Zakaz poddawania się! :)

Czysty optymizm, czytając to forum nie poznasz kolejnych objawów nerwicy czy depresji, wręcz przeciwnie. Przeczytasz jak ludzie walczą z zaburzeniami!

przez Goplaneczka 05 lis 2007, 20:02
Tak, dokładnie.
Można mieć siły przetrwac masę burz, lecz poddać się po deszczyku.
Doświadczenia są ważne. Te negatywne też. Ale raczej powinny słuzyc nauce, jak ich unikac na przyszłość, by się nie powtarzały.
Nie powiem-złe doświadczenia bardziej ukształtowały mnie niż pozytywne. Nauczyły doceniać dobre momenty-jak pisze de Mello, nie można mówić o słońcu, jeśłi nie poznało się ciemności. Ale mimo wszystko-wolę nie sprawdzać na ile mam siły ;)
Goplaneczka
Offline

Avatar użytkownika
przez makanti 05 lis 2007, 21:15
ashley Masz bardzo fantastyczne podejście :mrgreen: prawie takie jak ja tylko że ja mam jeszcze bardziej optymistyczne wręcz prawie jak marzyciel i z tego powodu (marzycielstwo) doznaję wielu zawodów, ale jak się powiedzie to dostarcza mi to radość i szczęcie nie do opisania dzięki którym zapominam o większości niepowodzeń ;) Choć sam do końca nie wiem czy moje podejście jest prawidłowe.
...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
189
Dołączył(a)
04 lis 2007, 08:46
Lokalizacja
<---+--->

Avatar użytkownika
przez ashley 07 lis 2007, 20:01
Goplaneczka napisał(a):Można mieć siły przetrwac masę burz, lecz poddać się po deszczyku.

Dokladnie, eh, ciezko wzdycham w tym momencie, bo nie raz przetrwalam burze- dzielnie, a często się poddaję i ulegam wlasnym slabością, choć wcale nie muszę.
Goplaneczka napisał(a):Nie powiem-złe doświadczenia bardziej ukształtowały mnie niż pozytywne

Mnie też.
Goplaneczka napisał(a):Nauczyły doceniać dobre momenty

To jest chyba najcenniejsza umiejętność jaką nabylam przez cierpienie. teraz nawet jak jest niedobrze jest nieźle. Bo wiem, że kiedyś bylo gorzej, a teraz jest lepiej. Bo udalo mi się coś osiągnąć, co teraz sprawia, że zyje mi się lepiej, latwiej.
Choć sam do końca nie wiem czy moje podejście jest prawidłowe.

Jedno wiem na pewno- lepiej być przesadnym optymistą niż przesadnym pesymistą. We mnie jest dużo wiary(to slowo lepsze niz optymizm) zawsze nawet w kryzysach wierzylam w to ze bedzie dobrze. Wiara jest najważniejsza. To plonące w nas dobro, które ma ogromną silę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

;)

Avatar użytkownika
przez sylwusiaa199 09 lis 2007, 12:54
bardzo madre slowa ;)
Ja sie nigdy nie poddaje, w zadnej dziedzinie zycia ;) Staram sie jak moge a jak wlasnie widac pozytywne rezultaty to dostaje sie jeszcze wiekszego kopa do dzialania w dobrym kierunku ;)
Choc jak zawsze zdarzaja sie i gorsze dni... ale o nich nie warto pamietac ;)
Pozdrawiam
**** dOn't giVe uP ****
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
13 paź 2007, 19:26
Lokalizacja
PiekłO/NiebO

przez oldstory 18 lis 2007, 11:04
I ja chcę walczyć. Nie poddawać się - to moja podstawowa dewiza. Nawet jeśli życie nie daje podstaw do uśmiechu. Mam w sobie siłę i wykorzystam ją...
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
12 sie 2007, 12:20

przez jolkaj 22 lis 2007, 12:49
brak mi tej siły pomóżcie!!!
Offline
Posty
47
Dołączył(a)
31 paź 2007, 16:41

