Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Avatar użytkownika
przez Mizer 04 maja 2007, 22:09
Nie muszą to być lęki lęki lęki lęki ble ble.

idź na wizytę, owszem, badanka, pytanka, ja nic nie moge stwierdzić po tym co pisałeś. Wiesz, stresy o różne etapy życia mogą być zbyt wielkie. Nie wykluczone, że jesteś przeforsowany, jeszcze nieprzystosowany do czegoś ewentualnie złapałeś depresję, <bo mi to tak wygląda nieco>itd. Nie lekceważ, bo to nie głupota, ale nie musi to być koniecznie nerwica lękowa, albo inne zaburzenie związane z lękami i pochodnymi wiertaczami głowy.

:)

Znowu :szukam: białego gabinetu :)
Ciesz się każdym dniem bo nigdy nie wiadomo, kiedy na Twój dom może najechać ciężarówka z gnojem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

przez skaza 05 maja 2007, 09:54
U mnie jest to samo raz wydaje mi się że jest z dnia na dzień lepiej,znowu po jakimś czasie sie nasila ścisk i czym więcej kaszle to sie gorzej czuje. Mam wrażenie że w końcu coś mi się uda wykaszleć i będzie już ok. A lekarstwa przestałem brać bo nic nie działały. :(
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
19 sty 2007, 19:09

Nie jesteś sam. Moja nerwica.

przez Mari&#232; 05 maja 2007, 12:12
Przez pierwsze dwa lata choroby (to było jeszcze w liceum) nie korzystałam z pomocy specjalisty. Nie miałam nawet pojęcia, co to za "licho". To tak, jak ludzie z mojego otoczenia. :smile: Silne osobowości, dobra szkoła... Kiedy pojawiły się objawy somatyczne, tiki, zauważyłam, że część osób uznaje je za zabawne. Ot, taki niekontrolowany, mały skurcz mięśnia. Nie rozumiała tego nawet moja najlepsza "psiapsióła".
Na szczęście dużo się zmieniło od tamtego czasu. Zaczęłam studiować, leczyć się, dostrzegać, że inni też chorują na nerwice, rozmawiać z nimi. Czasami trudno przebić się przez "mur", który wokół siebie wytwarzają. Pierwszy kontakt jest łatwy do nawiązania: "Cześć, chodzimy razem na zajęcia (...) Nauczyłaś się już do czwartkowego kolokwium?" Można tak przegadać dużo czasu. Zagadałam w ten sposób jedną dziewczynę. Pożyczyłam jej notatki, bo do egzaminu został jeden dzień, a ona była tylko na dwóch wykładach. Nerwica dała jej w kość bardziej niż mnie. Po prostu sprawiła, że odechciało jej się wszystkiego. Nie nauczyła się do tego kolokwium. Kiedyś na zajęciach dostrzegła, że dopadł mnie stres. Atak... Ławki na ćwiczeniach były ustawione na planie kwadratu, tak, że każdy mógł patrzeć na każdego. No i odezwała się fobia społeczna, którą maskuje mój ciepły stosunek do innych osób (prawdziwy, nie wyreżyserowany). Koleżanka chyba pomyślała, że rozmawiam z nią dlatego, że sama choruję. Od tamtego czasu raczej mnie unika. Cóż, wiedziałam, że lepiej mnie zrozumie, niż ci, którzy nigdy nie poczuli, jak
w ich organizmie bez racjonalnego powodu rozprzestrzenia się strach, podnosi temperatura ciała, a potem przychodzi okropne, trzęsące zimno
i zmęczenie.
Hmm... jednak od liceum dużo się zmieniło. Ta "psiapsióła" z dawnych czasów zabrała mnie wczoraj na zakupy. Świetnie się bawiłyśmy. Niemal się nie stresowałam. Czuję się bezpieczniej, kiedy ktoś jest przy mnie. To tak, jakby był tarczą chroniącą mnie przed lękiem. Zazwyczaj mam dziwne wrażenie, że on nie rodzi się we mnie, tylko wpływa do mojego wnętrza z otoczenia. Złudzenie.
Przyjaciółka dostrzegła, iż nerwica przynosi mi ból. Nie dziwi się już. To samo zrobiła druga, taka która znała mnie wtedy, gdy byłam zdrowa. Teraz razem studiujemy. Dziwiła się przez pierwszych kilka miesięcy.
W końcu przestała. Kiedyś nawet się przeraziła widząc tik, ale zamarła
i nic nie powiedziała. -- Mimo wszystko cieszę się, że nie straciłam wszystkich znajomych. Społeczeństwo chyba zaczyna dojrzewać do akceptacji. Niestety nie całe. Często ci najlepiej wykształceni nie są
w stanie poddać się uczuciu empatii, zacząć patrzeć na człowieka, a nie na nerwicę. Wszystko chcą rozumieć, analizować. Kiedy widzą stres malujący się na twarzy, przyglądają się nieufnie. Ciekawa jestem, co wtedy myślą. Mam tylko nadzieję, iż nie biorą mnie za jakąś groźną psychopatkę. Tyle się dzisiaj słyszy o tragediach powodowanych przez chorych. Problem
w tym, że niektórzy nie rozróżniają tych przypadłości. Dziennikarze manipulują faktami. W ich ustach raz jest to aż nerwica, innym razem tylko nerwica. Ludzie nie wiedzą, co myśleć, a dokształcić się nie chcą lub nie mają czasu.
Rozpisałam się niemożliwie. :D Nawet mój psycholog nie dostaje ode mnie takiej dawki informacji naraz. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu ktoś przestanie się czuć osamotniony ze swoim problemem. Cały świat nie odwróci się od nas, jeśli my nie zamkniemy się przed światem.
And my feelings are with you...
Offline
Posty
39
Dołączył(a)
04 maja 2007, 14:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Czy to nerwica juz sama nie wiem?

