Myśli samobójcze

Inne zaburzenia.

Myśli samobójcze

Avatar użytkownika
przez dogomaniaczka 08 lip 2011, 18:19
naranja, lęk jest ZAWSZE taki sam ZAWSZE. boję się tylko i wyłącznie jednej rzeczy OMDLENIA.
tak, pojechaliśmy nad morze, tak po wielu próbach udało mi się dotrzeć na plażę, a różnica jest spora bo nie czułam presji, mogłam w każdej chwili wrócić do samochodu, zostać sama. nie byłam z nikim na nic umówiona. więc gdybym nie dała rady nie musiałabym się przed nikim tłumaczyć, gdybym czuła że mdleję mogłabym uciec gdzieś gdzie nikt by nie widział. leżąc na plaży na kocu nikt nie zwróci uwagę na to że mdleję. poza tym aktualnie od dwóch dni siedze w pokoju i właśnie nie wychodzę na plażę bo się boję.
omdlenie nie przeraża mnie aż tak jeśli zemdleję gdy będę sama, a raczej nie przeraża mnie aż tak dopóki sobie nie przypomnę wybudzania.
różnica jest taka że umawiając się na wizytę zobowiązuję się do czegoś, płacę pieniądze,a tu jak nie pójdę nikt mi nic nie zrobi, nie będzie nalegał.
nie mam lęku przed przestrzenią. mam lęk przed omdleniem z dala od domu, lub bezpiecznego dla mnie miejsca.
nie muszę próbować rozpoznawać swoich lęków bo je znam.
tak opcja lekarza w domu mi pasuje bo jakbym miała mdleć to wstanę wyjdę do drugiego pokoju i położę się u siebie na łóżku, w swoim, bezpiecznym domu, bez obawy że mam drogę powrotną, bez potrzeby wstawania po omdleniu jeśliby się zdarzyło i bez świadków.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6074
Dołączył(a)
21 maja 2011, 13:42

Myśli samobójcze

przez naranja 08 lip 2011, 18:44
dominika92 napisał(a):naranja, lęk jest ZAWSZE taki sam ZAWSZE. boję się tylko i wyłącznie jednej rzeczy OMDLENIA.


No chyba jednak nie tylko tej jednej rzeczy...:

dominika92 napisał(a):omdlenie nie przeraża mnie aż tak jeśli zemdleję gdy będę sama


dominika92 napisał(a):gdybym czuła że mdleję mogłabym uciec gdzieś gdzie nikt by nie widział. leżąc na plaży na kocu nikt nie zwróci uwagę na to że mdleję


Czyli w sumie generalnie chodzi o lęk przed reakcją ludzi (jaką?). A nie po prostu o omdlenie, tylko i wyłącznie. Bo jednak bardziej boisz się omdlenia wśród ludzi, aby nikt nie widział. Dlaczego nie chcesz, aby widział? Trudno okazywać "słabość" przy innych? Jako perfekcjonistce. Jako "silnej-niezależnej". Bo być może bycie silną, nieskazitelną, idealną to podstawa poczucia Twojej wartości. A jak się okaże, że potrzebujesz czasem pomocy od innych to ta wizja rypnie. Takie mam skojarzenia.

dominika92 napisał(a):różnica jest taka że umawiając się na wizytę zobowiązuję się do czegoś, płacę pieniądze,a tu jak nie pójdę nikt mi nic nie zrobi, nie będzie nalegał.


No ale jak zamówisz wizytę do domu to też będziesz zobowiązana, umówiona. Ktoś zarezerwuje dla Ciebie swój czas, przyjedzie specjalnie tylko do Ciebie. Tak jest nawet gorzej, bo sprzed gabinetu można szybko czmychnąć, a lekarza z domu raczej nie wywalisz, no i nie odwołasz w ostatniej chwili.

dominika92 napisał(a):mam lęk przed omdleniem z dala od domu, lub bezpiecznego dla mnie miejsca.


A pod jakimi względami gabinet psychiatry-lekarza jest obiektywnie rzecz biorąc mniej bezpiecznym miejscem na omdlenie niż Twoje mieszkanie w samotności?

dominika92 napisał(a): tak opcja lekarza w domu mi pasuje bo jakbym miała mdleć to wstanę wyjdę do drugiego pokoju i położę się u siebie na łóżku, w swoim, bezpiecznym domu (...) bez świadków.


