Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez Susannah 13 sie 2009, 22:11
Moje życie jest skazane na klęskę od samego początku...
Obecnie doszłam do takiego etapu kiedy kładę się spać i nie mam po co wstawać następnego dnia. Nie mam celu życia, całymi dniami siedzę w domu. Nie mam ochoty wychodzić choć czasem mam przebłyski chęci, ale na chęciach się musi skończyć. Mam problemy zdrowotne ale boję się iść do lekarza, szkoda że jestem sama ze wszystkim bo... zawsze lepiej iść tam z przyjaciółką albo kimś bliskim niż samemu i jeszcze (co możliwe) usłyszeć najgorsze... bo moje objawy nie sugerują niczego dobrego.
No, poza tym nienawidzę siebie. Jestem brzydka i gruba. Nie mam na nic ochoty. Czasem chciałabym pojeździć sobie rowerem albo zacząć jakiś sport ale nie chcę wszystkiego robić sama. Kiedy jestem sama się denerwuję, w towarzystwie jest mi lżej. (Pomijam że towarzystwa nie mam od 6-7 lat) No i problemy ze zdrowiem, których się wstydzę.
Jestem cholernie samotna, kiedy kładę się spać często płaczę,bo nie mogę już tego znieść. (wiem, jestem głupia. generalnie powinnam docenić że żyję itp ale nie będę się pocieszać że "inni mają gorzej".)
Siedzę w domu całymi dniami i dostaję kręćka. Zazdroszczę wszystkim innym, normalnym ludziom.
Którzy żyją, pracują, studiują, mają przyjaciół, rodzinę, faceta,
Ja nawet nie marzę o tym, nigdy nie miałam nikogo choć nie jestem już nastolatką :(
nie łudzę się już, że będę szczęśliwa. Nigdy nie będę. Nikt nawet na mnie nie spojrzy, bo jestem okropna nawet jeśli mogę okazać się inteligentną osobą...
Nienawidzę samotności a jednocześnie wolę ją niż stres i tiki nerwowe. Fobię jaką mam, nie pozwala mi żyć. To wszystko przez ludzi którzy mnie zniszczyli. Nie mogę wyjść z domu żeby nie usłyszeć śmiechów i głupich komentarzy, które są na porządku dziennym. Ignoruję to od wielu lat ale mam dość, powoli mam dość. Ileż można, kiedyś w końcu człowiek chce mieć święty spokój... marzę żeby mieszkać w innym mieście, przynajmniej dość dużym. Na moim zadupiu ludzie mnie zjedli, plotki złośliwe przez nich rozsyłane również...
Jeśli moje objawy są poważną chorobą (te fizyczne, oczywiście) to trudno, dla mnie to będzie ulga, bo nie będę musiała się męczyć. Nikt mi nie umie pomóc. Ile już czasu spędziłam na różnych forach, czatach i nic, nic nic :(
Ile razy próbowałam się zabić, napisałam nawet list pożegnalny.
:| nie ma jednak sposobu który zagwarantuje śmierć albo bycie warzywem nieświadomym.
Zawsze można przeżyć i być np. niepełnosprawnym.

Napiszę tu to co pisałam kiedyś, może ktoś tutaj mógłby mi pomóc?
To co wklejam to po to, żebyście zrozumieli moją sytuację. Może to głupie co pisałam wtedy, pewnie pomyślicie że jestem głupia ale może ktoś mógłby coś poradzić? Choć rady pewnie na nic... ale jeśli ktoś ma ochotę poczytać niech przeczyta. Przepraszam jeśli takie treści nie powinny być pisane.


