Moja przyszła-niedoszła. Stan zagrożenia.

Inne zaburzenia.

Moja przyszła-niedoszła. Stan zagrożenia.

Avatar użytkownika
przez NN4V 02 sie 2015, 09:35
W życiu mojej przyszłej-niedoszłej pojawił się jej były. (Pisze przyszłej-niedoszłej, bo nie jesteśmy w związku, lecz jesteśmy mocno związani. Przynajmniej tak mi sie wydaje, choć z nią niczego nie jestem pewien.) Koleś w którym była zakochana (i wciąż w jakimś stopniu jest). Koleś, który ją skrzywdził zostawiając bez słowa wyjaśnienia, po wielu miesiącach zatrybił, że on jednak być z nią chce. Udało mi się na nią wpłynąć, by do niego nie wróciła, ale to nie rozwiązuje problemu. Nie wróciła do niego, ale nie zablokowała kontaktu, co w moim rozumieniu jest rozwiązaniem fatalnym. Sytuacja destabilizuje ją emocjonalnie. Jej destabilizacja destabilizuje mnie.

Od początku naszej znajomosci ona twierdzi, że jest zaburzona. Średnio dawałem temu wiarę, bo w moich oczach to mądra i wesoła dziewczyna. Boje się, że mogę coś istotnego pominąć. Nie potrafię ocenić sytuacji - ani generalnej, ani obecnej. Nie potrafię rozpoznać, czy i jak mogę jej pomóc. Niewiele jest sytuacji, których rozpoznanie mnie przerasta. Nie wiem, co robić. Czy powinienem podejmowac za nią decyzje, czy wymagać samodzielnego podejmowania i nadzorować wykonanie. Czy się nie mieszać obserwując z boku sytuacji rozwój.

Nie potrafię nazwać własnych uczuć do niej. Jedynie wiem, że jestem emocjonalnie mocno uwikłany. Widzę w niej moją partnerkę i chciałbym by nią była, ale nie za wszelką cenę. Niestety moje uwikłanie emocjonalne skutkuje emocjonalnymi reakcjami, co mocno utrudnia racjonalne działanie i logiczną analizę. (No ale z drugiej strony stanowi motywację do podejmowania działań w ogóle.)

Wątek ninieszy potrzebny mi jest do weryfikacji mojego postrzegania sytuacji i jej stanu. Postrzegania zbyt zakłóconego przez emocje, bym mógł mu zawierzyć. Muszę w tym celu upublicznić fragment prywatnego maila. Robię to niechętnie.

.....
Po prostu wszystko mi zobojętniało. Jakbym przyglądała się sobie z boku, jakby mnie moje życie nie dotyczyło, poddaję mu się bezwolnie.

Nie widzę sensu, właściwie niczego. Nie widzę sensu własnego istnienia.

Nie mam w sobie żadnych uczuć.

Nadludzkim wysiłkiem zmuszam się żeby wstać rano i pójść do pracy, po pracy jadę rwać morele, potem idę spać i tak w kółko. Albo nie śpię tylko gapię się w sufit. Zero myśli.

Teraz mogę sobie na to pozwolić bo wszyscy wyjechali i jestem sama w domu.

Jak wrócą nie będę mogła cały czas spać, będę musiała udawać, że wszystko jest w porządku.

Nie wiem jak to zrobię. Tyle rzeczy będą znowu odemnie chcieli.

A mnie to tak mało już obchodzi.

Chwilami potrafię się zmobilizować. Wieczór panieński trwał trzy dni, przełączyłam się jakby w inną rzeczywistość, dobrze się bawiłam. Jeszcze tylko pozostało mi przebrnąć przez "świetną zabawę" na weselu. Piszę w cudzysłowiu bo nie wiem jak to ująć. Moja dobra zabawa na weselu będzie szczera, będzie to dla mnie wzruszające wydarzenie ze względu na przyjaciółkę. Z drugiej strony nie mogę się doczekać aż będę miała to za sobą.

