Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez LucidMan 12 kwi 2009, 23:09
apsik84 napisał(a):Prawda, musimy się zmienić, aby ją wygrać - nie nasz partner. A może nawet nie zmienić, ale poznać - dogłębnie, bez względu na wszystko.
No to oto mi się rozchodzi. Skoro pojawia się osoba i mówi, że po roku jest tak samo, to chyba lepiej dać do myślenia konstruktywną krytyką niż pogłaskać i powiedzieć: wszystko będzie dobrze.. a za rok, czytać to samo.. Łatwo mówić o zmianie i samopoznaniu, ale pasowałoby też coś w tym kierunku robić.

Łatwo jest stworzyć z nerwicy oddzielny byt i wszystko zrzucać na niego. Taki sposób na unikanie odpowiedzialności i chronienie się przed zranieniem. Jakże wygodne..
Nie muszę chorować na NN, żeby rozumieć NN. Nerwica to nerwica. Samo traktowanie nerwicy jako coś zewnętrznego pokazuje, o niezrozumieniu swojej własnej choroby. Ty jesteś nerwicą, a nerwica jest Tobą. Jedność! Żadnego oddzielenia, które służy tylko po to, by wzmacniać nerwicę..

apsik84 napisał(a):WIem, że to okropnie brzmi, kiedy chory na nn wypowiada głośno te natręctwa, które przez chorobę stają się dla nas "prawdą"
Całą filozofię "choroby" w tym zdaniu zawarłaś. Choroba czyni nas uczciwym względem siebie. Oczywiście jest to dla nas okropne, bo jakże ja mogę być "zły" !! Jak ja mogę kochać kolegę, a nie swojego chłopaka! Cóż... idee i przekonania kontra bycie sobą = konflikt = choroba

Pozdrawiam 8)
Lucid life
Avatar użytkownika
Offline
Posty
785
Dołączył(a)
09 sty 2009, 23:55
Lokalizacja
NeverLand

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 13 kwi 2009, 00:28
aha, mam rozumiec to tak ze przez 'idee i przekonania' ukrywam prawde przed sobą? czyli wychodzi na to, ze kocham jeszcze milion innych osob bo przytoczony przyklad z kolegą to tylko jedna i jedna z lzejszych natretnych mysli ktore mnie dopadly.
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez apsik84 13 kwi 2009, 21:22
Lucid man nie zgodzę się z Tobą. Nerwica natręctw to nie po prostu nerwica... niestety. Uważam, że nie zrozumie tej choroby ten, kto sam jej nie dośwadczył - nawet jeśli choruje na nerwicę innego rodzaju. Jak głosi inna nazwa jest to zaburzenie obsesyjno-kompulsywne. To właśnie OBSESJA jest największym cierpieniem chorującego, która staję się dla nas jakby "prawdą", ale nią nie jest. Ja musiałam mieć swojego "przewodnika", który powtarzał mi na głos, że to co myślę to nie rzeczywistość i nie moje prawdziwe ja. Szybki przykład: gdy byłam mała, przy modlitwie miałam mnóstwo bluźnierczych myśli na Boga. To było coś czego nie chciałam, a jednak pojawiały się nie wiadomo skąd - wulgaryzmy i wszystko co najgorsze. Dostawałam szału, ataku paniki, histerii itd. Wg twojej teorii było to moje przekonanie? Nie sądzę... Minęło wiele lat i wiem, że nie chciałam tak myśleć. O to właśnie chodzi w nn. Podobnie jest z myślami w stosunku do naszych ukochanych. Gdyby było jak mówisz, teraz prawdopodobnie miałabym przekonywać się, że moje myśli były prawdą, rzeczywistością - otóż nie, jakoś z tego wyszłam i wiem, że to były obsesje i coś niechcianego...

i dodatkowo: z NN trzeba tworzyć osobny byt. Taki był mój sposób na próbę radzenia sobie z tym wszystkim. Był to też mój pierwszy krok do tego, aby zacząć z nią walczyć. Chodzi o to by zrozumieć, że te myśli to choroba, nie ja.
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez laguna 13 kwi 2009, 21:50
a jak ktos tak nauczyl sie zyc z NN, ze mysli ktore sa choroba, a nie osobą, to co w takim razie definiuje tą osobe? kim ona jest, jaki ma charakter procz tych mysli?

wiem ze to co we mnie to choroba, tylko ze gdy sie tego wyzbede, co bedzie we mnie? co bedzie mna?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
17 lut 2009, 13:03
Lokalizacja
brak