"Wysłany: Czw 01 Lut, 2007 HELP
Więc moze głupota ze tutaj cos napisze ale bym chciała zeby moze ktos doradzil i spojrzal na to swoim okiem. taka sobie historia.
Mam 17 lat. Nienawidzę siebie, nie jestem ładna czy chuda czy cos. Nienawidzę siebie. Czasem brakuje mi słów zeby to opisac. Po prostu w gimnazjum przezylam 3 lata, które zmieniły mnie. Jak komus opowiedzialam, powiedziano mi ze "uwierzylam tamtym ludziom". Mozliwe, ciagle mi mowili ze jestem gruba, brzydka, do niczego i ze nie zasluguje na nic. ?Na poczatku 1 klasy jakas dziewczyna kazała mi mierzyc parapet zapałka :roll: , ale ja nie chciałam i dostałam w twarz. Nie wiem czemu, ale pozniej pamietam ze moja klasa byla przeciw mnie, no nikt mi nie pomogl czy cos, kilka osob sie smialo a ja stalam jak wmurowana, chcialo mi sie wyc i bałam sie.
W 1 klasie bylo jakos znosnie z tym ze balam sie. Balam sie ludzi. Wiekszosc klasy to zauwazyla albo co, bo 3 lata byly dla mnie męką. No po prostu byłam w tej klasie ale nienawidzilam. Pamietam, ze chcialam zmienic klase ale nauczyciele gówno robili.... Balam sie szkoly, w sumie to idac do szkoly nie mialam po co, a wracajac do domu tez specjalnie nic mnie nie czekało. Siostra zawsze mowila co robie zle, zawsze bylam ta inna, gorsza, gruba, "ty jak zwykle nie umiesz sie ubrac" albo "jestes chora, nienormalna" etc, etc. Mama moja choruje na schizorfenie, tato jest w Anglii ale wiecej ja mu pomagam niz on mi, nawet jak jest. Np. prosty przyklad ostatnio mialam problem z wlamaniem na gg (o czym napisze), to w sumie on mi nie pomogl nic ehh nawet cieplego slowa czy cos... ale w sumie czego ja sie spodziewam, nigdzie nie czuje sie dobrze w domu czy szkole. nie mam nikogo i jestem zdana na siebie i tu wcale nie chce przesadzic... Ale dosc o domu, mysle ze nakreslilam jako taki wstepny zarys. dalej, nienawidze siebie. moze jest w tym troche z tego ze mialam taka klase. balam sie ludzi, wszystkiego. zawsze na korytarzu sie smiali, jakies docinki. w klasie mialam tez przejebane na calej lini, nie bede tego opisywac, ale czulam sie jak w pułapce, bo na lekcjach to jedno a na przerwach to drugie.
Pamietam szczegolnie tez wfy, na ktore nie chcialam chodzic, bo nie moglam sie skupic na grze np czy cos, rece mi drzały, klasa sie smiala i darła sie, wyzywala itp. Pamietam tez ze mielismy angielski w baraku za szkola i ze w zime balam sie wychodzic bo chlopaki z kl nacierali. Ogólnie musze powiedziec ze wlasnie cierpialam najbradziej przez to ze chlopaki nie dawali mi zyc a dziewczyny milczały. :roll: Czasem siedzialam kolo szatni na ławce na przerwach, nie chcialam siedziec pod klasa no i balam sie.Jakos w 1 czy 2 kl. zaczelo sie ciecie. Kiedys, w podstawowce sprobowalam zyletki, bylo to głupotą. Zrobilam to bo zrobila to moja kolezanka a ja chcialam sprobowac. Byly to 2, 3 niewinne kreseczki. Wlasnie w gimnazjum, pod wplywem przezyc siegnelam znow po zyletke, byly to juz glebsze ciecia. Kiedy tylko bylo mi zle-czyli czesto, chwytalam sie zyletki. Nie wiem czy to stalo sie problemem, ale na wakacje po skonczeniu gimn, uderzylo mnie to, ze nie moge bez niej zyc. bez zyletki. Na jakis czas powiedzialam stop, nie chcialam w liceum od poczatku zaczynac to samo.... mialam nadzieje ze bedzie dobrze, nowa szkola, nowi ludzie. Tak myslalam. Planowalam ze poznam wszystkich i moze uda im sie mnie polubic chociaz troche. Nie wiem, wyszlo jakos dziwnie.
Poszlam do szkoly w innym miescie, znam 2 osoby ode mnie z miasta. 1 dzien- rozpoczecie. Przytloczylo mnie wszystko, ta ilosc nieznanych osob, etc. Nie widzialam klasy, tzn twarze sie przewijały ale ja czulam sie co najmniej głupio. Ale nic to.... skonczylo sie i byl nastepny dzien, 2 wfy na poczatek, w innej szkole bo ta szkola do ktorej chodze nie ma hali czy cos.No i szlam z Ewką na ta hale, weszlysmy i ona nagle wyszla. Pamietam, ze wydawalo mi sie ze pomylilysmy sie czy co... ale nie, EwkA powiedziala mi, ze sie zdenerwowala. Nic strasznego, weszłysmy jakos do szatni drugi raz. I tak sie potoczylo... w sumie bylo ok. nikt mi nie dokuczal, etc. Tyle ze Ewka znalazła sobie znajome, a mi one nie przypadly do gustu. Jedna ciagle mi przygadywala, uwazala sie za niewiadomo kogo. Mniejsza o to. Czulam sie jak bezbarwna, niewidoczna, bo siedzialam sama na przerwach, czulam sie głupio. znów. nie wiem.. eh. głupio zrobilam tez ze szukalam osob z klasy na gg. do kilku osob wlasnie zagadalam, skutki byly rozne. pamietam ze zle zrobilam ze komus sie zwierzylam. Nadal mialam problem z cieciem. Bylam chyba w dolku, chcialam skonczyc z zyciem. Pisalam o tym jednej osobie z klasy, ale poleciala z tym do wychowawcy i zle sie dla mnie skonczylo. A ja nadal sie czulam przezroczystą. Pisałam bloga i raz mialam adres w opisie gg 9głupie nieprawda? ;/ ja ogolnie jestem głupia) i chyba ktos z klasy podal go dalej, w kazdym razie czytala go osoba w klasie ktora sie ciela... pozniej ona jakos wziela ode mnie gg i mialam jej bloga. przypadkiem. Pamietam ze czytalam go, ale nie skojarzylam go z nią... Jedna rzecz mi sie rzucila na zdjaciach jej sznyt w oczy- jeden drobiazg... ale nadal nie skojarzylam kto jest autorem bloga. Kiedy mi pewna osoba powiedziala, nie moglam uwierzyc. Ciezko uwierzyc ze ktos sie tnie skoro jest taka pewna siebie i zadowolona, towarzyska osoba...Nie wiem, nie rozumialam tego. Ale to jeszcze nic, nie wiedzialam ze ona czytala mojego bloga. Napisalam do niej anonimowo, adres e-mailowy byl na jej blogu... (zagmatwane troszke, przepraszam ze nieskladnie piszę) no i zaczelo sie... tutaj moze dam te jej odpowiedzi zeby ktos lepiej zrozumial czy cos....

