Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez aga25 22 lis 2008, 13:39
Witajcie,
dawno mnie tutaj nie było ale widzę że definicję nerwicy natręctw należałoby rozszerzyć. Już nie seks i religia są głównym tematem natręctw ale właśnie ten dobrze znany nam temat.
Ze względu na to, że miałam okazję przechodzić przez to samo, mogę wam poradzić:
1 Jeśli czujecie, że te myśli was atakują i zagrażają wam w jakiś sposób nie czekajcie i udajcie się do psychologa! Nie łudźcie się, że natręctwa miną samowolnie trzeba się wiele napracować i nauczyć się żeby sobie z nimi poradzić ale naprawdę warto!
2 Obudźcie się! Ja byłam zszokowana kiedy uświadomiłam sobie, że żyję w świecie wyobrażeń i iluzji bo kiedy analizujecie myśli natrętne, przejmujecie się nimi żyjecie swoją wyobraźnią a nie realnym życiem. Wasze realne życie przepływa wam przez palce. Nie wiecie co się z wami dzieje ani co się dzieje wokół was kiedy tak analizujecie myśli. Jesteście uwikłani w gry jakie toczycie w waszej głowie ale te gry nie dzieją się w rzeczywistości. Poprzez rozmyślanie tracicie kontakt z tym co dzieje się z wami i wokół was w chwili bieżącej a dzieje się wiele pozytywnego ale wy nie jesteście tego w stanie zobaczyć bo żyjecie w świecie iluzji. Odrzućcie iluzje i wyobrażenia.
3 Tak naprawdę to co teraz czujecie, sposób w jaki się zachowujecie to nie jest wasz sposób bycia. W tej chwili jesteście wypisz wymaluj swoimi rodzicami bądź osobami, które miały wpływ na wasze wychowanie i wasze uczucia.
4 To nie wasi partnerzy są problemem tylko wasze podejście do nich, które niekoniecznie musi być waszym podejściem (patrz punkt 3).
5 Nerwica to konflikt. W tym wypadku chcecie kochać właśnie tych partnerów z którymi jesteście obecnie ale jak to ładnie ujął de Mello jesteście zaprogramowani na cierpienie, nieufność, brak wiary w siebie, brak ufności w swoje decyzje, nie czujecie się bezpieczni choć w rzeczywistości jesteście jak najbardziej bezpieczni. Nie wierzycie, że macie prawo żyć jak chcecie i możecie kochać kogo chcecie. Żyjecie ograniczeniami, które wtłuczono wam albo wy sobie wtłukliście do głowy i to one blokują was.
6 Przyjmijcie do wiadomości, że nie ma ludzi doskonałych wy również jesteście niedoskonali. MACIE PRAWO POPEŁNIAĆ BŁĘDY, MACIE PRAWO MYŚLEĆ CO CHCECIE ALE TO OD WAS ZALEŻY, Z CZYM SIĘ ZGADZACIE A Z CZYM NIE.
7 Zaakceptujcie w sobie wasze negatywne emocje. W każdym człowieku tkwią i pozytywne i negatywne siły ale to od was zależy, którymi będziecie się kierować w życiu. Jeśli chcecie cały czas cierpieć no to ok ale nie łudźcie się że inni będą chcieli cierpieć razem z wami nie miejcie pretensji do innych, że oni chcą być szczęśliwi bo taką ścieżkę wybrali. Wam się wydaje, że jak teraz cierpicie to będziecie cierpieć już zawsze otóż nie, w każdej chwili możecie zmienić swoje podejście do życia ale musicie chcieć go zmienić. Nie wińcie wszystkich i wszystkiego za wasze cierpienie bo to wy decydujecie czy chcecie być cierpiętnikami czy ludźmi szczęśliwymi. Nikt prócz was za was waszego życia nie przeżyje a życie jest krótkie!
głowa do góry wszystko jest i będzie ok
Offline
Posty
137
Dołączył(a)
11 gru 2007, 16:34

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez karl22 29 lis 2008, 17:37
aga25:

Pieknie to napisalas, ale zauwaz, ze nie kazdy pasuje do Twojego opisu. U mnie sytuacja jest zupelnie inna. Jestem chory na nerwice objawiająca sie wlasnie natertnymi myslami i moim zdaniem swietnie sobie z nia radze. Pare sytuacji uswiadomilo mi tak jak Tobie, ze nie ma sensu robic z siebie ofriary i cierpiec "dla zasady" i jeszcze wciagac w to innych. Nauczylem sie w dosc efektywny sposob kontrolowac swoje mysli, nie czuje sie zaprogramowany na cierpienie, nieufnosc oraz wiem, ze jestem niedoskonaly. Moge smialo powiedziec, ze mimo swojego problemu jestem szczesliwym czlowiekiem. Zawsze bylem optymista i nie mam w zwyczaju zalamywania sie, ale problem polega na tym, ze moja kobieta nie podchodzi odpowiednio do mojego problemu. Wiadomo, ze nie jestem jeszcze w 100% zdrowy i czasem za bardzo przejmuje sie pewnymi rzeczami, ale jedyne czego od niej oczekuje, to delikatne wsparcie kiedy wlasnie widzi, ze niektore sytuacje odbieram bardziej emocjonalne. Ona niestety reaguje na to w taki sposob, ze zamyka sie w sobie i jest wkurzona na mnie, co oczywiscie generuje w moim ciele dodatkowe niepotrzebne leki. Barkuje mi prostego zdania, "nie steresuj sie, wszyskto jest pod kontrola" To nie jest duzo i bardzo by mi pomoglo , ale niestety moje prosby sa ignorowane.

