Myśli samobójcze

Inne zaburzenia.

Re: myśli samobójcze

przez Jola27 25 cze 2008, 21:46
Aleks-olo przepraszam za ta straszna gafe :mrgreen: :P :twisted:
Offline
Posty
305
Dołączył(a)
30 maja 2008, 10:32

Re: myśli samobójcze

przez kabaretka 25 cze 2008, 22:31
a myslalam ze Bog wie wszystko? jak widac nie ten. hahahaa
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
15 maja 2008, 12:20
Lokalizacja
Anglia

Re: myśli samobójcze

Avatar użytkownika
przez zimbabwe 26 cze 2008, 12:37
A może szanowny Bóg - Psychopata by nas wszystkich uleczył?
"Tatusiu, jaki jest sens życia?"
"Zaraz będą <<Fakty>> to się dowiesz!" :-D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
547
Dołączył(a)
04 sty 2008, 20:02
Lokalizacja
z epoki kamienia łupanego

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: myśli samobójcze

Avatar użytkownika
przez pyzia1 26 cze 2008, 13:08
Właśnie, Boże - Psychopato, spraw bym była zdrowa, a już do końca życia będę grzeczna :D !
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Re: myśli samobójcze

przez ESTER 26 cze 2008, 13:13
No muszę przyznać , że niezłe masz poczucie humoru psychopato :lol:ale przestań się już z nas nabijać :x
Bo to naprawdę chwilami nie jest śmieszne :roll:
ESTER
Offline

Re: myśli samobójcze

przez PSYCHOPATA 26 cze 2008, 16:09
zimbabwe napisał(a):A może szanowny Bóg - Psychopata by nas wszystkich uleczył?



Daj MI choć jeden powód bym miał to zrobić
i przekonaj MNIE - a tak się stanie :mrgreen:
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
21 cze 2008, 02:00

Re: myśli samobójcze

przez PSYCHOPATA 26 cze 2008, 16:13
pyzia1 napisał(a):Właśnie, Boże - Psychopato, spraw bym była zdrowa, a już do końca życia będę grzeczna :D !


Myślisz, że JA oczekuję od ciebie byś była grzeczna :D
Możesz robić co chcesz, dałem ci wolność i możliwość samodzielnego decydowania.


Pisałem już, że nie lubię lizusów i bigotów :evil:

edit: Bethi/// nie widzę powiązania Twoich postów z tematem - ostrzeżenie przyznane. Poszukaj stosowniejszego miejsca na swoje problemy :szukam:
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
21 cze 2008, 02:00

Re: myśli samobójcze

przez Zagubiona=> 26 cze 2008, 17:23
PSYCHOPATA, proszę Cię skończ te chore komentarze pisać,wiem że jest wolność słowa ale ty nie piszesz na temat.wszechwiedzący panie powinieneś wiedzieć że to jest temat zatytułowany Myśli Samobójcze :!: :!: :!: :!: :!: :!: :!: :!: :!: :!: :!: :!: a nie twoje filozofowanie :!: :!: :!: :!: :!:
Zagubiona=>
Offline

Re: Moja dziewczyna próbowała ze sobą skończyć...przeze mnie

przez Kriss82 04 lip 2008, 09:34
Minęło już trochę czasu...i chyba wszystko jest OK.Owszem, bywają gorsze chwile, ale dość szybko wracamy do normalności.

W poniedziałek psychiatra...oby kolejny postęp.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
21 cze 2008, 14:24

Re: Moja dziewczyna próbowała ze sobą skończyć...przeze mnie

Avatar użytkownika
przez pyzia1 04 lip 2008, 11:40
Kriss82, bardzo Cię podziwiam. Z Twoich postów widać że jesteś dojrzały i masz dużo odwagi. Ja jestem w takiej sytuacji jak Twoja dziewczyna. Mam dziecko z pierwszego małżeństwa i depresję. Mój obecny mąż wziął mnie z całym tym dobrodziejstwem ale nie wytrzymał, odszedł.
Nie wiem jak długo jesteś ze swoją dziewczyną ale zastanów się zanim zaczniesz składać deklaracje. Bo jeśli kiedyś znudzi Ci się znoszenie jej napadów i wychowywanie cudzego dziecka to strasznie skrzywdzisz 2 osoby. Moja córka jeszcze nie wie, że znów zostałyśmy same. Ale wiem że bardzo to przeżyje, mocno przywiązała się do mojego męża, nawet kupiła mu prezent na dzień ojca. I bardziej niż o siebie boję się o nią.
Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu.Szczęśliwi,którzy obywają się bez niego.Samotny nie opłakuje nikogo,nikt też nie płacze nad nim.Niech ten,kto nie chce cierpieć,kto czuje trwogę przed zgryzotą,uwalnia się od ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Re: Moja dziewczyna próbowała ze sobą skończyć...przeze mnie