MAIL 1:
"Wprost przeciwnie ciesze się że piszesz...

Jeśli chcesz rozmawiac ze mna w spobób sensowny to nie mam nic przeciwko temu abyśmy mailowały...wydaje mi się że znam ten adres email czy pisałaś już kiedys do mnie?? "

MAIL 2:
"Mylisz się mówiąc że nie zauważam osób które mają podobne przeżycia do mnie... w mojej szkole jest wiele takich osób w klasie z reszta też ktoś jest taki... i ja o tym wiem... one też to wiedzą... np. mój nauczyciel od histori... na rękach ma mnóstwo sznyt... i chyba tylko ja z klasy to zauważyłam... Ja widze to... bo osoba która się samookalecza ma inny sposób bycia... w inny sposób parzy na ludzi inaczej chodzi, trzyma ręce czy siada na ławce.... i ja to wszystko zauważam.. choć tego po mnie nie widać... bo potrafie idealnie stopić się z otoczeniam...

Co do zaprzestania okaleczaniu się może i masz racje poniekąd z tego wyszłam... pobyt w szpitalu i u psychiatrów troche dał... tyle że nadal myśle o zyletce... ale wprowadzam sobie indywidualną terapie... i już wiele osób pyta o to bo nie każdy nosi na ręku gumki recepturki tylko po to żeby sobie nimi strzelać po rękach...



Kiedyś mówiłam tak samo jak ty... nałóg-żyletka... miłość-żyletka... teraz troche się pozmieniało bo ja się zmieniłam... nie tylko fizycznie ale i psychicznie... złamałam bariere która nie pozwałała mi poznawać nowych ludzi.. i teraz wiem że moge wszystko... ale jedno co pozostało po mojej samotności to umiejetność świetnej obrony siebie... tzw. sukowatość... bo jeśli mnie znasz i widziałaś mnie w kilku sytuacjach to sama możesz przyznac że jestem sukowata i niech mi tylko ktoś coś zrboi... ale nie o tym chciałam....

Ja z reguły jestem zamknietą osobą... nikt z klasy tak na prawde nie zna mnie taką jaką jestem... bo na nikogo się nie otworzyłam... mam jedną przyjaciółkę która nie chodzi ze mna do szkoły... i tylko ona wie do końca co ja przezyłam... to że podpalałam się papierosami, że skóre na nogach musieli mi zszywać na pogotowiu... że wyrywałam sobie włosy i robiłam po 7 kolczyków w uchu na raz... ale za to że w stosunku do niej niczego nie ukrywam ona tez jest otwarta... musisz po prostu komus zaufac i dac sie poznać... i miec troche tej sukowatości żeby obronić się przed tymi ludźmi którzy próbują cię wkurwić... radze ci wziąść się za siebie bo zyletka nie daje upragnionych efektów chociaz sama dobrze wiem że trudno zapomniec.. ja zaczęłam dużo palić... i to mi dało swego rodzaju siłe... bo zamiast w chwili zestresowania sie pociąć szłam na spacer albo pobiegac i po drodze wypaliłam paczke fajek.. ale oczywiście sa i konsekwencje.. ale je pewnie znasz...;D



Pozdrawiam Paula



p.s możesz mi przesłać adres tego bloga..."

MAIL 3:( I OSTATNI)
"Wiesz miałam tak samo jak ty... ale uwierz mi zmiana szkoły nic ci nie da... a jeszcze bardziej jebnie cię to ze ludzi cię nie zaakceptują... poniewąż dojdziesz do jako tako zgranej i znającej się klasy jakoosoba nowa... a jeśli masz problemy z nawiązaniem znajomości... to będzie ci trudniej niż jest teraz. Aha a co do nauczyciela historii to on ma na ręku sznyty... i to całkiem duże... zauważ kiedyś jak będzie miał bluzkę na krótki rękach lub jeśli zawinie rękawy... bardzo dobrze to widać przynajmniej dla mnie...



