Chce sie zmienic!

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Chce sie zmienic!

przez babsi 01 sty 2016, 00:12
Witam,

nie wiem od czego zaczac i czy to wlasciwy dzial na moj post, ale potrzebuje pomocy.

Mam 30 lat i nie czuje sie szczesliwa osoba; nie wiem, czy kiedykolwiek tak naprawde czulam sie szczesliwa.

Zaczne od poczatku; jako dziecko bylam osoba strasznie niesmiala; pamietam, ze problemem bylo dla mnie nawet kupno czegos w sklepie, w ktorym konieczna byla wymiana zdan ze sprzedawczynia, Z wiekiem oczywiscie przestalo byc to dla mnie problemem, chociaz np. wykonanie telefonu lub odebranie go od nieznanej mi osoby nadal napawa mnie irracjonalnym lekiem, ktory jednak chcac nie chcac przezwyciezam.

Mam niskie poczucie wlasnej wartosci. Wydaje mi sie, ze problem ten pojawil sie, gdy mialam okolo 13-15 lat, choc nie nastapilo wtedy w moim zyciu nic niezwyklego. Zaczelam porownywac sie z innymi i czuc sie od nich gorsza pod roznymi wzgledami.

Dodatkowo niesmialosc utrudniala mi kontakty z rowniesnikami, wskutek czego moje grono znajomych nigdy nie bylo zbyt liczne, o ile w podstawowce bylo jeszcze jakos tako ok, tak w liceum juz troche gorzej, a na studiach juz odizolowalam sie troche od ludzi, uwazajac sie z niezrozumialego powodu za gorsza od innych i niezaslugujaca na jakakolwiek sympatie.

Jak patrze na "siebie" z boku to uwazam swoje zachowanie za kompletnie chore, jestem dosc zabawna osoba, inteligentna, moze nie jakas mega piekna, no ale nie jest zle:), mam wiele zalet, a jakos nie potrafie tego pokazac, nie potrafie sie otworzyc przed innymi, nie potrafie mowic o sobie.


Soba w 100% czuje sie tylko w towarzystwie bardzo dobrze znanych mi osob lub w swoich czterech scianach; w innych sytuacjach czuje sie caly czas nienaturalnie spieta, nie czuje sie soba. Ta sympatyczna, mila, urokliwa osoba gdzies znika, a pojawia sie ktos pozbawiony osobowosci, nijaki. Tak jakbym sie bala, ze bedac soba zostane odrzucona, niezaakceptowana. A przeciez nie moze byc gorzej, niz jest. Oczywicie, najlatwiej sie pisze :)

Od 4 lat mieszkam za granica, nie mam tutaj zbyt wielu znajomych z tego powodu, ze trudne nawiazuje glebsze relacje z ludzmi. Do perfekcji opanowalam poczatkowe etapy zawierania znajomosci, ale jesli przychodzi sie przed kims bardziej otworzyc to niestety klapa. Jestem introwertykiem.
Planuje powrot o Polski w tym roku, co oczywiscie jawi mi sie jako odmiana losu, ale wiem, ze poczucie szczescia nie zalezy od miejsca pobytu, a od naszego stanu wewnetrznego, i ze jesli mam problemy ze soba tutaj to nie znikna one jesli bede w Polsce, nawet jesli bede miec znajomych obok siebie.

Majac okolo 18 lat popadlam w sumie w anoreksje, jednak wyszlam z tego o wlasnych silach, potem byl hazard i narkotyki. Ogolnie mysle, ze moglabym uzaleznic sie od wszystkiego, jednak jakis instynkt samozachowawczy zawsze pomagal mi stanac z powrotem na nogi. Obecnie wszelkie uzywki poszly w odstawke, bo wiem, ze nie rozwiaza moich problemow, a jedynie je poglebia.

Ne potrafie do konca zaakceptowac swojego wygladu fizycznego, malo ktore swoje zdjecie potrafie ocenic pozytywnie; nie udzielam sie na profilach spolecznosciowych, choc wydaje mi sie, ze mialabym wiele fajnych rzeczy do przekazania. Wydaje mi sie, ze na pewno zostane odrzucona, trudno mi komus zaufac, Wiem ze jestem taka sama osoba jak inni, a jednak nie potrafie przezwyciezyc tych lekow.
Wstydze sie np. tanczyc, choc przeciez nikt nie urodzil sie tancerzem ;), czuje sie zawsze oceniania, przejmuje sie opinia innych, choc wiem, ze nie powinnam; jestem bardo malo odporna na krytyke, a swiadomosc tego wszystkiego mojego samopoczucia nie polepsza.

