Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Avatar użytkownika
przez Twilight 07 sie 2007, 00:16
Mam też na myśli, że leczysz sie dla siebie, a gdyby Wam jednak kiedyś nie wyszło, (czego oczywiście nie życzę :smile: ) to będzie miało gucio wspólnego z Twoja chorobą, to raz, a dwa, dalej leczenie ma sens, bo robisz to dla siebie - dla związku nie musisz, związek będzie ok, jeśli się kochacie i potraficie kochać też każde samo siebie.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

Co by było gdybym przestał/a kochać

przez wytrwała 08 sie 2007, 11:30
Hejka! Umnie całkiem dobrze, myśli nadal się pojawiają ale w moim przypadku domyślam się na jakiej zasadzie mogą działać muszę zapytać się o to jeszcze pani psycholog ale moja intuicja podpowiada mi, że ze względu na moje dzieciństwo jak już pisałam takie oto wypracowałam w sobie mechaniżmy: jako mała dziewczynka bardzo bałam się swojego pijanego ojca co równocześnie rodziło u mnie złość, nienawiść i agresję (poza tym jako 7 letnia buntowniczka i twardzielka nie powinnam się bać) a przecież od zawsze uczy się dzieci że rodziców należy szanować i kochać bez względu na to czy rodzice kochają i szanują swoje Ciebie przykre ale prawdziwe dobrze że takie myślenie powoli się i u nas zmienia no to pojawiało się u mnie poczucie winy przekładająć to teraz na nn kiedy pojawia się u mnie lęk (natręctwa odnośnie mojego ukochanego) czuję złość za to że się boję (jestem przecież "twardzielką") wyładowywuję tę złość w postaci niechcianych myśli, które ranią mojego ukochanego pojawia się poczucie winy, czuję się zła bo ranię osobę którą kocham - to takie błędne koło ale tak naprawdę myślę po prostu wg wzorca nauczonego mnie w dzieciństwie. Teraz muszę uczyć się wzorców jakimi posługują się ludzie wychowywani w zdrowych rodzinach. Na szczęście w porę to zrozumiałam właściwie odkryłam to dzięki nn a co do mojego ukochanego to ja czuję i wiem że bardzo bardzo go kocham ale samo uczucie nie wystarczy żeby być razem. Bycie razem to ciężka praca rozumiem to i chcę podjąć się tego wyzwania nawet muszę żeby nie zaprzepaścić tego prezentu od Pana Boga. Przede wszystkim należy siebie zaakceptować takim jakim się jest (to jest właśnie pokochanie siebie) mi jest podwójnie ciężko ale się uczę bo chcę to zrobić przede wszystkim dla siebie (mój ukochany Misio pomaga mi tylko utwierdzić się w tym przekonaniu), że jestem naprawdę wartościową osobą = akceptuję jego takim jakim jest bo on też jest wartościową osobą, szanuję swoje prawo do moich pasji = szanuję jego prawo do rozwijania jego pasji, chcę być dla niego podporą, filarem kiedy będzie mu ciężko = on wspiera mnie kiedy mi jest ciężko gdyby nie mój Misiek to bym chyba nigdy nie uświadomiła sobie że jestem dda, jesteśmy dla siebie partnerami, uczymy się wzajemnie pójścia na kompromis. To działa na takiej zasadzie, że kochając siebie, szanując, akceptując siebie kochasz swojego mężczyznę/kobietę bo umiesz dostrzec w nim/niej samego siebie i dlatego wam jest tak dobrze ze sobą, że chcecie być razem do końca życia. Każdy z was jest indywidualnością z której tworzy się całość. Aha trzeba mówić o swoich uczuciach kochanej osobie nie wolno kazać jej się domyślać że coś złego się z wami dzieje lub macie jakiś problem, często takie zgadywanie o co chodzi prowadzi do niepotrzebnych konfliktów. Mnie nerwica nauczyła mówienia właśnie o moich uczuciach, otwartości w kontaktach z ludźmi. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak mi teraz lżej jak nie muszę ukrywać przed ukochanym i przyjaciółkami tego że mam nn i że miałam tak okropne dzieciństwo to jest cudowne uczucie móc się dzielić cierpieniem z kimś bliskim ale musicie też zrozumieć że rozwiązywanie waszych problemów i łagodzenie cierpień jest zadaniem dla was obarczanie nimi innych prowadzi do toksyczności w waszych relacjach bo powiedzenie o waszych problemach bliskiej osobie a uczynienie jej odpowiedzialną za nie jest różnicą. W moim przypadku kiedy zaczęła się objawiać moja nerwica czułam coś w sobie, że jest ona spowodowana czymś we mnie a nie w moim ukochanym dlatego zaczęłam szukać odpowiedzi co to może być i czułam że coś mnie blokuje w wyrażaniu swoich uczuć i dowiedziałam się w końcu o mojej nn. Dzięki nn odkryłam tak wiele rzeczy o sobie. Uświadomiłam sobie, że muszę najpierw rozwiązać własne problemy żeby normalnie funkcjonować. Dzięki powiedzeniu prawdy o mnie mojemu ukochanemu i i bliskim mi przyjaciołom poczułam ulgę ale zdaję sobie sprawę, że tylko JA mogę sobie pomóc inni mogą mnie w tym wspierać (chociaż mogą tego nie rozumieć dlatego nie wolno mieć do nich o to żalu no chyba, że ktoś to próbuje negować i bagatelizować). Przyznam nie jest mi łatwo momentami choróbsko atakuje ze zdwojoną siłą ale JA wiem, że to już nie jest moje myślenie (i chyba nigdy nie myślałam tak jak chciałam bo narzucono mi sprzeczny z moim system myślenia) ale chcę rozwijać siebie swoją osobowość i nasz związek a potem rodzinkę. Nie wiem co przyniesie mi następny dzień ale Ja będę już sobą, a to oznacza że skoro dziś bardzo kocham i chcę budować trwały związek to jutro również to będę chciała robić i tak wciąż, wciąż. Bardzo dużo piszę ale mam taką potrzebę to od was zależy czy to przeczytacie w całości czy tylko w części i tak pamiętajcie jesteście SUPER I NIE DAJCIE SIĘ CHOROBIE, ROZWIJAJCIE SIEBIE I KOCHAJCIE ŚWIAT I LUDZI TAK BARDZO BARDZO MOCNO! MISIU MOJE SŁONKO KOCHAM CIĘ NAJBARDZIEJ NA ŚWIECIE!!! bUZIACZKI DLA WSZYSTKICH
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
05 lip 2007, 18:51