Szpital-to wcale nie jest dobre rozwiązanie.. faszerują cię lakami uspokajającymi nawet wtedy kiedy jesteś zajebiście spokojna.. wmawiają że jesteś ***** i patrzą na twoje prawie nagie ciało 2 razy na dzień czy czasami nie zrobiłaś sobie jakiejść krzywdy... nawet małe zadrapanie jest karane... w moim przypadku było karane tym że leżałam non stop przez 2 dni w łóżku w towarzystwie pani pielęgniarki...nic fajnego... a terapia którą mi wprowadził zajebiście "miły" lekarz pedofil polegała na tym że musisłam sama zabić 3 myszki... ***** myślałam że nie przeżyje...!! NAjgorszy okres w moim życiu jeszcze gorszy niż samo cięcie się... jak wróciłam do domu to ze szczęścia... pocięłam się... ;/ ale teraz dalej..



Aha a pobytu u psychiatry też ci nie życzę.. bo każdy psychiatra powie to samo... "pobyt w szpitalu na... [...] tygodnie" w zależności od tego jak długo się tniesz i co nienormalnego jeszcze robisz... u mnie to była dłuuuuuuga lista... także ja swoje wysiedziałam...;/



A właśnie z tym napisem to lepiej nie rozdrapuj rany... jak ostatnio rozdrapywałam rane na nodze to póxniej mi się zakarzenie wjebało.. nie było fajnie.. ;/



A właśnie a do tego wszystkiego co się dzieje musisz się na razie przyzwyczaić.... bo jeśli się nie przyzwyczaisz co przerwe bedziesz latała do kibla i napierdalała się po rękach albo nogach.. ja robiłam tak samo... dopóki na wszystkim przestało mi zależeć.. i teraz jakoś to jest.... dopóki ktoś ze mną jest.. to jeszcze idzie ze mną wytzymać.. ale jak poczuję sie samotna to szkoda gadać...;/..."

to byly te maile.. jak sie dowiedzialam ze ona wie... ze wszyscy wiedza... nie moglam sie zebrac do kupy.... po pierwsze nie moglam uwierzyc ze ona i inni wiedza a nikt nie POMOGŁ. głupie, ale myslalam ze ja na ich miejscu bym chciala pomoc. to samo bylo z ta osoba ktora wypaplala wychowawczyni ze chcę sie zabic...
no ale niewazne. po prostu nie moglam uwierzyc w obojetnosc... pozniej ta dziewczyna napisala mi zebym zmienila adres, zmienilam, z haslem, haslo dalam jej-wiem ze to byl blad, ale o tym dalej. Zaluje tego. i wszystkiego. pisalam na blogu duzo. zainteresowanych odsylam na bloga.... tego na www.blog.pl . I komentarze. Raz przeczytalam cos co mnie bardzo zabolało. tresc:
"Paula;/ | |
2006-12-21 19:53:07 | 84.205.24.116
Wiesz co zaczyna mnie wkurzac twoje podejscie do zycia.. grasz upadajacego "fallen angel" i myslisz ze nikt cie nie rozumie i nie kocha a ty sama nie dajesz sie poznac stoisz z boku i czekasz boczac sie az ktos cie zaprosi do grona rozmawiajacych!! nie jestes pepkiem swiata żeby na ciebie czekac!! Po cholere chodzisz i opowiadasz ze sie tniesz i ze zmieniasz orientacje!! myślisz że cię ktoś w ten sposób polubi albo będzie ciebie załował.. gówno prawda.. przestaną zwracać na ciebie uwage bo po co im spekulantka!! Zacznij w końcu traktować siebie jakl kogoś normalnego a nie jak osobe która ma coś z głowa tak ci imponuja spzitale!! co ty ***** o nich wiesz!! Co ty w ogóle wiesz o cierpieniu!! Chyba tylko to że matka na ciebie uwagi nie zwraca!! ***** ale mi to pech!! Weź się w końcu dziewczyno za siebie i przestań wymyslac niestworzone żeczy!! Zyczy ci tego druga strona dobrego rozsądku!! ***** z poważaniem - Paula"
nie wiem czemu mnie to boli, moze nie powinno.... nie wiem ale pamietam ze czulam sie jak smiec.. choc czuje sie tak i teraz, piszac ten post, bo i tak mi nic to nie da.... no ale dalej... pozniej bylo tylko gorzej... zakochalam sie w kims... ale byla to dziewczyna... pamietam ze po jakims czasie nie pisałam z Paula. Wczesniej mialam nawet ok kontakt, sprzed jej komentarza na moim blogu...Nauczyła mnia palic jak chcialam a pozniej pamietam ze ja o cos poprosilam... a ona powiedziala ze nie ma jak itp ze nie bedzie jej wtedy bo idzie na wf.... ale ja bylam na gg na niewidoku i widzialam ze byla w domu a nie w szkole... od tamtej pory sie nie odzywalam do niej, nie mialam specjalnej okazji czy potrzeby... pozniej jednak nie wiem czemu chyba ona myslala ze sie w niej zakochalam... miala opis "odwal sie kobieto ode mnie. jestem normalna!!" nie wiem czemu bolało ja to odbierala to jako nienormalnosc... poza tym pozniej bylo tylko gorzej. wlamala mi sie na gadu... na swoim koncie miala opis "zemsta" (za co?? :/) no i mi dawala takie opisy" jestem *****", "daje dupy za darmo, kto chce sie pobzykac?", "polsilver-kocham ten typ" i " polsilver jest najlepszy- wchodzi w zyly jak noz w maslo"... no i u siebie miala opis "hahaha" wiec w moim odczuciu zrobila to tak ze rozwiazywala swoje problemy moim kosztem... moze sie myle... to tylko moej odczucie. po prostu chciala zeby wszyscy mysleli ze to ja a ze ona sie ze mnie smieje.... pozniej bylo gorzej, w szkole... raz miala opis zaraz po tym : " jutro akcja: zyletka dla Koali. wpisy u mnie". powiem, ze poczulam sie jakbym na serio oberwała... po prostu mialam dosc i ryczalam pare dni choc udawalam ze jest ok... mialam dosc bo juz mnie nie wkurwiały jakies przeziska, po prostu mnie bolało ze ludzie mnie nie akceptuja...latała z jakims zaszytem do ludzi ale mnie juz to waliło.... tyle ze pamietam, to byl tydzien przed feriami, teraz mam ferie i czekalam na nie jak na ulge... zdołowalo mnie wszystko i zaskoczyl mnie fakt ze wiekszosc jest po jej stronie mimo ze pisalam ludziom ze mialam wlam, ze to nie ja, etc.
Zaskoczylo mnie ze sa jej slepo oddani, nic nie kumaja a robia halas i szum wokól czyjejs tragedii. wokol mojego ciecia i jej smiechu, jej szykan.
tyle.
koncze, bo nie wiem czy jest tu cos do dodania.
bylam kiedys u psychologa ale nic. powiedzial ze moge dostac skierowanie so szpitala. powiedzialam "nie", a psycholog po jakims czasie: "nie umiem ci pomoc"...wlasnie. nikt nie umie."



