2016, 23:27

Witam, moja historia

Avatar użytkownika
przez Bonus 26 mar 2016, 18:24
Rosa26 napisał(a):Doskonale rozumiem bezsilność, kiedy ma się poczucie bycia samemu na polu bitwy :(
Nic nie da się zrobić. Nie zmusisz nikogo aby mu zależało... trzeba odejść. Dać sobie żyć osobno, skoro eazem się nie da.

I to jest dobre powiedzenie.
Właśnie, dużym problemem, między ludźmi jest to, że ktoś nie docenia czyjegoś zaangażowania, starania się o coś.
Ktoś to olewa, lekceważy, traktuje to z obojętnością.
Ja to doskonale znam.
Nie raz to odczułem.
Wtedy, zawsze będzie bezsilność, brak jakiejkolwiek pomocy w dążeniu do jakiegoś spełnienia.
To jest chora sytuacja.
To jest "błędne koło", z którego nie można wyjść.

To dobrze, że tu się rozumiemy, bo to ważne.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1994
Dołączył(a)
08 sty 2012, 20:23
Lokalizacja
Pionki/Szczecin

Witam, moja historia

Avatar użytkownika
przez Ooak 26 mar 2016, 18:26
Rosa26 napisał(a):
Ooak napisał(a):
Bonus napisał(a):No ale nie chodzi żadne zdradzanie, nie szanowanie kogoś.
Po prostu, "bycie z kimś", to nie jest więzienie, jak myśli wielu ludzi.
Oczywiście, trzeba się trzymać pewnych granic, ale bez przesady.
Są rzeczy, które nie są zabronione i nikt nie może komuś, czegoś zabraniać.


Ośmielę się nie zgodzić...
Takie stwierdzenia dotyczą obu stron.
To jest jak umowa.
Ja godząc się na związek z kimś mam pewne oczekiwania i partner ma.
Jeżeli obie strony o tym wiedzą i godzą się na stworzenie związku- to nie mogą "łamać zasad umowy" , bo wtedy umowa przestaje być ważna.
Proste.
Jak ja nie chcę, żeby flirtował z koleżankami z pracy, bo sprawia mi to przykrość i ból- to on wiedząc o tym, a mimo to robiąc to... "Zrywa warunki umowy"



Umowa... a gdzie zaufanie? Nie pamiętam, żeby zaczynała związek od ustalania reguł. To juz nawet ja czuję się jakoś nadzorowana i ograniczona. Niech kazdy będzie sobą... Każdy wie, że nie chce być zdradzany, niech więc nie zdradza. Każdy wie czy podobałoby mu się pisanie smsów o oczywistym charakterze przez partnera... niech więc sam tego nie robi. To są rzeczy oczywiste wg mnie, że pewnych rzeczy się nie robi.
A moim sposobem na rozeznanie jest jedna rzecz - jesli okazuje się nagle, że chowasz telefon, że nie jesteś do końca szczery/a z partnerem i kręcisz, nawet małymi kłamstewkami, to oznacza, że już jesteś nie w porządku, bo musisz kłamać. A kłamiesz, bo wiesz, że gdyby partner usłyszał prawdę, to by go to skrzywdziło, że to jest po prostu nie uczciwe i jest zagrożeniem dla związku.
O takich rzeczach jak flirt, to się nawet nie mówi, o tym się zapomina za chwilę, jeśli jest na prawdę niewinne i już więcej do tego nie wraca.


To był przykład przytoczony z opisu autorki tematu.
Chociaż śmieję się z tego co czytam tu i wyżej, bo tak Wam się lekko pisze o tym, że flirt to nic złego..
Idę o zakład- że nic złego jeżeli to Was dotyczy... jeżeli zrobi to Wasz partner- aż tak się Wam nie spodoba ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
115
Dołączył(a)
09 mar 2016, 00:36

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do