Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez Adaś2222 22 wrz 2006, 18:26
Dziekuje za wszystkie odpowiedzi, dalo mi to duzo do myslenia i troche mnie uspokoilo, poskladam z czasem to wszystko w jedna calosc i usegreguje sobie w mozgu. Czekam na dalsze wypowiedzi chcialbym aby ten temat szybko nie wygasl bo im wiecej sie dowiem tym lepiej dla mnie i byc moze dla kogos co ma taki dylemat jak ja.
Offline
Posty
501
Dołączył(a)
16 sty 2006, 23:49

przez milka 22 wrz 2006, 19:31
Dąbrówka, dzięki za wsparcie.
ból życia nie pozwala przyjść wyzwoleniu - śmierci....
Offline
Posty
132
Dołączył(a)
20 cze 2006, 20:21
Lokalizacja
Tarnów

przez saper2 22 wrz 2006, 22:33
agapla napisał(a):Trzeba było sie juz dawno zastanowić zanim sięgnąłeś po maryśkę,a na twoje pytania najlepiej odpowie lekarz


Aha jasne. Pijąc alkohol myślisz, że, uzależnia i potrafi zrujnować życie. Wsiadając do samochodu, że możesz kogoś zabić albo sam zginąć. Paląc papierosa, że dostaniesz raka. Pijąc pepsi, że Ci robi sitko w żołądka. Paląc marihuanę, że może być przyczyną choroby psychicznej.

Napisałem, że u lekarza nie dostałem odpowiedzi na moje pytania, dlatego próbuję je dostać tutaj. Inne wyjście to zmiana lekarza.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
21 wrz 2006, 17:46

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Toshiro 22 wrz 2006, 22:52
Suzuki napisał(a):ale wlasnie boje sie innych wiar szczegolnie buddyzmu bo nie chce byc kims innym bo nie bede pamietal tego zycia wiec po co zyc skoro nie bede go pamietal i bede kims innym?


Spójrz na to co napisałeś: „być kimś innym”. Zauważ że ciągle w tym (tylko aktualnie) dla Ciebie kimś innym występuje być, więc będąc kimś innym nadal jesteś - „ty” wcale nie znikasz... Właśnie to być w religiach wschodu jest esencją Ciebie. Jedynie ono jest Ci tak naprawdę potrzebne, wyłącznie ono jest Twoim prawdziwym ja. Stracisz cała wiedzę i doświadczenie umysłu, które zdobyłeś przez lata (z różnym skutkiem), ale wcale nie znikniesz. Z pozoru może Ci się to wydać straszne, jednak gdy tak głębiej się nad tym zastanowić wszystko co postrzega się jako „ja” jest wynikiem przypadków i uwarunkowań.

Co tak naprawdę dla Ciebie jest Tobą? Imię które nosisz? Kolor który lubisz? Muzyka której słuchasz? Ulubiony film? Twoja samoocena? Twoja ocena innych? Dobre wspomnienia? Złe wspomnienia? Rzeczy i sprawy z którymi się identyfikujesz? Myśli wynikające z absurdalnych lęków jeśli na nie cierpisz? Czy może twoja aktualna depresja?

Skoro w „życiu po śmierci” chcesz zachować swoje całe „ja” to czy do chrześcijańskiego, czy któregokolwiek raju zabrałbyś również całą część doświadczeń i wrażliwości, które wyzwoliły u Ciebie obecną depresję? A może zabierzesz część mrocznej strony Twojej osobowości (którą każdy w końcu ma). Założę się że nie. Więc odkroimy ten kawałek ;) A może jakiś następny niewygodny kawałeczek? Ciach! Ciach! Jeszcze tu trochę! Ciach :) Ale się rozkręciłem, jeszcze tu – Ciach! Przecież to ma być niebo na wieczność! Ciach! Ciach! Ciach! Ciach!