No jak to bez świadków? A lekarz w pokoju obok? Zostawisz go samego w pokoju?
Offline
Posty
769
Dołączył(a)
12 kwi 2011, 13:13

Myśli samobójcze

Avatar użytkownika
przez dogomaniaczka 08 lip 2011, 19:09
naranja, chyba Ci się za bardzo wydaje że znasz odpowiedzi na wszystkie pytania ..w każdym razie tak brzmią Twoje wypowiedzi. nie próbuj na siłę kogoś "diagnozować" . myślę że wiem sama najlepiej czego się boję..wszystko sprowadza się do omdlenia i rzeczy z nim związanymi. to jest ta jedna rzecz. omdlenie. ludzi samych w sobie się nie boję. i brzydko mówiąc w dupie mam co oni sobie o mnie pomyślą, nie uważam żeby omdlenie było słabością na które nie mogę sobie pozwolić. bo nie zależy to ode mnie, nie wpływam na to.
ale jeśli zemdlejesz, czujesz się fatalnie a nad Tobą pojawia się stado gapiów z otwartymi paszczami i patrzą się na Ciebie jakby w życiu nie widzieli żeby komuś się coś stało to mnie to wkurza. ale to nie to czego się boję. raczej tej otoczki, pytań co się stało, czy trzeba pomóc, wzywania karetki mimo że się prosi sto razy żeby tego nie robić. myślę że to trochę przez moich rodziców którzy jak mdlałam potem biegli do mnie z paniką jak pod prysznicem mi upadło mydło, przez wszystkie szpitale, wmawianie mi chorób, robienia niepotrzebnej paniki podczas gdy ja to miałam po prostu gdzieś. ja chce mieć po takim omdleniu święty spokój bo nie mam siły się ruszyć, i chce odpocząć, odetchnąć a nie odpowiadać na pytania które powodują kolejny atak paniki. a mój perfekcjonizm ma zastosowanie raczej do innych rzeczy. nie jestem samo wystarczalna i wiem że ludzie czasem potrzebują od kogoś pomocy, jeśli faktycznie jej ptorzebuję to ok, ale nie lubię jak ktoś mi jej udziela na siłę, podczas gdy najlepszą pomocą byłoby zostawienie mnie w spokoju ew. podanie wody.
poza tym ludzie nie umieją reagować na takie coś. łapią cię za głowę, tłuką po polikach, przekrzykują się. a w momencie gdy się wybudzam dla mnie to koszmar jak docierają do mnie takie rzeczy, bo wybudzanie samo w sobie jest okropne. a co dopiero jak ktoś mnie przenosi, chwyta, uderza, ściska za głowę, wybudzasz się z czegoś takiego i pierwsze co widzisz przerażone spojrzenia i głosy. uwierz że nie jest to fajne.
dom jest bezpieczniejszym miejscem i tyle. nie czuję potrzeby analizowania tego. bo jest to moja przestrzeń, moje łóżko. ew. mogę sobie leżeć potem na kanapie i kontynuować rozmowę. czuję się bezpieczniej i tyle. a nic by się nie stało gdybym owszem zostawiła go samego. zresztą to jest tylko wyjście awaryjne które skutecznie uspokaja, a z którego do tej pory w podobnych sytuacjach nie musiałam korzystać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6074
Dołączył(a)
21 maja 2011, 13:42

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Myśli samobójcze

Avatar użytkownika
przez _asia_ 08 lip 2011, 19:43
Dominika, dobrze Cię rozumiem, bo ja też nienawidziłam wybudzania się, gdy zemdlałam, masakra po prostu. :hide: moja terapeutka próbowała ode mnie coś wyciągnąć - że może się boję, bo wtedy tracę kontrolę nad swoim ciałem, że nie wiem co się ze mną stanie. ale to nie o to chodzi - ja po prostu nienawidzę tego uczucia!!! zarówno stanu tuż przed omdleniem jak i wybudzania się. to chodzi o samo czysto fizyczne uczucie.do tej pory mam traumę przez te moje wszystkie omdlenia w różnych miejscach. i rozumiem, że w domu Ci łatwiej, bo ja też chciałam po tym wszystkim tylko spokojnie się położć, bez ludzi, bez zamieszania, zawsze byłam po wszystkim bardzo zmęczona, ja jeszcze nad dodatek praktycznie zawsze po omdleniu wymiotowałam (a czasem tuż przed omdleniem). jedyne co po tym wszystkim chciałam to świętego spokoju.
"Nie wolno zgadzać się na pełzanie, gdy czujemy potrzebę latania"