przez mieciu 08 sie 2007, 11:59
Wytrawła wytrwałości życzę i powodzenia. Widzę, że obrałaś dobry kierunek. Ja mam nadzieję też na taki wrócić po gorszych chwilach. Pozdrawiam serdecznie
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez wytrwała 08 sie 2007, 12:34
Mieciu Tobie też się uda wierzę, że nam wszystkim się uda a wiesz dlaczego bo być może my wszyscy odkryliśmy poprzez nn, że coś nam w sobie samych nie pasowało tzn być może rodzice nie uświadomili nam tej cechy w nas samych najwyraźniej najistotniejszej. którą dostrzegliśmy w naszych ukochanych. Jestem dopiero na początku terapii więc na razie są to tylko moje przemyślenia, które wynikają z mojej autoanalizy ale one mi się podobają i czuję że pasują do mnie. Wiesz mój Misio jest strasznie wrażliwy i czuły patrząc w dzieciństwo to zawsze brakowało mi tej czułości a wrażliwość tłamszono dlatego ja też w penym sensie stałam się "nie czuła", "nie wrażliwa" co nie oznacza że tego nie prganęłam. Od czasu jak jestem ze swoim ukochanym to strasznie lubię się do niego przytulać a wiesz dlaczego bo to bardzo lubię a nie tylko ze względu na to, że kogoś kocham (oczywiście nie przytulam się tak czule z każdym :D to zarezerwowałam tylko dal niego ) to było po prostu we mnie! I tak było również z wieloma innymi uczuciami a przede wszystkim z miłością! Miłość od zawsze była we mnie ale nie pozwolono mi jej okazywać więc zepchnęłam ją gdzieś głęboko w podświadomość. Swoich partnerów potraktujcie jako w penym sensie nauczycieli.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
05 lip 2007, 18:51

przez mieciu 22 sie 2007, 12:14
O widzę, że wszyscy ozdrowieli. to się cieszę:).
pozdrawiam
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez cicha 24 sie 2007, 00:21
witam!
zaglądam tu co dziennie prawie i widze, ze wlasnie nikt nic nie pisze! to oznaka pewnie, ze jest lepiej...
Od jakiegoś czasu czuje sie dobrze, nie mam lękow ani stresow, myśli są, ale nie są one juz takie grozne jak kiedys... :)
Boje sie tylko, ze te stresy i te straszne leki mogą powrócić!! Moj chlopak nie opuszczal mnie w trodnych chwilach, te trodne chwile na szczescie minęły... ale mysli pozostały...
Ostatnio bardzo pieknie spędzamy z ukochanym razem czas :) wyjezdzamy poza miasto:) teraz nie boje sie nawet wyjsc na ulice, chodz obawa ze zakocham sie w innym pozostała:( Nie moge spojrzec na zadnego chlopaka, jakiś wstręt mam! ale tym sie nie przejmuje :) Boli mnie, ze szkola juz nie dlugo i ze polowe wakacji przeplakalam i przecierpialam.. Teraz juz umowilam sie na spotkanie z psychiatra, bede sie leczyc:) Pozdrawiam cieplutko wszystkich!!
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez Felagund 30 sie 2007, 20:14
Cześć