kroki do wolności

przez anu 03 gru 2007, 11:24
ja tez już straciłam siłę:( od ponad miesiąca znowu jestem sama (choć ostatnio przerzuciłam się na mówienie: "jestem wolna" bo to inaczej brzmi, naprawdę pomaga!), bo mój były stwierdził, że się nie zaangażował, że to nie to, po czym po jakimś dość krótkim czasie dowiedziałam się, że ma inną....nie rozumiem tego, nie mogę pojąć dlaczego tak szybko mu się "odwidziałam", powody, które podał mi przy rozstaniu do mnie nie trafiają. zrobił mi ogromną przykrość i niby wzięłam się za siebie, mam ogromne wsparcie w rodzinie i znajomych, zajebistą pracę, bawię się, ale to mnie nie cieszy tak jak powinno, bo wciąż mi Go brakuje. ile bym dała, żeby do mnie wrócił:( wszyscy wokół są szczęśliwi, kogoś mają, a ja znowu jestem sama, bez wsparcia tej najbliższej osoby, której teraz maksymalnie potrzebuję! i jak tu dochodzić do siebie, gdy w momencie kiedy masz zajebiście trudny okres i sam/a nie dajesz rady ktoś najbardziej ci bliski mówi ci: "to koniec, dasz sobie radę jesteś silna, nie zaangażowałem się, to nie to, zostańmy przyjaciółmi, zawsze możesz do mnie przyjść z problemem, będziemy sobie mówili cześć na uczelni..." ? porażka! co gorsza mam nadzieję, że do mnie wróci (co jest wkurzające, bo wiadomo, że tego nie zrobi), a nie mam nadziei na to, że bez niego będzie lepiej. absurd i smutek!
kiepsko
anu
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
25 wrz 2007, 22:34
Lokalizacja
Warszawa

przez Lunarman 15 gru 2007, 13:08
Czytałem Twojego posta z łzami w oczach... Można powiedzieć, że mam podobną sytuację. Jestem na 1 roku studiów. Był to dla mnie niezły stress (nowe miejsce, nowe osoby, inne podejście i ogólnie). Poznałem fajną dziewczynę. Jestem skłonny powiedzieć, że się w niej zakochałem. Ja jej też nie jestem obojętny ale... jak zwykle jedno małe ale... W momencie kiedy ją poznałem Ona miała już chłopaka, i stwierdziła, że bardzo mnie lubi ale niestety tylko jako znajomego, kolegę, przyjaciela... Dla niej w tydzień byłem w stanie odstawić wszystkie tabletki, chciałem wrócić do normalnego życia, wyzdrowieć... Teraz... Widuje Ją na uczelni, mamy razem wykłady, często rozmawiamy... Jak to Anu napisała: Ja ciągle mam nadzieję, ale wiem że nic z tego nie będzie... I jak tu zapomnieć?? :cry: :cry:
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
25 wrz 2007, 16:53

