Emocje w nerwicy...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

przez wiatr 07 lut 2007, 10:59
Witam. Po przeczytaniu tak smutnego postu zastanawia mnie . Czy aby najbliższe osoby zbytnio nie obarczyły twoją osóbkę odpowiedzialnością? Jak może jedna osoba udżwignąć taką odpowiedzialność i z wszystkiego się wywiązać. Czy tak naprawdę gdzieś podrodze ktoś nie zapomnial o tobie? Z tego co piszesz tak bardzo stalaś się odpowiedzialna że wydaje mi się zaczełaś za wszystkich wykonywać swoją i ich pracę. Oni zapewne stali się spokojni. Bez zmartwień . Całkiem możliwe że tak postępują nieświadomie, krzywdząc ciebie. Przecież pod takim ciężarem dziewczyno tak wiele dokonałaś . Całkiem możliwe nie dostrzegasz tego, ale najprawdopodobnie dostrzegają to twoi znajomi bo aż się upominają kiegy ich odwiedzisz. Zapewne lubią przebywać w twoim towarzystwie. A czy ty ...? Pozdrawiam.
"mój przyjaciel wiatr"
Offline
Posty
607
Dołączył(a)
29 sty 2007, 00:04
Lokalizacja
krakow

Avatar użytkownika
przez IceMan 07 lut 2007, 14:38
Konflikt wewnętrzny wynika moim zdaniem z niedowartościowania własnej osoby i zderzenia 2 poglądów, norm zachowań: własnej - tego, co czujemy i jak chcielibyśmy coś zrobić, a zewnętrznej, narzuconej przez otoczenie, niezgodnej z naszymi poglądami. Często, aby się nie wychylać, dostosowujemy się jak kameleon do otoczenia i robimy wszystko tak, jak chcą inni, nie idziemy za głosem własnej duszy. A wewnątrz coś nas gryzie, że nie zrobiło się czegoś jednak dobrze, według własnego sumienia. Pojawia się frustracja, czasem niechęć lub nienawiść do całego świata albo do własnej osoby. Tak rozumiem konflikt wewnętrzny.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

przez nitka 07 lut 2007, 19:12
Pysiu!!!!!
niewazne czy ktos jest zdrowy czy chory!! nigdy nie nikt nie ma prawa Cie uderzyc i ponizac!! to, ze cierpisz na nerwice i jest trudno zyc Tobie i zapewne z Toba (mowie tak, bo wiem, ze czasem my-nerwicowcy jestesmy nieznosni i niezrozumiani ;) NIE USPRAWIEDLIWIA zachowania Twojego chłopaka!!myslisz, ze gdybys byla zdrowa, pelna zycia i slodka jak malinka Twoj chlopak zachowywalby sie inaczej?? moze to on ma powazny problem? Pysiu...nie pozwol sobie na to. Jestes mloda i cale zycie przed Toba. Od swojego chlopaka powinnas dostawac spokoj i zrozumienie. moc przytulic sie do niego i poczuc blogi spokoj... Pamietaj, ze sa ludzie ktorzy potrafia kochac, byc opiekunczy i cierpliwi - MEZCZYZNI TEZ!! ;) moze to nie jest ten odpowiedni??
pozdrawiam i przesylam w Twoja strone pozytywne fluidy !!! ;)
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
13 sty 2007, 11:09

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez IceMan 07 lut 2007, 20:04
nitka napisał(a):Pamietaj, ze sa ludzie ktorzy potrafia kochac, byc opiekunczy i cierpliwi - MEZCZYZNI TEZ!!

TAK! Popieram, nitka ma rację! Podoba mi się to! Dobrze powiedziane! Tak jest! Nitka na senatora!


