Skocz do zawartości
Nerwica.com

Jak zaczęła się Wasza przygoda z psychologią?


CzlowiekWmasce

Rekomendowane odpowiedzi

Kieruję do was pytanie co was nakłoniło do zagłębienia się w tę wiedzę? Chodzi mi o wasze indywidualne przejścia życiowe...

Swoją przygodę zacząłem z jakieś 8 miesięcy temu, gdy zaczął rozpadać się mój związek z pewną dziewczyną. Miała traumatyczne przeżycia oraz z czasem powiedziała mi, że ma nowotwór. Zaczęliśmy się oddalać, a Ona szukała pretekstu do odejścia i tak się stało. Zapadła się pod ziemie. To był trudny okres w moim życiu wtedy zacząłem studiować psychologie sam w domu (sterta książek), aby znaleźć odpowiedź dlaczego tak musiało się stać. Chciałem iść z nami do psychologa, a wyszło tak, że sam z sobą zacząłem chodzić. Dowiedziałem się wiele o sobie i ryzyku jakie mogło wynikać z tego związku. Uświadomiłem sobie, że wyrastałem w rodzinie dysfunkcjonalnej i jakie to niesie następstwa. Bardzo mnie pochłonęła ta dziedzina nauki, ale nie myślałem o tym, żeby brać się na poważnie za to... Pewnego razu spotkałem dziewczynę, która przeżyła to samo co moja była partnerka molestowanie seksualne... Była uzależniona emocjonalnie od używek oraz traumatycznych przejść. Chęć popełnienia samobójstwa. Pomogłem jej wyjść wyciągnąłem z niej dawne traumy i uświadomiłem jej, że musi stawić im czoła, aby się od nich uwolnić. Długimi i sensownymi rozmowami nakłoniłem ją, aby poszła na terapię. Odważyła się dziś wiedzie życie spokojne i jest moją dobrą przyjaciółką. Spotkanie z tą dziewczyną dało mi odkupienie tego czego nie umiałem naprawić, a zarazem odnalazłem ścieżkę swojego życia. Straciłem osobę którą kochałem, ale mogę uratować o wiele więcej kobiet pokrzywdzonych będąc psychologiem.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przygoda zaczęła się od pewnego rodzaju trudności, które napotkałam na swojej drodze.

Nawarstwiały się one po pewnej sytuacji.

Nie czekając zgłosiłam się na terapię, którą kontynuuję od ponad 2,5 roku.

Oczywiście na początku procesu terapeutycznego nie było kolorowo, ale na dzień dzisiejszy terapia jest dla mnie formą samorozwoju.

Wszystko wróciło do normy. Jej pojęcie jest względne gdyż "norma" dla każdego oznacza inny poziom.

Mam na myśli pokonywanie trudności i radość z osiągniętych sukcesów.

Dodam, iż nie pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej. Pewne przeżycia z dzieciństwa - przebyta choroba nowotworowa ukształtowała moje poglądy, wyobrażenia i przekonania, a rodzice, którzy popełniali błędy wychowawcze, jak wszyscy rodzice, mogli przyczynić się do reakcji na trudne sytuacje życiowe.

Cieszę się, że istnieje możliwość dojścia do ładu ze sobą. Oczywiście wymaga to wysiłku od nas samych. Ale to już inny temat.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moje zainteresowanie psychologią zaczęło się w jakieś prostej formie już w podstawówce. Dorwałem jakieś tam poradniki o wychowaniu dzieci czy prowadzeniu lekcji i jakoś mnie to zainteresowało. Zacząłem tworzyć jakieś własne teorie (stwierdziłem że ludzie dzielą się na rządzących i rządzonych), wymyślałem związki między szerokością twarzy i temperamentem (twierdziłem, że jak ktoś ma 'grubszą' twarz to jest bardziej agresywny). Potem załapałem jakieś kilka książek po drodze.