"Gdy zamykają się jedne drzwi do szczęścia, otwierają się inne, ale my patrzymy na pierwsze drzwi tak długo, że nie widzimy tych drugich"


Helen Keller
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2857
Dołączył(a)
02 gru 2010, 19:21

Myśli samobójcze

przez naranja 08 lip 2011, 19:51
dominika92 napisał(a):naranja, chyba Ci się za bardzo wydaje że znasz odpowiedzi na wszystkie pytania ..


Nie. Zauważ, że większość moich zdań z poprzedniego postu to PYTANIA.
I skojarzenia.
A nie odpowiedzi.

dominika napisał(a):myślę że wiem sama najlepiej czego się boję..wszystko sprowadza się do omdlenia i rzeczy z nim związanymi. to jest ta jedna rzecz. omdlenie.

Ale człowiek nie mdleje bez powodu. Muszą być przyczyny psychologiczne albo somatyczne. Na to pierwsze jest terapia, a na drugie leki. Jaką masz w końcu diagnozę odnośnie tych omdleń? Jakiś lekarz Cię prowadzi?

No i kiedyś pytałam Cię też o to, jaka może być różnica między Tobą a moją koleżanką, która ma napady padaczkowe co jakiś czas, mimo leków i jednak nie powstrzymuje jej to przed funkcjonowaniem w życiu. Gdzie ta różnica tkwi? A ona wie, że ten napad może równie dobrze zdarzyć się np. na jej ślubie wśród tłumu. Jasne, to nie jest komfortowe i fajne, ale mimo tego to jej nie przeraża, nie ma ataków paniki w związku z atakami. Na początku ją przerażało, co się dzieje, miała dołki, ale jak już wiedziała, że to padaczka to to przyjęła, doinformowała bliskich, nosi chyba przy sobie karteczkę, że ma padaczkę. Gadałam z nią i bardziej przerażające dla niej od samych ataków (i reakcji ludzi na nie, dochodzenia do siebie) byłoby całkowite wycofanie z życia... do końca życia, z powodu tych napadów.

Kiedyś miała atak w szkole. Przyjechała karetka, wszyscy się zbiegli, patrzyli. Czuła się potem zmęczona, poleżała weekend w domu, no i wróciła normalnie na zajęcia. Raz miała atak za granicą na nartach. Ale nie wróciła z nich, wiedziała wcześniej, że jest prawdopodobieństwo, że może mieć atak. I miała. Odpoczęła parę dni i znów jeździła, tylko na mniejszym stoku. Prawdą jest to, że M. niechętnie gada o swojej chorobie, nie chce zwracać uwagi na coś, na co nie ma wpływu. Była i jest pochłonięta życiem. Napad traktuje jako coś niemiłego, jako silny dyskomfort, ale w międzyczasie nie koncentruje się na tym, myśli o napadach to ona ma tylko tuż po ataku albo jak idzie na wizytę kontrolną - ona ma duuużo spraw na głowie, dwa kierunki studiów, mąż, hobby. Rozumiejąc Twój dyskomfort i obawy zastanawiam się po prostu, dlaczego u Ciebie ta dolegliwość powoduje AŻ wycofanie z życia.

