Nerwica Natręctw - Moja historia, objawy, co zrobić...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Powtórka z rozrywki...

przez samotny 13 sty 2008, 22:10
Powracam na forum po prawie rocznej przerwie...znowu się zaczyna...niestety. Na NN zachorowałem w LO, silny stres szkolny, utrata własnej wartości, z czasem lekka depresja i fobia społeczna. Cały czas do tego wszystkiego dowalała mi samotność. Leczyłem sie przez 6 miechów ponad fevarinem, potem odstawiłem lek i zacząłem nowe życie. Wszystko super cacy w miarę aż do wakacji, w wakacje poznałem swoją dziewczynę i byliśmy razem aż do świąt bożego narodzenia(właściwie zerwałem z nią w 1 dzień świąt...miałem swoje powody), miałem pracę ciężką bo ciężką i za marne pieniądze bo jako robotnik w fabryce (praca na 3 zmiany za marną kasę ale muszę jakoś zarobić na studia bo studiuje zaocznie, jestem na 2 roku). Moją pasją jest fotografia, w zeszłym roku zrobiłem się medialny i moja kariera fotograficzna trochę się rozkręciła...bo czym nagle po 4 latach pstrykania jakoś totalnie pasja we mnie umarła. Rzuciłem pracę, zerwałem z dziewczyną , gdyż nie mogłem zrozumieć jej chorej więzi z jej 2 byłymi facetami. NN pokonałem później jako tako sam bez leków, sporadycznie głupie myśli mi się zdarzały ale nie skupiałem się nad tym, zacząłem spotykać się towarzysko i jakoś żyć. Lecz teraz prosto przed sesją , mam totalnego doła nie wspominając już o sylwestrze którego spędziłem względnie sam w domu. Nie mam przyjaciół, bo mało kto studiuje na uniwerku tutaj, wszyscy wyjechali do Holandii, albo na wyspy. Mieszkam w małej mieścinie, cały ostatni tydzień przesiedziałem w domu leżąc oglądając filmy na dvd, a dzisiaj postanowiłem wyjść do ludzi i popstykać co nieco na WOŚP, wcześniej byłem w kinie(pierwszy raz w życiu sam w kinie!) ogólnie przyjechałem do domu zmęczony i rozklekotany, będąc na wośp poczułem nagły lęk, wogóle mam totalnego doła, nie mam siły na nic, w głowie kłębiły mi się znowu durnowate myśli ...jestem w totalnym dołku i nie mam siły na nic...teraz znowu bede sie musiał jakoś poskładać do kupy tylko nie wiem jak...póki co zaczynam brać deprim doraźnie i zajmować się czym kolwiek...byle nie myśleć bo wtedy jeszcze bardziej się wkręcam no i cały czas jak jestem gdzieś w mieście sam to czuję pustkę i wewnętrzny lęk...a najbardziej depresyjnie wpływa na mnie moje miasto , które nazwałem cmentarzem umarłych nadziei bo tutaj nie ma gdzie wyjść, co robić ani z kim się spotkać...nie potrafię się odnaleźć...może tak wygląda wchodzenie w totalną dorosłość???
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
18 maja 2006, 16:18
Lokalizacja
Opole

przez samotny 13 sty 2008, 22:14
Otępiały i zmęczony owszem do tego cały czas jakiś wewnętrzny brak poczucia własnej wartości...
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
18 maja 2006, 16:18
Lokalizacja
Opole

przez celineczka3 14 sty 2008, 10:53
Jaka widac terapia farmakologiczna nie zawsze okazuje się wystarczająca...a juz zwłaszcza w wypadku NN, która częściej jest problemem psychologicznym niz fizycznym. Próbowałeś może psychoterapi...??Ja gorąco polecam tę formę leczenia bo naprawdę jest bardzo skuteczna, sama wiem po sobie.Bylo ze mna naprawdę cięzko>>ale cierpliwie chodziłam na terapie i w koncu zauważyłam efekty.Wierze że u Ciebie
będzie podobnie.Trzymaj się.Powodzenia:):):)
celineczka3
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Marlena ateistka 14 sty 2008, 14:41
Mi też wraca ale w innej dziedzinie np. było natręctwo na tle religijnym a teraz jest zeby coś sobie zrobić jestem bezsilna
Posty
13
Dołączył(a)
11 sty 2008, 16:01

