miłość na całe życie..ehh ;Pmożliwe?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Re: miłość na całe życie..ehh ;Pmożliwe?

przez WreX 28 maja 2010, 00:18
dobra dajmy przykład, jest sobie gościu introwertyk jego kontakty z kobietami są praktycznie zerowe więc jak wg Ciebie on ma przełamać ten swój introwertyzm jak nawet nie ma do kogo, tylko nie mów że ma gdzieś iść gdzie jest więcej osób niż 2, bo jeszcze zabije kogoś :D
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
19 kwi 2010, 14:55

Re: miłość na całe życie..ehh ;Pmożliwe?

przez yans 28 maja 2010, 00:36
Wrex - po pierwsze nie rozumiem czemu w każdej rozmowie przyjmujesz postawę "sporną" - nawet wobec osób które akurat zgadzają się z Twoją opinią (przynajmniej po części)
Po wtóre - postawa o jakiej mówisz to nie jest chyba introwertyzm, ale coś znacznie poważniejszego. Introwertyk oczywiście ceni sobie samotność, unika dużych grup ludzi, jest onieśmielony obecnością drugiego człowieka - ale nie rusza na niego z nożem! ;) Pisząc że w celu nawiązania więzi musi przełamać swoje bariery - nie próbuję Cię przekonać że znam na to rewelacyjny sposób - a jedynie stwierdzam pewien fakt - bo nie ma po prostu innej drogi. No jak inaczej? Zmusisz kogoś do bliskości? Zapłacisz mu? (mam tu na myśli nie tylko bliskość cielesną - ale przyjaźń, miłość - prawdziwy związek). Jeśli służy Ci posługiwanie się przykładem - naprawdę nie ma ów gość nikogo przed kim mógłby walczyć ze swoim wyobcowaniem? Może w sklepie w którym często robi zakupy pracuje fajna dziewczyna na kasie. Czy powiedzenie miłego słowa, uśmiech od czasu do czasu względem jej, z czasem jakiś dowcip, komplement (delikatny, nie napastliwy) wreszcie - gdy nie ma klientów - nawet nieco dłuższa rozmowa - nie byłoby taką próbą? I czy - przy sprzyjających okolicznościach nie mogłoby się to potoczyć w jakimś kierunku? Mnie się zdarzało tak zagadywać do panien za ladą (zresztą bajera z ekspedientkami to zwykła rzecz :D) - ale nie jestem oczywiście introwertykiem. Myślę że takie przełamanie nie jest ponad siły introwertyka. I jest przykładem "pomagania szczęściu" - o którym pisałem wcześniej.
"Rząd jest wielką fikcją, za pośrednictwem której każdy usiłuje żyć na koszt wszystkich innych."
Frederic Bastiat
Mądry chłopak lub dziewczyna - Prostą ma taktykę: - W pierwszej turze na Korwina - W drugiej wygra Mikke!
Offline
Posty
454
Dołączył(a)
21 kwi 2010, 01:18

Re: miłość na całe życie..ehh ;Pmożliwe?

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 28 maja 2010, 01:01
Teraz przełamywanie takich barier jest jeszcze łatwiejsze. Można zacząć "ćwiczyć " w internecie. Przecież nie musi się od razu umawiać itd. Wystarczy ,że zacznie z dziewczynami po prostu rozmawiać. To go ośmieli, przekona. Powoli , małymi kroczkami. Ktoś tu w jakimś temacie kiedyś fajnie opisał takie ćwiczenia na przełamywanie nieśmiałości, ale już nie pamiętam gdzie:(
Ale w przypadku człowieka nerwicy to chyba chodzi o coś jeszcze innego. Myślę,że powinien przeanalizować czego tak naprawdę chce i szczerze sobie na to pytanie odpowiedzieć, a potem myśleć co z tym zrobić.
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: miłość na całe życie..ehh ;Pmożliwe?