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez LucidMan 13 kwi 2009, 22:07
apsik84, piszesz o wierzchnich warstwach, o wierzchołku góry lodowej, a to jedynie jest sposób w jaki manifestuje się nerwica. Jak mówię o tym, że nerwica to nerwica, to chodzi mi o dużo głębsze i subtelniejsze poziomy, a głównie jej pierwotną przyczynę, jaką jest lęk.

apsik84 napisał(a):Szybki przykład: gdy byłam mała, przy modlitwie miałam mnóstwo bluźnierczych myśli na Boga. To było coś czego nie chciałam, a jednak pojawiały się nie wiadomo skąd - wulgaryzmy i wszystko co najgorsze. Dostawałam szału, ataku paniki, histerii itd. Wg twojej teorii było to moje przekonanie?
To nie moja teoria to o czym mówię. Ten przykład z dzieciństwa to klasyczny objaw NN. Nie chcę go tłumaczyć na głębszym poziomie, bo znowu będzie, że teoretyzuje :P
Chodziłaś na psychoterapię, w takim razie powinnaś już teraz dokładnie wiedzieć skąd te myśli się brały. Mogę zgadywać, że chodziło o wypieranie (uczuć bądź emocji, przekonań, idei, postaw). Wyparta (jako zła) część siebie, powracała w natarczywych myślach. To ogólny schemat. Nie jest powiedziane, że zawsze się sprawdza...

Dziwi mnie to silne oddzielenie siebie i nerwicy. Piszesz, że tylko dzięki temu mogłaś zacząć z tym walczyć. To bardzo intrygujące, zwłaszcza że popierasz to wyzdrowieniem. Nie chcę nic kwestionować, jesteś zdrowa i super ;) Znalazłaś swoją drogę, tak trzymaj!

Pozdrawiam 8)
Lucid life
Avatar użytkownika
Offline
Posty
785
Dołączył(a)
09 sty 2009, 23:55
Lokalizacja
NeverLand

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez DEPRES 13 kwi 2009, 22:30
Subiektywizm sie Kochani klania,subiegtywizm!
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
26 lut 2009, 00:39

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez apsik84 13 kwi 2009, 23:30
LucidMan zgadzam się - piszę o wierzchołku gory lodowej, ale dlatego że zaatakowałeś właśnie "ten sposób w jaki manifestuje się NN" u konewki. Bronię jej i jej odczuć, bo wiem co przechodzi, a odniosłam wrażenie, że odpowiedziałeś jej bez zrozumienia. Wiesz jakim wielkim natręctwem mogą stać się Twoje słowa sugerujące, że to co myśli jest jej prawdziwym ja? Mój klasyczny objaw NN jest dokładnie tym samym, o czym pisze konewkaa i możesz dokonać dokładnie takiej samej analizy, że to wypieranie pewnego rodzaju złej części siebie, czy cokolwiek - po prostu pewna maska jakiegoś większego problemu (problemów).

Oddzielenie nerwica-ja to był mój sposób na tą chorobę. Piszę o oddzieleniu na poziomie myśli (natręctw), brak akceptacji do nich i świadomość, że to nie moje. Na tym poziomie, nerwica jest moim wrogiem i to był pierwszy krok. Z drugiej strony zaakceptowałam nerwicę jako chorobę we mnie (uświadomiłam sobie jej istnienie i to, że jestem chora) - również jako coś z czym muszę się pogodzić i nauczyć żyć (to daje mi spokój wewnętrzny - że te wszystkie "dziwactwa" rojące się w mojej głowie to tylko choroba, czego wcześniej, przed pójściem na psychoterapię, nie wiedziałam). (Może nie do końca jasno się wyrażam, a gdzieś między słowami mam wrażenie, że mówimy o tym samym :D )

Dodam tylko, ze moja psycholożka mówiła mi, że niektórzy pacjenci chcą w 100% wyjść z NN. Inni natomiast nie chcą się pozbywać tego całkowicie, dlatego, że nauczyli się z tym żyć i czują że jest to część ich samych i mają wrażenie, że jeśli wyleczą się całkowicie to nie będą sobą. Generalnie oczekują, że psychoterapia pozwoli im pozbyć się objawów tylko na tyle, by dało się jakoś żyć. Z tego też wnioskuję, że każdy ma na NN swój sposób, który jest wypadkową doświadczeń, przyzwyczajeń, oczekiwań itp.