To wesele, nie wiem, traktuję je jako ostatnią rzecz, do której będę się musiała jeszcze zmobilizować, postarać ogarnąć...

Jakby później czekał mnie już tylko spokój, jakby to była ostatnia rzecz do zrobienia...

Nie wiem czemu mam takie poczucie.

Kiedy pisałam Ci, w moim mniemaniu, ostatniego maila, dnia 9.07 to był to czas, kiedy wszystko mnie przerosło.

W pracy miałam cięższy okres, pracowałam głównie w terenie, mieliśmy kilka wezwań alarmowych i interwencji, a pracowników było mniej niż zwykle, z uwagi na sezon urlopowy. Codziennie przez niecałe 8 godzin miałam styczność z rozwścieczonymi ludźmi albo tropikalnymi, jadowitymi pająkami w bananach. Miałam cały czas napięte nerwy, a musiałam zachować spokój w rozmowie z przedsiębiorcami. Wracałam do domu, a tam humory mojej matki, schorowana babcia i jej przeprowadzka do nas, młodsza siostra, która potrzebowała uwagi, awantury rodziców, śpiewałam siostrze kołysanki żeby tego nie słyszała, wieczorami trudne rozmowy z P., czasem mnie nachodził osobiście... i trudne rozmowy z Tobą, a gdzieś w międzyczasie jeszcze pomoc w organizacji...

[......]

Pisałam wcześniej, że chciałabym się zapisać na jakąś terapię.

Po to, żeby poukładać swoje myśli, ale nie dla układania samego w sobie.

Dlatego, że nie radziłam sobie z fizycznymi skutkami nerwicy.

Wróciły mi napady duszności w ciągu dnia. A w nocy miałam silne napadowe bóle, czasami wymiotowałam z bólu. Wiem, że nie ma to podstaw fizjologicznych, nic mi nie jest, co nie zmienia faktu, że ból jest realny. Stąd pomysł na terapię.

Teraz wszystko mi przeszło więc i motywacja spadła.
.....

Może znajdzie się tu dziewczyna, która identyfikuje się ze stanami wyrażonymi przez K.

Czy faktycznie jest jej potrzebna terapia? Czy namawiać ją do niej?
W jaki sposób wspierać ją, zmobilizować do działania?
Czy próbować narzucac własne decyzje, czy też wymagać decyzji od niej?

Czytalem, że terapia ma sens tylko łącznie ze zmianą środowiska. Pomimo, że możliwość jest w zasięgu, dla niej może być to bardzo trudna decyzja ze względów emocjonalnych.
Ona jest mistrzynią unikania udzielania informacji. Potrafi sprawić, że ma sie wrażenie odpowiedzi udzielonej na zadane pytanie, która faktycznie po przemyśleniu odpowiedzią nie jest.
Istotne może być, że była ofiarą przemocy seksualnej. Nie znam szczegółów. Wiem tylko, że boi sie dotyku, ale potrafiła ten strach przełamać ze wspomnianym byłym.

Siedzę teraz przy stoliku. Na stoliku leżą kluczyki od fury. Mam 4-5 godzin na decyzję, czy pojechać 450km, by zobaczyć się z nią może na 2h.
Waham się, bo nie wiem jaką stragię przyjąć. Nie potrafie zdeterminować, co faktycznie jej jest. Nie wiem jak z nią postępować, by jej nie skrzywdzić.

Może lepiej nic nie robić, żeby nie narobić bydła.

Nie wiem.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4318
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Moja przyszła-niedoszła. Stan zagrożenia.

przez bonsai 02 sie 2015, 10:41
Ech, jestem w szoku! Nigdy, ale to nigdy, nie można upubliczniać prywatnych wiadomości. ;( Żadna motywacja nie usprawiedliwia takiego działania, damn it. :/

Namawiałem Cię kiedyś, żebyś w końcu coś przeżył, otworzył się, a nie klepał ciągle tych swoich regułek z książek, ale teraz to widzę, że poleciałeś po całości...