przez Mafju88 15 sty 2008, 22:49
kurcze dzisiaj siedzialem na korytarzy przy oknie z kolegami i lecia dym a ja sie zaczalem przejmowac ze to moze jakies taliby cos robia :/ kurde no teraz to naprawde boje sie jakis powazniejszych chorob psychicznych. Wiem ze to czym sie martwilem jest glupie ale naprawde tragedia... taka mi mysl wpadla i sie zaczalem przejmowac
I'll be where the eagles flying higher and higher
Offline
Posty
647
Dołączył(a)
20 gru 2007, 11:51

Avatar użytkownika
przez jaaa 15 sty 2008, 23:13
nn typowe ;)

ja po obejrzeniu programu na Discovery i terroryzmie w szkolach zaczelam bac sie chodzic na uczelnie ;) nie wspomne o tym jak latac sie boje samolotami ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

Avatar użytkownika
przez viviana 16 sty 2008, 00:10
I ja sobie coś wkręcam cały czas. Teraz głównie choroby , ale kiedyś jak np . przeczytałam , że facet podpalił dom , to bałam się, że też to zrobię. Nakręcałam się praktycznie co dnia i żeby od tego uciec przestałam czytać gazety (nie miałam jeszcze neta) , oglądać tv . Wyszło mi to na dobre , bo jakoś te lęki odeszły . Aktualnie walczę z szukaniem w necie informacji o chorobach , bo jak wiadomo zaraz je mam...
"Normalność jest linoskoczkiem nad odchłanią anormalności"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
252
Dołączył(a)
27 paź 2007, 00:00
Lokalizacja
Ze swojego świata :)

przez Mafju88 16 sty 2008, 00:57
Viviana moze warto to czytac tylko sobie uswiadomic ze Ciebie to nie dotyczy i czytasz tylko wylacznie w celach informacyjnych :P tez nie ogladalem W11 bo sie balem ze komus cos zrobie ale teraz wchodze w moje leki i jest lepiej :) pozatym terapia kochana i jeszcze raz terapia
I'll be where the eagles flying higher and higher
Offline
Posty
647
Dołączył(a)
20 gru 2007, 11:51

Avatar użytkownika
przez midaa 16 sty 2008, 12:16
viviana napisał(a):I przestałam czytać gazety (nie miałam jeszcze neta) , oglądać tv . Wyszło mi to na dobre , bo jakoś te lęki odeszły


taa, tylko że na dłuższą metę to nie działa, bo jak przejdzie jeden lęk to pojawi się inny :!:
MICHAEL JACKSON 1958-2009 [*] Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
135
Dołączył(a)
13 gru 2007, 12:52

Avatar użytkownika
przez viviana 16 sty 2008, 14:25
Mafju88 , pewnie, że lepiej to sobie uświadomić tylko za nim tak się stanie , unikanie takich rzeczy dobrze może nam robić :) Do dziś pamiętam jak po przeczytaniu "Milczenia Owiec" , przez kilka miesięcy miałam jezde , że połknę swój własny język . Dobrze, że nie dostałam lęku , że zjem swoich najbliższych ;) Chodzę na terpaię, dopiero zaczełam .

midaa , masz rację . Teraz mam lęki , że umieram na raka :(

Wróciłam do czytania gazet , ksiażek i oglądania tv . Unikam tylko wszystkiego o tematyce medycznej.
"Normalność jest linoskoczkiem nad odchłanią anormalności"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
252
Dołączył(a)
27 paź 2007, 00:00
Lokalizacja
Ze swojego świata :)