Pozdrawiam!
Offline
Posty
148
Dołączył(a)
26 sty 2007, 01:29

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez LucidMan 13 kwi 2009, 23:47
Tak to prawda, zagubiłem się we własnym punkcie widzenia. Moim zamiarem było tylko skłonić konewkee do pewnych przemyśleń i zmienić jej punkt widzenia z przysłowiowego wierzchołka góry lodowej, na głębsze poziomy.

Tak czy inaczej, konewkaa powinna zacząć leczenie i znaleźć swoją drogę, tak jak to udało się Tobie ;)

Pozdrawiam 8)
Lucid life
Avatar użytkownika
Offline
Posty
785
Dołączył(a)
09 sty 2009, 23:55
Lokalizacja
NeverLand

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 15 kwi 2009, 23:10
Wszyscy wiemy, ze my - neurotycy, ktorzy zmagamy sie w tym temacie [chociaz w innych pewnie tez], jestesmy bardzo podatni. Łatwo na nas wpłynąć, co wynika z braku wiary w siebie, z nadwrażliwości, z całego tego leku ktory towarzyszy niechcianym myslom. Nie bede ukrywac ze LucidMan zachwiał moją psychiką dosyc mocno, ale bylo to z jego strony niepowazne i dosyc głupie [za przeproszeniem]. Nawet specjalisci, osoby wyksztalcone i doswiadczone nie mowia nam ze nie kochamy itp. Mam nadzieje ze nikt z nas nie trafi na lekarza o takich poglądach jak Lucid. Zresztą, to chyba niemozliwe, bo lekarz się na tym zna...

no i to by bylo tyle dzisiaj.
pozdrawiam gorąco:***

PS: Apsik, jestes wielka;)
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez cookiemonster 17 kwi 2009, 23:13
witam wszytskich po mojej bardzo dlugiej przerwie , no wiec ja w sumie z nerwicy sie wyleczylam i wiem juz o niej wszytsko , teraz niestety mam kolejny problem otoz moj zwiazek w sumie sie rozsypal i w ogole nie umiem sobie dac z tym rady ;( ogolnie to po natrectwach ktore jak sie okazalo wziely sie z choroby sierocej ktora mialam cale zycie , dopiero od roku staram sie zyc bez niej, jednak moj problem stal sie jeszcze wiekszy , moj mozg spontanicznie kryje uczucia prawdziwe przy innych osobach gdzyj ja w podswiadomosci boje sie odrzucenia a teraz niestety mnie to dotknelo , nie umiem dac sobie rady mam problem z samooakceptacja siebie nie umiem uswiadomoc sobie , ze jest ktos kto jeszcze mnie kocha , ze w ogole istnieje taka osoba ;(( mam stany depresyjne nie umiem z ludzmi kontaktu utrzymac , chodze do psychologa , moj chlopak byl jedyna nadzieja dla mnie a teraz wszystko sie posypalo...

[Dodane po edycji:]

aha jeszcze jedno! wy tak naprawde kochacie wszyscy i to cholernie mocno , nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego , ja mialam pelno mysli , balm sie ze pokocham kogos innego , ze zdradze , ze nie podoba mi sie kolor jego wlosow a te mysli natretne tak naprawde pojawiaja sie bo zaslaniaja nam nas prawdziwych bo my mamy taka chorobe ze nie potrafimy wyrazic siebie z obawy , ze zostaniemy sami , ze zostaniemy odrzuceni , po czasie kiedys sie wyleczycie i zobaczycie jak odsloni sie wam swiat i nigdy przenigdy nie mowcie partnerowi ze sie ma zmienic bo to nie w nim jest problem tylko w was pamietajcie o tym
Offline
Posty
119
Dołączył(a)
17 kwi 2008, 17:57

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 18 kwi 2009, 21:32
dzieki Cookie;)