przez anu 16 gru 2007, 16:49
Lunarman - mój były też za mną chodził dość długi czas, też mu było źle jak dawałam mu kosza i ja z kolei czytałam Twojego posta i myślałam o Nim. sprawa wyglądała w jego przypadku bardzo podobnie - z tym, że ja nikogo przed nim nie miałam.
ten topic nazwa się "kroki do wolności". wiem, że od zerwania dużo zrobiłam dla siebie samej. ale nie mam pojęcia co dzieje się ze mną teraz. niby przeszłam na "normalny" tryb funkcjonowania, śmieję się tak jak kiedyś z głupich rzeczy, robię z siebie idiotkę przed innymi, ale to wszystko chyba tylko po to, żeby ukryć przed innymi ten maksymalnie wielki smutek, codzienny płacz(którego przecież ostatnio już nie było), to poczucie beznadziejności myślenia o sobie w kategoriach "niemyślącego, nieatrakcyjnego gówna, któremu nic nie wychodzi" (a już zaczęłam postrzegać siebie jak osobę atrakcyjną, lepszą, ba! nawet inteligentną...o ja naiwna!)...chcę zapomnieć, wymazać z pamięci ten związek-wiem, że to rodzaj ucieczki ale sama świadomość jego istnienia mnie dobija jak 150, przypominanie sobie dobrych wspólnych chwil i ta głupia nadzieja " a może coś jeszcze z tego będzie...." są najbardziej rozpieprzające. nadzieję zaczęłam postrzegać jako coś złego, destrukcyjnego, świadczącego o mojej słabości. popycha mnie tylko do najgorszego. już tylko praca mnie trzyma przy życiu i mam takie straszne przeczucie, że jeszcze chwila i znowu wezmę tabletki i skończę ze sobą w końcu, już się zastanawiam nad napisaniem jakiegoś listu, obmyślam co i jak i wiem, że tego chyba podświadomie chcę i to mnie przeraża. nawinie myślałam, ze nowy rok da mi coś lepszego, a to tylko tak naprawdę zmiana cyferki z 7 na 8, nic więcej! dziwne - zawsze po naprawdę zajebistym okresie przychodzi czas, który jeszcze bardziej mnie rozpieprza i sprawia, że czuję się jeszcze gorzej...
hehe ostatnio chciałam powiedzieć mojej rodzinie, że jeśli się zabiję to w nekrologu niech napiszą: anu. w końcu się zdecydowałaś!
jednak nie jestem jeszcze gotowa na podjęcie jakichkolwiek kroków ku wolności.
pozdrawiam i dziękuję za wysłuchanie...
kiepsko
anu
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
25 wrz 2007, 22:34
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez Topa 17 gru 2007, 01:29
ashley napisał(a):Piszecie, że chcecie, ale mimo chęci nie macie sily, że czasem pojawiają się bariery "nie do pokonania". Moja sytuacja często też przybiera ogromnych rozmiarów. Ale nauczylam się na sobie, że nie mogę zalamywać rąk. Nie i już. Walczę o szczęście, więc warto. Co do tego nie mamy wątpliwości.


Jest to cytat z pierwszego postu tego tematu. Zgadzam sie kompletnie z autorka i chce sie czyms z wami podzielic:


Przeczytalam wlasnie pewnie zamkniety temat na tym forum i jestem przerazona tym, jak zaatakowana zostala jego tworczyni. Zmiotli babke kompletnie tylko dlatego ze emanowala optymizmem. Nawet jesli nie wszystkie jej okreslenia byly trafne, jednyne co chciala to zarazic ludzi nadzieja, ktora widocznie w nia wstapila. Nie miala zamiaru nikogo obrazic. Szok. Ludzie ja zatlukli poniewaz smiala sprofanowac swiete objawy nerwicowca przez uzycie okreslen typu: "Wezmy sie w garsc", tak przeciez "nieadekwatnego" do ludzi, ktorzy tej garsci nie maja. I to wszystko w dziale "Kroki do wolnosci". Temat jest zamkniety, wiec celowo nie podaje jego tytulu i nie zamierzam go tu kontynuowac. Tylko taki apel: wszyscy jestesmy chorzy na deficyt optymizmu i nadziei, wiec prosze; cieszmy sie z kazdego przejawu dobrej woli!! U siebie i u innych! Dajmy sie zarazic dobrym humorem i ziarenkiem nadziei tak bardzo nam tego potrzeba!

Prosze! Wezmy sie w garsc! Uwierzmy w siebie! Tak powoluuuutku, dajmy sobie na to czas! Przynajmniej sprobujmy!!! Czyz nie jest to nasz pierwszy "Krok do wolnosci"?

Jeczarnia jest gdzies indziej (zobacz temat "Nerwica lekowa")
Avatar użytkownika
Offline
Posty
87
Dołączył(a)
09 lis 2006, 12:02

Avatar użytkownika
przez IceMan 17 gru 2007, 14:37
Topa napisał(a):Przeczytalam wlasnie pewnie zamkniety temat na tym forum i jestem przerazona tym, jak zaatakowana zostala jego tworczyni. Zmiotli babke kompletnie tylko dlatego ze emanowala optymizmem. Nawet jesli nie wszystkie jej okreslenia byly trafne, jednyne co chciala to zarazic ludzi nadzieja, ktora widocznie w nia wstapila. Nie miala zamiaru nikogo obrazic. Szok. Ludzie ja zatlukli poniewaz smiala sprofanowac swiete objawy nerwicowca przez uzycie okreslen typu: "Wezmy sie w garsc", tak przeciez "nieadekwatnego" do ludzi, ktorzy tej garsci nie maja. I to wszystko w dziale "Kroki do wolnosci". Temat jest zamkniety, wiec celowo nie podaje jego tytulu i nie zamierzam go tu kontynuowac.