W pracy niby ok, ale moja praca jest zajeciem ponizej moich mozliwosci, moglabym znalezc o wiele lepsze zajecie, jednak paralizuje mnie strach przed nieznanym i stare leki, czy zaakceptuja mnie w pracy, czy nie wyjde na glupka, ze moze tak naprawde do niczego sie nie nadaje. A z drugiej strony wiem, ze poradzilabym sobie w kazdym miejscu, co i tak uwazam za postep w swoim rozumowaniu.

Czuje po prostu, jakby cos mnie blokowalo, trzymalo, nie pozwalalo cieszyc sie zyciem, a nie wiem jak sie tego pozbyc.

Barddzo sie przywiazuje do miejsc, rzeczy i osob; mysle, ze to rowniez wynika z leku przed nieznanym. A przeciez nie chce zmarnowac swojego zycia na trwanie w nim.

Zauwazylam, ze mam okresy, ze wszystko wydaje sie ok, mam postanowienia, ze bede spotykac sie z ludzmi, zrobie to czy tamto, a potem nastepuje okres kiedy mam dola, nie potrafie sie do niczego zabrac, widze wiekszosc rzeczy w dosc ciemnych barwach, nic mi sie nie chce, przestaje wierzyc, ze moge cos w swoim zyciu zmienic.

W zwiazkach tez nie jest kolorowo; ostatni rozpadl sie okol 4 lata temu i byl dosc toksyczny. Wydaje mi sie, ze kazdym zwiazku zatracam swoja osobowosc i robie sie strasznie nijaka. Bardzo latwo i szybko angazuje sie uczuciowo, jednoczesnie podswiadomie bardo obawiajac sie odrzucenia, choc probuje to zmieniac.

Poznajac nowa osobe, jesli juz zaczyna mi na niej zalezec, to moja pewnosc siebie , ktora troche wypracowalam, znika zupelnie, i przyjmuje dosc pasywna postawe, zmieszanie obojetnosci z lekiem, co oczywiscie potencjalnych partnerow zniecheca do glebszego wchodzenia w relacje.
Trudno okazywac mi uczucia; zakladam czarny scenariusz, nawet jesli obiektywnie nie ma ku temu powodow, co dziala troche jak samospelniajaca sie przepowiednia.
Zwykle potrzebuje potwierdzenia, ze komus zalezy, ze ktos mnie lubi, ze komus sie podoba, wtedy czuje sie pewniej.

W dziecinstwie brakowalo mi okazywania uczuc przez rodzicow, a zwlaszcza przez moja matke. Przez dlugi czas zwykle przytulenie kogos, poklepanie po ramieniu czy jakiekolwiek okazywanie bliskosci fizycznej sprawialo mi spory problem. Teraz jest z tym troche lepiej, ale nie przychodzi mi to naturalnie i swobodnie, jest to troche wymuszone z mojej strony.

Nie mam mysli samobojczych itd., bo gdzies w glebi czuje, ze moje problemy da sie rozwiazac, i ze moge byc jeszcze szczesliwa, ze jeszcze nie jest na to za pozno.

To jest moj pierwszy post, w ktorym opisuje moje problemy, a pisze go dlatego, ze poznalam kogos na kim mi zalezy i boje sie, ze jesli nie zmienie wzorcow swojego postepowania to tez nic z tego nie bedzie.

Dawniej nawet sama mysl, aby opisywac swoje problemy na forum wydawalo mi sie totalnie absurdalnym pomyslem;), a teraz czuje jakas nieopisana ulge na sama mysl, ze moje zwierzenia pojda w swiat :)

Chce zmienic wzorce swojego postepowania; wiem, ze to potrafie, ale nie wiem jak i co mam zrobic.

Mam nadzieje, ze ktos podsunie mi jakies rozwiazanie, mysl, cokolwiek...
Jak mam zaczac naprawde zyc, a nie wegetowac i rozmyslac jak mogloby byc pieknie?

Zycze Wszystkich Udanego Nowego Roku!!! :)
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
31 gru 2015, 22:21

Chce sie zmienic!

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 01 sty 2016, 00:22
babsi, Nie wiem czy powrót do Polski coś zmieni ja tez wiele lat przebywałem za granicą i powrót mi nic nie dał, bo problemem jesteśmy my sami a nie miejsce pobytu. Ja podobnie jak Ty całe życie mam poczucie niskiej wartości i teraz w sumie realnie jestem typowym przegrywem życiowym na polu zarówno zawodowym jak i towarzyskim. Nie wiem jak to zmienić podobno długa psychoterapia może pomóc ale trudno się na nią zdecydować i to też nic pewnego.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17037
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Chce sie zmienic!

