Ciagłe udawanie, że jest ok, udawanie w domu, w pracy..

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez Distress 02 mar 2007, 01:33
Dziękuję za ciepłe słowa...szkoda że zawiodłam się wymagając ich od bliskiego mi człowieka...a teraz uświadomiłam sobie jak długo robiłam dobra mine do złej gry...to naprawdę na dłuższą metę jest nie do zniesienia...a teraz tylko odbębniam kolejne dni, 8 g pracy w "masce" i wracam do domu z ulgą że mogę zdjąc z twarzy sztuczny uśmiech...
a do mojego "ukochanego" nie mam siły zadzwonić, nie mam siły i ochoty z nim rozmawiać...pomyślałam sobie że mogłabym nie żyć, albo leżeć w stuporze robiąc pod siebie...i nic by nie wiedział....jest mi żal...cholernie żal...
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
29 gru 2006, 20:54

Avatar użytkownika
przez gina 02 mar 2007, 09:00
Droga Distress, to tylko tydzień, pewnie nic się nie dzieje...Ja mam tak bardzo często, że mój chłopak, który choruje, po prostu oświadcza mi, że nie chce się z nikim widzieć, że weekend spędzi sam...strasznie mnie to boli za każdym razem jak dochodzi do takiej sytuacji...wtedy jestem zła i bardzo rozżalona...później próbuję dzwonić..ale jak nikt to nikt, więc on nawet nie odbiera telefonu ode mnie...Więc uzbrajam się w cierpliwość i czekam, aż zadzwoni, czy mnie odwiedzi...zadzwoń do niego, pewnie czeka...na pewno czeka...
na próżno to wszystko co dzisiaj jest bólem....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
382
Dołączył(a)
21 paź 2006, 11:47
Lokalizacja
jeszcze nie stąd

przez Kornel Lone 02 mar 2007, 17:24
hmmm...

A może jest jakieś ziarenko dobra w tej złej smutnej sytuacji?

Podobno prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a to w końcu była/jest osoba która ma być czymś więcej?

Skoro tak traktuje kogoś kogo kocha, to jak potraktuje żonę dziecko itp?

Czasami tragedie mają pewien pozytywny wydzwięk choc najpierw wydają nam się kompletną porażką - dowiadujemy się czegoś o sobie - a przede wszystkim -o naszych bliskich.....
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
14 sty 2007, 18:47
Lokalizacja
katowice

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez iwka73 16 mar 2007, 15:21
Ja też długo udawałam że jest okey. Robiłam dobrą minę do złej gry. Aż w końcu zemdlałam w pracy i od 3 tygodni jestem na L-4.
Nie wyobrażam sobie narazie powrotu do pracy , jestem słaba , co chwilę mam zasłabnięcia bliskie omdleniu ,a po tym jestem wykończona że nic tylko leżeć bo na nic nie mam siły.
Czekam w kolejce na terapię , dopiero mam termin za miesiąc.A co do tego czasu niewiem. Niewiem czy dostanę zwolnienie , a jak nie to jak pracować.Nie umiem już udawać , szczególnie że mam bardzo odpowiedzialną pracę i pomyłka może mnie kosztować kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Jak by tego było mało dostałam wezwanie na komisję do ZUS na poniedziałek , będą sprawdzać czy nie symuluję , a jak im udowodnić że człowiek chory jak się ma wszystkie badania dobre?
Poradźcie co mam robić?
iwka73
Offline

Re: Ciagłe udawanie, że jest ok, udawanie w domu, w pracy..

przez bialechmury 20 maja 2009, 11:33
Witam musze się przyznać że właśnie udawanie noszenie wielu masek doprowadziło mnie do nerwicy bo jak długo można tak żyć.Teraz zmieniam się staje się powoli sobą już nie udaje i to powoduje że nerwica powoli mnie opuszcza może warto swoje postępowanie zmienić.
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
17 maja 2008, 17:58

Re: Ciagłe udawanie, że jest ok, udawanie w domu, w pracy..

przez betty_boo 23 maja 2009, 21:29
niestety ja tez jestem mistrzem w udawaniu... mimo że sama do siebie czuję wtedy złość, ze nie umiem się postawic...
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Ciagłe udawanie, że jest ok, udawanie w domu, w pracy..

Avatar użytkownika
przez Donkey 24 maja 2009, 18:28
Ja przestałam udawać .. Na razie tylko przed mama. Ona mnie rozumie. Nie uciekam z płaczem do pokju tylko do niej.
Kochana.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2081
Dołączył(a)
03 maja 2009, 16:14
Lokalizacja
Poznań

Re: Ciagłe udawanie, że jest ok, udawanie w domu, w pracy..

Avatar użytkownika
przez pajak 24 maja 2009, 18:44
Donkey, dobrze jest zaczynać chociaż do teg. Wydaje mi się że początkiem to wogóle musi być koniec udawania przed samym sobą. Dopiero później możemy przestać udawać przed kimś. Ja jestem na etapie tym wcześniejszym, próbuje sam siebie nie oszukiwać, uczę się słuchać siebie. Szukam, kim tak naprawde jestem.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
240
Dołączył(a)
12 sty 2007, 00:30
Lokalizacja
Człuchów

Re: Ciagłe udawanie, że jest ok, udawanie w domu, w pracy..