Avatar użytkownika
przez Dzastinka 05 maja 2007, 12:38
W sumie nigdy nie zastanawiam sie, czy mam nerwice? Przeszłam już bulimie, depresje i ciągle wydawało mi sie ze coś mi dolega, czasami miałam wrażenie ze może to są moje wymysły, hipochondryczne zachowania,ale tak nie było..najgorsza jest ta ciągła gonitwa myśli wszystko analizuje, co by było gdyby sie to wydarzyło lub nie... co będzie jak ojciec znów sie upije jak to zniosę czy znów zamknę sie w pokoju i wpadnę w histerie; nie wspomnę już o ciągłych biegunkach nerwobólach, które miewam nawet gdy nie jestem zdenerwowana, poza tym natrętnie, chyba użyje tego słowa nie wiem, czy słusznie okaleczam swoja twarz- maniakalnie sie drapiąc do krwi, moja twarz jest okropna mimo to robie to....nie pomaga nawet to ze czasami mi wstyd wyjść na ulice... wale tonę podkładu aby zatuszować blizny, trwa to gdzieś od paru lat...jest to sezonowe nie robie tego ciągle, akurat teraz trwa to od stycznia, dokładnie od sesji, w ten sposób wyładowuje sie, lecz nie potrafię tego zaprzestać. Poza tym miewam przeraźliwe bole żołądka, to tak jakby mnie coś rwało od środka, byłam ostatnio u psychiatry i powiedział ze to wszystko ma podłoże nerwicowe... ostatnio mam również ogromne problemy z koncentracja myśli...nie wiem sama co sadzić :oops: ?
Ostatnio edytowano 05 maja 2007, 13:56 przez Dzastinka, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
04 maja 2007, 14:32
Lokalizacja
Kielce

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 05 maja 2007, 12:54
Moim zdaniem napewno masz nerwice... a to okaleczanie twarzy to może być jakiś rodzaj natręctwa. problemy z koncentracją, analizowanie, strach wszystko mówi za siebie. Byłaś u psychiatry, i co? przypisał ci coś? pomógł?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

Avatar użytkownika
przez Dzastinka 05 maja 2007, 17:29
Kurcze? szkoda ze nikt nie chce mi nic doradzić :cry: ?
Gdy człowieka, któremu wiodło się dobrze, spotyka niepowodzenie lub nieszczęście, zagłębia się on w sobie, wzmaga wymogi własnego sumienia, wymierza sobie karę i pokutę. Zygmunt Freud
Avatar użytkownika
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
04 maja 2007, 14:32
Lokalizacja
Kielce

Avatar użytkownika
przez Mizer 05 maja 2007, 17:41
Słuchaj- psychiatra skoro powiedział Ci tylko, że to nerwicowe, i do widzenia... to musiałbyc jakiś głupi.