Wygrywam... Teraz mam wrażenie, że już nie będzie kroku w tył. Objawy somatyczne słabną. Myśli nie są już tak bardzo przerażające i jest ich także mniej... Chyba nie boję się nawet tego, że na kierunku, którym zacznę będzie 85% kobiet :P Ograniczyłem palenie, zacząłem jeść owoce i się więcej ruszać- pomaga. Układam na w miarę zdrowych zasadach relacje w domu, panuję nad moimi chorymi ambicjami. I wreszcie znowu czuje to niematerialne ciepło (miłość?), od którego przez 8 miesięcy odgradzał mnie mur cienia przez, który co jakiś czas padały iskry mówiące mi: Idź dalej, szedłem, momentami na kolanach, momentami się czołgałem. Zbliżam się do źródła wyprostowany... Uda się :)

Pozdrawiam
"Każdy z was jest łodzią, w której może się z potopem mierzyć, cało wyjść z burzowej chmury musi tylko w to uwierzyć" - "Arka Noego" Jacek Kaczmarski
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
17 cze 2007, 01:23

Avatar użytkownika
przez Twilight 31 sie 2007, 02:56
Gratulacje ! :D
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez mieciu 31 sie 2007, 16:09
Miło czytać takie rzeczy. Mam nadzieję, że nam wszystkim się kiedyś uda. Trzymaj się!!
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

przez cicha 01 wrz 2007, 18:42
witam!
zaczelam chodzic do psychologa, moze on cos pomoze... narazie bardzo dobrze sobie radze, mysli nadal sa, ale to juz tylko mysli...nadal co dziennie pojawia sie pytanie "czy ja napewno chce z nim być?", a przeciez nie chce go stracić!! Jest najwazniejszy w moim zyciu a ja mam takie mysli! :( Mysle, ze po jakims czasie mi to minie, najważniejsze, ze wiem ze to choroba... zagladam tu na forum prawie codziennie, ale rzadko kto co tu pisze... moze to i dobrze, bo to oznaka ze jest nam lepiej?! Pozdrawiam!! :)
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

przez Felagund 03 wrz 2007, 03:05
Dzięki chłopaki. Ale gratulację odbiorę jak powiem pa mojej przyjaciółce nerwicy :) Na razie wygrywam, ale jeszcze nie wygrałem. Ale wygram i Wy też wygracie. Pewne jak 2x2=4 :)

Właśnie moje luba napisała mi smsa, że zaczyna zapominać o moich nerwicach :) Ja pamiętam, ale się nie boję :) Został niewielki lęk przed powrotem do Krakowa na studia i związanym z tym życiem w szybszym tempie. Choć muszę przyznać, że po wielu rozmowach z psychoterapeutą i 8 miesiącach walki jestem już innym człowiekiem. Kiedyś potrzebowałem ocen i osiągnięć do utwierdzenia się w własnej wartości. Kiedyś moja wartość zawierała się liczbie 4,36. Dziś zawiera się w słowach Marek wartościowy młody człowiek. Wiem, że mam prawo do błędów. Wiem, że oceny i stypendia nic nie znaczą. Wiem, że radość czerpana z związku nie polega na wieszaniu się na sobie (dobry tekst- Twilight), ale przede na szczerej przyjaźni. Miłość podąża za przyjaźnią. Przyjaźń bez miłości może żyć wiecznie. Miłość bez przyjaźni umrze szybko :P Zdaję sobie sprawę, że nie jest to jeszcze postawa w pełni utwierdzona i będę kontynuował jeszcze psychoterapię i brał leki. Przy poprzednim okresie wychodzenia z nerwicy rok temu (natręctwa na tle historii, którą studiuje) zrezygnowałem z psychoterapii, gdy zaczynałem wychodzić na prostą. Dziś już wiem, że był to błąd. Nie zmieniłem wówczas jeszcze tego, co wywołuje u mnie lęki, lecz troszkę to zmodyfikowałem. I natręctwa znalazły sobie nowy obiekt :P


..nadal co dziennie pojawia sie pytanie "czy ja napewno chce z nim być?", a przeciez nie chce go stracić!! Jest najwazniejszy w moim zyciu a ja mam takie mysli! Sad


Nie chcesz mieć takich myśli i bardzo boisz się ich powrotu i właśnie dlatego je masz. Potem się za nie obwiniasz i koło się zamyka. Znów się boisz, a one znów wracają... Nie tak. Pierwszy i najważniejszy krok to zbudowanie takiego poczucia własnej wartości, które powie: mam prawo mieć różne myśli,a absurdalne myśli mogę wyśmiać. Wiem, że to trudne. Bije się 8 miesięcy, a wcześniej miałem natręctwa innego typu przez prawie 4 lata, a pomimo to strasznie się bałem na początku nawrotu. Psycholog coś pomoże, czas też leczy, ale ważne, aby z nerwicy wyciągnąć wnioski, które pozwolą nam na dalsze szczęśliwe życie.