Tak, tak, chcesz opinii dziewczyn, rozumiem (chyba). Przytoczę Ci jednak kilka tekstów, które zapamiętałem z Twoich tutejszych wykładów - nie możesz wiedzieć, co myśli druga strona (1), każdy ma prawo wyboru i nikt nie powinien na nie wpływać (2), świat jest pełen zinternalizowanych mechanizmów, ale Ty jesteś ponad to (3).

Zastanów się zatem, co sam robisz. Chcesz jechać do kobiety, mimo iż ona Cię nie zaprasza, a kilka tygodni temu napisała "ostatniego" maila (rozumiem, że naciskałeś by to trwało, a ona jest rozchwiana emocjonalnie, ale fakt pozostaje faktem). Próbujesz zakłamać rzeczywistość, bo miotają Tobą emocje, które na siłę chcesz dostosować do swoich mądrości z książek (a realne życie naprawdę wykracza poza ramy jakichkolwiek psychologicznych podręczników). Zastanawiasz się, czy podejmować za nią decyzje, wpływać na nie - no co jest?

Terapia zawsze może pomóc, niezależnie od tego, czy zmieni się środowisko, czy nie. Sam jednak powinieneś wiedzieć, że ona musi poczuć, że chce na nią iść. A tymczasem wydaje się, że ona czuje coś, owszem, ale do swojego byłego partnera... I niezależnie od toksyczności tamtej relacji, tkwi to w niej głęboko, przykro mi.
bonsai
Offline

Moja przyszła-niedoszła. Stan zagrożenia.

przez NaaN 02 sie 2015, 11:05
NN4V napisał(a): Sytuacja destabilizuje ją emocjonalnie. Jej destabilizacja destabilizuje mnie.

zadbaj najpierw o swoją stabilizację. Pomysł, żeby odwalić bez zaproszenia 900 km na hipotetyczne spotkanie.....no sam pomyśl !

. Czy powinienem podejmowac za nią decyzje, czy wymagać samodzielnego podejmowania i nadzorować wykonanie. Czy się nie mieszać obserwując z boku sytuacji rozwój.

Kim Ty jesteś i co sobie uzurpujesz?????
Nie potrafię nazwać własnych uczuć do niej. Jedynie wiem, że jestem emocjonalnie mocno uwikłany. Widzę w niej moją partnerkę i chciałbym by nią była, ale nie za wszelką cenę.

Uwikłany? W jakim sensie? Wszelkie uwikłania są mocno destrukcyjne.
Czy Ty ją w ogóle widzisz czy lecisz po swojej fantazji ?

Wątek ninieszy potrzebny mi jest do weryfikacji mojego postrzegania sytuacji i jej stanu.

A nie wystarczy po prostu wczuć się w opisywane przeżycia ?
O zamieszczeniu kor.pryw. już nie będę się wywnętrzać. Poprzednik to zrobił.
Czytalem, że terapia ma sens tylko łącznie ze zmianą środowiska.

To nie jest prawda. Często właśnie umożliwia zmianę środowiska ale MUSI być decyzją suwerenną, bo inaczej szkoda czasu.

Może lepiej nic nie robić, żeby nie narobić bydła..

Może nie wcinać się w jej życie a zająć swoim ?
Offline
Posty
1361
Dołączył(a)
15 lut 2014, 11:23

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Moja przyszła-niedoszła. Stan zagrożenia.

Avatar użytkownika
przez NN4V 02 sie 2015, 11:55
NaaN napisał(a):....Może nie wcinać się w jej życie a zająć swoim ?

