Fobia społeczna/typ aspołeczny

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez Ania1987 28 lut 2007, 13:32
Widocznie to nie był prawdziwy przyjaciel. Ale musisz też zdawać sobie sprawę, że tej choroby nie widać ona jest w Twojej głowie i na pewno bardzo cierpisz, ale dla innych nic to nie zmienia, bo dalej jesteś atrakcyjna, mądra, dobra, tylko trochę inaczej się zachowujesz(oni myślą, że to jest chwilowe). Wiem przerabiałam to. Moi najlepsi znajomi(choć zostało ich bardzo niewiele), choć bardzo się starają i bardzo mi na nich zleży, też nie do końca to rozumieją. Trudno jest zrozumieć najedzonemu głodnego, więc daj im szanse, a szukaj pomocy u specjalisty on NA PEWNO CIĘ ZROZUMIE, a i nie popełnij mojego błędu, że się od wszystkich odwracasz, bo się boisz, że cię nie zrozumieją i tym podobne uwierz mi, że to bardzo trudno później (gdy już wchodzisz na właściwą drogę) odbudować. Trzymaj się :D :D :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
421
Dołączył(a)
30 sty 2007, 14:11

przez ania198 01 mar 2007, 14:24
Od kiedy się zaczęła moja depresją w ogóle nie chciałam się z nikim widzieć a nwet rozmawiać. Generalnie prawie wszyscy moi "przyjaciele" mieszkają daleko, ale boli mnie to, że ani jedna osoba przez ten cały czas czyli praktycznie 2 miesiące się do mnie nie odezwała, ani telefon ani nawet Sms czy cokolwiek innego.

Wydaje mi się, że większość ludzi tak naprawdę intersuje się tylko sobą :(
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
21 lut 2007, 02:22

Avatar użytkownika
przez maiev 01 mar 2007, 14:44
ania198 napisał(a):Wydaje mi się, że większość ludzi tak naprawdę intersuje się tylko sobą

Też często odnosze takie wrażenie - niestety. Właściwie każdego dnia.

Wracając do tematu znowu robie się aspołeczna. Mój mąż wszędzie chodzi sam, bo ja wole sobie zostać w domku i z nikim sie nie widzieć. Moze mi przejdzie, chociaz w zasadzie nie jest mi z tym wcale źle.

ania198 też mam takich pseudo-przyjaciół. A raczej miałam. i dobrze- nie chcę się otaczać takimi ludźmi. byli - póki było fajnie a jak przestało pies z kulawą nogą sie nie zainteresował czy ja jeszcze żyję czy nie. Chyba do tej pory nie wiedzą jak mi było przykro. A teraz sie dziwią że nie chce mi się z nimi gadać. Niech sobie samo ze sobą pogadają. :evil:
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez GRACJA 03 mar 2007, 14:20
No tak - z kad ja to znam. U mnie jest to samo. Miałam koleżanki - "ach jakie dobre". pomagałam jak mogłam , byłam na zawołanie. Dosłownie. Zapłakana koleżanka zadzwoniła, że jest w dole - rzucałam wszystko i jechałam na drugi koniec miasta z pomoca. Ale. Ale jak ja zaczęłam potrzebowac pomocy to okazało sie że tak naprawde to jestem sama. Pomału zerwałam kontakty z trakimi koleżabnkami. Efekt zostałam sama jak palec. Rodzina ma mnie gdzies. Ale poznałam w szpitalu na oddziale nerwic dziewczyne z mojego miasta. Trzymamy sie razem. Rozumiemy sie. pomagamy sobie.I Ty znajdziesz kogos takiego. kiedys psycholog powiedziała mi - to co złe trzeba od siebie odsunąć a z toksycznymi znajomościami skończyć. Nieszczerzy ludzie , traktujacy przyjażń w jedna styrone to sa toksyczni ludzie. To nie sa przyjaciele. Przyjaźń nie działa w jedna strone. przyjaciel to ten co bierze i DAJE. jak nie daje to nie jest przyjaciel Ten co tylko bierze to pasozyt. Na takiego szkoda czasu.Ja z rakimi ludźmi sie juz nie zadaje i jest mi lepiej. Przuynajmniej mnie nikt nie wykorzystuje.Daje tym którzy i mnie cos dają. I Ty znajdziesz taka osobe. Pozdrawiam :smile: :arrow:
"Budząc się rano, pomyśl jaki to wspaniały skarb żyć, oddychać i móc się radować."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
462
Dołączył(a)
03 mar 2007, 04:21

