Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 02 sty 2009, 21:40
niestety nie jest dobrze, nie wiem czy slusznie pojawilam sie kiedys na forum i podpisalam pod nerwicą. chcialabym zeby tak bylo bo wolalabym gdyby wszystko sie poprawilo bez koniecznosci zmiany partnera.
a teraz wydaje mi sie ze zle wybralam, ze to nie bylo zakochanie tylko jakies zludzenie, moj chlopak jest brzydki, nie moge z nim swobodnie przebywac. mimo ze troszczy sie o mnie i takiego faceta chcialam, bo czuje sie bardzo kochana - ja nie pamietam kiedy ostatnio bylam szczesliwa.. :(
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Krakersik 06 sty 2009, 15:13
Trafiłem na to forum przypadkiem i aż się zarejestrowałam żeby wtrącić swoje dwa grosze. Ludzie, z pewnością wiekszość Was cierpi na nerwicę lub depresję. Obie przypadłości są zaburzeniami psychicznymi i nie bójmy się tego powiedzieć - nie są to choroby psychiczne w pospolitym tego słowa znaczeniu, a choroby afektywne, uczuć, emocji, jednakże w sferze psychiki. Takimi zaburzeniami zajmują się psychiatrzy, tak jak schorzeniami stawów ortopedzi i hirurdzy, a wadami serca kardiolodzy. Mam wrażenie, że wiele z Was ominęło ważny etap jakim jest wizyta u lekarza. Ja również choruję na stany depresyjne i nerwicowe i to od niepamiętnych czasów, bo mam już swoje lata na karku. Przez pierwsze parę lat męczyłem się tak jak Wy, powoli rozwalało się moje życie, bałem się absurdalnych rzeczy jak wyjście do sklepu, choroby, nagła śmierć. Miałem obsesje. Wszystko mnie przygniatało i przerastało. Odszedłem z pracy, coraz gorzej funkjonowałem. Pogrążałem się w swoich myślach i lękach. Aż trafiłem do specjalisty. Dostałem leki, fakt, pierwsze i drugie nie zadziałały bo tak to jest z antydepresantami, że trzeba trafić na swój, ale kolejny lek postawił mnie na nogi w ciągu paru miesięcy... Po latach izolowania się od rzeczywistości. Nie twierdzę, że leki to antidotum na wszelkie zło, bo z pewnością są osoby, których problemy biorą się z cech osobowości czy przeżyć i potrzebują pomocy psychologa. Ale nie dajmy sobie wmówić, że na depresję i nerwicę jedynym wyjściem jest psychoterapia, a leki są jakimś oszustwem, bo tak nie jest. Byłem na kilku psychoterapiach, różnych formach, także w oddziale dziennym. Mi to nie pomagało. Miałem wrażenie, że ci ludzie doszukują się we mnie czegoś, czego nie ma - że jestem introwertykiem, że jestem mało asertywny, że brak mi wewnętrznej pewności siebie. Wszyscy z mojego otoczenia, którzy znali mnie wczesniej zaprzeczali zdecydowanie tym teoriom. Dlatego mam do Was ludzie prośbę - nie leczcie się na własną rękę, nie przeciągajcie struny, jeżeli czujecie że coś z Wami jest nie tak, skonsultujcie się ze specjalistą, jeżeli czujecie że psychoterapia Wam pomaga, kontynuujcie ją oczywiście. Jednakże trzeba pamiętać, ze niektóre przypadki depresji i nerwic (a są ich niezliczone typy) mają podłoże bardziej biologiczne niż osobowościowe i nawet najlepszy psychoterapeuta nie zdziała cudów, jeżeli są fizyczne zaburzenia gospodarki hormonalnej i neuroprzekaźników. Wówczas jedynym i najlepszym wyjściem są specjalne lekarstwa. Mam nadzieję, że nikogo nie zranie swoją wypowiedzią, a może komuś pomogę. W tej chwili mam dorastające dzieciaki, dobrze płatną pracę za granicą, żyję pełnią życia. A myślałem, że nie doczołgam sie do trzydziestki. Biorę dawkę podtrzymującą przez dwa lata co dwa lata. I nie czuję się w związku z tym przegrany, ani gorszy. Gdybym miał cukrzycę to brałbym insulinę.
PS: Warto pamiętać, że na działanie leków trzeba cierpliwie czekać nawet 2 miesiące oraz że, jak napisałem na początku, czasem trzeba wypróbować kilka leków, żeby trafić na ten, który działa na mój organizm. Życzę Wam wszystkim z całego serca powodzenia i trzymam kciuki za Wasze szczęście. Z tego da się wyjść, albo inaczej, z tym da się żyć i to szczęślwie - trzeba tylko znaleźć swoją metodę.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
05 sty 2009, 21:45