Przeczytałem temat i nie jest aż tak fatalnie. Nikt jej nie zatłukł, ona nikogo nie zatłukła, wszyscy wyrazili swoje zdanie bo temu służy forum, a że autorka napisała to w krzykliwy sposób to nie można było oczekiwać czegokolwiek innego niż krzykliwej odpowiedzi. Nawet jeśli miała dobre intencje to w wykonaniu nie wyszło. W sumie nie ma o czym gadać, to nie temat na dyskusje o tym, temat to http://www.forum.nerwica.com/viewtopic.php?t=10986 - osobiście go zamknąłem i wszelkie protesty co do mojej decyzji proszę na PW do mnie - nie w tym topicu.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez Brunhilda 22 gru 2007, 20:52
Właśnie znalazłam się w krytycznym momencie wychodzenia z depresji: leki już zrobiły, co miały zrobić, czuję się o wiele lepiej i nadszedł czas, żeby znowu żyć aktywnie. Wszytko teraz zależy ode mnie i to mnie lekko przeraża. chodzi o to, że jeśli pozostanę przy "depresyjnym" trybie życia, to będzie tak, jakbym zaprosiła depresję z powrotem do siebie - moje samopoczucie zaczyna się znowu pogarszać, i dobrze wiem (terapeutka też to potwierdziła), że to z braku normalnej aktywności - za dużo myślę, za mało działam. Znowu tracę kontakt z rzeczywistością, bo zaplątuję się w te chorobliwie wybujałe myśli jak w taki "kokon". No i teraz muszę wziąć się w garść, zacząć coś robić mimo niechęci, wątpliwości ("to i tak nic nie da!)" itp. I się nie zrażać... Nie jest lekko... Czy ktoś wie, o czym mówię? Na pewno :) Proszę Was o jakieś słowa otuchy, naprawdę bardzo mi tego potrzeba...
Jest nieźle, wreszcie! :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
143
Dołączył(a)
19 gru 2007, 18:33
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez ashley 22 gru 2007, 22:00
Brunhilda napisał(a):Czy ktoś wie, o czym mówię?

ktoś wie ;) i to bardzo dobrze bo też to przerabial. Nie martw się, zamartwianiu już wcześniej poświęcilaś masę czasu. Teraz pora na poztytwne nastwaienie. Już duży krok za Tobą, jesteś w takim momencie, ze musisz dzialać. Rzeczywiście zamiast myśleć zacznij dzialać. powli uporządkuj swoje zycie na nowo. A slowo otuchy- jak będziesz starala się utrzymać dobry humor, nie dasz się zlym stanom(z nimi można wygrać!!!) i będziesz szla do przodu, nie poddasz sie- wszystko się zmieni o 180 stopnbi na lepsze. Przynajmniej ja tak mialam. Powodzenia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Avatar użytkownika
przez Brunhilda 22 gru 2007, 22:08
Ashley, jesteś wspaniała! Czytałam wcześniejsze Twoje posty, i jestem pod wrażeniem Twojego optymizmu i siły - mogłabyś obdzielić nimi całe to forum i jeszcze by Ci dużo zostało :D

Wiesz, ja też już to kiedyś przerabiałam - ale wątpliwości pojawiają się za każdym razem... Wzięłam się za malarstwo - przed depresją to była dla mnie najważniejsza rzecz. I chociaz maluję dopiero parę godzin, to już jestem trochę spokojniejsza. Teraz tylko ważna jest wytrwałość, żeby się nie zniechęcić. Będzie dobrze :)
Jest nieźle, wreszcie! :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
143
Dołączył(a)
19 gru 2007, 18:33
Lokalizacja
Warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do