Avatar użytkownika
przez jetodik 01 sty 2016, 00:23
carlosbueno, to żeś dziewczyne pocieszył ;/
http://www.poomoc.pl/beta.php - na jednej stronie wszystkie kółeczka do klikania (pajacyk, pusta miska itd.)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8163
Dołączył(a)
27 sie 2013, 21:06

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Chce sie zmienic!

przez babsi 01 sty 2016, 00:32
Ale ja wiem, ze sama zmiana miejsca zamieszkania nic nie da; zdaje sobie sprawe, ze problem tkwi we mnie, m.in. dlatego tez napisalam tutaj na tym forum; chce zaczac cos zmieniac, a od czego trzeba zaczac.

Na pewno mozna jakos nad tym pracowac, aby to zmienic, carlosbueno :) Najwazniejsze, to sie nie poddawac.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
31 gru 2015, 22:21

Chce sie zmienic!

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 01 sty 2016, 00:33
jetodik napisał(a):carlosbueno, to żeś dziewczyne pocieszył ;/
Gdybym umiał pocieszać dziewczyny nie byłbym wiecznie sam:) Lata temu myślałem że na zachodzie musi być lepiej niż w Polsce, później że jednak lepiej być w Polsce niż robolem, migrantem za granicą, teraz wiem że to nie ma żadnego znaczenia przynajmniej dla osób depresyjno- lękowych którzy nie potrafią korzystać z życia i "normalnie" żyć gdziekolwiek by nie byli.
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17037
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Chce sie zmienic!

Avatar użytkownika
przez jetodik 01 sty 2016, 00:36
carlosbueno,
po prostu każdą robotę którą łapiesz to normalny człowiek by zwariował, nie wyciągałbym z tego jakichś dalekosiężnych wniosków...
http://www.poomoc.pl/beta.php - na jednej stronie wszystkie kółeczka do klikania (pajacyk, pusta miska itd.)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8163
Dołączył(a)
27 sie 2013, 21:06

Chce sie zmienic!

Avatar użytkownika
przez carlosbueno 01 sty 2016, 00:50
babsi napisał(a):Ale ja wiem, ze sama zmiana miejsca zamieszkania nic nie da; zdaje sobie sprawe, ze problem tkwi we mnie, m.in. dlatego tez napisalam tutaj na tym forum; chce zaczac cos zmieniac, a od czego trzeba zaczac.

Na pewno mozna jakos nad tym pracowac, aby to zmienic, carlosbueno :) Najwazniejsze, to sie nie poddawac.
Tylko że mi te zmiany czasem wychodzą na gorsze niż było przed zmianami. Dlatego to musza być zmiany z głową a nie takie przypadkowe, pod wpływem emocji jak w moim przypadku. Zaraz nowy rok a ja siedzie przed kompem i marudzę to dopiero porażka. :mrgreen:
Avatar użytkownika
Offline
Największy Forumowy Maruda
Posty
17037
Dołączył(a)
02 lip 2011, 16:27
Lokalizacja
Kaszebe

Chce sie zmienic!

Avatar użytkownika
przez warrior11 01 sty 2016, 13:16
babsi,
Nie masz wrażenia,że uciekasz od prawdziwej siebie? A może powrót do siebie samej
jest właśnie tą zmianą,której potrzebujesz?;)
Może zamiast zmieniać siebie na siłę,spróbuj przyjąć siebie taką, jaka jesteś naprawdę,
spróbuj uczyć się akceptacji swojej osoby,spójrz na siebie z większą wyrozumiałością..
Sama napisałaś,że jesteś sympatyczna i urokliwa i jestem pewny,że masz wiele zalet.
Nie ukrywaj prawdziwej siebie,ale uwierz,że jesteś wartościowa i możesz być kochana
i akceptowana,gdy jesteś sobą.
Wolność kocham i rozumiem..wolności oddać nie umiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
996
Dołączył(a)
19 gru 2013, 16:19

Chce sie zmienic!

przez babsi 01 sty 2016, 14:17
Warrior11, nie sadze, ze uciekam od samej siebie; chodzi o to, ze malo kto ta prawdziwa mnie zna :)

Potrzebuje cos zmienic w swoim zyciu, poniewaz widze, ze nie jest ok. Wiem, ze moje problemy nie znikna same z siebie, beda sie ciagnac przez cale zycie jesli nie stawie im w koncu czola. Nie chce dalej stac w miejscu.