Avatar użytkownika
przez maiev 03 mar 2007, 14:53
GRACJA napisał(a):Przuynajmniej mnie nikt nie wykorzystuje.Daje tym którzy i mnie cos dają.

cholerka a ja tak nie potrafię. blee Zero asertywności - no cóż. Ale jak komuś odmówię pomocy to czuję sie tak fatalnie.... :cry: No, ale ten fakt ludziska potrafią skrzętnie wykorzystać. Ja to sie chyba musze do tego przyzwyczaić.
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

Avatar użytkownika
przez śliwka_kalifornijska 03 mar 2007, 23:57
A ja znam mnóstwo osób, których nie nazwałabym "pseudoprzyjaciółmi", tylko po prostu jakimiś takimi skrajnymi egoistami. Teraz strasznie dużo namnożyło się takich ludzi. Oni nawet nie zdają sobie sprawy, że NIC z siebie nie chcą dać w kontaktach z innymi i tylko ciągle biorą. Oni tego nie zauważają. To przerażające. :( Oni niewłaściwie pojmują słowo "przyjaźn". Nie wiem sama, czy da się coś z nimi zrobić..... :? Na szczęście mogę ich mieć w d... Myślę, że tam im będzie najwygodniej :D .
Posty
80
Dołączył(a)
14 sty 2007, 22:15

Depresja, zaburzenia, lęk, nerwica, samotność czy co..

Avatar użytkownika
przez piotrus 07 mar 2007, 20:29
Chciałbym się otworzyć i rozmawiać więcej o swoich problemach, bo nie mam już wątpliwości że to są problemy. Zawsze byłem jakoś zamknięty i z ludźmi rozmawiałem powierzchownie, mam teraz wrażenie że w głębi duszy nie miałem najczęściej ochoty na spotykanie się z nimi i bałem się, ale spotykałem się bo chcieli i żeby mieć poczucie że mnie ktoś lubi. Całą szkołę średnią tak spędziłem, każdego dnia wyczekując tylko aż skończą się lekcje i pójdę do domu i miałem nadzieję że następny dzień będzie lepszy. Przy początku studiów lęk nasilił sie na tyle że dostawałem paniki siedząc na zajęciach wśród ludzi i widząc jak wszyscy rozmawiają. Trafiłem do poradni, ale nie przyznałem się do tak głębokich lęków, byłem na dwóch psychoterapiach grupowych, trochę na indywidualnej, po ich skończeniu myślałem że lęki minęły i będę mógł normalnie żyć, a tu znowu wróciły. Czuję się odcięty od ludzi i z większością znajomych nie potrafię rozmawiać o swoich kłopotach. Psychiatra radził mi ostatnio żebym znalazł sobie dziewczynę, ale paraliżuje mnie niechęć i brak poczucia sensu...
co myślicie o tej sytuacji ?
Nadzieja, Beznadzieja
Avatar użytkownika
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
28 lut 2007, 22:14
Lokalizacja
Kraków

Avatar użytkownika
przez ashley 07 mar 2007, 20:57
Hej! Boisz się ludzi- to musi mieć jakąś przyczynę. Dlaczego tak jest? Czego dokladnie się biosz jak jesteś z ludźmi? Może to wynikać z jakiś przykrych doświadczeń, które pamiętasz albo nie. Po pierwsze msisz wiedzieć z czego ten strach wynika. A Twoja sytuacja nie jest najgorsza :) nie piszesz o innych problemach więc chyba nie masz ich tak dużo. To dobrze bo latwiej z tego wyjdziesz. Dużo osób boi się ludzi- ja też. Wiem z czego to wynika w moim przypadku-ze zlych doświadczeń, z tego, że niepotrzebnie trafilam na chamskich, zazdrosnych ludzi , ale staram się jakoś z tym radzić żebym calkowicie odzyskala spokój i poczucie bezpieczeństwa, pozdrawiam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Avatar użytkownika
przez GRACJA 07 mar 2007, 21:05
Powoli, spokojnie, małymi kroczkami i do przodu. Ten pomysł z dziewczyną nie jest zły. Przyjazna duszyczka może wiele zmienić. Wiem że trudno tak od razu zaufać ale od czegoś trzeba zacząć.Rozejrzyj się dookoła. Napewno są ludzie którzy Ci sprzyjają. Zbliż sie do nich. Więcej odwagi. Trzeba zaryzykować. Przecież Ty też możesz nie jedno dać drugiej osobie. Już zrobiłeś krok do przodu bo odważyłeś się napisac o sobie na forum. Powodzenia.
"Budząc się rano, pomyśl jaki to wspaniały skarb żyć, oddychać i móc się radować."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
462
Dołączył(a)
03 mar 2007, 04:21