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez gregor80 09 sty 2009, 16:57
Jestem nowy na tym forum. Bardzo mnie interesuje temat „co by się stało jak bym przestał kochać bliską osobę, partnerkę” Widzę że ten temat został już wielokrotnie tutaj poruszany.
Bardzo proszę wszystkich zainteresowanych tym tematem o pomoc. A o to moja historia.
Rok temu usłyszałem słowa od swojej narzeczonej że jej nie kocham nie widzę w niej kobiety, takie stwierdzenie padło ze strony partnerki ponieważ nie byłem zainteresowany sexem, pewien czas życie erotyczne się układało później całkowicie przestało mnie interesować, napięcie rozładowywałem w inny sposób nie będę pisał jak bo to żałosne i smutne i czuję tylko awersję do tego. Powracając do rzeczy. Uwierzyłem tym słowom, zacząłem przyglądać się partnerce i doszukiwać przyczyn dlaczego się nie kochałem...i tak uznałem że ma brzydką twarz później poszedłem dalej i doszukiwałem się innych części ciała które mi się nie podobają i dlaczego nie mogę kochać.
Wpadłem w straszne lęki nie wiedziałem co się ze mną dzieje byłem przerażony że za kilka miesięcy mamy wziąć ślub, a ja stwierdziłem że mi się ona w ogóle nie podoba. Ogromny konflikt wewnętrzny z jednej strony uważam partnerkę za wspaniała osobę czułą, wrażliwą, kobiecą o takiej kobiecie marzyłem łączyło nas wiele zainteresowań wiele rzeczy razem robiliśmy, czułem się szczęśliwy a z drugiej strony myśli od rana do wieczoru że mi się fizycznie nie podoba i nie mogę z nią być. Przeżyłem i przeżywam ten koszmar od 12 miesięcy. Przeszedłem już przez ogromne lęki, depresję, psychotropy, a nawet pobyt na oddziale zaburzeń lękowych wszystko dlatego że mam straszny wewnętrzny konflikt. Wiem że mam wspaniałą dziewczynę, ale nie potrafię sobie poradzić z myślami że mi się nie podoba. Widok ładnej dziewczyny na ulicy wywołuje we mnie lęki że ta mi się podoba, koszmar. Do ślubu nie doszło, ale jesteśmy dalej razem, może dlatego że partnerka bardziej wierzy we mnie niż ja w siebie. Nie wierzy że ja jej nie kocham, choć ja tego teraz nie czuję, ale wiem że przez pierwszy rok było dobrze byłem naprawdę szczęśliwy. Chodzę na intensywną terapię, dużo pracuję nad sobą, dodam że pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej, był również alkohol. Mija już rok jak cierpię, przeszedłem wiele, pomału podnoszę się czy to wszystko nerwica? ...natrętne myśli Jeden związek poważny już zniszczyłem, też coś sobie wkręciłem i zniszczyło wszystko. Nie chcę zniszczyć do końca tego w którym jestem, bo wiem że partnerka jest naprawdę wspaniała, a ja wszystko uzależniłem od fizyczności, że coś mi się nie podoba i ciągłe myśli o tym, jest lepiej ale nie do końca. Proszę wszystkich, których dotknęło podobne historie o napisaniu kilku słów. Dziękuję
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
09 sty 2009, 10:45

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ninfa 09 sty 2009, 17:34
Gregor, jak juz zapewne zauwazyles my wszyscy tutaj mamy ten sam albo podobny problem.Ja nim znalazlam sie na tym forum, tak samo nie wiedzialam co sie ze mna dzieje...nie rozumialam.Gdzies od 140 strony ow watku zaczelam troche o sobie pisac, opowiedzialam o moim problemie.Wszystko zaczelo sie rok temu.Mialam silny atak nerwicy i do dzis zmagam sie z cierpieniem.Zawsze bardzo kochalam mojego narzeczonego, bylo mi z nim naprawde dobrze,w ogole to cudowny czlowiek i do dzis dziekuje za niego Bogu.Nerwica niestety uderzyla w to co najbardziej kocham, zaczelam miec watpliwosci co do moich uczuc wzgledem mojego narzeczonego...mimo,iz on zawsze mi sie niesamowicie podobal, ja zaczelam spogladac na niego krytycznym okiem, widzialam w nim same wady, nawet jego glos mi sie nie podobal!To absurdalne!Nie rozumialam dlaczego tak sie dzieje...Szukalam w internecie podobnych przypadkow i tak oto trafilam na to forum.Nie moglam uwierzyc w to,iz nie jestem z tym sama...poczulam ulge.Powiedzialam sobie,ze sie nie poddam, ze bede walczyc! obecnie jestem na lekach antydepresyjnych, jest troche lepiej,ale nie do konca...Jedna strona mnie pragnie byc do konca zycia z moim ukochanym,natomiast ta druga strona (zupelnie mi obca ,czesto tlumacze ja jako demoniczna)wmawia mi,ze i tak nie bede z nim,ze powinnam odejsc,zostawic go...Ale ja nie chce! Mam lęki,czuje strach, tak bardzo boje sie stracic mojego ukochanego!
Ale wiesz co,Gregor?Ja naprawde sie nie poddam, bede walczyc do konca...Ty rowniez trzymaj sie i nigdy nie kryj sie z problemem!tutaj mozesz pisac kiedy tylko chcesz,tutaj jestes anonimowy,wszyscy sie wspieramy...w jakims sensie to forum mi samej pomoglo...POZDRAWIAM!!!
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
30 lip 2008, 13:19