Wiem, ze powinnam zmienic swoje myslenie o sobie, uwierzyc w to czy tamto, tylko wlasnie, jak to zrobic, od czego zaczac?
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
31 gru 2015, 22:21

Chce sie zmienic!

przez babsi 01 sty 2016, 14:24
carlosbueno napisał(a):
babsi napisał(a):Tylko że mi te zmiany czasem wychodzą na gorsze niż było przed zmianami. Dlatego to musza być zmiany z głową a nie takie przypadkowe, pod wpływem emocji jak w moim przypadku. Zaraz nowy rok a ja siedzie przed kompem i marudzę to dopiero porażka. :mrgreen:


Zdaje sobie z tego sprawe, ale jak nie sprobujesz to nigdy do celu nie dotrzesz, poza tym nie musi byc od razu wszystko zle. No ale fakt, zmiany pod wplywem emocji bywaja nienajlepszym pomyslem.

A to juz nawet pomarudzic sobie nie mozna? ;)
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
31 gru 2015, 22:21

Chce sie zmienic!

Avatar użytkownika
przez warrior11 01 sty 2016, 15:08
babsi,
Piszesz,że mało kto zna prawdziwą Ciebie..czyli ukrywasz siebie,udajesz kogoś,kim nie jesteś.
Wolność kocham i rozumiem..wolności oddać nie umiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
996
Dołączył(a)
19 gru 2013, 16:19

Chce sie zmienic!

Avatar użytkownika
przez Olalala 01 sty 2016, 15:25
babsi czytając o Tobie czułam się jakbym czytała wszystko o sobie samej!

Boże, ja też przeszłam anoreksję (w wieku 17 lat), teraz zmagam się z nerwicą lekową i depresją. Mam identyczne problemy jak Ty. Tak jak Ty czuje spięcie wśród osób mi nieznanych, czuję, że nie jestem sobą, dostosowuje swoją postawę do innych. Jestem zupełnie inna w domu, wśród ludzi któych znam. Tak jak Ty czuje się oceny, krytyki, jestem przewrażliwiona na tym punkcie.

Też nie do końca akceptuje swój wygląd, samą siebie mimo, że wiem, że jestem ładną kobietą, mądrą, inteligentną. Tylko to gdzieś ucieka jak wychodzę do innych ludzi :(

"Czuje po prostu, jakby cos mnie blokowalo, trzymalo, nie pozwalalo cieszyc sie zyciem, a nie wiem jak sie tego pozbyc." - to uczucie jest okropne i tak bardzo mnie to wkurza :( babsi, ja mam wrażenie, że nie potrafię byś sobą, a potem podświadomie sama siebie za to karzę :( po prostu ten brak akceptacji siebie, odrzucenia samej siebie przenoszę na innych, a wewnętrznie to ja sama siebie nie akceptuje :(

"W dziecinstwie brakowalo mi okazywania uczuc przez rodzicow, a zwlaszcza przez moja matke. Przez dlugi czas zwykle przytulenie kogos, poklepanie po ramieniu czy jakiekolwiek okazywanie bliskosci fizycznej sprawialo mi spory problem." - mam identycznie, też brak czułości ze strony rodziców, a zwłaszcza matki :( ciągle tylko wymagania, krytyka jak było coś źle. Brak okazywanej miłości bezinteresownie, ot tak sobie...

babsi to co Ci mogę polecić to dobrego terapeutę i pracę nad sobą. Ja chodzę na terapię dopiero 3-4 miesiące. Warto to zrobić, bo ta złość i agresja wobec innych (możesz mieć duże pokłady złości np. do swoich rodziców) przeradzają się właśnie potem w złość wobec samego siebie, a potem już mały krok do depresji, stanów lękowych.

Myślę, że jest tak jak piszesz - zmiana środowiska to tylko niestety rozwiązanie krótkotrwałe. Znam to z autopsji. Miałam taki okres w życiu - jakieś 1,5-2 lata kiedy byłam szczęśliwa, czułam się sobą. Zmieniłam pracę, środowisko i wszystko się posypało....

Ja teraz stawiam na szukaniu siły i piękna w samej sobie, a nie na zewnątrz. Myślę, że to zaprocentuje w przyszłości. I to właśnie daje terapia - bo tam terapeuta patrzy na Ciebie zupełnie inaczej niż np. rodzice. Mimo, że możesz powiedzieć czasami coś z dupy albo coś głupiego to nie czujesz się oceniana. Zaczynasz wierzyć w samą siebie przez to.