Upps... O kurcze. Straciłem 70% doświadczeń , które były co prawda bolesne lub złe, ale przecież były mną! Czyli jestem teraz tylko 30% siebie czy jak w końcu? A te pozostałe 70% bólu, cierpienia, złych doświadczeń, lęków, zbłąkanych myśli i nienasycenia to kim jest? Kurde a może skoro tam jest mnie więcej, to ja jestem tam? Gdzie ja jesteeeeeeeeeeeeeem? :roll:
„Bardzo często ludzie nie zdają sobie sprawy z tego że największa katastrofa ich życia może być równocześnie najpotężniejszą łaską z możliwych.” Eckhart Tolle
Avatar użytkownika
Offline
Posty
317
Dołączył(a)
18 wrz 2006, 16:14
Lokalizacja
po drugiej stronie lustra

przez Adaś2222 22 wrz 2006, 22:58
przygnebiles mnie tym postem niestety :(
Offline
Posty
501
Dołączył(a)
16 sty 2006, 23:49

przez Nonenow 22 wrz 2006, 23:15
Juz mniejsza o kwestie marihuany. Jesli chcesz sie czegos dowiedziec, szperaj po sieci. Nie wszystko daje sie skatalogowac jako choroba, ale mozesz np poczytac o fobii spolecznej. Wydaje mi sie, ze piszesz rozsadnie, a leki antypsychotyczne na Ciebie calkiem niezle dzialaja. Nie oceniam Cie, bo nie mam zadnego tytulu do tego, ale czeka Cie teraz jak sadze dluzszy okres leczenia tego w co sie wpakowales. Wydaje mi sie ze wyleczenie jest realne (albo prawie zupelne zaleczenie) i wrocisz do normalnego zycia jesli znajdziesz sobie dobrego psychiatre i podejmiesz konsekwentne leczenie. Ale nie licz na to ze ot tak wrocisz do stanu sprzed choroby. Przeszedles sporo i pewnie duzo sie nauczyles, wiec musialo Cie to zmienic i pokazac co sie moze dziac z czlowiekiem.
Z lekami i niepokojami daje sie zyc, zrozumiec je i pokonac albo oswoic. W koncu przeszedles spora traume i byloby bardzo dziwne gdyby Twoj mozg nie 'rozkolysal' sie nieco. Te 'wkretki' nie brzmi jakos tak strasznie powaznie, moze to pozostalosc po teoriach spiskowych? One pewnie tez nie mogly wygasnac raptownie i pozostawily po sobie jakies slady. Moze zapytaj o to swojego psychologa?

Pozdrawiam i naprawde polecam forum do ktorego wrzucilem linka. Moze tam znajdziesz namiary na dobrego specjaliste.
Offline
Posty
182
Dołączył(a)
15 sty 2006, 00:23
Lokalizacja
Nowhere

przez Nonenow 22 wrz 2006, 23:30
Dlaczego? To dobry i madry post. Mamy mroczna, zwierzeca strone. Mozemy ja akceptowac i kontrolowac (normalne zycie), mozemy zaprzeczac jej istnieniu (witajcie nerwice) i mozemy dac jej upust (czyli bic tych ktorzy nas zirytuja, krasc, cpac, chlac i sypiac z kim popadnie).
Jest masa koncepcji reinkarnacji, jest tez taka ze 'ciag dalszy' po smierci przypomina przejscie fali na jeziorze z jednego miejsca w drugie. Niby nic nie przeszlo (fala jest poprzeczna), ale jednak jakis ruch trwa.. Podoba mi sie ten pomysl. Z tym ze akurat z koncepcji wschodnich warto moim zdaniem zaimportowac najpierw idee 'tu i teraz'. No bo jestesmy tu i teraz i powinnismy cos robic z naszymi zyciami, a nie gdybac o zyciu po smierci.
W ktore zreszta nie za bardzo wierze :lol: , bo wyglada na wishful thinking.
Offline
Posty
182
Dołączył(a)
15 sty 2006, 00:23
Lokalizacja
Nowhere

przez Adaś2222 23 wrz 2006, 00:08
Toshiro skoro jest tak jak piszesz to co po zyc? Skoro to jest jedno wielkie bledne kolo, umierasz, rodzisz sie i tak wkolko ma to jakis sens? Skoro i tak sie tego nie pamieta, nie ma to zadnego sensu jest to zamkniete kolo, z ktorego nie ma ucieczki, nie mozna przerwac kola wiec nasze zycie jest nic nie warte (wg Twojej teorii).
Offline
Posty
501
Dołączył(a)
16 sty 2006, 23:49

Avatar użytkownika
przez agapla 23 wrz 2006, 00:12
nie rozumiem jak lekarz nie moze ci dac właściwej diagnozy? no chyba od tego jest jeżeli nie ten to inny
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

Avatar użytkownika
przez Toshiro 23 wrz 2006, 01:17
Suzuki nie rozumiem. Pogubiłem się...Raz przygnębia Cię ksiądz, który stwierdza że życie jest cierpieniem choć są setki dowodów, iż jest również szczęściem. Chwilę później przygnębia Cię buddyzm ze swoją koncepcją reinkarnacji, który zresztą znasz jednak trochę pobieżnie lub po prostu gdzieś umyka Ci jego istota. Może jednak zbytnio koncentrujesz się na negatywach? ;) Gdzie tu ten smutek?