przez malaczarna_8 07 mar 2007, 21:51
Nie chce nikogo zniechecac, ale myslalam podobnie, az w koncu kogos poznałam i jestesmy razem, ale nie czuje zebym wygrała los na loterii. On nie rozumie mnie, ja czasem jego. Oczywiscie mam w nim wsparcie, ale jezeli idzie o nerwice nie widze najmniejszej poprawy....
Now I'm lost and I'm screaming for help
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
02 lut 2007, 18:27
Lokalizacja
wawa

Avatar użytkownika
przez piotrus 07 mar 2007, 22:37
dzięki za posty... czuję że dużo straciłem w życiu.. jak patrzą na moich rówieśników pełnych życia zajętych różnymi działaniami to wpadam w zazdrość i smutek. nie chciałbym przespać życia, a mam taką ochotę.
zauważyłem jednak że jak porozmawiałem ze znajomą dziewczyną to mi się lepiej zrobiło. nie mam tylko cholera siły żeby tą relacje popchać bliżej i wolałbym żeby mi wątrobę wypruli niż żebym miał uzewnętrznić emocje że mi się podoba...
zastanawiam się właśnie jak to jest, ludzie żyjący w związkach mogą nie mieć takiego wsparcia.. zawsze wydawało mi się że miłość załatwi wszystko, pokona lęk..
Nadzieja, Beznadzieja
Avatar użytkownika
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
28 lut 2007, 22:14
Lokalizacja
Kraków

przez Pstryk 07 mar 2007, 22:42
Hej. Ironią naszej sytuacji jest paradoks samotności. Sami skazujemy się na coś, czego bez granicznie się obawiamy. Lęk przed samotnością nie pozwala mi funkcjonować na co dzień. Obawa, że nie zostanę zrozumiana przez otoczenie, że nie zostanę zaakceptowana i polubiana paraliżuje mnie w momencie, gdy już znajdę się wśród ludzi. Wtedy zaczynam się źle czuć fizycznie, blednąć, słabnąć, mam problemy z oddychaniem. Wstaję i uciekam. Ot tak. Potem z płaczem wracam do pustych moich czterech ścian i potępiam się za to co zrobiłam. Wyobrażam sobie, że mają teraz ze mnie świetny ubaw, uznali mnie za dziwaczkę i skreślili. Te myśli to tylko przypuszczenia, ale dla mnie brzmią jak wyrok. Ogłoszony moimi ustami: "skazuję siebie na karę dla mnie najbardziej okrutną za to, że nikt mnie nie lubi: samotność".
W chwilach przebłysku rozsądku, jak teraz, zastanawiam się, czy ktoś w ogóle powiedział mi kiedykolwiek, że jestem nienormalna bo wyszłam z pubu? Nie. Ale i tak wszystko to moja wina...
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez GRACJA 08 mar 2007, 12:35
nie widze tu żadnej winy. Zamykamy sie w sobie bo ludzie nas ranią. To co złe trzeba od siebie odrzucić. Trzeba otaczac sie tymi ludźmi którzy nas rozumieja. A napewno tacy sa. Zacznij od jednej osoby a pomału ten krąg sie rozwinie.
"Budząc się rano, pomyśl jaki to wspaniały skarb żyć, oddychać i móc się radować."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
462
Dołączył(a)
03 mar 2007, 04:21

Avatar użytkownika
przez piotrus 08 mar 2007, 20:29
wydaje mi się że zasadniczo to choruje nasz sposób myślenia. zdrowy człowiek czuje się dobrze wśród raniących go ludzi, bo wie że tak naprawdę to oni go nie ranią i jest wolny i może się przebywać z różnymi ludźmi i nie będzie się bał. eh, jakże pragnę takiej wolności, tak jak i wy...
Nadzieja, Beznadzieja
Avatar użytkownika
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
28 lut 2007, 22:14
Lokalizacja
Kraków

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do