Moim zdaniem jest problem, a z tego co piszesz na temat jakieś części swojej rodziny to jest jedna z głównych przyczyn zaburzeń o ile znane mi są takie przypadki. Ale nie ręczę.

A twarzą się nie martw- zrobi się z nią coś, nie takie rzeczy naprawiają, ba! powszechnieje...

I nic innego nie doradzę jak tylko podjąć terapię, bo będzie coraz gorzej. jest ona długa i błociasta, ale na koniec i tak dojdziesz do wniosku, że wszystko wyglądało zupełni inaczej niżli na początku.

Trzymam kciuki.
Ciesz się każdym dniem bo nigdy nie wiadomo, kiedy na Twój dom może najechać ciężarówka z gnojem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

Avatar użytkownika
przez Dzastinka 05 maja 2007, 20:28
W sumie masz racje nie chce sobie nalepiać kolejne etykietki z choroba, dużo już przeszłam i mogę być przewrazliwiona :oops:
Gdy człowieka, któremu wiodło się dobrze, spotyka niepowodzenie lub nieszczęście, zagłębia się on w sobie, wzmaga wymogi własnego sumienia, wymierza sobie karę i pokutę. Zygmunt Freud
Avatar użytkownika
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
04 maja 2007, 14:32
Lokalizacja
Kielce

Avatar użytkownika
przez Mizer 05 maja 2007, 22:02
Dzastinka- chorobą...

Dolegliwością ludzi XXI wieku :D !!

<w epoce dekadenckiej byłabyś sławna i bogata>

W ogóle- nie rozkładaj na czynniki: bulimia, depresja, lęki, natręctwa... Zaburzenia psychiczne bliżej nieokreślone <wypowiedzą się psychiatrzy>, założę się, że jedno wynika z drugiego, to pewnie jedna tylko dolegliwość :)

Etykietka? Chyba, że dosłownie. Nikt Ci z czoła nie wyczyta czy bierzesz leki albo czy przypadkiem nie masz bulimii (są sposoby poznawania jej, ale mało kto je zna wystarczająco dobrze)
Ciesz się każdym dniem bo nigdy nie wiadomo, kiedy na Twój dom może najechać ciężarówka z gnojem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

Avatar użytkownika
przez Dzastinka 06 maja 2007, 16:49
Dzięki mizer za zrozumienie nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy!
Gdy człowieka, któremu wiodło się dobrze, spotyka niepowodzenie lub nieszczęście, zagłębia się on w sobie, wzmaga wymogi własnego sumienia, wymierza sobie karę i pokutę. Zygmunt Freud
Avatar użytkownika
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
04 maja 2007, 14:32
Lokalizacja
Kielce

Avatar użytkownika
przez Mizer 06 maja 2007, 16:51
Dżastinka- nie ma za co :D To ja się cieszę.
Ciesz się każdym dniem bo nigdy nie wiadomo, kiedy na Twój dom może najechać ciężarówka z gnojem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

Pasuję tutaj? (o mnie)