I jeszcze jedno, już 100% poważnie... Pysia... mam kuzynkę w podobnej sytuacji co ty... to znaczy ona nie ma nerwicy ani żadnej innej dolegliwości, ale ma takiego chłopaka... i już w jej przypadku wiele razy życie udowodniło, że ten się nie poprawi i nie zmieni, może łamię tymi słowami tzw. męską solidarność ;) , ale to po prostu taki typ. I jeśli wyzdrowiejesz, nie marz o tym, że się zmieni. Nie wierzę, że jesteś przez tą chorobę jakaś na tyle nieznośna, że miałby powody to takiego zachowania, gdyby to po prostu nie było głęboko w nim. Poza tym odwiedź znajomych, może masz tam jakiegoś fajnego przyjaciela z dawnych lat, a co :P . Rób jak uważasz, ale podpisuję się w 100% pod Nitką. I basta!

Pozdrawiam serdecznie!
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

przez nitka 07 lut 2007, 20:31
NO!! dzieki za wsparcie ;)

a ja sie pod Piotrkiem podpisuje!!!
i to sie wlasnie nazywa wspolpraca! :)
nie łam się Pysiu tylko walcz!
a jakby cos wal do nas jak w dym!!
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
13 sty 2007, 11:09

Avatar użytkownika
przez lula 07 lut 2007, 22:45
Najpierw do Pysi. Będę po swojemu dosadna.

Dać szansę mężczyźnie, który podnosi na Ciebie rękę lub stosuje terror psychiczny to podpisanie na siebie wyroku. Zrobisz to raz-zrobisz kolejny. Sobie możesz fundować takie rzeczy, bo to Twój wybór. A pomyślałaś kiedyś o dzieciach, które mogłabyś mieć z tym człowiekiem?
Życzę Ci dużo wytrwałości. Może warto byłoby pójść na chociaż jedno spotkanie z psychologiem razem z mamą?

Co do konfliktów wewnętrznych to najkrócej definiuję je jako rozbieżność między tym:
jaka jestem
jaką wydaje mi się, że jestem,
jaką chciałabym być, a
jaką wydaje mi się,że chciałabym być

Trochę pokręcone, ale ma logikę. Psycholog polecił mi obserwowanie siebie w sytuajach skrajnych gdy do głosu dochodzą emocje typu: wściekłość, zawiść, miłość, współczucie - cały arsenał (dostałam spis treści na początek gdybym gubiła się w uczuciach, lub zapomniała, że istnieją) i rozkładanie sytuacji na czynniki pierwsze-taka mega rzeczowa jak inwentura vivisekcja na otwartej duszy. Ładne kwiatki wychodziły. Normalnie jeckyll i hyde. hehehe
Avatar użytkownika
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
15 sty 2007, 22:47
Lokalizacja
skądinąd

Re: Pustość

Avatar użytkownika
przez Niteczka 11 lut 2007, 02:58
kikut napisał(a):Strasznie mnie męczy koszmarna emocjonalna pustka. W ogóle nie czuję siebie, nie moge dogrzebać sie do emocji, które pod pustką się kryją. Nie mogę ich poczuć i odreagować. Jestem wyczerpany, marzę o chwili spokoju i odpoczynku. Bywacie puści?


Ohh, ja czuję sie dokładnie tak samo...pusto i bezbarwnie :cry: a co do zycia po smierci to już sama nie wiem...niby powinno cos tam być ale ja juz coraz częściej mysle że to jakis pic na wode i śmierć jest kresem :cry:
z drugiej strony bardzo bym chciała zeby tak nie było...
pozdrawiam
I am alone at a crossroads
I'm not at home in my own home
And I've tried and tried to say what's on my mind
I'm so tired of pretending...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
03 sty 2007, 19:39
Lokalizacja
Głogów

