Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Mightman 15 lis 2012, 13:16
^^ Kto to?
Offline
Posty
734
Dołączył(a)
20 lis 2011, 18:12

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez monk.2000 15 lis 2012, 13:19
Powiedzmy, że ktoś niestabilny w emocjach, kto postanowił sprawdzić talent wokalny.

-- 23 gru 2012, 19:54 --

Nie wiem czy to moja wina, że wątek zamarł :)
Zapraszam do pisania, może ja do końca jeszcze nie wyzdrowiałem. Ale na pewno są tu ludzie którym się to udało. :!:
Awatar to skarb Atlantydy: starożytny Scion.

:( F.20
:smile: Solian 600mg
8) Akineton
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8369
Dołączył(a)
26 lis 2011, 14:49
Lokalizacja
mój pokój

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Paulina377 21 lut 2013, 11:18
Witajcie!

Piszę tutaj po to, żeby poprzez moje doświadczenie dać nadzieję wszystkim, którzy znajdują się w totalnym bezsensie, którym brakuje wiary w to, że to co złe kiedyś minie. Naprawdę da się pokonać depresję! Wszystko zależy od Ciebie, bo to, czego potrzebujesz jest w Tobie, niezależnie od tego w jak ogromnej beznadziei się znajdujesz.

Moje życie do tej pory było niewyraźne, gubiłam się we wszystkim, czułam wszechogarniający chaos i bałagan. Czułam juz dawno temu, że coś jest ze mną nie w porządku, chodziłam do psychologa w tajemnicy przed rodziną, otoczeniem, - nie chciałam się z nikim dzielić tym, że coś mi jest, chciałam być silna na wierzchu mimo wszystko.
W listopadzie zeszłego roku nie wytrzymałam. Już nie miałam siły dalej trzymać tej maski, już się nie dało. Nie byłam przecież w stanie ukryć tego, że tygodniami nie mogę wstać z łóżka, nie śpię, nie jem, nie myję się, nie przebieram; nie mówiąc już o wychodzeniu gdziekolwiek. Zawaliłam przez to studia, co było bolesne, bo zaczęłam się uczyć na wymarzonym kierunku.
I kiedy właśnie dotknęłam takiego totalnego dna - zaczęłam się baaardzo powoli odbijać. Rodzina i przyjaciele okazywali wsparcie. Zdałam sobie sprawę, że błędem było chowanie się przed nimi. To właśnie oni ostatecznie zaczęli mi przychodzić z pomocą, - sama nie dałam rady.
Zaczęłam chodzić do specjalistów, brać lekarstwa. Podjęłam decyzję o odłożeniu studiów i wszystkich innych obowiązków ( byłam drużynową harcerek, śpiewałam w zespole..) i zanim moja choroba wyszła na dobre robiłam mnóstwo rzeczy, które wtedy w listopadzie zdecydowałam się zostawić po to, żeby budować siebie na nowo. I tak nie było wtedy mowy o robieniu czegokolwiek, - uzdrowienie nie przyszło z dnia na dzień. Nawet nie miałam fizycznych sił do robienia czegokolwiek, moja waga spadła do 43kg przy wzroście 165, w nocy nie miałam siły nawet przewrócić się z boku na bok.
Z czasem przybierałam na wadze dzieki lekom, które wspomagały apetyt, chodziłam nadal do psychologa i psychiatry. Powoli zaczęłam się interesować tym, co się dzieje dookoła. Długo nie było mowy, żeby wrócić do wcześniejszych zajęć, ale i na to przyszła pora. Wróciłam do drużyny, znowu śpiewam w zespole, od października znowu zacznę studia i teraz czuję, że zupełnie inaczej do tego wszystkiego podchodzę. Kiedyś żyłam bez życia. Nie potrafiłam się cieszyć z niczego. Teraz jestem szczęśliwa, - to wszystko ma głębszy wymiar, wszystko co robie ma sens. Jeszcze wciąż troche mi brakuje, ale dzięki temu, że postanowiłam zostawić kompletnie wszystko i zająć się sobą, zacząć od zera, teraz zaczynam życie, którego zawsze pragnęłam, a które było poza moim zasięgiem.

Nie bójcie się wzywać pomocy! Nie bójcie się w momencie kiedy nie ma na nic siły odpuścić! Wrzucić na luz, zostawić wszystko. Wiem, że to nie jest proste. Moja drużyna została bez wodza, a była to słaba drużyna, która była nominowana do wymarcia. Byłam pewna, że przez moją nieobecność się rozsypie. Ale tak się nie stało. Dziewczyny super sobie poradziły i to jeszcze bardziej nas wzmocniło jako jednostkę.
Nie ma sensu ciągnąć nijakiego życia, szkoda na to czasu! Lepiej dać sobie rok na wzięcie oddechu (jeśli jest potrzeba to więcej), by potem powoli, naturalnie wszystko tworzyło się od nowa.
Miejcie wiarę w to, że wszystko się ułoży. Wiem, że kiedy się choruje, to wydaje się, że już nic nie będzie lepiej, ja przecież miałam to samo. Ale potraktujcie moje słowa jako wyznanie osoby, która była na dnie, a teraz żyje, jest szczęśliwa i ma się dobrze.