Jakiś czas temu miałam wyjątkowo paskudnego doła (a może po prostu czara goryczy się przelała?) i zamieściłam coś takiego z tym że źle się to dla mnie skończyło więc wytnę fragmenty które są niepożądane.


"Bo to wcale tak nie jest, ze nie chce w ogole zyc. Bardzo chce zyc ale nie istniec lecz zyc pelnia zycia.

Zyc pelnia zycia to dla mnie miec szczescie w zyciu opercie w kims, kto pomoze i nie pozwala sie poddawac.

Ja chce zyc ale nie tak jak teraz.. nie jak dotychczas, bo teraz czuje tylko wielki smutek zal i przepasc uczuciowa. Czuje sie wyzuta ze wszystkiego i nic mnie nie cieszy.

Nienawidze i siebie, i ludzi. siebie za to ze jestem jaka jestem: nie potrafie sie nigdzie odnalezc, nie pasuje nigdzie, wszedzie jestem wykorzystywana, olewana, moze to kwestia braku smialosci, wewnetrznej i zewnwtrznej odwagi. nie wiem.

nikt nie potrafi mnie zrozumiec choc wiele razy probowalam nawiazac kontakt, porozmawiac o tym,co boli. Jednak kazdy odwracał sie mowiac ze albo wymyslam problemy albo ze musze cos robic z tym i owym. Ja jednak nie wiedzialam co mam robic, nikt mi nie pokazal wlasciwej drogi a i ja gubilam sie nie wiedzac zupelnie co począc w danej sytuacji.

Nienawidze siebie bo jestem okropna. (...). Nie wiem kim jestem, nie moge nic zdzialac, nie moge spelniac zadnych marzen, czuje sie smieciem, pusta zabawka złosliwego losu, niepodlegajaca zadnemu prawu radosci czy szczescia.

Moge powiedziec ze doznałąm w zyciu wiele zła, poznalam wiele roznego rodzaju cierpien, nie powiem ze nigdy sie nie cieszyłam ale owo cieszenie sie jest niewspolmierne do tego co mnie spotkalo, jakby to ujac: za malo szczescia a za duzo rozpaczy, smutek i zło przycmilo te male blaski radosci.

Nie czuje sie dobrze chodzac do szkoly, poniewaz mam tylko jedna osobe z ktora sobie rozmawiam, a i ona jakos zaczela sie oddalac ode mnie widzac moje wieczne zgryzoty... a ja bylam gryziona przez wszystko, moja dusza po prostu cierpiala w ciszy i samotnosci, nie czulam zadnego zwiazku miedzy mna a tymi ludzmi w szkole, nie czulam zadnego zainteresowania wobec mnie z ich strony.

Czulam sie tam zle ciagle chodzac w starych rzeczach, nie mogac zaplacic pieniedzy na jakas zbiorke, nie mogac jechac na wycieczke. Nie mogac isc na studniowke z powodu ze jestem okropna cielesnie no i z powodu tego ze nie mam pieniedzy na owo studniowke, nie wspominajac ze nigdy w zyciu nie tanczylam dzieki wam kochani rodzice. Bo dla was to było złe.. (...)