Avatar użytkownika
przez Donkey 24 maja 2009, 19:06
Pajak sama zanim do tego dojrzalam to minelo troche czasu. Ale teraz jak wiem ze jest osoba ktorej wsyztsko moge powiedziec to lzej jest -na prawde. Ale tak jak juz nei raz pisalmimo staranam na forum - nikt kto tego nie przezyl tak na prawde nie wie co to znaczy jak czlowiek nie am sily wstac z lozka i boi sie wlasnego cienia :(.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2081
Dołączył(a)
03 maja 2009, 16:14
Lokalizacja
Poznań

Re: Ciagłe udawanie, że jest ok, udawanie w domu, w pracy..

przez slonko1234 23 mar 2010, 16:35
kolejny mistrz udawania i trzymania się dołącza się do Was. Nie przeszło by mi przez gardło powiedzenie ,,mam depresje, mam nerwicę" szczególnie osobom, ktore same liczą na moją pomoc, którym jak muszę być oparciem...Udaję przed rodziną, przed koleżankami na studiach, tylko chłopak wie, ale zachowuje się tak jakby nie wiedział, jakbym mu nigdy o tym nie powiedziała...nawet kiedy depresja daje mocno o sobie znać pyta mnie:,, co Ci jest?", staje się wtedy milczący i zły na mnie bo już nie jestem taka wesoła, fajna, bo chodzę zapłakana.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
05 sty 2009, 19:44
Lokalizacja
warszawa

Re: Ciagłe udawanie, że jest ok, udawanie w domu, w pracy..

przez dogomaniaczka 23 mar 2010, 16:37
to ja też jestem w tym gronie. ostatnio udaję że jest ok bo nie chcę żeby się martwili. udaję też przed samą sobą.
dogomaniaczka
Offline

Re: Ciagłe udawanie, że jest ok, udawanie w domu, w pracy..

Avatar użytkownika
przez amfce 24 mar 2010, 20:32
ja tez cale zycie udaje a najgorsze jest to ze jak pojdzie sie do lekarza to on powie ze dobrze pan robi, czyli tak jakby inni naklaniali aby pokazywac usmiech.
Mam coraz czesciej zdolnosc aby miec normalna twarz, czyli jesli mi smutno to smutno patrzec na ludzi, ale to jest bardzo trudne, praktycznie niemozliwe, np pragnac sexu niepotrafie patrzec na dziewczyne naturalnie wyrazajac to twarza (cialem) tylko wszystko to kamufluje i dalej juz tak niepociagne chyba, szczegolnie to lato, a wystarczylo ze slonce zaswiecilo i nie moge zmyc z siebie potu od spermy, poprostu to sie burzy w srodku, gdy jest sie samemu w pokoju u siebie to w miare spokojnie ale jak ma sie wyjsc do ludzi jest to bardzo meczace - czyli maska pozera duzo energii.
Cale zycie udawalem szczegolnie to ze nieinteresuje mnie sex, ze mnie niepodniecaja dziewczyny itd, skonczylo sie to rozlegla nerwica, stanem z ktorego juz niewiem czy wyjde
Avatar użytkownika
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
21 gru 2009, 07:03

Re: Ciagłe udawanie, że jest ok, udawanie w domu, w pracy..

przez Rudy87 29 sie 2010, 13:43
A mnie moja maska trochę cieszy...
Przypomina mi ona jak było kiedyś,dawniej...
Jestem wtedy znów wesoły i uśmiechnięty. Wiem że to udawany uśmiech ale tylko taki mi pozostał.
Nawet smutek w nocy gdy siedzisz i rozmyślasz o tym wszystkim wydaje się być trochę lżejszy bo jutro znowu będę mógł się pouśmiechać... :105:
Everyday I wake up, I have to convince myself that I am a human.
Everyday I wake up, I wake up something else...
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
29 sie 2010, 06:11

Re: Ciagłe udawanie, że jest ok, udawanie w domu, w pracy..

przez Wombwell00 30 sie 2010, 12:09
Wszyscy udajemy, mało kto nie daje się porwać modnych trendom i do końca pozostaje sobą. My, ofiary depresji czy nerwicy raczej nie mamy na to szans.

To ironiczne, ale moi znajomi (oczywiscie nie wszyscy) mają mnie za quasi-szczęśliwego człowieka, za kogoś, kto potrafi znalezc pocieche we wszystkim. Nie wiem jak do tego doszło, ale jakoś potrafię w dobrym towarzystwie (gdzie nikt mnie nie krępuje, a to niestety też rzadkośc powoli, niestety wtedy pomaga jedynie alkohol) 'zapomnieć' chwilowo o depresji, problemach, mojej załosnej osobie. To właśnie moja 'maska'. Czy lepiej by było gdybym cały czas smutał w kącie? Nie wydaje mi się.

Zawsze było tak, że w szkole sobie żyłem a po powrocie po domu totalna wegetacja - godziny na komputerze, odrabianie lekcji do 2 w nocy, pare godzin snu i tak cały czas. Cały czas, przez rok szkolny. Dawałem radę tak żyć, czułem się względnie dobrze. No, ale od roku (od poczatku liceum, mam 17lat) jestem w bardzo aspołecznej klasie, z nikim nie potrafiłem się zaprzyjaźnić, mimo iż na koloniach/obozach nigdy takich problemów nie miałem. Chciałem się przenieść, ale dyrektor nie pozwolił a ja dałem sobie spokój (nie było trudno z osobą ze skłonnościami depresyjnymi), ciągle tego żałuje. Mam z kim spędzać czas po szkole i w weekendy, ale gdy na przerwach nie można nawet z kimś pogadać (a nie chce robic tego na siłę, to mnie męczy) to wracają pewne sprawy, chyba rozumiecie. Zaraz znów wrzesień i wiem, że to napewno wróci. Do dyrektora nie pójde, nie potrafie, nie mogę się przemóc, boje się, jestem zbyt słabą jednostką.

Napisałem to tylko żeby się troche poużalać, nie pomogło i tak.
Offline
Posty
194
Dołączył(a)
09 lut 2010, 19:09
Lokalizacja
Suwałki

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do