Voltaire mówi ,,Dzień dobry". Takie przydługie CV..

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Voltaire mówi ,,Dzień dobry". Takie przydługie CV..

przez voltaire 04 lut 2015, 17:50
Nie do końca wiem czy szukam w dobrym miejscu, nie jestem pewien czy moje pytania będą sensowne, nie wiem czy to odpowiednie miejsce na takie teksty, chociaż ten dział to swoisty hyde park..
Może ktoś mi wytłumaczy co się dzieje? Nerwy, same w sobie obecne cały czas, budzę się z jakimś bezpodstawnym lękiem i napięciem w ramionach, odcinku lędźwiowym pleców i w brzuchu. Jakbym oczekiwał na coś co zadecyduje o moim życiu. To tego typu nerwy. Nieraz w nocy budzi mnie mój własny krzyk, pojawia się czasem sen o zjadaniu żywcem przez mrówki z bardzo dokładnym odwzorowaniem wszystkich uczuć, w snach umierają najbliżsi, trupy, pogrzeby, masakry.
Studiuję na kierunku technicznym, żyję w biegu, prawie co tydzień wracam do domu, jeden dzień zarezerwowany mam dla dziewczyny, sobotę. I czuję się rozdarty we wszystkie strony a pomocy znikąd.
Jako najmłodszy z rodziny zawsze byłem pośmiewiskiem oraz tym gorszym. Na mnie zrzucano winę i na mnie krzyczano za błędy innych. Siostrę głaskali i przytulali, sponsorowali jej zachcianki, szkołę muzyczną itp.. Ja nie miałem nawet prawa mieć zachcianek. Marzyłem o byciu przytulonym, to wypaliło ślad w psychice, ta potrzeba przytulenia. Kilkuletni dzieciak, zimny chów, ze względu na tuszę (swoja drogą nie była to jakaś gigantyczna tusza) byłem wyśmiewany, do tego stopnia ze obcy ludzie na ulicy wyśmiewali się ze mnie.
Przechodziłem kilka faz.. Jako dzieciak ciekawski, potem życie dało w skórę, w wieku może 12 lat zacząłem się izolować. Nauczyłem się blokować uczucia, nie dać po sobie poznać żeby nie dawać pretekstu i satysfakcji z urażenia mnie. Izolacja zmieniła się w fazę romantyka. Pisałem wiersze, zachwycałem się zachodami słońca, ubolewałem nad samotnością. Ludzie mi się zaczęli zwierzać. Umiałem ponoć słuchać, jednak wielu rzeczy wolałbym nie wiedzieć. Pomagałem, chociaż przyjaciół nie miałem właściwie żadnych. Byłem kimś w rodzaju powiernika dla czyichś tragedii ( na to trzeba byłoby oddzielny temat). W końcu trafiłem na przyjaciół. Taka kilku osobowa paczka, trzech chłopaków, trzy dziewczyny.. W jednej byłem bez wzajemności zakochany, druga była moją najlepszą przyjaciółką a jej chłopak najlepszym kumplem. Kiedy ich związek zaczął się psuć ja byłem pomiędzy stronami konfliktu. Suma sumarum rozeszli się, potem pogodzili, a mi powiedzieli że nie chcą utrzymywać ze mną żadnego kontaktu. Tzn tak ona mówiła, on wyjechał po prostu. Doczytaliście już tutaj? To teraz etap gumowej kuli. Po gumowej kuli spływa wszystko. Byłem jak automat, 16 lat, zero buntu, zero czegokolwiek, robiłem co mi kazano, żyłem z dnia na dzień, nie umiałem odczuwać radości czy przyjemności. Nadal sam.
Mając zaplanowaną własną śmierć, zupełnie bez żalu, beznamiętną postanowiłem mimo wszystko zagrać w ruletkę zwaną ,,wakacyjna poggaducha" I tam trafiłem na dziewczynę, z którą obecnie jestem. Pierwszą, i chciałbym żeby jedyną. To było w przeddzień moich osiemnastych urodzin.
Obecnie walczę ze sobą, z ciągłym lękiem, dzień i noc. Czasem kątem oka widzę cienie, czasem na twarze ludzi nakładają mi się ich twarze ale jakby wiele lat później, często mogę opisać czyjeś przeżycia i charakter patrząc tylko na zdjęcie tej osoby, zazwyczaj zaskakująco trafnie. To ponoć empatia jakaśtam.. nie pamiętam jaka.
Co mnie skłoniło do pomyślenia o nerwicy? Ciągły lęk, czasem zatłucze się serce jakby miało wyskoczyć, zwykle potem jest tak,że telepię się jakbym miał parkinsona a nogi są jak z waty, straszne sny, brak motywacji i obojętność na otoczenie, bałagan wokół mnie, oraz to że nic z nim nie robię, trudne stosunki z rodziną, rozdarcie między domem i uczelnią, między rodziną i dziewczyną.
Cisnące coraz bardziej pragnienie wolności.. w ciągły brak siły by chociaż spróbować. By przełamać schemat.
Do tego notorycznie sztywniejący kark, uczucie jakby od środka coś rozpierało głowę, gula w gardle, zimne dłonie, czasem duszności, ostatnio zawroty głowy..
Jestem ciekaw komentarzy, może ktoś podpowie co robić, w którą stronę iść..
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
04 lut 2015, 17:14