Czulam sie tez zle z naucyzcielami, gryziona wszystkim a oni dokopywali ejszcze bardziej czesto po prostu nie chcialo mi sie juz uczyc ale nie moglam powiedziec "nie nauczylam sie czy nie zrobilam tego(...)
Czulam sie zle z wychowawca bo wiedzialam ze wg niej jestem inna, jestem czubkiem,gorsza, choc uczylam sie dobrze... i moze to tez by lproblem?

czulam sie zle bo czesto brakowało mi czasu czułam sie debilnie cholernie gowniano przez to ze nie moglam miec szkoly w tym samym miescie bo nie czulabym sie tam bezpiecznie z pwoodu przejsc z gimnazjum(...)

Czulam sie zle rowniez bo bardzo chcialam dorabiac troche grosza, nie mialam nic ostatnio po prostu mnei to przygniotlo. kiedy jeszcze tata mial prace moglamjakos zyc, dobra moze po czesci zakup czegos nowego rekompensował cierpienie depresowiczki ale jednak.. to zawsze dawalo zyc jakos, nie bylo tak zle kiedy mozna bylo miec to,co mieli inni ludzie, tego co kupywal kazdy, picia w sklepiku czy nowej kurtki na zime.

Chcialam miec prace (...) nie wstydzic sie ze nie zaplacilam za cos tam, no i czasem jak kazdy mlody czlowiek wyjsc gdzies pobawic sie, to chyba jest normalne?

Zle sie czulam tez w domu, gdzie ciagle klotnie doprowadzały mnie do szału, to ze kady krzyczał nie rozumial nic, tego co przezywam, ze nie moglam pogadac z matka jak corka z matka, to ze smieszylo ja wszystko wiem nie jej wina ze jest chora, ale mam zal mam zal ze nie leczyla sie, ze nie mialam dziecinstwa, dojrzewania, ze nie mialam problemow jak kazdy nastolatek latwych blahych, ze nie radzilam sobie.

Mam zal ze kiedy jeszcze bylam mlodsza a w rodzinie jakos "zdrowo" to i tak przezywałam katusze widzac jak" religia " (czy raczej sekta?) niszczy wszystko, niszczy radosc mlodej sooby, jej zycie, marzenia dzieciece. Widzialam jak to dziala, czulam sie zle ze nawet jakas niewinna potancowka to byl smiertelny grzech, ze zalozenie czegos innego niz spodnicy to grzech, czulam sie beznadziejnie, rozmawiajac pod klatka z kims czulam cenzure, tak wszechobecna ze musialam sie obawiac domofonu,m ze ktos podsluchuje co mowie wiec unikalam kontaktu, balam sie.

Balam sie i pozniej, kiedy nieznane mi dotad zycie schizofrenika zaczynalo wlazic na glowe... balam sie krzykow szeptow, balam sie tego co sie dzieje w domu, balam sie pewna sytuacja utkwila mi w glowie kiedy ropdzice omal sie nie pobili patelniami itp kiedy sie balam o wszystko, kiedy oni chcieli sie bic...

nie znalam poczucia bezpieczenstwa, wsparcia ciepla.

(...)W rodzinie nie bylo nic dla mnie milego, podobnie jak w szkole..

Co do przyjazni to zadnych nie mialam, znalam kilka osob ale ja mialam inne zycie niz oni, jakos tematu nie mozna bylo znalezc keidy oni przezywali co innego ja co iengo i kolo sie zamykalo, bledne kolo.

oni nie rozumieli smutku, przygnebienia byc moze kazdy patrzy na to z inenj strony, byc moze mialam depresje to prawda ale co z tego skoro sama odwagi pojscia znalezienia lekarza nie mialam , co gorsza w malej miescinie nie bylo lekarza, a na bilet nie mialam pieniedzy.

Ale chyba nikt nie zauwazył niczego podejrzanego w moim zachowaniu, tez mysle ze cierpienie jest w srodku, niewidoczne a ja sama przezywałam wewnetrzne zalamanie, lzy i ból, ktory czesto zagłuszałam okaleczaniem sie, nie wiecie naprawde jaki to bol targa taka dusza, dusza potencjalnego samobojcy. nikt kto tego nie przezyl nie wie jakie to katusze, jakie rany.

To straszne ze nikt nie wie co sie dzieje w glowei takiej osoby. ja bylam z tym sama, czulam ze ze wszystkim ejstem sama. byla taka sytuacja ze balam sie wyjsc nawet na szczepienie do lekarza, balam sie potwornie ludzi nie wiem, czemu, ale nitk nie chcial poswiecic mi czasu, nikt nie chcial zrezygnowac z randki jakiejs czy spotkania, nie chcieliscie ze mna tak pojsc, porozmawiac, zrozumiec. nikt nie chcial miec czasu, bo przeciez ejstem juz duza dziewczynka i sama sobie poradze z zyciem, a choolera z tym ze go nie znam ale poradze sobie...