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 28 maja 2010, 02:18
Ale rozważania na mój temat.......szkoda,że mylne ;)
Czego tak naprawdę chcę? Świętego spokoju podczas kontaktów z ludżmi.Tylko tego,niczego więcej mi nie potrzeba.
Teraz przełamywanie takich barier jest jeszcze łatwiejsze. Można zacząć "ćwiczyć " w internecie. Przecież nie musi się od razu umawiać itd. Wystarczy ,że zacznie z dziewczynami po prostu rozmawiać. To go ośmieli, przekona.

Ty wiesz ile ja już lat siedze i pisze na czacie?A kontakty z ludżmi na realu są takie jak były.Po prostu ludzi na realu nie rozumiem,nie wiem czego ode mnie oczekują,a od kilku miesięcy wręcz mam dość ludzi,ich ciągłych głupich gadek na realu o błahych sprawach,ich zachowania ,mam dość panującego chaosu...Mam dość ich jęczenia choć wcale nie mają żle,dość ich głupoty...
Mam dość ciągłego nadrabiania za ludżmi,ciągłego pościgu za nimi,bezskutecznego uczenia się nowych rzeczy tylko po to żeby przypominać choć trochę według nich normalnego człowieka.Nawet nie wiecie ile rzeczy normalnych dla innych sprawia mi trudność.
A ćwiczenia juz przerabiałem milion razy chyba w ciągu całego swojego 22 letniego życia.
Żeby nie było,ja naprawdę się nad sobą nie użalam.Wiem,że inni ludzie mają gorzej.I myślę często,że przy ich problemach moje są malutkie.
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Re: miłość na całe życie..ehh ;Pmożliwe?

Avatar użytkownika
przez Sean1 28 maja 2010, 11:14
Mi nerwica calkowicie zniszczyla moje zycie z kobietami, ktorego w sumie bylo ubogie. Nie jestem niesmialy i umiem gadac bezposrednio z dziewczynami, ale nn nie pozwala mi budowac glebszych relacji. Chodzi mi tu o sprawe zaangazowania. Powiedzmy zakocham sie w kims, bedziemy razem, wiec jest pewne, ze ona odkryje w koncu, ze cos ze mna nie tak. Wiem, ze powiecie, ze milosc prawdziwa to taka, ktora nie widzi wszelkich przeszkod. Ale przeciez nie powiem jej na poczatku, ze mam zaburzenia psychiczne, bo to moze ja zniechecic, a nie chce sie rozczarowac juz w czasie. Mimo to dam szanse milosci, bo to moje zycie. Mialem ostatnio przygode, ze sie zauroczylem, ona mna tez bylo fajnie oh, i ah, mialo byc naprawde milo, ale okazalo sie, ze... niewazne. W kazdym razie nic nie popsulem, to z jej winy, bo byly sprawy, o ktorych nie wiedzialem. I tak samo do tamtej pory moje blizsze znajomosci z kobietami byly powierzchowne, to byly najwyzej przelotne znajmosci, zawsze mowilem chrzanic milosc i inne pierdoly, ale wtedy jak sie zauroczylem pierwszy raz w zyciu pomyslalem, ze skoro teraz tak sie dobrze czuje, to milosc to pewnie swietna sprawa.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
714
Dołączył(a)
10 maja 2010, 11:35

Re: miłość na całe życie..ehh ;Pmożliwe?

przez Shadowmere 28 maja 2010, 11:27
Jeezu Słodki :shock:
Ja nie muszę nikomu mówić,ani tłumaczyć,że jestem "psychiczna" i cos ze mną nie halo...
w moim przypadku tego nie da sie ukryc,bo to bije po oczach..
:D
I to właśnie Chłopak zaciągnąl mnie do psychiatry,a teraz wozi na terapię,wręcz przymusza,nawet jak jęczę,że nie chcę.
Shadowmere
Offline

Re: miłość na całe życie..ehh ;Pmożliwe?

