Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

przez pikpokis 01 mar 2007, 08:46
Dziekuje apsik! za rady, ja mysle ze powinnam mniej ogladac swoje reakcje jak jestem z nim prawda? wiadomo ze nie mowi sie co chwile kocham cie! i nie przytula.... a ja tylko na to czekam ze swojej strony :( i wtedy przychodza mysli :( bardzo ci dziekuje, mysle ze jutro jak bede miala czas przeczytam wszystkie posty w tym temacie i znowu napelnie sie optymizmem, bo bylo tak jak zaczelyscie pisac kochane :) Lucy! bardzo sie ciesze ze spotkanie sie udalo:)))) ja mam identycznie ze jak ide do niego bardzo abrdzo sie boje potem jak jest dobrze to bardzo sie ciesze :) ja zaraz wychodze na uczelnie :oops: i dlatego nie chce tych opowiesci o zrywaniach i tak dalej... papasku! ja bede jak wroce :P jak to sie mowi:P
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 01 mar 2007, 09:06
Widze że mamy te same metody na pozbycie się natrętnych myśli ;)
U mnie było odwrotnie niż u was... moje najbliższe koleżanki zazwyczaj w szczęściu (i długo) były i są właściwie ze swoimi chłopakami... a ja zawsze czułam się podle że zawsze miałam jakieś wątpliwości i dziwne myśli... i że nie umiem sobie jakoś niczego ułożyć.
Fakt faktem, nie wiedziałam wtedy że to choroba...
Widzisz Lucy, może czasem za bardzo denerwujemy sie przed każdym spotkaniem z chłopakiem... bo potem okazuje sie, że jest wszystko ok.
no tak, tylko jak pozbyć sie tej niepewności...
Piko jeszcze nie dzwoniłam... dzisiaj znowu będe do tego podchodziła.
dziś musze...
pozdrawiam :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