Avatar użytkownika
przez jaaa 16 sty 2008, 21:37
a ja dzieki lekom na wszystko s*am :) a jeszcze w wakacje radia nie moglam sluchac wpracyi czytac gazet ni emoglam bo odrazu sie balam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1623
Dołączył(a)
22 sie 2007, 20:40

przez Mafju88 17 sty 2008, 00:29
jaaa Ty juz wychodzisz z tego i super :D teraz tylko brac z Ciebie przyklad i kazdy bedzie wychodzic:P a mi sie dalej wydaje jak analizuje swoje zachowania (niepotrzebnie) ze mam jakas chorobe :( wrrr...
I'll be where the eagles flying higher and higher
Offline
Posty
647
Dołączył(a)
20 gru 2007, 11:51

Cześć

przez MankaManka 17 sty 2008, 01:06
Cześć, Załamana. Mam nadzieję, że od listopada już nie taka załamana.

Cieszę się, że ten wątek żyje i że jest nas więcej. Dawno tu nie zaglądałem, a u mnie tymczasem sporo się zmienia. Na lepsze!

Wiesz, z kilkoma osobami z tego typu problemem miałem już okazję rozmawiać. Są w tym wszystkim moim zdaniem jakieś prawidłowości.

Jeśli chodzi o uwarunkowania organiczne, liczy się chyba czuły słuch - wszyscy, z którymi rozmawiałem, ja sam, Ty - muzyka, granie na czymś. A zatem pewnie płaty czołowe, które są odpowiedzialne za słyszenie, również za słyszenie selektywne (moim problemem jest właśnie słyszenie selektywne - "wybieram" sobie za bardzo niektóre dźwięki).

Dalej zaczynają się chyba jakieś typowe historie neurotyczne. Trudne dzieciństwo z poplątanymi i głęboko ukrytymi problemami rodzinnymi, działanie na dużym nieświadomym stłumieniu negatywnych uczuć (lęk, agresja), w poczuciu winy, że nie tak, że się czegoś dla kogoś nie spełnia, że się nie zasługuje na to a tamto (zatem zburzone w jakiś sposób poczucie własnej wartości). Kłopoty z rówieśnikami - odrzucenie przez grupę, poczucie bycia gorszym, nieakceptowanym, tłumione reakcje agresywne i maskowany lęk.

I oczywiście frustracje, poczucie niemocy. Ja też dałem sobie spokój z muzyką, i też nie mogłem się z tym pogodzić. Jak i z paroma innymi rzeczami.

Aha, i jeszcze to, że ten problem uruchamia się ok. 10-11 roku życia, też "żelazna" póki co zasada.

To tak w największym skrócie, co udało mi się wydumać. Wszystko opatruję znacznikami "chyba" i "moim zdaniem", bo nie jestem żadnym fachowcem i zbieram fakty jak typowy laik z takim sobie oczytaniem psychologicznym.

Powiem Ci (Wam), że od roku chodzę na intensywną psychoterapię analityczną i efekty zaczynam mieć... no, może nie bajeczne, ale nadspodziewanie dobre. Wydaje mi się, że nawet z uwzględnieniem predyspozycji organicznych (słuchowych), rzecz rozbija się o reakcję nerwicową. Po roku wizyt u mojej pani psycholog (trafiłem na wspaniałego fachowca, bez dwóch zdań) to, co było nie do ruszenia przez niemal 20 lat (denerwowały mnie, nadal denerwują różne dźwięki wydawane przez ludzi - pociąganie nosem, chrząkanie, mlaskanie, strzelanie zębami) zaczęło odpuszczać. Przestali mnie np. denerwować w większości ludzie na ulicy; na początku na swój spokój, na fakt, że moja głowa działa w tak różny od dotychczasowego sposób, patrzyłem jak na cud. Co prawda teraz mam lekką remisję, ale postęp jest generalnie znaczny i trwały. I wierzę, że tego nieprawdopodobnego świństwa można się pozbyć do końca. Inwestując mocno w samopoznanie i rozwiązywanie swoich wewnętrznych spraw, spraw trudnych, a często zupełnie niezałatwionych.