Trzymam za Was mocno kciuki i wierzę, że każdemu z Was (jeśli ktoś to czyta) uda się opuścić bezsens i zacząć wspoaniałe życie, bop każdy na to zasługuje :)

Pozdrawiam Was gorąco i służę pomocą oraz świadectwem
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
21 lut 2013, 10:50

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez pwmo 21 lut 2013, 19:32
Dobrze się tak pisze i robi , gdy się nie pracuje i nie jest się jedynym żywicielem rodziny, ja na przykład nie mogę rzucić swojej pracy na rok, to spowodowałoby że nigdy już nie mógłbym do niej wrócić a od 20 lat robiłem wszystko, żeby być kim jestem i kiedy już jestem dopadła mnie ta k...a!
Co Wy na to, jak sobie poradzić z tym fantem?
Jeżeli pójdę do psychologa lub psychiatry jest po mnie na terenie zawodowym, niby tajemnica lekarska itp ale w dzisiejszych czasach takie rzeczy dawno odeszły do lamusa!

Ani psycholog ani psychiatra u mnie nie wchodzą w grę, czy ktoś da mi jakieś sugestie, próbuję sobie z tym jakoś radzić ale nie do końca wychodzi, baniak mnie nap....a codziennie raz mniej raz więcej w zależności od dnia w pracy, wygląda na to że musiałbym rzucić robotę którą wykonuję ale jak pisałem jest to niemożliwe!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
27 kwi 2012, 10:36

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez Paulina377 22 lut 2013, 15:44
http://www.youtube.com/watch?v=LmokzlrsH3s

-- 22 lut 2013, 14:49 --

Psycholog i psychiatra to lekarze dla ludzi. Depresja to jest choroba, z której trzeba się leczyć i nie ma innego wyjścia. Nawet osoby z różnych wysokich stanowisk korzystają z pomocy specjalistów, bo jesteśmy tylko ludźmi. To jest główna pomoc.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
21 lut 2013, 10:50

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez maryla030379 26 lut 2013, 19:18
Witam. Dziś zarejestrowałam się na tym forum i widzę , że jest ono super :D .Ja chorowałam na depresję 5 lat ,na początku nie wiedziałam co mi wogóle jest ,ciągle czułam się chora ,lekarze kierowali mnie co chwilę na różne badania ,nie miałam na nic siły ,zero zadowolenia z życia -jakby coś się we mnie wypaliło,a miałam wszystko ,męża ,cudowną zdrową córkę .Pewnej zimy doznałam totalnego załamania -nie miałam już siły na nic ,całymi dniami płakałam ,czułam się jakbym miała za chwilę umrzeć.Wtedy dopiero mój lekarz rodzinny stwierdził depresję. Boże ,jak ja się bałam iść do psychiatry , myślałam ,że będzie uważał mnie za wariatkę .Jednak to nie jest żaden wstyd leczyć się u psychiatry. Depresja jest straszną chorobą ;ale uleczalną .
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
26 lut 2013, 17:58

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez dogomaniaczka 26 lut 2013, 19:32
Ja nie wierzę w wyleczenie do końca, zwłaszcza jak jestem na lekach ale z całą pewnością mogę powiedzieć, że wróciłam do normalnego życia . :) Terapię kontynuować będę jeszcze bardzo długo na lekach i później bez nich. :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6074
Dołączył(a)
21 maja 2011, 13:42

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez leon21 04 mar 2013, 22:29
Ja od dłuższego czasu jakoś tam funkcjonuję, ale nadal nie mogę się wyluzować ciągle ogarnięty jestem myślami i walce, przyszłości i byciu superidealnym mężczyzną. I wznoszę się często na wyżyny i u innych nie toleruje słabości. Niby wszystko rozumiem ale w głębi ducha gardzę słabością i błędami. Odpuścić to dla mnie poddać się i być łajzą. Boję się reakcji innych ludzi choć stawiam temu czoła. Nie wiem czy da się z tego wyjść ale mam wielką nadzieję że tak.
Offline
Posty
192
Dołączył(a)
16 wrz 2010, 13:50