W liceum to zainteresowanie nabrało większego życia. Tutaj interesowałem się głównie psychologią społeczną. Przeczytałem całego Zimbardo ("Psychologia i Życie") i Allinsona ("Psychologia społeczna). Odnalazłem też Kępińskiego (mój ulubiony autor). Zacząłem się też interesować depresją, schizofrenią, autyzmem. Sytuacje dodatkowo wzmagał fakt że, nie odnalazłem się za bardzo wśród kolegów i z czasem cierpiałem na coraz większy lęk społeczny. Wyśmianie było dla mnie traumatycznym przeżyciem. Czytałem też i nieśmiałości, fobii społecznej. Fascynował mnie świat schizofreników, czy geniuszy np. z zespołem Aspegera. Wręcz nie wiem czy nie chciałem kimś takim zostać. Oprócz tej fascynacji chciałem szpanować moją wiedzą i jakąś (swoją?) wyjątkową osobowością. Interesowałem się też wieloma innymi rzeczami. Raczej nie zamierzałem zostać psychologiem (bardziej interesowałem się matematyką czy informatyką), ale wydaje się że byłem wrażliwy na osoby psychicznie cierpiące, a lubiłem też siedzieć w tych różnych teoriach z psychologii. Jeszcze nie wiedziałem że wyląduję po tej drugiej stronie.

Dostałem się na bardzo dobre (i wymagające studia). Nie będę tutaj opisywał jak, ale po ponad roku zaczęła się u mnie coraz wyraźniej ujawniać nerwica. Długo zwlekałem zanim trafiłem do lekarza. Nerwica pokazała mi że tak na prawdę nie wiem nic (albo prawie nic) o psychologii. I tak na razie trwa do dziś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja przygoda z psychologią rozpoczęła się w liceum. Bakcyla psychologicznego połknęłam na lekcjach języka polskiego (!), kiedy rozmawialiśmy o archetypach i koncepcji Junga. Wtedy zaczęłam się interesować psychologią bardziej, czytać "Charaktery", szukać informacji w książkach. Po maturze postanowiłam spróbować zdawać na psychologię, chociaż bardzo interesowała mnie też biologia i biotechnologia. Akurat wtedy psychologia była bardzo modnym kierunkiem - była duża konkurencja (ponad 30 osób na jedno miejsce). Nie do końca wierzyłam, że się uda. Kiedy dostałam się na wszystkie wybrane kierunki, miałam dylemat, co wybrać, czy ja w ogóle nadaję się na psychologa. Nie do końca zdawałam sobie sprawę ze specyfiki zawodu. Wybrałam studia psychologiczne - nie zawiodłam się. Zdziwiłam się jednak, jak bardzo psychologia prezentowana w mediach, tzw. "psychologia podwórkowa" uprawiana przez ludzi, którzy nie są psychologami, którzy tylko trochę jej liznęli, przy okazji studiowania innych kierunków (np. na kursach pedagogicznych) różni się od "prawdziwej psychologii". Dzięki studiom odmitologizowałam wizerunek psychologa. Idąc na studia, myślałam bardziej, że zostanę psychologiem klinicznym. W miarę studiowania zrozumiałam, że psychologia społeczna jest mi bliższa. Jestem psychologiem, bo lubię pracować z ludźmi i dla ludzi. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja już w wieku 7 lat stwierdziłem że coś ze mną nie tak rówieśnicy się ze mnie naśmiewali i wykorzystywali mimo że miałem normalną rodzinę. Płakałem jak dostałem 5 z minusem (a wtedy 6 tek nie było) a cała klasa uznawała mnie za totalnego frajera i nieudacznika i tylko żarty se ze mnie stroili. Jak tylko się dowiedziałem że istnieją choroby psychiczne uznałem że jestem "psycholem" i reszta życia to potwierdziła czyli zadziałało samospełniające się proroctwo jak to psycholodzy nazywają :mrgreen: .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×