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 09 sty 2009, 22:51
Witaj Gregor:). Ja ze swoim chlopakiem jestem juz rok. Dokladnie w niedziele mamy rocznicę. Te mysli przyszly pierwszy raz po 5 miesiacach zwiazku. Jesli chcesz mozesz doczytac w moim postach o mojej historii ale wyjasnie tylko ze nie zakochalam sie w nim od razu, to przyszlo z czasem i naprawde bywaly momenty w ktorych wiedzialam ze liczy sie tylko on. Potem przyszedl strach ze on mnie zostawi, a potem to juz mysli ze ja nie kocham. Przezylam naprawde koszmar, wlasciwie to nadal przezywam, ale juz oswoilam sie z tym ze odpycha mnei od niego na wszystkie mozliwe osoby. Wiem jednak ze CHCIAŁABYM GO KOCHAĆ. nie wiem, moze nie umiem odejsc, boje sie rozstac, moze to ktos nie dla mnie, ale chcialabym go kochac.

jesli chodzi o mysli zwiazane z wyglądem to znam je na pamiec, Andrzej nie jest w moim typie. Był czas kiedy nie widzialam jego wad, ale na dzien dzisiejszy jest dla mnie paskudny...

Jednak ciagle wierze ze uda sie z tego wyjsc, ze ten czas cierpienia nie pojdzie na marne, ze uda mi sie go pokochac. Nawet jesli to nie jest zadna nerwica.
Pozdrowienia:)
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ninfa 10 sty 2009, 14:03
Tak jak kiedys moja(zdrowa) przyjaciolka powiedziala: Nikt z nas nie znalazl sie na tym forum przez przypadek...
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
30 lip 2008, 13:19

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 10 sty 2009, 14:11
Ninfo, bardzo w to wierzę...
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ninfa 10 sty 2009, 14:52
Konewko, ja wierze w to calym mym serduchem! Wierze,ze kochamy...wiem to!Zreszta mowi sie, ze milosc to nie uczucie, to wola...liczy sie to, ze chcemy byc z naszymi partnerami.Czy nie jest tak, ze myslimy, iz to wlasnie te ukochane osoby nadaja sens naszemu zyciu...?
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
30 lip 2008, 13:19