przez weronika 11 lut 2007, 12:15
chciałabym wszystkim niewierzącym wątpiącym i poszukującym którym jest trodno żyć bez wiary że śmierć nie jest końcem, powiedzieć ,że jeśli nawet nasz mózg uniemożliwia nam pełną wiare w Boga i życie po śmierci, bo jestesmy istotami racjonalnymi, to pamiętajcie chociaż o tym że to że Bóg istnieje może dla nas nie jest takie pewne ale jest jednak możliwe, bo przecież skąd mamy wiedzieć że oprócz naszego świata naszej rzeczywistości nie istnieje obok jakis inny świat którego nie możemy dostrzec naszymi zmysłami, świat nie musi być tylko tym co widzimy słyszymy, czy dotykamy, kiedy mnie dopadają wątpliwości staram się pamiętać o tym że mam mózg który utrudnia mi pełną wiare ale to nie znaczy że Boga nie ma,że jest to całkiem możliwe że On jednak jest a wtedy całe ludzkie życie nabiera sensu, poza tym było już tak wiele zjawisk i wydarzeń paranormalnych o których słyszymy, które swiadczą o tym że coś jest, ja poznałam ludzi uzdrowionych dzięki modlitwie
Offline
Posty
254
Dołączył(a)
11 kwi 2006, 16:43

Avatar użytkownika
przez Wesnaa 12 lut 2007, 01:47
Zycie człowieka jest puste bez wiary. Bez wiary w coś poza naszym światem codziennym, poza tym wszystkim co widzimy i co jest namacalne. Taką wiarę trudno jest odnaleźć, ale mimo wszystko samo uświadomienie sobie, że jest ona nam potrzebna jest dużym krokiem na przód. Ja właśnie na takim etapie jestem. Do niedawna wydawało mi się, że ja tego nie potrzebuję, że jestem takim herosem, że dam sobie radę sama ze wszystkim itp. itd. Nie da się tak żyć. Coś musi nas popychać do przodu.
Second Life Syndrome
Avatar użytkownika
Offline
Posty
115
Dołączył(a)
30 lis 2006, 11:14
Lokalizacja
sama nie wiem...

Avatar użytkownika
przez morrena 17 mar 2007, 16:37
nieznosna_ciezkosc_bytu napisał(a):czy przez jakas chorobe i pustke emocjonalna, moze mi sie wydawac, ze juz nie kocham?


To jest bardzo dobre pytanie, bo wydaje mi się, że to faktycznie możliwe... sama czuję się "otępiała uczuciowo" i przez to zadręczam się jeszcze bardziej... Jedyne wyjście to funkcjonować najbardziej normalnie jak nasz stan nam na to pozwala, i cały czas sie nie poddawać :smile:
Żadnego mądrego cytatu nie będzie. O. Bo nie.
....................................................................
Avatar użytkownika
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
10 sty 2007, 20:18
Lokalizacja
Poznań

wpisywac sie kto jest wkurzony na siebie

Avatar użytkownika
przez ewa125 10 kwi 2007, 18:24
dzisiaj sie tak wkurzylam na siebie... spotkalam bylego chlopaka na ulicy (rozstalismy sie mozna powiedzec w zgodzie) , tylko sie minelismy i powiedzielismy sobie czesc a ja od razu nogi z waty, serce mi walilo z nerwow, potem musialam sie dlugo z tego otrzasac i teraz jestem na siebie zla, wsciekla. dlaczego ja tak reaguje na rozne sprawy jak jakis debil, ludzie sa w telewizji, narazaja sie na publiczne komentarze, a ja jestem zwykla dziewucha i nie mam realnych powodow zeby sie ciagle stresowac!! kurde jak to do cholery opanowac?? to jest naprawde strasznie glupie ze na wlasne zyczenie sobie niszcze psychike ciaglymi nerwami, niedlugo juz pewnie jakichs wrzodow zoladka dostane, a przeciez nie mam powodow!!!! strasznie sie boje krytyki ludzi, tego ze ktos mnie obgada za plecami itd, a dlaczego? przeciez wiem ze nie powinnam i ze kazdy ma swoje wady i zalety i kazdy ma wrogow. ja jednak chcialabym byc nieskazitelnie idealna i wtedy nikt by sie nie mogl do mnie o nic przyczepic. glupota totalna. tez tak macie?? :oops:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

Avatar użytkownika
przez Mizer 10 kwi 2007, 19:57
Nie chce Ewcia, zeby wyszlo to zbyt prywatnie do Ciebie, ale nawiz e do Twojego postu :) ogolnie!

jesteś nieskazitelnie idealna jak tak o sobie myślisz.
Kiedy ktos Ci powie, że jesteś beznadziejna to mu uwierzysz?