Piszesz trochę o wykluczeniu, o rodzinie, szerszym otoczeniu, o frustracji. Gdybyś chciała pogadać więcej, pisz na djmankament@wp.pl. Nie obiecuję częstej korespondencji (nauczyłem się już na tym forum trochę zdrowego dystansu i pewnej ostrożności - w otoczeniu tak wielu neurotyków, kiedy samemu się nim jest, to też pewne praktyczne zadanie terapeutyczne, hehe), ale coś na pewno moglibyśmy sobie popisać.

Ja powiem Ci na razie jeszcze tylko tyle, że kilka miesięcy temu złapałem fantastyczną pracę, w której było mi (i jest!) bardzo, bardzo ciężko właśnie ze względu na skrajnie niekorzystne otoczenie dźwiękowe. Posiwiałem trochę przez ten czas (dosłownie), ale wytrzymałem, wytrzymuję dalej i jest coraz lepiej. Właśnie dochrapuję się pierwszej podwyżki, zresztą wkrótce otoczenie dźwiękowe będzie dla mnie być może korzystniejsze. I z tego wszystkiego, ze zwyżek dobrego samopoczucia, wynikającego z układania pewnych zapomnianych, a zrujnowanych podstaw w sobie, mam nadwyżki dobrego samopoczucia i... wracam do muzyki :) Powaga, kupuję trochę sprzętu (zajmowałem się brzmieniami elektronicznymi, teraz też chcę) i jakoś skromnie spróbuję działać. Mam pewne perspektywy współpracy z ludźmi przy prostych, ale interesujących projektach, zawsze coś. Wreszcie z wiarą, że coś potrafię, ktoś to widzi i szanuje, a ja nie muszę się niczego bać.

I Tobie, i sobie, i wszystkim innym borykającym się z tym szajsem życzę kolejnych zwycięstw, aż do końca. To jest możliwe, a że warto się bić - nikogo nie muszę przekonywać. Bo w pewnym momencie życie staje się czymś bardzo przyjemnym i satysfakcjonującym, czymś, co się na nowo odkrywa z ogromnym i przemiłym nie do opisania zdziwieniem. Dacie wiarę? :)

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 4:54 am ]
Witam, trochę mnie tu nie było, ruchu pod wątkiem nie ma. A ja przeczytałem właśnie od początku wszystko, siebie szczególnie, i widzę, że hoho, ku lepszemu idzie!

Kochani, może tak do wszystkich wątpiących - da się pewne sprawy załatwiać, można sobie w życiu radzić, może być po prostu LEPIEJ. Ja co prawda odpadłem z telewizji, gdzie pracowałem, ale zebrałem się na odwagę i może do niej wrócę (w inne miejsce co prawda, ale wrócę). Po roku gruntownego leczenia to jest meeeega sukces! I jeszcze robię festiwal kulturalny, i wróciłem do robienia muzyki. To ostatnie jest chyba najbardziej niesamowite, taki powrót do największego, całkowicie niezrealizowanego marzenia. Szczególnie wspaniały powrót, że ludzie chcą tego czegoś (bardzo skromnego oczywiście) słuchać i to ze mną robić. Tacy, o których myślałem, że nie będą chcieli! I w dużym i fajnym klubie to z nimi pokażę i będzie super fajny kulturalny dym! :)

I odkrywam, że pewne rzeczy, sprawy, wikłające nas w złe samopoczucie, doły, frustracje, są porażająco proste, są banalne. Trzeba być trochę uważnym i mieć odwagę do zmian, i umieć zawalczyć o siebie wśród innych ludzi. Ja np. mam kryzys współlokatorski ostatnio i zrobiłem regularną bardachę, nakrzyczałem, wszyscy się poobrażali. I wiecie co? I dobrze zrobiłem, nie wstydzę się tego, nie winię się. Wiem, kim jestem, czego chcę, co inni ludzie robią nie tak i co mnie wkurza może trochę bardziej niż innych, ale jednak wkurza, a to nie jest nienormalne. I czuję się uczciwie wkurzającym się człowiekiem. I potem wiem, że usiądę, pogadam, coś sobie wyjaśnimy, i tak czy inaczej będziemy mieszkać razem i jakoś nieźle się parę spraw potoczy. Choć po wakacjach pewnie będę mieszkał z kimś innym, bardziej fair mam nadzieję :D