Chrześcijaństwo.

Bóg zesłał cierpienie, choroby i śmierć jako karę za grzech pierworodny, ale te negatywy to tylko dodatek do tych dobrych rzeczy, którymi są między innymi: wolna wola, miłość, radość, szczęście, oraz oczywiście sex i moc tworzenia. Użyj miłości i współczucia by łagodzić cierpienie innych, a w zamian uzyskasz radość i szczęście, być może nawet czyjąś prawdziwą miłość. Możesz sam sobie stworzyć niebo na ziemi nawet przed prawdziwym rajem. Spójrz jak wielkie masz pole do popisu, dostałeś szansę żeby ulżyć cierpiącym i możesz to robić nawet tu na tym forum, wspierając inne osoby i dzieląc się swoim doświadczeniem. Działa to także na odwrót jeśli ktoś chce pomóc Ci w Twoim cierpieniu i to robi, otrzymuje w zamian również radość i szczęście.


Buddyzm.

To że w buddyzmie jesteśmy czymś o wiele większym i wspanialszym niż nasze ludzkie schematy myślowe nie jest nawet w najmniejszym stopniu smutne. Wyobraź sobie, że spacerujesz w pięknym ogrodzie, nagle całkiem przypadkowo zauważasz obezwładniająco piękny kwiat. Gdy go dostrzegasz zostajesz oszołomiony jego pięknem. Teraz liczy sie tylko ta chwila, jesteś całkowicie w niej zanurzony, czujesz ją całym Tobą. W głowie nie pojawiają się żadne myśli ponieważ są niepotrzebne. Zachowujesz jednak świadomość siebie i otoczenia. Czujesz obezwładniająca radość, spokój i jedność ze wszystkim we wszechświecie. To duże uproszczenie, ale tak ponoć w buddyzmie wygląda to prawdziwe ja, które według buddystów każdy nosi w sobie i ma potencjał dotarcia do niego. I właśnie to prawdziwe ja jest tym co według jednych tradycji podlega reinkarnacji, a w myśl innych obudzone za życia zakańcza proces reinkarnacji. Są na świecie tradycje buddyjskie mocno nakręcone na tą idee i rozpoznające tulku (reinkarnacje poprzednich oświeconych mnichów). Np. takiego tulku rozpoznano w Stevenie Segal'u, który według najbliższych znajomych, raczej jednak nie należy do osób szczególnie uduchowionych ;) i są tradycje które nie pałają się takimi analizami. Ostatecznie żyją też uznani buddyści którzy w reinkarnację nie wierzą w ogóle i nic w tym nieprawidłowego, ponieważ buddyzm powinien bazować na doświadczeniu które zdobywa się poprzez samodoskonalenie, a nie na wierze. W buddyzmie oświecenie to dotarcie do prawdziwego ja, czegoś na kształt mądrości i świadomości nie bazującej na myśli, ujrzenie calego świata we mnie i mnie w całym świecie. Natomiast na drodze do oświecenia stoi umysł, jego natura i tworzona przezeń iluzja ego - odrębności.
„Bardzo często ludzie nie zdają sobie sprawy z tego że największa katastrofa ich życia może być równocześnie najpotężniejszą łaską z możliwych.” Eckhart Tolle
Avatar użytkownika
Offline
Posty
317
Dołączył(a)
18 wrz 2006, 16:14
Lokalizacja
po drugiej stronie lustra

Avatar użytkownika
przez peace-b 23 wrz 2006, 01:19
Suzuki przecież nikt nie wie jak to jest - nie ma jednak żadnych dowodów że ludzie żyją lub odradzają się po śmierci. Nikt nie dowiódł, że ludzie są nagradzani czy torturowani w życiu pozagrobowym (ani też że istnieją jakiekolwiek niewidzialne duchy dokonujące nagradzania i torturowania).