P.s. Ja też kiedyś mdlałam. Strasznie przykra sprawa. I przerażająca sama w sobie.
Offline
Posty
769
Dołączył(a)
12 kwi 2011, 13:13

Myśli samobójcze

Avatar użytkownika
przez dogomaniaczka 08 lip 2011, 21:05
_asia_, dokładnie to wszystko jest to co napisałaś....!!! ja też naprawdę po prostu nienawidzę tego uczucia, tego się nie da z niczym porównać..

naranja, u mnie to nie jest z powodów psychicznych, pisałam już o tym na forum wiele razy, Tobie akurat nie. ja mam takie problemu od malutkiego dziecka. jak miałam 2 lata to się zdarzały takie rzeczy, dowiedziałam się o tym rok temu jak byłam przy rozmowie mamy z psychologiem, jak opowiadała że nikt nie chciał ze mną zostawać bo wszyscy się bali że nie będą potrafili mi pomóc. ile razy ja byłam w szpitalach, ile razy byłam badana, prywatnie, nie prywatnie, tysiące badań. podejrzenia padaczki. podobno mam zapis padaczkowy ale nie padaczkę. :bezradny:
ostatnia diagnoza postawiona jest taka że wykluczono przyczyny nerwowe, psychiczne. stwierdzono że "taka jest moja natura" . nie chce mi się w takie coś wierzyć. lekarze tak mówią jak nie mają pojęcia co komuś jest. kiedyś brałam leki na padaczkę. jako że miałam nieprawidłowe eeg. potem się okazało że błąd lekarza. chętnie szukałabym dalej ale nie w trakcie tak zaawansowanej nerwicy..szczerze? to rok temu jak byłam na eeg, miałam nadzieję że mam padaczkę, że wtedy dostanę leki i to nie będzie się zdarzać.
nie wiem, widocznie Twoja koleżanka umie się z tym tak pogodzić. większość ludzi umie. dużo ludzi ma padaczkę i muszą normalnie żyć. nie wszyscy wpadają w nerwicę. ja wpadłam przez wyjazd na narty, gdzie miałam traumę bo myślałam że zemdleję na wyciągu spadnę i umrę. przedtem byłam jak Twoja koleżanka, ba potrafiłam zemdleć wstać i lecieć do kina, na rolki itp. a mdlałam w wielu miejsach, w szkole to chyba z tysiąc, na ulicy, w bibliotece, w tramwaju, na stoku, przy stole wigilijnym ( trauma kolejna bo moja babcia i dziadek mało zawału nie dostali...) na pokazach lotniczych, w kościele, pod prysznicem, chyba wszędzie :roll:
bardzo bym chciała zrobić jeszcze tyla badań..najważniejsze tarczyca, pionizacja i bolerioza bo ostatnio tyle o tym na forum że..no ale jak rok temu byłam zdeterminowana, to nie chcieli mi dać skierowania do szpitala na badania bo powiedzieli że nic mi nie jest i powinnam się cieszyć że tylko mdleję, że taka moja natura i inni mają gorzej. :roll:
ale potem...ta austria i myślę że też reakcje rodziców na to wszystko , nadopiekuńczość, panika przy każdym razie, wystarczyło że coś upuszczę tata i mama lecieli przewracając wszystko z paniką o oczach że zemdlałam i coś mi się stało. nie miałam też szczęścia do lekarzy. w domu też było jak było. to wszystko mogło sprzyjać rozwinięciu się nerwicy a poszło akurat w tę stronę...strach przed omdleniem. bo wcześniej też nienawidzłam tego odczucia fizycznego, ale potrafiłam się z tym pogodzić. potem się to zmieniło. ale jakoś sobie radziłam jeszcze z lękami, a ostatniego roku w kwietniu przyszło takie wycofanie i załamanie. bo miałam przerwę w omdleniach jakieś 2 lata, szczęśliwa byłam że minęło. ale wróciło. mimo to walczyłam. ale jak mimo walki mdlałam codziennie , nie zdolna wstać dalej, z uczuciem porażki i że wszystko na nic...sama nie wiem co bardziej mi teraz przeszkadza, nerwica i strach przed omdleniem czy depresja i poczucie że to bez sensu bo i tak się nic nie zmieni. :bezradny:
ja jeszcze zawsze przed omdleniem mam w głowie " o nie" bo wiem co mnie czeka. a potem zapadam w "sen" i nie pamiętam że zemdlałam , jestem w tym śnie szczęśliwa, jest super, czuję się jak w normalnym życiu, nie mam poczucia że to sen i nagle mnie coś z tego wyrywa, uświadamiam sobie że zemdlałam ,zaczyna się to okropne wybudzanie, te okropne, przeraźliwe dźwięki w głowie, wirowanie, uczucia, ściski, rozrywanie głowy, witraż przed oczami, pralka,odkurzacz, wszystko w głowie i muszę czekać aż to wszystko minie. najgorzej jeszcze było jak słyszałam głosy rodziców dochodzące "już spokojnie, już, już dobrze, już nic nic się nie stało" teraz te słowa powodują u mnie atak paniki. :shock:
zabroniłam bliskim osobom cokolwiek mówić jak zemdleję i łapać mnie za głowę. jak budzę się w "ciszy" z dala od ludzi to jest O NIEBO lepiej ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6074
Dołączył(a)
21 maja 2011, 13:42