Avatar użytkownika
przez pink 04 lip 2008, 13:08
Przeczytałam cały wątek. Kris82, jesteś dzielnym facetem. Tak trzymaj. Szokujące są niektóre porady tutaj zawarte. I to osób, które twierdzą, że cierpią, że chorują, że potrzebują wsparcia drugiej osoby, a doradzają ci "rzuć ją, uciekaj póki możesz". Niewiarygodne. Ja napiszę ci coś innego. Mogę postawić się w sytuacji twojej dziewczyny. Choruję odkąd pamiętam na depresję, od jakiegoś czasu na nerwicę (która bądź co bądź uderza bezpośrednio w mojego męża - bez wdawania się w szczegóły). Odkąd pokazał mi, że miłość faktycznie polega na tym, że jest się z drugą osobą na dobre i na złe, uwierzylam, że może kiedyś.... Nie jest łatwo, uwierz mi. Trzeba być bardzo silnym. Po kliku miesiącach natężenia moich objawów, nie spania i pilnowania czy żyję i jak śpię , wyglądał jak cień. Ale z kolei świadomość tego, że jest przy mnie bardzo mi pomagła. Zmienił sie na lepsze nasz związek.Też robiłam takie rzeczy, jak twoja dziewczyna, tzn. próbowałam nim manipulować (jak to niektórzy tutaj nazwali) - w rzeczywistości to jest taki niemy krzyk, pomóż mi, bo sobie nie daję rady, pomóż bo tylko ty możesz mi pomóc. Dlatego takim zachowaniem najczęściej uderza się w osoby bliskie. Te najbliższe. Dlatego mówi się, że że najbardziej zawsze ranimy tych, których najbardziej kochamy - bo mamy do nich bezgraniczne zaufanie. Wg mnie miłość wygląda właśnie tak. Kiedy kochamy, nie uciekamy jak dzieje się źle. Oczywiście zrobisz jak będziesz uważał, ale wg mnie jesteś wielki. Tylko... - napisałeś ostatnio, że już jest lepiej - nie daj sie zwieść pozorom, ta choroba atakuje znienacka i uśpiona uderza z jeszcze większą siłą.
Pyzia1, to straszne, co przeżyłaś - teraz będę się bać, na ile mój mąż jest silny? Dlatego faktycznie Kris82, zastanów się. Jeżeli masz w sobie aż tyle odwagi, bądź z nią, wspieraj ją, ale jeśli nie... To nie grypa, tego nie da się tak łatwo wyleczyć. Ale fakt jest faktem - najlepiej leczy tę chorobę miłość i obecność drugiego człowieka. A poza tym , zdarzają się przecież w międzyczasie i wspaniałe chwile?....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
08 lut 2007, 17:14
Lokalizacja
kraków

Re: Moja dziewczyna próbowała ze sobą skończyć...przeze mnie

przez Gabrielle 04 lip 2008, 14:01
Powiem coś niepopularnego - moim zdaniem najmądrzej zachowywał się w tym wątku Psychopata. Dlaczego? Bo po pierwsze nie rozmawiał z osobą faktycznie dotkniętą chorobą, ale z kimś, kto chce pomagać czyli z Krisem. Chciał mu uświadomić jego własne motywy, co wcale nie jest takie proste. Każdy z nas spycha do podświadomości motywy swojego działania i decyzji. Czasem doznajemy wglądu dopiero po wielu latach, niektórzy nie doznają go nigdy.

Jeśli jesteś zainteresowana, zainteresowany tym, jak prowadzimy gierki o których pisała tu również Calineczka, polecam książę "W co grają ludzie" (autor: Eric Berne). Sama byłam zdziwiona, jak wiele moich zachowań wynika nie z jakichś emocjonalnych zachwiań, ale strategii, które mi się sprawdziły w przeszłości.