Z Twoich postów wynika że jesteś chrześcijaninem. Ludzie religijni nie muszą pytać o sens życia bo przecież kościół już im podał odpowiedź. Kapłani i święte księgi powiadają, że magiczny, niewidzialny bóg stworzył wszechświat i umieścił na nim ludzi, żeby ich wypróbować. Ustanowił dla nich reguły zachowania i stworzył niebo jako nagrodę dla tych, którzy przestrzegają reguł, oraz piekło do torturowania tych, którzy je łamią, itd. To nadprzyrodzone wyjaśnienie czy jakąś inną wersję mistyczną akceptuje przeważająca większość ludzkiego gatunku. Jeżeli wątpisz że życie po śmierci istnieje to tym samym odrzucasz tą doktrynę.

Jak pokazują badania 69% Polaków wierzy w życie po śmierci, w zmartwychwstanie 66%, w zmartwychwstanie wraz z ciałem - już tylko połowa. Poprawnie, czyli zgodnie z nauką Kościoła o zmartwychwstaniu, wierzy 55% mieszkańców wsi i jedynie 37,7% mieszkańców miast. Co trzeci Polak krzepi się z kolei wiarą w reinkarnację. W życie po śmierci wierzy też do kilkunastu procent niewierzących (czyli agnostyków i ateistów). Spośród tych którzy w życie po śmierci wierzą wiele z wyobrażeń chrześcijańskich wypieranych jest przez koncepcje hinduistyczno-buddyjskie. Specyfika europejskiej wiary w reinkarnację polega na tym, że nie służy ona zasadniczo do tworzenia nadziei na wyzwolenie się z „padołu łez", lecz do podtrzymania wiary w możliwość kilkukrotnego na nim bytowania: jest nam tak dobrze w tej "cywilizacji śmierci", że przestajemy dążyć do wyzwolenia, nirwany, łąk niebieskich, krainy wiecznych łowów itp.

Racjonaliści którzy odrzucają tego typu teorie szukają sensu życia na własną rękę lub nie szukają go wcale. Wszystko zależy od osoby - niektórzy po prostu żyją i nie zastanawiają się PO CO bo nie czują potrzeby zagłebiania się w to i teoretyzowania. Ci natomiast którzy chcą poznać sens życia skazani są na wieczne poszukiwania a i tak właściwie nigdy nie będą w stanie znaleźć poprawnej odpowiedzi. Istnieją jednak dwie jasne odpowiedzi:

1) Życie nie ma sensu.
2) Życie ma jakikolwiek lub wiele sensów.

Jeżeli przyjmiemy pierwszy wariant to możemy stwierdzić że rodzimy się tylko po to aby umrzeć bez dowiedzenia się dlaczego tu jesteśmy. Innymi słowy jest to egzystencjalizm: wszystko co naprawdę możemy wiedzieć to wyłącznie to że istniejemy zarówno my, jak i świat materialny. Wszechświat zawiera budzącą grozę przemoc i taka sama jest natura na Ziemi. Jest ona całkowicie obojętna na ludzkość i ani trochę nie dba o to, czy żyjemy czy umieramy (w końcu trzęsień ziemi, huraganów i wulkanów nie obchodzi czy w nas uderzą, czy pominą). Patrząc na to jak ludzie niszczą planetę możnaby powiedzieć że natura sama się broni przed szkodnikiem jakim jest człowiek. Możnaby w tym miejscu postawić pytanie retoryczne jaki jest/był sens życia dla milionów ludzi umierających na choroby cywilizacyjne, na AIDS, ginących w czasie wojny, umierających z głodu itd itd. Wszystko to jest bezsensowne, bezcelowe i głupie. Dlatego tez patrząc racjonalnie i rozumując logicznie wynika z tego iż nie ma kochającego, miłosiernego, współczującego "boga ojca", bo w końcu jak mógłby "dobry ojciec" bezczynnie patrzeć na śmierć tysięcy dzieci na białaczkę, ignorując rozpaczliwe modły ich rodzin? Dlaczego dobry stwórca zaplanował świat tak, że lwy zarzynają antylopy, pytony miażdżą świnie, rekiny rozszarpują foki, a kobiety umierają na raka piersi? Tylko potwór mógłby urządzić takie potworności, a potem nie zrobić nic, żeby uratować ofiary. Dlatego też zdrowy rozsądek dowodzi, że dobrotliwy współczesny bóg jest fantazją, która nie istnieje.