Jeśli ona o to poprosi, to oczywiście. Jak dotąd tak się nie stało. Stąd pomysł Twój jest równoznaczny z: "olać gdy (prawdopodobnie) potrzebuje pomocy". Jak dla mnie lipa.

bonsai - zajmij się prawieniem swego wątłego moralizatorstwa gdzieś indziej. Treść nie zawiera informacji wrażliwych ani identyfikacyjnych. Skoro zdecydowałem jak zdecydowałem, nie Twój zasrany interes. Najwidoczniej uznałem że sytuacja tego wymaga. Odpowiedzialność przed nią biore na siebie - potrafie dokładnie wyjaśnić je moją motywację. Ty mnie pouczać nie będziesz. Tylko śmietnik robisz.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4318
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Moja przyszła-niedoszła. Stan zagrożenia.

przez bonsai 02 sie 2015, 12:14
NN4V, wybacz, ale skoro zdecydowałeś się założyć wątek, to mogę się w nim wypowiadać. A to, że nie potrafisz znieść krytyki, to nie mój problem. Dałeś ciała i czas wziąć to na klatę. Pokaż, że masz resztki klasy, choć po tym wątku raczej nikt już w to nie uwierzy. :bezradny:
bonsai
Offline

Moja przyszła-niedoszła. Stan zagrożenia.

Avatar użytkownika
przez refren 02 sie 2015, 12:30
NN4V napisał(a):Nie wróciła do niego, ale nie zablokowała kontaktu, co w moim rozumieniu jest rozwiązaniem fatalnym.


NN4V napisał(a):Nie potrafię nazwać własnych uczuć do niej.


A jak ona określa Waszą relację? Nazywa swoje uczucia do Ciebie, jeśli tak, to jak? Tego mi brakuje w Twoim wpisie.

NN4V napisał(a):Niestety moje uwikłanie emocjonalne skutkuje emocjonalnymi reakcjami, co mocno utrudnia racjonalne działanie i logiczną analizę. (No ale z drugiej strony stanowi motywację do podejmowania działań w ogóle.)


Myślę że przeceniasz rolę logiki i czystego rozumu w życiu człowieka, człowiek kieruje się i rozumem i uczuciami i jest to zdrowe, przerost suchego intelektu paraliżuje, bo człowiek ma nadmiar wątpliwości i nie wie, czego chce, kim jest. Myślę że problem nie jest w tym, że coś do niej czujesz, tylko w nadmiernej chęci wywierania wpływu - myśl, że możesz ją do czegoś nakłonić, żyć za nią, że jesteś odpowiedzialny w jakiś sposób za jej wybory powoduje uwikłanie, ból - bo jakaś część Ciebie mówi Ci, że jednak nie masz na nią wpływu (walka ze sobą), a też się uzależniasz myśląc, że bez Ciebie sobie nie poradzi. Ale nie potępiam całkiem takich prób, każdy walczy o swoje szczęście, tylko nie wiem czy Ci to pomaga.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3253
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Moja przyszła-niedoszła. Stan zagrożenia.

Avatar użytkownika
przez ben rei 02 sie 2015, 12:38
jeju jeju tak wiele miłosnej dramaturgii na forum </3
fubar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1039
Dołączył(a)
16 kwi 2015, 19:33

Moja przyszła-niedoszła. Stan zagrożenia.

Avatar użytkownika
przez refren 02 sie 2015, 12:49
Bezcenny wpis.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3253
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Moja przyszła-niedoszła. Stan zagrożenia.

Avatar użytkownika
przez ben rei 02 sie 2015, 13:06
Obrazek
fubar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1039
Dołączył(a)
16 kwi 2015, 19:33

Moja przyszła-niedoszła. Stan zagrożenia.

przez Masturbow 02 sie 2015, 13:30
no i pojechał, czy nie? na moje nie warto chyba. 'ostatni mail', czyli, jak rozumiem, pożegnanie i teraz też jakby wymykiem zalatuje, usprawiedliwianie się pogorszeniem samopoczucia, nie widać, żeby dziewczynie zależało. choć oczywiście nie siedzimy w głowie drugiego człowieka, różnie może być. ale pojawienie się osoby byłego już trochę rzuca światła na sprawę...
Masturbow
Offline

Moja przyszła-niedoszła. Stan zagrożenia.

przez NaaN 03 sie 2015, 07:55
NN4V napisał(a):
NaaN napisał(a):....Może nie wcinać się w jej życie a zająć swoim ?