Nie wydaje mi sie, ze podchodze do swojej partnerki w zly sposob. Nie jestem paranoikiem, ktory przezywa kazde zle spojzenie i gest. Moj lek nasila sie poprostu kiedy widze, ze ona jest za to na mnie obrazona, ze nie jestem tak silny psychicznie jak ona
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
19 lis 2008, 01:52

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 30 lis 2008, 12:42
Witam,
u mnie bez zmian, ale też bez łez. Bywa naprawdę ciężko, bo wydaje mi się ze wmawiam sobie milosc, ze tak naprawde nie kocham i musze odejsc, jesli chce byc szczesliwa. Ale wiecie co, nie zostawie tego czlowieka, nie ma mowy. Coś nie pozwala mi od tak dlugiego czasu odejsc i ja chyba sama nie chcę. Trzyma sie mnie jeszcze mnsotwo natretcw, szczegolnie upierdliwe są te zwiazane z innymi facetami, dlatego nauczylam sie juz i nie wychodze na zadne imprezy bez Andrzeja, bo wiem czym mi to grozi. Pozniej zamartawiam sie czy ktoregos nie kocham, czy ktorys nie jest przystojniejszy, madrzejszy, zabawniejszy. Nie jestem jeszcze gotowa na wyjscie z bezpiecznego kata swojego domu. A jak Wy zyjecie?
Witaj Karl22, mam nadzieje ze z czasem bedzie coraz lepiej. Grunt to wreszcie pojac ze wsyzstko, nawet milosc ma swoje dobre ale i zle strony. Najwazniejsze jest to zeby pielegnowac i ufac pozytywom. Mam nadzieje ze kiedys mi ta cała paranoja minie, ze poczuje ze kocham i ze wszyscy damy rade ! Musimy :)
pozdrowienia :**
konewkaa
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 09 gru 2008, 08:29
Dawno mnie tu nie było, cały czas walczę z niechęcią, blokadą i odpychaniem...

Ale dzisiaj przyszła najgorsza myśl, że chcę odejść od męża.. :(. Że na pewno tego chcę i badam swoją rekację na tę myśl, i pojawiają się kolejne, że chcę.. że nie mogę z Nim żyć. Płakać mi się chce :((((((((((
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez mieciu 09 gru 2008, 09:24
Marto nie załamuj się. Trzymaj się. Jesteś dzielna, wytrzymasz, to nie może trwać w nieskończoność...
Gdzieś jest ten lepszy świat...
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

Avatar użytkownika
przez vendetta84 09 gru 2008, 11:35
bądź dzielna Marta!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
16 lis 2008, 20:39

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ninfa 09 gru 2008, 13:46
Marto,nie zalamuj sie! Jakis czas temu slyszalam o pewnej kobiecie,ktora przez lata walki z depresja i nerwica " nie kochala" swojego meza...blokada ustapila po dlugim czasie,ale kobieta dzis jest bardzo z siebie dumna i mowi,ze nie zaluje,iz zostala z mezem.Wycierpiala swoje,ale teraz wreszcie jest szczesliwa i czuje,ze naprawde kocha...Trzymaj sie,Martusia!!

---- EDIT ----

Prawda jest taka,ze ta chora czesc Ciebie nakazuje Ci zostawic Twojego meza,natomiast ta zdrowa nie pozwala Ci od niego odejsc,bo Ci na nim zalezy...I to sie liczy.
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
30 lip 2008, 13:19

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 09 gru 2008, 18:01
Dziękuję Wam !!!! Jesteście kochani !!! Wiem, że to nie może trwać w nieskończoność, ale czasami myslę a co będzie jak choroba się skończy i po niej okaże się, że nie kocham??