Ważne jest to, że jesteś świadoma swoich problemów, to już mega krok. Tylko że sama świadomość w tym przypadku nie wystarczy. Żeby samego siebie wewnętrznie przekonać, że jest się wartościowym, pięknym, mądrym człowiekiem potrzeba właśnie kontaktu z drugim człowiekiem, który zaakceptuje Cię w pełni, a to daje właśnie terapia. Ja np. mam teraz z tym problem na terapii - nie mam jakby przekazu od mojej terapeutki czy mówię coś źle, czy dobrze - tak bardzo jestem skażona myśleniem o samej sobie pod kątem ciągłego oceniania. I widzę, że mnie to męczy. Czuję taką wewnętrzną niepewność. Nie wiem co ona o mnie myśli i na tej podstawie nie mogę wywnioskować jaka sama jestem (czyli to co całe życie robiłam, przenosiłam krytykę, zachowanie innych na myślenie o sobie samej). Jest to dla mnie zupełnie nowa sytuacja i dziwnie się z nią czuję :-) ale mam nadzieję, że to czemuś służy, do czegoś prowadzi.

Z całego serca polecam Ci dobrego terapeutę. Bo najgorsze to być więźniem samego siebie do końca życia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
271
Dołączył(a)
10 wrz 2015, 19:58

Chce sie zmienic!

Avatar użytkownika
przez Olalala 01 sty 2016, 15:38
babsi, mogę Ci polecić jeszcze dobre książki psychologiczne, a jest ich dosyć dużo. Fajne są np. ćwiczenia szukania swojego wewnętrznego dziecka i uczenia się traktowania siebie z większą wyrozumiałością. Przyjmowania jakby roli dobrego rodzica wobec samego siebie.
Sertralina 50mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
271
Dołączył(a)
10 wrz 2015, 19:58

Chce sie zmienic!

przez babsi 01 sty 2016, 23:00
Olalala, dzieki za wypowiedz w watku, jakos podniosl mnie on troche na duchu, ze masz identyczne problemy ;) (wiem, ze to nie brzmi najlepiej ;).

Co Cie sklonilo do wybrania sie do terapeuty? Ogolnie jakos nie widze sie narazie u niego; juz samo opisanie mojego problemu na forum bylo sporym wyzwaniem, a mysl, ze mialabym opowiadac obcej osobie o swoich problemach jakos narazie nie miesci mi sie w glowie. Byc moze musze sie z tym po prostu oswoic.

Wien ze 3 czy 4 miesiace to barzdo krotki okres czasu, ale widzisz jakakolwiek minimalna poprawe?

"Ja np. mam teraz z tym problem na terapii - nie mam jakby przekazu od mojej terapeutki czy mówię coś źle, czy dobrze - tak bardzo jestem skażona myśleniem o samej sobie pod kątem ciągłego oceniania.Nie wiem co ona o mnie myśli i na tej podstawie nie mogę wywnioskować jaka sama jestem" - wyobrazilam sobie siebie w takiej sytuacji i w 100% moja reakcja bylaby taka jak Twoja, a dodatkowo brak przekazu zwrotnego od drugiej osoby od razu bylby dla mnie rownoznaczny z jakims odrzuceniem przez ta osobe i niechecia do mnie. Irracjonalne kiedy to czytam, ale wlasnie tak to odbieram ;)

Przewaznie automatycznie zakladalam, ze osoby ktorych nie znam czy ktore nie znaja mnie sa do mnie negatywnie nastawione i nie moga mnie polubic. Zwlaszcza, jesli w moich wyobrazeniach uwazam kogos za "lepszego" od siebie (ze wzgl. na wyglad, pozycje spol. itd.).

Jak odnajdujesz sie w zwiazku z druga osoba?
U mnie tez nie bylo bezinteresownego okazywania sobie uczuc, a jesli juz byly to moge je policzyc na palcach jednej reki, bo do tej pory je pamietam. Bedac dzieckiem brakowalo mi poczucia bezpieczenstwa, nigdy nic nie bylo pewne. Mysle wiec, ze podswiadomie nadal odczuwam zlosc i agresje wlasnie w stosunku do rodzicow.

Masz jakies "ulubione" ksiazki?

Jesli wolisz, mozesz odpisac na priv :)
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
31 gru 2015, 22:21

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do