Myśli samobójcze

przez naranja 08 lip 2011, 21:45
dominika92 napisał(a):naranja, u mnie to nie jest z powodów psychicznych, pisałam już o tym na forum wiele razy, Tobie akurat nie.

Wiesz, ja czytam tylko kilka wybranych wątków na forum, więc jeśli o tym pisałaś gdzie indziej to faktycznie nie mogłam przeczytać. Ale napisałaś mi o tym na privie, ja pamiętam, tylko właśnie chodziło mi o to, jaka jest OSTATECZNIE diagnoza. Bo w to:

dominika92 napisał(a):stwierdzono że "taka jest moja natura" . nie chce mi się w takie coś wierzyć.

to mnie też się nie chce wierzyć... Nie ma dymu bez ognia.

dominika92 napisał(a): ostatnia diagnoza postawiona jest taka że wykluczono przyczyny nerwowe, psychiczne.

A jak to się robi? Bo rozumiem, że można wykluczyć przyczyny somatyczne, są do tego obiektywne narzędzia, badania, zdjęcia RTG, itd., ale chyba nigdy nie można w 100% wykluczyć psychicznych, bo to są problemy subiektywne. Nie zgadzasz się z tym? Co więcej, często jest tak, że gdy się wyklucza przyczyny somatyczne, a objaw jest nadal to może wskazywać na problemy w psychice. Ludzie nawet wzrok tracą i głuchną (mnie się to zdarzało, na szczęście sporadycznie - koszmar) albo krwawią, mimo braku uszkodzeń fizycznych i zaburzeń neurologicznych. No, nie wiem.Tylko Twoja dociekliwość - polegająca bądź na próbie poszukiwania innych diagnostów, bądź terapia może Ci pomóc w określeniu przyczyn... ale to wiesz..


dominika92 napisał(a):bardzo bym chciała zrobić jeszcze tyla badań..najważniejsze tarczyca, pionizacja i bolerioza

I jeszcze serce i rezonans/TK głowy, ale pewnie to już miałaś..


dominika92 napisał(a): nie chcieli mi dać skierowania do szpitala na badania bo powiedzieli że nic mi nie jest i powinnam się cieszyć że tylko mdleję, że taka moja natura i inni mają gorzej. :roll:

Co??

dominika92 napisał(a):a potem zapadam w "sen" i nie pamiętam że zemdlałam , jestem w tym śnie szczęśliwa, jest super, czuję się jak w normalnym życiu

To zdanie najbardziej mnie zastanowiło...


dominika92 napisał(a): "już spokojnie, już, już dobrze, już nic nic się nie stało" teraz te słowa powodują u mnie atak paniki. :shock:

O, ciekawe, czemu? Że to takie bagatelizowanie?

Tajemnicze te Twoje omdlenia. Jak Ci kolejni lekarze nic nie znajdą w somatyce to zaczęłabym się zastanawiać nad psychicznymi przyczynami jednak. Szkoda byłoby, abyś przez lęk przed omdleniami całe życie spędziła w domu, aż do śmierci.
Offline
Posty
769
Dołączył(a)
12 kwi 2011, 13:13