Nowy

przez Jakub 01 mar 2007, 11:27
Cześć. Jestem nowy na tym forum, ale fakt, że borykam się z tą samą przypadłością spowodował, że postanowiłem przyłączyć się do dialogu. Może na początek trochę o sobie w kwestii nerwicy. Muszę od razu powiedzieć, że pierwsze posty w tym temacie doskonale dokumentują moje zetknięcie się z tym cholerstwem. Choć u mnie miało to miejsce już jakiś czas temu (w wieku ok 21 lat) to dopiero od około 8 miesięcy "poczułem" że problem jest we mnie. Wcześniej poddając się natręctwom z bólem i płaczem świadomie lub mniej doprowadzałem do rozstań z moimi partnerkami. Muszę jednak powiedzieć jedną ważną rzecz z perspektywy czasu : Od momentu kiedy nerwica pierwszy raz się ujawniła, zmiany towarzyszek życia nie rozwiązują problemu (choć nie było ich wiele). Natomiast dzieje się rzecz gorsza. Dopiero teraz zaczynam doceniać co straciłem za sprawą tej cholery. Zauważyłem ponadto, że im bardziej mi na kobiecie zależy tym te cholerne natręctwa mogą być silniejsze. W momencie, kiedy jestem "chemicznie zakochany" sprawa jest łatwa - wszystko wydaje się być ok. Ale niestety po tym okresie wszystko zaczyna wracać. Dziś chodzę na terapię grupową (ok 6 miesięcy). Jednej rzeczy jestem pewien. Nas do rozstania popycha lęk. A nie realne problemy w życiu z partnerem. Niestety nie wiem tak na prawdę, czy to się da wyleczyć całkowicie, ale na 100% można poprawić jakość postrzegania naszych spraw na tyle aby dało się dobrze żyć. Znając przypadki takie jak nasze i nie mam wątpliwości , że zmiana partnera nie rozwiązuje tu tematu. Sam przez to już przeszedłem.Ciekawi mnie natomiast czy w waszych związkach, jeszcze przed ujawnioną nerwicą natręctw, byliście bardzo często owładnięci myślą, że możecie je stracić ? Chodzi mi o lęk przed porzuceniem.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 10:58 am ]
Jeszcze jedno : nie chcemy rozstawać się z naszymi ukochanymi - to jest jasne. Ale w sytuacji kiedy jednak ktoś nie wytrzyma tego ciśnienia i da się pokonać wzmocni tylko mechanizm ucieczki z tej trudnej sytuacji. A przecież nie o to chodzi. Jest to choroba, której źródłem najczęściej jest tłumienie takich uczuć jak np złość, albo w ogóle swoich potrzeb. Niestety same leki tu nie pomogą. Uczucie całkowitego uleczenie przy samych lekach jest zazwyczaj złudne. W sytuacjach stresowych nerwica będzie miała szansę powrócić, ponieważ wewnętrzny konflikt nie został uświadomiony bądź ostatecznie rozwiązany. Leki pozwolą przygotować się do terapii poprzez zlikwidowanie bądź zmniejszenie objawów nerwicy. Chyba najskuteczniejszą formą terapi dla ludzi cierpiących za zaburzenia obsesyjno kompulsywne jest terapia behawioralna (ok 70% wyleczeń). Natomiast od razu trzeba odrzucić teorie na temat zmiany/przebudowy osobowości traktując je jako wypowiedzi ludzi niekompetentnych. Tego "niestety" się zrobić nie da i na całe szczęście !!! Terapia ma uzbroić człowieka w dodatkowe mechanizmy umożliwiające radzenie sobie ze naszymi sprawami - to czy z nich skorzystamy zależy już tylko od nas.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez apsik84 01 mar 2007, 14:40
szczerze mowiac ja nie pamietam żebym bała sie porzucenia... na pewno w lekkim stopniu, bo we wczesniejszym związku zostałam zdradzona... ale tu własnie wszystko było odwrotnie! byłam bardzo szczesliwa że wreszcie jest ktos kto tak dobrze mnie traktuje i swoich i Jego uczuć byłam pewna!! Tak nagle pojawiło sie, że może ja juz Go nie kocham tak bardzo jak on mnie.... no i to piekło... ta obsesja.
To co jest pewne to moja niedojrzałość emocjonalna, nieumiejętność wyrażania złości i swoich potrzeb. To nawet na psychoterapii mi wskazała, powiedziała ze nie zna takiej osoby, która by aż w takim stopniu się ograniczała w wyrażaniu negatywnych emocji (co do ludzi nawet, nie potrafię osądzać i zle o nich mowic, zawsze usprawiedliwiam innych, nie mam zdania z powodu, że po prostu zakorzeniłam w sobie że nie wolno mi nikogo oceniać itd). Dlatego próbuje to zmieniać, staram się uczyć mowic, o tym co czuję i chcę. Psycholożka powiedziała że natręctwa mogą być skumulowaną formą moich negatywnych uczuć, których nie potrafiłam wyrazić, a bardzo chciałam. Bądz też dowodem na to że w ogole "czuję" bo jak dla niej wyglądam na osobę, która cały czas potrzebuje zapewnienia, że czuje!
Pamietam tylko że jakoś niedawno podczas moich lęków przyszedł też taki, że może mój chłopak nie może juz ze mna wytrzymac... okropne to było. Poza tym widzę, że zachowuje sie jak dziecko: np cały czas pytam czy mnie kocha, oraz często zdarzało mi się przepraszać za to że tak czuję i że jestem w tym okropnym stanie że wszystkich nim obarczam. Przepraszałam rodziców i Jego... pomimo tego że mi tłumaczyli że to nie moja wina...

ps. a na czym polega psychoterapia behawioralna w naszym przypadku? tj przy tego rodzaju natręctwach...??
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