Kto wie lepiej? Twoje wewnętrzne przekonanie, że (dobrze: bez lęków, bez tej niepewności, stresów czy czego tam jeszcze) jesteś mimo wszystko idealna..?
Czy może jakiś bubster, który usłyszał Twój drżący ze strachu głos i nie wiadomo co sobie dopowiedział. Jakiś chłopak, co myśli, że jesteś głupia, mimo, że nie miałaś okazji się wykazać ze strachu? Jakaś panna, przy której zachwiałaś się i dałaś się zmanipulować, bo wywarła psychiczną presję, która zawsze Cię równała z ziemią?

Odpowiedź jest jedna- choćby nie wiem jak kto próbował udowodnić, że wie lepiej niż TY, że 'wie' iz jesteś głupia, że jesteś zahukana, że jesteś sztuczna, zrobiłaś krzywy krok na prostym asfalcie, nie umyłaś włosów, nie wytłumaczyłaś komuś do końca ważnej sprawy, to się myli, NIE MA RACJI, nawet kiedy nie wiesz-boisz się mu to udowodnić, on tylko spekuluje, domysla się, odbiera po swojemu, a tam gdzie jest niedokończone lub niewiadoma x dopowiada sobie WLASNA historię, która z Tobą może mieć gówno wspólnego- jedynie my dajemy ją sobie wepchnąć, sądząc, że on nas zna lepiej, że nas prześwietlił na wylot, że ma nad nami władzę, bo jest <haha!> LEPSZY!

jaka jest prawda?
ON się nie przejmuje, że zwisa mu sznurówka z gaci, że my mówimy komuś, że on jest skurwielem. Nie dlatego, że jest SILNY, silni, słabi... gówno warte pojęcia starożytności zastąpione milionami innych określeń. Dlatego, że on ma wpojone, że go NIE INTERESUJE opinia innych ludzi, on WIE o sobie najlepiej, nie da sobie wpoić gówna, bo tak się nauczył od dziecka.

Postawa taka nie jest trudna, jedyne czego nam potrzeba to uświadomienia sobie, że NIE ROZMYSLANIE nad tym co myślą inni NIE ZASZKODZI NAM.
Nic nie stracimy.
Nic!
Nie dowiemy się o sobie nowości z cudzych opinii. Powierzchownych dyrdymałów, wrażeń...


Praca domowa- po przyjściu jutro ze szkoły/pracy NIE MYSL co powiedziałeś/co straciłeś/ że może się nie uśmiechnąłem wtedy kiedy trzeba/ że spojrzałem na kogoś dziwnie i ktoś coś pomyślał.

Ktoś coś pomyślał może nie. Nawet jak pomyślał- to nie wiesz co i za /cenzura/ się nie dowiesz, bo nie jesteś wróżką. A jeżeli sobie pomyślał?- to po co Ci informacja: o czym? Wiesz już wszystko! Spojrzałeś się na kogoś, bo chciałeś np. zobaczyć czy na Ciebie patrzy, pokazać uśmiechem, że jesteś życzliwy, bo miałeś taki odruch nerwowy. Nie starczy Ci ta informacja? ONA wyraża Ciebie, TWOJA myśl nie jego!

Da się nie rozmyslać po przyjściu. Wierzcie- praktykuję od dłuższego czasu. Na początku był to jeden dzień w tygodniu- bo co mi szkodzi dzisiaj nie pomyśleć. Nikt nie umrze. Tak z musu- nie mysleć. Przecież tym sposobem nie wyciągniemy wniosków co źle zrobiliśmy. Nie wyciągniemy wniosków jacy jesteśmy. I gówno prawda, że jak rozmyślimy/ rozgryziemy tę przykrą sytuację to następnym razem postaramy się tego nie popełnić/ nie doprowadzić do kompromitacji. To tak jakby ktos spisywał wiekami fakty historyczne, żeby nie dopuścić do podobnych zdarzeń w przyszłości. A prawda taka- żadne z faktów się nie powtórzyło, każdy plan był jedyny w swoim rodzaju, każda bitwa wyglądała inaczej, wszystko było zdecydowanie inne- nawet "nie ma dwóch takich samych spojrzeń"- to jakim cudem sytuacja idealnie się powtórzy znowu-każdy będzie miał w ustach te same słowa- my będziemy wiedzieć jak na nie zareagować- będzie chodzić o to samo.