Pozdrawiam
"Każdy z was jest łodzią, w której może się z potopem mierzyć, cało wyjść z burzowej chmury musi tylko w to uwierzyć" - "Arka Noego" Jacek Kaczmarski
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
17 cze 2007, 01:23

Avatar użytkownika
przez Twilight 03 wrz 2007, 09:46
Felagund i tak trzymaj. Nic nie ma do dodania, sam już wsio wiesz, teraz tylko się tego trzymać i nie dać się gorszym momentom - takie pewnie sś i pewnie będą, ale jakie to ma w sumie znaczenie? :smile:

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez apsik84 03 wrz 2007, 19:05
Witajcie kochani!

Ja zaglądam tu dość często. Widzę, że każdy z nas znalazł jakiś sposób na swoją chorobę. Bardzo miło jest słyszeć, że u was lepiej. Dręczy mnie jedno pytanie: co z pikpokis? Tak sobie myślę, że jej tu tak dawno nie było...
Mam jedynie nadzieję, że czuje się lepiej.

Felagund napisał(a):Nie chcesz mieć takich myśli i bardzo boisz się ich powrotu i właśnie dlatego je masz. Potem się za nie obwiniasz i koło się zamyka. Znów się boisz, a one znów wracają... Nie tak. Pierwszy i najważniejszy krok to zbudowanie takiego poczucia własnej wartości, które powie: mam prawo mieć różne myśli,a absurdalne myśli mogę wyśmiać.


Bardzo słuszne podsumowanie. Tak właśnie jest. Nerwica to inteligentna choroba, jest częścią nas, może nawet częścią podświadomości stąd wie, na czym najbardziej nam zależy. Zawsze miałam natręctwa dot. tego, co jest dla mnie najcenniejsze, jeśli by tak nie było, to przecież bym się nie bała.
Ale strach minął - to był jeden z pierwszych kroków. A minął, bo zrozumiałam, że mam prawo mieć mieć różne myśli. Nawet te najgorsze.

U mnie super. Z moim skarbkiem układa się świetnie i też powróciły uczucia - to ciepło, którego tak dłucho oczekiwałam :). Nie wszystko jest jeszcze ułożone, ale wszystko w swoim czasie :). Trzymam kciuki.

A na koniec cytat z refrenu jednej z piosenki pidżamy porno:
"Masz prawo do dobrej zabawy
Do najbardziej ciężkostrawnych myśli nawet
Masz prawo mieć prawo
Masz prawo płakać
Masz prawo się wstydzić "


pozdr:)
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez cicha 05 wrz 2007, 17:01
witam!
Byłam w poniedziałek z ukochanym u psychologa, już na 2 wizycie, jednakże jest to lekarz za ktorego sie nie płaci trzeba by było na następna wizytę czekać ze 4 miesiące... Na początku tej choroby było mi tak strasznie, a teraz zaczęłam sie martwic o siebie... zaczęłam sie martwic nie tylko o myśli ale i o moje zachowanie, denerwuje mnie wszystko, to jak sie zachowuje, denerwuje mnie mój śmiech.. nie tylko denerwuje sie sobą, ale tez innymi, nie umiem sie opanować. Mówiłam pani psycholog, ze jestem taka nerwowa...ale ta psycholog chyba i tak mi nie odpowiada, nawet powiedziała, ze to ze boje sie o to ze przestane kochać swojego chłopaka, to za mało aby uznac to za nerwice natrestw ..zaczęłam sie bać... cały czas "sprawdzam" czy nadal go kocham... Pani psycholog powiedziała mi, ze moze ja mam takie mysli, ze "wątpie w uczucie"...jak ja moge watpić, skoro ja sie boje!! ja nie watpie, przeciez ja go kocham!! Nie chce go stracić!! jest jedynym skarbem, dla ktorego chce życ!! i nigdy nie chce mieć innego skarba!! Kiedy poczuje sie normalnie?? Co prawda od jakiegos czasu nie nękają mnie lęki, i stresy za co dziekuje Bogu, ale myśli pozostały!! Nadal mam takie zawachanie "a jesli to nie choroba?".... boję się... :(
Offline
Posty
122
Dołączył(a)
25 lip 2007, 22:54

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do