przez Jakub 01 mar 2007, 15:21
Ja także tak to kiedyć przeżywałem. Potrzebowałem ciągłych zapewnień że jestem kochany i dążyłem to miłości bezwarunkowej. Nawet teraz czasami mi się to ciśnie na usta, ale wiem że takie zapewnienia nic mi nie dadzą. Widać, że kombinacje obsesji na temat miłości do chłopaka wychodzą z jednego worka. Niestety ten mechanizm tak działa: jak uporasz się z osiowym natręctwem zaraz pojawia się jakaś inna myśl która stara się zaprzeczyć, lub zmącić spokuj i cały bałagan zaczyna się od nowa. Popatrz ja mam 31 lat i czuję dalej te dziwne tęsknoty na temat zapewniania, miłości bezwarunkowej, tylko w zdrowej części głowy wiem że domagam się rzeczy niemożliwych. To tak jakbym rozumiał na czym polega miłość i potrafił ją wykrzesać, ale dążę do tego w chory, toksyczny sposób. Rozumiem co ze mną nie tak, ale emocje robią swoje. Prawda jest taka, że jak się ludzie nie kochają to objawia się to inaczej - a poza tym miłość nie przechodzi jak katar. Zazwyczaj są ku temu powody, których działanie zwyczajnie się odczuwa. A reakcją na to nie jest lęk tylko raczej strach. Jeżeli chodzi o twój stan i obawy że zadręczasz nim innych to pomyśl, że nie masz i tak wyboru. Nerwica nie przejdzie ci dlatego, że jej skutki dotykają innych. Powinnaś zaufać ludziom którzy cię wspierają i być przygotowana na to że się czasami denerwują, bo nerwica jest uciążliwa. Po prostu w tej sytuacji musisz się na kimś oprzeć. U mnie w przeszłości też tak było. Nie potrafiłem wyrazić moich pragnień czy potrzeb przy moich partnerkach, ponieważ one zawsze są na pierwszym miejscu przede mną. I ten lęk, że może jak nie będę o nie dbał w każdej chwili to nic z tego nie będzie. Tu wszędzie są ślady które mogą doprowadzić do tej nerwicy.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 2:39 pm ]
terapia behawioralna jest specyficznym rodzajem terapii gdzie chory uczy się rozpoznawać swoje chorobliwe myśli i stosuje różne techniki aby ich unikać. Np wyobraź sobie zajęcie którego bardzo nie lubisz robić. W momencie gdy nachodzą cię chorobliwe myśli zaczynasz to zajęcie wykonywać. W podświadomości twoje chore myśli są łączone z tym nielubianym zajęciem, więc umysł broniąć się przed nim blokował będzie myśli które do niego prowadzą. Takie mechanizmy muszą być wypracowywane, ale są mocno skuteczne. Tak na prawdę wg teorii behawioralnej nerwica natręctw też żeruje na warunkowaniu. Tyle że u nas przebywanie z bliską osobą kojarzy się z naszymi problemami i stąd możemy mieć przekonanie, że rozstanie sprawę załatwi. To nie jest jednak prawda, bo przy kolejnych związkach nerwica prędzej czy później powróci.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 2:50 pm ]
Swoją drogą ciekawy jestem, że wśród chorych na to cholerstwo w znikomych ilościach pojawiają się ludzie w starszym wieku np. > 40, 50 lat.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 01 mar 2007, 16:49
Zgodze sie z tobą Jakubie, że rozstanie niczego nie rozwiąże... Bo chociaż pojawiłaby sie inna osoba, to nerwica po jakimś czasie zrobi swoje... i będzie tak jak poprzednio... wiem to z własnego doświadczenia.
A porzucenia przez ukochanego bałam sie zupełnie na początku... kiedy nie miał czasu sie ze mną spotkac, nie napisał do mnie, nie zadzwonił... wtedy w mojej głowie kłebiły sie myśli na temat tego że chce mnie zostawić. a tak wcale nie było. oczekiwałam od niego nie wiadomo czego a teraz jest jakby zupełnie odwrotnie... teraz to ja zastanawiam sie czy nie rozstac sie z nim, czy go kocham itd.
i w kółko to samo...
najgorsze jest to że to przechodzi na drugą osobe... widze jak mój chłopak nie radzi sobie czasem z moimi humorami... raz chce go przytulić później znowu już nie umiem... :(
przy nas, chorych na nerwice, naprawde można sie nauczyć cierpliwości...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

przez Jakub 01 mar 2007, 17:23
No właśnie. Ja też jestem strasznie uczulony na temat rozstań. Jak gdzieś usłyszę, że ktoś się rozstaje albo zdradza od razu na mnie to działa negatywnie. Bez wątpienia jest to niezły test dla naszych wybranków, ale my sami też musimy im pomóc to zrozumieć. Co mogę na podstawie moich zmagań z chorobą powiedzieć ? Na pewno trzeba postawić nacisk na to, żeby w tych chorobowych sytuacjach nie pozwolić się zamknąć na ukochaną osobę. Trzeba nauczyć się przeżywać to uczucie ale pozbawić je mocy. Istnieje pogląd, że nn powoduje niski poziom serotoniny w mózgu. Ale jest chyba tak, że niski poziom serotoniny promuje tylko to zaburzenie. Musi być temat, który będzie w stanie uruchomić machinę. A powiedz mi jak u ciebie z własnym życiem ? tzn czy jak nie miałaś jeszcze obsesji na temat 'czy kochasz ...' to czy byłaś obsesyjnie uzależniona od partnera ? czy zawsze chciałaś go we wszystkim wyręczać, zawsze przy nim być, do tego stopnia że nie realizowałaś swoich naturalnych potrzeb ? lub tłumiłaś swoją impulsywność na rzecz waszej miłości ? Wygląda na to, że to czego nam zaczyna po jakimś czasie brakować w związkach to nie jest zgodne z tym co się dzieje w rzeczywistości.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