Avatar użytkownika
przez witaminka 06 maja 2007, 16:54
Witajcie,
mam prawie 32 lata. Dwójkę dzieci, męża. Nie pracuję zawodowo. Cały swój czas poświęcam dzieciom i domowi. Rzadko gdzieś sama wychodzę, czasami uda się nam z mężem wyskoczyć do kina.
dwa lata temu udało mi się wygrać z zatorowością płuc, ale od tamtego czasu wciąż się boję, że choroba powróci, że nagle znowu nie będę mogła oddychać.
miewam ataki.
skacze mi wtedy ciśnienie, serce o mało nie wyskoczy z piersi, tracę oddech, mam wrażenie, że umieram, robi mi się gorąco, żeby za chwilę telepało mnie z zimna, trzęsą mi się ręce.
ataki zawsze występują wtedy kiedy ich zupełnie się nie spodziewam. czasami nawet potrafią mnie wybudzić, kiedy zasypiam.
boję się zostawać sama w domu, kiedy mąż wychodzi do pracy.
obsesyjnie kilka razy dziennie mierzę sobie ciśnienie.
dzień rozpoczynam od garści tabletek: witamin, magnezu, kwasów OMEGA-3 i -9 i apirine protect ( mimo, że nie muszę )
bywają takie dni, że całe dnie chodzę w piżamie, nie mam na nic ochoty, gotuję bo muszę dać dzieciom jeść, nie sprzatam, nie zmywam, nic mnie nie cieszy...
mam nadwagę, z którą nie potrafię sobie poradzić. nie lubię siebie za wygląd, za słabą wolę, za swoje nastroje, za to że nie jestem taka jak dawniej: pełna optymizmu i wiary w siebie :(
Chodziłam swojego czasu do psychiatry, ale po lekach przepisywanych przez lekarza czułam się jak puste pudło. Do tego te wszystkie leki ( było ich trochę ) powodują uzależnienie, więc wolałam ich nie brać. Szukałam innych sposobów na walkę z swoim problemem i znalazłam to forum.
Pasuję tutaj?
Pozdrawiam - witaminka
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
24 kwi 2007, 08:50
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez Dzastinka 06 maja 2007, 16:57
Po prostu Twoje słowa zadziałały jak balsam dla mojej duszy, to mi wystarczy odrobina zrozumienia....
Gdy człowieka, któremu wiodło się dobrze, spotyka niepowodzenie lub nieszczęście, zagłębia się on w sobie, wzmaga wymogi własnego sumienia, wymierza sobie karę i pokutę. Zygmunt Freud
Avatar użytkownika
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
04 maja 2007, 14:32
Lokalizacja
Kielce

Avatar użytkownika
przez Mizer 06 maja 2007, 17:12
Witam.

Mało wiem o nerwicy jako takiej.

Ale objawy jakie wypisujesz (skacze mi wtedy ciśnienie, serce o mało nie wyskoczy z piersi, tracę oddech, mam wrażenie, że umieram, robi mi się gorąco, żeby za chwilę telepało mnie z zimna, trzęsą mi się ręce) zdają się nerwicone <tu prosze o wypowiedź innych forumowiczów>.

czy to nie jest tak, że lęk przed chorobą jest do tego stopnia silny, że samo z siebie napędza dolegliwości te ze strony psychicznej?

Nie jestem obeznana, jak już mówiłam, ale przejzyj topiki (np. Paniczny lęk przed chorobą, był jeszcze taki o chorobach urojonych- może też sie przyda)

Rozumiem Cię jeżeli chodzi o taką bezużyteczność w stosunku do samej siebie i społeczności.

Zostaw w tej chwili nadwagę, bo spokojnie wpadniesz w bulimię. Odchudzanie jest po to, żeby czuć się lepiej, ale człowieka nie zmieni- nie wychudnie się ze swojej osobowości ani lęków, 1 kilogram, dwa, 10... Wnętrze zostanie, możesz mi wierzyć.

Znajomymi się nie przejmuj, odzyskasz optymizm, ale na pewno nie sposobem: idę tam, bo muszę, pokażę, że jest okej, udowodnię sobie, bo zaciśniesz sobie pętlę na szyi i nic nie zrobisz.

Stopniowo.

farmakoterapia nie bije. Dowiedz sie jak nawięcej, ja długo szukałam leku, wymeczyłam się okresem zanim zaczną działać (czasami dwa miesiące), fatalnie... ale mam swój, działa, przynajmniej trzyma mnie na baczność.

Nie wiem co jezcze napisać :)
Ciesz się każdym dniem bo nigdy nie wiadomo, kiedy na Twój dom może najechać ciężarówka z gnojem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: SCF i 17 gości

Przeskocz do