Jeśli ona o to poprosi, to oczywiście. Jak dotąd tak się nie stało. Stąd pomysł Twój jest równoznaczny z: "olać gdy (prawdopodobnie) potrzebuje pomocy". Jak dla mnie lipa.


Lipa to jest nie wiedzieć, że "pomagacze" najbardziej sami potrzebują pomocy.
Offline
Posty
1361
Dołączył(a)
15 lut 2014, 11:23

Moja przyszła-niedoszła. Stan zagrożenia.

Avatar użytkownika
przez NN4V 07 sie 2015, 12:24
NaaN napisał(a):
NN4V napisał(a): Sytuacja destabilizuje ją emocjonalnie. Jej destabilizacja destabilizuje mnie.

zadbaj najpierw o swoją stabilizację. Pomysł, żeby odwalić bez zaproszenia 900 km na hipotetyczne spotkanie.....no sam pomyśl !

. Czy powinienem podejmowac za nią decyzje, czy wymagać samodzielnego podejmowania i nadzorować wykonanie. Czy się nie mieszać obserwując z boku sytuacji rozwój.

Kim Ty jesteś i co sobie uzurpujesz?????
Nie potrafię nazwać własnych uczuć do niej. Jedynie wiem, że jestem emocjonalnie mocno uwikłany. Widzę w niej moją partnerkę i chciałbym by nią była, ale nie za wszelką cenę.

Uwikłany? W jakim sensie? Wszelkie uwikłania są mocno destrukcyjne.
Czy Ty ją w ogóle widzisz czy lecisz po swojej fantazji ?

Wątek ninieszy potrzebny mi jest do weryfikacji mojego postrzegania sytuacji i jej stanu.

A nie wystarczy po prostu wczuć się w opisywane przeżycia ?
O zamieszczeniu kor.pryw. już nie będę się wywnętrzać. Poprzednik to zrobił.
Czytalem, że terapia ma sens tylko łącznie ze zmianą środowiska.

To nie jest prawda. Często właśnie umożliwia zmianę środowiska ale MUSI być decyzją suwerenną, bo inaczej szkoda czasu.

Może lepiej nic nie robić, żeby nie narobić bydła..

Może nie wcinać się w jej życie a zająć swoim ?


Tak trudno dostrzec, że między nami jest przyjaźń, że liczymy się wzajemnie ze swoim zdaniem. Trudno rozpoznać, że mamy na siebie wzajemnie wpływ, że moje zdanie liczy się dla niej, a jej zdanie dla mnie, że nie musze niczego sobie uzurpować, bo ona chce znać moje zdanie i ceni je. Bez jakiegokolwiek przymusu.
Ja tylko byłem zaskoczony, albowiem nie wiedziałem, że ona stany depresyjne miewa. Nie mam doświadczenia, więc nie wiedziałem, jakie to niesie zagrożenie dla niej. Na szczęście ona sama zagadnienie mi wyłożyła. Okazało sie, że depresja w niczym nie zakłóca jej zdolnosci intelektualnych. Nie zakłóca również naszej komunikacji.
Rozumiem, że dla Ciebie dialog i porozumienie stanowią zjawiska nieznane, że przyjaźń i troska o kogoś jest skrajnie podejrzana. W związku z tym proponuję Ci zająć się własnym życiem, zamiast wyklepywaniem durnych tekstów poczucie wartości łatać. Żałosne to.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4318
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Moja przyszła-niedoszła. Stan zagrożenia.

Avatar użytkownika
przez NN4V 07 sie 2015, 12:26
bonsai napisał(a):Ech, jestem w szoku! Nigdy, ale to nigdy, nie można upubliczniać prywatnych wiadomości. ;( Żadna motywacja nie usprawiedliwia takiego działania, damn it. :/

Namawiałem Cię kiedyś, żebyś w końcu coś przeżył, otworzył się, a nie klepał ciągle tych swoich regułek z książek, ale teraz to widzę, że poleciałeś po całości...