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 28 maja 2010, 11:39
Yans-hmm jednocześnie unikam ludzi ale też ich nie unikam bo chodze do roboty w której muszę być z ludżmi.
Po prostu hmmm nie rozumiem się z ludżmi,nie odbieramy na tych samych falach,nie umiem jakoś przetłumaczyć człowiekowego języka,ich umiejętności,spojrzenia na świat i innych ludzi na moje....
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Re: miłość na całe życie..ehh ;Pmożliwe?

Avatar użytkownika
przez Sean1 28 maja 2010, 11:46
U mnie tego nie widac od razu, tu niby taki normalny, usmiechniety, poznam szalona dziewczyne, zabujam sie, wszystko bedzie super, bede wykonywal tysiace czynnosci w tej pieprzonej nerwicy, a tu nagle trafi sie jeden atak nn, drugi, trzeci czwarty, tu zlape smuta, bede zirytowany, ona pomysli, ze cos ze mna nie tak i kopsnie mnie w dupe, albo ja ja kopsne i tyle z tego bedzie :D A u kobiety to jakos... mniej zle wyglada jak jest "cos z nia jest nie tak". Kobiety zawsze byly bardziej emocjoanle od facetow. Takie "wariatki" czasami są słit. Bez urazy oczywiscie, nie traktujcie tego slowa doslownie ;)
Mimo wszystko i tak daje szanse milosci, mysle, ze jak pojde na studia, to wiele sie zmieni. Odkad stracilem prace, to glownie w domu siedze, bo kumple w rozjazdach i rzadko sa. Ale chce ten okres wykorzystac na to, zeby w koncu isc do psychiatry i zaczac likdwidowac to dziadostwo.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
714
Dołączył(a)
10 maja 2010, 11:35

Re: miłość na całe życie..ehh ;Pmożliwe?

przez yans 28 maja 2010, 12:10
człowiek nerwica napisał(a):Yans-hmm jednocześnie unikam ludzi ale też ich nie unikam bo chodze do roboty w której muszę być z ludżmi.
Po prostu hmmm nie rozumiem się z ludżmi,nie odbieramy na tych samych falach,nie umiem jakoś przetłumaczyć człowiekowego języka,ich umiejętności,spojrzenia na świat i innych ludzi na moje....


No rozumiem, ale tracisz to porozumienie na każdej płaszczyźnie? Nawet gdy np. rozmowa dotyczy dajmy na to Twoich zainteresowań, pasji? Czujesz, że dotyczy to wszystkich ludzi - czy tylko tych z Twojego otoczenia - pracy, miejsca zamieszkania (na zdrowy rozum - muszą być gdzies ludzie, którzy podzielają Twój punkt widzenia, poglądy na życie, co jest ważne, co błache). Dla przykładu - mam przyjaciółkę ze środowiska punkowo-anarchistyczno-artstycznego (że tak ich nazwę) - żyją większą część życia na pewnym marginesie (bez negatywnego zabarwienia - wielu rzeczy im zazdroszczę), mieszkając po squatach, podróżując nierzadko po całej Europie. Moja przyjaciółka - wciśnięta do betonowego pudełka, do małego pokoiku w wielkiej korporacji, zmuszona w biurowej kantynie do rozmów o nowych zasłonach i tańcu z gwiazdami - czułaby pewnie coś takiego, o czym piszesz Ty. Ale kieruje swoim życiem inaczej i na przekór różnym przeciwnościom jest szczęśliwa i zadowolona z siebie. Co ciekawe - ma dość trudny charakter, u wielu osób nie wzbudza sympatii (moja była jej nie trawiła) - trochę tak jak Ty (może?). Mimo to za nią przepadam i rozumiemy się doskonale - choć pochodzimy trochę "z dwóch światów" (ja mogę bez problemu rozprawiać o fatalnych sukienkach Kasi S. z TzG ;)) to właśnie dlatego jest dla mnie ciekawa (i ja może trochę dla niej też - bo udowadniam, że Ci ludzie z pudełek, od zasłon i kawy z mleczkiem - też mogą być interesujący).
"Rząd jest wielką fikcją, za pośrednictwem której każdy usiłuje żyć na koszt wszystkich innych."
Frederic Bastiat
Mądry chłopak lub dziewczyna - Prostą ma taktykę: - W pierwszej turze na Korwina - W drugiej wygra Mikke!
Offline
Posty
454
Dołączył(a)
21 kwi 2010, 01:18