Potrzebne?
Nie.
Siłą wyłącz.
Jak kabel od telewizora z kontaktu.

Pierwszy krok taki.
Potrem po mału sami będziecie rozumieć, że zastanawianie się nad innymi to bezsens i strata 70% energii zyciowej.

Ja jestem na 2 etapie :D. Kiedy mam wątpliwości lecę z tym do psychologa. I będzie dobrze :D Rozpisa

jesteś nieskazitelnie idealny jak tak o sobie myślisz.
Kiedy ktos Ci powie, że jesteś beznadziejny to mu uwierzysz?

Kto wie lepiej? Twoje wewnętrzne przekonanie, że (dobrze: bez lęków, bez tej niepewności, stresów czy czego tam jeszcze) jesteś mimo wszystko idealna..?
Czy może jakiś bubster, który usłyszał twój drżący ze strachu głos i nie wiadomo co sobie dopowiedział. Jakiś chłopak, co myśli, że jesteś głupia, mimo, że nie miałaś okazji się wykazać ze strachu? Jakaś panna, przy której zachwiałaś się i dałaś się zmanipulować, bo wywarła psychiczną presję, która zawsze Cię równała z ziemią?

Odpowiedź jest jedna- choćby nie wiem jak kto próbował udowodnić, że wie lepiej niż TY, że 'wie' iz jesteś głupia, że jesteś zahukana, że jesteś sztuczna, zrobiłaś krzywy krok na prostym asfalcie, nie umyłaś włosów, nie wytłumaczyłaś komuś do końca ważnej sprawy, to się myli, NIE MA RACJI, nawet kiedy nie wiesz-boisz się mu to udowodnić, on tylko spekuluje, domysla się, odbiera po swojemu, a tam gdzie jest niedokończone lub niewiadoma x dopowiada sobie WLASNA historię, która z Tobą może mieć gówno wspólnego- jedynie my dajemy ją sobie wepchnąć, sądząc, że on nas zna lepiej, że nas prześwietlił na wylot, że ma nad nami władzę, bo jest <haha!> LEPSZY!

jaka jest prawda?
ON się nie przejmuje, że zwisa mu sznurówka z gaci, że my mówimy komuś, że on jest skurwielem. Nie dlatego, że jest SILNY, silni, słabi... gówno warte pojęcia starożytności zastąpione milionami innych określeń. Dlatego, że on ma wpojone, że go NIE INTERESUJE opinia innych ludzi, on WIE o sobie najlepiej, nie da sobie wpoić gówna, bo tak się nauczył od dziecka.

Postawa taka nie jest trudna, jedyne czego nam potrzeba to uświadomienia sobie, że NIE ROZMYSLANIE nad tym co myślą inni NIE ZASZKODZI NAM.
Nic nie stracimy.
Nic!
Nie dowiemy się o sobie nowości z cudzych opinii. Powierzchownych dyrdymałów, wrażeń...


Praca domowa- po przyjściu jutro ze szkoły/pracy NIE MYSL co powiedziałeś/co straciłeś/ że może się nie uśmiechnąłem wtedy kiedy trzeba/ że spojrzałem na kogoś dziwnie i ktoś coś pomyślał.

Ktoś coś pomyślał może nie. Nawet jak pomyślał- to nie wiesz co i za /cenzura/ się nie dowiesz, bo nie jesteś wróżką. A jeżeli sobie pomyślał?- to po co Ci informacja: o czym? Wiesz już wszystko! Spojrzałeś się na kogoś, bo chciałeś np. zobaczyć czy na Ciebie patrzy, pokazać uśmiechem, że jesteś życzliwy, bo miałeś taki odruch nerwowy. Nie starczy Ci ta informacja? ONA wyraża Ciebie, TWOJA myśl nie jego!