No ni, muszę być dzielna... muszę... dla siebie, męża i maluszka, którego noszę w brzuchu !!!!
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Ninfa 09 gru 2008, 18:39
Marto,ciesze sie,ze zostaniesz mamusia!!To naprawde dobra wiadomosc,no i moze narodziny malenstwa jeszcze bardziej Was wszystkich do siebie zbliza!Wierze w to!
Juz same slowa : "Musze być dzielna...dla siebie,meza i maluszka(...)" mowia jak bardzo Ci zalezy na Twoim ukochanym i jak bardzo pragniesz miec wspaniala rodzine:)Trzymam kciuki za Wasza trojke!God bless you!
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
30 lip 2008, 13:19

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez MartaF 09 gru 2008, 21:31
Dziekuje Ninfo !! Wiesz.. dlugo zastanawialam sie co napisac. I wierz mi, ze chcialam napisac tylko, ze musze byc silna dla siebie i maluszka !!. Jakos moj maz mi w tym wszystkim nie pasowal :((
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez konewkaa 10 gru 2008, 16:49
to co zle wyplywa z nas, choc nam wydaje sie ze nasi partnerzy są winni. ale gdyby naprawde byli tacy źli, zadna z nas nie marnowalaby tyle czasu i zdrowia na walke z myslami. nie zastanawiajmy sie nad tym czy to nerwica, czy nie. znalezlismy sie na tym forum, trafilysmy na siebie, ciagle tak bardzo cierpimy. to niepodwazalny dowód na to ze jednak jest o co walczyc i z czymś sie zmagac. to cos to wstretna choroba. ale musimy byc silne.
nie mozemy dopuscic do tego, zeby to cale nasze zepsucie przelało sie na naszych kochanych, musimy zatrzymac je w sobie i w sobie zwalczyć. bo pozniej mozemy zalowac tego co stracimy. i to z wlasnej winy. wczoraj czytalam przed snem "kochaj siebie a niewazne z kim sie z wiazesz", serdecznie polecam ta ksiazke !!. autorka tak cudownie pisze o tym jak uratowala swoj zwiazek. i zaznaczala ze wina nie lezala po stronie jej partnera, ale musiala przejsc dluga droge zeby samą siebie pokochac. jej zdaniem wazna jest prawda, musimy rozmawiac szczerze z ukochanymi bo chyba wszyscy wiemy jak ogromny bol sprawia nam udawanie ze jest ok, kiedy w srodku czujemy odraze do partnera. coś naprawde da sie zrobic ! Bóg jest po naszej stronie, gleboko w to wierze ! :) trzymajcie sie !
konewkaa
Offline

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez amandia 10 gru 2008, 23:33
Marto dasz radę, weź to na przeczekanie. Musisz zignorować ten atak, to jest chwilowa myśl, ona napewno minie, musisz w to wierzyć i powtarzać to sobie. Musisz być silna dla siebie i maleństwa.
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
05 paź 2008, 10:01

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez HAniaa 17 gru 2008, 17:09
Też miałam takie natręctwa ( a których nie miałam?? :)) jestem z moim 4 lata, teraz leci piąty. A dopiero niedawno(kilka miesięcy temu? ) powiedziałam mu, że go kocham. A wczesniej non stop takie myśli, że go nie kocham, bo cos, że mi się nie podoba, że jest za wysoki, że jest blondynem itd. Nawet kiedyś z nim zerwałam!! A to dlatego,że spodobał mi się jego kolega, a to jz było zdecydowaną oznaką, że nie kocham Daiela. I co, trwało to 5 dni, tyle bez niego wytrzymałam:)) Teraz wiem, że go kocham, najbardziej na świecie. A wszystko właśnie przez to: nieufanie własnym uczuciom, nie pozwalanie na nie, cenzurowanie ich. Nie rozumiałam, że uczucia są częśćią natury człowieka, nie są ani dobre ani złe. Wszystkie negowałam i starałam się ukryć. A co najlepsze: wszystkie były złe, niedobre. Ale to już minęło:) To kolejny problem, który zniknął dzięki terapii!

Pozrowiam:))
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
19 cze 2007, 22:45
Lokalizacja
WROCŁAW

Re: Co by było gdybym przestał/a ją/jego kochać....?

przez Oliwka 17 gru 2008, 23:12
Witajcie wszyscy! czytam ten temat od dwoch miesięcy i dopiero teraz postanowilam cos napisać. Bałam sie wczesniej poniewaz pisanie tutaj to jakby dowód na to ze ja mam podobny problem co większośc z Was. To tak jakbym przyznała sie do tego i już nie ma od tego odwrotu. Nie jestem jeszcze w stanie opisac co ja przeżywam w moim związku od jakiś ponad dwóch miesiecy poniewaz boje sie nawet o tym pisać. To jest dla mnie strasznie ciężki temat. Nigdy nie przypuszczalam ze to mnie spoka. Zastanawiam sie tylko czy to dlatego ze czegos sie boję czy po prostu związek sie zmienia i moje uczucia tez:(
Jak Wy z tym zyjecie na co dzien? czy caly czas odczuwacie lęk i rozdrażnienie? jak tu zyć jak w czlowieku rodzą sie takie okropne uczucia?
pozdrawiam Was wszystkich
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
17 gru 2008, 22:59

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do