przez lochness 01 mar 2007, 17:50
aaaaaaaaaaaa
Ostatnio edytowano 17 kwi 2007, 19:26 przez lochness, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
27 lut 2007, 18:23

przez pikpokis 01 mar 2007, 17:59
Witaj jakubie! u mnie to zawsze btlo tak

obsesyjnie balam sie ze strace mojego chlopaka
chcialam ciaglych zapewnien ze mnie kocha
pytalam sie go ciagle czy bedzie ze mna jak np bede kaleką
oczywiscie zazdrosc
no i wkoncu przyszly te natrectwa.....
jak tylko slysze lub czytam o rozstaniu przychadza negatywne mysli (zreszta doslownie kilka postow wczesniej pisalismy o tym :) )

mialam identycznie jak apsik hanusia ania miecio lucy... bo my jestesmy w dlugich zwiazkach, teraz dolaczyla do nas Bad Girl i Ty i jak mowisz przy kazdje partnerce masz takie cos a im bardziej ci zalezy to sam wiesz.... ja nieldugo ide na terapie, biore lekarstwa ale roznie bywa.... chce znowu wiedziec ze kocham! Bad Girl kochana nie zwlekaj prosze, ja tak dlugo zwlekalam z psychoterapia! aha mam dla ciebie jeszcze rade! jak juz lekarz bedzie ci przepisywal lekarstwa popros o tanszy odpowiednik! ( no chyba ze masz duzo pieniazkow :D ) ja wzielam seroxat ktory kosztuje 50 zl i teraz zaluje ze tyle wydalam bo kupuje teraz wiele tanszy paxtin a jest to to samo (sklad) a musze kupowac 2 opakowania w ciagu miesiaca :oops: wiem ze to kochani juz chyba wiadome ale dzis na anatomi mialam ze jak wmowisz klamstwo mozgowi to on uzna to klamstwo po jakims czasie za prawde- czyli my sobie ubzduralismy ze nie kochamy, ciagle sie tego doszukujemy i mozg daje nam rzeczywiscie takie "niekochanie" wiem ze to oczywiste ale chcialam wam przypomiec i sobie :P ja juz dzis jestem po spotkaniu z kochaniem i powiem wam ze oczywiscie jak zapominam o myslach to jest wzglednie dobrze :))) i dzis zadowolona pojde spac :) jestem caly czas! :smile: pozdrawiam :szukam: :smile: :smile:

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 5:00 pm ]
a co to za zółte szukanie mi wyskoczylo :P
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez lochness 01 mar 2007, 18:02
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
Ostatnio edytowano 17 kwi 2007, 19:26 przez lochness, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
27 lut 2007, 18:23

przez pikpokis 01 mar 2007, 18:14
lochness skoro on ci sam o tym powiedzial to napewno cierpi tak jak my, dobrze ze nie wiesz co to za mysli:( twoj chlopak ma takie mysli bo wlasnie bardzo cie kocha i nie chce cie stracic, dlatego bardzo sie tym przejmuje! Bo jesli to by bylo "zwykle" wypalenie to by dawno cie zostawil! uwierz..... badz przy nim i nie wypytuj go jak sie czuje ( nie wiem czy tak robisz :) ) ale im szybciej o tych myslach zapomni tym lepiej, nie poruszajcie tego tematu bo bedziecie sie nakrecac, ja mojemu chlopakowi powiedzialam o tych myslach raz i dobrze ze nie wiecej bo bym nie zniosla jak by mnie wypytywal : dobrze juz? nie masz tych mycli? byloby jeszcze gorzej ze mna:( pozdrwaiam cie serdecznie!
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

przez lochness 01 mar 2007, 18:18
aaaaaaaaaaa
Ostatnio edytowano 17 kwi 2007, 19:27 przez lochness, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
64
Dołączył(a)
27 lut 2007, 18:23

przez Lucy86 01 mar 2007, 18:19
Witaj Jakubie :) Kolejna osoba w naszym gronie...