Re: miłość na całe życie..ehh ;Pmożliwe?

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 28 maja 2010, 12:32
No rozumiem, ale tracisz to porozumienie na każdej płaszczyźnie? Nawet gdy np. rozmowa dotyczy dajmy na to Twoich zainteresowań, pasji? Czujesz, że dotyczy to wszystkich ludzi - czy tylko tych z Twojego otoczenia - pracy, miejsca zamieszkania

Na każdej płaszczyżnie(mówię szczerze).
Nie mówie,że wszystkich...tylko tych których spotykam na swojej drodze w realu.
Co do charakteru,nie wydaje mi się żebym miał trudny charakter.Jeżeli już mówimy o trudności,to można powiedzieć,że potencjalna trudność widziana przez innych ludzi jest taka,że....no właśnie.....nie wiem jaka,chyba widać to po mnie jak działają na mnie ludzie...no nie należe do ludzi spontanicznych,gadających na okrągło,uwielbiam minimalizm w mówieniu,czuje się po prostu jak kosmita wśród ludzi,ONI są dla mnie OBCY(jesu jak to zabrzmiało)
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Re: miłość na całe życie..ehh ;Pmożliwe?

przez WreX 28 maja 2010, 14:38
no nie należe do ludzi spontanicznych,gadających na okrągło,uwielbiam minimalizm w mówieniu,czuje się po prostu jak kosmita wśród ludzi,ONI są dla mnie OBCY(jesu jak to zabrzmiało)

powiedz jeszcze że wiele rzeczy planujesz przed ich miejscem i masz już w pogotowiu jakiś plan na jakieś ewentualności ;p
Offline
Posty
146
Dołączył(a)
19 kwi 2010, 14:55

Re: miłość na całe życie..ehh ;Pmożliwe?

przez Shadowmere 28 maja 2010, 14:49
yans, "ci ludzie z pudelek od kawy z mleczkiem"

jak pięknie trafnie ujęte.cale życie marzę by taka być,walczę o taki stan rzeczy,choc każdą żywą częścią cos sie we mnie buntuje.
Czlowieka Nerwicę rozumiem aż nazbyt dobrze.Z tym,że ja pomimo mojego lęku przed ludzmi,pomimo blokaday,poczucia obcości,braku zrozumienia dla ludzi i ich codzienności,latwości z jaką rozmawiają o TzG,Na wspolnej,sesjach,problemach z facetami,przewagi jednej kawy nad drugą i innych rzeczach-chcę taka być.Właśnie taka.Jeszcze kilka lat temu powiedzialabym,że nie lubię ludzi,wręcz trochę zadzieram nosa,patrze na nich z dobrotliwą poblażliwością.Że odcinam się,izoluję,bo to moje świadome pragnienie,decyzja,bo tak wolę.
Dzis uważam,że g*wno prawda.Ja poprostu zazdroszczę,podziwiam i chcialabym nasiąknąć tą naturalną oczywistością,"ludzkością" choc trochę.
Nie mogę.Przy innych wiecznie czuję ból.

Pewnie efekt wieloletniej samotności,izolacji.Nie wiem.
Shadowmere
Offline

Re: miłość na całe życie..ehh ;Pmożliwe?

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 30 maja 2010, 21:19
Dziś po raz kolejny ludzie mnie wkur....
Nienawidzę ludzi.....
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do