Da się nie rozmyslać po przyjściu. Wierzcie- praktykuję od dłuższego czasu. Na początku był to jeden dzień w tygodniu- bo co mi szkodzi dzisiaj nie pomyśleć. Nikt nie umrze. Tak z musu- nie mysleć. Przecież tym sposobem nie wyciągniemy wniosków co źle zrobiliśmy. Nie wyciągniemy wniosków jacy jesteśmy. I gówno prawda, że jak rozmyślimy/ rozgryziemy tę przykrą sytuację to następnym razem postaramy się tego nie popełnić/ nie doprowadzić do kompromitacji. To tak jakby ktos spisywał wiekami fakty historyczne, żeby nie dopuścić do podobnych zdarzeń w przyszłości. A prawda taka- żadne z faktów się nie powtórzyło, każdy plan był jedyny w swoim rodzaju, każda bitwa wyglądała inaczej, wszystko było zdecydowanie inne- nawet "nie ma dwóch takich samych spojrzeń"- to jakim cudem sytuacja idealnie się powtórzy znowu-każdy będzie miał w ustach te same słowa- my będziemy wiedzieć jak na nie zareagować- będzie chodzić o to samo.

Potrzebne?
Nie.
Siłą wyłącz.
Jak kabel od telewizora z kontaktu.

Pierwszy krok taki.
Potrem po mału sami będziecie rozumieć, że zastanawianie się nad innymi to bezsens i strata 70% energii zyciowej.

Ja jestem na 2 etapie :D. Kiedy mam wątpliwości lecę z tym do psychologa. I będzie dobrze :D
Ciesz się każdym dniem bo nigdy nie wiadomo, kiedy na Twój dom może najechać ciężarówka z gnojem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
877
Dołączył(a)
08 cze 2006, 17:29

Avatar użytkownika
przez ewa125 10 kwi 2007, 23:37
dzieki mizer, autentycznie lepiej mi sie zrobilo po przeczytaniu twojego postu :D . masz racje ze nie powinnam myslec o tym co ktos inny pomyslal i wlasnie trafiles w sedno sprawy bo ja zawsze o tym mysle. a nie daj Bog ktos na mnie krzywo spojrzy, moze nawet przypadkowo to ja juz wkladam mu w glowe najgorsze mysli o sobie , potem jestem do tej osoby wrogo nastawiona a ona to odczuwa i rzeczywiscie zaczyna mnie nie lubic bo mysli ze to ja jej nie lubie.. tak samo swojemu chlopakowi czy to obecnemu czy bylemu tez wkladalam do glowy rozne mysli np na temat innych kobiet, wyobrazalam sobie ze np on wyobraza sobie seks z sharon stone bo powiedzial ze jest ladna. bzdury kompletne . tak bardzo chcialabym to wyplemic !!!!!! czuje ze to moj glowny problem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
842
Dołączył(a)
08 paź 2006, 00:52

Avatar użytkownika
przez JiggaWoman 11 kwi 2007, 17:15
Hej ewa, ja mam bardzo podobnie. Całe życie starałam się dla innych - uśmiech, pomoc, czasem nawet wszystko. Jak zachorowałam, już nie mm sił się starać i zakładać maski. Jadąc autobusem, ktoś się zaśmieje - "to pewnie ze mnie", przechodząc pod blokiem, ktoś krzyczy z okna - "pewnie mnie wyzywają". I pewnie w 90% to nie jest prawdą, to przeżywam każdy szczegół. To jest chore. Ale prawda jest taka, że jakakolwiek bym nie była zawsze znajdzie się ktoś kto będzie chciał nas zgnoić. Nawet pewnie po świętych niektórzy potrafią jechać.
Mizer, dobry tekst. Podobasz mi się hehe ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
09 lip 2006, 14:34

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: matteusz89 i 26 gości

Przeskocz do