No napiszę co dziś u mnie. Nastroju nie mam szczególnie dobrego niestety. Dopiero w sobotę będę się widziała z moim chłopakiem, trochę mi go brakuje, trochę nie, sama już nie wiem, jak to jest...wymyśliłam dzisiaj, skąd mogły się wziąć u mnie natręctwa..moja mama i tata dość często mówią różne negatywne rzeczy na temat tego, jak postępujemy w związku, że nie mamy prawdziwych zainteresowań (bo takim nie są komputery), że spędzamy czas w zły sposób (najlepiej jak byśmy się bez przerwy uczyli). Często jak Marcin jest u mnie i rozmawiamy, potem mama mówi do mnie, że dlaczego rozmawiamy o takich głupotach, jak co wydarzyło się w pracy/na uczelni...mam wrażenie, że to wszystko zaczęło przenikać do mojej podświadomości. I tematy, na które wcześniej lubiłam rozmawiać z moim partnerem, uznałam za nieodpowiednie. Staram się prowadzić sztuczne rozmowy na "odpowiednie" tematy, ale nie budzi to mojego zainteresowania, a później natrętnie tłumaczy to sobie faktem, że nie mamy o czym rozmawiać...

A co do teorii Jakuba z lękiem, ja jestem ciągle nim przepełniona, więc to oczywiście może być związane z moimi myślami...

Jakub napisał(a): Zauważyłem ponadto, że im bardziej mi na kobiecie zależy tym te cholerne natręctwa mogą być silniejsze.


Ja na przykład w poprzednich związkach, które były mniej poważne i byłam mniej zaangażowana, nie miałam żadnych myśli natrętnych. Dopiero w tym, na którym mi tak zależy, i w którym zanim nie pojawiły się te myśli, mój partner był dla mnie wszystkim...mam wrażenia, że natręctwa z reguły dotyczą osób, które są dla nas bardzo ważne :(
Offline
Posty
169
Dołączył(a)
12 sty 2007, 14:04
Lokalizacja
Wawa

przez pikpokis 01 mar 2007, 18:36
lochness :) nie pytaj juz go hihih pozdrawiam!

Witaj lucy! napewno to moze byc przyczyna kochana! dam ci przyklad: moi rodzice sa bardzo religijni a moj chlopak nie chodzi do kosciola, moja mama zawsze mowila: co to za chlopak co do kosciola nie chodzi :( i rozumiem cie ze wlasnie to mialo taki wplyw na ciebie!!!! napweno! Hanusia tak miala! ze sie klocila z babcia swojego chlopaka bo mieszkali razem i nagle te mysli sie pojawily! rozmawiaj z nim tak jak dawniej:) wiemz e to latwo sie mowi:P ale ja mialam to samo... wiesz kiedys spotyklama sie z chlopakiem ktory jak sie zasmialam z naklejki na autobusie powiedzial mi: czemu ty smiejesz sie z takich glupot pogadajmy o czym powaznym... wtedy juz wiedzialam ze nie nadajemy na tych samych falach, ale do czego zmiezam, otoz ( jak ja gadam :P ) wlasnie mialam ostatnio leki ze moj kochany mi powie : przestan! badz powazna! i zawsze przypomina mi sie ta sytuacja z przeszlosci ;/ przyznaje jestem moze troche dziecinna :P ale poprotu lubie sie smiac czasem z jakiejs glupoty! Lucy!!!! najwazniejsze: ja ZAWSZE rozmawiam z moim kochaniem co tam w szkole :) nawet co robil na przerwach :oops: :smile: poprostu lubimy sobie tak pogadac :)

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 5:40 pm ]
Tak tak lucy ma racje !!!!!!!!!!nigdy nie mialam natrectw w poprzednich zwiazkach, tylko teraz gdy tak kocham bardzo!!!!!!! nie wyobrazam sobie zycia z nikim innym...... tylko ze wlasnie jak tylko nie zareaguje tak jak przed natrectwami (np. jak mnie tuli to natychmiast : nie kocham go )
Offline
Posty
378
Dołączył(a)
12 gru 2006, 11:16

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do