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 10 sty 2009, 17:55
chcialabym go kochac. ale nie umiem... jestem z nim, ale to nie jest szczescie. mimo wszystko nie odejde... chocbym miala zwymiotowac lub kurczyc sie z bólu...
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 18 sty 2009, 10:22
Ech a u mnie już było dobrze, dopóki jedna ze znajomych nie powiedziała mi że mąż za często ma do mnie pretensje - ona tak zauważyła. No cóż zaczęłam o tym myśleć, potem znów wróciły myśli że go nie kocham i nigdy nie kochałam, że nie chcę odejść ze względu na mieszkanie i wspólne sprawy. I znów czuję się okropnie, znów włącza mi się panika i aż mi niedobrze :roll:
Offline
Posty
315
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 24 sty 2009, 08:56
Kochani, jak sobie radzicie?? Coraz większa cisza tutaj czy to znaczy, że miewacie się lepiej? Jesli tak to koniecznie podzielcie się tym z innymi, niech ta nadzieje, że TO kiedyś minie nie gaśnie.
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez gregor80 24 sty 2009, 12:11
Witam was wszystkich czuję to wszystko co wy i was dobrze rozumiem. To co z nami robi nerwica natręctw jest nie do zniesienia i destruktywnie wplywa na nasze życie. Ja na nią cierpię już jakieś cztery lata, pierwszy rzut spowodował że rozpadł się mój pierwszy związek po siedmiu latach, a zapadłem na to świństwo w sódmym roku naszego związku i odszedłem bo nie radziłem sobie z myślami na tle dziewczyny. Z tymi myślami wszedłem w kolejny ziązek ale nie dotyczyły bezpośrednio kolejnej dziewczyny i jakoś z nimi żyłem do czasu kiedy pojawiły się myśli dotyczące obecnej dziewczyny, a te poprzednie mineły poprostu je zastąpiłem i jest katastrofa. Ale zamierzam wygrać. Dużo pracuję nad sobą. Przeszedłem już terapię lekarstwami w najgorszym momencie teraz od pieciu miesiecy ich nie zażywam. Nerwica natręctw objawiła się u mnie tak jak u was wprowadziła zamieszanie czy kocham czy nie czy mi sie podoba czy nie. Koszmar wpadlem w ciężką depresję lęki i trafiłem do szpitala. Było bardzo ciężko momentami chciałem skonczyć ze sobą. Chodze do psychoterapeuty, intensywna terapia co tydzien. Widzę poprawę choć mysli nie przeszły jestem świadomy wielu rzeczy. Podnioslem się z dołka, pracuję i coraz wiecej rozumiem siebie. U mnie nerwica natręctw jest konsekwencją życia w dysfunkcyjnej rodzinie, gdzie byłem narażony na ciągły stres, co spowodowało nerwicę wegetatywną a pózniej nerwice natręctw. Nic się nie bierze z niczego, to nie jest choroba psychiczna tylko konflikty wewnętrzne z którymi niektórzy ludzie sobie nie radzą tak jak ja. Pracę nad sobą rozpoczołem w lutym 2008 i zamierzam na tyle wpłynąć na siebie aby normalnie żyć, wiem że jestem obciążony tym problemem do konca życia ale zrobię wszystko aby doprowadzić do takiej sytuacji aby normalnie żyć. Moja psycholog po kilkudziesięciu wizytach powiedziała że powinienem ponownie się zaręczyć i wziąść slub pomimo moich mysli. Ufam jej wybrałem psycholog z kilkudziesiecio letnim stażem, może słono płacę ale szczęście jest warte wszystkich skarbów a wszystko co materialne jest niczym w porównaniu ze szczęsciem osobistym.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
09 sty 2009, 10:45

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 24 sty 2009, 18:55
Dobrze Gregor, że się leczysz ! Ja się paniecznie boję psychoterapii bo myślę, że co zrobię jak po leczeniu wyjdzie, że wcale nie kocham, albo się pomyliłam? I będę musiała odejść? A ja nie chciałam i nie chcę odchodzić... Dlatego też, mimo swoich stanów, wyszłam za mąż kilka miesięcy temu, a teraz spodziewam się dzidziusia. Do lęków, a właściwie teraz już przekonania, że nie kocham, doszedł mi potworny lęk przed leczeniem - bo się boję, że naprawdę nie kocham i popełniłam błąd wychodząc za mąż....
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 27 sty 2009, 16:59
witajcie, trochę mnie tu nie było. co u Was? komus sie poprawilo? mam nadzieje ze tak i ze moze podzieli sie pomyslem na wyjscie z tego...
Kilka miesiecy temu nawet jak probowalam przyznac sie przed sobą ze nie kocham, dostawalam atak placzu a nerwy siegaly zenitu Teraz umiem tak spokojnie stwierdzic ze nie kocham, ze on nie pasuje do mnie, ze az mnie to przeraza. Mimo wszystko nie chcę odejsc, co wynika pewnie z przywiazania. No i naprawde nie wyobrazam sobie innego u mojego boku. Gleboko wierze w to, ze kazdy z nas sobie poradzi. Ze ten brak uczuc zablokowany przez lęki, kiedys napelni się miloscią ktorej przeciez zdefiniowac sie nie da. Jaki to paradoks, meczymy sie myslami ze nie kochamy, a tak naprawde codziennie wykonujemy kawal trudnej roboty jaką jest walka o drugiego czlowieka. Haha, i czy to nie jest milosc?
to takei pomgatwane, nie ma sie co dziwic ze tracimy sily i watpimy. Pewne jest to ze nie jestesmy tu przez przypadek i nikt z nas nie moze się poddac. Juz kilka miesiecy temu postanowilam stawac twarza w twarz z lekiem, nie uciekac ale dyskutowac z moimi myslami, przeciez to ja wybieram, a wybralam mojego Andrzeja. Mimo ze moje mysli robią co moga probujac mnie od niego odciągac, czasami mam ochote zerwac, odejsc, przestac (jak uwaazam czesto) oszukiwac siebie. Zostanę, ile mogę, ile mi Bog da sily/
Powodzenia moi kochani ;****
konewkaa
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do