Tak naprawde nie znalam zycia, bylo mi tak obce pewnie przez to czulam sie tak od niego oderwana. nikt nie pokusil sie aby wychowac mnie tak jak kazdego czlowieka sie wychowac powinno i to wlasnie czyni religia zacofana, tak czynia sekty, tak czyia ugrupowania zabierajace zycie i wolnosc w imie nakazow chorych czesto i nielogicznych niemajacych w ogole nic cholera nic wspolengo z prawdziwa religia czy tez zasadami religijnymi... podporzadkowanie sie chorym zasadom nie daje nic, bo dobro powinnismy jako ludzie czynic (...)

przeciez wazne sa nasze czyny a nie to, jak sie ubieramy czy lubimy bizuterie, czy tez malowane oczy, czy ogladamy wiadomosci, czy sluchamy radia, czy tanczymy czy gramy na gitarze, mysle ze zabranianie tego czlowiekowi i tlumaczenie wiara jest chore, jest chorym sekciarstwem i powinno sie ostrzegac przed tym ludzi...

jelsi chodzi o ludzi balam sie ich poniewaz doznalam wiele krzywd z ich strony, takze bili mnie w szkole, czestonie wytrzymywalam psychicznie z powodu przemocy psychicznej co najsmieszniejsze mowiac o tym nauczycielom pedagogom, oni nic nie dzialali ja sama przechodzilam ten dramat nie mogac nic zrobic jak pokonac 3/4 klasy czy skzole? nie da sie.. a bo bylam inna dlatego to przechodzilam a innosc wiazala sie z domem miedzy innymi z moim pojmowaniem otoczenia zycia rzeczywistosci, takze wszystkie czynniki wizaly sie ze soba(...)"




I proszę żebyście nie ocenili mnie źle przez pryzmat tego co kiedyś pisałam bo to było jakiś czas temu choć wiele rzeczy pozostało takich samych... :(
Jeśli ktoś chciałby pomóc bo miał podobną sytuację ale wyszedł to niech napisze coś w tym temacie. Będę wdzięczna za to.
I przepraszam jeśli taki temat nie pasuje to skasuję go.

Suse.
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
13 sie 2009, 21:17

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

Avatar użytkownika
przez agusiaww 14 sie 2009, 16:25
A nie mozesz sie wyprowadzic do duzego miasta? poza tym zabierz sie za siebie, schudnij zacznij realizowac swoje zamierzenia, uprawiaj sporty, samemu tez jest fajnie :) Zacznij cos robic, dzialac, a nie tylko tkwisz w domu.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez Susannah 14 sie 2009, 18:50
agusiaww napisał(a):A nie mozesz sie wyprowadzic do duzego miasta? poza tym zabierz sie za siebie, schudnij zacznij realizowac swoje zamierzenia, uprawiaj sporty, samemu tez jest fajnie :) Zacznij cos robic, dzialac, a nie tylko tkwisz w domu.


Zrobiłabym to, gdybym miała pracę i jakieś pieniądze. Chociażby najniższe.
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
13 sie 2009, 21:17

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez wędrówka 14 sie 2009, 22:22
a co lubisz robić?
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
13 kwi 2007, 21:04
Lokalizacja
z daleka

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez Susannah 14 sie 2009, 22:47
Hm, powiem że zabiłaś mnie tym pytaniem ;)
Generalnie ciągle mam obniżony nastrój + myśli samobójcze.
Mało wiem, co lubię. Chyba straciłam chęć do wszystkiego.
Czasem czytam książki, oglądam filmy, odwiedzam ciekawe strony w internecie. To chyba wszystko. Wiem, cienko. Jestem taka nudna.
czasem czuję tęsknotę za aktywnym życiem. Za nowościami, brakiem nudy. Ale to tylko mrzonki. Marzę o podróżach, ale to się na razie nie spełni przynajmniej nie w ciągu najbliższych 5-10 lat.
Nie wiem, czym interesują się inni.
Domyślam się, że widują się z przyjaciółmi i to pochłania też w jakiś sposób część ich życia... no i mają facetów. Ja o tym ni marzę bo to nie moja liga nawet. :-|
Tak, tak, jestem skazana na upierdliwą samotność w małomiasteczkowym więzieniu. (to miejsce, gdzie każdy jest niemal identyczny i wszelka inność jest 'be')
Jedyny facet, jaki zwrócił na mnie uwagę, to dresiarz po %.
Uwielbiam to cholerne 'życie' :(
:lol:
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
13 sie 2009, 21:17

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez verdemia 14 sie 2009, 23:33
ale faktycznie nie mozna siedziec w domu i narzekać. Spróbuj cos zrobić mimo, że przyzwyczailaś sie do siedzenia w domu i cięzko jest zacząć. Na początek szukaj pracy. Uwierz w to, że da sie znleźć. W sumie nie ważne co aby było. A potem pojdzie dalej. Może się wyprowadzisz? Moze wyjdziesz z domu? Zapiszesz sie na jakiś fajny kurs? Poznasz ludzi? Działaj! Jak ty nie zadzialasz to nikt za ciebie tego nie zrobi.
verdemia
Offline