Tu wspomnę, że Psychopata napisał zdanie, coś w rodzaju, że wybranka Krisa będzie wiedziała, że łykanie tabletek się jej sprawdza, więc będzie to robić w przyszłości. No cóż. Skoro coś daje nam efekt, to czemu nie robić tego zawsze wtedy, gdy jest przydatne? Płacz, złość, wybuch agresji, łykanie tabletek, kłótnia - jeśli przynosi taki rezultat jak ugięcie się drugiej osoby, to czemu to zarzucić?

Ale teraz napiszę coś o Krisie - wyrażacie dla niego podziw, współczucie, uznanie, za to, że się opiekuje chorą osobą. Za to, że się stara sprawić, by była szczęśliwa.
I przyszło mi do głowy pytanie: czy osoba, która lubi być podziwiana, lubi uznanie, nie będzie podświadomie dążyła do podtrzymania sytuacji, która przynosi jej uznanie?

Kris, wiem, że to może Ci się wydać okrutne, ale potraktuj to jak pytanie retoryczne, za to przemyśl dobrze. Bo ja wolałabym podziwiać Cię i uwielbiać za to, że pozwoliłeś leczyć się swojej wybrance albo że miałeś tyle odwagi, by zakończyć związek, który przy tym kształcie nie rokuje. Czy może się zmienić? Wszystko może się zmienić. Ale bez elementu z zewnątrz - pomocy jej i Twojego uświadomienia sobie własnych motywów - marne szansę. Sorry, nie wypowiadam się tak z reguły, ale....
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
03 lip 2008, 09:44

Re: Moja dziewczyna próbowała ze sobą skończyć...przeze mnie

przez celineczka3 04 lip 2008, 19:08
Gabrielle napisał(a):Powiem coś niepopularnego - moim zdaniem najmądrzej zachowywał się w tym wątku Psychopata. Dlaczego? Bo po pierwsze nie rozmawiał z osobą faktycznie dotkniętą chorobą, ale z kimś, kto chce pomagać czyli z Krisem. Chciał mu uświadomić jego własne motywy, co wcale nie jest takie proste. Każdy z nas spycha do podświadomości motywy swojego działania i decyzji. Czasem doznajemy wglądu dopiero po wielu latach, niektórzy nie doznają go nigdy.

Popieram i podpisuje sie obiema rekami pod tym co napisalas:):)
pink napisał(a):Ale fakt jest faktem - najlepiej leczy tę chorobę miłość i obecność drugiego człowieka

To dziwne bo mam kochajaca rodzine i w moim zyciu pojawialo sie wielu facetów ktorzy chcieli mnie pokochac i pomoc a ja bylam chora nadal, i gdyby w koncu ludzie mna nie wstrzasneli (łącznie ze specjalistami) to zapewne dalej gralabym w te swoje manipulacje ktore ponoc byly motywowane miloscia...w leczeniu takich zaburzen potrzebna jest pomoc fachowcow!! Zacytuje tu słowa pewnego specjalisty ktory powiedzial o osobach z takimi zaburzeniami: ''Jesli ktos bez przygotowania fachowego mysli ze pomoze osobie z takimi problemami to jest po prostu zarozumialy'' I nie uwazam ze ta zasada odnosi sie do wszystkich osob z problemami natury emocjonalnej, bo czasami niektorym naprawde jedyne czego potrzeba to milosci i wsparcia ale jest taka granica za ktora zadna milosc juz nie pomoze.........i wtedy potrzebna jest interwencja specjalistów,a nie domowe sposoby
celineczka3
Offline

Re: Moja dziewczyna próbowała ze sobą skończyć...przeze mnie

Avatar użytkownika
przez pink 07 lip 2008, 08:17
Zależy jaki problem i jakie leczenie zastosowano. Mi tabletki nie pomogły, nie pomogli mi też psychiatrzy w ilości niezliczonej. Domowe sposoby to herbatka z malinkami, a nie mąż. A co do wstrząsu - no cóż, bliska osoba, kiedy jest mądra też potrafi mną wstrząsnąć. I nie jest zarozumiała wcale. Wg mnie bardzo często to właśnie lekarze są zarozumiali, twierdząc, że mogą dokonać cudów z nami i naszą psychiką. W rzeczywistości zależy im albo na kasie albo na ilości pacjentów (jeśli to NFZ). A poza tym - jak może pomóc rozmowa z osobą, która cały czas patrzy na zegarek, bo w kolejce czeka następny pacjent?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
08 lut 2007, 17:14
Lokalizacja
kraków

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do