Tak, tak, chcesz opinii dziewczyn, rozumiem (chyba). Przytoczę Ci jednak kilka tekstów, które zapamiętałem z Twoich tutejszych wykładów - nie możesz wiedzieć, co myśli druga strona (1), każdy ma prawo wyboru i nikt nie powinien na nie wpływać (2), świat jest pełen zinternalizowanych mechanizmów, ale Ty jesteś ponad to (3).

Zastanów się zatem, co sam robisz. Chcesz jechać do kobiety, mimo iż ona Cię nie zaprasza, a kilka tygodni temu napisała "ostatniego" maila (rozumiem, że naciskałeś by to trwało, a ona jest rozchwiana emocjonalnie, ale fakt pozostaje faktem). Próbujesz zakłamać rzeczywistość, bo miotają Tobą emocje, które na siłę chcesz dostosować do swoich mądrości z książek (a realne życie naprawdę wykracza poza ramy jakichkolwiek psychologicznych podręczników). Zastanawiasz się, czy podejmować za nią decyzje, wpływać na nie - no co jest?

Terapia zawsze może pomóc, niezależnie od tego, czy zmieni się środowisko, czy nie. Sam jednak powinieneś wiedzieć, że ona musi poczuć, że chce na nią iść. A tymczasem wydaje się, że ona czuje coś, owszem, ale do swojego byłego partnera... I niezależnie od toksyczności tamtej relacji, tkwi to w niej głęboko, przykro mi.


Powiadasz nigdy. Powiadasz przenigdy. Zaskakująca jest Twoja hierarchia wartości. Słowa te znaczą, by nie czynić tak również w sytuacji, gdy może to uratować czyjeś życie. Jak dla mnie lipa.
Zastanowiłbyś się czasem jakie głupoty, gdzie i komu wypisujesz. Ja nie potrzebuję Twoich pouczeń. Sam potrafię zdecydować, co ma dla mnie wyższą wartość w sytuacjach sprzecznych i wziąć za odpowiedzialność za to co robię.
Ty nieproszony wciskasz swoje cieniackie mundrości. Po co? Brakuje poczucia wartości? Ile razy jeszcze mam Ci udowodnić, że wybrałeś sobie zły obiekt, że Twoje poczucie wartości spadnie, kiedy będziesz próbował odgrywać się na mnie? Następnym razem się zastanów, zanim wyrywnością znów sobie narobisz obciachu.

A z K. wszystko jest w porządku. To tylko moja panika wynikajaca z niewiedzy. Wiele się od siebie nauczyliśmy w tym tygodniu.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4318
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Moja przyszła-niedoszła. Stan zagrożenia.

przez bonsai 07 sie 2015, 12:59
NN4V, polemika z Tobą urąga jakiemukolwiek poczuciu smaku, więc przychodzi mi to z lekką odrazą. Wątpię, żeby z K. było wszystko dobrze, żadna kobieta nie wytrzyma z kimś takim jak Ty, nie oszukujmy się. Co do wątku, to nadal uważam, że zachowałeś się jak szczeniak, a upublicznianie prywatnej wiadomości jest żałosne.

Nikt nie musi poprawiać sobie samooceny na kimś, kto nie potrafi się zdobyć na odrobinę autorefleksji, a całą "siłę" bierze z kilku przeczytanych książek. W środku zaś jesteś małym, spanikowanym dzieckiem, co widać po Twoich reakcjach na wpisy, które stoją w kontrze do Twoich "idealnych" działań.

Żegnam zatem i proponuję nie umieszczać kolejnego wątku, gdy K. już Cię oleje, co jest raczej pewne, bo staniesz się jeszcze bardziej śmieszny niż teraz. Tak to przynajmniej można przypuszczać, że dysponujesz jakąś dawką wrażliwości, bo masz kota w awatarze. Niestety lektura jakiegokolwiek wątku, w którym się wypowiadasz, dość szybko udowadnia "z kim ma się do czynienia".

Btw. jeśli zakładasz wątek na forum publicznym, to "proszony" jest tu każdy (z automatu). To nie jest Twój prywatny folwark, kumasz?
bonsai
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do