Voltaire mówi ,,Dzień dobry". Takie przydługie CV..

przez freda 04 lut 2015, 18:43
voltaire, witaj,twoje odczucia somatyczne to pewnie sprawka nerwicy.nie martw się ,leki sobie z tym poradzą.na odczucia psychiczne polecam psychoterapie.nie pozostaje Ci nic innego jak wizyta u psychiatry i terapeuty.trzymaj się i do dzieła ,bo szkoda życia na chorobę :D
A już myślałam,że ją pokonałam...
Offline
Posty
915
Dołączył(a)
27 sty 2013, 17:56

Voltaire mówi ,,Dzień dobry". Takie przydługie CV..

Avatar użytkownika
przez Przemek_44 04 lut 2015, 20:02
voltaire witaj na forum! Smutna historia nie ma co, ja też podejrzewam, że masz nerwicę..Jak masz możliwość, to zacznij jakąś terapię, pójdź także do psychiatry, bo sam to raczej nic nie wymyślisz..Pewne rzeczy są konsekwencją traum z dzieciństwa, sam przeżyłem "zimny chów", niezłą kinderstubę i inne rzeczy i teraz muszę się leczyć (psychoterapia)..zorientuj się jakie masz możliwości, zrób wywiad w temacie dobrego psychoterapeuty i działaj..
Artykuł o uzależnieniach od leków BDZ na potralu kobieta.wp.pl Tabletka na życie - A.Wawrzyńczak

Mój blog o lekomanii.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
491
Dołączył(a)
07 sie 2013, 22:59

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Voltaire mówi ,,Dzień dobry". Takie przydługie CV..

przez voltaire 04 lut 2015, 23:31
Zapomniałem dodać, do tego wszystkiego czasem dochodzi wrażenie odrealnienia. (Jak miałem z 11 lat spadłem z drabiny i uderzyłem tyłem głowy o drewnianą belkę, był tylko guz, nie zamroczyło mnie, nic z tych rzeczy.) Odrealnienie dotyczy wrażenia że uderzając straciłem przytomność i leżę w śpiączce, że kiedyś się obudzę a cała rzeczywistość okaże się snem i po prostu będę sam, nie wiadomo gdzie, kim ani ile będę miał lat a będę pamiętał to życie choć będzie ono tylko snem. Zastanawiam się też czy to normalne że mam czasem przebłyski sytuacji których nie było albo które dopiero będą. To nie są sny czy marzenia, po prostu na ułamek sekundy podczas normalnych zajęć pojawia mi się migawka jak np trzymam na rękach swoje dziecko (do dzieci mi jeszcze daleko) albo robię coś przy własnym domu (który jest gdzieś na granicy świadomości, nie skupiam się na tym). Zastanawia mnie brak marzeń. Brak celu jakiegokolwiek, z dnia na dzień i może jakoś przemknie.. Nie planuję, nie marzę. Od jakiegoś czasu zrobiłem się psychicznie słabszy, jednocześnie obojętny.
Raz w życiu słyszałem głosy wołające mnie po imieniu, miałem kilka lat i gorączkę ponad 40 stopni.
Kilka tygodni temu chodząc po sklepie usłyszałem jakby ktoś szepnął mi prosto w ucho moje imię. To był kobiecy głos i nikogo w pobliżu.
Niepokoi mnie też to,że czasem czuję mrowienie na głowie ale nigdy na całej tylko np lewa połowa, przód lub tył. Raczej nie prawa. To takie uczucie włosów stających dęba ale tylko na określonych obszarach. Właściwie bezpodstawnie boję się lekarzy, chociaż zdrowie puki co jest niezłe i w szpitalu w życiu nie byłem. A jednak się boję, przypuszczam że ma to też związek z jednym zdarzeniem z dzieciństwa. Pamiętam to mimo że byłem w ,,zerówce", mianowicie coś było nie tak podczas bilansu i było skierowanie gdzieś dalej, kwestia dotyczyła genitaliów. Pojechałem z rodzicami, chociaż nie mówili dokąd jedziemy. Okazało się że do lekarza, nie byłem po prostu przygotowany na dotykanie przez lekarza. Wszystko zgodnie ze sztuką, z asystą matki, ale po prostu poczułem się oszukany. I do tej pory nie umiem nikomu tak bezgranicznie zaufać, zawsze szukam awaryjnej drogi ucieczki gdyby ktoś mnie zawiódł.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
04 lut 2015, 17:14