I tak w sumie można ze wszystkim :) Trudne sprawy są, a potem rozwiązują się, świat się nie wali, tak czy inaczej jedziemy dalej i nawet nam dobrze mimo wszystko. I okazuje się, dla mnie to CUD po prostu, że te piekielne objawy, całe życie nie do obejścia, naprawdę wyniszczające, w moim przypadku niemal zagrażające życiu (skrajny eskapizm i nieciekawe myśli), REDUKUJĄ SIĘ albo wręcz ZNIKAJĄ!

Niesamowite w ogóle uczucie: pierwszy chyba raz wchodzę w konflikt z ludźmi, w sytuację kryzysową i czuję się LEPIEJ (!!!) niż przed nią. Bo nie daję się gnoić i wiem swoje, choć gdzieś tam na pewno się mylę. NIE BOJĘ SIĘ I MAM DO SIEBIE SZACUNEK. I chodzę na imprezy, piszę maile, spotykam się, poznaję nowych ludzi, bawię się, twórczo pracuję, planuję coś w życiu rozsądnego. Zrobiłem sobie trochę miejsca na siebie, powalczyłem - podziałało. Bliżej siebie jestem i swobodniej, z mniejszym lękiem wśród innych. Nawet trudnej sytuacji rodzinnej nie podkręcam, tylko pomagam wszystkim rozwiązać przeróżne problemy (a są spore, bo jeden neurotyk drugiego nakręca, całe życie przedziwnie i wielostronnie na siebie działają i budujądomową chorobę, a trzeci niekumaty się do rodzinnych patologii z najlepszymi intencjami albo bez nich przykłada, wiecie, jak jest).

Wiecie co? Nie bójmy się, tyle może powiem :) I bądźmy uważni, chciejmy się rozwijać, nie bójmy się zmian. Rozmów z innymi ludźmi się nie bójmy, w ogóle innych się nie bójmy, choć prawdą jest, że nie zawsze są przychylni. A siebie kochajmy.

Wybaczcie, że tak chaotycznie, ale to po prostu fajny moment u mnie, chciałem bez wymądrzania się (bo lubię pisać takie niby eseje, hehe) podzielić się tym, co się dzieje i co czuję.

Trzymajcie się i niech ktoś może coś też napisze? Szczególnie z tych, którzy mieli sprawy słuchowe? (Było tu kilka takich osób.) Dobranoc!
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
06 lip 2007, 17:32

PROSZE O POMOC! co mi jest??

przez dunkan 17 sty 2008, 23:46
Witam
mam taki problem od 5 miesiecy biore seronil.Ponad miesiac temu bylem u kolegi na przysiedze na ktorej przez dwa dni spozywalem alkohol,leki odstawilem na te 2 dni(wiem ze niepotrzebnie ,bralem dawke 2x20mg na dzien) po powrocie do domu zle zaczalem sie czuc, ciagle bole glowy i do tego wydaje mi sie ze nie widze tak jak powinienem tak jakby mi obraz zwalnial przed oczami,mam tak do dzis ,jedynie bole glowy sie zmniejszyly.Lecze sie na natrectwa ktore o dziwo juz zniknely i czuje sie doskonale.Mam tylko ten jeden problem...czy mial ktos moze cos podobnego do tego co napisalem?lub w jakis sposob moze doradzic aby bylo dobrze lub domysla sie dlaczego tak jest? prosze o pomoc ,pozdrawiam
Offline
Posty
70
Dołączył(a)
17 sty 2008, 23:40

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do