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez Susannah 15 sie 2009, 01:17
No tak masz 100 % racji
najgorzej jednak jest wyjść.
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
13 sie 2009, 21:17

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez mikirurka 15 sie 2009, 23:06
hej,
jestem tu nowa i az mi lzy poplynely z ulgi, ze nie jestem sama, ze nie jestem wariatka, ze ktos inny jeszcze czuje to samo co czuje ja.
mam inne powody, napisze o nich szerzej troche potem. na chwile obecna chcialabym ci powiedziec: susannah, nie jestes sama! i nie jest to tylko kwestia malego miasteczka, braku pieniedzy itp. ja jestem ladna, nie jestem gruba i mam fajna prace a nawet dwie. i wiesz co, wyc mi sie chce z rozpaczy.
dzis wieczor mialam pojsc z kumplem do kina na fajny film. stchorzylam, poplynely lzy, ucieklam do domu. jest ze mna / mi zle.
pozdrawiam cie cieplo,
m
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
15 sie 2009, 22:51

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez Stokrotka70 16 sie 2009, 11:31
Witaj Suse,
Bardzo przejęłam się twoją historią. Depresja i poczucie beznadziejności to nie tylko twój problem...
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
03 sie 2009, 10:30

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez Susannah 16 sie 2009, 16:41
A jak sobie z tym radzisz, stokrotko?
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
13 sie 2009, 21:17

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez verdemia 16 sie 2009, 18:17
mikirurka powiem ci ze to jest w tym wszystkim najgorsze. Nawet jak mamy względnie porządne życie, niby wszystko świetnie pięknie, praca, dom, facet, znajomi to i tak przyplątuje się jakieś chorobsko z ktorym nic nie jest już takie jak powinno być.
verdemia
Offline

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez Susannah 16 sie 2009, 23:55
Byłam już.
Offline
Posty
66
Dołączył(a)
13 sie 2009, 21:17

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez Malina999 26 paź 2009, 00:27
Witaj ;) Buszując po necie znalazłam Twój post i tę świetną stronę. Zawsze byłam sama z tym problem czytając to co napisałaś prawie się utożsamiłam tyle podobnych przeżyć. Ostatnio gdy zagadała do mnie pani psycholog prawie jej się wygadałam co mnie dręczy gdy zobaczyłam mnie samą na korytarzu. Wiem, że ciężko się pozbierać wszyscy wokoło dają dobre rady a nic nie rozumieją. Ja wiem na czym polega mój problem póki nie skoryguję mojej wady zawsze tak będzie smutno i samotnie.Ale zanim ja to zrobię to chyba umrę ale co tam mam czas wiem, że warto. Też się chciałam zabić ale za bardzo się boję...szkoda Myślę ze u Ciebie tym problem jest tylko nadwaga i środowisko rodziny.Schudnąć możesz sama i za darmo z rodziną nie musisz się zgadzać. Wiem,że ciężko o prace znaczy ja mam 17lat i na razie nie muszę pracować ale pomagałam innym w tej sprawie. Byle jakie sprzątanie czy pomoc kuchenna i da się zarobić na podstawowe potrzeby.Ale co z tym wyjściem i narażeniem się na kompromitacje i kpiny. Ja już się trochę uodporniłam robię kamienna minę i jakoś to jest chodź nie słyszę komentarzy za często lecz te złe spojrzenia a to również boli.Pomyśl co zyskasz takim zachowaniem a co jak dalej będziesz zamykać się w domu. Gdy patrzą i się śmieją patrz na nich pewnym siebie wzrokiem tak żeby zrozumieli, że to co robią jest żałosne... Co do przyjaciół ciężko będzie, ale pomyśl może w pracy kogoś poznasz to bardzo dobre miejsce na poznanie nowych ludzi. Tylko nie mów im od razu wszystkiego o sobie. Spróbuj czy, aż tak wiele masz do stracenia? myślę ze nie ;) Pozdrawiam Cię i trzymam kciuki zrób to dla siebie a potem dla innych zainwestuj warto
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
25 paź 2009, 23:16

Re: Kiedy życie staje się egzystowaniem z dnia na dzień

przez ERNESTO 28 paź 2009, 17:23
od 13 lat wcinam leki i udaje że żyję. Coraz mniej kontaktów z ludźmi coraz mniej sił na cokolwiek, nie pracuje nie funkcjonuje, zdycham. Pewnie i tak skończę samobujem, ale narazie wszystko mi jedno, jestem już inny niż normalni ludzie i nigdy chyba nie będę tak silni jak oni, to piekło, inny świat. Nie nadaję się do niczego, brak sił nawet na zrobienie zakupów, a co dopiero na prace czy związki ect. Może niektórzy nie powinni sie urodzić - to znaczy ja. Widzę i czytam ze wielu ma problemy, ale mi to nie pomaga, chyba nie mam szans na ułożenie sobie życia, lata lecą a ja na dnie. Po co to piszę? nie wiem, możne żeby w ostatnim roku życia powiedzieć że też cierpię.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
28 paź 2009, 16:42

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do