Voltaire mówi ,,Dzień dobry". Takie przydługie CV..

przez Madame de Lioncourt 04 lut 2015, 23:43
Ja również boję się lekarzy (nie zostałam co prawda tak oszukana jak Ty), ale zawsze jak gdzieś idę do lekarza to boję się, że wykryją u mnie jakąś chorobę, która zrujnuje mi życie jeszcze bardziej... Tak samo miałam z pójściem do psychiatry. Myślę, że u Ciebie to jest kwestia zaburzeń nerwicowych, a także somatyzacyjnych, ale to musiałbyś skonsultować z lekarzem, najlepiej z psychiatrą. Niepokojące jest również to poczucie odrealnienia i o tym również powinieneś napomknąć podczas wizyty. Przez internet ciężko się wypowiedzieć i konkretnie pomóc ;) a co do samej wizyty u psychiatry, to masz tylko sam wywiad odnośnie aktualnej sytuacji, krótkiej historii życia, w Twoim przypadku mógłbyś być jeszcze skierowany na badania, które dałyby odpowiedź na pytanie czy Twoje zaburzenia mają podłoże organiczne, czy też mają podłoże psychiczne. W każdym bądź razie życzę powodzenia i przełamania się przed pierwszą wizytą :)
Posty
6
Dołączył(a)
31 sty 2015, 23:10

Voltaire mówi ,,Dzień dobry". Takie przydługie CV..

Avatar użytkownika
przez Przemek_44 05 lut 2015, 13:45
Subiektywne wrażenie odrealnienia, albo mrowienie na głowie, gdy włosy stają dęba również..ten pierwszy objaw, przynajmniej jeśli to jest to co ja myślę nazywany jest derealizacją, czyli upiorne poczucie, że świat wokół Ciebie jest jakiś inny, dziwny, straszny, jakby na granicy jawy i snu, choć nie jest to wcale związane z halucynacjami, zwidami, bo wszystko jest takie same, a jednak dziwne..Jeśli to jest to, co pisze (nie wiem jak to jest u Ciebie ?) to jest to po prostu objaw silnego lęku, takie jakby zaburzenie postrzegania rzeczywistości , to samo z różnymi odczuciami cielesnymi..O derealizacji poczytasz w internecie, a nawet na tym forum jest taki wątek i dużo ludzi to ma..Gdy lęk osłabnie np na skutek pracy psychoterapeutycznej, to i derealizacja osłabnie, mrowienie także..derealizacja często występuje razem z agorafobią (lęk przed otwarta przestrzenią) albo podczas ataków paniki
Artykuł o uzależnieniach od leków BDZ na potralu kobieta.wp.pl Tabletka na życie - A.Wawrzyńczak

Mój blog o lekomanii.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
491
Dołączył(a)
07 sie 2013, 22:59

Voltaire mówi ,,Dzień dobry". Takie przydługie CV..

przez voltaire 05 lut 2015, 18:22
Nie mam agorafobii, przeciwnie, lubię przestrzenie. Klaustrofobia też mi nie doskwiera. Co do napadów lęku.. Faktycznie czasem jest tak, że bez żadnego ostrzeżenia pojawia się napięcie i stan alarmu, jakby coś się miało stać. Czasem gdy jestem w domu sam przez kilka godzin, najbardziej wieczorem chociaż nie boję się ciemności. Czasem jest wrażenie jakby ciemność otulała i chroniła a czasem jakby miało mnie zaraz coś w tej ciemności dotknąć, coś niedobrego.
Wrażenie że coś jest nie tak, to dobre określenie tego co od jakiegoś czasu czuję. Nawet las, drzewa, wiatr.. Nie szumią jak powinny, że zbliża się coś złego ale nie mam pojęcia co. Martwi mnie to co się dzieje wokół, niesprawiedliwość, wojny, to co ludzie robią ludziom.. Obłuda i wulgarność. To tylko potęguje uczucie że wszystko chyli się ku końcowi.
Wrażenie jest takie jakby.. jakby natura szła swoim trybem, ale nie było już w niej tego ducha, tego boskiego pierwiastka. Jakby czegoś zabrakło.
Wiem, to dziwne.. Ale raczej nie nietypowe.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
04 lut 2015, 17:14

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do