Jeżeli natomiast przyjmiemy drugi wariant wtedy możemy odnaleźć sens właściwie we wszystkim naokoło. Może to być np. filozoficzny sens życia lub też zwyczajny biologiczno-psychologiczno-fizyczny (bytowy). W takim przypadku jest to dostarczenie lepszego wyżywienia, opieki zdrowotnej, warunków mieszkalnych, transportu, wykształcenia, bezpieczeństwa, praw człowieka i wszystkich innych potrzeb ludzi. Sensem życia może być: zapobieganie wojnie, leczenie chorób, likwidacja głodu, alfabetyzacja, redukcja przestępczości, zapobieganie klęskom głodowym i przedsiębranie wszystkich innych kroków, które czynią życie przyjemnym - aż śmierć nas zabierze.

Suzuki, znajdź sobie sens życie w tym co znasz, co widzisz, co czujesz - w zwyczajnych ziemskich sprawach. Odnajdź sens życia w miłości, przyjaźni, w założeniu rodziny, posiadaniu i wychowaniu dzieci, w karierze, w dążeniu do osiągnięcia określonych dóbr materialnych i spełnieniu marzeń. Pamiętaj że masz niewielki wpływ na otaczającą Cię rzeczywistość i prawa które nią rządzą, ale niewielką nie znaczy rzadną. Możesz też odnaleźć sens życia w dążeniu do jakiegoś szczytnego celu który będzie pamiętany przez pokolenia i sprawi że nie zostaniesz zapomniany. Może to właśnie Ty obierzesz sobie za cel znalezienie lekarstwa na raka i obnajdziesz je itd itd...

Po prostu STARAJ SIĘ ŻYĆ NAJLEPIEJ JAK POTRAFISZ I BYĆ JAK NAJBARDZIEJ SZCZĘŚLIWYM. Skupianie się na życiu po śmierci nie ma sensu bo wtedy ZMARNUJESZ TO ŻYCIA a najwyraźniej jest ono NASZĄ JEDYNĄ SZANSĄ NA COKOLWIEK.
Ostatnio edytowano 23 wrz 2006, 01:36 przez peace-b, łącznie edytowano 1 raz
Beznamiętny trans, mechaniczny
Tępych zmysłów zgrzyt, genetyczny
Avatar użytkownika
Offline
Posty
279
Dołączył(a)
14 wrz 2006, 00:37
Lokalizacja
Kraków

Avatar użytkownika
przez Toshiro 23 wrz 2006, 01:34
Nonenow właśnie zrozumiałem sens i głębię Twojego nick'a. Podejżewam że Nowhere docelowo? ;) Pozdrawiam
„Bardzo często ludzie nie zdają sobie sprawy z tego że największa katastrofa ich życia może być równocześnie najpotężniejszą łaską z możliwych.” Eckhart Tolle
Avatar użytkownika
Offline
Posty
317
Dołączył(a)
18 wrz 2006, 16:14
Lokalizacja
po drugiej stronie lustra

przez Nonenow 23 wrz 2006, 01:45
:lol: :lol:
Oczywiscie ze Nowhere, a ja jestem Eustachy Motyka :smile:

pozdr.
Offline
Posty
182
Dołączył(a)
15 sty 2006, 00:23
Lokalizacja
Nowhere

Avatar użytkownika
przez Eva 23 wrz 2006, 10:37
Milko koffana gdybyśmy tak mogli tą nerwiczkę wyrwać jak zęby to wszyscy byśmy chodzili ...scerbaci . Jesteś wspaniałą stale walczącą kobietą ,która nie boi się wielkich wyzwań ... Cierpimy strasznie ,ale i Ty wiesz i Ja ,i wszyscy tacy sami jak my że nie wolno nam się poddawać ! Możemy mieć tylko malutkie dołeczki z których szybko musimy wyjść ,bo np. tak jak Ty teraz masz do zdobycia w weekend Zakopane! Przecież to świadczy o twojej sile że to Ty decydujesz że chcesz tam pojechać i wcale niech Cię nie straszy ta Twoja nerwiczka bo wierzę w to że sobie poradzisz ! Pozdrawiam i miłego wypoczynku życze !
Avatar użytkownika
Eva
Offline
Posty
237
Dołączył(a)
12 kwi 2006, 14:06
Lokalizacja
Trójmiasto

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 32 gości

Przeskocz do