Myśli samobójcze

Avatar użytkownika
przez dogomaniaczka 08 lip 2011, 21:57
naranja, miałam serce badane, podobno jakieś szmery są ale to też nic nie znaczy :mrgreen: a rezonans ze 100 razy chyba i to od malutkeigo dziecka.
a z tym..jakoś mi to tłumaczył neurolog rok temu...nie pamiętam tylko jak to już było..w czasie eeg miałam jak to pamiętam lekarz mówił " incydent" tylko nie pamiętam czy mi się zrobiło słabo czy to był atak paniki..ciężko mi odtowrzyć te tłumaczenia jej..w każdym razie no ja nigdy nie mdlałam z nerwów. nigdy. i nie chce mi się wierzyć że 2 letnie dziecko ma podświadomie jakieś ataki. niby z jakiego powodu? nie miałam jakiejś patologicznej rodziny . nic się takiego nie działo. ..

te sny też mnie zastanawiają ;)

a ze skierowaniem..no cóż, mają ważniejszych pacjentów. dla nich omdlenie to nic.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6074
Dołączył(a)
21 maja 2011, 13:42

Myśli samobójcze

Avatar użytkownika
przez _asia_ 08 lip 2011, 22:06
Dominika, pisałam Ci już dawno - zrób dobre badanie w kierunku boreliozy. omdlenia niewiadomego pochodzenia są dość powszechne przy boreliozie, a u dzieci bardzo częste... do tego Twoje dziwne zapisy eeg, szmery w sercu itd. ... weź się w końcu za to zabierz. :roll: moje omdlenia też były z nieznanej przyczyny i także uważano, że taka moja natura!!! a to gucio prawda!!!
"Nie wolno zgadzać się na pełzanie, gdy czujemy potrzebę latania"

"Gdy zamykają się jedne drzwi do szczęścia, otwierają się inne, ale my patrzymy na pierwsze drzwi tak długo, że nie widzimy tych drugich"


Helen Keller
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2857
Dołączył(a)
02 gru 2010, 19:21

Myśli samobójcze

Avatar użytkownika
przez dogomaniaczka 08 lip 2011, 22:09
_asia_, jak znowu mnie wyśmieją? ostatnim razem też po tym popadłam w depresję...jak zdeterminowana poszłam, wkurzona, powiedziałam że kładę się do szpitala,znajdę przyczynę i koniec. dam się przykuć do stołu, niech mi zmieniają pozycję, robią co chcą, niech tylko znajdą coś. a jak mnie wyśmieli i nie dali skierowania to...to właśnie siedzę od tamtej pory w domu. dlatego nie umiem na powrót szukać przyczyny ...i dlatego z dnia na dzień pogłębia mi się depresja. :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6074
Dołączył(a)
21 maja 2011, 13:42

Myśli samobójcze

Avatar użytkownika
przez _asia_ 08 lip 2011, 22:11
na badanie Western Blot na boreliozę i tak nie musisz mieć skierowania, bo robi się je prywatnie, tak więc wystarczy tylko pobrać krew w jakiejś przychodni. ;)
"Nie wolno zgadzać się na pełzanie, gdy czujemy potrzebę latania"

"Gdy zamykają się jedne drzwi do szczęścia, otwierają się inne, ale my patrzymy na pierwsze drzwi tak długo, że nie widzimy tych drugich"


Helen Keller
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2857
Dołączył(a)
02 gru 2010, 19:21

Myśli samobójcze

Avatar użytkownika
przez dogomaniaczka 08 lip 2011, 22:12
_asia_, mój tata może załatwić że pobiorą mi krew w domu...ale czy to wtedy tak można żeby zbadali mi na to i na tarczycę ..? kurde nie wiem :bezradny:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6074
Dołączył(a)
21 maja 2011, 13:42

nie daje sobie juz rady ze soba, zycie stracilo sens

przez wojtecki79 10 lip 2011, 20:37
mam mysli samobujcze, nie wiem jak ma wygladac moje zycie dalej, najlepiej chcialbym juz odejsc z tego swiata. Czy ktos mi potrafi jakos pomoc?
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
10 lip 2011, 20:16

nie daje sobie juz rady ze soba, zycie stracilo sens

przez rafaelo23 10 lip 2011, 20:38
Nie jesteś sam. Też mam tak jak Ty.
Ostatnio edytowano 10 lip 2011, 20:53 przez Korba, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Połączono ze zbiorczym wątkiem.
Offline
Posty
31
Dołączył(a)
10 lip 2011, 18:31

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do