a ja rzygam juz tymi myslami. czy paralizowal was kiedys starch przed tym ze kochacie kogos innego? przyjaciela/przyjaciolke? jakas konkretna osobe?
chcialabym kochac A ale mozg mnie zamęczy... ..
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez cookiemonster 19 kwi 2009, 09:55
no oczywiscie ,ze tak :) ja juz mialam chyba kazde natretne mysli jakie sa mozliwe :) w pewnym momencie odcielam sie od przyjaciol , kumpli itp bo balam sie ,ze spodoba mi sie ktos inny... a to nie jest prawda, teraz widze czym to bylo spowodowane:) uwierz mi tak nie jest... nie podoba ci sie nikt inny bo gdyby tak bylo to bys nie miala nerwicy i bys nie bala ylko bys naprawde kochala czy tez podobal by ci sie ktos inny i nie obwinialabys sie za to :) a ty masz zapewne , jak to jest z nami , odwrotnie :) ja po zerwaniu teraz uswiadomilam sobie w czym tkwil moj blad i mam gdzies w glebi nadzieje , ze moze uda nam sie zwiazek odratowac :) rok temu bylam osoba ktor przez ta nerwice miala pelno roznych mysli , czulam sie jakbym byla jakas niezdecydowana , a teraz? teraz bym wszystko oddala , zeby z nim byc , i nie interesuje mnie czy ma kolor wlosow taki czy inny czy tez nie podobaja mi sie jego ciuchy , po prostu pierwszy raz w zyciu pokochalam kogos za to kim jest we wnetrzu... bo ta choroba nas tego uczy i dzieki niej stajamy sie wartosciowszymi ludzmi :) glowa do gory!!
Offline
Posty
119
Dołączył(a)
17 kwi 2008, 17:57

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 19 kwi 2009, 22:41
pieknie mowisz Cookie, dzieki Ci za to z calego serca:) czuje sie troche lepiej... doskonale wiem o czym mowisz, z tym kolorem wlosow, ciuchami itp. nie potrafimy kochac o tak, tylko szukamy powodow. a prawdziwa milosc nie wymaga niczego w zamian, po prostu jest.
mimo wszystko nadal nie potrafie uwierzyc ze to choroba. i mam wrazenie ze Wy chorujecie a ja nie, ze ja nie kocham i nie ma sie co oszukiwac. no ale potem mysle sobie ze tyle juz to mam, ze przeciez nie chce odejsc i ze moze jest jakies wyjscie ztej sytuacji..
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez gregor80 21 kwi 2009, 12:26
Hej,
Mój związek się rozsypał, ja nie wytrzymałem z tymi myślami :( szkoda, kurcze walczcie o bliskie osoby, nie poddawajcie się, ja uciekłem i na myśl co wy przezywacie i ty Konewko to chce mi się ryczeć. Te cholerstwo jest straszne i wiem co czujecie. Ja sie podnosze z tygodnia na tydzien, ale niestety już sam i tylko do siebie mogę mieć pretensje, pomału dociera do mnie jak bardzo skrzywdziłem siebie i dziewczynę, to co kiedys do mnie nie docierało Konewko, tzn mówiłem straszne słowa byłej, nie żeby ja zranić, nie nic z tych rzeczy, poprostu ja byłem kims innym.(nie rozumiem jak mogłem tak mówić taki ból zadawać, to nie jestem ja, zachowywałem się jak najgorszy cham, a tak naprawde to wiem ze taki nie jestem, jestem wrazliwy, zadawałem potworny ból dziewczynie, to przekleta choroba nie ja, ale niestety moja osoba) Konewko nie poddawaj się, ale znajdz fachową pomoc, ja wiem z czym mam problemy, narazie tylko wiem i cholernie chce się ich pozbyć.
Pozdrawiam,
(Mówi się że prawdziwą miłość pamięta się do końca zycia, a ja się boję że ją właśnie odrzuciłem, wiem jedno NIE PODDAM ŚIE!!!!!!!!!!!!!!! choć strasznie trudno i chocbym miał walczyć o swoje szczęście i życie latami to i tak to bede robił)
Wiecie co dużo rzeczy do mnie dociera, nie mówcie o swoich myślach partnerom, wy jesteście razem i moze tego nie czujecie, ja jestem sam i dlatego na pewne sprawy moge patrzeć z boku, to co wy myslicie jest nie prawda, ale strasznie boli waszych bliskich, wy myslicie o swoim bólu który ja znam, ale on jest tak mocny ze zapominacie o bólu partnera.
Nie wiem ile w tym prawdy ale myśle że nerwica zabija wszystkie uczucia, za mocno powiedziane maskuje je, wtedy nn łatwo potrafi nam zawrócić w głowie, jak są uczucia to nie wazne jak partner wygląda jak mówi itp bo my go kochamy, a skoro nerwica otepia uczucia to zabijamy w sobie wszystko co najwspanialsze w związku i czepiamy się drobnych rzeczy w wyglądzie. To bez sensu. Nie wiem jak u was z samooceną, zastanówcie się nad tym czy nie wpływa ona na wasze nn.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
09 sty 2009, 10:45

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do