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez maryla030379 15 mar 2013, 20:26
no tak... ja też bardzo długo uważałam ,że wszystko musi być zawsze idealnie ,ale tak się nie da .Brałam zawsze na siebie pracę ponad siły i uważałam że zawsze muszę ze wszystkim sama sobie poradzić.....do czasu....Teraz wiem ,że popełnianie błędów to ludzka rzecz,ale nauczyłam się aby nie popełniać dwa razy tego samego błędu. I co najważniejsze -nauczyłam się nie myśleć '' co powiedzą ludzie''. :D Najważniejsze to żyć w zgodzie ze swoim wnętrzem.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
26 lut 2013, 17:58

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez marinkaaa90 18 mar 2013, 23:38
Witam,
mam 22 lata. Swoją walkę z depresją zawsze porównuję do długiej drogi pod górę...
Prawda jest taka, że droga ta była wyboista, pełna kamieni... spadały z góry, kaleczyły stopy, ale nic się nie dzieje bez przyczyny. Przyświecał mi cel: odzyskać to co straciłam w oczach najbliższych, odzyskać równowagę, pożegnać przeszłość raz na zawsze. Ostatecznie...wygrałam tę walkę. Mogę być z siebie dumna. Kiedy wszystko co złe minęło zdałam sobie sprawę, że nie walczyłam z otoczeniem, z poprawieniem jakości swojego życia tylko ze samą sobą. Wygrałam z tą częścią mnie, która mnie wciąż krytykowała i dołowała. Wygrałam z egoizmem i egocentryzmem, krytycyzmem...
Kiedyś byłam ciężka od myśli o byciu kimś innym, te myśli były kulą u nogi...
Dzisiaj jestem lekka jak piórko, bo szanuję siebie. Dzisiaj znam swoją wartość i akceptuję swoją niedoskonałość. Ciężko pracuję nad sobą i buduję wszystko na nowo. Całe życie od podstaw, jakie zrujnowała depresja.

Nigdy nie wyjdę z tego do końca. Zawsze będę podatna na emocjonalne upadki i ostatnio ciężej się podnieść z ziemi...
Brakuje motywacji, złe myśli wracają... muzyka nie pomaga, spacery nie wchodzą w grę... jak sobie radzić z ponurymi myślami?? Jak wyjść na prostą??

Pozdrawiam Was Kochani!
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
18 mar 2013, 23:06

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez agusiaww 28 mar 2013, 16:29
Ja tez bylam na lekach, ale duzo teraz rozmawiam z kobietami ktore sa na lekach i w ciazy, niestety planuje ciaze i byc moze bede musiala wrocic do lekow :-| Ale to nic, wiem, ze jezeli trzeba to trzeba w koncu zrozumienie tego faktu(kilka lat temu) doprowadzilo do tego, ze teraz zyje bez bolu i z usmiechem na ustach :D
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

Avatar użytkownika
przez dogomaniaczka 30 lip 2013, 10:39
ja nie mogę powiedzieć że wyzdrowiałam bo jestem na lekach ale...aktualnie idę na szkolenie przed pracą a od września do szkoły i wtedy może spróbuję odstawić :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6074
Dołączył(a)
21 maja 2011, 13:42

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez ladywind 30 lip 2013, 10:55
dogomaniaczka, w charakterze nauczycielki?
Festiwal psiego mięsa? Tak. Podpisując petycję wzrasta szansa na zaprzestanie tego mordu https://secure.avaaz.org/pl/stop_the_pu ... 52&v=76652
Offline
Posty
7567
Dołączył(a)
02 lut 2012, 21:32

Wyzdrowiałem/wyzdrowiałam... :)

przez margaritka1985 13 paź 2013, 01:05
Moimzdaniem to stawianie sobie nierealnych celow konflikt pewien i rozsnaca flustracja.Chorowalam od 16 lat do 21 roku zycia diagnoze miala zaburzenia lekowe.Przegladajac wasze forum widze wasze cierpienia ale tez bledy w myslenie to co wam moge doradzic to to ze musicie spasowac.Ja np mialam nerwice na punkcie ze chcialam byc super zajebista odwazna przebojowa laska a byla w rzeczywistosci cichutka romantyczka do tego wrazliwa.Powstal konflikt co objawialo sie newica pamietam ze zawsze chcialam byc przebojowa od malego i od malego mialam pierwsze symptomy nerwicy, naprawde jedyne co to musicie spasowac.Jesli ktos chce zebu mu pomoc jakos na priwa pocieszyc albo podzielic sie jak wyszlam z choroby zapraszam.
Ostatnio edytowano 21 paź 2013, 16:24 przez niosaca_radosc, łącznie edytowano 1 raz
Powód: Połączono z wątkiem z uwagi na tematykę
Offline
Posty
211
Dołączył(a)
23 wrz 2013, 17:03

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do